VigLink

Witam i zapraszam

piątek, 28 kwietnia 2017

Idiotyzm, czy gwałt? Stealthing


Ostatnio wśród mężczyzn modny staje się niebezpieczny trend- zdejmowania prezerwatywy w trakcie stosunku bez wiedzy kobiety. Takie zachowanie nosi nazwę stealthing. Zastanawiam się, jak skończonym idiotą trzeba być, aby dla chwili przyjemności, poczucia panowania nad kobietą i chęci rozsiewania nasienia ryzykować choroby weneryczne, w tym HIV i HPV oraz niechcianą ciążę. Tłumaczenie o męskiej dominacji, podnieceniu, panowaniu nad kobietą jest po prostu żałosne. Przerażają komentarze pod artykułami opisującymi problem. Znajdziemy tam takie seksistowskie kwiatki "skoro idzie to łóżka z nieznajomym, to ma za swoje". Dziwne to stwierdzenie skoro do seksu potrzeba obojga. Problem dotyczy nie tylko związków nowych, par z pewnym stażem oraz związków homoseksualnych. Dopatrywanie się w tym procederze winy kobiet jest absurdalne. Kobieta zgadza się na seks z zabezpieczeniem, a to, że partner ma nierówno pod sufitem i kieruje im chęć władzy nad partnerką jest wyłącznie jego działaniem. Oszukiwanie drugiej strony, nawet jeżeli jest to tylko niezobowiązujący seks jest nieuczciwe i poniżające. Zastanawiam się, czy panowie, którzy w ten sposób oszukują kobiety zastanawiają się co będzie później? Niechciana ciąża, choroba, poczucie upokorzenia u kobiety. W przypadku dziecka -alimenty. W polskim społeczeństwie pokutuje pogląd, że ciąża i antykoncepcja to problem kobiety. On zawsze może zmusić partnerkę do aborcji lub ulotnić się. Przyzwolenie na niepłacenie alimentów w Polsce jest dość duże. Podobnie jak na nieodpowiedzialne zachowania seksualne mężczyzn. On może mieć dowolną ilość partnerek, sypiać z nieznajomymi kobietami, a nawet oszukiwać je. Kobieca seksualność jest uznawana za coś gorszego, grzesznego i niedozwolonego społecznie. Zdejmowanie prezerwatyw w trakcie stosunku jest skrajnie nieodpowiedzialne, jest wręcz formą gwałtu. Zjawisko jest stosunkowo młode, więc nie ma na nie paragrafu. Warto wiedzieć, że są osobnicy płci męskiej (mężczyznami trudno ich nazwać), którzy mają gdzieś bezpieczeństwo swoje i partnerki, nie szanują kobiety i przekraczają wszelkie granice egoizmu. Czytałam komentarze mężczyzn popierających tego typu praktyki. Panowie przypominali sytuację, w której nasienie pozostawione w prezerwatywie jest wykorzystane do zapłodnienia bez ich zgody oraz sytuacje, kiedy kobieta oszukuje, że stosuje antykoncepcję, a w rzeczywistości nie zabezpiecza się i łapie faceta na dziecko. Wszystkie praktyki, w których jedna strona oszukuje drugą, narusza prawo do dysponowania swoją seksualnością i materiałem rozrodczym są naganne z punktu widzenia etycznego i pozbawiają jedną ze stron fundamentalnego prawa do decydowania o rodzicielstwie. Nie jest istotne, która strona oszukuje. Zabezpieczeniem przed następstwami takich zajść są: uniknie przypadkowego seksu, uważne poznanie partnera przed rozpoczęciem z nim współżycia i stosowanie antykoncepcji hormonalnej lub wkładek niehormonalnych.

środa, 26 kwietnia 2017

Aborcyjna antykoncepcja Terlikowskiego


Terlikowski wymyślił nowy termin "aborcyjna antykoncepcja"http://malydziennik.pl/melinda-gates-znalazla-sposob-na-walke-z-ubostwem-a-moze-raczej-na-nabijanie-kabzy-koncernom,4472.html Co Terlikowski ma na myśli? Zapewne całą antykoncepcję hormonalną, która według "znawców" pokroju Terlikowskiego ma właściwości wczesnoporonne. Melinda Gates zamierza dofinansować promowanie antykoncepcji w ubogich krajach, gdyż jej zdaniem antykoncepcja zmniejsza ubóstwo. Kobiety stosujące antykoncepcję rodzą mniej dzieci,więc mogą pracować poza domem i kształcić dzieci. Kształcenie i praca zawodowa kobiet (oczywiście godna praca, a nie wyzysk) to czynniki zmniejszające ubóstwo. Opinia pani Gates jest logiczna i zgodna z rzeczywistością. Terlikowskiemu antykoncepcja kojarzy się z zabijanie życia poczętego, a jego aborcyjna obsesja zagraża kobietom i przestaje być śmieszna.

piątek, 21 kwietnia 2017

Referndalny problem PiS


Organizatorzy referendum szkolnego zebrali ponad 910 tys. podpisów pod projektem referendum przeciwko reformie (w zasadzie niszczeniu edukacji). PiS będąc w opozycji krytykował PO za lekceważenie głosów obywateli, którzy chcieli referendum w/s 6latków. PiS twierdzi, że reformę edukacji obiecali wyborcom, a skoro wygrali to mogą zmieniać szkołę. Jeżeli nie zgodzą się na referendum , pokażą, że nie różnią się niczym od PO i tak samo lekceważą podpisy obywateli. Jeśli referendum przejdzie będzie to oznaczało, ze Zalewska nie ma poparcia w partii, a PiS przestał być jednością. Przegrana władzy w referendum oznaczałaby cios w PiS, pokazałaby Kaczyńskiemu, że wygrane wybory nie oznaczają, że naród zgadza się z władzą i mogą robić wszystko na co mają ochotę. Jeżeli PiS wygra referendum zyska przekonanie, że ma poparcie społeczne i nastąpi dalszy etap niszczenia demokratycznego państwa. Na pewno można przewidzieć psykówkę w Sejmie, wypominanie błędów z przeszłości. Nie liczę na konstruktywną dyskusję o stanie polskiej oświaty. Jestem przeciwko reformie edukacji. O ile popieram wydłużenie liceum, to niekoniecznie podoba się mi powrót ośmioklasowej podstawówki, programy z błędami merytorycznymi, zwolnienia w oświacie, brak pełnego nauczania w podstawówce: fizyki, geografii,chemii i biologii.

środa, 19 kwietnia 2017

O czym zapomina Komisja Zdrowia w kwestii antykoncepcji awaryjnej


Mylą się Ci, którzy sądzą, że utrudnianie dostępu do antykoncepcji awaryjnej pomoże chronić życie poczęte. Jest odwrotnie- brak antykoncepcji awaryjnej to niechciane ciąże, aborcje, dzieci na śmietnikach. Dramat ofiar gwałtu- strach przed ciążą, ciąża z gwałtu, decyzja co z tym zrobić to dodatkowy stres i tragedia dla zgwałconych kobiet.Przeciwnicy antykoncepcji awaryjnej chcą dla Polek piekła w imię ideologii katolickiej. Polacy -katolicy popierają dostępność antykoncepcji awaryjnej bez recepty. Według dwóch sondaży 59-68%Polaków popiera dostęp do antykoncepcji awaryjnej bez recepty. Posłów wybrał naród i nie mają prawa stawiać swojej religii ponad wolą narodu. Polki też mają swoje sumienie- nie może dość wybiórcze, katolickie sumienie ministra Radziwiłła decydować o życiu kobiet. Pan minister nie ma zamiaru chronić życia- o czym najlepiej świadczy zapowiedź likwidacji standardów okołoporodowych, zmniejszenia środków na prowadzenie ciąż trudnych i zmniejszenia finansowania leczenia chorych noworodków i wcześniaków. Działania ministra zdrowia mają doprowadzić do większej śmiertelności okołoporodowej matek i noworodków. Atak na antykoncepcję awaryjną to lekceważenie woli narodu i chęć kontrolowania rozrodczości kobiet oraz złamanie polskiej Konstytucji i kilku innych aktów prawnych. PiS łamie Konstytucję od samego początku, co nie oznacza, że teraz naród przyjmie ze spokojem atak na zdrowie i prawa kobiet. Artykuł 25&2 Konstytucji stanowi, że "Władze publiczne w Rzeczypospolitej Polskiej zachowują bezstronność w sprawach przekonań religijnych, światopoglądowych i filozoficznych, zapewniając swobodę ich wyrażania w życiu publicznym".. Utrudnienie dostępu do antykoncepcji łamie jeszcze kilka innych paragrafów polskiej Konstytucji. Artykuł 31&1i2 zapewnia ochronę prawną wolności człowieka i nakazuje władzom oraz obywatelom poszanowanie wolności i praw innych osób. Powyższa decyzja stoi w sprzeczności z powyższą konstytucyjną zasadą, gdyż ingeruje w wolnością osobistą i prawa kobiet. Art.32 zapewnia równość obywateli wobec prawa i zakazuje jakiejkolwiek dyskryminacji. Jest to dyskryminacja pod względem światopoglądowym i ze względu na płeć. Artykuł 38 zapewniający prawną ochronę życia nie zawiera dopisku "od poczęcia", więc należy go interpretować szerzej jako ochrona życia biologicznego, zawodowego, prywatnego i rodzinnego. Nieprawdą są stwierdzenia powtarzane przez przeciwników antykoncepcji awaryjnej, że zabija ona życie poczęte. Antykoncepcja awaryjna nie działa po zagnieżdżeniu się zarodka w macicy. Implantacja zarodka w macicy jest końcem procesu zapłodnienia i początkiem prenatalnego rozwoju człowieka. Artykuł 47 zapewnia obywatelom "prawo do ochrony prawnej życia prywatnego, rodzinnego, czci i dobrego imienia oraz do decydowania o swoim życiu osobistym". Decyzja ministra narusza prawo obywateli o swobodnym decydowaniu o swoim życiu osobistym. Polskie kobiety nie potrzebują, aby Minister Zdrowia i kościół katolicki decydowali o ich seksualności, rozrodczości, planowali za nich rodzinę, pouczali o moralności. Polki wymagają od władzy poszanowania Konstytucji, Karty Praw Pacjenta i umów międzynarodowych. Z Konstytucji wynika jasno, że minister zdrowia nie ma żadnego prawa do ograniczania praw kobiet i decydowania za nas na temat moralności i kształtu rodziny. Są to sfery pozostające w prywatnej kwestii polskich obywateli. Komisja i minister zdrowia nie mają żadnego prawa do narzucania ideologii katolickiej społeczeństwu. Decyzja wprowadzająca ponownie recepty na antykoncepcję awaryjną narusza prawa pacjenta. Punkt drugi Karty Praw Pacjenta daje pacjentkom prawo do "świadczeń zdrowotnych odpowiadających wymaganiom wiedzy medycznej, opartej na metodach dostępnych i środkach zapobiegania [...]". Na uwagę zasługuje zwrot "opartych na wiedzy medycznej", a nie nauce kościoła. Zapobieganie ciąży jest legalnym świadczeniem medycznym, mającym udowodnione naukowo właściwości zdrowotne. Środki służące zapobieganiu ciąży są przebadanymi lekami, które przeszły całą procedurę rejestracji. Punkt 4 powyższej karty zawiera prawo pacjenta do poszanowania intymności i godności osobistej w trakcie udzielania świadczeń medycznych. Zmuszenie kobiet, aby w nagłej sytuacji szukały lekarza, który wypisze receptę, nie ma katolickiego sumienia, narażanie ich na dodatkowe koszty i konieczność tłumaczenia powodów zażycia tabletki awaryjnej uwłacza godności kobiet i jest zaprzeczeniem zasady poszanowania intymności. Dostępność antykoncepcji awaryjnej bez recepty nie stoi w sprzeczności z Konwencją o Prawach Dziecka, bowiem antykoncepcja awaryjna nie posiada właściwości wczesnoporonnych, a osoba ją stosująca nie ma zamiaru usuwać ciąży, a jedynie nie dopuścić do zapłodnienia. Utrudniając kobietom dostępność do awaryjnych środków zapobiegania ciąży narusza się także art. 9 Konstytucji, który zobowiązuje władze publiczne do przestrzegania umów międzynarodowych. Polska podpisała Deklarację Praw Seksualnych. Zaproponowana przez Pana zmiana narusza kilka punktów wspomnianej Deklaracji. Punkt 1 daje każdemu człowiekowi "prawo do wolności seksualnej Wolność seksualna obejmuje możliwość jednostki do wyrażania pełni potencjału seksualnego. Jednakże wyklucza wszelkie formy przymusu seksualnego, wykorzystywania oraz nadużyć w jakimkolwiek czasie i jakiejkolwiek sytuacji życiowej." . Trudno mówić o wyrażaniu potencjału seksualnego i wolności od przymusu, skoro kobiety usiłuje się zmusić do zachodzenia w ciążę wbrew ich woli. Nie mówimy o usuwaniu ciąży, ale o jej zapobieganiu. W punkcie drugim Deklaracja zapewnia prawo do podejmowania niezależnych dotyczących życia seksualnego zgodnie z własną moralnością. Oznacza to, że obywatele nie mają obowiązku respektowania linii partii rządzącej i kościoła, ale to władza publiczna ma obowiązek poszanowania prawa Polaków do prywatności i własnej moralności. Podpisując Deklarację Praw Seksualnych, Polska zobowiązała się do dania swoim obywatelom możliwości podejmowania indywidualnych decyzji w sferze intymnej oraz do zapobiegania dyskryminacji. Punkt 8 Deklaracji zawiera "prawo do podejmowania wolnych i odpowiedzialnych decyzji dotyczących posiadania potomstwa. Obejmuje możliwość podejmowania decyzji o posiadaniu lub nieposiadaniu potomstwa, jego liczbie, różnicy wieku między potomstwem oraz prawo do pełnego dostępu do środków regulacji płodności". Plany, aby utrudniać dostęp do antykoncepcji w sposób jawny utrudnia podejmowanie decyzji w kwestii potomstwa. Wszystkie informacje dotyczące leków antykoncepcyjnych i planowania rodziny oparte są na rzetelnych i etycznych badaniach naukowych, a nie na nauczaniu kościoła, które jak wiadomo dalekie jest od medycznej prawdy.

czwartek, 23 marca 2017

REKOLEKCYJNE SZALEŃSTWO OGARNIA SZKOŁY.


Okres rekolekcji to dla niewierzącego rodzica czas niesłychanie stresujący. Szkoły nie organizują opieki dla uczniów niechodzących rekolekcje, co więcej zdarzają się placówki, które użyczają sal na praktyki religijne. Rodzice nie wiedzą jak zaprotestować przeciwko robieniu ze szkoły kościoła. Dyrekcje szkół działają pod dyktando kościoła. Mamy w szkole nie tylko nauki rekolekcyjne, msze, ale także spowiedź. Zadziwia,to,że takich praktyk- świętokradztwa bronią nawet katolickie media. Okazuje się, że dzieci mogą być spowiadane w każdym miejscu. Warunkiem jest obecność księdza, wyznanie grzechów i żal za grzechy. Tymczasem rekolekcje w szkole i w czasie lekcji są niezgodne z Konstytucją- łamią,bowiem zasadę neutralności państwa w kwestiach światopoglądowych i prawo do niebrania udziału w praktykach religijnych. Rekolekcje to przejaw religijnego terroru, indoktrynacji czasem bez wiedzy rodziców. Dyrekcja szkoły nie ma wpływu na program spotkań, ma jedynie zaciągnąć uczniów do kościoła i zmusić nauczycieli do ich pilnowania. Rekolekcje to wyrwanie szkole 3 dni nauki na religijne kształtowanie dzieci. Od momentu wprowadzenia rekolekcji w godzinach nauki wyniki egzaminów są coraz gorsze. Redaktorzy katolickich mediów twierdzą, że skoro Polacy są katolikami, to mają prawo do religii w szkole i praktyk religijnych. Zgoda, ale religia poza szkołą dopiero byłaby wyrazem woli rodziców - chodziłby dzieci naprawdę wierzących rodziców, a wyjście na religię byłoby elementem ważnym, oznaczającym wyznawanie wiary. Rodzice nie są informowani o ty, że mogą sprzeciwiać się udziałowi dziecka w rekolekcjach. Przypomnę o na temat wolności religijnej mówi Konstytucja- najwyższy akt prawny, nieuznawany przez kościół i PiS. "Wolność religii obejmuje wolność wyznawania lub przyjmowania religii według własnego wyboru oraz uzewnętrzniania indywidualnie lub z innymi, publicznie lub prywatnie, swojej religii przez uprawianie kultu, modlitwę, uczestniczenie w obrzędach, praktykowanie i nauczanie. Wolność religii obejmuje także posiadanie świątyń i innych miejsc kultu w zależności od potrzeb ludzi wierzących oraz prawo osób do korzystania z pomocy religijnej tam, gdzie się znajdują. Rodzice mają prawo do zapewnienia dzieciom wychowania i nauczania moralnego i religijnego zgodnie ze swoimi przekonaniami. Przepis art. 48 ust. 1 stosuje się odpowiednio. Religia kościoła lub innego związku wyznaniowego o uregulowanej sytuacji prawnej może być przedmiotem nauczania w szkole, przy czym nie może być naruszona wolność sumienia i religii innych osób. Wolność uzewnętrzniania religii może być ograniczona jedynie w drodze ustawy i tylko wtedy, gdy jest to konieczne do ochrony bezpieczeństwa państwa, porządku publicznego, zdrowia, moralności lub wolności i praw innych osób. Nikt nie może być zmuszany do uczestniczenia ani do nieuczestniczenia w praktykach religijnych. Nikt nie może być obowiązany przez organy władzy publicznej do ujawnienia swojego światopoglądu, przekonań' Widać wyraźnie,że rekolekcje w szkole to działanie niezgodne z prawem. Wolność religii obejmuje wolność kultu i dobrowolne uczestniczenie w obrzędach. Religia może być przedmiotem nauczania, o ile nie narusza wolności sumienia i wyznania innych osób. Odprawianie rekolekcji w szkołach narusza wolność sumienia. Szkoła nie jest miejscem kultu, jest przestrzenią świecką, gdzie obowiązuje rozdział Kościoła od państwa. Konstytucja zakazuje zmuszania do uczestniczenia w praktykach religijnych. Przypominam, że oprócz prawa rodziców do wychowania są jeszcze prawa dziecka, którego nie wolno zmuszać do praktyk religijnych. Rekolekcje jako obowiązek szkolny to przymus do odbycia praktyki religijnej, ograniczenie wolności wyznania. Nakazywanie uczniom i nauczycielom uczestnictwa w rekolekcjach jest naruszeniem prawa do nieujawniania swojego wyznania, jest złamaniem prawa do prywatności. Jak widać oprócz szkodliwości rekolekcji na proces edukacyjny kolejnym argumentem przeciwko tym praktykom jest ich niekonstytucyjność i to, że paradoksalnie ograniczają wolność rodziców do wychowania i wolność wyznania. Jako rodzice mamy obowiązek walczyć z rekolekcjami i układami na linii dyrekcja szkoły/proboszcz. Nie pozwólmy na upokarzanie ich w trakcie spowiedzi, na szerzenie pogardy wobec ludzi wyznających inne niż katolickie wartości, na opowiadanie strasznych historii o męce, na kształtowanie w naszych dzieciach poczucia winy i zagrożenia. Rekolekcje byłyby prywatną sprawą młodzieży, rodziców i nauczycieli, jeżeli odbywały się po lekcjach. Wtedy osoba, która odczuwa taką potrzebę może w nich uczestniczyć. Jednakże tylko przymus uczestnictwa w rekolekcjach gwarantuje kościołowi pełne ławki. Ale ile przymus ma wspólnego z duchowym przeżywaniem rekolekcji? Nic. Człowiek zmuszony nudzi się, patrzy na zegarek i wewnątrz buntuje się przeciwko takim praktykom.

środa, 22 marca 2017

Klauzula sumienia klauzulą dręczenia


Katolickie sumienie lekarzy powoli staje się ważniejsze niż prawa pacjentki do zdrowia i życia prywatnego. Coraz częściej słyszy się, że lekarz odmawia wypisania antykoncepcji, straszy wydumanymi skutkami. Warto wiedzieć, że na wypisywanie antykoncepcji nie obowiązuje klauzula sumienia. Z osobami w lekarskim kitlu o moralności biskupa trudno dyskutować. Uważają, że w ramach wolności religijnej mają prawo odmówić każdego działania sprzecznego z jego sumieniem i za nic mają prawo. Warto uświadomić lekarzowi, że recepta nie podlega klauzurze sumienia, poprosić o odnotowanie sprzeciwu w dokumentacji medycznej. Lekarz nie ma obowiązku powiadamiania nas o tym, gdzie uzyskamy świadczenie, tej informacji musi udzielić kierownik placówki.Składajmy skargi do Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej Lekarzy, Rzecznika Praw Pacjenta o wszczęcie postępowania wyjaśniającego w związku z naruszeniem praw pacjentki/pacjenta, do Narodowego Funduszu Zdrowia w związku z nierealizowaniem kontraktu przez placówkę i nieudzielanie świadczeń, do których udzielania jest zobowiązana i/lub skarga do dyrekcji placówki. Uwaga, omawianie wypisanie antykoncepcji nie spotyka się z potępieniem niektórych środowisk lekarskich,bowiem Naczelna Rada Lekarska jest pro-kościelna i sumienie lekarskie uważa za ważniejsze od dobra pacjentki. Ciągle za mało osób zgłasza takie sprawy i lekarze pozostają bezkarni. MEDYK odmawiający wypisania recepty w sytuacji braku medycznych argumentów podlega odpowiedzialności: zawodowej, w związku z niewłaściwym wykonywaniem swojego zawodu (naruszenie obowiązku udzielania świadczeń zdrowotnych, nadużywanie klauzuli sumienia, niewykonywanie zawodu zgodnie ze wskazaniami aktualnej wiedzy medycznej), cywilnej (np. naruszenie dóbr osobistych czy też wyrządzenie szkody) czy nawet karnej- swoim zachowaniem naraża pacjentkę na bezpośrednie niebezpieczeństwo). Łamie też prawa pacjentki do świadczeń zdrowotnych). Drogie panie, brońmy się moralizatorami i ewangelizatorami w gabinecie lekarskim. Sumienie lekarza nie jest pacjentki. Lekarze-klauzulowcy sami wykluczają się ze społeczności lekarskiej. Domaganie się ich zwolnienia nie jest dyskryminacją,ale obroną praw pacjentek. Antykoncepcja to nie śmierć,czy środki poronne, ale leki. Służy nie tylko do planowania rodziny, ale także do leczenia: torbieli, endometriozy, bolesnych miesiączek, mięśniaków, zespołu policystycznych jajników. Zapobiega torbielom, rakowi jajnika, okrężnicy, endometrium, trzonu macicy. Lekarz, który odmawia wypisania antykoncepcji jest niedouczonym fanatykiem, który wiedzę medyczną zdobywa z Humanae vitae lub innych kościelnych mądrości. Oczywiście, kościół ma swoje "ośrodki badawcze", uczelnie wyższe i kadrę naukową. Prowadzą badania nad szkodliwością antykoncepcji, a ich wyniki zgadzają się z nauką kościoła.

poniedziałek, 27 lutego 2017

Czy minister zdrowia obroni wcześniaki?


Media przekazują informację o planowanych cięciach w leczeniu wcześniaków i chorych noworodków. "Agencja Oceny Technologii Medycznej i Taryfikacji przygotowała propozycję cięć w świadczeniach neonatologicznych i pediatrycznych. Eksperci z ponad pięćdziesięciu szpitali spotkali się w Łodzi, by opracować plan ratowania sytuacji. Cięcia są znaczne. Opieka nad wcześniakiem, która kosztuje szpital zazwyczaj około 23 tys. zł, (niezbędne operacje i intensywna terapia), miałaby według nowych pomysłów obciążać budżet placówki tylko na kwotę 9 tys. Jakim cudem? Czy lekarze mają zaprzestać udzielać niezbędnych świadczeń, czy też szpitale mają zadłużać się jeszcze bardziej? W przypadku dzieci urodzonych przedwcześnie nie można rezygnować z żadnych zabiegów, bo większość z nich ratuje życie i podnosi komfort życia noworodka. Także o połowę mają obcięte być środki na finansowanie leczenia dzieci z wrodzoną wadą serca. Dotychczas koszt operacji sięgał 11 tys. zł, teraz lekarze mają wykonać te same działania medyczne, za… 6 tys. Czy naprawdę jest możliwe, by jakość leczenia dzieci nie zmieniła się, pomimo tak drastycznych cięć?" CZY MINISTER ZDROWIA POWSTRZYMA CIĘCIA? ZOBACZMY. Jaki z niego obrońca życia. Czy interesuje go jedynie potencjalnie zapłodnionych komórek jajowych, czy też faktycznie obroni życie wcześniaków i chorych noworodków. To skandal, aby obcinać środki na neonatologię. W takim razie nie potrzebne 500 plus, skoro dzieci będą umierały. Przyda się trumienkowe. Absurd, żeby cofać się o kilkanaście lat i z kraju , który odnotowywał największe w Europie sukcesy w leczeniu wcześniaków zrobić zaścianek.