VigLink

Witam i zapraszam

wtorek, 29 maja 2018

Kaja Godek i morze hipokryzji


Kaja Godek jest osobą powszechnie znaną, głównie z "obrony życia płodów nieodwracalnie uszkodzonych", co w jej języku brzmi: "obrona życia dzieci poczętych podejrzanych o chorobę". Co roku dręczy opinię publiczną projektami zakazu aborcji. Jest to osoba bardzo niebezpieczna, która piękne hasła wykorzystuje do prywatnej zemsty na lekarzach i do narzucenia całemu społeczeństwu katolickiej wersji prawa. Kaja Godek chce uchodzić za obrończynię niepełnosprawnych. Swoją obsesję zmuszenia kobiet do rodzenia dzieci niezdolnych do przeżycia argumentuje troską o niepełnosprawnych. ""walka z wykluczeniem osób niepełnosprawnych przestaje mieć jakikolwiek sens, jeżeli państwo nie jest w stanie zagwarantować niepełnosprawnym równej ochrony życia". (wywiad z portalu "Gość Niedzielny"). kilka miesięcy wcześniej w lipcu 2017 roku w wywiadzie dla " Gościa Niedzielnego" powiedziała "Tymczasem urodzenie dziecka nie ma być warunkowane poziomem życia. Pojawia się pytanie, jaki ma być ten poziom, od jakiej kwoty dochodu rodziny dziecko chore ma mieć prawo do życia? Zawsze pytam o konkretną kwotę: złotówka więcej – ochrona życia, złotówka mniej – brak ochrony. Nikt nie potrafi takiej kwoty podać. Prawo do życia jest pierwsze i bezwarunkowe. Zresztą w krajach Zachodu, gdzie opieka socjalna jest bardzo rozwinięta, nie hamuje ona zabijania ludzi. We Francji 4 proc. PKB przeznacza się na politykę prorodzinną, a mimo to przeprowadza się tam 200 tys. aborcji rocznie." To znaczące cytaty. Kaja Godek przyznaje, że nie zależy jej na godnym życiu osób niepełnosprawnych, ale wyłącznie na zakazie aborcji. Nie interesują ją: czy dziecko nieuleczalną wadą będzie umierało w męczarniach, czy dziecko głęboko upośledzone będzie miało warunki do rehabilitacji i leczenia. Zauważcie, że ta kobieta nigdy nie wsparła rodziców chorych dzieci, nie zabrała głosu, kiedy Ministerstwo Zdrowia próbowało ograniczyć środki na leczenie wcześniaków i chorych noworodków. Nie potępiła wtedy Ministra Zdrowia. Nie oburzyła się nowymi ograniczeniami w dostępie do edukacji dla niepełnosprawnych dzieci, które od września będą realizowane. Nie walczy o zniesienie nowych ograniczeń. Projekt "Zatrzymaj aborcję" nie zawiera żadnej oferty wsparcia dla rodzin z niepełnosprawnym dzieckiem. Co więcej brakuje w nim nawet wyliczeń, co do kosztów projektu, do przedstawienia, których jako autorka była zobowiązana. Przedstawienie takich kosztów przez Biuro Analiz Sejmowych uznała za skandal i domagała się zwolnienia autorek opinii. Zdaniem Godek " Od tego są osobne programy i ustawy, które mogą się zmieniać w czasie, a ochrona życia ma być niezależna od nich. Nawet gdyby nie było kompletnie żadnego programu socjalnego, to nie usprawiedliwia to przyzwolenia na zabijanie ludzi. ( z jej FB- 9.05) Kaja Godek odpowiada na te zarzuty w swoim stylu- pełnym manipulacji, pogardy i odwołań do nazizmu. "Autorki opinii dr Izabela Bień i Justyna Osiecka-Chojnacka argumentują, że uchwalenie ustawy #Zatrzymaj Aborcję niesie obciążenie dla finansów państwa. Jest to retoryka żywcem wyjęta z haniebnej nazistowskiej akcji T-4, gdzie przeliczano koszty utrzymania jednego niepełnosprawnego i w ten sposób udowadniano konieczność fizycznej likwidacji osób ułomnych. Pracownice BAS dowodzą że zakaz zabijania ludzi oznacza duże wydatki." Jak zwykle nie przedstawia żadnych argumentów merytorycznych- nie bierze pod uwagę kosztów prowadzenia takiej ciąży, obciążenia psychicznego dla matek, nielegalnych aborcji.Interesuje ją jedynie zakaz aborcji. Naiwnie myśli, że zakaz przerywania ciąży z powodu uszkodzenia płodu uratuje "dzieci z zespołem Downa", które według jej tezy stanowią "90%ofiar aborcji". Nie ma znaczenia, że dane Ministerstwa Zdrowia mówią o 21% aborcji z powodu zespołu Downa. Kaja Godek nie wsparła protestujących matek, nie zorganizowała dla nich pomocy, nie wyraziła solidarności. To najlepszy dowód na jej troskę o chore dzieci. kończę, bo nie chcę używać brzydkich słów i hejtować tej kobiety.

sobota, 31 marca 2018

Słowiańska Wielkanoc - JARE GODY


Tradycja zawsze była dla Słowian spoiwem. W okazji Wielkanocy, trzeba przypomnieć o prawdziwych korzeniach świąt. Materiał kopiuję ze strony https://www.slawoslaw.pl/tradycyjna-poganska-wielkanoc/ Poganie na przełomie marca i kwietnia hucznie świętowali rozpoczęcie wiosny, początek zmartwychwstawania odradzającej się po zimie przyrody. My Słowianie mamy swoje Jare Gody – czas nadejścia Jaryły i żegnania się z Marzann, który świętować należy od dnia równonocy wiosennej. Pora równonocy wiosennej była ważnym punktem pogańskiego kalendarza liturgicznego – od jej przyjścia dzień ponownie jest dłuższy od nocy, światło zaczyna wygrywać nad ciemnością. To zatem powód do radosnego świętowania, podobnie jak w wypadku zmartwychwstania Jezusa Chrystusa. Wśród Germanów dzień równonocy wiosennej nazywany był świętem Ostary, germańskiej bogini wiosny i płodności, która wśród Anglosasów ma imię Ēostre. To właśnie od imienia tej bogini językoznawcy wyprowadzają wyraz Easter, angielską nazwę Wielkiejnocy. Współczesne obchody Wielkanocy na słowiańskiej ziemi to zatem pomieszanie pogańskich obrzędów z różnych części świata z chrześcijańską symboliką, z niewielką domieszką zwyczajów, które z kultury pogańskiej nie zostały zapożyczone. Prześledźmy zatem współczesne tradycje w poszukiwaniu mniej lub bardziej zapomnianego pogańskiego rodowodu... Ozdabianie jajek Wszyscy znamy pisanki – malowane na rozmaite sposoby jajka będące obecnie chyba najbardziej sztandarowym symbolem świąt wielkanocnych. Zwyczaj zdobienia jaj jest bardzo stary i był znany w wielu różnych regionach świata, np. w sumeryjskiej Mezopotamii, w Cesarstwie Rzymskim lub w Egipcie. W wypadku Słowian tradycje związane z jajkami bez wątpienia sięgają czasów przedpiśmiennych. Świadczy o tym chociażby samo słowo pisanka, w którym rdzeń pis- nawiązuje jeszcze do malowania, nanoszenia rozmaitych barw na powierzchnię skorupek, por. pstry, pstrokaty jako określenia wielobarwności. Najstarsze znane polskie pisanki zostały odkryte przez archeologów na opolskiej wyspie Ostrówek. Ich powstanie datuje się na koniec X wieku. Ówczesne jajka barwiono za pomocą łupin cebuli lub ochry, zaś wzory na nich kreślono z pomocą roztopionego wosku, który był nanoszony na skorupki przed barwieniem. Współcześnie zdobione jajko niejedno ma imię. Mamy zdobione ostrymi narzędziami drapanki, a także barwione naturalnymi metodami kraszanki. Do rysowania po jajkach używamy dziś nie tylko roztopionego wosku, ale też szpilek, igieł, słomek, drewienek i innych cienkich przedmiotów. Co więcej, jajka zdarza nam się też zdobić skrawkami papieru bądź tkanin, czego najlepszym dowodem są oklejanki i nalepianki. Współcześnie w zasadzie jedynym ograniczeniem zdaje się być wyłącznie ludzka fantazja, przez co nie ma się co dziwić temu, że twórcy wielkanocnych jajek niejednokrotnie zaskakują nas swą pomysłowością. Kościół Katolicki wtórnie skojarzył jajko ze zmartwychwstałym Jezusem, lecz nie ulega wątpliwości, że pierwotna symbolika jajka wiązała z kultem płodności: budzeniem się przyrody i powstawaniem nowego życia. Jajko symbolizuje również początek kosmosu, całego otaczającego nas świata. Wiąże się je z kultem solarnym, czego konsekwencją jest zdobienie dawnych jaj symbolami solarnymi, m.in. rozmaitymi wariacjami swastyki. Jak zatem widać jajko stanowi jeden z najbardziej pozytywnych symboli naszej kultury. Dawni Słowianie podczas obchodów Jarych Godów obdarowywali się kraszankami, chcąc w ten sposób obdarzyć się witalnością i pomyślnością w nadchodzącym roku wegetacyjnym. Współcześnie gdzieniegdzie dzielimy się jajkiem, po to by zesłać na siebie nawzajem życiodajną moc. W gruncie rzeczy niewiele się zmieniło. Podobną symbolikę ma stadium późniejsze zapłodnionego jajka, inny wielkanocny symbol – wykluty kurczaczek, który może być dodatkowo odwołaniem do słowiańskich wierzeń o zaświatach W wielu pogańskich wierzeniach duszę ludzką wyobrażano sobie pod postacią ptaków. U Słowian dusze te wracały na wiosnę na ziemię pod postaciami ptaków. Moc baziowych gałązek Współcześnie tradycje palm wielkanocnych wiąże się z wjazdem Jezusa Chrystusa do Jerozolimy, podczas to którego witano zbawiciela oliwnymi bądź palmowymi gałązkami. W rodzimej kulturze rola wspomnianych gałązek przypadła wierzbowym witkom, którym w słowiańskiej kulturze od dawien dawna przypisano magiczne znaczenie. Wierzba to drzewo kojarzone wśród Słowian z płodnością i siłami nieczystymi. Na słowiańskiej ziemi był powszechnie praktykowany zwyczaj smagania wierzbowymi gałązkami w celu obdarzenia smaganego płodnością. W ten sposób kawalerowie uderzali panny oraz panny kawalerów. Co więcej, wzmacniającego organizm smagania nie szczędzono też hodowlanym zwierzętom, które dzięki temu mogły wydać na świat zdrowy i liczny miot potomstwa. Współcześnie zwyczaj ten delikatnym organizmom może wydawać się bolesny, jednak w kulturze ludowej od zawsze smagano się bardzo chętnie. Znane były nawet praktyki wzajemnego uderzania się wielkanocnymi palmami tuż po mszy w Niedzielę Palmową. Niemogący się uporać z tym zwyczajem zwierzchnicy Kościoła Katolickiego z czasem nadali mu nową symbolikę – smaganie się gałązkami jest wspomnieniem męczeństwa biczowanego Chrystusa. Zwyczaj zaklinającego płodność uderzania się wierzbowymi witkami najlepiej zachował się za sprawą dzisiejszego Śmigusa-Dyngusa, którego pierwszy człon nazwy wiąże się właśnie m.in. z energicznym śmiganiem witkami po ludzkim ciele. My Polacy znamy wyłącznie zwyczaj oblewania wodą, jednak smaganie kobiet w poniedziałek wielkanocny zdołało przetrwać wśród Czechów i Słowaków, por. czes. pomlázka i słow. sibacka. Przypuszcza się, że wśród Słowian wzajemne uderzanie się gałązkami miało określony porządek: wpierw panny biły kawalerów, zaś tydzień później kawalerowie bili panny. Konsekwencją takiego podejścia jest dziś wypadanie Poniedziałku Wielkanocnego na tydzień po Niedzieli Palmowej, która w kulturze ludowej jest nazywana także Wierzbną Niedzielą. Oblewanie wodą Skoro omówiliśmy już połowę śmigusowych rytuałów, to wypada sprawę dokończyć i powrócić do wspomnianego już polewania się wodą, które podobnie jak smaganie się witkami, miało zapewniać człowiekowi płodność i witalność. Co więcej, magiczny rytuał oblania się wodą przynosił czystość i zdrowie, umożliwiał komfortowe wejście w nowy cykl wegetacyjny. Mimo kapryśności wczesnowiosennej aury Słowianie wciąż chętnie oblewają się podczas Poniedziałku Wielkanocnego, zwanego też nieprzypadkowo Lanym. Poza Polakami wciąż chętnie oblewają się na Słowacji i Morawach, a także na terenie zachodniej Ukrainy. Współcześnie każdy oblewa każdego w jednym dniu, jednak dawniej, podobnie jak w wypadku smagania, zwyczaj ten rozdzielony był na dwa dni: kawalerskie i panieńskie. Współcześnie wielu ludzi krytykuje zwyczaj oblewania się wodą, traktując go jako uciążliwy dla człowieka, który w święta chce wyglądać po prostu ładnie. Dawniej jednak skrzętnie dbano o to, by magiczny kubeł wody dosięgnął każdego. Nawet najbardziej delikatne panny pilnowały tego, by nikt o nich nie zapomniał, gdyż taki brak zainteresowania mógł z czasem sprowadzić nie tylko staropanieństwo i bezpłodność, ale też złe zdrowie. Kościół Katolicki niebędący w stanie wyplewić tego zwyczaju z kultury ludu wtórnie skojarzył go z oczyszczającą mocą wody święconej. Wzajemne wizyty (włóczebne i pochody) Święta to czas składania sobie wzajemnych wizyt, nie tylko w gronie rodzinnym, ale też lokalnym. Współcześnie na wielu polskich wsiach wciąż jest kultywowany zwyczaj chodzenia po dyngusie, który wiąże się z wykupywaniem sobie pomyślności u gości przez gospodarza. Nazwa Dyngus wywodzi się od niemieckiego czasownika dingen oznaczającego czynność wspomnianego wykupienia się. Po słowiańsku zwyczaj ten nazywa się włóczebnym, zaś wędrujących gości nazywa się włóczebnikami. Gospodarz pomyślność u włóczebników mógł wykupić poprzez obdarowywanie ich malowanymi jajami oraz sowitym poczęstunkiem w postaci dobrego jadła i przedniego trunku. Jeśli tego nie zrobił, mógł sprowadzić na siebie bezpłodność, nieurodzaj w polu, choroby i inne złe rzeczy. Z tego powodu włóczebnikom odmawiało się bardzo rzadko. Zapewne też z tego powodu Poniedziałek Wielkanocny jest dziś przez niektórych nazywany złośliwie Zalanym Poniedziałkiem – obejście wszystkich domów we wsi wymagało od wędrujących bardzo silnego organizmu. Od pomyślności ich misji zależało jednak gospodarskie powodzenie, przez co pozostawali niestrudzeni w boju. Wspólne kultywowanie początku wiosny mogło też czasem przybrać formę lokalnych pochodów, które w zależności od regionu Słowiańszczyzny wyglądały inaczej. W kwestii barwnych wczesnowiosennych korowodów wędrujących po wioskach należy pamiętać przede wszystkim o tzw. gaiku, zwyczaju słowiańskiego ludu polegającym na radosnym pochodzie z zielonym drzewkiem w ręku i z oracją na ustach. Z gaikiem chodzono po to, by przywitać nowe lato, cieplejszą część roku. Noszonemu zielonemu drzewku czasem towarzyszyła zawieszona na czubku lalka symbolizująca wiosnę. Folklorystycznymi wariacjami dawnych wczesnowiosennych pochodów są też m.in. podkrakowski Siudu Baba – korowód, któremu przewodzi mężczyzna przebrany za usmoloną kobietę, napastujący i brudzący okoliczne panny; limanowskie Dziady śmigustne – owinięte w słomę maszkary w futrzanych czapkach, pomrukujące i proszące o datki; wilamowickie Śmiergusty – korowody barwnie przebranych młodzieńców oblewających okoliczne panny. Jednym z ciekawszych tego typu pochodów jest tzw. kurek dyngusowy – zwyczaj obchodzenia wsi przez kawalerów z kogutem znajdującym się na wózku. Kogut to dawny pogański symbol płodności i męskiej seksualności. Pochód z nim, podobnie jak cały szereg innych wielkanocnych zwyczajów, wiąże się pierwotnie z zaklinaniem witalnych sił. Zajączek wielkanocny Obok koguta innym pogańskim symbolem płodności jest zając, zwierzę o nieprzeciętnych zdolnościach rozmnażania się. Współcześnie zwykliśmy kojarzyć wielkanocnego zajączka z jego niewinnym komercyjnym wizerunkiem objawiającym się na całym szeregu wyrobów czekoladopodobnych. Warto jednak przypomnieć, że wielkanocna symbolika zająca nierozerwalnie wiąże się z jego rozrodczą aktywnością, która szczególnie wzrastała na wiosnę. Nieprzypadkowo wiele wiosennych bogiń wykazuje związek z tym zwierzęciem. To właśnie zając jest ulubionym zwierzęciem wspominanej już anglosaskiej bogini Ēostre, od której utworzona została angielska nazwa Wielkanocy Easter. Znane są mity, wedle których Ēostre miała moc przemiany w zająca podczas pełni księżyca. Czyżby zatem wielkanocny zajączek był zoomorficznym wcieleniem anglosaskiej bogini? Dość prawdopodobne. W tym miejscu dodatkowo ujawnia się związek zająca z kultem lunarnym, który w wypadku wierzeń pogańskich również wiąże się ze sferą ludzkiej seksualności. Zająca możemy również odnaleźć w innych mitologiach. Nordycka bogini Freja słynęła ze specyficznej świty, która składała się wyłącznie z długouchych towarzyszy. Z zajęcy składał się również orszak niosący pochodnie, który podążał za germańską boginią Hołdą. Na różne sposoby cześć zającom oddawano także wśród Celtów, a nawet wśród ludów syberyjskich czy w Egipcie. Powszechność mitów o zającach wynika zapewne stąd, że zwierzę to zamieszkuje niemal całą Ziemię. W kręgu kultury śródziemnomorskiej zając towarzyszył Afrodycie oraz Kupidynowi, bóstwom kojarzonym z płodnością i miłością cielesną. Wśród Greków istniało niegdyś przekonanie, że jedzenie króliczego mięsa leczy bezpłodność i wzmaga libido, a nawet dodaje człowiekowi atrakcyjności. Zachowane źródła dotyczące wierzeń dawnych Słowian nie pozwalają na to, by sądzić, że i na słowiańskiej ziemi zające były otoczone takim kultem. Wynikać to może jednak z małej liczby materiałów na temat słowiańskich wierzeń. Wszakże w słowiańskiej kulturze ludowej zająca i królika również zwykło kojarzyć się przede wszystkim z niebywałą aktywnością rozrodczą. Święcenie pokarmu i ucztowanie Co ciekawe, rodowód pogański przypisuje się również święconce – koszyczkowi z jedzeniem, który przyjęło się uroczyście święcić w dniu Wielkiej Soboty. Współcześnie w wielkanocnym koszyczku umieszczamy ozdobione jajka, chleb, masło, babki, chrzan, rozmaite mięsa (kiełbasy i wędliny), sól i pieprz, a także inne smakowitości. To właśnie jedzenie ze święconki stanowi trzon spożywanego w Niedzielę Wielkanocną uroczystego śniadania. Badacze przypuszczają, że jedzenie w ten sposób błogosławi się od VII wieku i że zwyczaj ten wywodzić należy z obszaru romańskiego. Do Polski zwyczaj ten zawędrował w okolicach XII-XIII wieku. Śniadanie wielkanocne to zapewne echo dawnych wystawnych pogańskich uczt, podczas których żercy błogosławili jedzenie, ofiarując jego część bogom. Nie jest bowiem wielką tajemnicą to, że to właśnie wśród ludów pogańskich wystawne ucztowanie zostało wyniesione do rangi czynności rytualnej. Przy okazji święcenia pokarmu warto jeszcze wspomnieć o samych koszyczkach, które najczęściej były wykonywane z wikliny – obrobionych pędów młodych wierzbStrona otwiera się w nowym oknie, których symbolika została już omówiona przy okazji wyjaśniania znaczenia dla Słowian baziowych gałązek. Powinowactwo z kulturą pogańską wykazuje również inny wielkanocny symbol – rzeżucha, którą chętnie przyozdabiamy baranka i inne wielkanocne potrawy. Zwyczaj wysiewania rzeżuchy sięga antycznych Adonii, świąt ku czci Adonisa (kochanka Afrodyty), podczas których licznie przygotowywano tzw. ogródki Adonisa – naczynia wysiewane roślinami o szybkiej wegetacji. Obok koguta, zająca i jajka rzeżucha jest zatem kolejnym symbolem płodności i odradzającej się wiosną przyrody. ak zatem widać współcześnie praktykowanej na naszej ziemi Wielkanocy blisko jest do tradycji pogańskiej, z której zaczerpnięte zostało wiele. Wszystko wskazuje zatem na to, że Wielkanoc mogą świętować wszyscy, bez względu na wyznanie. W wypadku wielkanocnych tradycji mamy bowiem do czynienia z rytuałami znanymi w wielu kulturach, w różnych regionach świata. Rodzimowiercy główne obchody Jarych GodówStrona otwiera się w nowym oknie mają już za sobą, jednak nic nie stoi na przeszkodzie temu, by w czasie świąt wielkanocnych i oni odnaleźli radość w kultywowaniu wspólnie z katolikami pradawnych tradycji. Pamiętajmy wszakże o tym, że nasze tradycja powinna nas jednoczyć, a nie dzielić.

środa, 28 marca 2018

Przerażająca, ohydna manipulacja obrońców życia


O języku obrońców życia pisałam nieraz. Można powiedzieć, że zjadłam na tym zęby. W kwestii obrzydliwych obrazów mieliśmy jedynie opinię ginekologów o tym jak naprawdę wygląda aborcja i o manipulacjach wiekiem płodu przedstawianym na ich zdjęciach. Ostatnie dni przyniosły nowe informacje. Dziennikarka Newsweeka była na tajnym kursie obrońców życia. Przyszły uczestnik jest dokładnie sprawdzany, a o miejscu szkolenia jest informowany na ostatnią chwilę smsem. Przypomina to działanie tajnych lub nielegalnych grup. Zadziwia dbałość o to, żeby nikt spoza osób o światopoglądzie katolickim nie dostał się na szkolenie. Szokujące jest celowe okłamywanie kursantów i uczenie ich, jak oszukiwać ludzi. Doskonale wiedzą, że to co przedstawiają na swoich plakatach nie jest prawdziwą aborcją, że zdjęcia mają 50 lat. Robią to , aby zwrócić uwagę przechodniów, wpłynąć na ludzką wrażliwość. Osoby, które na ich "rewelacje" reagują niedowierzaniem lub które zwracają uwagę na to, że kłamią określają mianem "lewactwa, lemingów". Uczą swoich kursantów nienawiści do osób o innych poglądach. "Ale tylko tak zwrócimy na siebie uwagę. Tylko tak trafimy do ludzi – tłumaczy. Na pytanie, jak reagują przechodnie, opowiada o „lewactwie” i „lemingach”, którzy na widok jego samochodu albo pukają się w głowę, albo wzywają policję." Oprócz działania na ulicy wchodzą do szkoły. Robią wszystko, aby wprowadzić w umysł dzieci atmosferę strachu i nienawiści.Pokazują kłamliwe plakaty najmłodszym. Z pogardą wyrażają się o rodzicach uczniów, którzy nie życzą sobie, aby dziecko uczestniczyło w ich prelekcjach. Mają poczucie całkowitej bezkarności- broni ich Ordo Iuris -sekta prawników. Większość wyroków jest na ich korzyść, co wzmacnia poczucie bezkarności. Myślę, że warto o tym mówić,nagłaśniać i przeganiać fanatyków z miast, szpitali i szkół. To oszuści, a nie obrońcy życia. Trochę potrwa nim prawda dotrze do społeczeństwa i elit. Potrzeba czasu, aby ci ludzie nie byli odbierani jako "obrońcy nienarodzonych dzieci i rodziny". Chodzi im o propagowanie nienawiści wobec osób o innych poglądach, o zastraszenie kobiet, o wywołanie szoku u dzieci. To nie ma nic wspólnego z działaniem na rzecz dobra dzieci. Posługują się zdjęciami sprzed 50 lat. Niestety, przy braku edukacji seksualnej, przy dużej dawce religii w szkole, udaje się takim grupom manipulować społeczeństwem. Ludzie są podatni na takie informacje, nie mogą ich zweryfikować.Płody pokazywane są z boku, a ich działa stylizowane na niemowlaka. Oszukują także co do wieku - ich 8 tygodniowy zarodek to tak naprawdę 6 tygodni rozwoju embrionalnego.Szczytem głupoty są plakaty przedstawiające straszną metodę in vitro- zamrożone zarodki mające wygląd płodu w momencie narodzin. Ludzie mogą uwierzyć, że "dzieci są mrożone". Polecam głośne rozmowy z nimi, wyśmiewanie ich plakatów, oczywiście bez obrażania naiwnych młodych ludzi, którzy naprawdę przeszli pranie mózgu. Rozmawiamy na temat przekazu, a nie stojących osób. Warto przygotować sobie naukowe argumenty. Konieczne jest zgłaszanie takich wystaw na policję. Żadne wyroki na razie nie zmniejszają ich działań. Środowiska "pro-life" uważają, ze mają misję pokazywania czym jest aborcja i nadal będą to robić. Nie ma innego sposobu na zwrócenie uwagi na problem, jak nagłośnienie medialne. Polecam zawiadamianie lokalnych mediów i umieszczanie zdjęć z opisem na profilach miast. Okazuje się, że ludziom coraz mniej podobają się wystawy antyaborcyjne, zwłaszcza pod szpitalami, czy przy drogach szybkiego ruchu, gdzie stwarzają zagrożenie dla bezpieczeństwa publicznego. Wspólny sprzeciw wobec tych działań może stanie się motorem działań dla polityków opozycji. Walka z tym obrzydlistwem jest trudna dlatego, że "pro-life" działa z poparciem kościoła, a w tych grupach działają również księża Są to także grupy wspierane przez narodowców.

piątek, 16 marca 2018

Wcielone w życie ideały Marszu Kobiet


Marsz Kobiet, który odbył się 29.10.2017 pomimo paskudnej pogody i nie za dużej frekwencji poruszył bardzo ważny problem- sytuację kobiet upośledzonych umysłowo. Odbyła się zbiórka środków czystości na rzecz Ośrodka Wsparcia Osób z Niepełnosprawnością Intelektualną w Chorzowie. Mieszkańcy Katowic dowiedzieli się o istnieniu naprawdę wykluczonej grupy kobiet i mężczyzn, którzy po ukończeniu edukacji w wieku 24 lat tracą praktycznie wszystkie świadczenia, które przysługiwały im w okresie dzieciństwa. W najgorszej sytuacji są osoby głęboko upośledzone. W Polsce widoczne jest zróżnicowanie w dostępie osób upośledzonych do rehabilitacji. Jest to niesprawiedliwe, nieetyczne i dyskryminujące. Środki finansowe przekazywane przez samorządy na osoby z lżejszym stopniem upośledzenia są znacznie wyższe niż finansowanie ośrodków dla osób głęboko upośledzonych. Baner “Za życia skazane...na wykluczenie, skrajne ubóstwo i samotną wegetację” zrobił duże wrażenie. Protesty kobiece wyzwalają pozytywną energię i chęć do działania. Po Marszu powstało Stowarzyszenie KLUCZ Stop Wykluczeniom Społecznym, które podjęło się misji pomocy dla chorzowskiego Ośrodka i nagłośnienia sprawy osób głęboko upośledzonych. Stowarzyszenie organizuje kiermasze, na których sprzedawane są rękodzieła, a uzyskane pieniądze przeznaczane są na zakup środków czystości dla Ośrodka w Chorzowie. Klucz pomaga również bezdomnym zwierzętom i walczy o prawa kobiet. Pomaga w organizacji protestów kobiecych w Katowicach i bierze w nich udział. Członkowie Stowarzyszenia zwracają uwagę na łamanie praw kobiet, prawdziwą skalę aborcji i problemy kobiet wykluczonych ze społeczeństwa przez niepełnosprawność. Powstanie Stowarzyszenia jest kontynuacją idei protestów kobiecych, najlepszym przykładem na to, że marsze kobiet nie ograniczają się do skandowania, ale także są doskonałą okazją do pokazania mieszkańcom problemów społecznych, które są niedostrzegane przez władze samorządowe i krajowe. Aby kobiece protesty były sukcesem, społeczeństwo musi przestać kojarzyć feminizm jedynie z domaganiem się aborcji. Środowisko feministyczne wychodzi do społeczeństwa z przekazem solidarności wobec wszystkich problemów kobiet. Tak samo ważne są problemy kobiet niepełnosprawnych, przemoc w rodzinie,utrudnienia w dostępie do antykoncepcji, niemożność uzyskania aborcji w sytuacjach zgodnych z ustawą, problemy samotnych matek z wyegzekwowaniem alimentów, trudna sytuacja kobiet po poronieniach. Stulecie praw kobiet to wymarzona okazja, aby pokazać z jakimi problemami mierzą się kobiety. Solidarność jest bronią środowiska kobiecego. Nie ma naszych i Waszych problemów, są wspólne troski i musi być solidarne działanie. Stowarzyszenie KLUCZ powstało z potrzeby pomagania. Trudna sytuacja osób dorosłych z upośledzeniem umysłowym jest barometrem tego w jaki sposób władze lokalne i krajowe traktują osoby niepełnosprawne. Z jednej strony planowany jest przymus zmuszenia kobiet do rodzenia upośledzonych lub terminalnie chorych dzieci, a z drugiej strony brakuje wsparcia po ukończeniu przez osobę upośledzoną edukacji. Osoby dorosłe niezdolne do samodzielnej egzystencji i ich rodziny są wykluczone z życia społecznego. Dzięki protestom kobiecym społeczeństwo Katowic dowiaduje się o problemach tych osób.

środa, 21 lutego 2018

Czy aborcja jest ok? Potrzebny głos rozsądku


Pomysły dziewczyn z Aborcyjnego Dream Team szokują nie do dziś. Tym razem zdjęciem na okładce w koszulce "Aborcja jest ok" zrównały się z "obrońcami życia" w skrajności. Pomijając wszystkie dywagacje o szczęściu lub nieszczęściu kobiet po aborcji, o wiarygodności badań, że rzekomo 95% kobiet jest zadowolona z aborcji, trzeba jasno powiedzieć, że hasłem "aborcja jest ok" przesadziły. Nie chodzi tutaj o to, że kobiety po aborcji, które nie doświadczają negatywnych odczuć mają się biczować, za coś przepraszać. Mają pełne prawo do swoich odczuć, mają prawo o tym mówić, pisać, przekazywać opinii publicznej. Jest czymś oczywistym, że aborcja jest zabiegiem medycznym i, że narosło wokół niej wiele mitów. Chcąc rozmawiać o aborcji nie można jej trywializować, sprowadzać do kaprysu, do czegoś nieistotnego, jakby to była wizyta u fryzjera. Okładka "Wysokich obcasów", to potwarz dla kobiet, dla których decyzja o aborcji była trudna, które nie mają pozytywnych odczuć po aborcji.Panie, które chcą promować inne myślenie o aborcji, pokazały kobietom środkowy palec i narzucają retorykę- albo jesteś szczęśliwa po aborcji albo jesteś dziwadłem, szkodnikiem, osobą, która szkodzi prawom kobiet. Zapomniały, że tylko dla niewielkiej grupy kobiet, które nie chcą mieć w ogóle dzieci decyzja o aborcji jest łatwa. Część kobiet jest do aborcji zmuszana przez partnera lub rodziców. Wymuszona aborcja wbrew woli kobiety NIE JEST OK, chociaż medycznie jest taką samą procedurą, jak każda inna aborcja. Decyzja o aborcji podjęta pod wpływem strachu o swoją przyszłość, z powodu porzucenia przez ojca dziecka, w momencie braku wsparcia NIE JEST OK- jest podwójną krzywdą dla kobiety. Powiedzenie kobiecie porzuconej, która dokonała aborcji, bo nie widziała innego wyjścia, że aborcja jest ok jest szczytem chamstwa. Powiedzenie, że aborcja jest ok może mieć fatalne skutki dla życia kobiet. Skoro "aborcja jest ok" to wielu nieodpowiedzialnych mężczyzn będzie nakłaniało do niej swoje partnerki, bo nie chcą brać odpowiedzialności za skutki swojego postępowania, zmieniać wygodnego życia z powodu ciąży, czy przyznawać się żonie do zdrady z powodu ciąży kochanki. Promując hasło "aborcja jest ok" stwarza się sytuację, kiedy aborcja staje się zamiennikiem antykoncepcji i gloryfikuje się swobodne podejście do seksualności bez żadnych zobowiązań. To najkrótsza droga do zwiększenia liczby przypadków wykorzystania seksualnego. Przy takim podejściu mężczyzna nie musi starać się, tworzyć relacji. Seks może być traktowany jedynie biologiczna potrzeba, a kobieta jako obiekt do rozładowania napięcia. Ewentualną ciążę- zawsze można usunąć, bo przecież aborcja jest w porządku, jest modna, często wykonywana, jest ok. Jest wspaniałym doświadczeniem, a kobieta powinna dziękować partnerowi, że zaszła w ciążę, którą może usunąć i dzięki temu stać się prawdziwą, modną, nowoczesną kobietą. W przedstawionym podejściu nie ma przesady. Aktywistki z Aborcyjnego Dream Teamu lansują takie spojrzenie na aborcję, która bez względu na okoliczności jest ok. Jest decyzją łatwą, a wszystkie wątpliwości wynikają ze strachu przed stygmatyzacją. Fakt, ze aborcja jest często wykonywanym zabiegiem nie oznacza, że jest w porządku. Przemoc domowa, gwałty, pedofilia też są elementem rzeczywistości, ale jakoś nikt nie powie o nich , że są ok. Powszechność zjawiska nie sprawia, że jest ono dobre. Nie neguję, że część kobiet nie żałuje decyzji o aborcji i nie miało wątpliwości co do usunięcia ciąży. Jednak ze względu na kobiety,których historia aborcyjna jest bardziej skomplikowana nie powinno się prowadzić takiej kampanii. Mam wrażenie, że Aborcyjny Dream Team ma kłopot z aborcją. Za wszelką cenę próbuje ją gloryfikować, narzucić jedyną słuszną narrację- albo odbierasz aborcję jako coś absolutnie pozytywnego albo jesteś wrogiem praw kobiet. Taką akcją dziewczyny zrobiły idealny prezent dla anty-choice. Pokazały, że wszystkie obawy zwolenników zaostrzenia ustawy są prawdziwe. Przeciwnicy mają doskonały dowód na to, że aborcja jest kaprysem, a "aborcjonistkom" nie chodzi o pomoc kobietom w ciąży, tylko o "mordowanie dzieci nienarodzonych". Wyjść z czymś takim na kilkanaście dni przed manifami oznacza ośmieszenie idei praw kobiet i sprowadzenia jej do kwestii aborcji. Obniży to frekwencję na manifach. Kobiety popierają prawo wyboru, ale robienie szopki z aborcji budzi powszechny niesmak. Kobiety dostrzegły zagrożenie swoich praw w groźbie zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej, ale niekoniecznie uważają, że aborcja traktowana jak zamiennik antykoncepcji jest ok. Poza tym trudno nie zgodzić się z opinią, że akcja "Wysokich Obcasów" jest fatalna, jeżeli chodzi o kwestię edukacji seksualnej i promowanie odpowiedzialnego rodzicielstwa. Młody człowiek może pomyśleć- po cholerę mam stosować antykoncepcję, skoro zawsze mogę usunąć ciążę. Aborcja jest taka fajna i bezpieczna, że w zasadzie można ją robić dwa razy w roku bez żadnych zdrowotnych konsekwencji. Do tego aborcja jest w modzie, więc można uprawiać seks bez zabezpieczenia. Polki co roku dokonują minimum 34 tys za granicą. Są to zabiegi legalne. Obecna ustawa nie chroni nikogo i niczego. Wymaga zmiany. Liberalizacja jest konieczna nie dlatego, że aborcja jest ok, a kobiety po aborcji są szczęśliwe, jak twierdzą aktywistki z okładki. Liberalizacja jest koniecznością ze względu na możliwość kontroli i poznania zjawiska, udzielenia pomocy kobietom rozważającym aborcję. Zamiast durnych haseł "aborcja jest ok" i zakłamywania rzeczywistości lepiej rozpocząć akcję uświadamiającą o antykoncepcji i promować edukację seksualną. Złość mnie bierze na sam widok tej okładki, więc kończę wpis. Nie chcę obrazić inicjatorek, chociaż jedynie niecenzuralne słowa cisną się na usta. Sensowniejsze było by hasło: wszystkie odczucia po aborcji są ok", ponieważ wyrażałoby solidarność z kobietami po aborcji bez względu na to, co czują po zabiegu.

wtorek, 20 lutego 2018

Reklolekcje sprzeczne z Konstytucją


Niedługo rozpoczyna się coroczne rekolekcyjne szaleństwo i przymusowe zabieranie dzieci ze szkoły do kościoła pod pretekstem "duchowego" przygotowania do świąt wielkanocnych. Post jest skierowany do rodziców niewierzących lub wierzących niepraktykujących, którzy nie życzą sobie, aby dziecko uczestniczyło w rekolekcjach, a nie wiedzą, jakie mają prawa i jakie prawa mają ich dzieci. W świetle Konstytucji rekolekcje są przemocą religijną. Jest to praktyka legalna,potwierdzona przepisami Ministra Edukacji Narodowej z dnia 14 kwietnia 1992 r. w sprawie warunków i sposobu organizowania nauki religii w publicznych przedszkolach i szkołach. Rozporządzenie nie zostało zmienione po przyjęciu obecnej Konstytucji w 1997 roku. Według rozporządzenia uczniowie uczęszczający na naukę religii organizowaną w szkołach publicznych uzyskują trzy kolejne dni zwolnienia z zajęć szkolnych w celu odbycia rekolekcji wielkopostnych. Jednakże według rozporządzenia zwolnienie z zajęć lekcyjnych nie oznacza dodatkowych dni wolnych od nauki, a jedynie umożliwienie uczestnictwa w rekolekcjach. Brak lekcji w tych dniach to decyzja dyrekcji i kościoła, całkowicie sprzeczna z prawem, wynik ustępowania kościołowi i strachu przed okolicznym proboszczem. W trakcie rekolekcji szkoła ma obowiązek organizowania zajęć opiekuńczo-wychowawczych dla dzieci, które nie uczestniczą w kościółkowych naukach. Szkoła ma prawo sprawdzać obecność uczniów. Opiekunami dzieci podczas rekolekcji są nauczyciele religii. Mogą poprosić kolegów o pomoc, ale nie można zmuszać nauczyciela do chodzenia do kościoła. W praktyce wygląda to dużo gorzej. Nie jest przestrzegana zasada jedynie zwolnienia z kilku godzin, uczniowie mają 3 dni wolnego od zajęć szkolnych. Nauczyciele są zmuszani do brania udziału w tym wydarzeniu- dostają polecenie. Rekolekcje w godzinach nauki szkolnej łamią w sposób oczywisty Konstytucję, dyskryminują niewierzących, osoby innego wyznania i osoby niepraktykujące. Złamana została preambuła do Konstytucji. Wymieniam wszystkie artykuły Konstytucji, które zostają złamane organizowaniem rekolekcji w godzinach nauki szkolnej. Preambuła "my, Naród Polski - wszyscy obywatele Rzeczypospolitej, zarówno wierzący w Boga będącego źródłem prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna, jak i nie podzielający tej wiary, a te uniwersalne wartości wywodzący z innych źródeł, równi w prawach i w powinnościach wobec dobra wspólnego - Polski" Osoby niewierzące lub niepraktykujące są poprzez obowiązkowe w praktyce rekolekcje pokrzywdzone, ponieważ odbiera się im prawo do nauki, zmusza do praktykowania wiary, której nie chcą ujawniać. Stanowi to naruszenie podstawowych praw człowieka do wolności religijnej Rekolekcje to faworyzowanie jednego wyznania i światopoglądu. Szkoła powinna kształtować ideę równości wobec prawa, zasadę sprawiedliwości i uniwersalne wartości. Faworyzując jedną religię nie może być mowy o uniwersalnych, czy równości światopoglądów. Według ostatnich badań kościelnych uczestnictwa we mszach w niedzielę , tylko 36,7% Polaków uczestniczy w tym obowiązkowym dla katolika rytualne. Od roku 1989 dwa miliony osób odwróciło się od kościoła. Tymczasem w polskiej szkole religia nadal jest uważana za ważny przedmiot, który rzekomo kształtuje wiarę i tożsamość kulturową i narodową. Na lekcjach religii nie omawia się religijnej twórczości pisarzy i poetów, ani nie prezentuje się dzieł sztuki sakralnej, nie omawia się też motywów biblijnych jako inspiracji dla rozwoju kultury. Powyższe zagadnienia omawiane są na języku polskim. Mówienie o kształtowaniu na religii rozumianej jako przedmiot szkolny tożsamości kulturowej, literackiej, czy narodowej jest kłamstwem Art. 25, punkt 2 stwierdza "Władze publiczne w Rzeczypospolitej Polskiej zachowują bezstronność w sprawach przekonań religijnych, światopoglądowych i filozoficznych, zapewniając swobodę ich wyrażania w życiu publiczny Rekolekcje w sposób zasadniczy łamią zasadę bezstronności państwa w sprawach światopoglądowych. Są przymusem, egzekwowanym poprzez listę obecności i szkolną wycieczkę do kościoła, a nawet poprzez organizowanie mszy i nauk rekolekcyjnych w szkole. Szkoła jest instytucją neutralną światopoglądowo. Wymuszanie jedynie słusznej religijności godzi w godność ucznia. Art. 48. Rodzice mają prawo do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami. Wychowanie to powinno uwzględniać stopień dojrzałości dziecka, a także wolność jego sumienia i wyznania oraz jego przekonania. Rekolekcje w szkole są naruszeniem prawa rodziców do wychowania dzieci i prawo ucznia do wolności sumienia. Wolność wyznania nie ma ograniczenia od 18 roku życia. Religijność rodziców nie musi iść w parze z przekonaniami dziecka. Zmuszanie dziecka do uczestnictwa w praktykach religijnych jest przekroczeniem prawa rodziców do wychowania, jest przemocą psychiczną, wymuszeniem,które powoduje rodzinne konflikty. Poza tym założenie, ze wszyscy są katolikami ma niewiele wspólnego z rzeczywistością. Nawet katolicy uważają, że szkoła powinna uczyć, a nie tracić 3 dni na rekolekcje. W wielu szkołach nikt nie pyta rodziców o zgodę na uczestnictwo dziecka w rekolekcjach. Zakłada się, że skoro uczeń chodzi na religię, to ma obowiązek odbycia rekolekcji. Rozporządzenie z dnia 14 kwietnia 1992 r. w sprawie warunków i sposobu organizowania nauki religii w publicznych przedszkolach i szkołach wspomina jedynie o zwolnieniu ze szkoły na czas odbycia rekolekcji, nie zezwala na traktowanie uczniów jak bydło, które pod groźbą nieobecności prowadzi się posłusznie do kościółka kosztem 3 dni nauki. Zwolnienie obowiązuje na kilka godzin w ciągu dnia, przy czym część lekcji powinna się odbyć. Jest skierowane do indywidualnych osób, a nie całych klas, czy szkół. Kościół uczynił z rekolekcji czas intensywnej indoktrynacji, ustanowił swoje zasady wbrew prawu, zastraszył dyrekcję szkół i rodziców, którzy boją się sprzeciwić lokalnemu proboszczowi. Do jasnej anieli..... prawo nie daje możliwości zmuszania dzieci do udziału w rekolekcjach, czy przerywania prowadzenia lekcji na 3 dni. Drodzy rodzice, nauczyciele, dyrektorzy- zacznijcie czytać rozporządzenie i Konstytucję ze zrozumieniem, nie dajcie się zastraszać księżom, brońcie dzieci i ich praw Art. 53. Każdemu zapewnia się wolność sumienia i religii. Wolność religii obejmuje wolność wyznawania lub przyjmowania religii według własnego wyboru oraz uzewnętrzniania indywidualnie lub z innymi, publicznie lub prywatnie, swojej religii przez uprawianie kultu, modlitwę, uczestniczenie w obrzędach, praktykowanie i nauczanie. Wolność religii obejmuje także posiadanie świątyń i innych miejsc kultu w zależności od potrzeb ludzi wierzących oraz prawo osób do korzystania z pomocy religijnej tam, gdzie się znajdują. Rodzice mają prawo do zapewnienia dzieciom wychowania i nauczania moralnego i religijnego zgodnie ze swoimi przekonaniami. Przepis art. 48 ust. 1 stosuje się odpowiednio. Religia kościoła lub innego związku wyznaniowego o uregulowanej sytuacji prawnej może być przedmiotem nauczania w szkole, przy czym nie może być naruszona wolność sumienia i religii innych osób. Wolność uzewnętrzniania religii może być ograniczona jedynie w drodze ustawy i tylko wtedy, gdy jest to konieczne do ochrony bezpieczeństwa państwa, porządku publicznego, zdrowia, moralności lub wolności i praw innych osób. Nikt nie może być zmuszany do uczestniczenia ani do nieuczestniczenia w praktykach religijnych. Nikt nie może być obowiązany przez organy władzy publicznej do ujawnienia swojego światopoglądu, przekonań religijnych lub wyznania. POTWIERDZA MOJE SŁOWA. Zmuszanie kogokolwiek do uczestnictwa w praktykach religijnych jest sprzeczne z prawem, nawet w sytuacji, jeżeli osoba zmuszana jest nieświadoma tego, co dzieje się i jest niepełnoletnia. Wolność religijna może być ograniczania może być ograniczana, jeżeli wymaga tego porządek publiczny lub wolność innych osób. Likwidacja rekolekcji w godzinach zajęć jest konieczne ze względu na prawa dzieci i ich godność. Dziecko nie może być zmuszane do uczestniczenia w praktykach religijnych. Rekolekcje poza godzinami lekcyjnymi byłyby realizacją prawa rodziców do wychowania dzieci zgodnie ze swoim światopoglądem i wiarą. We własnym zakresie rodzice szliby z dziećmi do kościoła, mieliby okazję do pokazania swojej wiary i pokonania trudności związanych z godzinami pracy, dodatkowymi zajęciami dla dzieci w imię wiary w Boga. Praw rodziców i dziecka przed przymusowymi rekolekcjami broni także kodeks karny, konkretnie artykuł 194 "Art. 194. Kto ogranicza człowieka w przysługujących mu prawach ze względu na jego przynależność wyznaniową albo bezwyznaniowość, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2. . Oznacza to, że nie wolno zmuszać nikogo do uczestnictwa w praktykach religijnych. Warto zauważyć, że w tym przypadku nie ma ograniczenia "obowiązuje od 18 lat". Dziecko ma prawo do niechodzenia do kościoła, mimo wiary rodziców. Co może zrobić rodzic? Obecnie jedynie napisać oświadczenie, że nie wyraża zgody na uczestnictwo w uroczystościach religijnych i domagać prowadzenia normalnych zajęć. Trzeba podejmować sprawę na zebraniach rodziców, rozmawiać z dyrekcją, przypominać o obowiązującym prawie. Walczyć o konstytucyjną wolność swojego dziecka od uczestnictwa w obrządkach religijnych. Wykorzystajcie wszystkie podane przepisy prawa Na koniec warto wspomnieć, że rekolekcje to strata 3 dni nauki przed samymi egzaminami, co przyczynia się do coraz gorszych wyników egzaminów. Zastanówmy się, co jest ważniejsze dla przyszłości dziecka- dobrze zdany egzamin gimnazjalny lub matura, czy duchowe przygotowanie do świąt wielkanocnych? Lekcje religii powinny wystarczyć do duchowego przeżywania świąt. Bez rekolekcji można przeżyć święta, ale nie da się zdać egzaminu, jeżeli w każdym roku szkolnym traci się 3 dni z realizacji postawy programowej i narastają zaległości.

piątek, 9 lutego 2018

Prezerwatywy na olimpiadzie.


MKOL przygotowało 110 tys. prezerwatyw dla sportowców. Wychodzi 37 darmowych prezerwatyw na osobę. Decyzja MKOL jest oczywiście godna pochwały, ponieważ promuje zdrowe podejście do seksu, zapobiega chorobom wenerycznym i niechcianym ciążom. Nie spodobało się to organizacjom kościelnym, które uznały, że komitet promuje rozpustę i wyuzdanie. Rodzima "Fronda" uznała, że MKOL "gwałci moralność" i powinno "wspierać wstrzemięźliwość i opanowanie". Zdaniem redaktora "Frondy" powinien "wydać ulotki o zagrożeniach związanych z seksem przedmałżeńskim - zarówno w aspekcie moralnym, jak i zdrowotnym" i opowiada się po "stronie chamskich rewolucjonistów". . Założenie organizacji katolickich, że wszyscy muszą stosować się do katolickiego kodeksu etycznego jest butą i przejawem wywyższania się kościoła ponad inne systemy moralne. Na igrzyskach są przedstawiciele wielu państw i wyznań. Trudno oczekiwać od nich, aby akceptowali katolickie wymysły. Poza tym dorośli ludzie mają prawo do seksu i ocenę moralną ewentualnych skoków w bok należy pozostawić zainteresowanym. Na igrzyskach są osoby mające różny stan cywilny, także po rozstaniach, osoby samotne, są także sportowe małżeństwa i pary. Dlaczego w imię katolickich dogmatów mają rezygnować z seksu? Seks daje przyjemność, ma liczne właściwości zdrowotne, relaksuje, poprawia nastrój. Kościół katolicki nie ma żadnego prawa do oceniania moralności drugiego człowieka. MKOL wykazuje się zdrowym rozsądkiem, nie udaje, że ludzie są aseksualni, nie stawia głupich zakazów, daje ludziom środki, aby mogli normalnie żyć w okresie igrzysk przestrzegając zasad sportu i swojej dyscypliny. Każda okazja jest dobra, aby promować bezpieczny seks i stosowanie prezerwatyw. Olimpida to wymarzona okoliczność do propagowania bezpieczeństwa seksualnego- transmisję z igrzysk ogląda ponad miliard ludzi, więc przekaz o bezpiecznej antykoncepcji będzie skuteczny.