VigLink

Witam i zapraszam

niedziela, 28 lipca 2013

Czy na pewno wolni?


Mija dwadzieścia lat od podpisania konkordatu, umowy międzynarodowej, która miała regulować stosunki między państwem polskim, a Watykanem, zwanym dla niepoznaki Stolicą Apostolską. Konkordat miał być ukoronowaniem rozdziału państwa od kościoła, niestety, skończyło się na założeniach. W rzeczywistości od 20 lat żyjemy w państwie poddanym Watykanowi, gdzie biskupi wpływają na kształt ustaw i wysuwają coraz więcej żądań.
Nie chcę wdawać się w szczegóły konkordatu, jest on jak każda umowa międzynarodowa zawiła. Wolę skupić się codzienności polskiej pod rządami konkordatu. Ksiądz Góralski, który był jednym z negocjatorów konkordatu, twierdzi, że największych osiągnięć konkordatu z perspektywy minionych 20 lat jest zapis o zasadzie niezależności i autonomii państwa i Kościoła - każdego w swojej dziedzinie. - Równa się to zasadzie separacji Kościoła i państwa, ale nie tak jak to było w czasach PRL - wyłącznie Kościoła od państwa, chodzi o separację paralelną, także państwa od Kościoła. Jednocześnie jest to zasada separacji przyjaznej, która dopuszcza współdziałanie dla rozwoju człowieka i dobra wspólnego. Godnym uwagi jest także m.in. rozwiązanie w sprawie małżeństwa konkordatowego - małżeństwo kościelne może wywołać skutki państwowe, ale nie musi, decydują o tym sami zainteresowani - zaznacza duchowny. Pełna zgoda, co do tego, że państwo jest odseparowane od kościoła, ponieważ w relacjach z kościołem jest postawione na pozycji średniowiecznego lennika, który ma służyć kościołowi. Weźmy prosty przykład z religią w szkole - państwo nie prawa do ingerowania w program nauczania przedmiotu; religia, bo jego ramy określa strona kościelna. Państwo ma za to obowiązek udostępnienia sal, zapłacenia katechetom za nauczanie przedmiotu sprzecznego z nauką, rozsądkiem,etyką społeczną, a do tego, przedmiotu, którego na treści nauczania nie ma żadnego wpływu. Problem w tym, że ten przedmiot jest obecny w polskiej szkole. Konstytucja RP mówi co prawda o wolności wyznania, światopoglądu, o prawie rodziców do wychowania dzieci zgodnie ze swoim światopoglądem, o prawie do nauczania religii w szkole, pod warunkiem, że nie narusza to praw innych uczniów. Tymczasem ocena z religii liczy się do średniej, jest na świadectwie, co już jest naruszeniem konstytucyjnej zasady wolności przekonań religijnych. Świadectwo jest dokumentem państwowym przedstawianym w innych szkołach, na uczelniach, u pracodawcy, ocena z religii jest komunikatem na temat światopoglądu człowieka. W polskiej szkole możliwość wyboru etyki to iluzja. Dyrektorzy wykręcają się brakiem pieniędzy, brakiem zgody organu prowadzącego, czytaj gminy. Problem religii w szkole jest znacznie szerszy niż tylko oceny. Kościół zadomowił się w polskiej, teoretycznie świeckiej szkole. Inauguracja i zakończenie roku szkolnego to spęd dzieci do Kościoła, obowiązkowa msza. Nikt nie pyta rodziców, czy mają ochotę puścić dziecko do Kościoła. Jest to część obchodów. Narusza to prawo rodziców, dzieci i nauczycieli do uczestniczenia lub nieuczestniczenia w praktykach religijnych. Nauczyciele są zmuszani przez dyrektorów do uczestnictwa w spędach kościelnych pod rozkazem pełnienia opieki. Nikogo nie obchodzą prywatne poglądy nauczycieli. Żenujące są praktyki rekolekcyjne - kiedy to pod pretekstem "przygotowania duchownego do świat wielkanocnych" dzieci, młodzież i nauczyciele zmuszani są do uczestnictwa w rekolekcjach. Szkołom zabiera się 3 dni w roku, po to, aby Kościół kształtował sobie pokorne owieczki i opowiadał niesłychane rzeczy o nawróceniach, cudach, miłosierdziu ukrzyżowanego. Rekolekcje mają miejsce przed samymi egzaminami, w czasie gorączkowych przygotowań. Jeżeli policzymy, że w ciągu 12 lat edukacji, co roku tracimy z procesu dydaktycznego 3 dni, uzbiera się ponad miesiąc strat. A potem dziwimy, że młodzież nie ma podstawowych wiadomości z matematyki, historii, fizyki, polskiego. A jak ma mieć skoro marnuje się czas na rekolekcje i msze szkolne? Nie mówię już o praktykach odgrywania epatującej przemocą drogi krzyżowej, o opowiadaniu małym dzieciom o męce Chrystusa, o naklejkach w zeszycie kontaktów z informacjami o drodze krzyżowej. Nawet otwarcie boiska szkolnego nie może się obejść bez obowiązkowej mszy. Są szkoły państwowe, gdzie uczniowie muszą modlić się na dużej przerwie, co jest zabraniem czasu na odpoczynek i jest sprzeczne z higieną psychiczną.
Rozumiem, ze katolicy mają prawo do religii w szkole, ale niech będzie ona w godzinach popołudniowych, jedynie dla chętnych. Obecnie jest przymusem - rodzice boją się, że jeżeli nie zgodzą się na uczestnictwo w zajęciach, dziecko będzie prześladowane. Rekolekcje równie dobrze mogą odbywać się po lekcjach, nie powodując strat w materiale i przerywania przygotowań do egzaminu. Religia kosztuje ponad miliard złotych. W dobie kryzysu budżetu to wydatek zbędny. Jeżeli rodzice chcą religii w szkole, powinni za nią płacić z własnej kieszeni. Wtedy mogą powiedzieć, że wychowują dziecko zgodnie ze swoim przekonaniem. Wyprowadzenie religii ze szkół to wstęp do prawdziwej reformy edukacji i jeden z powodów, dla którego jak najszybciej trzeba renegocjować konkordat. Trudno nie zgodzić się z głosami, że kościół za bardzo ingeruje w sprawy państwa, choćby na przykładzie ustawy bioetycznej. Oczywiście kościół ma prawo wypowiadać się, jako jedna z instytucji, ale nie może straszyć posłów, nakazywać im, aby działali zgodnie z wolą biskupów. Argumentacja, że katolik musi akceptować naukę Kościoła, wspierać ją w działalności publicznej jest skandaliczna. Kościół stawia siebie ponad prawem, uważa, że ma moralne prawo narzucać wszystkim swoją wolę. Wysyłanie listów do posłów z instrukcją jak mają głosować, czy choćby Wspólna Komisja Rządu i Episkopatu - to najlepsze przykłady łamania konkordatu i zasady rozdziału kościoła od państwa. Kościół rości sobie prawo do ingerowania w podręczniki, uważa, że skoro Polska jest państwem chrześcijańskim, to podręczniki muszą akceptować chrześcijański system wartości. Mamy w podręcznikach, zwłaszcza do języka polskiego fragmenty przemówień Wojtyły, w podręcznikach do biologii katolicką wykładnię początków życia. Podręczniki do wychowania w rodzinie zawierają wyłącznie katolickie widzenie seksualności i nie przygotowują młodego człowieka do życia w rodzinie, są homofobiczne, opierają się na stereotypach, zwłaszcza w kwestii seksualności kobiecej, nie ma w nich słowa o takich zagrożeniach jak pornografia umieszczanie zdjęć intymnych w sieci,czy handel żywym towarem. Kościół oczywiście próbuje układać swoje rządy w gminach - żadna uroczystość nie może obejść się bez mszy, w niektórych miejscowościach nieruchomości sprzedawane są na cele sakralne z 99% bonifikatą - kościół za bezcen kupuje majątki, nie staje do przetargów, nie odprowadza podatków od nieruchomości. Cele sakralne są nieopodatkowane. Duchowieństwo nie płaci podatków od działalności gospodarczej, od spadku i darowizn. Państwo finansuje również uczelnie katolickie i szkoły. Traci na tym ogromne pieniądze. Wiele mówi się o kryzysie finansów. Tymczasem na własnej piersi państwo toleruje organizację, która nie poczuwa się do żadnej odpowiedzialności, organizację, której pracownicy wyjęci są spod prawa: ksiądz -pedofil dostaje najczęściej wyroki w zawieszeniu, księdzu prowadzącemu pojazd pod wpływem alkoholu nie zabiera się prawa jazdy z racji tego, że jest księdzem. Kilka tygodni temu doszło do tragicznego wypadku, w którym zginął młody człowiek i prowadzący po pijanemu ksiądz. Nie była to pierwsza jazda duchownego na podwójnym gazie, ale wcześniej nie odebrano mu prawka. Politycy powinni zastanowić się, czy w obliczu dramatycznego kryzysu państwa stać Polskę na utrzymywanie duchowieństwa, w wojsku, w straży granicznej, a nawet w służbie zdrowia. Ksiądz noszący opłatki w szpitalu zarabia nawet 4000 zł (takie dane padły kilka miesięcy temu z sejmowej mównicy), więcej niż pielęgniarka i początkujący lekarz, którzy naprawdę wykonują ciężką pracę. Pora opodatkować kościelne nieruchomości, posuwać kler z oświaty, szpitali i służb mundurowych. Usługi komunii w szpitalu powinny być opłacane przez zainteresowanego pacjenta, a nie przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Według oficjalnych danych kościół katolicki dostaje 13 miliardów różnych dotacji z budżetu, ile zyskuje na zwolnieniach podatkowych trudno oszacować. Mamy dziurę budżetową w wysokości 25 miliardów, rząd zadłuża się, zmusza ministrów do oszczędności w resortach, ale Kościoła nie ruszy, bo ma związane ręce konkordatem. Może zamiast zadłużania się, trzeba by opodatkować kościelną działalność i nieruchomości oraz uciąć finansowanie Kościoła z budżetu. Dziura z pewnością zmniejszy się. Kwota 13 miliardów powinna iść na leczenie chorych, na leki refundowane, a nie na kościół. Z resztą Jezus chciał ubogiego Kościoła, powiedział, że bogaty nie dostanie przyjęty do Królestwa Bożego. Nasi biskupi chyba nie pamiętają słów założyciela. Ach, oni tłumaczą,że chodzi o duchowe ubóstwo. Nowy papież co chwilę wyprowadza ich z błędu, mówiąc wprost, że razi go ksiądz w luksusowym samochodzie. Konstytucja, przypominam , że jest to nadrzędny dokument wymaga, aby władze zachowywały światopoglądową neutralność państwa. Finansując kościół, dając mu kolejne przywileje, pozwalając na to, aby biskupi dyktowali ustawy, mówili, czy dana procedura medyczna może być w Polsce dozwolona, władze łamią konstytucyjną zasadę. Prawo powinno być dla wszystkich, a podstawą demokratycznego prawa są prawa człowieka , a nie twórczość papieży i napomnienia biskupów. Trzeba wyraźnie podkreślić, że czym innym jest wolność słowa, wypowiadanie się wszystkich uczestników dyskursu społecznego, a czym innym narzucanie jednego światopoglądu wszystkim obywatelom. Konkordat sprawił, że w Polsce nie ma wolności słowa, przysługuje ona jedynie katolikom. Problemem jest paragraf o obrazie uczuć religijnych. Uczucia religijne katolików obraza mówienie prawdy o pedofilii w kościele, o przekrętach majątkowych, a nawet twórczość satyryczna nieprzychylna Kościołowi. Osoby, które krytykowały w ostatnim czasie konkordat były nazywane nieukami,wyzywane od najgorszych, oskarżane o szkodzenie Polsce, bo ośmieliły się mieć inne zdanie niż biskupi i media katolickie. W Polsce nie ma prawdziwej wolności, trwa atak Kościoła na swobody obywatelskie, oczernianie ludzi żyjących według innych reguł niż katolickie. Państwo nie jest suwerenne - politycy, jako przedstawiciele państwa biorą udział w świętach religijnych, pielgrzymkach, a nawet całują pierścień papieża. Mogą brać udział w praktykach religijnych, ale jako osoby prywatne. Kościół organizuje zjazdy polityków PiS-u i Solidarnej Polski na Jasnej Górze pod hasłem przeciwdziałania ateizacji. Jest oczywiste, że Kościół będzie bronił swego stanu posiadania, będzie wmawiał, że Kościół ma misję, że religia jest sprawą publiczną.
Co może zrobić każdy obywatel, aby osłabiać wpływy Kościoła w życiu publicznym? Kilka porad 1) Nie chrzcić dzieci - chrzest niemowląt jest niezgodny z Biblią, to wymysł papiestwa. 2) Wypisać dzieci z religii i nie posyłać na szkolne msze, domagać się etyki 3) Dokonać aktu apostazji 4) Wspierać akcje będące przeciwne nauczaniu Kościoła -np: dostęp do in vitro, edukację seksualną, dostęp do antykoncepcji 5) Nie chodzić do Kościoła 6) Wypowiadać się na temat łamania prawa przez hierarchów kościelnych 7) Jeżeli ktoś jest radnym, niech głośno sprzeciwia się sprzedawaniu Kościołowi nieruchomości z bonifikatą 99% i pominięciem przetargu, niech organizuje społeczne protesty. 8) Organizować akcje charytatywne, bez udziału Kościoła. Nie ufam głośnym akcjom Caritasu. Być może lepiej przy lokalnych akcjach, gdzie jest kontrola społeczna. 9) Zawiadamiać opinię publiczną o aptekach i lekarzach, którzy z powodu katolickiego sumienia odmawiają wypisywania antykoncepcji, bojkotować takie miejsca. 10) Nie brać udziału w zbiórkach na cele religijne, nawet, jeżeli miejscowy proboszcz używa szantażu, aby zmusić wiernych do płacenia na remont kościoła.
Wierzyć można w Boga bez pośrednictwa Kościoła, który z Bogiem ma niewiele wspólnego.

wtorek, 23 lipca 2013

Co zagraża polskiej rodzinie?


Przeglądając media, zarówno telewizję, jak i internet, czytając różnorodne badania, np: "diagnozy społecznej" wynika, że w Polsce rodzi się coraz mniej dzieci. Aż 3 mln bezdzietnych Polaków między 16. a 34. rokiem życia deklaruje, że chciałoby mieć choć jedno dziecko. Co piąty z nich zapewnia, że od jakiegoś czasu stara się o potomstwo, ale bez skutku. Pozostali świadomie rezygnują z rodzicielstwa.
Pojawia się pytanie, dlaczego Polacy rezygnują z potomstwa. Na pierwsze miejsce wysuwają się problemy materialne. Aż 45 proc. kobiet i 43 proc. mężczyzn przekonuje, że nie może mieć dziecka ze względu na brak pracy i pieniędzy. Co trzeci nie decyduje się na dziecko,bo jest niepewny swojej przyszłości, a co piąty z powodu złych warunków mieszkaniowych. Z badania „Diagnozy Społecznej” wynika także, że Polacy nie decydują się na dziecko ze względu na wysokie koszty wychowania i wykształcenia. Niska płodność to problem dopiero co piątej pary. Dość spora grupa Polaków nie decyduje się na dziecko, bo nie może znaleźć odpowiedniego partnera (19 proc. kobiet i tyle samo mężczyzn) lub uważa, że to dla nich zbyt duża odpowiedzialność (6 proc. kobiet i 8 proc. mężczyzn).
Badania dużo mówią. Polacy nie chcą mieć dzieci, bo nie czują się bezpiecznie w swoim państwie. Tymczasem od różnej maści prawicowych polityków i dziennikarzy słyszymy, że rodzinie zagraża antykoncepcja, in vitro, związki partnerskie, edukacja seksualna, parady równości, gender, homoseksualiści. Zastanawiam się w jaki sposób mojej rodzinie może zagrozić sąsiad gej lub para żyjąca bez ślubu? W jaki sposób rodzinie zagraża in vitro, skoro dzięki niemu małżeństwo zmagające się z bezpłodnością staje się rodziną? W jaki sposób rodzinie zagraża antykoncepcja i edukacja seksualna? Śledząc tok myślenia prawicy można dojść do następujących wniosków. 1) Ideałem rodziny jest małżeństwo zawarte w kościele katolickim, stosujące się do nauki kościoła, mające gromadkę dzieci. Taki związek ich zdaniem jest trwały, bo większa liczba dzieci zniechęca do rozwodu. Fakt, jeżeli ktoś ma 7 dzieci, kobieta nie pracuje zawodowo, zajmuje się domem, raczej nie wystąpi o rozwód, nawet jeżeli doświadcza przemocy domowej. Będzie żyła w piekle. Pytanie - czy taka rodzina jest zdrowa dla dzieci, uczy szacunku do drugiego człowieka, kształtuje kręgosłup moralny? Raczej nie. Doświadczanie przemocy, biedy, bycie świadkiem zachowań przemocowych wobec najbliższych zostawia trwały ślad w psychice, negatywnie wpływa na osobowość i kształt przyszłej rodziny dziecka wychowanego w takim domu. Oczywiście, jest tysiące wielodzietnych, kochających się rodzin, dlatego nie można generalizować, tak samo, jak nie należy narzucać wszystkim jednego modelu rodziny. 2) Antykoncepcja i edukacja seksualna według konserwatystów to droga do zdrady, rozpusty i bezpłodności. Tego typu bzdur nie sposób komentować. Wynikają one z utopijnej wizji świata, w której młody człowiek nie wie, co to seks, nie widzi nagości w reklamie, telewizji, sieci, nie współżyje przed ślubem. Problem w tym, że jest to wizja utopijna, z czasów przed powszechnym dostępem do internetu. Osoby wygłaszające takie tezy, wierzą, że nastoletnia młodzież chodząca na religię i do kościoła, wychowana po katolicku nie współżyje. Ich zdaniem należy je chronić nawet przed słowem seks, nie wolno mówić o seksualności, bo to sprawi, że rozpoczną życie seksualne. Nastolatki i tak mają za sobą pierwszy raz, nie mają z kim porozmawiać o swoich problemach, nie zabezpieczają się, efektem czego są ciąże. Jeżeli skończy się tylko na ciąży, to jeszcze dobrze - ciąża nie trwa wiecznie, a młoda mama przy wsparciu rodziny poradzi sobie z opieką nad niemowlakiem i skończy szkołę. Gorzej jeżeli dochodzi do molestowania, gwałtu, dodawania kompromitujących, seksualnych filmików i zdjęć do sieci. Wtedy pojawiają się problemy psychiczne, kończące się nieraz próbą samobójczą 3) Każdy związek poza sakramentalnym małżeństwem to patologia, niszczenie rodziny. Oczywiście, nie obchodzi tych ludzi, że we współczesnym społeczeństwie są różne modele rodziny : konkubinaty, rodziny niepełne, sytuacje, których dziecko wychowuje się z mamą i babcią, itp. Są to tak samo normalne, zasługujące na szacunek rodziny, w których dzieci otrzymują miłość i ciepło. 4) In vitro niszczy rodzinę, bo dziecko poczyna się poza aktem małżeńskim, świadczy o braku miłości. Kolejna krzywdzące kłamstwo. Aby przejść leczenie niepłodności związek musi być naprawdę mocny. Dla mediów konserwatywnych in vitro to wszelkie zło, złamanie praw natury, poczęcie niegodne człowieka. Jakoś nie przeszkadza im poczęcie w wyniku gwałtu, które uważają za równoprawne z łożem małżeńskim. Najważniejsze, że doszło do kontaktu narządów rodnych, a poczęcie nastąpiło w kobiecie. To, czy ona tego chciała, czy ojcem jest zboczeniec, czy ukochany partner nie ma znaczenia. Przeszkadza in vitro - poczęcie również w wyniku miłości - uczucia tak silnego, że nie zniszczyła go niepłodność. Badania opinii publicznej pokazują wyraźnie, że Polacy nie mają dzieci, ponieważ nie czują bezpieczeństwa socjalnego - mieszkania są bardzo drogie, sporo ludzi pracuje na śmieciowych umowach, więc nie ma gwarancji pracy i zdolności kredytowej. Problemem jest brak możliwości skutecznego leczenia niepłodności dla osób zarabiających poniżej średniej krajowej, których nie stać na kolejne kredyty,a by opłacić przygotowanie do in vitro i sam zabieg. Koszty wychowania są wysokie - opłaty za żłobki, przedszkola to poważny wydatek. Do tego wysokie ceny ubrań, zabawek, podręczników wynikające z nałożenia większego VAT-u. Jeżeli dołożymy do tego drogie leki i operacje w przypadku wad wrodzonych, to mamy cały obraz bardzo złej sytuacji rodzin w Polsce. Problemem jest także przemoc w stosunku do kobiet i dzieci, zbyt niskie wyroki sądowe za przemoc domową i niedostateczna pomoc dla ofiar. Polki chętnie rodzą dzieci poza granicami kraju. Mają wsparcie finansowe, łatwiejszy dostęp do mieszkań.
Rodzinie trzeba pomóc, a nie utrudniać funkcjonowanie tworząc bariery natury moralno-religijnej. Brak dofinansowania in vitro, ustawy o związkach partnerskich to skutek uległości polityków wobec kościoła. Politycy powinni zacząć od ograniczenia możliwości zawierania umów śmieciowych, od zakazu zwalniania kobiet w ciąży i na urlopach wychowawczych. Rząd powinien zainwestować w tanie budownictwo socjalne i komunalne, zamiast finansowania religii w szkole, obecności kapelanów w szpitalach ,służbach mundurowych, czy dotowania uczelni katolickich i budowy Świątyni Opatrzności Bożej oraz innych zbędnych wydatków. Jako ateistka, wydatki z budżetu państwa na kościół katolicki uważam za zbędne, szkodliwe i sprzeczne z Konstytucją, gwarantującą wolność wyznania i rozdział kościoła od państwa. Przydałby się dłuższe, obowiązkowe urlopy tacierzyńskie, minimum miesiąc, które zrównałyby szansę kobiet na rynku pracy. Tanie żłobki, przedszkola prowadzone przez gminy, a prywatne osoby oraz elastyczne godziny pracy dla młodych rodziców (w branżach, których jest to możliwe) powinny być standardem.

poniedziałek, 22 lipca 2013

Antykoncepcja - kilka powodów dla których powinna być refundowana


Zadziwia mnie reakcja społeczeństwa na propozycję refundacji antykoncepcji. Internauci uważają, że refundacja antykoncepcji spowoduje zanik leczenia nowotworów, jest niemoralna, bo dotyczy życia seksualnego, a nie zdrowia. To prawda, że polska służba zdrowia daleka jest od ideału, jest niedofinansowana, a szpitale zamiast leczyć przeliczają życie pacjenta na zwrot z NFZ. Fundusz to patologia i biurokracja, która urosła do granic absurdu. Szkoda słów. Rozumie się, że nie jest możliwa w Polsce całkowita refundacja antykoncepcji. Należałoby rozważyć wprowadzenie w życie rozwiązań, które narzuca ustawa " O ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży", która zakłada edukację seksualną i ułatwienie dostępu do antykoncepcji. Mamy w Polsce kilka refundowanych leków antykoncepcyjnych, ale są to preparaty starszej generacji. Chodzi o to, aby objąć refundacją kolejne leki, np: pigułki jednoskładnikowe, wkładki wewnątrzmaciczne, antykoncepcję awaryjną i plastry, tak aby każda kobieta, niezależnie od tego,czy może stosować pigułki dwuskładnikowe, czy nie, miała możliwość wyboru antykoncepcji. Refundacja częściowa, np: 30% ułatwiłaby dostęp do środków zapobiegających ciąży.
Od wielu lat organizacje kobiece, ginekolodzy i niektóre partie polityczne domagają się refundowania antykoncepcji. Niestety, ciągle mimo zapewnień, że będzie refundacja, nie znajdziemy na liście leków refundowanych nowoczesnych środków antykoncepcyjnych. Znajduje się tam kilka specyfików drugiej generacji i zastrzyk Depo-Provera. Preparaty znajdujące się na liście to leki starszego typu, zawierające sporą ilość hormonów. Stosowanie antykoncepcji wzbudza wiele niepotrzebnych kontrowersji, zwłaszcza w środowiskach konserwatywnych, które przy opisywaniu antykoncepcji posługują się techniką manipulacji i stereotypami, podają wiadomości sprzeczne z medycyną lub takie, które dawno straciły na aktualności. Nowoczesne preparaty trzeciej i czwartej generacji u zdrowych kobiet nie powodują drastycznych skutków ubocznych, o ile przestrzega się podstawowych zasad bezpieczeństwa – nie pali się, jeżeli kobieta ma powyżej 35 roku życia, nie przebywa się godzinami w solarium i na słońcu, wykonuje regularnie badanie ginekologiczne, cytologię, usg piersi, samobadanie piersi i morfologię ogólną oraz zgłasza lekarzowi każdy niepokojący objaw.
Tak dla pełnej refundacji antykoncepcji. W dyskusji nad refundacją antykoncepcji pojawiają się dość dziwne argumenty typu: nie ma pieniędzy na leki na raka,na medykamenty leczące choroby psychiczne, a miały znaleźć się na antykoncepcję. Krytykom antykoncepcji należy przypomnieć, że antykoncepcja to nie tylko zapobieganie ciąży, ale przede wszystkim leki hormonalne o określonym leczniczym działaniu. Choroby kobiece są tak samo uciążliwe i bywają niebezpieczne dla zdrowia, a także zagrażają płodności. Polskie Towarzystwo Ginekologiczne stoi na stanowisku, że nowoczesna i skuteczna antykoncepcja jest jedynym, profilaktycznym przeciwdziałaniem nieplanowanym ciążom Antykoncepcja umożliwiła oddzielenie seksu od prokreacji, co dało kobietom możliwość zrobienia większego odstępu między dziećmi, edukację i awans społeczny. Brak refundacji antykoncepcji powoduje powstanie nierówności między kobietami, dyskryminuje uboższe panie, pozbawiając je możliwości decydowania o kształcie swojej rodziny. Dlaczego państwo powinno refundować antykoncepcję? Jest co najmniej kilka powodów. Po pierwsze praktyka takich krajów jak: Holandia, Hiszpania, Łotwa, Estonia, Szwecja, Litwa pokazują, że refundacja antykoncepcji zmniejsza liczbę aborcji. Ostatnio dobre wiadomości nadeszły z Wielkiej Brytanii, gdzie dzięki refundacji antykoncepcji o 2,5% zmniejszyła się liczba zabiegów aborcyjnych, także wśród nastolatków. W Polsce generalnie aborcja poza trzema przypadkami jest zakazana, co wcale nie oznacza, że nie wykonuje się tych zabiegów. Aborcja jest wykonywana tyle,że w podziemiu, a jej liczbę szacuje się nawet 200000 zabiegów rocznie. Refundacja antykoncepcji zmniejszy zysk podziemia aborcyjnego, a przecież o to chodzi w obronie życia nienarodzonych, aby redukować ilość aborcji. Organizacje kobiece podkreślają, że walka z aborcją może być skuteczna tylko wtedy jeżeli nie będzie odrywana od prawa kobiet/pary do samostanowienia o swoim potomstwie Po drugie antykoncepcja ma pozytywny wpływ na zdrowie kobiety: zapobiega rakowi jajnika i raka endometrium, jest najskuteczniejszym środkiem leczącym cysty, pozwala uratować jajnik. Antykoncepcja reguluje cykl, zmniejsza krwawienie menstruacyjne, niweluje ból miesiączkowy. Endokrynolodzy stosują antykoncepcję przy leczeniu trądziku i nadmiernego owłosienia. Antykoncepcja hormonalna stosowana także w leczeniu endometriozy , ponieważ zapobiega rozrostowi śluzówki macicy i zmniejsza dolegliwości związane z chorobą. Antykoncepcja leczy również cykle bezowulacyjne, gdyż po jej odstawieniu pojawiają się efekt odstawienia – pojawia się komórka jajowa zdolna do zapłodnienia. Antykoncepcja pomaga zajść w ciążę kobietom cierpiącym na cykle bezowulacyjne. Odpowiadając na postawione pytanie -antykoncepcja to profilaktyka wielu poważnych chorób kobiecych i środek do ich leczenia i dlatego powinna być refundowana.

piątek, 19 lipca 2013

Antykoncepcja - jedno z podstawowywch praw człowieka


Tytuł artykułu to hasło międzynarodowej akcji o nazwie: Międzynarodowy Dzień Działań na rzecz Zdrowia Kobiet, który odbył się 28 maja. Celem akcji było bronienie dostępu do leków antykoncepcyjnych jako środków planowania rodziny i ochrony zdrowia dla par i osób indywidualnych, w tym młodzieży oraz osób żyjących z HIV. Innym ważnym celem akcji jest przypomnienie, że dyskryminacja pracowników ze względu na płeć jest niedopuszczalna. Organizatorzy wspomnianej akcji zwracają także uwagę na problemy osób innej niż heteroseksualna tożsamości seksualnej, które w wielu systemach prawnych i marginalizowane i narażone na mowę nienawiści. Osoby zaangażowane w akcję zwracają uwagę, że są kraje, w których antykoncepcja wykorzystywana jest środek kontroli populacji, a kobiety bardzo często na siłę sterylizowane i zmuszane do usunięcia ciąży. Działaniom, które ingerują w prawo do stanowienia o liczbie potomstwa, dyskryminują kobiety, są źródłem przemocy wobec dziewczynek i kobiet, organizacje międzynarodowe broniące praw człowieka mówią stanowcze NIE.
Antykoncepcja prawem człowieka. Deklaracja Praw Seksualnych stwierdza, że „Prawa seksualne są uniwersalnymi prawami człowieka bazującymi na niezbywalnej wolności, godności i równości wszystkich istot ludzkich. Ponieważ zdrowie jest fundamentalnym prawem człowieka, tak samo podstawowym prawem człowieka musi być jego zdrowie seksualne.”.1Deklaracja wyraźnie głosi,że człowiek ma prawo do „ podejmowania wolnych i odpowiedzialnych decyzji, co do posiadania potomstwa. Obejmuje ono prawo do decyzji o posiadaniu potomstwa, jego liczbie, różnicy wieku pomiędzy potomstwem oraz prawo pełnego dostępu do środków regulacji płodności.” oraz posiada prawo „do opieki zdrowotnej w zakresie zdrowia seksualnego. Opieka w zakresie zdrowa seksualnego powinna być dostępna i służyć zapobieganiu i leczeniu wszelkich problemów, chorób i zaburzeń seksualnych.”2 Przytoczone cytaty bez cienia wątpliwości wskazują na to, że dostęp do antykoncepcji jest prawem człowieka w zakresie wolności osobistej i ochrony zdrowia. Dostęp do środków zapobiegania ciąży przyczynił do awansu kobiet w sferze publicznej. Kobiety nie musiały rodzić potomstwa począwszy od 15 roku życia. Zyskały możliwość nieprzerwanej edukacji, pracy , zawodowego awansu, co pozytywnie wpłynęło na sytuację materialną kobiet i ich rodzin. Kobieta spełniona, wykształcona dba o dobro swoich dzieci, może być przewodniczką pociech po otaczającym świecie. Świadome macierzyństwo to mniej dziecięcych dramatów i ubóstwa. W państwach, w których kobiety uzyskują gorsze wykształcenie od mężczyzn lub z powodów kulturowych pozbawione są możliwości kształcenia i zmuszane do małżeństwa przed osiągnięciem dorosłości, rodzi się co prawda więcej dzieci, ale skazane są one na przemoc, ubóstwo, a nawet głód. Mówiąc o wykształceniu kobiet nie mam na myśli konkretnego poziomu wykształcenia, a zdolność do radzenia sobie w określonych sytuacjach i podstawowe umiejętności związane z edukacją: pisanie, czytanie, liczenie, zdobycie zawodu. Pisząc o antykoncepcji nie sposób pominąć ważnego aspektu jakim jest możliwość dokonywania wyboru, co do ilości dzieci, czasu ich narodzin. Badania opinii publicznej w Polsce potwierdzają, że tylko 20% rodaków całkowicie wyklucza możliwość zostania rodzicem, pozostali chcą mieć w przyszłości dzieci. Do rodzicielstwa świadomego, które daje radość z obserwowania rozwoju dziecka trzeba dojrzeć. Antykoncepcja daje możliwość wyboru momentu, w którym chcemy mieć potomstwo. To postawa odpowiedzialności za swoje życie, drugą osobę i ewentualne dziecko. Środki antykoncepcyjne to narzędzia umożliwiające podejmowanie odpowiedzialnych decyzji w sferze reprodukcji. Pozwalają na budowanie silnych więzi emocjonalnych z mężem (partnerem), bowiem współżycie jest aktem woli obojga kochających się ludzi, a nie wypadkową gęstości śluzu szyjkowego i temperatury w pochwie. Od razu uprzedzę, że nie jestem przeciwna tak zwanym metodom naturalnym, ale propagandzie pogardy, którą toczą zwolennicy tych metod wobec kobiet stosujących hormonalne lub mechaniczne środki antykoncepcyjne. Wybór metody zapobiegania ciąży, czy jak kto woli planowania rodziny to sprawa indywidualna. Decyzja na ten temat powinna być poprzedzona wiedzą, zawierającą zalety i wady danej metody, rozeznaniem swojego stanu zdrowia i wizytą u ginekologa. Celem antykoncepcji jest planowanie rodziny właściwe w stosunku do sytuacji życiowej pary lub kobiety. Decyzja o liczbie potomstwa należy wyłącznie do rodziców. Przeciwnicy antykoncepcji, których stosowniej byłoby nazwać przeciwnikami prawa człowieka do samostanowienia o rozrodczości twierdzą, że to człowiek nie ma prawa decydować o liczbie potomstwa. Oddajmy głos oponentom. „Zaplanowaliśmy dwoje dzieci i swoje dzieci już urodziłam. Kiedy przychodzimy do ołtarza, aby zawrzeć małżeństwo, kapłan, w imieniu Kościoła pyta, czy chcemy przyjąć potomstwo, którym Bóg nas obdarzy - to Pan Bóg ma najlepszy plan na nasze życie i wie, ile dzieci nam potrzeba - czy jedno, czy dziesięcioro. A może ten dar nie zrealizuje się w sposób naturalny, tylko w innej formie płodności, np. poprzez adopcję? Małżeństwo cały czas powinno być otwarte na dialog z Bogiem i rozpoznawać Jego wolę”3 Czytelnik zapewne pomyśli, że zacytowane słowa wypowiedział duchowny. Otóż, drogi czytelniku, autorem przytoczonych słów jest ginekolog -położnik. Dziwienie to w tej sytuacji odpowiednia reakcja. Zapewne wielu osobom nasuwa się pytanie jak: ginekolog -położnik może łączyć prokreację z dogmatami wiary? Szczerze mówiąc, sama chciałabym to wiedzieć. Od lekarzy oczekuje się akceptacji, leczenia, doradztwa, a nie ewangelizacji. Wczytując się w przytoczone słowa można stwierdzić, że autor podważa podstawowe prawo człowieka jakim jest wybór dotyczący ilości dzieci. Pozbawia ludzi możliwości decydowania o liczbie potomstwa, karze poddawać się woli nieokreślonego bytu, którego istnienia nie można stwierdzić metodami naukowymi. Część z nas wierzy w istnienie istoty nadrzędnej kierującej losami świata, część temu zaprzecza. Bez względu na stosunek do wiary w społeczeństwie obowiązują ogólnoludzkie zasady- zwane prawami człowieka, które uniwersalne i powinny obowiązywać na całym świecie.
Poglądy cytowanego pana doktora naruszają kolejne prawo człowieka – prawo do realizowania swoich planów życiowych , życia zgodnie ze swoimi przekonaniami. Utrudnianie dostępu do antykoncepcji jest łamaniem prawa do podejmowania niezależnych decyzji odnośnie życia seksualnego, kontroli własnego ciała. Jest dyskryminacją ze względu na płeć i klasę społeczną. Osoby zamożne poradzą sobie z zakupem antykoncepcji, mogą zapłacić za nią więcej. Ludzie ubożsi tracą możliwość kontroli nad seksualnością i rozrodem. Na przykładzie zacytowanych praw seksualnych, które są częścią praw człowieka wyraźnie widać jak błędny jest pogląd przeciwników, „że odpowiedzialne rodzicielstwo to płodne, hojne rodzicielstwo, i pierwszym, naturalnym sposobem na rozeznawanie woli Bożej jest przyjmowanie dzieci. Dzieci przychodzą jak wschodzące słońce, człowiek nie decyduje, czy słońce ma dzisiaj wzejść, czy nie, o życiu decyduje Pan Bóg.”4 Zacytowany fragment wypowiedzi pana ginekologa z Lublina wręcz obraża człowieka. Lekarz odmawia człowiekowi zdolności do kierowania swoimi planami rozrodczymi, uważa, że jednym obowiązkiem małżeństwa jest poddawanie się woli bożej i płodzenie dzieci bez ograniczeń. Ogranicza rozród do płodzenia dzieci, nie podejmuje żadnych refleksji na temat wychowania tak licznego potomstwa. Każdy z nas ma prawo do kształtowania swojego życia według swoich planów i własnego światopoglądu.. Jednakże państwo powinno zachować neutralność światopoglądową i zapewnić obywatelom możliwość dokonywania wyboru zgodnie ze swoją moralnością i w oparciu o obowiązujące zasady etyczne. Sprzeciw wobec antykoncepcji bierze się błędnego rozumienia niepłodności. Oponenci uważają, że płodność nie jest chorobą, którą trzeba leczyć, jest stanem zdrowia. Zwolennicy antykoncepcji nie twierdzą, że płodność nie jest chorobą, ale nie uważają jej za dar. Płodność to funkcja organizmu, która ma na celu wydanie potomstwa. Ludzie tym różnią się od zwierząt, że mogą wybrać moment pojawienia się dzieci w rodzinie. Antykoncepcja nie niszczy płodności, ale ją hamuje – daje możliwość wyboru momentu, kiedy wykorzystamy płodność i urodzimy dziecko. Antykoncepcja to środek kontroli płodności. Odpowiedzialne rodzicielstwo to posiadanie takiej liczby potomstwa, której jesteśmy w stanie zapewnić godny byt, szczęśliwe dzieciństwo, wykształcenie i przygotować je do samodzielnego, dorosłego życia, Odpowiedzialne rodzicielstwo to nie poddawanie się woli Stwórcy, ale myślenie o przyszłości narodzonych dzieci. Nie mają szans na godną przyszłość dzieci cierpiące w dzieciństwie głód, zaniedbane wychowawczo, porzucone. Szczęśliwy dorosły był szczęśliwym dzieckiem – dzieckiem chcianym, kochanym, a nie potomkiem spłodzonym na imprezie pod wpływem alkoholu. Nie ma większej tragedii niż los dzieci w rodzinach dysfunkcyjnych, w których najmłodsi doświadczają niedostatku, przemocy lub są pozbawione właściwej opieki rodziców. Nie ma znaczenia, jaki rodzaj antykoncepcji stosujemy, bowiem miłość do dziecka jest niezależna od przyjętego sposobu antykoncepcji. Wystąpienie patologii, typu: przemoc w rodzinie, nałogi jest niezależne od ilości dzieci, występuje zarówno w rodzinie z jednym dzieckiem, jak i w rodzinach wielodzietnych. Antykoncepcja to narzędzie wyboru w kwestii zdrowia prokreacyjnego i planów życiowych. Na podkreślenie zasługuje słowo WYBÓR – to znaczy coś, co można zrobić, .ale nie trzeba. Nie ma przymusu stosowania antykoncepcji. Media konserwatywne obelgami ,straszeniem, narzucaniem dogmatów wiary usiłują zmusić czytelników do stosowania naturalnego planowania rodziny. Słowo „wybór” zakłada, że szacunek dla dokonanego wyboru i jego świadomość. Ideologia, bez względu na to, czy ma podłoże świeckie, czy religijne nie może być podstawą stanowienia prawa, czy do odmawiania ludziom możliwości dokonywania świadomego wyboru zgodnego z własnym światopoglądem. Antykoncepcja to element zdrowia seksualnego, które wbrew temu, co twierdzi strona przeciwna nie ogranicza się do obserwowania płodności i rodzenia kolejnych dzieci. Seksuologia definiuje zdrowie seksualne jako integrację biologicznych, emocjonalnych, intelektualnych i społecznych aspektów życia seksualnego, ważnych dla pozytywnego rozwoju osobowości, komunikacji i miłości. Seksualność ma kilka poziomów, jest zbiorem biologii, emocji, komunikacji i zasad społecznych. Zdrowie seksualne obejmuje kilka tematów: aspekt związany z jakością życia seksualnego, zagadnienia takie jak: antykoncepcja profilaktyka chorób nowotworowych (rak piersi, rak szyjki macicy, rak gruczołu krokowego), zakażeń,przenoszonych drogą płciową, leczenie substytucyjnego w okresie meno- i andropauzy oraz profesjonalną pomoc dla ofiar przemocy seksualnej. Naturalne potrzeby człowieka. Seksualność to jedna z podstawowych potrzeb człowieka, tak samo ważna jak jedzenie, edukacja, praca, czy rozwijanie zainteresowań. Kontakt seksualny zaspokaja kilka fundamentalnych potrzeb człowieka, np: miłości, bliskości, czułości i ciepła. Potrzeby te nie pojawiają się z chwilą zawarcia związku małżeńskiego. Mówienie, że współżycie intymne dozwolone jest jedynie w małżeństwie jest naruszeniem do swobodnej decyzji w kwestii formalizacji związku, do przyjemności i równości seksualnej. Kobieta i mężczyzna mają w związku identyczne prawa. Prywatną sprawą człowieka są powody podejmowania życia seksualnego. Wiele kobiet decyduje się na relację seksualną z ukochanym nie z powodu zaspokojenia popędu seksualnego, lecz po to, aby wzbogacić wspólne życie uczuciowe z kochanym i kochającym człowiekiem. Ludzie chcą czerpać radość z kontaktów seksualnych, natomiast pragną unikać niepożądanej ciąży i mają do tego pełne prawo. Współczesne kobiety są świadome swoich potrzeb seksualnych, chcą, aby ich pragnienia były dla partnera ważne, oczekują równości w relacji intymnej. Kobieta chce realizować się zarówno w życiu rodzinnym, jak i zawodowym, chce godzić obie sfery życia. Dlatego nie może sprowadzona do roli seksualnego przedmiotu użycia i być narażona na powtarzające się raz po raz ciąże. Mężczyzna, którego partnerka nieustannie rodzi sprowadzony jest do roli żywiciela rodziny. Dobrze funkcjonująca rodzina to miejsce, w którym wszyscy członkowie czują się bezpiecznie, mają możliwość realizowania swoich zainteresowań, wspierają się i pomagają sobie. Antykoncepcja – połączenie rodziny i życiowego komfortu. Badania pokazują, że około 80% Polek chce mieć w przyszłości dzieci i czerpać przyjemność z macierzyństwa. Aby pomóc ludziom łączyć rodzicielstwo z pracą opracowano skuteczne środki regulacji urodzin. Antykoncepcja to najprościej rzecz ujmując, sposoby postępowania chroniące przed ciążą bez konieczności powstrzymywania się od stosunków płciowych. Osoby o poglądach opozycyjnych wobec antykoncepcji uważają, że jej zdrową alternatywą jest obserwacja cyklu miesiączkowego kobiety, rysowanie wykresu i przyklejanie na nich naklejek. Naturalne planowanie rodziny to abstynencja seksualna w dni płodne i w dni poprzedzające płodność. Wyznacza się je na podstawie temperatury w pochwie, gęstości śluzu szyjkowego i stopnia rozwarcia szyjki macicy. Seksuolodzy nie zostawiają na tych metodach suchej nitki zarzucając im niską skuteczność, dużą możliwość popełnienia błędu, obecność zbyt wielu czynników obniżających skuteczność obserwacji, zagrożenie dla trwałości związku i zdrowia psychicznego partnerów. Wymuszona dniami płodnymi abstynencja seksualna sprzyja rozdrażnieniu, problemom w związku. Oczywiście zwolennicy metod naturalnych podkreślają, że abstynencja wzmacnia związek, uczy cierpliwości. Doświadczenia wielu osób, które na forach internetowych opowiadają o swoich przeżyciach, o strachu przed ciążą i o obawach o trwałość małżeństwa przeczą twierdzeniom promotorów naturalnego planowania rodziny. Uwaga, należy odróżnić naturalne planowanie rodziny od naturalnego rozpoznawania płodności. Obie metody opierają się na wyznaczaniu dni płodnych poprzez obserwację cyklu kobiety i na tym ich podobieństwo kończy się. Naturalne metody rozpoznawania płodności nie wykluczają stosowania prezerwatyw i pianek plemnikobójczych, a w związku z tym nie wiążą się z koniecznością abstynencji w dniach płodnych. Wyznaczanie dni płodnych służy poznaniu organizmu i określeniu dni największego prawdopodobieństwa zajścia w ciążę. W te dni możliwe jest stosowanie prezerwatyw. Naturalne planowanie rodziny jest nacechowane ideologicznie, powiązane z nauką wiodącej w Polsce instytucji religijnej i ze względu na obsesję owej instytucji w kwestii antykoncepcji, całkowicie zakazuje stosowania nawet prezerwatyw. W antykoncepcji upatruje się przyczynę rozwiązłości, sprzeciw wobec planów bożych.
Sterowanie płodnością to konieczność dla współczesnej kobiety od dnia inicjacji seksualnej do końca menopauzy. Arsenał środków antykoncepcyjnych dla mężczyzn jest bardzo ograniczony. Są testowane tabletki dla mężczyzn i zastrzyki, ale żaden z tych produktów nie jest jeszcze dostępny w masowej sprzedaży. Dbanie o antykoncepcję spada głównie na kobiety, choć nie zwalnia to panów od obowiązku używania prezerwatyw w celu uniknięcia zakażenia chorobami wenerycznymi, zwłaszcza jeżeli nie żyją w stałym związku. Współczesne techniki antykoncepcyjne zlikwidowały lęk przed niepożądanym dzieckiem i kobieta nie musi już się bać się skutków współżycia seksualnego. Nastąpiło całkowite rozdzielenie seksu od rozrodu. Społeczeństwo stało się szczęśliwsze i zdrowsze. Kobiety stosując antykoncepcję są pod regularną opieką ginekologa. Oczywiście wzrosła liczba zakażeń chorobami przenoszonymi drogą płciową, ale są one rozpoznawane we wczesnym stadium i skutecznie leczone. Przyczyną zakażeń są kontakty seksualne i wczesna inicjacja (przed 18 rokiem życia) a nie składniki środków antykoncepcyjnych. Udane życie seksualne sprawia, że ludzie lepiej czują się pod względem psychicznym – w końcu częściej okazują sobie miłość i bliskość bez strachu o nieplanowaną ciążę Antykoncepcja służy zarówno kobiecie, mężczyźnie i potencjalnemu dziecku, które przychodzi na świat wtedy, kiedy jest najbardziej oczekiwane – jest ogromną radością, spełnieniem marzeń rodziców. Nie ulega wątpliwości, że nawet nieplanowana ciąża może szczęściem, kiedy minie pierwszy szok. Kobieta i mężczyzna zaakceptują ją i pokochają dziecko. W końcu ciąża trwa 9 miesięcy, a to bardzo dużo czasu, aby uporządkować swoje życie, zaakceptować nowego członka rodziny i cieszyć, że wkrótce przyjdzie na świat. Antykoncepcja sprzyja tworzeniu więzi rodzinnych i kochającej się rodziny. Dziecko stanowi dopełnienie kobiecości i męskości, postawienie kropki nad „i” w naszym życiu. Nie ma specjalnego znaczenia ile mamy lat w momencie, kiedy zostajemy rodzicami, czy mamy lat 18, 25, 30, 37 , czy jesteśmy na początku drogi życiowej, czy mamy stabilną sytuację materialną. Ważne jest, aby kochać dziecko, opiekować się nim, pokazywać świat, stworzyć małemu człowiekowi bezpieczny dom, pełen miłości, wolny od przemocy. W wielu państwach, zwłaszcza afrykańskich i południowoamerykańskich kobiety pozbawione są dostępu do antykoncepcji głównie z powodu religijności władz i wszechobecnej biedy. Rodzą kolejne dzieci, które nie mają szans na edukację i wyjście z nędzy. Mówimy o tak zwanych krajach trzeciego świata, gdzie sytuacja kobiet i dzieci jest naprawdę dramatyczna. Skupmy się na moment na Polsce. U nas także nie ma swobodnego dostępu do środków regulacji urodzeń. Tylko kilka preparatów II generacji jest refundowana. Każda próba wprowadzenia chociażby edukacji seksualnej kończy się ostrym sprzeciwem ideologicznym środowisk konserwatywnych. Środki antykoncepcyjne w Polsce są dość drogie w porównaniu do najniższego wynagrodzenia. Do tego mamy problem z lekarzami sumienia, którzy z powodu wyznawanej religii nie wypisują antykoncepcji, narzucając tym samym pacjentom swój światopogląd. Jeżeli lekarz wypisze antykoncepcję to kobieta musi się liczyć z kolejną trudnością – tym razem w aptece, gdzie również zdarzają się właściciele, jak i poszczególni pracownicy, którzy z powodu sprzeciwu Kościoła nie sprzedają antykoncepcji. Tłumaczą, że nie chcą brać udziału w „niszczeniu płodności i życia poczętego”. Ich argumentacja nie ma żadnego odzwierciedlenia w rzeczywistości, jest sprzeczna z badaniami naukowymi, co udowadniałam w poprzednich tekstach o antykoncepcji. Jak widać w kwestii dostępu do antykoncepcji jest jeszcze wiele do zrobienia. Przede wszystkim trzeba upowszechnić wiedzę na jej temat, walczyć z mitami i ułatwić dostęp przez obniżenie ceny. Warto pamiętać, że dostęp do antykoncepcji i rzetelna edukacja seksualna są zapisane w ustawie „O planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży” z 1993 roku. Niestety, ustawa nie jest przestrzegana przez żadną ze stron. Skutki takich działań widać gołym okiem : podziemie aborcyjne, ciąże nastolatek ,agresja seksualna wobec dzieci, młodzieży i kobiet. Propagowana na wychowaniu do życia w rodzinie czystość przedmałżeńska nie powoduje, że młodzież nie rozpoczyna współżycia, nie likwiduje problemu aborcji. Nastolatki współżyją, decydują się na seks pod wpływem chwili, bez wiedzy rodziców i zabezpieczenia się. Sytuacja polskich kobiet pozbawionych dostępu do antykoncepcji nie jest wesoła. Niestety, coraz częściej słyszymy o przypadkach mordowania noworodków, o przechowywaniu ich ciał w lodówce, czy w beczkach. Tak kończy się nieprzestrzeganie praw człowieka, odmawianie prawa do antykoncepcji – dochodzi do tragedii, w której ofiarą jest najsłabsza istota – noworodek. Maleńki człowiek, który powinien być kochany, powinien być największym skarbem dla swoich rodziców. Dostęp do antykoncepcji to nie tylko prawo człowieka, ale także postawa opowiadająca się za życiem i godnością człowieka. Kochane, oczekiwane dziecko nie zostanie unicestwione w wyniku aborcji, czy zagłodzone lub uduszone zaraz po urodzeniu. W Polsce – politycy, hierarchowie, media konserwatywne chcą decydować o rozrodczości za kobietę, uważają, że lepiej od kobiet wiedzą, czego panie i ich partnerzy potrzebują, chcą podejmować za nich życiowe decyzje. Lepiej dla wszystkich byłoby, gdyby ustawa chroniąca życie była przestrzegana, chociaż w punkcie dotyczącym edukacji seksualnej i dostępności antykoncepcji.

Edukacja seksualna - brakujący przedmiot w polskiej szkole, cz. 2


W poprzednim artykule pisałam o konieczności wprowadzenia edukacji seksualnej do polskich szkół i o konsekwencjach wnikających z jej braku. W tym odcinku skoncentruje się o stereotypach krążących wokół zagadnienia. O edukacji seksualnej, a szerzej o ludzkiej seksualności krążą mity, związane głównie z modelem wychowania i religijnością. Nie jest to tylko polski problem – jest to kłopot wielu społeczeństw, które w ostatnich 20 latach zmagają się z przenikaniem tendencji konserwatywnych z nowoczesnymi.
Mity krążące wokół edukacji seksualnej. Przeciwnicy edukacji seksualnej uważają, że jej wprowadzenie obniży wiek inicjacji seksualnej i zdeprawuje młodzież. Jest to pogląd dalece nieprawdziwy. Badania w krajach Europy Zachodniej wyraźnie pokazują, że edukacja seksualna przyczynia się do opóźniania aktywności seksualnej młodzieży. Wiąże się to, z tym, że inicjacja często powodowana jest ciekawością i chęcią zaimponowania w środowisku. Na lekcjach uczniowie otrzymują wiedzę na temat seksualności, dowiadują się, jak radzić sobie z presją rówieśniczą, co pomaga uchronić się przed wymuszoną inicjacją. Wiedza o seksualności jest częścią integralnej wiedzy o człowieku – o jego biologii, psychice i zachowaniach, więc w żaden sposób nie może demoralizować. Robienie z powyższej dziedziny życia tematu tabu, zagadnienia zarezerwowanego dla małżonków wywołuje jedynie niepotrzebny strach. Niektórzy przeciwnicy edukacji seksualnej sprowadzają intymną sferę życia do czegoś złego, co staje się dobrem dopiero po zawarciu związku małżeńskiego. Skutkiem takiego myślenia są problemy w życiu seksualnym, frustracje i poczucie, że wchodzi się w sferę zakazaną. Osoby przeciwne edukacji seksualnej uważają, że jeżeli nie mówi się na ten temat, to młodzież „zachowa czystość” do ślubu. Badania amerykańskie wykazały, że promowanie abstynencji seksualnej wcale nie powoduje opóźnienia inicjacji, a jedynie wprowadza strach przed stosowaniem środków antykoncepcyjnych. Młodzież i tak współżyje, tyle, że decyduje się na ryzykowne zachowania seksualne, nie stosuje nawet prezerwatyw, co przyczynia do niechcianych ciąż i zakażeń chorobami wenerycznymi. Prawda jest taka, że świadomość ryzykownych zachowań seksualnych, jakie mogą one wywołać w życiu młodego człowieka sprawia, że nie decyduje się on na współżycie pod wpływem chwili. Najważniejsza jest świadomość, że zbyt wczesna inicjacja to nie tylko ryzyko związane z ciążą, zakażeniem HIV lub HPV, ale także zburzenie rozwoju psychicznego, wymuszenie zbyt szybkiej dojrzałości. Skutkiem zbyt wczesnej inicjacji jest poczucie krzywdy, często porzucenie przez partnera, co wiąże się z poczuciem wykorzystania. Ludzie sprzeciwiający się wprowadzeniu do szkół edukacji seksualnej uważają, że będzie ona narzędziem do promowania koncernów farmaceutycznych. Chodzi o kwestię antykoncepcji, która w nich odczuciu niszczy więź między mężczyzną i kobietą, i zachęca do przypadkowego seksu. Jest rzeczą oczywistą, że na wychowaniu seksualnym porusza się kwestię bezpiecznego seksu, a więc także antykoncepcji. Uczeń uzyskuje wiedzę o używaniu środków antykoncepcyjnych, ich zaletach i przeciwwskazaniach do stosowania. Dzięki obiektywnej wiedzy, pozbawionej ideologii, dokonuje wyboru, czy chce je stosować, czy też nie. Z punktu widzenia naukowego nie dopuszczalne jest przedstawianie jedynie wad środków zapobiegających ciąży, nie wspominając o ich zaletach i znaczeniu w profilaktyce i leczeniu wielu chorób kobiecych. Wiedza okrojona z ważnego punktu nosi znamiona manipulacji i odbiera młodemu człowiekowi możliwość wyboru. W grupie przeciwników edukacji seksualnej panuje pogląd, że edukacja seksualna godzi w prawo rodziców do wychowania dzieci zgodnie ze swoim światopoglądem i przekonaniami religijnymi. Nic bardziej błędnego. Edukacja seksualna jest przedmiotem wiedzy związanym z biologią, psychologią i etyką. To właśnie „wychowanie do życia w rodzinie” godzi w neutralność światopoglądową rodziców, bo forsuje się na tych zajęciach światopogląd jednej instytucji. Poza tym Trybunał Praw Człowieka w 1976 roku orzekł, że państwo musi zagwarantować swoim obywatelom bezstronną edukację. W szkole wiedza na temat seksualności powinna być przekazywana w sposób obiektywny. W domu, prawem rodziców jest uzupełnianie wiedzy szkolnej o swoje przekonania. Prawo do seksualności i edukacji w tym zakresie jest zagwarantowane w Powszechnej Deklaracji Praw Seksualnych, o której pisałam w części pierwszej. Edukacja seksualna potrzebą współczesności Współczesny świat jest przesiąknięty seksem, bez względu na to, jakie mamy poglądy w tej kwestii, nie sposób nie dostrzec wszechobecności seksu. Internet to najczęstsze źródło informacji na ten temat. Problem w tym nie trafia na wartościowe strony, lecz na pornografię, która wykrzywia młodemu człowiekowi obraz życia intymnego i prowadzi do zburzeń w postrzeganiu współżycia. Młody człowiek zamiast wiedzy dostaje obraz wielokrotnych orgazmów, jęków i monstrualnie powiększonych narządów płciowych. Rzeczywistość odbiega od filmowych obrazów i sprawia, że młodzież zastanawia się, czy 10 minutowy stosunek nie jest za krótki. Młodzież wchodząca w życie seksualne, od 14, czy 15 roku życia ma kontakt z pornografią (oczywiście bez wiedzy rodziców) zastanawia się, czy jest w stanie sprostać wymaganiom partnera/partnerki. Jako dorośli nie powinniśmy chować głowy w piasek, zasłaniać się tabu, grzechem i innymi kategoriami, bo nie uchronimy młodych ludzi przed pornografią stwierdzając, że seks przed ślubem jest zły. Lepiej dać młodemu pokoleniu widzę obiektywną, zgodną z medycyną i ten sposób chronić przed zbyt pochopnym wejściem w życie seksualne. Bez wątpienia z obecnością seksu w sferze publicznej wiąże się niebezpieczeństwo pedofilii i coraz częstszej przemocy seksualnej w sieci, której sprawcami może być najbliższe otoczenie dziecka. Przemoc ma na przykład formę wrzucania do sieci nagrać z molestowania, czy nawet próby gwałtu. Niszczy to psychikę ofiary, doprowadza do depresji, a nawet do samobójstwa. Edukacja seksualna ucząc szacunku do ciała i do nietykalności drugiego człowieka, może zapobiec takim sytuacjom. Na „wychowaniu do życia w rodzinie” nie podejmuje się kwestii przemocy seksualnej, która dotyka coraz więcej młodych ludzi. Niestety niemówienie o problemach związanych z seksualnością nastolatków nie eliminuje ich, wręcz przeciwnie sprawia, że narastają, a nastolatek zostaje sam z problemami.

środa, 17 lipca 2013

Edukacja seksualna -brakujący przedmiot w polskiej szkole


Brakujący przedmiot -edukacja seksualna, część 1 W jednym z programów publicystycznych Premier otrzymał listę z pytaniami czytelników jednego internetowego portalu. Wśród pytań pojawiała się kwestia edukacji seksualnej, a w zasadzie jej braku. Kancelaria Premiera odpowiedziała, że edukacja seksualna jest realizowana na przedmiocie „wychowanie do życia w rodzinie”, w klasie 5i 6 szkoły podstawowej, w gimnazjum i w szkołach ponadgimnazjalnych. Oczywiście, istnieje przedmiot zwany „wychowanie do życia w rodzinie”, problem w tym, że przedmiot nie ma nic wspólnego z edukacją seksualną, a realizuje założenia ideologiczne. Wielu czytelników może mieć wrażenie, że mówienie o różnych aspektach rodziny jest sprzeczne z tradycyjnymi wartościami. Takiej sprzeczności nie ma, jeżeli zauważymy, że w rodzinie chodzi o coś więcej niż zalegalizowanie związku. Rodzina powinna być filarem bezpieczeństwa dla dzieci i dorosłych, miejscem pełnym miłości, zrozumienia, wzajemnej odpowiedzialności. Kwestia orientacji seksualnej nie ma żadnego znaczenia i jest prywatną, bardzo intymną sprawą.
Warto zaznaczyć, że wszystkich badaniach opinii publicznej społeczeństwo opowiada się za wprowadzeniem edukacji seksualnej. Chce jej młodzież oraz większość rodziców. Konieczność wprowadzenia edukacji seksualnej wynika choćby z przepisów prawa: „Ustawa o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach przerywania ciąży” zakłada przecież edukację seksualną. Polska przyjęła Powszechną Deklarację Praw Seksualnych, która w punkcie 9 i 10 mówi o prawie do edukacji w tym zakresie. Cytuję dwa punkty Deklaracji: „Prawo do seksualnej informacji opierającej się na badaniach naukowych. Prawo to mówi, że informacje na temat seksualności człowieka muszą się opierać na wynikach rzetelnych i nienaruszających zasad etycznych badań naukowych i powinny być rozpowszechniane na wszystkich poziomach społecznych. 10.Prawo do wyczerpującej edukacji seksualnej. Edukacja seksualna jest procesem trwającym przez całe życie i powinny być w nią włączone wszystkie instytucje społeczne.”1 Powszechna Deklaracja Praw Seksualnych wskazuje kierunek edukacji seksualnej – powinna opierać się na wynikach rzetelnych naukowych i musi być rozpowszechniana na wszystkich poziomach społecznych i jest to proces trwający przez całe życie. Zgodnie z zacytowanymi zapisami nie można uznać „wychowania do życia w rodzinie” za edukację seksualną, ponieważ opiera się na nauczaniu instytucji religijnej. Skutki „wychowania do życia w rodzinie” widać na każdym kroku: ciężarne nastolatki, wczesna inicjacja traktowanie życia seksualnego jako formy wejścia do grupy, zaimponowania lub na przeciwległym biegunie – problemy z rozumieniem swojej seksualności, brak satysfakcji z pożycia intymnego. Warto nadmienić jeszcze poważniejsze konsekwencje braku edukacji seksualnej: wchodzenie w prostytucję, wykorzystywanie seksualne, gwałty. Teoretycznie na lekcjach „wychowania do życia w rodzinie” młody człowiek słyszy, że życie seksualne jest zarezerwowane dla małżeństw i ma dwie funkcje: jednoczącą i prokreacyjną, że ma być zgodne z rytmem płodności kobiety i nastawione na poczęcie dziecka. Z drugiej strony dostaje informację, że ofiara gwałtu prowokuje strojem, zachowaniem, nie otrzymuje komunikatu, że gwałt jest nie tylko przestępstwem, ale przede wszystkim naruszeniem nietykalności cielesnej. Brakuje na tym przedmiocie kwestii przemocy seksualnej, wykorzystywania seksualnego. Po 15 latach od wprowadzenia tego przedmiotu okazuje się, że zakaz współżycia przed ślubem nie chroni przed wczesną inicjacją seksualną, wręcz przeciwnie młodzież chętnie próbuje „zakazanego owocu”. Młodzi ludzie żyją w świecie, w którym seks jest dostępny, seksualności nie da się ukryć pod płaszczem zakazów. Seks stał się przepustką do grupy, czymś modnym, co trzeba robić, aby nie czuć się wyobcowanym. Młodzież czuje się przymuszona do współżycia. Tymczasem na lekcji otrzymuje informację, że seks jest zły, co kłóci się z przekazem medialnym. Rozpoczyna współżycie, często pod wpływem okoliczności, alkoholu, bez żadnego przygotowania, kompletnie nie dojrzała do odpowiedzialności za siebie, partnera i ewentualne dziecko. Dlatego zamiast ideologii potrzebne są informacje o dojrzałości do życia seksualnego, odpowiedzialności, umiejętności odmawiania, o szanowaniu swoich potrzeb i o antykoncepcji.
http://www.euroclinix.co.nl/anticonceptie.html

wtorek, 16 lipca 2013

Piękna w kostiumie kąpielowym



Lato - moja ulubiona pora roku. Dookoła widzę roześmianych ludzi. Wakacje dobroczynnie działają na   nastrój, stajemy się pogodniejsi, radośniejsi, mamy nieograniczone pokłady życiowej energii. Słońce działa zbawiennie na cerę i psychikę – od razu nabieramy rumieńców i mamy lepszą kondycję. W lecie chowamy do szafy ciemne ubrania się także ubrania. Ubieramy odzież w letnich kolorach, to znaczy w barwach jasnych, z delikatnych, przewiewnych materiałów.  Typowo letnim strojem jest kostium kąpielowy 

  Stroje są bajecznie kolorowe, dostępne w każdym wzorze – od kwiatowego do jednolitego z elementem biżuterii. . Oglądając tegoroczne  propozycje można wysunąć wniosek, że dozwolone są wszelkie wariacje, byleby kostium pasował do figury. Od kilku sezonów królują mocne kolory i nietypowe połączenia, które pozwalają na odrobinę odmiany, np: zestawienie błękitu z kolorem pomarańczowym lub pistacjowym. Wybór kostiumu zależy od naszej odwagi i usposobienia. Moda jest demokratyczna, stawia przede wszystkim na indywidualizm. Kobiety chcą, aby  kostium kąpielowy nie tylko pokazywał walory sylwetki, ale także,a by podkreślał osobowość. Kostium kąpielowy ma być wygodny, to znaczy nie może zsuwać się w trakcie pływania, grania w siatkówkę, zjeżdżania z basenowej zjeżdżalni. Wygodne są również kostiumy jednoczęściowe pozwalające ukryć mankamenty sylwetki. Tego lata królują kolory pastelowe, choć nie brakuje propozycji  w odcieniach grantu, brązu i czerni, często z dodatkami w pastelowych barwach. Styliści i projektanci doszli do wniosku, że im bardziej kolorowo, tym weselej i dlatego tego lata nie ma ograniczeń w kolorystyce kostiumów. Gust, jeżeli chodzi o kolor każda pani ma inny. Rynek musi nadążyć za potrzebami klientki i nie powinien ograniczać sztucznymi trendami jej wyboru. Widoczny jest powrót złotych dodatków, a nawet całych kostiumów w tym kolorze.  W tym kolorze bardzo dobrze wyglądają brunetki się , bowiem złoto ładnie podkreśla ich ciemniejszą karnację. Na odrobinę  uwagi zasługują kostiumy mające elementy biżuterii jako wykończenia


. Łączą dwa w jednym – kostium i dodatki. Trudno na plaży nosić korale broszki, czy łańcuszki – przeszkadzają w swobodnym poruszaniu się i opalaniu. Kupując taki kostium mamy dodatek biżuterii przez cały czas. Pomysł można uznać za trafiony w potrzeby kobiet. Plaże mienią się kolorami kostiumów, są swoistą rewią mody – plażowiczki dumnie prezentują swoje kształty.

Jak dopasować kostium do figury?
 Największym problemem kobiety jest niedoskonałość figury. Marnym pocieszeniem jest pogląd, że  nie ma figury idealnej. Kanony kobiecej figury określają projektanci mody, tradycja i oczekiwania społeczne. Z drugiej strony kobiety mają wyobrażenia o idealnej figurze. W kobiecym odczuciu idealna figura to sylwetka bez brzucha, z jędrnym biustem i napiętymi pośladkami. Dla  wyobrażenia zachwycającej  figury jesteśmy w stanie katować się dietami , ćwiczeniami, a nawet ryzykować zdrowie zażywając podejrzane specyfiki przyśpieszające spalanie tłuszczu. A efekt – no, cóż daleki od zakładanego. Nawet jeżeli uda się trochę schudnąć , to następuje efekt jojo 
i kobieta ma wrażenie syzyfowej pracy.  Po kuracji pozostają paskudne fałdy skóry, które psują radość ze zgubienia kilku kilogramów i sprawiają, że nadal wstydzimy się nałożyć kostium kąpielowy.
Tymczasem styliści twierdzą, że lato nie musi być koszmarem. Nie musimy wstydzić się swojego ciała. Wystarczy je zaakceptować i dobrać kostium kąpielowy do figury. Osoby o większym rozmiarze powinny kupować kostiumy jednoczęściowe, osoby szczupłe dwuczęściowe. Kobiety szczupłe niekorzystnie wyglądają w stroju jednoczęściowym.


 Panie grubsze źle prezentują się w bikini. Oczywiste jest to, że dobrze wygląda się jedynie we dobranym do sylwetki rozmiarze. Za mały lub za duży kostium jest niewygodny i brzydko prezentuje się na ciele. Ciasne figi lub dół kostiumu mogą spowodować uciskanie miejsc intymnych, otarcia, a nawet kłopotliwe w leczeniu infekcje. Za mały stanik  nie zmniejszy biustu, a dodatkowo uwidoczni  wszystkie fałdki i wystające spod stanika piersi. Zamiast atrakcyjnie wygląda się karykaturalnie. Duży biust sprawia problemy w doborze stroju plażowego. Większość strojów nawet jeżeli kupujemy kostium w rozmiarze 40-44 ma za małe miseczki.  Numeracja często jest zaniżona. Najlepiej byłoby kupować stanik w innym rozmiarze niż figi, ale raczej nie spotyka się takich udogodnień dla klientek. Nie oznacza to, że mamy deformować piersi, aby na siłę wcisnąć je w mniejszą miseczkę – lepiej kupić droższy kostium, ale z właściwie dobranym biustonoszem.


Dobór stroju jest trudniejszy niż kupowanie biustonosza lub jeansów. W zbyt ciasnych miseczkach biust wypływa ze stanika w części górnej – mamy wrażenie, że mamy dwie pary piersi. Pozostała część biustu jest spłaszczona- jest to niewygodne i szkodliwe dla piersi – doprowadza do bólu. Wiadomo, że jakikolwiek ból w piersi stawia na nogi- jest wydarzeniem bardzo stresującym, generującym najgorsze podejrzenia o włókniaki i guzy.