VigLink

Witam i zapraszam

czwartek, 26 września 2013

Wrogi rodzinie - nowy totalitaryzm.


duplikacja twarzowoczaszkowa Jak co roku jesteśmy skazani walkę o prawo do aborcji w przypadku nieodwracalnego uszkodzenia płodu. Tym razem środowisko pro-life zebrało 400 podpisów pod projektem ustawy o usunięciu przesłanki aborcyjnej mówiącej o nieodwracalnym uszkodzeniu płodu. Pomysłodawcy argumentują swój projekt tym, że zabijane są najczęściej dzieci z zespołem Downa. Wsłuchując się w głosy obu stron, zauważyłam, że pojawia się w nich wiele nieścisłości. Chorób genetycznych jest mnóstwo i nie jest to tylko zespół Downa. Są o wiele poważniejsze wady, skutkujące szybką śmiercią dziecka lub niedającymi opisać się męczarniami. Przyjęcie ustawy oznaczałoby, że kobiety byłyby zmuszone rodzić dzieci, których życie zakończy się po kilku godzinach, nieraz narażając siebie na niebezpieczeństwo. Warto przypomnieć, że nie urodzenie dziecka , które umiera po kilku godzinach lub dniach to niesłychanie trudne przeżycie - dziecka nie ma, a kobieta musi przejść połóg, znosić widok lejącego się z piersi mleka, które nie będzie wykorzystane. W Polsce niewiele jest banków mleka kobiecego, do którego można by oddać mleko i w ten sposób pomóc innym dzieciom. Taka placówka funkcjonuje w Rudzie Śląskiej. Źródłem traumy jest oglądanie dziecka umierającego w męczarniach. Przytoczę dwie anonimowe historie z internetu "Bohaterka wątku okazała się wierząca. Pewnie szukała oparcia w swojej wierze, w swoim bogu. Modliła się, modliły się za nią koleżanki, rodzina. Zdecydowała się donosić ciążę i pożegnać swoje dziecko w terminie, w jakim miała je powitać na świecie. Kolejne USG pokazało jednak, że dziecko ma większą wadę niż uprzednio się wydawało, że strzępki mózgu dziecka zanieczyszczają wody płodowe, że życie matki jest zagrożone. Lekarz zalecił terminację. Matka musiała jeszcze raz przemyśleć swoją decyzję. Mimo że obiecała swojemu synkowi, że go donosi do końca ciąży, musiała myśleć o swoim trzyletnim synku – żyjącym, potrzebującym jej. Po dramatycznej walce z samą sobą podjęła decyzję o terminacji ciąży. Wiesz co było potem? Może dochodzenie do siebie, wsparcie rodziny, znajomych, duchownych, ukojenie w wierze, w bogu? Prawie. Dziewczyna na koniec dowiedziała się, że nie dostanie rozgrzeszenia i grozi jej ekskomunika. Jestem niewierząca, ale rozumiem, jak ważny dla ludzi jest bóg, wiara, jej dogmaty. Wyobrażam sobie, co czuje kobieta, która zrobiła coś, by ratować swoje życie, a potem dowiedziała się, że zawiodła swojego boga tak bardzo, że czeka ją wykluczenie z kościoła. No ale jednak nie do końca, bo jeden ksiądz ją wykluczy, a inny może cofnąć tę klątwę. Nie potrafię znaleźć odpowiednich słów komentarza… Kobiecie świat wali się na głowę, po czym dowiaduje się o groźbie ekskomuniki, tyle że uzależnionej od widzimisię jakiegoś typa, który sam pewnie niejedno ma na sumieniu. I to on ma decydować, czy taką kobietę dobić, czy jej choć trochę ulżyć w cierpieniu. Wedle swojego kaprysu pan w sutannie decyduje, że nałoży ekskomunikę, bo ta kobieta lekką ręką zabiła swoje dziecko. Podoba się? Oklaski.
Ile kobiet podejmie decyzję donoszenia ciąży zagrażającej jej życiu tylko w obawie o swój dalszy los we wspólnocie kościelnej? Ile odmówi terminacji ze strachu przed reakcją otoczenia? Ile będzie zwlekać, wertując prawa kościelne i analizując, czy jej wolno zdecydować o swoim życiu i zdrowiu, czy jednak o tym zdecydował już jakiś tam papież po drodze w efekcie wątpliwego oświecenia tudzież w wyniku wyrachowanej kalkulacji?" I było do 30. tygodnia ciąży. Okazało się, że dziecko ma wielowadzie. Testy genetyczne, amniopunkcja i wynik – zespół Patau, nierozwinięty dostatecznie mózg, dwie wady serca, brak lewej kończyny dolnej, rozszczep podniebienia, przepuklina oponowa i wielotorbielowatość nerek z nieprawidłowo wykształconym pęcherzem. Szanse przeżycia praktycznie zerowe – dziecko umrze w brzuchu lub nie przeżyje porodu. Jego serce biło, ale w każdej chwili mogło przestać. Otrzymałam wskazania do natychmiastowego zakończenia ciąży. Pojechałam do największej kliniki i co usłyszałam? Odmowę! W moim mieście są jeszcze dwa szpitale położnicze w których spotkało mnie to samo. Pozostało mi czekać na śmierć dziecka albo rozpoczęcie porodu. Od otrzymania wyniku minęły 2 tygodnie, a serce dziecka nadal biło. Wreszcie zaczął się poród. W szpitalu potraktowali mnie jak trędowatą. Urodziłam po 6 godzinach. I co widziałam? Jak dziecko umiera. Przeżyło poród, ale zaraz zaczęło się dusić. Spojrzałam. Wiem, że nigdy nie zapomnę tego widoku. Nie chcę tego opisywać... Dziecko żyło 10 godzin w potwornych męczarniach. I powiem teraz z pełną odpowiedzialnością, że cieszę się, że tak szybko umarło. A mogło być inaczej, gdyby lekarze nie odmówili wykonania zabiegu. W moje urodziny minęło 8 lat od śmierci córki. I cały czas mam przed oczami widok dziecka z tak licznymi wadami. Nie, wtedy dziecko nie jest piękne. Brzydota wręcz poraża... Po porodzie okazało się, że córka nie miała również oka, ucho było niewykształcone, brakowało przedniej części czaszki. Wstrętny widok, choć nie powinnam tak mówić. To straszne, co przeżywa kobieta, która wie, ze urodzi martwe lub ciężko chore dziecko. Za odmowę lekarzy zapłaciłam rokiem terapii u psychiatry. Nie da się tak po prostu patrzeć jak umiera dziecko. Wiem też, jak to jest mieć chore dzieci, może nie tak poważnie, ale jednak."
Obrońcy życia argumentują, że aborcja z powodów genetycznych przypomina hitlerowską eugenikę, że to mordowanie dzieci dlatego, że są podejrzane o chorobę. Ich zdaniem często okazuje się, że wyniki badań były błędne, że lekarze mylą się, a dzieci rodzą się zdrowe. Poza tym medycyna rozwija się i większość chorób można dzisiaj leczyć i nie wolno skazywać dzieci na śmierć. Kaja Gondek - katolicka celebrytka, znana z tego, że ma syna z zespołem Downa, jedna z pomysłodawczyń tego absurdalnego projektu twierdzi w wywiadzie z Frondą, że jest sprzeczność w twierdzeniu feministek, które nie zgadzają się na zmuszanie kobiet do rodzenia i wychowania dzieci chorych genetycznie, a które z drugiej strony podkreślają, że dzieci chore genetycznie szybko umierają i często nie dożywają porodu. Sprzeczności nie ma jeżeli rozumie się filozofię wyboru. Okrucieństwem jest zmuszanie kobiet do oglądania śmierci swojego chorego genetycznie dziecka, bez względu na to, czy umieranie trwa tydzień, czy rodzina musi zmagać się z chorobą, wegetacją i strasznym cierpieniem dziecka przez kilka lat. Czym innym jest sytuacja, kiedy choroba została wykryta po narodzinach i nie można było temu zapobiec. W przypadku chorób genetycznych wykrytych w okresie prenatalnym mamy możliwość zapobiegania cierpieniu, które jest sprzeczne z humanitaryzmem i ze zdrowym rozsądkiem. Kaja Gondek nie zgadza się ze stwierdzeniem,że urodzenie ciężko upośledzonego płodu jest aktem heroizmu, bo przecież poród to naturalne następstwo ciąży. Uważa, że pozwolenie na aborcję z powodów genetycznych oznacza, że zabicie dziecka jest normą, a poród heroizmem. Oczywiście, że ciąża powinna kończyć się szczęśliwym porodem. Jednakże w sytuacji, kiedy ciąża zakończy się traumą - narodzinami i jednocześnie śmiercią - to poród jest heroizmem. Nie zapominajmy, że w trakcie porodu może dojść do różnych niebezpiecznych sytuacji, że kobieta źle czuje się po porodzie. Jaki jest sens w narażaniu jej na taki wysiłek,jeżeli dziecko zaraz umrze. Zwolennicy zmiany argumentują, że prawo do życia jest najważniejsze i nie podlega ograniczeniu ze względu na chorobę. Zastanówmy się, czy płód mający kilka uszkodzeń ma szansę na świadome życie? Czy skazywanie na wegetację i olbrzymie cierpienie to też życie? Jeżeli rozumiemy życie tylko w aspekcie biologicznym , to bez wątpienia powiemy, że jest to forma życia. Jeżeli do tego życia dodamy godność, to okaże się, że wegetacja daleka jest od życia.
Prawo do życia nie jest jedynie poglądem religijnym, jednakże tylko katolicy narzucają wszystkim swój światopogląd. Warto zauważyć, że twórcy poprawki w uzasadnieniu twierdzą, że owa poprawka nie spowoduje kosztów dla budżetu państwa. I to twierdzenie mówi wszystko o intencjach wnioskodawców - chodzi wyłącznie o wymuszenie narodzin ciężko uszkodzonych płodów, a ich utrzymaniem mają martwić się rodzice. Zauważmy, że obrońcy życia nie rozmawiają o wyższych zasiłkach, o systemie rehabilitacji, o kwestii darmowego leczenia, czy o pomocy w opiece nad dziećmi. Dopiero uwaga feministek, że w Polsce nie ma warunków do utrzymania dziecka, że pomoc państwa jest śmieszna, dwóch redaktorów Frondy stwierdziło, że trzeba rozmawiać o pomocy dla rodzin wychowujących dzieci z chorobami genetycznymi. Wnioskodawcy ograniczają się do paraliżowania pracy szpitali, w których została przeprowadzona aborcja,do prześladowania lekarzy i pisania głupkowatych ustaw naruszających godność rodzin. Żaden członek ich komitetu nie zaproponował politykom rozmów o wsparciu dla rodzin. Z resztą przyznają, że chodzi im wyłącznie o to,aby zmusić kobiety do rodzenia. Obrońcy życia stosują językową i obrazową manipulację - mówią o zabijaniu dzieci z zespołem Downa, ubolewają, że coraz mniej jest takich osób. Nie podejmują działań, które promowałyby wiedzę o tej chorobie, nie wspierają rodziców - nie wydali ani jednej broszurki, która wyjaśniałaby rodzicom chorobę, pokazywała co mogą osiągnąć chore dzieci. Napisanie broszurki wymagałoby pracy, szukania informacji, czasu, nie dawałoby stałej obecności w mediach. Krzyczeć i obrażać jest najłatwiej. Niestety druga strona - zwolennicy kompromisu i liberalizacji ustawy popełnia duże błędy w rozmowie z fundamentalistami katolickimi i wysuwają argumenty o zapłodnieniu, usuwaniu zarodków, mylą pojęcia. W dyskusji z tymi ludźmi trzeba postawić na wiedzę, bo wykorzystają każdy błąd i wyrobią stronie zwolenników wyboru fałszywą opinię nieuków. Jest czymś niezaprzeczalnym fakt, że zmiana ustawy w kierunku zaostrzenia to pozbawienie ludzi prawa do decydowania o kształcie rodziny, to zmuszenie do rodzenia ciężko chorych dzieci, narażenie rodziców i rodzeństwo na biedę i zmuszanie do poświęcenia nieraz kosztem starszych dzieci. To zamach na prawa obywateli, rodzaj totalitaryzmu, robienie z państwa kraju wyznaniowego. Zwolennicy rodzenia upośledzonych dzieci uważają, że dla rodziców lepiej, kiedy dziecko urodzi się, umrze, a rodzina przeżyje żałobę. Ich zdaniem wychowywanie takiego dziecka to dar, który pomaga uwrażliwić rodzinę na cierpienie i wyzwala dodatkowe pokłady miłości. Na potwierdzenie swoich słów przytaczają stosowne historie rodziców szczęśliwych, że było im dane być z dzieckiem choć przez kilka dni. Zapominają o jednym, że ludzie mają różną psychikę, a zmuszenie wszystkich do postępowania według jednego wzoru jest niehumanitarne. Są ludzie, którzy nie chcą narażać siebie i starszych dzieci na takie cierpienia, wiedzą, że nie zniosą sytuacji. W wielu przypadkach, kiedy urodzi się takie dziecko ojcowie odchodzą od rodzin, a matka pozostaje sama. Obrońcy życia uważają, że kobieta nie ma obowiązku wychowywania, ale musi urodzić ciężko chore dziecko i oddać do adopcji. Jakoś przedstawiciele kościoła i szefowie owych organizacji nie zaadoptowali dzieci. Skoro tak fajnie mieć ciężko chore dziecko, to może trzeba by zostawić takie dziecko tak na miesiąc pod opieką obrońców życia. Szybko zmienią zdanie.
Aborcja jest tematem wygodnym, bo pozwala na zebranie głosów elektoratu. Znów kosztem cierpienia kobiet środowiska katolickie chcą zdobywać punkty w sondażu. Z jakiej racji posłowie, księża i różnej maści obrońcy życia mają decydować za rodziców co do losów uszkodzonego płodu? Obrońcy życia uważają, że ich ideologia powinna obowiązywać jako prawo, bo prawo do życia jest ponad religijne i obowiązuje wszystkich. Nie zauważają, że oprócz rodziców zadowolonych, że dali dzieciom umrzeć po narodzinach są jeszcze dramatyczne historie rodziców, którzy zdecydowali się na poród i przeżywają męki, muszą zmagać się z aparatem państwa, nie mają pieniędzy na leczenie dzieci i twierdzą, że gdyby wiedzieli o wadzie płodu, zdecydowaliby się na aborcję. Nie ulega wątpliwości, że wady, które można leczyć należy leczyć i wtedy nie powinno proponować się aborcji. Problem w tym, że obrońcy życia sprzeciwiają się również badaniom prenatalnym, gdyż uważają, że rodzice mają przyjąć dziecko takim jakie jest, a badania to wstęp do aborcji. I tutaj mamy kolejną sprzeczność - obrońcy życia chcą chronić dzieci, ale jednocześnie uważają, że powinno utrudnić się diagnostykę wad prenatalnych, a więc i leczenie. Ostatnio wsławili się protestem przed budynkiem, w którym odbywała się konferencja na temat diagnostyki wad płodu. Przyczyną protestu było nie tylko przekonanie, że badania to wstęp do aborcji, ale wystąpienie prof. Wielgosia z referatem o wczesnym wykrywaniu wad płodu - człowieka, którego pro-life prześladuje od ponad roku. W ustawie można jedynie zapisać, że w wypadku wykrycia wady, którą da się wyleczyć, lekarz ma obowiązek podjęcia leczenia i poinformowania rodziców o możliwych formach leczenia. Oczywiście należy edukować w dziedzinie zdrowia i seksualności. Zamiast religii w szkole ponadgimnazjalnej powinny być lekcje o zapobieganiu ciąży, jej przebiegu i możliwych patologiach. Taka wiedza bardziej przyda się młodzieży niż bajki o ukazywaniu się ducha świętego i niepokalanym poczęciu. Obrońcy życia są przeciwni edukacji seksualnej, bo uważają ją za demoralizację. Uważają, że edukują społeczeństwo. Edukacją są wystawy porozrywanych płodów. Rzeczywiście wyjaśniają, jak funkcjonuje dziecko z zespołem Downa.
Prześlij komentarz