VigLink

Witam i zapraszam

sobota, 10 maja 2014

Antykoncepcja - porady duchownych


O tym, że są lekarze, którzy z powodów światopoglądowych odmawiają wypisania antykoncepcji pisałam wiele razy. Warto wiedzieć, że w myśl zapisów o klauzuli sumienia, wypisanie recepty na antykoncepcję nie podlega pod odmowę, bowiem nie równa braniu udziału w czynnościach nie zgodnych z wiarą medyka. W końcu to nie lekarz łyka tabletki, czy przykleja sobie plaster, tylko pacjentka. Przeglądając internetowe strony katolickie, np: wiara.pl można zaobserwować ciekawe zjawisko - osoby duchowne udzielają porad na temat planowania rodziny. Najczęściej odsyłają do spowiednika. Aby zobrazować sprawę przytoczę kilka cytatów w następującej kolejności - list czytelnika , a pod nim odpowiedź. 1) "Mam pytanie odnośnie spowiedzi i czy mogę przystąpić do spowiedzi tak żeby była ważna. Jesteśmy po ślubie, żona przyjmuje tabletki antykoncepcyjne. Cała sprawa jest jednak bardziej skomplikowana, żona jest chora i przyjmuje leki które mogły by uszkodzić płód, pani doktor podpowiedziała zabezpieczenie hormonalne. My zgodziliśmy się na ten typ antykoncepcji ponieważ wcześniej przez pewien czas żona (a wtedy dziewczyna) brała tabletki. Skończyła brać tabletki około rok przed ślubem ponieważ planowaliśmy dziecko, teraz z powodów zdrowotnych musieliśmy zmienić plany". Odpowiedź duchownego jest krótka - "Proszę zdać się na rozstrzygnięcie spowiednika." Już w tym krótkim pytaniu widać wyraźnie, ile krzywdy wyrządza ludziom kościelna nauka o seksualności i jak bardzo może zniszczyć życie. Zdrowie kobiety jest nieistotne, najważniejsze jest trzymanie się papieskich wytycznych. Od kiedy to spowiednik ma decydować o czyimś zdrowiu i pożyciu małżeńskim. Z teksu jednoznacznie wynika, że zdanie jakiegoś duchownego, który nie ma bladego pojęcia o zdrowiu kobiety ma być ważniejsze niż opinia ginekologa. 2)Bardzo wymowny przykład " Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus. Mam ogromny problem z antykoncepcją w moim małżeństwie. Jestem katoliczką, wiem czym jest Msza święta i Najświętszy Sakrament więc dla mnie najważniejsze w życiu, całą moją istotą odrzucam grzechy ciężkie jak i powszednie z pomocą łaski Bożej. Kocham Boga i jest dla mnie najważniejszy dlatego też nie akceptuję antykoncepcji. Niestety mój mąż nie wierzy w naturalne metody planowania rodziny, pracuje sam, ledwo utrzymujemy już dwójkę małych dzieci, ja mam problemy zdrowotne po drugiej ciąży, czasami ciężko zająć się dziećmi już tymi które mam, cała rodzina jest przeciwko mojej "głupocie". Odmawiałam mężowi współżycia dopóki nie dowiedziałam się,że to też grzech i to może ciężki. Mój mąż akceptuje NMPR (ja je robię zgodnie z poradnią małżeńską przy kościele) ale pod warunkiem że w dniach niepłodnych użyjemy prezerwatywy. Gdybym była sama pragnęłabym nieść krzyż jaki Bóg mi da, ale żyję w małżeństwie, które przez to się rozpada. Przecież jeśli kocham Boga i pragnę mu służyć, to muszę kochać i służyć mojemu małżonkowi i dbać o moje małżeństwo. Jak mam to pogodzić? jak mam sama podjąć decyzję, jeśli już nie jestem sama, mam męża? Rozmawiałam o tym przy niejednej spowiedzi, ale każdy ksiądz ma na to inny pogląd. Proszę pomóc. Dziękuję." Odpowiedź: "Proszę porozmawiać ze spowiednikiem. Zasada jest taka, że antykoncepcji stosować nie należy." J. W przypadku zacytowanej czytelniczki mamy do czynienia ze skrajnym fanatyzmem religijnym, z osobą dla której wiara jest ważniejsza od własnego zdrowia i rodziny. Znów widzimy, jakie szkody czyni w małżeństwie naturalne planowanie rodziny, w sytuacji, kiedy rodzina nie żyje w dostatku, a kobieta ma problemy zdrowotne. Mąż chce zachować się rozsądnie i nie narażać ukochanej na niebezpieczeństwo, natomiast dla niej ważniejszy od małżeństwa jest Bóg. Rada duchownego eksperta - antykoncepcji nie można stosować i rozmowa ze spowiednikiem - takim kościelnym ekspertem od ginekologii i rodziny. Ciekawa jestem, czy któryś z tych ekspertów wziąłby na siebie odpowiedzialność za życie kobiety, która z racji swojego stanu zdrowia nie powinna zachodzić w ciążę? 3) Kolejny głos mówiący o tym - jak szkodliwa jest katolicka nauka o seksualności i npr dla pożycia seksualnego w małżeństwie. "Jak to rozeznać w przypadku gdy małżonek ma pracę w Norwegi przylatuje co około 2 lub trzy miesiące na trzy dni (jeśli mniej jest pracy w firmie więc nie może pracy dostosować do cyklu nie płodnego kobiety ) a ciąża w jej przypadku jest zagrożeniem życia .Czy więc winni nie podejmować współżycia ? Można powiedzieć , nie bo przez stosunek przerywany można zajść w ciążę przez prezerwatywę też ale przecież i NPR nie daje stuprocentowej pewności . Taką pewność daje tylko brak współżycia . Tylko , że często jedna ze stron nie godzi się na to . Mój staż małżeński to 17 lat . Po pierwszej ciąży mój organizm został tak uszkodzony że ciąża oznacza śmierć moją i dziecka . Mąż ma potrzeby seksualne i postawił sprawę jasno albo będzie współżycie albo szuka sobie innej . Tak więc przez 15 lat stosowaliśmy stosunek przerywany . Dwa lata temu podjęłam decyzję , że to nie może tak być . Jaka to spowiedź skoro wiem , że z tego grzechu nie wyjdę . Więc zaczęłam stosować NPR . Mąż nie uznaje stosunku przerywanego za grzech i się z tego nie spowiadał . Jednym słowem zmusiłam go do NPR aby już tak nie spowiadać się po każdym współżyciu . On mi tłumaczył , że rozumie , iż grzechem jest antykoncepcja która zabija zarodek ,ale wtedy kiedy nie zabija jak np. prezerwatywa a współżycie jest w małżeństwie to jest po "Bożemu ". Przez to naturalne planowanie rodziny odsunęliśmy się od siebie bo musimy spać oddzielnie aby się nie pobudzać . Skrzywdziłam siebie ponieważ teraz trzeba współżyć w czasie nie płodnym kiedy to kobieta ze względu na zmiany hormonalne nie jest w stanie się podniecić i wówczas stosunek jest na sucho bolesny i bez przyjemności . Mąż się stara robi to samo co zwykle sprawiało mi podniecenie ,ale ja już znam swój organizm , że w czasie nie płodnym nic nie jest w sanie mnie pobudzić . Żeby nie krzywdzić męża informuję go , że musimy teraz współżyć bo mam te kilka dni nie płodnych . Czuję się jednak jak automat czy taka lalka dmuchana bo w tym czasie to ja już podniecenia niestety nie mam a i dobrą aktorką nie jestem aby tak oszukać męża , że chcę współżyć czy mam jakąkolwiek z tego przyjemność . Natomiast w czasie płodnym jestem tak pobudzona , że bardzo często śnią mi się stosunki seksualne . Mam wrażenie ,że niszczę w ten sposób swoje małżeństwo i siebie . " Cóż na to redakcyjna mądrala " Czym różni się stosunek przerywany od npr... W pierwszym wypadku to próba uczynienia stosunku niepłodnym. W drugim to zdanie się na naturę. Kościół uważa więc stosunek przerywany za metodę antykoncepcji. Ale proszę porozmawiać na ten temat ze spowiednikiem.." Znów poleca rozmowę ze spowiednikiem. w Liście widzimy, jak kościelne pranie mózgu doprowadza do ruiny małżeństwo- ludzie nie mogą współżyć, kiedy mają ochotę, tylko w wyznaczone dni. Kobiecie nie daje to przyjemności i czuje się, jak materac. Wie, że nie może zaryzykować, bo ciąża oznacza śmierć dla niej lub ewentualnego dziecka. Mąż szantażuje kochanką i nalega na prezerwatywę, a ona jest wystraszona wizją śmiertelnego grzechu i ma pretensję do kościoła o bezsensowne i nieludzkie stanowisko, a jednocześnie boi się przeciwstawić kościołowi. Dla kościoła nie ma znaczenia jej stan zdrowia i relacje w małżeństwie - liczą się jedynie absurdalne wymysły papieża sprzed 43 lat!!!!! Ideologia, że seks jest grzeszny, że obowiązuje wzór czystości seksualnej w małżeństwie doprowadza do rozpadu związku. Niereligijny ekspert zaleciłby udanie się do ginekologa i stosowanie antykoncepcji , nienarażanie swojego zdrowia i życia intymnego. Warto przypomnieć, że kościelny sprzeciw wobec antykoncepcji nie ma nic wspólnego z Biblią, jest wyrazem chęci podporządkowania kobiet i rozrodu. 4) Kolejny dramatyczny list młodego małżonka Karola, na temat krzywdy jaką w jego związku wyrządza obowiązek stosowania npr. "Mam problem z moją żoną. A tym problem jest brak współżycia. Jesteśmy małżeństwem już prawie 2 lata i do tej pory nie było między nami żadnego kontaktu w tej kwestia, ponieważ moja żona panicznie boi się ciąży. Mam 25 lat, ona ma 22 lata i pracuje i studiuje i jak sama powiedziała dziecko chce mieć dopiero za ok 5-6 lat bo najpierw musi skończyć studia i zmienić pracę na lepszą. Chciała ze mną współżyć ale pod warunkiem że będziemy stosować antykoncepcję, tabletki razem z prezerwatywami. A ja nie chce się an to zgodzić, bo jedyną dopuszczalną metodą dla mnie są naturalne metody. Jednak moja żona absolutnie się na to nie zgadza, powiedziała ze ma nieregularne cykle (zdarza się ze nie ma okresu przez 2-3 miesiące a potem ma co 1,5 tygodnia) dodatkowo wymaga to mierzenia temperatur a ona pracuje na zmiany, ma zmienny tryb życia i jak sama mówiła nie da rady. Rozmawiałem z nią wielokrotnie, nie pomagają ani prośby, ani artykuły mówiące, ze nawet w tym przypadku można stosować NPR. Ona popiera antykoncepcję i nie widzi w niej nic złego (niestety "zapomniała" mi o tym powiedzieć przed ślubem, a moje stanowisko w tej kwestii znała). Nie wiem co mam robić. Myślałem, że tylko na początku tak mówi, jednak od prawie 2 lat jest nieugięta. I mówi wprost albo antykoncepcja, albo mam zakaz dotykania jej przez najbliższe co najmniej 5 lat. Co mam robić? Przecież siłą jej nie zmuszę, a ŻADNE argumenty do niej nie przemawiają. Mam tego dość, już praktycznie ze sobą nie rozmawiamy, ciągle się kłócimy. Czy dla dobra małżeństwa zgodzić się chociaż na same prezerwatywy?" Jaką odpowiedź daje duchowy ekspert? "Żona jest po prostu wobec Ciebie nieuczciwa... Nie chciałbym radzić w tej kwestii. Może tylko warto zauważyć, ze za 5-6 lat albo może już nie być małżeństwa, albo żona może nie móc zajść w ciąże... Moim zdaniem nie powinieneś się godzić na prezerwatywy. Bo to swoisty szantaż, zupełnie niezgodny z tym, co żona ślubowała..." W przysiędze małżeńskiej nie ma słów -przysięgam, że nie będziemy stosować prezerwatyw i tabletek antykoncepcyjnych. Na przykładzie tego listu widać, jak wielkie spustoszenie w życiu człowieka wywołuje zbytnia wiara w kościół i nauczanie. Małżeństwo nie współżyje, bo kobieta ma rozsądne podejście do życia i nie widzi nic złego w antykoncepcji- chce w sposób odpowiedzialny kierować swoim rodzicielstwem i nadaje oszukać się propagatorom npr twierdzącym, że nawet w przypadku nieregularnego cyklu i pracy zmianowej można stosować npr. Kobieta nie zgadza się na seks, bo nie chce ryzykować ciąży. Ma do tego prawo - do wyboru momentu rodzicielstwa i do stosowania antykoncepcji. Odpowiadający straszy czytelnika niepłodnością po stosowaniu antykoncepcji i kategorycznie zakazuje mu stosowania prezerwatyw. Żona owszem przysięgała współżycie, ale także mąż przysięgał szacunek dla niej i miłość. Trzymanie się doktryny katolickiej jest wbrew małżeńskiej miłości. Przykład Karola pokazuje do jakiś zniszczeń w małżeństwie prowadzi katolicka ideologia. Byliby szczęśliwym, kochającym się małżeństwem, gdyby nie jego upór o stosowanie npr. Fakt faktem, że sposób antykoncepcji i wizję rodzicielstwa powinni ustalić przed ślubem. Jednakże, zgodnie z kościelnym bajdurzeniem seksualność zaczyna się w noc poślubną i wszelkie rozmowy na ten temat przed ślubem są grzechem ciężkim. Kobieta ma obowiązek stosować npr i nie ma żadnej możliwości posiadania innego zdania. Powyższe przykłady w całej krasie uwidaczniają, że nieprawdziwe są informacje o zbawiennym wpływie npr na związek. Dowodzą tego, że nie należy mieszać wiary z życiem seksualnym i zdrowiem, bo jedyne, co zyskamy to rozpad małżeństwa lub stan zagrożenia dla życia. Lepiej nie traktować poważnie kościelnego nauczania, myśleć samodzielnie i swoje życie kształtować według rzeczywistych potrzeb. Bóg z pewnością nie pogniewa się za łykanie tabletek antykoncepcyjnych. Natomiast antykoncepcja potrafi rozwijać małżeństwa, zapewnić satysfakcję z życia seksualnego. Npr - to uzależnienie od cyklu, narażenie się na niechciane ciąże, niszczenie więzi małżeńskiej. Trudno być szczęśliwym, kiedy o współżyciu nie decyduje miłość i pragnienie bliskości, a rozciągliwość śluzu, czy temperatura w pochwie. Jak widać na podanych przykładach między bajki można włożyć kościelne zapewnienia, że wstrzemięźliwość ma dobry wpływ na związek. Drogie panie, po poradę dotyczącą antykoncepcji nie udajemy się do spowiednika, ale do ginekologa.
Prześlij komentarz