VigLink

Witam i zapraszam

niedziela, 11 maja 2014

Kiedy Polacy powiedzą DOŚĆ????


Przeczytałam dzisiaj wypowiedź kardynała Nycza i ciśnienie skoczyło mi do góry. Nie znalazłam całości wystąpienia, cytuję za dostępnymi źródłami internetowymi. "Świat współczesny nie żąda od Kościoła zaparcia się Chrystusa i jego Ewangelii, ale żąda milczenia - zwłaszcza w sprawach moralnych, podstawowych dla obrony godności człowieka i społeczeństwa, bez których zagrożone są fundamenty współczesnej cywilizacji europejskiej". Według kard. Nycza jest przyzwolenie, by Kościół realizował swoją misję charytatywną, a gdy Kościół chce głosić Chrystusa "nie tylko w życiu prywatnym ludzi, ale też w przestrzeni publicznej, wówczas niektórzy zaczynają mieć poważne wątpliwości i znajdują takich, którzy ich popierają". - Zwłaszcza wtedy, gdy Kościół przypomina o niezmiennym prawie moralnym i stoi na straży wartości nienegocjowalnych. Kościół będzie to czynił i nikt nie ma prawa go uciszać ani zachęcać do przemilczania" - Trzeba słuchać bardziej Boga niż ludzi. Kościół będzie to mówił także wtedy, gdy pojawiają się w pewnych kręgach próby mówienia o takiej świeckości państwa, w której nie ma miejsca na religię, nie ma miejsca dla Kościoła, a obecność władz państwowych na uroczystościach religijnych jest traktowana przez nie jako niedopuszczalna. Nie chcemy takiej świeckości państwa polskiego - powiedział kard. Nycz. Te słowa zgromadzeni przyjęli oklaskami" Czytając przemówienie Kardynała na Skałce w Krakowie przeraziłam się. Przedstawiciel kościoła kwestionuje zapisany w Konstytucji rozdział kościoła od państwa, jest kolejnym przedstawicielem kleru, który dąży do stworzenia państwa wyznaniowego. Można zignorować wypowiedź kaznodziei i powiedzieć, że kościół boi się utraty wpływów i dostrzega coraz większe zagrożenie dla swojej pierwszoplanowej pozycji w kraju. Hierarchii religijnej zależy na obecności religii w strukturach państwa, sejmie, rządzie i urzędach, na co nie może i nie powinno być zgody. Kardynał nie chce świeckości państwa, bo to oznacza mniej kasy z budżetu i odpowiedzialność karną dla przestępców w koloratkach. Pan kardynał jest przepełniony butą - twierdzi, że w głosie kościoła odbija się żądanie boże. Słuchając kościelnych bredni, słuchamy Boga. Szczytem buty jest stwierdzenie, że Boga (czytaj biskupów i kościoła) trzeba słuchać bardziej niż ludzi. Kardynał uważa się za równego Bogu. Świadczy to jedynie o chęci przejęcia władzy nad państwem i życiem obywateli. Głoszenie Chrystusa to między innymi działalność charytatywna, pomaganie ludziom, wspieranie ich dobrym słowem i dobrami materialnymi , a nie łupienie państwa, wchodzenie ludziom do łóżek, ukrywanie przestępców seksualnych i afer finansowych. Pan Nycz twierdzi, że społeczeństwo nie ma prawa do krytyki wobec kościoła i wątpliwości związanych z jego działaniem. Otóż, dopóki kościół jest finansowany z budżetu państwa, dopóki mimo swojej moralnej zgnilizny próbuje moralizować i pokazywać życiowe standardy oraz nastawia ludzi przeciwko sobie (wyzywanie ateistów i osób homoseksualnych od zboczeńców, morderców, nazistów), dopóki przedstawiciele kościoła są obecni w szkołach i administracji państwowej (wojsko, szpitale, policja, straż pożarna), to społeczeństwo ma prawo do krytykowania, wyciągania brudów kościoła na światło dzienne. Mamy prawo bronić dzieci przed kościelną ideologią, nie życzyć sobie klauzuli sumienia w służbie zdrowia i obecności polityków ma uroczystościach religijnych. Kościół ubzdurał sobie jakieś niezmienne prawo moralne, w którego centrum jest obrona zarodków, uszkodzonych płodów i sakramentalnego małżeństwa, co szumnie jest nazywane obroną rodziny. Tymczasem obrona rodziny to pozwolenie na wielość relacji rodzinnych (małżeństwa świeckie, konkubinaty, związki osób jednej płci). Ludzie sami doskonale wiedzą w jakim związku czują się najlepiej i bez względu na statut związku muszą mieć równe prawa. Rodzinie na pewno nie zagraża gender, czy sąsiedzi homoseksualiści za ścianą. Dla rodziny nie jest groźna antykoncepcja, badania prenatalne i in vitro. Rodzinie zagraża światopoglądowa nienawiść, w której sianiu kościół wiedzie prym, bieda, brak dostępu do mieszkań socjalnych, umowy śmieciowe, przemoc w rodzinie. Kościół opowiadając się przeciwko konwencji zapobiegającej przemocy w rodzinie działa przeciw hołubionej przez siebie rodzinie. Warto przypomnieć, że w niektórych mediach katolickich panuje pogląd, że małżeństwo jest nierozerwalne, nawet jeżeli mąż znęca się nad żona - w takiej sytuacji kobieta ma nosić krzyż chrystusowy, a elementem wychowania dzieci jest bicie dzieci. Kościół mówiąc o walce z przemocą łże. Usprawiedliwia przemoc wobec dzieci prawem rodziców do wychowania wedle swojej religii i światopoglądu. Poza tym kościół mówiąc o wartościach nienegocjowalnych zachowuje się niczym tyran i próbuje narzucić swoje nauczanie całemu społeczeństwo, dąży do wprowadzenia swojej nauki do ogólnopolskiego prawa. Kościołowi trzeba przypominać, że świeckość polega na szacunku wobec poglądów wszystkich obywateli - praktykujących katolików, niepraktykujących, osób innego wyznania, jak i niewierzących. Kościół nie ma prawa narzucać społeczeństwo swojej nauki pod pretekstem obrony życia, rodziny , moralności i tradycji. Oczywiście kościół może wypowiadać się, ale nie żądać, aby jego brednie stawały się prawem.Biskupi nie mogą wpływać na polityków, szantażować ich, straszyć ekskomuniką, przypominać , że wiara ( w zasadzie ich wytyczne) mają być na pierwszym miejscu. Kościół w Polsce zachowuje się jak okupant i faktycznie im jest - pobiera od państwa olbrzymi haracz, jest zwolniony z podatków, obecny w świeckich instytucjach, ma wpływ na edukację, groźbą wymusza korzystne dla siebie zmiany prawne. Po 25 latach, jakie minęły od przełomu, nadal nie jesteśmy wolni - tym razem podlegamy okupacji wysłanników Watykanu, którzy stoją ponad polskim prawem, wprowadzają cenzurę i wymuszają kolejne przywileje. Dobitne wyraził to arcybiskup Gądecki, który stwierdził, że nie może być mowy o żadnym rozdziale państwa od kościoła, ponieważ obie instytucje są zespolone, a kościół jest duszą państwa. Niestety, pod jednym względem trzeba przyznać arcybiskupowi rację - państwo jest uzależnione od kościoła, doprowadziły do takiego stanu wszystkie ekipy rządzące po 1989 roku. Co ciekawe pan Gądecki znalazł przyczyny emigracji Polaków, ubóstwa i tragicznej sytuacji na rynku pracy - jest nią odcinanie się od ewangelii (czytaj od kościoła). Myślący człowiek może tylko wyśmiać diagnozę pana przewodniczącego Episkopatu. Myślę, że moralną odnowę to kościół powinien zacząć od siebie - ujawnić księży-pedofilii, zająć się zakonnymi ośrodkami, w których podopiecznym dzieje się krzywda (przykład Zabrze i ośrodek Boromeuszek. Niech funkcjonariusze kościoła zajmą się głoszeniem ewangelii, a odczepią się od życia społecznego i polityki. Społeczeństwo ma dość milczenia w sprawie pedofilii i to kościół nie zmusi nas do zamiatania sprawy pod dywan. Mogę zapewnić biskupów, że o wszystkich niecnych występach będzie głośno i możecie sobie buczeć, że to atak na wiarę. Wierzeń nie atakujemy, ale pazerność i nietykalność kleru oraz zastraszanie społeczeństwa i próbę cenzury. Przyszła pora, aby społeczeństwo powiedziało DOŚĆ i rozpoczęło bunt. Pokażmy, że w swoim kraju mamy coś dopowiedzenia. Nie będziemy puszczać dzieci na religię, chodzić na msze, dawać na tacę, czy intencje mszalne i wypisywać się z kościoła. Kościelne śluby nie są do niczego potrzebne, a pogrzeby mogą być również świeckie. Chrzest nie jest niezbędny do życia. Biskupi zawsze mogą liczyć na szczere opinie, najczęściej krytyczne na temat ich działania. Dopóki nie uzyskamy świeckiego państwa nie będziemy wolni, pomimo tego, że mamy wolność ekonomiczną i jesteśmy w strukturach unijnych. Nie ma prawdziwej wolności bez wolności sumienia i państwa, które nie klęczy przed funkcjonariuszami Watykanu. Politycy, którzy chcą wprowadzić społeczną naukę kościoła do prawa zaprzeczają idei wolności. Nie ma chyba wątpliwości do czego dążą biskupi. Tylko naród może im przeszkodzić. Na służalczych polityków nie ma co liczyć.
Prześlij komentarz