VigLink

Witam i zapraszam

czwartek, 4 lipca 2013

Okrucieństwo w imię praktyk relgijnych i zysku

W ostatnich tygodniach przetoczyła się przez kraj batalia na temat legalizacji uboju rytualnego, to znaczy zabijania zwierząt bez poprzedniego ogłuszania. Temu bestialskiemu procederowi sprzeciwia się 68% Polaków, a także ponad 65% rolników. Artykuł ma celu zebranie wszystkich głosów w dyskusji. Autorka artykułu opowiada się za całkowitym zakazem uboju rytualnego w Polsce. Swoje stanowisko wyjaśnię w podsumowaniu po przedstawieniu wszystkich głosów .

Jak wygląda ubój rytualny?
Ubój rytualny to okrutna praktyka. Zwierzę jest unieruchamiane: ma związane kończyny lub umieszczane jest w specjalnej klatce, z której na zewnątrz wystaje tylko głowa. Zwierzę w klatce jest zwrócone głową w dół, a następnie rzeźnik dokonuje uboju. Zdaniem profesora Wojciecha Pisuli „W uboju rytualnym, przeprowadzanym zgodnie z religijnym prawem żydowskim i islamskim prawem szariatu, rzeźnik przecina kolejno tętnice, żyły, tchawicę i przełyk. Rdzeń kręgowy pozostawia nienaruszony, bo to spowodowałoby śmierć. Zwierzęcia nie oszałamia się przed poderżnięciem gardła, a jego mózg pozostaje nienaruszony. Oznacza to, że zwierzę przez określony czas po dokonaniu cięcia jest świadome i odbiera wszystkie bodźce, które do niego docierają.
Jak wyjaśnia prof. Pisula badania pokazały, że tzw. spontaniczna aktywność elektryczna mózgu zwierzęcia zabitego w uboju rytualnym zanika dopiero po 75 sekundach od poderżnięcia gardła. U niektórych trwa to nawet ponad dwie minuty.
"Zwierzę już się nie porusza, nie zdradza objawów ruchowych aktywności życiowej, ale jego mózg ciągle pracuje. Przez ten czas doświadcza więc koszmaru: doznaje wszystkiego co wiąże się z paniką, próbami wyrwania, bodźcem bólowym związanym z cięciem, wykrwawianiem i krztuszeniem się" - powiedział rozmówca PAP.”1



Opis podany przez pana profesora napawa przerażeniem. Czegoś takiego dokonują ludzie i to w imię czego? Starożytnych nakazów religijnych. Naukowcy są zgodni, co do tego, że mięso zwierząt, które zostało zabite w okrutny sposób, odczuwało stres, bało się, zawiera szkodliwe związki i szkodliwe dla człowieka. Cytowany powyżej pan profesor tak opisuje rodzaj cierpienia, jakie towarzyszą zwierzętom w trakcie uboju rytualnego:

Cierpienie zwierząt zabijanych w uboju rytualnym wynika jednak nie tylko z fizjologicznego bólu związanego z naruszeniem tkanki ciała, poderżnięciem gardła i powolnym konaniem. Tego rodzaju ubojowi towarzyszy też najwyższy możliwy poziom hormonów stresu, który pojawia się już podczas przygotowywania do uśmiercenia. Duże zwierzęta np. krowy trzeba najpierw skrępować. Dawniej polegało to na podwieszaniu za tylne nogi w taki sposób by zwierzę zwisało głową do dołu. Teraz używa się do tego klatek obrotowych, w których zamyka się zwierzęta. W klatce obrotowej typu Weinberg zwierzę spędza ponad półtorej minuty.
Nie mamy wątpliwości że występują tutaj reakcje lęku i paniki. Nie pojawiają się za to zmniejszające odczucie bólu endorfiny, które wydzielają się gdy zwierzę ucieka albo walczy. Wysiłek fizyczny prowadzi do wyzwolenie tego rodzaju efektu, którego tutaj nie ma. Zwierzę jest w stu procentach wrażliwe na wszystkie doznania sensoryczne, które towarzyszą ubojowi"2
Przytoczony opis uboju rytualnego i jego okrucieństwa w zupełności wystarczy, aby zobrazować czytelnikowi na czym polega problem i wywołać w odbiorcy emocje. Temat uboju rytualnego dotyczy przede wszystkim naszej wrażliwości na cierpienie istot żywych. Jest to także pytanie o granice biznesu i swobody praktykowania zwyczajów religijnych.
Warto przy okazji zaznaczyć, że podczas standardowego uboju też mamy do czynienia ze stresem zwierząt. Jednak jest on skracany przez ogłuszenie, będące pozbawieniem zwierzęcia świadomości. Przed procedurą zabicia zwierzęcia jego mózg jest trwale uszkadzany poprzez wstrzelenie metalowego trzpienia w głowę zwierzęcia lub poprzez rażenie prądem. Ten proces nazywa się ogłuszeniem bądź - bardziej prawidłowo oszołomieniem. „W przypadku krów zniszczeniu ulega kora mózgowa i międzymózgowie. U ssaków mniejszych, jak kozy czy owce, dochodzi zniszczenia pnia mózgu. Aktywność mózgu zwierzęcia zostaje natychmiast zatrzymana po oszołomieniu, choć przez kilkanaście sekund utrzymują się wskaźniki aktywności nieuszkodzonych grup komórek. Po zabiegu oszołomienia zwierzę nie odczuwa już bólu”3
Różnice między dwoma sposobami zabijania widać od razu. Polega ona na godnym traktowaniu zwierząt, na poziomie odczuwania bólu, jednym słowem rzecz ujmując – na humanitaryzmie
<
Jak wyjaśnia prof. Pisula badania pokazały, że tzw. spontaniczna aktywność elektryczna mózgu zwierzęcia zabitego w uboju rytualnym zanika dopiero po 75 sekundach od poderżnięcia gardła. U niektórych trwa to nawet ponad dwie minuty.
"Zwierzę już się nie porusza, nie zdradza objawów ruchowych aktywności życiowej, ale jego mózg ciągle pracuje. Przez ten czas doświadcza więc koszmaru: doznaje wszystkiego co wiąże się z paniką, próbami wyrwania, bodźcem bólowym związanym z cięciem, wykrwawianiem i krztuszeniem się" - powiedział rozmówca PAP.”1
< Cierpienie zwierząt zabijanych w uboju rytualnym wynika jednak nie tylko z fizjologicznego bólu związanego z naruszeniem tkanki ciała, poderżnięciem gardła i powolnym konaniem. Tego rodzaju ubojowi towarzyszy też najwyższy możliwy poziom hormonów stresu, który pojawia się już podczas przygotowywania do uśmiercenia. Duże zwierzęta np. krowy trzeba najpierw skrępować. Dawniej polegało to na podwieszaniu za tylne nogi w taki sposób by zwierzę zwisało głową do dołu. Teraz używa się do tego klatek obrotowych, w których zamyka się zwierzęta. W klatce obrotowej typu Weinberg zwierzę spędza ponad półtorej minuty.
Nie mamy wątpliwości że występują tutaj reakcje lęku i paniki. Nie pojawiają się za to zmniejszające odczucie bólu endorfiny, które wydzielają się gdy zwierzę ucieka albo walczy. Wysiłek fizyczny prowadzi do wyzwolenie tego rodzaju efektu, którego tutaj nie ma. Zwierzę jest w stu procentach wrażliwe na wszystkie doznania sensoryczne, które towarzyszą ubojowi"2
Po przeczytaniu poprzedniego akapitu trudno wyobrazić sobie, że mogą być jakiekolwiek argumenty za. Wydaje się to wręcz niemożliwe, że cywilizowany człowiek może popierać takie bestialstwo. Otóż są argumenty, które zdaniem zwolenników mordowania zwierząt bez ogłuszania przechylają rację na ich stronę. Przytoczę je z racji dziennikarskiej dokładności i po to, aby zobrazować czytelnikowi całość sytuacji. Fragmenty tekstu pisane kursywą są odpowiedzią na argumenty zwolenników, polemiką z ich poglądami, przedstawiają stan faktyczny. Jako osoba wrażliwa, dla której stosunek do zwierząt określa charakter człowieka, całkowicie odcinam się od argumentów zwolenników. Osoby popierające ubój rytualny dzielą swoje argumenty na kilka grup:
  1. racje natury religijnej
  2. argumenty dotyczące rozwoju biznesu i utrzymania miejsc pracy
  3. argumentację natury moralnej.
Obrońcy prawa do męczenia zwierząt uważają, że walka z ubojem rytualnym to hipokryzja, bowiem te same osoby opowiadają się za obecną ustawą antyaborcyjną, która „dopuszcza zabijanie bez ogłuszania chorych dzieci przed narodzeniem”. Co ma piernik do wiatraka, nie wiem i nawet nie próbuję zagadywać. Czytając rozważania środowisk typu Fronda można odnieść wrażenie, że chodzi o to, że politycy ubolewają nad krówkami, a nie zakazali pod dyktando obrońców życia aborcji z powodu nieodwracalnego uszkodzenia płodu.
Zwolennicy uboju rytualnego twierdzą, między innymi minister rolnictwa twierdzą, że zakaz uboju rytualnego pozbawi Polskę arabskich rynków zbytu dla wołowiny, przyczyni się do zwolnień w rzeźniach i oznacza stratę dla budżetu w wysokości ponad miliarda złotych. Mówią oni, że w czasach kryzysu trzeba bronić każdego miejsca pracy.
Argumenty ekonomiczne są nietrafione. Zakaz uboju rytualnego wprowadziło orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego z listopada 2012 roku. Zakaz obowiązuje od stycznia. Eksport polskiej wołowiny znacząco nie zmalał, nikt nie stracił z tego powodu pracy. Warto zaznaczyć, że ci sami ludzie, którzy bronią uboju rytualnego argumentami o utracie miejsc pracy, opowiadają się za zakazem handlu w niedzielę, co przyniesie 50 tys zwolnień. W tej materii utrata miejsc pracy nie jest dla nich żadnym argumentem. Nie specjalnie interesują się zwolnieniami w edukacji lub przemyśle. Można zaryzykować stwierdzenie, że dla nakazów religijnych i zysku z lobby mięsnego powtórzą każdą bzdurę, doprowadzając siebie do granicy śmieszności.

3Tamże.

2tamże
3Tamże.
Prześlij komentarz