VigLink

Witam i zapraszam
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ginekolog. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ginekolog. Pokaż wszystkie posty

środa, 20 listopada 2013

Mądrości z katolickiego sympozjum „Dylematy dotyczące ludzkiej płodności”


Powoli staje się normą, że ultrakatolicy organizują sobie spotkania, na których rozważają kwestie niewiązane z wiarą. Mają oczywiście pełne prawo do swoich spotkań i opowiadania na ich głupot. Ludzie rozsądni mają obowiązek prostowania niedorzeczności opowiadanych przez hierarchów i zaangażowanych religijnie lekarzy, czy psychologów. Prawda bez religijnego bełkotu musi przedostawać się do opinii publicznej. Oczywiście zebrani na sympozjum „Dylematy dotyczące ludzkiej płodności”, które odbyło się 16 listopada 2013 r. na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie usłyszeli jak straszne gender i jak to niszczy rodzinę. Szczerze mówiąc zdążyłam się przyzwyczaić do tego, że arcybiskup Hoser nie grzeszy wiedzą na temat ludzkiej płciowości, chociaż posiada drugi zawód i jest to, o zgrozo LEKARZ. Tym razem nie uraczył zebranych swoją obecnością, a jego przemówienie odczytała inna osoba.Zdaniem pana biskupa, kiedyś płodność była wartością cenioną i pozytywną - ludzie mieli dużo dzieci. Zauważył, że kiedyś przeżywalność dzieci była znacznie mniejsza, a rodzina wielodzietna zapewniała dostatek i pozycję społeczną. Dalej szanowny hierarcha, raczy słuchaczy stwierdzeniem, że " Obecnie doszło do odarcia płodności z należnego jej szacunku. Wpłynęło na to nie tylko ograniczenie śmiertelności i wydłużenie życia ludzkiego, lecz także rewolucja seksualna i wynalezienie pigułki antykoncepcyjnej, co hierarcha uznał za jedną z największych tragedii ludzkości." Powyższy fragment mnie zaszokował - zdaniem tego człowieka ograniczenie śmiertelności dzieci i wydłużenie życia ludzkiego jest złe, bo zmniejsza zainteresowanie prokreacją. Przecież jako ksiądz katolicki nie przysłużył się społeczeństwo daniem życia, nie ma dzieci. Rewolucja seksualna i pigułka antykoncepcyjna nie odarły płodności z należnego jej szacunku, wręcz przeciwnie, sprawiły, że ludzkość nauczyła się rozsądnie korzystać z funkcji płodności i wydaje na świat, tyle potomstwa ile jest w stanie wychować. Nie każdy ma ochotę urządzać pogrzeby swoim dzieciom, bo umierają z głodu i braku podstawowych warunków higienicznych, jak ma to miejsce w Afryce. Mamy mniej potomstwa, ale za to stać nas na kształcenie i zapewnienie godnego dzieciństwa. Nasze dzieci nie muszą paść gęsi, czy pracować w fabrykach, aby pomóc rodzicom w utrzymaniu licznego przychówku. W krajach, gdzie płodność nadal jest wysoka dzieci zmuszane są do ciężkiej pracy, nie mają zapewnionej edukacji i w gruncie rzeczy dziedziczą nędzę po rodzicach. Dalej jest jeszcze lepiej , coś w duchu zwalania winy na innych. Dowiadujemy się, że " Ruchy feministyczne uznały, że płodność kobiety jest powodem jej upośledzenia politycznego, ekonomicznego i społecznego. Że jest przeszkodą i zagrożeniem dla równości płci, że generuje ubóstwo i katastrofę ekologiczną – Dziś płodność podporządkowuje się wymogom kultury hedonistycznej, co nie sprzyja budowaniu trwałych relacji i podejmowaniu decyzji o prokreacji. określił seksualność współczesnych ludzi jako egocentryczną, czego konsekwencją jest wzrost zaburzeń orientacji seksualnej, depresja demograficzna, wzrost niepłodności nabytej i dehumanizacja płodności, która staje się produkcją i hodowlą." Znów błąd - to nie płodność jest powodem upośledzenia politycznego, społecznego i ekonomicznego kobiet, ale kultura i religia, które rolę kobiety podporządkowały płodności. Kobieta stała się niewolnicą płodności, nie mogła nad tym zapanować, musiała być posłuszna, oddawać się mężowi i rodzić dzieci, z których tylko niewielka część przeżywała. Mężczyźni też są płodni, ale jakoś ta cecha nie wpływa na ich pozycję. Dzięki antykoncepcji i feminizacji można kontrolować płodność, na czym zyskuje rodzina i każdy jej członek. Im większe bezpieczeństwo ekonomiczne, tym mniej dramatów związanych z ubóstwem i brakiem życiowych perspektyw. Liczne potomstwo trzeba przede wszystkim utrzymać, a nie da się tego zrobić z jednej pensji, przy obecnych cenach czynszu, prądu, gazu i podstawowych artykułów. Biskupowi dobrze mówi się, ponieważ to nie on utrzymuje dzieci, a sam opływa w bogactwach. Seksualność współczesnych ludzi jest świadoma, a nie podporządkowana zachowaniu gatunku, opiera się na przyjemności, nie ogranicza się do obowiązku płodzenia dzieci. Małżeństwo nie jest wyrokiem i w razie przemocy w rodzinie, czyt zdrady może je zerwać. Związki opierają się na poszanowaniu drugiej strony, zrozumieniu i miłości. Przyrost naturalny jest mniejszy, ale przyczyną tego zjawiska nie jest edukacja seksualna, czy rewolucja seksualna, tylko brak warunków do wychowania dzieci - zbyt duże ceny mieszkań, wygórowane ceny czynszu, umowy śmieciowe, brak stabilizacji zatrudnienia i niepłodność. In vitro to nie produkcja, ale metoda leczenia. Z kolei pani Teresa Król uraczyła słuchaczy opowieściami o WdŻ. Lekcje WdŻ wspierają rodzinę i integralność ludzkiej seksualności. Uczą prawdy o antykoncepcji, to znaczy przedstawiają jej szkodliwość i promują npr (naturalne planowanie rodziny). Pani Król przypominała postawę dzielnego ministra Handkego, którego zespół nie poddał się naciskom środowisk lewicowych i wprowadził obecny program WdŻ, w ramach ,którego "dzieci i młodzież korzystają z edukacji seksualnej typu A, a więc z tzw. wychowania do czystości." Znaczy to tyle, że dowiadują się, że seks przed ślubem niszczy płciowość i jest zły. Integralność ludzkiej seksualności polega na powiązaniu jej z jakimś bożym planem i stosowaniem npr. Pani ekspertka (autorka podręczników do wychowania do życia w rodzinie) przytoczyła dane Eurostatu z 2010 r, według których. to właśnie Polska ma najniższy odsetek aborcji, ciąż i osób zarażonych chorobami przenoszonymi drogą płciową wśród nastolatków. Nie zauważyła tylko, że w Polsce nie ma statystyk o prawdziwej liczbie ciąż wśród nastolatek, a część tych ciąż jest usuwana w podziemiu aborcyjnym i nigdy nie znajduje miejsca w karcie ginekologicznej pacjentki. Młode Polki nie mają pojęcia czym są choroby weneryczne i nie zgłaszają się na badania , stąd niska liczba chorób wenerycznych wśród nastolatków. Nastoletnie Polki nie mogą same korzystać z usług ginekologa, muszą być w towarzystwie dorosłego opiekuna, więc nie zgłaszają takich problemów. Dane Eurostatu są niewiarygodne, jeżeli chodzi o polskie nastolatki i świadczą jedynie o tym jak szkodliwy jest WdŻ, który zostawia młodzież w niewiedzy dotyczącej zdrowia reprodukcyjnego. Warte odnotowania jest to, że druga część sympozjum została poświęcona antykoncepcji. Referat wygłosił prof. Chazan, ginekolog-katolik, przeciwnik in vitro i antykoncepcji. Jak można się domyślać nie było o obiektywnym spojrzeniu na antykoncepcję, jedynie straszenie. Mam wrażenie, że stan wiedzy przeciwników antykoncepcji zatrzymał się na poziomie z lat 80-tych. Nie dostrzegli, że przez 30 lat antykoncepcja rozwinęła. Zdaniem profesora? "Antykoncepcja szkodzi kobiecie i dziecku, dlatego angażowanie autorytetu lekarza do promowania jej uwłacza etyce – powiedział ginekolog. – Jednak producenci środków antykoncepcyjnych uzależniają lekarzy od siebie poprzez fundowanie zagranicznych wyjazdów, organizowanie konferencji naukowych czy wpływanie na redaktorów pism medycznych. Czynią to przeznaczając znaczne środki finansowe na promocję specyfików, które niczego nie leczą, a wręcz niszczą zdrowie kobiet. Zatrzymam się na chwilę. Nie bardzo rozumiem w jaki sposób antykoncepcja szkodzi dziecku, skoro nie dopuszcza do jego powstania? Używając wyłącznie argumentów logicznych trzeba stwierdzić, że skoro nie ma dziecka, to nie może dziecku zaszkodzić. No, chyba, że szkodliwością dla dziecka jest to, że nie dopuszcza się do zapłodnienia!!!!! Pan profesor posuwa się do oczerniania całego środowiska ginekologów, oskarża ich o korupcję. Nawet jeżeli firma farmaceutyczna organizuje konferencje naukowe to cóż w tym złego? Pan profesor zapomina, że nie koncernów, które produkują wyłącznie antykoncepcję. Koncerny wytwarzają szeroki asortyment leków i jak każdy podmiot gospodarczy mają prawo promować swoje produkty. Lekarz -ginekolog opowiadający, że antykoncepcja niczego nie leczy to skandal. Środki antykoncepcyjne są lekami używanymi w ginekologii. Fanatyzm religijny tego pana, chęć przypodobania się klerowi sprawiły, że stracił wiarygodność. Pan profesor w swoim zastraszaniu kobiet posuwa się kłamstwa i twierdzi wbrew wynikom badań, że antykoncepcja powoduje raka jajnika. Rozśmieszył mnie jeden fragment " zażywanie antykoncepcji hormonalnej wpływa negatywnie na zdrowie całej populacji. Wydzielane z moczem kobiet estrogeny przedostają się do wód gruntowych i powodują wzrost zachorowań na raka piersi, jajnika i prostaty wśród wszystkich osób mieszkających na danym obszarze". Estrogeny to jeden z kobiecych hormonów. Kiedyś czytałam, że antykoncepcja truje ryby. Powyższy cytat należy zaliczyć do tego typu plotek. Z kolei pracownica Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego stwierdziła w swoim referacie, że to mężczyzna zmusza kobietę do stosowania antykoncepcji, a ona przez to czuje się niekochana. Zdaniem prelegentki kobieta ma poczucie niesprawiedliwości, bo to ona skutki antykoncepcji i jest dla męża przedmiotem użycia. Mąż szybko nudzi się seksem na każde zawołanie, co skutkuje brakiem satysfakcji seksualnej u obojga. Bzdury tego typu są codziennością w mediach katolickich. Kobieta, która zapewne nigdy nie stosowała antykoncepcji powtarza brednie wyczytane w pismach biskupów i encyklikach papieskich. Po pierwsze to kobieta decyduje o antykoncepcji i nie ma poczucia niesprawiedliwości, ani tego, że jest przedmiotem użycia. Jest partnerką, która korzysta z prawa do realizacji potrzeb seksualnych w związku, może się kochać, kiedy ona i partner mają na to ochotę. Ich seks jest uzależniony od potrzeby bycia razem, okazania miłości, nawet, jeżeli jest to spontaniczne, a nie od temperatury w pochwie i gęstości śluzu. Czytając relacje z katolickich konferencji nie sposób nie zauważyć, że przedstawiciele Kościoła cały czas stwarzają sobie wrogów po to, aby utrzymywać posłuszeństwo wiernych i wytwarzać ciągłe poczucie zagrożenia. W XXI wieku tymi wrogami są; gender, ginekolodzy wypisujący antykoncepcję, środki zapobiegania ciąży, edukacja seksualna, ateiści, osoby homoseksualne, lewica.

niedziela, 10 listopada 2013

Antykoncepcja awaryjna - środek trudno dostępny


Celem mojego artykułu nie jest opisywanie jak działa antykoncepcja awaryjna (po stosunku), ale zastanowienie się nad tym dlaczego w Polsce wciąż jest trudno dostępna. Dowiedzieliśmy się, że niemieckie władze zgodziły się na to, aby antykoncepcja "po" była możliwa do kupienia bez recepty. Ma być dostępna w aptekach po konsultacji z farmaceutą. Władze uznały, że łatwiej będzie kobietom chronić się przed niepożądaną ciążą. Wzorowały się na innych krajach, w których ułatwienie dostępu do antykoncepcji ratunkowej spowodowało znaczy spadek liczby aborcji. Co prawda ginekolodzy obawiają się, że nowe przepisy pogorszą jakość opieki ginekologicznej, a skutki będą odwrotne od zamierzonych. Wydaje się, że przy odpowiedniej edukacji i właściwej promocji tych środków takiego niebezpieczeństwo jest minimalne. W Polsce o takich przepisach możemy pomarzyć. Dlaczego? W Polsce mamy problem z ginekologami i farmaceutami z katolickim sumieniem, którzy uważają pigułkę po stosunku za środek wczesnoporonny i rozpowiadają te kłamstwa w prawicowych mediach. Uważają, że środki antykoncepcyjne hormonalne zabijają poczęty zarodek, ich zdaniem zapłodniona komórka jajowa ma prawa człowieka i jest dzieckiem. Przez zastosowanie takiego środka dziecko nie ma szans na przeżycie. Zapominają o tym, że nawet przyjmując, że zapłodnienie jest początkiem życia, to dopiero po 12-36 następuje pierwszy podział zapłodnionej komórki jajowej, a mieszanie genów, czyli powstanie nowego życia następuje po 3 trzecim podziale, a więc dawno po czasie, w którym działa antykoncepcja "po". Po drugie moraliści katoliccy uważają, że seks ma sprzyjać prokreacji i nawet gwałt nie jest powodem, aby zapobiegać ciąży. Polską bolączką jest to, że politycy bojący się Kościoła tworzą prawo i o zgrozo, część z nich otwarcie przyznaje się do tego, że kieruje się w pracy posła nauką Kościoła. Na razie nie mogą liczyć nawet na minimalny upust w cenie. Istnieje kilka argumentów za ułatwieniem dostępu do antykoncepcji ratunkowej. 1)Zmniejsza liczbę niechcianych ciąż i aborcji 2) Daje kobiecie możliwość decydowania o sobie, nawet w sytuacji nagłej. 3)Jest ratunkiem dla ofiar gwałtu - lepiej zabezpieczyć kobietę przed ciążą niż narazić ją na nerwowe oczekiwanie na miesiączkę i zastanawianie się co zrobić z ewentualną ciążą. Nie jestem pewna , czy leki hormonalne powinny być dostępne bez recepty, ale z pewnością ich cena powinna być znacznie niższa, a ofiary gwałtu powinny mieć antykoncepcję ratunkową za darmo. Każda kobieta, która prosi o wypisanie antykoncepcji po stosunku powinna mieć wykonane usg, aby ocenić, czy doszło do owulacji i czy może dojść do ciąży. Jeżeli jest dawno po owulacji, to nie ma konieczności brania tabletki. Osobom, które potrzebują tych środków, a mają problemy z ich zdobyciem, polecam banery na moim blogu. Tutaj nikt nie robi problemów, a leki dostarczane są na czas.

sobota, 24 sierpnia 2013

Oswoić obawy


Kiedy czujemy się źle, jesteśmy osłabieni udajemy się do lekarza. Panuje opinia, że Polacy na lekarską wizytę udają się dopiero, kiedy coś nam dolega, zaniedbują badania kontrolne. Programy profilaktyczne nie cieszą dużym zainteresowaniem. Większą popularność mają dni otwarte przeciwko nowotworom, czy chorobom serca. Najwięcej strachu wzbudza wizyta u dentysty i ginekologa. W przypadku stomatologa pacjenci obawiają się przede wszystkim bólu i uważają, że wystarczy myć po każdym posiłku i od czasu do czasu wyczyścić nicią dentystyczną. Bardziej skomplikowany jest problem wizyt u ginekologa. Strach przed poradą ginekologiczną bierze się przede wszystkim z poczucia wstydu i braku umiejętności rozmawiania o problemach z narządami rodnymi. Nie bez znaczenia jest również fakt, że w niektórych środowiskach, zwłaszcza w niewielkich miejscowościach utarło się przekonanie, że do ginekologa chodzi się wyłącznie w okresie ciąży. Niektóre kobiety traktują wizytę u ginekologa jako coś niepotrzebnego, krępującego, a wręcz przyzwoitego. Poza tym brakuje gabinetów ginekologicznych w mniejszych miejscowościach. Dane statystyczne Dane organizacji kobiecych są przerażające. Polki odwiedzają lekarza ginekologa tylko w ciąży lub kiedy zauważają niepokojące obawy. Wśród kobiet w grupie wiekowej 55-59 aż 15% pań nigdy nie zrobiło cytologii, ponieważ uznało, że co ma być o i tak będzie, więc nie trzeba robić badań profilaktycznych. 19% Polek odwiedza ginekologa raz na 3 lata. Problem jest brak działań profilaktycznych i świadomości tego, jak ważne jest zdrowie intymne i jakie znaczenie mają zdrowe narządy rodne na stan ogólny organizmu.   Przyczyny niechęci Wśród opinii na różnego rodzaju forach pojawia się problem wstydu przed rozebraniem się od pasa w dół i samym badaniem. Kobiety uważają, że pozycja, którą przyjmują podczas badania jest niekomfortowa i wymaga całkowitego poddania się lekarzowi. Młode dziewczyny obawiają się wizyt u ginekologa z bardziej przyziemnych powodów – nieraz słyszały od koleżanek i mam, że wizyty są straszne, a badanie bolesne. Za część przypadków niechęci do ginekologa odpowiadają sami lekarze, którzy czasami są niedelikatni, komentują wybory życiowe pacjentek, przejawiają nerwowe reakcje na pytania lub odpowiadają lakonicznie. Wiele pacjentek skarży się, że lekarze w nieprzyjemny sposób wypowiadają się o ich orientacji seksualnej, czy wyglądzie narządów rodnych. Nastolatka u ginekologa Dużo obaw o wizytę u ginekologa budzi u nastolatek. Nie każda młoda dziewczyna może pójść na wizytę ginekologiczną z mamą. Część dziewcząt nie rozmawia z matkami o swoich problemach intymnych. Ma to poważne konsekwencje, bowiem nastolatki nie zawsze jak przygotować się do wizyty, w jaki sposób wybrać lekarza. Na forach internetowych dziewczyny pytają jakie objawy powinny ich zaniepokoić i w jakim wieku powinno udać się na pierwszą wizytę. Nastolatka powinna zgłosić się do lekarza, kiedy zauważy upławy, nieregularność cykli (cykl krótszy niż 24 dni lub dłuży niż 35 dni), ma obfite i bolesne miesiączki, chce rozpocząć współżycie, odczuwa bóle w podbrzuszu lub bóle piersi. Sygnałem do wizyty o ginekologa powinien być brak miesiączki w wieku 16 lat, nadmierny trądzik lub podejrzenie ciąży. Na tabletki antykoncepcyjne niepełnoletnia dziewczyna musi mieć zgodę rodziców. Zdarzają się  lekarze, którzy nie wymagają takiej zgody, jeżeli pacjentka rzeczowo odpowiada na pytania i jest świadoma swojej decyzji. Świadome odpowiadanie na pytania oznacza, że młoda pacjentka wie, czy w rodzinie były przypadki zawałów, udarów, zakrzepicy i raka piersi. Tabletki wypisują po przeprowadzeniu wywiadu z pacjentką, przeprowadzeniu badania. Uważają, że tak nie wypłyną na zmianę decyzji o rozpoczęciu współżycia, a lepiej jest, aby nastolatka była zabezpieczona niż miałaby zajść w niechcianą ciążę.  Nastolatka musi mieć skończone 15 lat.  Zdaniem organizacji kobiecych wymaganie zgody rodziców na antykoncepcję jest sprzeczne z logiką, bowiem w Polsce współżycie seksualne jest dozwolone od 15 roku życia. Zapis utrudnia młodzieży korzystanie z antykoncepcji, co skutkuje niechcianymi ciążami, a wielu przypadkach również aborcjami. W wielu domach dziewczyny nie mają możliwości uzyskania zgody rodziców na antykoncepcję, bowiem rodzice mają konserwatywne poglądy lub nastolatki obawiają się powiedzieć rodzicom o rozpoczęciu współżycia. Postulat, aby antykoncepcja była dostępna na receptę, ale bez zgody rodziców od 15 roku życia jest rozsądny. Nie godzi on również w prawo rodziców do wychowania dziecka zgodnie ze swoimi zasadami i światopoglądem. Młodzież ma bardzo często odmienny pogląd od rodziców , powinna mieć prawo do postępowania według swojego światopoglądu, decydowania o najbardziej prywatnych kwestiach. Obniżenie wieku, w którym antykoncepcja byłaby dostępna bez zgody rodziców musi iść w parze ze wprowadzeniem edukacji seksualnej opartej na nowoczesnej wiedzy psychologiczno-medycznej i obowiązkiem przekazania wszystkich informacji o antykoncepcji przez lekarza-ginekologa. Medyk powinien uprzedzić dziewczynę o zagrożeniach wynikających z rozpoczęcia współżycia, powiedzieć o chorobach wenerycznych. Decyzja i tak należy do nastolatki.   Jak reagować kiedy czujemy, że wizyta nie przebiega zgodnie z wymogami? Jeżeli pacjentka jest przekonana , że została źle potraktowana przez lekarza może złożyć skargę do przełożonego lekarza, najczęściej jest to kierownik przychodni lub ordynator oddziału. Ma prawo do zmiany lekarza. Najgorszym wyjściem jest zaniechanie wizyt u ginekologa. W przychodni często jest kilku lekarzy. Można wybrać do innej przychodni (nie obowiązuje rejonizacja) lub wybrać inny prywatny gabinet. Rozważ zmianę lekarza jeżeli: 1.Lekarz z powodów światopoglądowych odmawia wypisania antykoncepcji. Lekarz ma takie prawo, daje mu je klauzula sumienia, co nie oznacza, że kobieta, która usłyszała odmowę musi być nadal pacjentką lekarza. Niedopuszczalna jest sytuacja, kiedy lekarz na prośbę pacjentki o antykoncepcję wyzywa ją, oskarża o niszczenie zarodków, podaje argumenty religijne. Może odmówić wypisania antykoncepcji, jeżeli kobieta jest w grupie ryzyka: w rodzinie były przypadki udaru, zakrzepicy, raka piersi lub pacjentka cierpi na poważne schorzenia wątroby lub częste migreny. 2.Ginekolog odmawia badania, bo pacjentka nie rozpoczęła współżycia. Taka odmowa stwarza sytuację groźną dla zdrowia pacjentki, jest bezzasadna pod względem medycznym, . Osoba niewspółżyjąca również może mieć problemy ginekologiczne. To przejaw dyskryminacji osób młodych. 3.Lekarz obraża pacjentkę z powodu jej orientacji seksualnej, współżycia przed ślubem, bezdzietności. Podstawowym prawem pacjenta w jakimkolwiek gabinecie lekarskim jest poszanowanie jego prywatności i wyborów osobistych. Lekarz nie ma prawa dyskryminować pacjenta. 4.Ginekolog odmawia wykonania badań , nie odpowiada na pytania lub nie reaguje, kiedy zaproponowane wcześniej leczenie jest nieskuteczne. 5.Badanie jest bardzo bolesne, a lekarz nie reaguje na Twoją prośbę, aby wykonywał badanie delikatniej. 6) Lekarz wypytuje o kwestię wiary, posiadania ślubu. Cechy dobrego ginekologa Udając się do ginekologa trzeba zwrócić uwagę na to, czy gabinet zapewnia minimum intymności , to znaczy czy jest miejsce na przebranie się, choćby parawan. Idealnie jest, kiedy do przebrania jest osobna kabina z wieszakiem na ubrania, toaletą i umywalką. Lekarz -ginekolog wzbudzający zaufanie potrafi słuchać, stworzyć atmosferę rozmowy, zadaje pytanie, ale nie komentuje w złośliwy sposób wyborów swojej pacjentki. Lekarz ma prawo do zadawania pytań intymnych o pożycie seksualne, ilość partnerów, o ile takie informacje są potrzebne do postawienia diagnozy. Dobry lekarz bada delikatnie, rozumie, że pacjentka może odczuwać strach, zleca dodatkowe badania, a nawet pamięta o konieczności wykonania cytologii, potrafi wytłumaczyć pacjentce jej schorzenie, decyzję o dodatkowych badaniach, szczerze mówi o stanie płodu, nie lekceważy obaw kobiety, nie poucza moralnie pacjentki, nie narzuca pacjentce swojego światopoglądu. Na szczęście dobrych lekarzy, z powołaniem, którzy rozumieją pacjentki jest znacznie więcej niż osób nieuprzejmych i niedelikatnych. Nie ma znaczenia płeć lekarza, wszystko zależy od wiedzy i osobowości medyka, jego umiejętności kontaktu z drugim człowiekiem Wszystkie artykuły znajdziecie także na Facebookowych profilach 1) https://www.facebook.com/NieChodzeDoSpowiedzi 2)https://www.facebook.com/stopklerowi?ref=hl 3)https://www.facebook.com/StrefaWolnaOdZabobonow