VigLink

Witam i zapraszam
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kobieta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kobieta. Pokaż wszystkie posty

piątek, 28 kwietnia 2017

Idiotyzm, czy gwałt? Stealthing


Ostatnio wśród mężczyzn modny staje się niebezpieczny trend- zdejmowania prezerwatywy w trakcie stosunku bez wiedzy kobiety. Takie zachowanie nosi nazwę stealthing. Zastanawiam się, jak skończonym idiotą trzeba być, aby dla chwili przyjemności, poczucia panowania nad kobietą i chęci rozsiewania nasienia ryzykować choroby weneryczne, w tym HIV i HPV oraz niechcianą ciążę. Tłumaczenie o męskiej dominacji, podnieceniu, panowaniu nad kobietą jest po prostu żałosne. Przerażają komentarze pod artykułami opisującymi problem. Znajdziemy tam takie seksistowskie kwiatki "skoro idzie to łóżka z nieznajomym, to ma za swoje". Dziwne to stwierdzenie skoro do seksu potrzeba obojga. Problem dotyczy nie tylko związków nowych, par z pewnym stażem oraz związków homoseksualnych. Dopatrywanie się w tym procederze winy kobiet jest absurdalne. Kobieta zgadza się na seks z zabezpieczeniem, a to, że partner ma nierówno pod sufitem i kieruje im chęć władzy nad partnerką jest wyłącznie jego działaniem. Oszukiwanie drugiej strony, nawet jeżeli jest to tylko niezobowiązujący seks jest nieuczciwe i poniżające. Zastanawiam się, czy panowie, którzy w ten sposób oszukują kobiety zastanawiają się co będzie później? Niechciana ciąża, choroba, poczucie upokorzenia u kobiety. W przypadku dziecka -alimenty. W polskim społeczeństwie pokutuje pogląd, że ciąża i antykoncepcja to problem kobiety. On zawsze może zmusić partnerkę do aborcji lub ulotnić się. Przyzwolenie na niepłacenie alimentów w Polsce jest dość duże. Podobnie jak na nieodpowiedzialne zachowania seksualne mężczyzn. On może mieć dowolną ilość partnerek, sypiać z nieznajomymi kobietami, a nawet oszukiwać je. Kobieca seksualność jest uznawana za coś gorszego, grzesznego i niedozwolonego społecznie. Zdejmowanie prezerwatyw w trakcie stosunku jest skrajnie nieodpowiedzialne, jest wręcz formą gwałtu. Zjawisko jest stosunkowo młode, więc nie ma na nie paragrafu. Warto wiedzieć, że są osobnicy płci męskiej (mężczyznami trudno ich nazwać), którzy mają gdzieś bezpieczeństwo swoje i partnerki, nie szanują kobiety i przekraczają wszelkie granice egoizmu. Czytałam komentarze mężczyzn popierających tego typu praktyki. Panowie przypominali sytuację, w której nasienie pozostawione w prezerwatywie jest wykorzystane do zapłodnienia bez ich zgody oraz sytuacje, kiedy kobieta oszukuje, że stosuje antykoncepcję, a w rzeczywistości nie zabezpiecza się i łapie faceta na dziecko. Wszystkie praktyki, w których jedna strona oszukuje drugą, narusza prawo do dysponowania swoją seksualnością i materiałem rozrodczym są naganne z punktu widzenia etycznego i pozbawiają jedną ze stron fundamentalnego prawa do decydowania o rodzicielstwie. Nie jest istotne, która strona oszukuje. Zabezpieczeniem przed następstwami takich zajść są: uniknie przypadkowego seksu, uważne poznanie partnera przed rozpoczęciem z nim współżycia i stosowanie antykoncepcji hormonalnej lub wkładek niehormonalnych.

sobota, 28 grudnia 2013

Światopoglądowa żenada roku 2013.


Zbliża się koniec roku. Na moim blogu również nie może zabraknąć podsumowań. Pominę politykę, sport i gospodarkę. Skupię się na światopoglądzie. Mijający rok obfitował w różnego rodzaju wypowiedzi, o których można by powiedzieć, że były nietrafione. Królami żenujących wypowiedzi byli niezawodni biskupi. W pamięci Polaków utkwiły ich dywagacje o edukacji seksualnej i gender. Szczytem braku empatii i niedouczenia było zwalanie winy za pedofilię na rodziny, ofiary, feministki oraz przekonaniu kilku purpuratów, że to dzieci kuszą księży i wchodzą im do łóżka. Wydarzeniem, które zasługuje na wyśmianie była nagonka obrońców życia na posłów, którzy głosowali przeciwko wykreśleniu z ustawy antyaborcyjnej przepisów pozwalających na aborcję z powodu ciężkiego, nieodwracalnego uszkodzenia płodu. O tych wydarzeniach pisałam wcześniej, teraz chcę skupić się na trzecim zajściu, który wstrząsnął opinią publiczną. Kilka dni temu znana feministka, pani Katarzyna B. pochwaliła się, że zamierza usunąć ciążę w Wigilię. Jej słowa w pełni zasługują na najniższy stopień podium w kategorii światopoglądowej żenady roku. W wywiadzie dla jednego z portali internetowych przyznała, że usunie ciążę w Wigilię, aby było weselej. Na szczęście okazało się, że pani Katarzyna urządziła gigantyczną prowokację. Na skutki owej prowokacji nie trzeba było długo czekać. Od razu w mediach konserwatywnych pojawiły się głosy, że edukacja seksualna doprowadza do aborcji, a antykoncepcja jest nieskuteczna. Znaną feministkę skrytykowały również dziennikarki, które trudno podejrzewać o sympatię pro-life oraz pani profesor Joanna Senyszyn. Trzeba przyznać, że nieodpowiedzialne zachowanie pani Kasi zniszczyło działania wielu organizacji kobiecych na rzecz edukacji seksualnej i odpowiedzialnego rodzicielstwa. Feministki od lat starają się przekonać opinię publiczną, że aborcja jest dla kobiety dramatem i jest ostatecznym wyjściem. Tymczasem pani Katarzyna radośnie obwieszcza, że aborcja byłaby dla przyjemnością. Lekceważy uczucia kobiet, które żałują aborcji i nie są zachwycone tym, co zrobiły. Pani Katarzyna urządziła z praw kobiet parodię, pokazała na czym zależy skrajnym feministkom - nie na prawie kobiet do samostanowienia (do zapobiegania ciąży, planowania macierzyństwa, realizowania się zarówno na gruncie zawodowym, jak i rodzinnym), ale na prawie do usuwania płodów. Zachowanie pani Katarzyny jest doprawdy żenujące. Próbowała tłumaczyć się, że to ciąża polityczna, że chodziło o to, aby zwrócić uwagę społeczeństwa, że zakaz aborcji nie powoduje, że aborcja nie jest wykonywana. Przy okazji, pod wpływem emocji przyznała, że pomagała przyjaciółkom w organizowaniu nielegalnych aborcji, za co powinna w świetle ustawy "O planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach przerywania ciąży" odpowiadać karnie. Warto przypomnieć zwolennikom myślenia pani Katarzyny, że 26 z 36 badań naukowych przeprowadzonych w różnym czasie i w różnych krajach, potwierdza, że aborcja zwiększa ryzyko raka piersi nawet o 60% Wynika z biologii kobiety "Jakkolwiek estradiol, czy też estrogeny zwiększają ryzyko wystąpienia raka piersi związane jest to ze wzrostem tkanki piersiowej. Estradiol, sprawia, że piersi rosną od czasu pokwitania do czasu dojrzałości płciowej i potem znowu powoduje ich wzrost w trakcie ciąży (najbardziej w I i II trymestrze). Komórki tkanki piersiowej wrażliwe na estradiol są komórkami niedojrzałymi i niezróżnicowanymi. Niektóre z nich w końcu różnicują się w kierunku komórek produkujących pokarm, które pod wpływem nieznanych jeszcze czynników nie mogą być pobudzane do dalszego rozwoju. To właśnie te komórki niezróżnicowane są najbardziej podatne na uszkadzanie przez czynniki rakotwórcze (promieniowanie, pewne chemikalia itp.). Komórki te mogą po pewnym czasie przekształcić się w komórki rakowe. Kiedy kobieta już po kilku tygodniach normalnie rozwijającej się ciąży usuwa ją, w jej gruczołach piersiowych pozostaje większa niż przed ciążą ilość tych niezróżnicowanych komórek. W dodatku nieprawidłowe, niskozróżnicowane, potencjalnie rakotwórcze komórki, które znajdują się w jej piersiach (które także są obecne do pewnego poziomu u każdego) zostały pobudzone do namnażania. Podsumowując, wszystko to prowadzi do zwiększonego ryzyka powstania nowotworu. W przeciwieństwie do aborcji, kiedy ciąży pozwoli się rozwinąć, a dziecku urodzić, komórki niezróżnicowane zamieniają się w tkankę piersiową produkującą mleko, co obniża poziom tych rakotwórczych komórek sprzed okresu ciąży. To znaczy, że w pełni donoszona ciąża obniża poziom ryzyka zachorowania na raka piersi" (na podstawie materiałów ze strony internetowej jednego z producentów tabletek wczesnoporonnych, które znalazłam w swoich zbiorach). Światowa Konferencja na rzecz Raka Piersi potwierdza związek pomiędzy aborcją a rakiem piersi... Pierwsza Światowa Konferencja na Rzecz Raka Piersi miała miejsce w lipcu 1997 roku w Kingston, Ontario, Kanada. Konferencja ta była współfundowana przez Organizację Środowiska I Rozwoju Kobiety. Zwolennicy aborcji, nadal twierdzicie, że aborcja nie zwiększa ryzyka raka piersi? Przeszliście totalne pranie mózgu, że nie widzicie oczywistego związku? Skoro na stronie poświęconej aborcji farmakologicznej znajduje się informacja o zagrożeniu rakiem i jest dokładnie wyjaśnione, oznacza to, że zagrożenie istnieje i jest bardzo duże. Feministki bagatelizując je narażają kobiety na niebezpieczeństwo utraty zdrowia i życia oraz łamią podstawowe prawo człowieka do medycznej informacji o konsekwencji swoich decyzji. Jestem pewna, że gdyby kobiety były informowane o zagrożeniu, połowa uciekłaby z gabinetu abortera i urodziła swoje dziecko. Poród zwiększa i karmienie piersią minimum pół roku zmniejszają ryzyko raka. OD RAZU PRZYPOMNĘ, ŻE POPIERAM OBECNĄ USTAWĘ ANTYABORCYJNĄ. Są sytuację, kiedy podjąć dramatyczną decyzję, np: w przypadku gwałtu, zagrożenia życia matki, ciężkiego uszkodzenia płodu, skazującego na potworne cierpienie i szybką śmierć po narodzinach. W innych przypadkach wynikających z gapiostwa, braku odpowiedzialności, zdrad, chęci zemsty na partnerze aborcja nie powinna być legalna. A już na pewno nie powinni płacić za nią podatnicy. Nie ma znaczenia legalność zabiegu. Rak piersi nie pyta, czy skrobała się Pani legalnie, czy nielegalnie? Oczywiście, istnieje kilkadziesiąt przyczyn raka piersi, jednakże aborcja jest jednym z największych czynników zwiększających zagrożenie. Aborcja na pewno nie jest zabiegiem gwarantującym zdrowie reprodukcyjne. Promowanie jej jako części praw kobiet jest niedorzeczne i sprzeczne z interesem naszej płci. Żyjemy w XXI wieku, mamy do dyspozycji szeroką gamę środków antykoncepcyjnych i nie musimy zabijać dzieci w okresie prenatalnym, aby realizować swoje prawo do wolności osobistej. Kobieta ciężarna w trudnej sytuacji osobistej lub finansowej powinna uzyskać właściwą pomoc, nie powinno się jej proponować zabicia płodu. Jako autorka bloga i kobieta mam prawo uznawać aborcję na żądanie za zabicie dziecka. Dziecko ma także ojca, ale to nie mężczyzna poddaje się aborcji, tylko kobieta, więc odpowiedzialność za aborcję ponosi kobieta (z wyjątkiem sytuacji, kiedy mężczyzna zmusza partnerkę do aborcji, co również jest karalne). Popieram prawo kobiet do decyzji o macierzyństwie, ale obejmuje ono antykoncepcję, a nie aborcję. Antykoncepcja hormonalna, ewentualnie wkładka domaciczna mają skuteczność bliską stu procent i tylko błędy użytkowniczki zmniejszają skuteczność środków antykoncepcyjnych. Jeżeli zdarzy się błąd, dobrze jest mieć w pogotowiu antykoncepcję awaryjną, którą można zamówić za pośrednictwem banerów na blogu lub dostosować się do zaleceń zapisanych w ulotce. Zauważyłam, że osoby popierające aborcję na żądanie (jak twierdzą prawo do aborcji) są pełne pogardy dla osób, które nie uznają aborcji za dobro i prawo kobiety. Uważają, że przeciwnicy aborcji na żądanie zniewalają kobiety, są skrajnymi katolikami. Co ciekawe nie mają żadnych sensowych argumentów poza sloganem "aborcja to wolny wybór i nikt nie będzie mi jej zabraniał". Przeważnie nie są w stanie podjąć merytorycznej dyskusji, wszystkie argumenty spłycają do chęci władzy nad kobietami i nieznajomości praw kobiet. Jestem ateistką, popieram prawa kobiet, związki partnerskie, in vitro, ale nigdy nie poprę prawa do aborcji na żądanie. Religia mnie nie interesuje. Argumentami przeciwko aborcji na żądanie są rozwój prenatalny człowieka i skutki aborcji dla zdrowia i psychiki kobiety. Nie wszystkie kobiety cierpią po aborcji, część odczuwa ulgę i uważa, że dobrze postąpiła. Oczywiście mają prawo do takich odczuć. Jednak jest ich ok 15-20% (statystki z różnych krajów). Pozostałe cierpią i żałują. Niepokojące jest to, że zwolennicy aborcji odmawiają im prawa do takich emocji, uważają, że negatywnymi wspomnieniami robią kobietom krzywdę. Na koniec warto przypomnieć, kto zarabia na aborcji: organizacje międzynarodowe, takie jak Women on Web, IPPF. Organizacje aborcyjne finansowane są przez rządy wielu państw: USA, Kanadę, Japonię, Holandię, Chiny, Serbię. Zyskują organizacje feministyczne otrzymujące środki finansowe od producentów sprzętu aborcyjnego (słynna sprawa Nejfled/Nowicka, w której sąd uznał, że pozwana była na liście płac przemysłu aborcyjnego). Na aborcji zarabiają także lekarze. Tracą kobiety. Aborcja na żądanie to nie prawo kobiet, ale dobrze prosperujący biznes, przynoszący olbrzymie dochody, którego przedstawiciele zmuszają instytucje międzynarodowe i poszczególne państwa do uznania aborcji na żądanie za prawo człowieka. Antykoncepcja promowana jest na mniejszą skalę - jest trudniejsza w stosowaniu niż tchórzliwa procedura aborcji. Pozbawić życia jest łatwiej niż zapobiegać ciąży, czy faktycznie pomóc kobiecie w trudnej sytuacji lub chociaż wysłuchać ją i oddać odwagi, powiedzieć, że przezwycięży trudności.

środa, 20 listopada 2013

Mądrości z katolickiego sympozjum „Dylematy dotyczące ludzkiej płodności”


Powoli staje się normą, że ultrakatolicy organizują sobie spotkania, na których rozważają kwestie niewiązane z wiarą. Mają oczywiście pełne prawo do swoich spotkań i opowiadania na ich głupot. Ludzie rozsądni mają obowiązek prostowania niedorzeczności opowiadanych przez hierarchów i zaangażowanych religijnie lekarzy, czy psychologów. Prawda bez religijnego bełkotu musi przedostawać się do opinii publicznej. Oczywiście zebrani na sympozjum „Dylematy dotyczące ludzkiej płodności”, które odbyło się 16 listopada 2013 r. na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie usłyszeli jak straszne gender i jak to niszczy rodzinę. Szczerze mówiąc zdążyłam się przyzwyczaić do tego, że arcybiskup Hoser nie grzeszy wiedzą na temat ludzkiej płciowości, chociaż posiada drugi zawód i jest to, o zgrozo LEKARZ. Tym razem nie uraczył zebranych swoją obecnością, a jego przemówienie odczytała inna osoba.Zdaniem pana biskupa, kiedyś płodność była wartością cenioną i pozytywną - ludzie mieli dużo dzieci. Zauważył, że kiedyś przeżywalność dzieci była znacznie mniejsza, a rodzina wielodzietna zapewniała dostatek i pozycję społeczną. Dalej szanowny hierarcha, raczy słuchaczy stwierdzeniem, że " Obecnie doszło do odarcia płodności z należnego jej szacunku. Wpłynęło na to nie tylko ograniczenie śmiertelności i wydłużenie życia ludzkiego, lecz także rewolucja seksualna i wynalezienie pigułki antykoncepcyjnej, co hierarcha uznał za jedną z największych tragedii ludzkości." Powyższy fragment mnie zaszokował - zdaniem tego człowieka ograniczenie śmiertelności dzieci i wydłużenie życia ludzkiego jest złe, bo zmniejsza zainteresowanie prokreacją. Przecież jako ksiądz katolicki nie przysłużył się społeczeństwo daniem życia, nie ma dzieci. Rewolucja seksualna i pigułka antykoncepcyjna nie odarły płodności z należnego jej szacunku, wręcz przeciwnie, sprawiły, że ludzkość nauczyła się rozsądnie korzystać z funkcji płodności i wydaje na świat, tyle potomstwa ile jest w stanie wychować. Nie każdy ma ochotę urządzać pogrzeby swoim dzieciom, bo umierają z głodu i braku podstawowych warunków higienicznych, jak ma to miejsce w Afryce. Mamy mniej potomstwa, ale za to stać nas na kształcenie i zapewnienie godnego dzieciństwa. Nasze dzieci nie muszą paść gęsi, czy pracować w fabrykach, aby pomóc rodzicom w utrzymaniu licznego przychówku. W krajach, gdzie płodność nadal jest wysoka dzieci zmuszane są do ciężkiej pracy, nie mają zapewnionej edukacji i w gruncie rzeczy dziedziczą nędzę po rodzicach. Dalej jest jeszcze lepiej , coś w duchu zwalania winy na innych. Dowiadujemy się, że " Ruchy feministyczne uznały, że płodność kobiety jest powodem jej upośledzenia politycznego, ekonomicznego i społecznego. Że jest przeszkodą i zagrożeniem dla równości płci, że generuje ubóstwo i katastrofę ekologiczną – Dziś płodność podporządkowuje się wymogom kultury hedonistycznej, co nie sprzyja budowaniu trwałych relacji i podejmowaniu decyzji o prokreacji. określił seksualność współczesnych ludzi jako egocentryczną, czego konsekwencją jest wzrost zaburzeń orientacji seksualnej, depresja demograficzna, wzrost niepłodności nabytej i dehumanizacja płodności, która staje się produkcją i hodowlą." Znów błąd - to nie płodność jest powodem upośledzenia politycznego, społecznego i ekonomicznego kobiet, ale kultura i religia, które rolę kobiety podporządkowały płodności. Kobieta stała się niewolnicą płodności, nie mogła nad tym zapanować, musiała być posłuszna, oddawać się mężowi i rodzić dzieci, z których tylko niewielka część przeżywała. Mężczyźni też są płodni, ale jakoś ta cecha nie wpływa na ich pozycję. Dzięki antykoncepcji i feminizacji można kontrolować płodność, na czym zyskuje rodzina i każdy jej członek. Im większe bezpieczeństwo ekonomiczne, tym mniej dramatów związanych z ubóstwem i brakiem życiowych perspektyw. Liczne potomstwo trzeba przede wszystkim utrzymać, a nie da się tego zrobić z jednej pensji, przy obecnych cenach czynszu, prądu, gazu i podstawowych artykułów. Biskupowi dobrze mówi się, ponieważ to nie on utrzymuje dzieci, a sam opływa w bogactwach. Seksualność współczesnych ludzi jest świadoma, a nie podporządkowana zachowaniu gatunku, opiera się na przyjemności, nie ogranicza się do obowiązku płodzenia dzieci. Małżeństwo nie jest wyrokiem i w razie przemocy w rodzinie, czyt zdrady może je zerwać. Związki opierają się na poszanowaniu drugiej strony, zrozumieniu i miłości. Przyrost naturalny jest mniejszy, ale przyczyną tego zjawiska nie jest edukacja seksualna, czy rewolucja seksualna, tylko brak warunków do wychowania dzieci - zbyt duże ceny mieszkań, wygórowane ceny czynszu, umowy śmieciowe, brak stabilizacji zatrudnienia i niepłodność. In vitro to nie produkcja, ale metoda leczenia. Z kolei pani Teresa Król uraczyła słuchaczy opowieściami o WdŻ. Lekcje WdŻ wspierają rodzinę i integralność ludzkiej seksualności. Uczą prawdy o antykoncepcji, to znaczy przedstawiają jej szkodliwość i promują npr (naturalne planowanie rodziny). Pani Król przypominała postawę dzielnego ministra Handkego, którego zespół nie poddał się naciskom środowisk lewicowych i wprowadził obecny program WdŻ, w ramach ,którego "dzieci i młodzież korzystają z edukacji seksualnej typu A, a więc z tzw. wychowania do czystości." Znaczy to tyle, że dowiadują się, że seks przed ślubem niszczy płciowość i jest zły. Integralność ludzkiej seksualności polega na powiązaniu jej z jakimś bożym planem i stosowaniem npr. Pani ekspertka (autorka podręczników do wychowania do życia w rodzinie) przytoczyła dane Eurostatu z 2010 r, według których. to właśnie Polska ma najniższy odsetek aborcji, ciąż i osób zarażonych chorobami przenoszonymi drogą płciową wśród nastolatków. Nie zauważyła tylko, że w Polsce nie ma statystyk o prawdziwej liczbie ciąż wśród nastolatek, a część tych ciąż jest usuwana w podziemiu aborcyjnym i nigdy nie znajduje miejsca w karcie ginekologicznej pacjentki. Młode Polki nie mają pojęcia czym są choroby weneryczne i nie zgłaszają się na badania , stąd niska liczba chorób wenerycznych wśród nastolatków. Nastoletnie Polki nie mogą same korzystać z usług ginekologa, muszą być w towarzystwie dorosłego opiekuna, więc nie zgłaszają takich problemów. Dane Eurostatu są niewiarygodne, jeżeli chodzi o polskie nastolatki i świadczą jedynie o tym jak szkodliwy jest WdŻ, który zostawia młodzież w niewiedzy dotyczącej zdrowia reprodukcyjnego. Warte odnotowania jest to, że druga część sympozjum została poświęcona antykoncepcji. Referat wygłosił prof. Chazan, ginekolog-katolik, przeciwnik in vitro i antykoncepcji. Jak można się domyślać nie było o obiektywnym spojrzeniu na antykoncepcję, jedynie straszenie. Mam wrażenie, że stan wiedzy przeciwników antykoncepcji zatrzymał się na poziomie z lat 80-tych. Nie dostrzegli, że przez 30 lat antykoncepcja rozwinęła. Zdaniem profesora? "Antykoncepcja szkodzi kobiecie i dziecku, dlatego angażowanie autorytetu lekarza do promowania jej uwłacza etyce – powiedział ginekolog. – Jednak producenci środków antykoncepcyjnych uzależniają lekarzy od siebie poprzez fundowanie zagranicznych wyjazdów, organizowanie konferencji naukowych czy wpływanie na redaktorów pism medycznych. Czynią to przeznaczając znaczne środki finansowe na promocję specyfików, które niczego nie leczą, a wręcz niszczą zdrowie kobiet. Zatrzymam się na chwilę. Nie bardzo rozumiem w jaki sposób antykoncepcja szkodzi dziecku, skoro nie dopuszcza do jego powstania? Używając wyłącznie argumentów logicznych trzeba stwierdzić, że skoro nie ma dziecka, to nie może dziecku zaszkodzić. No, chyba, że szkodliwością dla dziecka jest to, że nie dopuszcza się do zapłodnienia!!!!! Pan profesor posuwa się do oczerniania całego środowiska ginekologów, oskarża ich o korupcję. Nawet jeżeli firma farmaceutyczna organizuje konferencje naukowe to cóż w tym złego? Pan profesor zapomina, że nie koncernów, które produkują wyłącznie antykoncepcję. Koncerny wytwarzają szeroki asortyment leków i jak każdy podmiot gospodarczy mają prawo promować swoje produkty. Lekarz -ginekolog opowiadający, że antykoncepcja niczego nie leczy to skandal. Środki antykoncepcyjne są lekami używanymi w ginekologii. Fanatyzm religijny tego pana, chęć przypodobania się klerowi sprawiły, że stracił wiarygodność. Pan profesor w swoim zastraszaniu kobiet posuwa się kłamstwa i twierdzi wbrew wynikom badań, że antykoncepcja powoduje raka jajnika. Rozśmieszył mnie jeden fragment " zażywanie antykoncepcji hormonalnej wpływa negatywnie na zdrowie całej populacji. Wydzielane z moczem kobiet estrogeny przedostają się do wód gruntowych i powodują wzrost zachorowań na raka piersi, jajnika i prostaty wśród wszystkich osób mieszkających na danym obszarze". Estrogeny to jeden z kobiecych hormonów. Kiedyś czytałam, że antykoncepcja truje ryby. Powyższy cytat należy zaliczyć do tego typu plotek. Z kolei pracownica Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego stwierdziła w swoim referacie, że to mężczyzna zmusza kobietę do stosowania antykoncepcji, a ona przez to czuje się niekochana. Zdaniem prelegentki kobieta ma poczucie niesprawiedliwości, bo to ona skutki antykoncepcji i jest dla męża przedmiotem użycia. Mąż szybko nudzi się seksem na każde zawołanie, co skutkuje brakiem satysfakcji seksualnej u obojga. Bzdury tego typu są codziennością w mediach katolickich. Kobieta, która zapewne nigdy nie stosowała antykoncepcji powtarza brednie wyczytane w pismach biskupów i encyklikach papieskich. Po pierwsze to kobieta decyduje o antykoncepcji i nie ma poczucia niesprawiedliwości, ani tego, że jest przedmiotem użycia. Jest partnerką, która korzysta z prawa do realizacji potrzeb seksualnych w związku, może się kochać, kiedy ona i partner mają na to ochotę. Ich seks jest uzależniony od potrzeby bycia razem, okazania miłości, nawet, jeżeli jest to spontaniczne, a nie od temperatury w pochwie i gęstości śluzu. Czytając relacje z katolickich konferencji nie sposób nie zauważyć, że przedstawiciele Kościoła cały czas stwarzają sobie wrogów po to, aby utrzymywać posłuszeństwo wiernych i wytwarzać ciągłe poczucie zagrożenia. W XXI wieku tymi wrogami są; gender, ginekolodzy wypisujący antykoncepcję, środki zapobiegania ciąży, edukacja seksualna, ateiści, osoby homoseksualne, lewica.