VigLink

Witam i zapraszam
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tradycja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tradycja. Pokaż wszystkie posty

piątek, 19 kwietnia 2019

JARE GODY- WIELKANOC SŁOWIAN




O SŁOWIAŃSKIEJ TRADYCJI NIE MÓWI SIĘ W SZKOLE. JEST ONA WARTA PROMOWANIA I KULTYWOWANIA
Tradycja zawsze była dla Słowian spoiwem. W okazji Wielkanocy, trzeba przypomnieć o prawdziwych korzeniach świąt. Materiał kopiuję ze strony https://www.slawoslaw.pl


Poganie na przełomie marca i kwietnia hucznie świętowali rozpoczęcie wiosny, początek zmartwychwstawania odradzającej się po zimie przyrody. My Słowianie mamy swoje Jare Gody – czas nadejścia Jaryły i żegnania się z Marzann, który świętować należy od dnia równonocy wiosennej. Pora równonocy wiosennej była ważnym punktem pogańskiego kalendarza liturgicznego – od jej przyjścia dzień ponownie jest dłuższy od nocy, światło zaczyna wygrywać nad ciemnością. To zatem powód do radosnego świętowania, podobnie jak w wypadku zmartwychwstania Jezusa Chrystusa. Wśród Germanów dzień równonocy wiosennej nazywany był świętem Ostary, germańskiej bogini wiosny i płodności, która wśród Anglosasów ma imię Ēostre. To właśnie od imienia tej bogini językoznawcy wyprowadzają wyraz Easter, angielską nazwę Wielkiejnocy. Współczesne obchody Wielkanocy na słowiańskiej ziemi to zatem pomieszanie pogańskich obrzędów z różnych części świata z chrześcijańską symboliką, z niewielką domieszką zwyczajów, które z kultury pogańskiej nie zostały zapożyczone. Prześledźmy zatem współczesne tradycje w poszukiwaniu mniej lub bardziej zapomnianego pogańskiego rodowodu..



Ozdabianie jajek

Wszyscy znamy pisanki – malowane na rozmaite sposoby jajka będące obecnie chyba najbardziej sztandarowym symbolem świąt wielkanocnych. Zwyczaj zdobienia jaj jest bardzo stary i był znany w wielu różnych regionach świata, np. w sumeryjskiej Mezopotamii, w Cesarstwie Rzymskim lub w Egipcie. W wypadku Słowian tradycje związane z jajkami bez wątpienia sięgają czasów przedpiśmiennych. Świadczy o tym chociażby samo słowo pisanka, w którym rdzeń pis- nawiązuje jeszcze do malowania, nanoszenia rozmaitych barw na powierzchnię skorupek, por. pstry, pstrokaty jako określenia wielobarwności. Najstarsze znane polskie pisanki zostały odkryte przez archeologów na opolskiej wyspie Ostrówek. Ich powstanie datuje się na koniec X wieku. Ówczesne jajka barwiono za pomocą łupin cebuli lub ochry, zaś wzory na nich kreślono z pomocą roztopionego wosku, który był nanoszony na skorupki przed barwieniem. Współcześnie zdobione jajko niejedno ma imię. Mamy zdobione ostrymi narzędziami drapanki, a także barwione naturalnymi metodami kraszanki. Do rysowania po jajkach używamy dziś nie tylko roztopionego wosku, ale też szpilek, igieł, słomek, drewienek i innych cienkich przedmiotów. Co więcej, jajka zdarza nam się też zdobić skrawkami papieru bądź tkanin, czego najlepszym dowodem są oklejanki i nalepianki. Współcześnie w zasadzie jedynym ograniczeniem zdaje się być wyłącznie ludzka fantazja, przez co nie ma się co dziwić temu, że twórcy wielkanocnych jajek niejednokrotnie zaskakują nas swą pomysłowością. Kościół Katolicki wtórnie skojarzył jajko ze zmartwychwstałym Jezusem, lecz nie ulega wątpliwości, że pierwotna symbolika jajka wiązała z kultem płodności: budzeniem się przyrody i powstawaniem nowego życia. Jajko symbolizuje również początek kosmosu, całego otaczającego nas świata. Wiąże się je z kultem solarnym, czego konsekwencją jest zdobienie dawnych jaj symbolami solarnymi, m.in. rozmaitymi wariacjami swastyki. Jak zatem widać jajko stanowi jeden z najbardziej pozytywnych symboli naszej kultury. Dawni Słowianie podczas obchodów Jarych Godów obdarowywali się kraszankami, chcąc w ten sposób obdarzyć się witalnością i pomyślnością w nadchodzącym roku wegetacyjnym. Współcześnie gdzieniegdzie dzielimy się jajkiem, po to by zesłać na siebie nawzajem życiodajną moc. W gruncie rzeczy niewiele się zmieniło. Podobną symbolikę ma stadium późniejsze zapłodnionego jajka, inny wielkanocny symbol – wykluty kurczaczek, który może być dodatkowo odwołaniem do słowiańskich wierzeń o zaświatach W wielu pogańskich wierzeniach duszę ludzką wyobrażano sobie pod postacią ptaków. U Słowian dusze te wracały na wiosnę na ziemię pod postaciami ptaków.


Moc baziowych gałązek

Współcześnie tradycje palm wielkanocnych wiąże się z wjazdem Jezusa Chrystusa do Jerozolimy, podczas to którego witano zbawiciela oliwnymi bądź palmowymi gałązkami. W rodzimej kulturze rola wspomnianych gałązek przypadła wierzbowym witkom, którym w słowiańskiej kulturze od dawien dawna przypisano magiczne znaczenie. Wierzba to drzewo kojarzone wśród Słowian z płodnością i siłami nieczystymi. Na słowiańskiej ziemi był powszechnie praktykowany zwyczaj smagania wierzbowymi gałązkami w celu obdarzenia smaganego płodnością. W ten sposób kawalerowie uderzali panny oraz panny kawalerów. Co więcej, wzmacniającego organizm smagania nie szczędzono też hodowlanym zwierzętom, które dzięki temu mogły wydać na świat zdrowy i liczny miot potomstwa. Współcześnie zwyczaj ten delikatnym organizmom może wydawać się bolesny, jednak w kulturze ludowej od zawsze smagano się bardzo chętnie. Znane były nawet praktyki wzajemnego uderzania się wielkanocnymi palmami tuż po mszy w Niedzielę Palmową. Niemogący się uporać z tym zwyczajem zwierzchnicy Kościoła Katolickiego z czasem nadali mu nową symbolikę – smaganie się gałązkami jest wspomnieniem męczeństwa biczowanego Chrystusa. Zwyczaj zaklinającego płodność uderzania się wierzbowymi witkami najlepiej zachował się za sprawą dzisiejszego Śmigusa-Dyngusa, którego pierwszy człon nazwy wiąże się właśnie m.in. z energicznym śmiganiem witkami po ludzkim ciele. My Polacy znamy wyłącznie zwyczaj oblewania wodą, jednak smaganie kobiet w poniedziałek wielkanocny zdołało przetrwać wśród Czechów i Słowaków, por. czes. pomlázka i słow. sibacka. Przypuszcza się, że wśród Słowian wzajemne uderzanie się gałązkami miało określony porządek: wpierw panny biły kawalerów, zaś tydzień później kawalerowie bili panny. Konsekwencją takiego podejścia jest dziś wypadanie Poniedziałku Wielkanocnego na tydzień po Niedzieli Palmowej, która w kulturze ludowej jest nazywana także Wierzbną Niedzielą


Oblewanie wodą

Skoro omówiliśmy już połowę śmigusowych rytuałów, to wypada sprawę dokończyć i powrócić do wspomnianego już polewania się wodą, które podobnie jak smaganie się witkami, miało zapewniać człowiekowi płodność i witalność. Co więcej, magiczny rytuał oblania się wodą przynosił czystość i zdrowie, umożliwiał komfortowe wejście w nowy cykl wegetacyjny. Mimo kapryśności wczesnowiosennej aury Słowianie wciąż chętnie oblewają się podczas Poniedziałku Wielkanocnego, zwanego też nieprzypadkowo Lanym. Poza Polakami wciąż chętnie oblewają się na Słowacji i Morawach, a także na terenie zachodniej Ukrainy. Współcześnie każdy oblewa każdego w jednym dniu, jednak dawniej, podobnie jak w wypadku smagania, zwyczaj ten rozdzielony był na dwa dni: kawalerskie i panieńskie. Współcześnie wielu ludzi krytykuje zwyczaj oblewania się wodą, traktując go jako uciążliwy dla człowieka, który w święta chce wyglądać po prostu ładnie. Dawniej jednak skrzętnie dbano o to, by magiczny kubeł wody dosięgnął każdego. Nawet najbardziej delikatne panny pilnowały tego, by nikt o nich nie zapomniał, gdyż taki brak zainteresowania mógł z czasem sprowadzić nie tylko staropanieństwo i bezpłodność, ale też złe zdrowie. Kościół Katolicki niebędący w stanie wyplewić tego zwyczaju z kultury ludu wtórnie skojarzył go z oczyszczającą mocą wody święconej



Wzajemne wizyty (włóczebne i podchody)
Święta to czas składania sobie wzajemnych wizyt, nie tylko w gronie rodzinnym, ale też lokalnym. Współcześnie na wielu polskich wsiach wciąż jest kultywowany zwyczaj chodzenia po dyngusie, który wiąże się z wykupywaniem sobie pomyślności u gości przez gospodarza. Nazwa Dyngus wywodzi się od niemieckiego czasownika dingen oznaczającego czynność wspomnianego wykupienia się. Po słowiańsku zwyczaj ten nazywa się włóczebnym, zaś wędrujących gości nazywa się włóczebnikami. Gospodarz pomyślność u włóczebników mógł wykupić poprzez obdarowywanie ich malowanymi jajami oraz sowitym poczęstunkiem w postaci dobrego jadła i przedniego trunku. Jeśli tego nie zrobił, mógł sprowadzić na siebie bezpłodność, nieurodzaj w polu, choroby i inne złe rzeczy. Z tego powodu włóczebnikom odmawiało się bardzo rzadko. Zapewne też z tego powodu Poniedziałek Wielkanocny jest dziś przez niektórych nazywany złośliwie Zalanym Poniedziałkiem – obejście wszystkich domów we wsi wymagało od wędrujących bardzo silnego organizmu. Od pomyślności ich misji zależało jednak gospodarskie powodzenie, przez co pozostawali niestrudzeni w boju. Wspólne kultywowanie początku wiosny mogło też czasem przybrać formę lokalnych pochodów, które w zależności od regionu Słowiańszczyzny wyglądały inaczej. W kwestii barwnych wczesnowiosennych korowodów wędrujących po wioskach należy pamiętać przede wszystkim o tzw. gaiku, zwyczaju słowiańskiego ludu polegającym na radosnym pochodzie z zielonym drzewkiem w ręku i z oracją na ustach. Z gaikiem chodzono po to, by przywitać nowe lato, cieplejszą część roku. Noszonemu zielonemu drzewku czasem towarzyszyła zawieszona na czubku lalka symbolizująca wiosnę. Folklorystycznymi wariacjami dawnych wczesnowiosennych pochodów są też m.in. podkrakowski Siudu Baba – korowód, któremu przewodzi mężczyzna przebrany za usmoloną kobietę, napastujący i brudzący okoliczne panny; limanowskie Dziady śmigustne – owinięte w słomę maszkary w futrzanych czapkach, pomrukujące i proszące o datki; wilamowickie Śmiergusty – korowody barwnie przebranych młodzieńców oblewających okoliczne panny. Jednym z ciekawszych tego typu pochodów jest tzw. kurek dyngusowy – zwyczaj obchodzenia wsi przez kawalerów z kogutem znajdującym się na wózku. Kogut to dawny pogański symbol płodności i męskiej seksualności. Pochód z nim, podobnie jak cały szereg innych wielkanocnych zwyczajów, wiąże się pierwotnie z zaklinaniem witalnych sił.



Zajączek wielkanocny

Obok koguta innym pogańskim symbolem płodności jest zając, zwierzę o nieprzeciętnych zdolnościach rozmnażania się. Współcześnie zwykliśmy kojarzyć wielkanocnego zajączka z jego niewinnym komercyjnym wizerunkiem objawiającym się na całym szeregu wyrobów czekoladopodobnych. Warto jednak przypomnieć, że wielkanocna symbolika zająca nierozerwalnie wiąże się z jego rozrodczą aktywnością, która szczególnie wzrastała na wiosnę. Nieprzypadkowo wiele wiosennych bogiń wykazuje związek z tym zwierzęciem. To właśnie zając jest ulubionym zwierzęciem wspominanej już anglosaskiej bogini Ēostre, od której utworzona została angielska nazwa Wielkanocy Easter. Znane są mity, wedle których Ēostre miała moc przemiany w zająca podczas pełni księżyca. Czyżby zatem wielkanocny zajączek był zoomorficznym wcieleniem anglosaskiej bogini? Dość prawdopodobne. W tym miejscu dodatkowo ujawnia się związek zająca z kultem lunarnym, który w wypadku wierzeń pogańskich również wiąże się ze sferą ludzkiej seksualności. Zająca możemy również odnaleźć w innych mitologiach. Nordycka bogini Freja słynęła ze specyficznej świty, która składała się wyłącznie z długouchych towarzyszy. Z zajęcy składał się również orszak niosący pochodnie, który podążał za germańską boginią Hołdą. Na różne sposoby cześć zającom oddawano także wśród Celtów, a nawet wśród ludów syberyjskich czy w Egipcie. Powszechność mitów o zającach wynika zapewne stąd, że zwierzę to zamieszkuje niemal całą Ziemię. W kręgu kultury śródziemnomorskiej zając towarzyszył Afrodycie oraz Kupidynowi, bóstwom kojarzonym z płodnością i miłością cielesną. Wśród Greków istniało niegdyś przekonanie, że jedzenie króliczego mięsa leczy bezpłodność i wzmaga libido, a nawet dodaje człowiekowi atrakcyjności. Zachowane źródła dotyczące wierzeń dawnych Słowian nie pozwalają na to, by sądzić, że i na słowiańskiej ziemi zające były otoczone takim kultem. Wynikać to może jednak z małej liczby materiałów na temat słowiańskich wierzeń. Wszakże w słowiańskiej kulturze ludowej zająca i królika również zwykło kojarzyć się przede wszystkim z niebywałą aktywnością rozrodczą.



Święcenie pokarmu i ucztowanie

Co ciekawe, rodowód pogański przypisuje się również święconce – koszyczkowi z jedzeniem, który przyjęło się uroczyście święcić w dniu Wielkiej Soboty. Współcześnie w wielkanocnym koszyczku umieszczamy ozdobione jajka, chleb, masło, babki, chrzan, rozmaite mięsa (kiełbasy i wędliny), sól i pieprz, a także inne smakowitości. To właśnie jedzenie ze święconki stanowi trzon spożywanego w Niedzielę Wielkanocną uroczystego śniadania. Badacze przypuszczają, że jedzenie w ten sposób błogosławi się od VII wieku i że zwyczaj ten wywodzić należy z obszaru romańskiego. Do Polski zwyczaj ten zawędrował w okolicach XII-XIII wieku. Śniadanie wielkanocne to zapewne echo dawnych wystawnych pogańskich uczt, podczas których żercy błogosławili jedzenie, ofiarując jego część bogom. Nie jest bowiem wielką tajemnicą to, że to właśnie wśród ludów pogańskich wystawne ucztowanie zostało wyniesione do rangi czynności rytualnej. Przy okazji święcenia pokarmu warto jeszcze wspomnieć o samych koszyczkach, które najczęściej były wykonywane z wikliny – obrobionych pędów młodych wierzb, których symbolika została już omówiona przy okazji wyjaśniania znaczenia dla Słowian baziowych gałązek. Powinowactwo z kulturą pogańską wykazuje również inny wielkanocny symbol – rzeżucha, którą chętnie przyozdabiamy baranka i inne wielkanocne potrawy. Zwyczaj wysiewania rzeżuchy sięga antycznych Adonii, świąt ku czci Adonisa (kochanka Afrodyty), podczas których licznie przygotowywano tzw. ogródki Adonisa – naczynia wysiewane roślinami o szybkiej wegetacji. Obok koguta, zająca i jajka rzeżucha jest zatem kolejnym symbolem płodności i odradzającej się wiosną przyrody. ak zatem widać współcześnie praktykowanej na naszej ziemi Wielkanocy blisko jest do tradycji pogańskiej, z której zaczerpnięte zostało wiele.



Wszystko wskazuje zatem na to, że Wielkanoc mogą świętować wszyscy, bez względu na wyznanie. W wypadku wielkanocnych tradycji mamy bowiem do czynienia z rytuałami znanymi w wielu kulturach, w różnych regionach świata. Rodzimowiercy główne obchody Jarych Godów mają już za sobą, jednak nic nie stoi na przeszkodzie temu, by w czasie świąt wielkanocnych i oni odnaleźli radość w kultywowaniu wspólnie z katolikami pradawnych tradycji. Pamiętajmy wszakże o tym, że nasze tradycja powinna nas jednoczyć, a nie dzielić.

sobota, 31 marca 2018

Słowiańska Wielkanoc - JARE GODY


Tradycja zawsze była dla Słowian spoiwem. W okazji Wielkanocy, trzeba przypomnieć o prawdziwych korzeniach świąt. Materiał kopiuję ze strony https://www.slawoslaw.pl/tradycyjna-poganska-wielkanoc/ Poganie na przełomie marca i kwietnia hucznie świętowali rozpoczęcie wiosny, początek zmartwychwstawania odradzającej się po zimie przyrody. My Słowianie mamy swoje Jare Gody – czas nadejścia Jaryły i żegnania się z Marzann, który świętować należy od dnia równonocy wiosennej. Pora równonocy wiosennej była ważnym punktem pogańskiego kalendarza liturgicznego – od jej przyjścia dzień ponownie jest dłuższy od nocy, światło zaczyna wygrywać nad ciemnością. To zatem powód do radosnego świętowania, podobnie jak w wypadku zmartwychwstania Jezusa Chrystusa. Wśród Germanów dzień równonocy wiosennej nazywany był świętem Ostary, germańskiej bogini wiosny i płodności, która wśród Anglosasów ma imię Ēostre. To właśnie od imienia tej bogini językoznawcy wyprowadzają wyraz Easter, angielską nazwę Wielkiejnocy. Współczesne obchody Wielkanocy na słowiańskiej ziemi to zatem pomieszanie pogańskich obrzędów z różnych części świata z chrześcijańską symboliką, z niewielką domieszką zwyczajów, które z kultury pogańskiej nie zostały zapożyczone. Prześledźmy zatem współczesne tradycje w poszukiwaniu mniej lub bardziej zapomnianego pogańskiego rodowodu... Ozdabianie jajek Wszyscy znamy pisanki – malowane na rozmaite sposoby jajka będące obecnie chyba najbardziej sztandarowym symbolem świąt wielkanocnych. Zwyczaj zdobienia jaj jest bardzo stary i był znany w wielu różnych regionach świata, np. w sumeryjskiej Mezopotamii, w Cesarstwie Rzymskim lub w Egipcie. W wypadku Słowian tradycje związane z jajkami bez wątpienia sięgają czasów przedpiśmiennych. Świadczy o tym chociażby samo słowo pisanka, w którym rdzeń pis- nawiązuje jeszcze do malowania, nanoszenia rozmaitych barw na powierzchnię skorupek, por. pstry, pstrokaty jako określenia wielobarwności. Najstarsze znane polskie pisanki zostały odkryte przez archeologów na opolskiej wyspie Ostrówek. Ich powstanie datuje się na koniec X wieku. Ówczesne jajka barwiono za pomocą łupin cebuli lub ochry, zaś wzory na nich kreślono z pomocą roztopionego wosku, który był nanoszony na skorupki przed barwieniem. Współcześnie zdobione jajko niejedno ma imię. Mamy zdobione ostrymi narzędziami drapanki, a także barwione naturalnymi metodami kraszanki. Do rysowania po jajkach używamy dziś nie tylko roztopionego wosku, ale też szpilek, igieł, słomek, drewienek i innych cienkich przedmiotów. Co więcej, jajka zdarza nam się też zdobić skrawkami papieru bądź tkanin, czego najlepszym dowodem są oklejanki i nalepianki. Współcześnie w zasadzie jedynym ograniczeniem zdaje się być wyłącznie ludzka fantazja, przez co nie ma się co dziwić temu, że twórcy wielkanocnych jajek niejednokrotnie zaskakują nas swą pomysłowością. Kościół Katolicki wtórnie skojarzył jajko ze zmartwychwstałym Jezusem, lecz nie ulega wątpliwości, że pierwotna symbolika jajka wiązała z kultem płodności: budzeniem się przyrody i powstawaniem nowego życia. Jajko symbolizuje również początek kosmosu, całego otaczającego nas świata. Wiąże się je z kultem solarnym, czego konsekwencją jest zdobienie dawnych jaj symbolami solarnymi, m.in. rozmaitymi wariacjami swastyki. Jak zatem widać jajko stanowi jeden z najbardziej pozytywnych symboli naszej kultury. Dawni Słowianie podczas obchodów Jarych Godów obdarowywali się kraszankami, chcąc w ten sposób obdarzyć się witalnością i pomyślnością w nadchodzącym roku wegetacyjnym. Współcześnie gdzieniegdzie dzielimy się jajkiem, po to by zesłać na siebie nawzajem życiodajną moc. W gruncie rzeczy niewiele się zmieniło. Podobną symbolikę ma stadium późniejsze zapłodnionego jajka, inny wielkanocny symbol – wykluty kurczaczek, który może być dodatkowo odwołaniem do słowiańskich wierzeń o zaświatach W wielu pogańskich wierzeniach duszę ludzką wyobrażano sobie pod postacią ptaków. U Słowian dusze te wracały na wiosnę na ziemię pod postaciami ptaków. Moc baziowych gałązek Współcześnie tradycje palm wielkanocnych wiąże się z wjazdem Jezusa Chrystusa do Jerozolimy, podczas to którego witano zbawiciela oliwnymi bądź palmowymi gałązkami. W rodzimej kulturze rola wspomnianych gałązek przypadła wierzbowym witkom, którym w słowiańskiej kulturze od dawien dawna przypisano magiczne znaczenie. Wierzba to drzewo kojarzone wśród Słowian z płodnością i siłami nieczystymi. Na słowiańskiej ziemi był powszechnie praktykowany zwyczaj smagania wierzbowymi gałązkami w celu obdarzenia smaganego płodnością. W ten sposób kawalerowie uderzali panny oraz panny kawalerów. Co więcej, wzmacniającego organizm smagania nie szczędzono też hodowlanym zwierzętom, które dzięki temu mogły wydać na świat zdrowy i liczny miot potomstwa. Współcześnie zwyczaj ten delikatnym organizmom może wydawać się bolesny, jednak w kulturze ludowej od zawsze smagano się bardzo chętnie. Znane były nawet praktyki wzajemnego uderzania się wielkanocnymi palmami tuż po mszy w Niedzielę Palmową. Niemogący się uporać z tym zwyczajem zwierzchnicy Kościoła Katolickiego z czasem nadali mu nową symbolikę – smaganie się gałązkami jest wspomnieniem męczeństwa biczowanego Chrystusa. Zwyczaj zaklinającego płodność uderzania się wierzbowymi witkami najlepiej zachował się za sprawą dzisiejszego Śmigusa-Dyngusa, którego pierwszy człon nazwy wiąże się właśnie m.in. z energicznym śmiganiem witkami po ludzkim ciele. My Polacy znamy wyłącznie zwyczaj oblewania wodą, jednak smaganie kobiet w poniedziałek wielkanocny zdołało przetrwać wśród Czechów i Słowaków, por. czes. pomlázka i słow. sibacka. Przypuszcza się, że wśród Słowian wzajemne uderzanie się gałązkami miało określony porządek: wpierw panny biły kawalerów, zaś tydzień później kawalerowie bili panny. Konsekwencją takiego podejścia jest dziś wypadanie Poniedziałku Wielkanocnego na tydzień po Niedzieli Palmowej, która w kulturze ludowej jest nazywana także Wierzbną Niedzielą. Oblewanie wodą Skoro omówiliśmy już połowę śmigusowych rytuałów, to wypada sprawę dokończyć i powrócić do wspomnianego już polewania się wodą, które podobnie jak smaganie się witkami, miało zapewniać człowiekowi płodność i witalność. Co więcej, magiczny rytuał oblania się wodą przynosił czystość i zdrowie, umożliwiał komfortowe wejście w nowy cykl wegetacyjny. Mimo kapryśności wczesnowiosennej aury Słowianie wciąż chętnie oblewają się podczas Poniedziałku Wielkanocnego, zwanego też nieprzypadkowo Lanym. Poza Polakami wciąż chętnie oblewają się na Słowacji i Morawach, a także na terenie zachodniej Ukrainy. Współcześnie każdy oblewa każdego w jednym dniu, jednak dawniej, podobnie jak w wypadku smagania, zwyczaj ten rozdzielony był na dwa dni: kawalerskie i panieńskie. Współcześnie wielu ludzi krytykuje zwyczaj oblewania się wodą, traktując go jako uciążliwy dla człowieka, który w święta chce wyglądać po prostu ładnie. Dawniej jednak skrzętnie dbano o to, by magiczny kubeł wody dosięgnął każdego. Nawet najbardziej delikatne panny pilnowały tego, by nikt o nich nie zapomniał, gdyż taki brak zainteresowania mógł z czasem sprowadzić nie tylko staropanieństwo i bezpłodność, ale też złe zdrowie. Kościół Katolicki niebędący w stanie wyplewić tego zwyczaju z kultury ludu wtórnie skojarzył go z oczyszczającą mocą wody święconej. Wzajemne wizyty (włóczebne i pochody) Święta to czas składania sobie wzajemnych wizyt, nie tylko w gronie rodzinnym, ale też lokalnym. Współcześnie na wielu polskich wsiach wciąż jest kultywowany zwyczaj chodzenia po dyngusie, który wiąże się z wykupywaniem sobie pomyślności u gości przez gospodarza. Nazwa Dyngus wywodzi się od niemieckiego czasownika dingen oznaczającego czynność wspomnianego wykupienia się. Po słowiańsku zwyczaj ten nazywa się włóczebnym, zaś wędrujących gości nazywa się włóczebnikami. Gospodarz pomyślność u włóczebników mógł wykupić poprzez obdarowywanie ich malowanymi jajami oraz sowitym poczęstunkiem w postaci dobrego jadła i przedniego trunku. Jeśli tego nie zrobił, mógł sprowadzić na siebie bezpłodność, nieurodzaj w polu, choroby i inne złe rzeczy. Z tego powodu włóczebnikom odmawiało się bardzo rzadko. Zapewne też z tego powodu Poniedziałek Wielkanocny jest dziś przez niektórych nazywany złośliwie Zalanym Poniedziałkiem – obejście wszystkich domów we wsi wymagało od wędrujących bardzo silnego organizmu. Od pomyślności ich misji zależało jednak gospodarskie powodzenie, przez co pozostawali niestrudzeni w boju. Wspólne kultywowanie początku wiosny mogło też czasem przybrać formę lokalnych pochodów, które w zależności od regionu Słowiańszczyzny wyglądały inaczej. W kwestii barwnych wczesnowiosennych korowodów wędrujących po wioskach należy pamiętać przede wszystkim o tzw. gaiku, zwyczaju słowiańskiego ludu polegającym na radosnym pochodzie z zielonym drzewkiem w ręku i z oracją na ustach. Z gaikiem chodzono po to, by przywitać nowe lato, cieplejszą część roku. Noszonemu zielonemu drzewku czasem towarzyszyła zawieszona na czubku lalka symbolizująca wiosnę. Folklorystycznymi wariacjami dawnych wczesnowiosennych pochodów są też m.in. podkrakowski Siudu Baba – korowód, któremu przewodzi mężczyzna przebrany za usmoloną kobietę, napastujący i brudzący okoliczne panny; limanowskie Dziady śmigustne – owinięte w słomę maszkary w futrzanych czapkach, pomrukujące i proszące o datki; wilamowickie Śmiergusty – korowody barwnie przebranych młodzieńców oblewających okoliczne panny. Jednym z ciekawszych tego typu pochodów jest tzw. kurek dyngusowy – zwyczaj obchodzenia wsi przez kawalerów z kogutem znajdującym się na wózku. Kogut to dawny pogański symbol płodności i męskiej seksualności. Pochód z nim, podobnie jak cały szereg innych wielkanocnych zwyczajów, wiąże się pierwotnie z zaklinaniem witalnych sił. Zajączek wielkanocny Obok koguta innym pogańskim symbolem płodności jest zając, zwierzę o nieprzeciętnych zdolnościach rozmnażania się. Współcześnie zwykliśmy kojarzyć wielkanocnego zajączka z jego niewinnym komercyjnym wizerunkiem objawiającym się na całym szeregu wyrobów czekoladopodobnych. Warto jednak przypomnieć, że wielkanocna symbolika zająca nierozerwalnie wiąże się z jego rozrodczą aktywnością, która szczególnie wzrastała na wiosnę. Nieprzypadkowo wiele wiosennych bogiń wykazuje związek z tym zwierzęciem. To właśnie zając jest ulubionym zwierzęciem wspominanej już anglosaskiej bogini Ēostre, od której utworzona została angielska nazwa Wielkanocy Easter. Znane są mity, wedle których Ēostre miała moc przemiany w zająca podczas pełni księżyca. Czyżby zatem wielkanocny zajączek był zoomorficznym wcieleniem anglosaskiej bogini? Dość prawdopodobne. W tym miejscu dodatkowo ujawnia się związek zająca z kultem lunarnym, który w wypadku wierzeń pogańskich również wiąże się ze sferą ludzkiej seksualności. Zająca możemy również odnaleźć w innych mitologiach. Nordycka bogini Freja słynęła ze specyficznej świty, która składała się wyłącznie z długouchych towarzyszy. Z zajęcy składał się również orszak niosący pochodnie, który podążał za germańską boginią Hołdą. Na różne sposoby cześć zającom oddawano także wśród Celtów, a nawet wśród ludów syberyjskich czy w Egipcie. Powszechność mitów o zającach wynika zapewne stąd, że zwierzę to zamieszkuje niemal całą Ziemię. W kręgu kultury śródziemnomorskiej zając towarzyszył Afrodycie oraz Kupidynowi, bóstwom kojarzonym z płodnością i miłością cielesną. Wśród Greków istniało niegdyś przekonanie, że jedzenie króliczego mięsa leczy bezpłodność i wzmaga libido, a nawet dodaje człowiekowi atrakcyjności. Zachowane źródła dotyczące wierzeń dawnych Słowian nie pozwalają na to, by sądzić, że i na słowiańskiej ziemi zające były otoczone takim kultem. Wynikać to może jednak z małej liczby materiałów na temat słowiańskich wierzeń. Wszakże w słowiańskiej kulturze ludowej zająca i królika również zwykło kojarzyć się przede wszystkim z niebywałą aktywnością rozrodczą. Święcenie pokarmu i ucztowanie Co ciekawe, rodowód pogański przypisuje się również święconce – koszyczkowi z jedzeniem, który przyjęło się uroczyście święcić w dniu Wielkiej Soboty. Współcześnie w wielkanocnym koszyczku umieszczamy ozdobione jajka, chleb, masło, babki, chrzan, rozmaite mięsa (kiełbasy i wędliny), sól i pieprz, a także inne smakowitości. To właśnie jedzenie ze święconki stanowi trzon spożywanego w Niedzielę Wielkanocną uroczystego śniadania. Badacze przypuszczają, że jedzenie w ten sposób błogosławi się od VII wieku i że zwyczaj ten wywodzić należy z obszaru romańskiego. Do Polski zwyczaj ten zawędrował w okolicach XII-XIII wieku. Śniadanie wielkanocne to zapewne echo dawnych wystawnych pogańskich uczt, podczas których żercy błogosławili jedzenie, ofiarując jego część bogom. Nie jest bowiem wielką tajemnicą to, że to właśnie wśród ludów pogańskich wystawne ucztowanie zostało wyniesione do rangi czynności rytualnej. Przy okazji święcenia pokarmu warto jeszcze wspomnieć o samych koszyczkach, które najczęściej były wykonywane z wikliny – obrobionych pędów młodych wierzbStrona otwiera się w nowym oknie, których symbolika została już omówiona przy okazji wyjaśniania znaczenia dla Słowian baziowych gałązek. Powinowactwo z kulturą pogańską wykazuje również inny wielkanocny symbol – rzeżucha, którą chętnie przyozdabiamy baranka i inne wielkanocne potrawy. Zwyczaj wysiewania rzeżuchy sięga antycznych Adonii, świąt ku czci Adonisa (kochanka Afrodyty), podczas których licznie przygotowywano tzw. ogródki Adonisa – naczynia wysiewane roślinami o szybkiej wegetacji. Obok koguta, zająca i jajka rzeżucha jest zatem kolejnym symbolem płodności i odradzającej się wiosną przyrody. ak zatem widać współcześnie praktykowanej na naszej ziemi Wielkanocy blisko jest do tradycji pogańskiej, z której zaczerpnięte zostało wiele. Wszystko wskazuje zatem na to, że Wielkanoc mogą świętować wszyscy, bez względu na wyznanie. W wypadku wielkanocnych tradycji mamy bowiem do czynienia z rytuałami znanymi w wielu kulturach, w różnych regionach świata. Rodzimowiercy główne obchody Jarych GodówStrona otwiera się w nowym oknie mają już za sobą, jednak nic nie stoi na przeszkodzie temu, by w czasie świąt wielkanocnych i oni odnaleźli radość w kultywowaniu wspólnie z katolikami pradawnych tradycji. Pamiętajmy wszakże o tym, że nasze tradycja powinna nas jednoczyć, a nie dzielić.

niedziela, 27 października 2013

Zakaz handlu w niedzielę - spektakularna przegrana kościelnej prawicy


Pomysł z zakazem handlu w niedzielę nie jest nowy, wraca co jakiś czas. Jest szczególnie modny w okresie, kiedy jakiejś partii pali się grunt pod nogami, gdyż do opinii publicznej przedostało się zbyt wiele kontrowersyjnych wypowiedzi prominentnych członków. Skompromitowane partie próbują odwrócić uwagę społeczeństwa od kryzysu gospodarczego i wybryków swoich posłów. Jak zwykle w takich sytuacjach orężem walki staje się obrona uciskanej przez liberalizm gospodarczy i moralny rodziny. Na szczęście tym razem zwolennikom odbierania praw obywatelski, to znaczy prawicy i kościołowi nie udało się zebrać 100 tysięcy podpisów pod obywatelskim projektem ustawy. Kościół i jego polityczni sojusznicy po raz pierwszy przegrali sprawę, mimo napomnień z ambon. Jest to dowód na to, że bardzo powoli w społeczeństwie rodzi się bunt przeciwko narzucaniu nauczania Kościoła i ograniczaniu praw obywatelskich. Argumenty zwolenników Wśród zwolenników pomysłu są: Prawo i Sprawiedliwość, Solidarna Polska, Polskie Stronnictwo Ludowe, niewielka grupa konserwatywnych posłów Platformy Obywatelskiej, duchowieństwo katolickie, Solidarność, media konserwatywne, stowarzyszenia typu „Wolna niedziela”. Zwolennicy tłumaczą, że zakaz pracy w niedzielę jest postulatem historycznym, który był głoszony już za czasów strajków sierpniowych w 1980 roku. Według pomysłodawców „Niedziela w polskiej tradycji jest dniem świętym i rodzinnym. Trudno uznać, że funkcjonowanie wszystkich placówek handlowych w niedzielę jest uzasadnione koniecznością zaspokajania codziennych potrzeb ludności.” Uważają oni, że zakaz handlu w niedzielę spowoduje wzmocnienie więzi rodzinnych, zintegruje rodzinę, pozwoli rodzinie pobyć ze sobą, uczestniczyć w życiu kulturalnym i religijnym. Zakaz handlu w niedziele nie spowoduje pogłębiania się ubóstwa, bowiem zyskają na nim właściciele małych sklepików, straganów z pamiątkami, muzea, kina i restauracje. Ich zdaniem zakaz handlu w niedzielę spowoduje lepszą jakość życia wszystkich rodzin, zapędzonych „w szaleńczą sieć robienia zakupów w niedzielę niekoniecznie z potrzeby, bez szacunku dla pracowników hipermarketów”. Przedstawiciele Solidarności tłumaczą, że wolna niedziela jest potrzebna kasjerkom z supermarketu, bo wykorzystywane i nie mają czasu na odpoczynek i spędzanie czasu z rodziną. Słychać głosy, że w Niemczech, Austrii i Hiszpanii niedziela jest dniem wolnym od handlu w hipermarketach i świat nie zawalił się od tego nie zawalił. Uważają, że zakupy można zrobić w każdym innym dniu. Wnioskodawcy uważają, że zakaz handlu w niedzielę to przejaw patriotyzmu gospodarczego, ponieważ ludzie z wielkich hipermarketów przejdą na deptaki, które pełne są małych sklepów i kawiarni. Czy na pewno skorzysta rodzina? Od kilku miesięcy prawa strona sceny politycznej przy wsparciu duchowieństwa ogłasza swoje wizje dotyczące rodziny. Mamy więc pomysły zakazu in vitro, narzucania jednego, słusznego, bo zgodnego z tak zwanym „prawem naturalnym” modelu rodziny, nauki dotyczące roli kobiety i wieku, w którym należy rodzić dzieci i zalecenia dotyczące liczby potomstwa, czy wykaz zabawek, których nie mamy prawa dzieciom kupować, bo są grożą opętaniem przez mitycznego Szatana. Rodzina stała się hasłem politycznym, na którym buduje się poparcie społeczne, wykorzystując przywiązanie Polaków do wartości rodzinnych. Wszystkie pomysły ograniczania wolności człowieka, praw obywatelskich mają rzekomo poprawić dzietność, ułatwić wychowanie dzieci i scalić tradycyjną rodzinę. Problem w tym, że uzyskujemy dokładnie odwrotny efekt. Zakaz handlu w niedzielę nie pomoże rodzinie. Cóż z tego, że rodzina zje razem niedzielny obiad, uda do kościoła i na spacer, jeżeli straci źródło utrzymania. Czy uboga rodzina, stojąca po pomoc w MOPS-ie, nie mająca za co kupić dzieciom podręczników i ubrań jest ostoją wartości rodzinnych? Szczerzę wątpię. Nie od dziś wiadomo, że więzi rodzinne , bardziej niż praca w niedzielę osłabia brak zatrudnienia. Bezrobocie jest jedną z przyczyn konfliktów w związku, wzajemnych pretensji, społecznego wstydu odczuwanego zwłaszcza przez dzieci. Bezrobocie pogarsza samoocenę, doprowadza do agresji i przemocy w rodzinie. To rzeczywiście scali rodzinę. Ciekawe tylko za co rodzina kupi składniki potrzebne na niedzielny obiad, skoro dotknie ją problem bezrobocia. Zasiłki w Polsce są na bardzo niskim poziomie. Według ekonomistów, rządu i przeciwników pomysłu, po wprowadzeniu zakazu pracy w handlu w niedziele, zatrudnienie może stracić 50-70 tys. osób, a wydatki na zasiłki dla bezrobotnych wzrosłyby o 420-590 mln zł. Wpływy budżetu z tytułu podatków i składek na ubezpieczenia ulegną zmniejszeniu o 545-764 mln zł. Ekonomiści i rozsądna część klasy politycznej pytają: czy Polska w swoim stanie finansowym, ze spowolnieniem gospodarczym jest gotowa na uszczuplenie budżetu o ponad miliard złotych? . Do tego dochodzi 70 tysięcy osób bez pracy, czyli całkiem spore miasteczko w którym z dnia na dzień bezrobocie sięga 100 procent. Pracę w wyniku tego zakazu straciłyby, głównie kobiety po 40 -tce, które w wielu przypadkach nie znają języków obcych, nie posiadają wysokich kwalifikacji. W tym miejscu pojawia się kolejny problemem, który umknął uwadze mediów – zakaz pracy w niedzielę jest kolejnym krokiem do dyskryminacji kobiet na rynku pracy. To kobiety stanowią większość personelu hipermarketów. Spowoduje to zubożenie rodzin. Organizacje prawicowe ubolewają nad spadkiem przyrostu naturalnego, uważają, że jedną z jego przyczyn jest zmiana mentalna w życiu rodziny i zawodowe realizowanie się kobiet. W zakazie pracy w niedzielę może chodzić o to, aby kobiety traciły pracę i będąc w domu, zajmując się rodziną, rodziły kolejne dzieci. Nie zauważają, że najwięcej dzieci nie rodzi się w krajach o kulturze patriarchalnej, jak Polska, ale w krajach, które ułatwiają kobietom i mężczyznom opiekę nad dziećmi, jak: Francja, W. Brytania, czy kraje skandynawskie. Prawica domaga się zakazu handlu w niedzielę, ale jednocześnie argumentuje, że zakaz handlu pomoże małym sklepom, restauracjom, instytucjom kultury, bo ludzie zamiast do dużego sklepu udadzą się do muzeum i na elegancki obiad do restauracji.. Prawicy nie chodzi o całkowity zakaz handlu, a jedynie o zaszkodzenie hipermarketom i galeriom handlowym. Już tłumaczenie, że wolna od hipermarketów niedziela spowoduje wzrost zysków małych sklepów i restauracji pokazuje, że prawicy nie chodzi o integrację domowego ogniska niedzielnych pracowników. Czyż kustosz w muzeum, kelner w restauracji, barman w barze, biletowy w kinie, czy właściciele sklepów nie mają rodzin, nie chcieliby spędzać z najbliższymi więcej czasu? Chodzi o wywołanie sporu ideologicznego i siłowego narzucenia poprzez zakaz nauki kościoła, o ingerowanie w prywatne życie obywateli. Jak widać nie wystarczy im znieważanie rodziców mających dzieci z in vitro, osób o innej orientacji seksualnej, czy ostatnio ofiar gwałtu. Teraz samozwańczo prawica udzieliła sobie prawa do ustalania za rodzinę sposobu spędzania wolnego czasu i gospodarowania swoją pracą. Ciekawe jest to, że właściciele małych sklepów nie popierają zakazu handlu w niedzielę- uważają, że w tym dniu nie będą mieli zbyt dużego utargu, bo ludzie i tak najczęściej robią zakupy w sobotę. Prawo obywatela do prywatności. Argumentem przeciwko zakazowi handlu w niedzielę jest przede wszystkim wolność obywatelska i podstawowe prawo człowieka do prywatności oraz życia zgodnie ze swoimi zasadami. Nikt, żaden duchowny, czy polityk nie ma prawa mówić obywatelom, co mają robić w niedzielę. Rację ma Tomasz Lis, który w swoim blogu na portalu naTemat.pl napisał „Podzielam, ale przy okazji przychodzi mi do głowy myśl szersza. Otóż projekt ten, jak wiele innych, służy zapisaniu w prawie przestrzegania różnych przykazań i kościelnych zakazów oraz nakazów, których przestrzegania Kościół po dobroci w żaden sposób wyegzekwować nie jest w stanie”1 Coraz częściej mam wrażenie, że żyję w państwie wyznaniowym, w którym hierarchia kościelna przy pomocy partii mających w zapisane w statusie wierność nauce Kościoła i parlamentarnych grup popularyzujących ową naukę, narzuca całemu społeczeństwu jedynie słuszny punkt widzenia, uzasadniając to dobrem moralnym, korzeniami chrześcijańskim, tradycją narodową i oczywiście dobrem rodziny. Polemizować można ze wszystkimi tezami wymienionymi w pierwszym podrozdziale. Pomysłodawcy niedzieli bez sklepów chcą nas na siłę uszczęśliwić niedzielnym letargiem. Jeżeli zakaz handlu w niedzielę miałby wejść w życie to zamknięte powinny być także małe sklepy, stacje benzynowe ( w końcu paliwo też można wlać w sobotę), restaurację, stragany na imprezach plenerowych, apteki. Nie pracować w niedzielę powinni także policjanci, lekarze, strażacy i księża- w końcu też mają prawo do odpoczynku. Brzmi jak kiepski dowcip. Oznaczałoby to paraliż całego społecznego życia. Warto przypomnieć politykom, że w znienawidzonych przez nich galeriach handlowych są także restauracje, sale zabaw dla dzieci, promocje regionalnych produktów, festyny rodzinne, kina, siłownie, księgarnie i wiele innych atrakcji. Zamknięcie galerii handlowych oznaczałoby brak alternatywy spędzania wolnego czasu, co przyczyniłoby się do wzrostu poczucia beznadziei i nudy. Co to oznacza dla społeczeństwa? Znudzoną, pijąca, a często agresywną młodzież na osiedlu. Czy naprawdę tego pomysłodawcy zakazu? Na to pytanie powinni odpowiedzieć adresaci. Skoro politykom nie odpowiada pracowanie w niedzielę to dlaczego pojawiają się tego dnia w programach telewizyjnych, organizują spotkania z wyborcami, kongresy swoich partii? Przecież wyborcy i członkowie partii w niedzielę chcą być wyłącznie z rodziną. Rozumiem chęć odpoczynku kasjerek, ale nie można z tego robić sprawy politycznej i wojenki światopoglądowej. Panie kasjerki nie bardzo są uszczęśliwione postulatem zakazu pracy w niedzielę, obawiają się o swoje zatrudnienie. W Polsce mamy dziwny kult zakazów, pouczania społeczeństwa, co jest dla nich dobre, a nawet próby decydowania za obywateli. Zamiast zakazu handlu lepiej byłoby posłowie zajęli się ochroną miejsc pracy, utrudnili zwalnianie pracownika, uelastycznili czas pracy i wprowadzili górny limit godzin, jakie pracownik może spędzić w pracy oraz poważnie rozważyli likwidację umów o dzieło. Nie wszystkie związki zawodowe popierają absurdalny pomysł. OPZZ uważa, że zakaz handlu w hipermarketach w niedzielę doprowadzi do zwolnień pracowników lub ich zastraszania. Żyjemy w świecie szybkim, kupujemy i sprzedajemy więcej niż kilka lat temu, nie możemy na cały dzień przestać żyć, zamknąć się w czterech ścianach domu. Klasa polityczna powinna zrozumieć, że tylko wolne społeczeństwo jest szczęśliwe i ma szansę rozwijać się, a ograniczanie praw obywatelskich pod dyktando ideologii wywołuje powszechny gniew i sprzeciw. Polacy nie lubią ograniczania swobód obywatelskich, nie zgodzą się na zamknięcie sklepów. Poza tym zamknięcie sklepów wielkopowierzchniowych narusza zasadę wolności gospodarczej. Pamiętajmy, że galerie handlowe to tak naprawdę mini centra miast, skupione w jednym budynku. Wolny wybór Zakupy w niedzielę to wolny wybór, nie obowiązek. Denerwujące jest wchodzenie w sumienia Polaków przez grupę posłów ideologów, którzy dla uzyskania poparcia Kościoła w przyszłorocznych wyborach samorządowych, chcą zmusić naród do akceptacji absurdalnych, godzących w swobodę rozwiązań. Czasy, kiedy władza decydowała za obywatela, co ma robić, a nawet, kiedy ma odpoczywać minęły w 1989 roku. W każdym razie, tak wtedy myśleliśmy. Po 24 latach okazuje się nowa elita polityczna chce wchodzić z butami w życie społeczne, uzasadniając to troską o rodziny. Szczyt hipokryzji. Opinie Polaków Przez kilka dni uważnie słuchałam wypowiedzi polityków, obywateli w sondach ulicznych i w programach informacyjnych nastawionych na kontakt telefoniczny i internetowy z widzami. Oczywiście opinie były podzielone, jednakże przeważało oburzenie propozycją. Polacy nie rozumieją dlaczego politycy należący do katolickich klubów parlamentarnych chcą decydować za nich, gdzie, kiedy i na co mają wydawać zarobione pieniądze. Sprzeciwiają się temu, aby to politycy i duchowieństwo dyktowali im co mają kupować i jakie mają odczuwać potrzeby. Osoby dzwoniące do telewizji podkreślają, że to jest ich sprawa, czy w niedzielę pójdą do galerii handlowej po zakupy odzieżowe, sportowe, żywieniowe, czy po materiały budowlane. Polacy uważają, że skoro hierarchowie kościelni grzmią z ambon o zakazie handlu w niedzielę, to w tym dniu nie powinny być otwarte przykościelne kioski z prasą katolicką, czy sklepik z dewocjonaliami i pamiątkami z miejsc pielgrzymkowych, typu: Częstochowa i Licheń. Inaczej zakaz handlu w ustach osób, które zarabiają na handlu w niedzielę brzmi jak hipokryzja. Nie można namawiać do zaprzestania handlu w hipermarketach i samemu prowadzić działalności handlowej, wykorzystując pracę ludzi, którzy niedzielę, zgodnie z nauczaniem hierarchów powinni spędzać z rodziną. Co zagraża rodzinie? Rodzina nie jest w Polsce zagrożona i nie potrzebuje moralnego stróża, który będzie jej mówił kiedy może robić zakupy, gdzie ma pracować, jak leczyć niepłodność, jakie związki tworzyć. Rodzinie nie zagrażają zakupy w niedzielę, ale brak pracy, tanich mieszkań, żłobków, przedszkoli, trudny dostęp do opieki zdrowotnej, niepewność pracy, przemoc. I tutaj jest pole do popisu dla prawicy, jeżeli naprawdę chce pomóc rodzinie. Ograniczenie wolności obywatelskich nie pomaga rodzinie. Kraje, które mają największy przyrost naturalny dają społeczeństwu pełnię praw obywatelskich.