Blog o tematyce kobiecej i społecznej. Moda, antykoncepcja, dieta, prawa kobiet, dzieci i zwierząt, wychowanie. Blog dla wszystkich, którzy chcą rozmawiać bez obaw o obrazę uczuć. Blog dla reklamodawców - dziennie nawet 200 wyświetleń.
VigLink
Witam i zapraszam
wtorek, 26 czerwca 2018
PiS łamie Konstytucję
Ręce opadają. Hoser i jego mądrości o antykoncepcji
Ręc
Kościół znalazł kolejną okazję, aby zaatakować antykoncepcję i kobiety odpowiedzialnie planujące swoją rodzinę.50 rocznica wydania Humanae vitae - encykliki, która zamieniła w piekło życie milionów kobiet- zakazała antykoncepcji osobom wyznającym katolicyzm, doprowadziła do milionów aborcji, porzuceń dzieci, HIV i nędzy rodzin w wielu krajach. To doskonała okazja dla hierarchów, aby przypomnieć, jak wielkim złem jest antykoncepcja. Nie będę przytaczała całego stanowiska kościoła o antykoncepcji, bo są to Himalaje kłamstw, bajeczek i najgłupszych możliwych bredni. Ostatnio kościół przestał opowiadać o "szkodliwości zdrowotnej antykoncepcji", bo zbyt łatwo to przeciwnikom obalić, a dowody naukowe potwierdzają dobroczynny wpływ antykoncepcji na zdrowie. Kler wymyślił bajeczkę o zgubnym wpływie antykoncepcji na kobietę i na relację między małżonkami (kościół nie uznaje seksu przedmałżeńskiego).
Episkopat z okazji 50 rocznicy ogłoszenie encykliki zorganizował sobie sesję "naukową" poświęconą "profetycznemu głosowi encykliki ostrzegającej co do skutków antykoncepcji". Stałym bełkotem kościoła są insynuacje, że antykoncepcja prowadzi do zdrad i rozwodów. Posłuchajmy wypowiedzi guru polskich hierarchów odnośnie bioetyki, pana Hosera

"Profetyczny głos encykliki ostrzega co do skutków antykoncepcji. Tego rodzaju postępowanie otwiera szeroką drogę zarówno niewierności małżeńskiej, jak i ogólnemu upadkowi obyczajów.
Mężczyźni przyzwyczaiwszy się do praktyk antykoncepcyjnych zatracą szacunek do kobiet, lekceważąc ich psychofizyczną równowagę, sprowadzą je do narzędzia do zaspokajania swojej egoistycznej żądzy i w konsekwencji przestaną je uważać za godne szacunku towarzyszki życia. I teraz mamy odbicie tej fali w postaci tej akcji #MeToo."
Nic nowego tutaj nie ma, stara śpiewka: wartość kobiety i jej godność jest wtedy jest ona posłuszna Bogu (kościołowi), kiedy w każdym momencie jest gotowa na ciążę (w języku kościoła - współpracuje z Bogiem w celu powołania nowego życia) i kiedy jest całkowicie oddana mężowi- mężczyzna panuje nad płodnością kobiety. Pożycie seksualne nie jest uzależnione od spontanicznej decyzji, ale od planu bożego i cyklu kobiety. To bardzo upokarzające przekonanie, naprawdę godzące w ludzką godność. Szacunek dla kobiety zdaniem kościoła jest uzależniony od jej płodności. Kobieta nie ma prawa do swoich potrzeb seksualnych, jest całkowicie zależna od męża. Antykoncepcja zdaniem Hosera jest przyczyną utraty szacunku mężczyzn do kobiet. Hoserowi seks jawi się jako egoistyczna żądza, nie rozumie, że kochający się ludzie czują potrzebę bliskości niezależnie od fazy cyklu. Antykoncepcja według tego znawcy pozbawia kobiety godności. W rzeczywistości antykoncepcja ma korzystny wpływ na życie seksualne, zapewnia większą spontaniczność, czerpanie radości z seksu bez ryzyka ciąży. Kościół nigdy nie szanował kobiet, od zawsze bał się kobiecej cielesności. Sprzeciw wobec antykoncepcji pudruje troską o zdrowie kobiet i ich godność. Świadczy to jedynie o obłudzie, zakłamaniu i hipokryzji kościoła. Antykoncepcja to niby grzech ciężki, ale pedofilia to namiętność, a przemoc wobec dzieci to prawo rodziców.

Zdaniem ks. Gałuszki ( dyrektora Wydziału Duszpasterstwa Rodzin Archidiecezji Krakowskiej), który również zabrał głos na tym spotkaniu "antykoncepcja jest formą przemocy mężczyzny nad kobietą. - Jeśli pozwolimy używać środki antykoncepcyjne, zanika przestrzeń, gdzie małżonkowie są sobie równi w godności - przywołał rozważania przyszłego papieża.
Przytoczył też opinię Wojtyły na temat wielodzietnych rodzin. Uważał on, że odpowiedzialne rodzicielstwo “wyrastające z logiki daru, powinno być także hojnym rodzicielstwem”. - Stąd Wojtyła zwracał dość często uwagę, że mówiąc o odpowiedzialnym rodzicielstwie, nie możemy myśleć jedynie o ograniczaniu liczby poczęć. Wręcz przeciwnie, wyrazem odpowiedzialności jest również dążenie do stworzenia licznej rodziny - wyjaśniał ksiądz."
Antykoncepcja formą przemocy mężczyzn nad kobietami!!!!! To nie mieści się w percepcji rozsądnego człowieka. To chamski atak na pary stosujące antykoncepcję. Od kiedy to odpowiedzialnym rodzicielstwem jest płodzenie dużej ilości potomstwa, pomimo braku środków do życia. 500+ choć bardzo pomocne nie rozwiązuje wszystkich problemów finansowych dużej rodziny. Pary powinny mieć tyle dzieci, ile planują, ile są w stanie utrzymać i wykształcić.

Gwałty i molestowania istniały przed antykoncepcją i pracownicy kościoła mieli wielki udział w tych wydarzeniach. Zdrady też są starsze od antykoncepcji, są skutkiem problemów pary, czasami nadmiaru alkoholu. To raczej brak seksu i mała liczba stosunków intymnych spowodowana ograniczeniami npr może przyczyniać się do zdrady. Obaj znawcy przedstawiają mężczyzn jako ludzi, którzy na okrągło mają chęć na seks, gwałcą wszystko, co porusza się, a kobiety jako osoby,których psychofizyczna równowaga wyraża się w chęci częstego rodzenia. Kobieta to nie automat do rodzenia- jeżeli pragnie dziecka, to odstawia antykoncepcję. Co do równowagi psychicznej: antykoncepcja reguluje poziom hormonów, a więc kobieta nie ma huśtawek nastroju i "jest stabilna emocjonalnie". Teza o tym, że antykoncepcja jest przyczyną gwałtów jest tak głupia, że aż trudna do skomentowania. Gwałciciel to ma jakiś czujnik antykoncepcyjny i gwałci tylko kobiety, które stosują antykoncepcję. (SARKAZM). Zdaniem cytowanych prelegentów gwałt jest usprawiedliwiony stosowaniem antykoncepcji. Aż nasuwa się pytanie: kto tak naprawdę nienawidzi kobiet: kościół, czy panowie, którzy popierają stosowanie antykoncepcji? Odpowiedź jest jedna: kościół jest wrogiem kobiet. Warto przypomnieć tym mądralom, że większość środków antykoncepcyjnych jest dla kobiet, więc mówienie, że w przypadku antykoncepcji mężczyźni stosując przemoc wobec kobiet jest śmieszne. Antykoncepcja jest lekiem, nie jakimś monstrum i nie podlega moralnej ocenie.
Można powiedzieć, ze co ateistkę obchodzą pierdoły opowiadane przez biskupów na ich "sesji naukowej"_ Nie obchodziłyby mnie gdyby nie to, że kościół domaga się, aby jego mity stały się podstawą programów nauczania, zostały wpisane do Konstytucji (ochrona życia i małżeństwa) i były podstawą prawa. A to zagraża bezpieczeństwu zdrowotnemu kobiet.Pochodną takiego myślenia jest klauzula sumienia- bardzo niebezpieczny twór prawny, który pozwala na odmowę wypisania antykoncepcji i skierowań na badania prenatalne z powodu religijnego opętania lekarza. Uważam, że trzeba skończyć z poprawnością religijną, strachem przed wiecznie obrażonymi uczuciami religijnymi katolików i ostro odpowiadać na każdy przejaw medycznej głupoty tłumaczony wyznawaną religią.
Pocieszające jest to, że tylko 39% katolików stosuje się do tego idiotyzmu w codziennym życiu. Większość ma gdzieś dyrdymały opowiadane przez "panów w sukienkach".
Na moim blogu czytelnik zawsze znajdzie prawdziwe informacje o antykoncepcji. Na złość kościołowi i oczywiście z wewnętrznego przekonania i wiedzy promuję antykoncepcję.
Kościół znalazł kolejną okazję, aby zaatakować antykoncepcję i kobiety odpowiedzialnie planujące swoją rodzinę.50 rocznica wydania Humanae vitae - encykliki, która zamieniła w piekło życie milionów kobiet- zakazała antykoncepcji osobom wyznającym katolicyzm, doprowadziła do milionów aborcji, porzuceń dzieci, HIV i nędzy rodzin w wielu krajach. To doskonała okazja dla hierarchów, aby przypomnieć, jak wielkim złem jest antykoncepcja. Nie będę przytaczała całego stanowiska kościoła o antykoncepcji, bo są to Himalaje kłamstw, bajeczek i najgłupszych możliwych bredni. Ostatnio kościół przestał opowiadać o "szkodliwości zdrowotnej antykoncepcji", bo zbyt łatwo to przeciwnikom obalić, a dowody naukowe potwierdzają dobroczynny wpływ antykoncepcji na zdrowie. Kler wymyślił bajeczkę o zgubnym wpływie antykoncepcji na kobietę i na relację między małżonkami (kościół nie uznaje seksu przedmałżeńskiego).
Episkopat z okazji 50 rocznicy ogłoszenie encykliki zorganizował sobie sesję "naukową" poświęconą "profetycznemu głosowi encykliki ostrzegającej co do skutków antykoncepcji". Stałym bełkotem kościoła są insynuacje, że antykoncepcja prowadzi do zdrad i rozwodów. Posłuchajmy wypowiedzi guru polskich hierarchów odnośnie bioetyki, pana Hosera



Można powiedzieć, ze co ateistkę obchodzą pierdoły opowiadane przez biskupów na ich "sesji naukowej"_ Nie obchodziłyby mnie gdyby nie to, że kościół domaga się, aby jego mity stały się podstawą programów nauczania, zostały wpisane do Konstytucji (ochrona życia i małżeństwa) i były podstawą prawa. A to zagraża bezpieczeństwu zdrowotnemu kobiet.Pochodną takiego myślenia jest klauzula sumienia- bardzo niebezpieczny twór prawny, który pozwala na odmowę wypisania antykoncepcji i skierowań na badania prenatalne z powodu religijnego opętania lekarza. Uważam, że trzeba skończyć z poprawnością religijną, strachem przed wiecznie obrażonymi uczuciami religijnymi katolików i ostro odpowiadać na każdy przejaw medycznej głupoty tłumaczony wyznawaną religią.
Pocieszające jest to, że tylko 39% katolików stosuje się do tego idiotyzmu w codziennym życiu. Większość ma gdzieś dyrdymały opowiadane przez "panów w sukienkach".
Na moim blogu czytelnik zawsze znajdzie prawdziwe informacje o antykoncepcji. Na złość kościołowi i oczywiście z wewnętrznego przekonania i wiedzy promuję antykoncepcję.
poniedziałek, 25 czerwca 2018
Gazetka "Solidarni z wykluczonymi", nr1, cz.2
NIEPEŁNOSPRAWNOŚĆ A WYKLUCZENIE
Jestem matką Patrycji – trzydziestojednoletniej kobiety, która na zawsze pozostanie dzieckiem z powodu upośledzenia umysłowego w stopniu znacznym. Nasze życie skończyło się po ukończeniu przez córkę dwudziestego czwartego roku życia, czyli tzw. wieku edukacyjnego. W tym momencie Dorosłe osoby upośledzone umysłowo, niskofunkcjonujące zostają pozbawiane wszelkich praw – do rozwoju, edukacji, pomocy społecznej, dowozu do placówek, o ile takie się znajdą i o ile matkę będzie stać na opłacenie ogromnej kwoty za kilkugodzinny pobyt dziecka w takiej placówce. Żadna inna grupa społeczna nie jest w tak drastyczny sposób wykluczona z życia i ze społeczeństwa.
Dorośli upośledzeni umysłowo i ich matki są niewidzialni, gdyż nie mają możliwości wyjścia na ulicę i zawalczenia o swoje prawa do życia. Wegetują w czterech ścianach mieszkań, bez szansy na poprawę swojego losu. Stare, wymęczone i schorowane matki skupiają się na opiece nad swoimi Starymi Dziećmi, często pomijając swoje zdrowie, a nawet niedojadając. Rząd rzucił w takie rodziny ochłapem w postaci rent socjalnych i świadczeń pielęgnacyjnych, licząc na to, że miłość matki zdziała cuda, da pieniądze na utrzymanie, rehabilitację, edukację, leki, media itd. Wyprodukują się z miłości macierzyńskiej. Matki pozbawiono prawa do jakiegokolwiek dorabiania, nawet skromnych stu złotych miesięcznie.
Odmawia się nam również wynagrodzenia dla opiekuna prawnego (400 złotych na pokrycie kosztów przejazdów w celu załatwiania spraw prawnych podopiecznych) mimo że osoba niespokrewniona otrzymuje owo wynagrodzenie obligatoryjnie. Argumentem sądów jest to, że niemoralną sprawą jest pobieranie pieniędzy na dziecko. Więc pytam: Co mamy robić, jak utrzymać nasze Stare Dzieci, jak leczyć sterane kręgosłupy i stawy od kilkudziesięcioletniego dźwigania Dorosłych Niemowląt? Jak żyć? Czy moralne jest skazywanie za życia na powolną śmierć głodową?
Nawet postulowana przez protestujące w sejmie matki marna kwota pięciuset złotych została uznana za wygórowaną i niemożliwą do realizacji. Pozwolenie na to, byśmy mogły dorobić do marnych świadczeń nie obciążając wszak budżetu państwa, wciąż spotyka się z lekceważeniem i niezrozumieniem.
Aleksandra Chromik



Po proteście….
Po zawieszeniu protestu wypłynęła ponownie kwestia klauzuli sumienia. Projekt ustawy ma rozszerzyć prawo do klauzuli sumienia na farmaceutów, felczerzy, a nawet właściciele aptek i diagności laboratoryjni. Pod znakiem zapytania stanąć mogą zatem choćby badania prenatalne, ratujące niekiedy życie maluchów, ale również legalna do tej pory antykoncepcja, która zapobiegając niechcianym ciążom i ciążom wysokiego ryzyka ze względu na chorobę matki, czy wysokie prawdopodobieństwo wad genetycznych płodu.
Dokąd zmierzasz Polsko?
Anna Kubiesza
Gazetkę redagują: Izabela Krzyczkowska, Anna Kubiesza, Aleksandra Chromik.
Gazeta "Solidarni z wykluczonymi",nr 1,cz.1
Idea marszu z udziałem niepełnosprawnych
Niepełnosprawni są wśród nas. Nie jest to odkrywcze stwierdzenie, a jednak wciąż społeczeństwo nie zauważa problemu osób niepełnosprawnych niskofunkcyjnych. Panuje przekonanie, że są jakieś ośrodki i pomoc państwa. Tymczasem ludzie niepełnosprawni i ich rodziny nie chcą żyć w zapomnieniu, w izolacji. Chcą być wśród zdrowego społeczeństwa, mówić o swoich radościach i smutkach, opowiadać o życiu. Marsz z udziałem osób niepełnosprawnych ma pokazać, że niepełnosprawni są obok nas i nie dadzą o sobie zapomnieć
Izabela Krzyczkowska
STOWARZYSZENIE KLUCZ
Osoby niepełnosprawne umysłowo żyją wśród nas, mijamy ich czasem na ulicy, najczęściej odwracamy wzrok, albo dlatego, że nie możemy patrzeć na brzydotę i cierpienie, albo dlatego, że nie wiemy jak się powinniśmy zachować. Dopóki są dziećmi, budzą głównie litość pomieszaną z tkliwością, współczucie. Małe dziecko niepełnosprawne umysłowo może, gdy zdrowie mu na to pozwala uczęszczać do szkoły, gdzie spotyka rówieśników. Gdy przekroczy niewidzialną granicę 24 lat przestaje niejako istnieć dla państwa. Rodzicom, najczęściej jest to samotna matka, odbierany jest zasiłek rodzinny i praktycznie każda dodatkowa pomoc z opieki społecznej.
A Dorosłe Dziecko, szczególnie, gdy jest to głęboka niepełnosprawność, traci często praktycznie kontakt ze światem. Bo ośrodków wsparcia organizujących zajęcia dorosłym niepełnosprawnym jest niewiele, ponieważ nie są objęte ustawą regulującą dofinansowanie rządowe. Dorosłe Dziecko wymagające bezustannej opieki się starzeje, starzeją się także jego opiekunowie, tracą siły. I strach o przyszłość doskwiera coraz bardziej. Sen z powiek matkom spędza przerażająca myśl co będzie z moim dzieckiem, gdy mnie zabraknie.

Niewidoczni dla społeczeństwa- dorosłe osoby z niepełnosprawnością umysłową.
Dorosłe osoby upośledzone umysłowo to temat tabu w polskim społeczeństwie. O ile problemy zdrowotne i bytowe niepełnosprawnych dzieci jest nagłaśniane przy okazji projektów zakazujących aborcji, czy zbierania pieniędzy na leczenie konkretnego dziecka, o tyle temat dorosłych osób upośledzonych jest wymazany ze świadomości społecznej. Nie wzbudza zainteresowania medialnego i nie wzrusza. To dziwne, bo każdy z nas, na jakimś etapie życia może stać się osobą niepełnosprawną lub opiekować się kimś takim z rodziny.




wtorek, 29 maja 2018
Kaja Godek i morze hipokryzji
sobota, 31 marca 2018
Słowiańska Wielkanoc - JARE GODY
Poganie na przełomie marca i kwietnia hucznie świętowali rozpoczęcie wiosny, początek zmartwychwstawania odradzającej się po zimie przyrody. My Słowianie mamy swoje Jare Gody – czas nadejścia Jaryły i żegnania się z Marzann, który świętować należy od dnia równonocy wiosennej. Pora równonocy wiosennej była ważnym punktem pogańskiego kalendarza liturgicznego – od jej przyjścia dzień ponownie jest dłuższy od nocy, światło zaczyna wygrywać nad ciemnością. To zatem powód do radosnego świętowania, podobnie jak w wypadku zmartwychwstania Jezusa Chrystusa. Wśród Germanów dzień równonocy wiosennej nazywany był świętem Ostary, germańskiej bogini wiosny i płodności, która wśród Anglosasów ma imię Ēostre. To właśnie od imienia tej bogini językoznawcy wyprowadzają wyraz Easter, angielską nazwę Wielkiejnocy. Współczesne obchody Wielkanocy na słowiańskiej ziemi to zatem pomieszanie pogańskich obrzędów z różnych części świata z chrześcijańską symboliką, z niewielką domieszką zwyczajów, które z kultury pogańskiej nie zostały zapożyczone. Prześledźmy zatem współczesne tradycje w poszukiwaniu mniej lub bardziej zapomnianego pogańskiego rodowodu...
Ozdabianie jajek
Wszyscy znamy pisanki – malowane na rozmaite sposoby jajka będące obecnie chyba najbardziej sztandarowym symbolem świąt wielkanocnych. Zwyczaj zdobienia jaj jest bardzo stary i był znany w wielu różnych regionach świata, np. w sumeryjskiej Mezopotamii, w Cesarstwie Rzymskim lub w Egipcie. W wypadku Słowian tradycje związane z jajkami bez wątpienia sięgają czasów przedpiśmiennych. Świadczy o tym chociażby samo słowo pisanka, w którym rdzeń pis- nawiązuje jeszcze do malowania, nanoszenia rozmaitych barw na powierzchnię skorupek, por. pstry, pstrokaty jako określenia wielobarwności. Najstarsze znane polskie pisanki zostały odkryte przez archeologów na opolskiej wyspie Ostrówek. Ich powstanie datuje się na koniec X wieku. Ówczesne jajka barwiono za pomocą łupin cebuli lub ochry, zaś wzory na nich kreślono z pomocą roztopionego wosku, który był nanoszony na skorupki przed barwieniem. Współcześnie zdobione jajko niejedno ma imię. Mamy zdobione ostrymi narzędziami drapanki, a także barwione naturalnymi metodami kraszanki. Do rysowania po jajkach używamy dziś nie tylko roztopionego wosku, ale też szpilek, igieł, słomek, drewienek i innych cienkich przedmiotów. Co więcej, jajka zdarza nam się też zdobić skrawkami papieru bądź tkanin, czego najlepszym dowodem są oklejanki i nalepianki. Współcześnie w zasadzie jedynym ograniczeniem zdaje się być wyłącznie ludzka fantazja, przez co nie ma się co dziwić temu, że twórcy wielkanocnych jajek niejednokrotnie zaskakują nas swą pomysłowością.
Kościół Katolicki wtórnie skojarzył jajko ze zmartwychwstałym Jezusem, lecz nie ulega wątpliwości, że pierwotna symbolika jajka wiązała z kultem płodności: budzeniem się przyrody i powstawaniem nowego życia. Jajko symbolizuje również początek kosmosu, całego otaczającego nas świata. Wiąże się je z kultem solarnym, czego konsekwencją jest zdobienie dawnych jaj symbolami solarnymi, m.in. rozmaitymi wariacjami swastyki. Jak zatem widać jajko stanowi jeden z najbardziej pozytywnych symboli naszej kultury. Dawni Słowianie podczas obchodów Jarych Godów obdarowywali się kraszankami, chcąc w ten sposób obdarzyć się witalnością i pomyślnością w nadchodzącym roku wegetacyjnym. Współcześnie gdzieniegdzie dzielimy się jajkiem, po to by zesłać na siebie nawzajem życiodajną moc. W gruncie rzeczy niewiele się zmieniło. Podobną symbolikę ma stadium późniejsze zapłodnionego jajka, inny wielkanocny symbol – wykluty kurczaczek, który może być dodatkowo odwołaniem do słowiańskich wierzeń o zaświatach W wielu pogańskich wierzeniach duszę ludzką wyobrażano sobie pod postacią ptaków. U Słowian dusze te wracały na wiosnę na ziemię pod postaciami ptaków.
Moc baziowych gałązek
Współcześnie tradycje palm wielkanocnych
wiąże się z wjazdem Jezusa Chrystusa do Jerozolimy, podczas to którego witano zbawiciela oliwnymi bądź palmowymi gałązkami. W rodzimej kulturze rola wspomnianych gałązek przypadła wierzbowym witkom, którym w słowiańskiej kulturze od dawien dawna przypisano magiczne znaczenie. Wierzba to drzewo kojarzone wśród Słowian z płodnością i siłami nieczystymi. Na słowiańskiej ziemi był powszechnie praktykowany zwyczaj smagania wierzbowymi gałązkami w celu obdarzenia smaganego płodnością. W ten sposób kawalerowie uderzali panny oraz panny kawalerów. Co więcej, wzmacniającego organizm smagania nie szczędzono też hodowlanym zwierzętom, które dzięki temu mogły wydać na świat zdrowy i liczny miot potomstwa. Współcześnie zwyczaj ten delikatnym organizmom może wydawać się bolesny, jednak w kulturze ludowej od zawsze smagano się bardzo chętnie. Znane były nawet praktyki wzajemnego uderzania się wielkanocnymi palmami tuż po mszy w Niedzielę Palmową. Niemogący się uporać z tym zwyczajem zwierzchnicy Kościoła Katolickiego z czasem nadali mu nową symbolikę – smaganie się gałązkami jest wspomnieniem męczeństwa biczowanego Chrystusa.
Zwyczaj zaklinającego płodność uderzania się wierzbowymi witkami najlepiej zachował się za sprawą dzisiejszego Śmigusa-Dyngusa, którego pierwszy człon nazwy wiąże się właśnie m.in. z energicznym śmiganiem witkami po ludzkim ciele. My Polacy znamy wyłącznie zwyczaj oblewania wodą, jednak smaganie kobiet w poniedziałek wielkanocny zdołało przetrwać wśród Czechów i Słowaków, por. czes. pomlázka i słow. sibacka. Przypuszcza się, że wśród Słowian wzajemne uderzanie się gałązkami miało określony porządek: wpierw panny biły kawalerów, zaś tydzień później kawalerowie bili panny. Konsekwencją takiego podejścia jest dziś wypadanie Poniedziałku Wielkanocnego na tydzień po Niedzieli Palmowej, która w kulturze ludowej jest nazywana także Wierzbną Niedzielą.
Oblewanie wodą
Skoro omówiliśmy już połowę śmigusowych rytuałów, to wypada sprawę dokończyć i powrócić do wspomnianego już polewania się wodą, które podobnie jak smaganie się witkami, miało zapewniać człowiekowi płodność i witalność. Co więcej, magiczny rytuał oblania się wodą przynosił czystość i zdrowie, umożliwiał komfortowe wejście w nowy cykl wegetacyjny. Mimo kapryśności wczesnowiosennej aury Słowianie wciąż chętnie oblewają się podczas Poniedziałku Wielkanocnego, zwanego też nieprzypadkowo Lanym. Poza Polakami wciąż chętnie oblewają się na Słowacji i Morawach, a także na terenie zachodniej Ukrainy. Współcześnie każdy oblewa każdego w jednym dniu, jednak dawniej, podobnie jak w wypadku smagania, zwyczaj ten rozdzielony był na dwa dni: kawalerskie i panieńskie.
Współcześnie wielu ludzi krytykuje zwyczaj oblewania się wodą, traktując go jako uciążliwy dla człowieka, który w święta chce wyglądać po prostu ładnie. Dawniej jednak skrzętnie dbano o to, by magiczny kubeł wody dosięgnął każdego. Nawet najbardziej delikatne panny pilnowały tego, by nikt o nich nie zapomniał, gdyż taki brak zainteresowania mógł z czasem sprowadzić nie tylko staropanieństwo i bezpłodność, ale też złe zdrowie. Kościół Katolicki niebędący w stanie wyplewić tego zwyczaju z kultury ludu wtórnie skojarzył go z oczyszczającą mocą wody święconej.
Wzajemne wizyty (włóczebne i pochody)
Święta to czas składania sobie wzajemnych wizyt, nie tylko w gronie rodzinnym, ale też lokalnym. Współcześnie na wielu polskich wsiach wciąż jest kultywowany zwyczaj chodzenia po dyngusie, który wiąże się z wykupywaniem sobie pomyślności u gości przez gospodarza. Nazwa Dyngus wywodzi się od niemieckiego czasownika dingen oznaczającego czynność wspomnianego wykupienia się. Po słowiańsku zwyczaj ten nazywa się włóczebnym, zaś wędrujących gości nazywa się włóczebnikami. Gospodarz pomyślność u włóczebników mógł wykupić poprzez obdarowywanie ich malowanymi jajami oraz sowitym poczęstunkiem w postaci dobrego jadła i przedniego trunku. Jeśli tego nie zrobił, mógł sprowadzić na siebie bezpłodność, nieurodzaj w polu, choroby i inne złe rzeczy. Z tego powodu włóczebnikom odmawiało się bardzo rzadko. Zapewne też z tego powodu Poniedziałek Wielkanocny jest dziś przez niektórych nazywany złośliwie Zalanym Poniedziałkiem – obejście wszystkich domów we wsi wymagało od wędrujących bardzo silnego organizmu. Od pomyślności ich misji zależało jednak gospodarskie powodzenie, przez co pozostawali niestrudzeni w boju.
Wspólne kultywowanie początku wiosny mogło też czasem przybrać formę lokalnych pochodów, które w zależności od regionu Słowiańszczyzny wyglądały inaczej. W kwestii barwnych wczesnowiosennych korowodów wędrujących po wioskach należy pamiętać przede wszystkim o tzw. gaiku, zwyczaju słowiańskiego ludu polegającym na radosnym pochodzie z zielonym drzewkiem w ręku i z oracją na ustach. Z gaikiem chodzono po to, by przywitać nowe lato, cieplejszą część roku. Noszonemu zielonemu drzewku czasem towarzyszyła zawieszona na czubku lalka symbolizująca wiosnę. Folklorystycznymi wariacjami dawnych wczesnowiosennych pochodów są też m.in. podkrakowski Siudu Baba – korowód, któremu przewodzi mężczyzna przebrany za usmoloną kobietę, napastujący i brudzący okoliczne panny; limanowskie Dziady śmigustne – owinięte w słomę maszkary w futrzanych czapkach, pomrukujące i proszące o datki; wilamowickie Śmiergusty – korowody barwnie przebranych młodzieńców oblewających okoliczne panny. Jednym z ciekawszych tego typu pochodów jest tzw. kurek dyngusowy – zwyczaj obchodzenia wsi przez kawalerów z kogutem znajdującym się na wózku. Kogut to dawny pogański symbol płodności i męskiej seksualności. Pochód z nim, podobnie jak cały szereg innych wielkanocnych zwyczajów, wiąże się pierwotnie z zaklinaniem witalnych sił.
Zajączek wielkanocny
Obok koguta innym pogańskim symbolem płodności jest zając, zwierzę o nieprzeciętnych zdolnościach rozmnażania się. Współcześnie zwykliśmy kojarzyć wielkanocnego zajączka z jego niewinnym komercyjnym wizerunkiem objawiającym się na całym szeregu wyrobów czekoladopodobnych. Warto jednak przypomnieć, że wielkanocna symbolika zająca nierozerwalnie wiąże się z jego rozrodczą aktywnością, która szczególnie wzrastała na wiosnę. Nieprzypadkowo wiele wiosennych bogiń wykazuje związek z tym zwierzęciem. To właśnie zając jest ulubionym zwierzęciem wspominanej już anglosaskiej bogini Ēostre, od której utworzona została angielska nazwa Wielkanocy Easter. Znane są mity, wedle których Ēostre miała moc przemiany w zająca podczas pełni księżyca. Czyżby zatem wielkanocny zajączek był zoomorficznym wcieleniem anglosaskiej bogini? Dość prawdopodobne. W tym miejscu dodatkowo ujawnia się związek zająca z kultem lunarnym, który w wypadku wierzeń pogańskich również wiąże się ze sferą ludzkiej seksualności.
Zająca możemy również odnaleźć w innych mitologiach. Nordycka bogini Freja słynęła ze specyficznej świty, która składała się wyłącznie z długouchych towarzyszy. Z zajęcy składał się również orszak niosący pochodnie, który podążał za germańską boginią Hołdą. Na różne sposoby cześć zającom oddawano także wśród Celtów, a nawet wśród ludów syberyjskich czy w Egipcie. Powszechność mitów o zającach wynika zapewne stąd, że zwierzę to zamieszkuje niemal całą Ziemię. W kręgu kultury śródziemnomorskiej zając towarzyszył Afrodycie oraz Kupidynowi, bóstwom kojarzonym z płodnością i miłością cielesną. Wśród Greków istniało niegdyś przekonanie, że jedzenie króliczego mięsa leczy bezpłodność i wzmaga libido, a nawet dodaje człowiekowi atrakcyjności. Zachowane źródła dotyczące wierzeń dawnych Słowian nie pozwalają na to, by sądzić, że i na słowiańskiej ziemi zające były otoczone takim kultem. Wynikać to może jednak z małej liczby materiałów na temat słowiańskich wierzeń. Wszakże w słowiańskiej kulturze ludowej zająca i królika również zwykło kojarzyć się przede wszystkim z niebywałą aktywnością rozrodczą.
Święcenie pokarmu i ucztowanie
Co ciekawe, rodowód pogański przypisuje się również święconce – koszyczkowi z jedzeniem, który przyjęło się uroczyście święcić w dniu Wielkiej Soboty. Współcześnie w wielkanocnym koszyczku umieszczamy ozdobione jajka, chleb, masło, babki, chrzan, rozmaite mięsa (kiełbasy i wędliny), sól i pieprz, a także inne smakowitości. To właśnie jedzenie ze święconki stanowi trzon spożywanego w Niedzielę Wielkanocną uroczystego śniadania. Badacze przypuszczają, że jedzenie w ten sposób błogosławi się od VII wieku i że zwyczaj ten wywodzić należy z obszaru romańskiego. Do Polski zwyczaj ten zawędrował w okolicach XII-XIII wieku. Śniadanie wielkanocne to zapewne echo dawnych wystawnych pogańskich uczt, podczas których żercy błogosławili jedzenie, ofiarując jego część bogom. Nie jest bowiem wielką tajemnicą to, że to właśnie wśród ludów pogańskich wystawne ucztowanie zostało wyniesione do rangi czynności rytualnej.
Przy okazji święcenia pokarmu warto jeszcze wspomnieć o samych koszyczkach, które najczęściej były wykonywane z wikliny – obrobionych pędów młodych wierzbStrona otwiera się w nowym oknie, których symbolika została już omówiona przy okazji wyjaśniania znaczenia dla Słowian baziowych gałązek. Powinowactwo z kulturą pogańską wykazuje również inny wielkanocny symbol – rzeżucha, którą chętnie przyozdabiamy baranka i inne wielkanocne potrawy. Zwyczaj wysiewania rzeżuchy sięga antycznych Adonii, świąt ku czci Adonisa (kochanka Afrodyty), podczas których licznie przygotowywano tzw. ogródki Adonisa – naczynia wysiewane roślinami o szybkiej wegetacji. Obok koguta, zająca i jajka rzeżucha jest zatem kolejnym symbolem płodności i odradzającej się wiosną przyrody.
ak zatem widać współcześnie praktykowanej na naszej ziemi Wielkanocy blisko jest do tradycji pogańskiej, z której zaczerpnięte zostało wiele. Wszystko wskazuje zatem na to, że Wielkanoc mogą świętować wszyscy, bez względu na wyznanie. W wypadku wielkanocnych tradycji mamy bowiem do czynienia z rytuałami znanymi w wielu kulturach, w różnych regionach świata. Rodzimowiercy główne obchody Jarych GodówStrona otwiera się w nowym oknie mają już za sobą, jednak nic nie stoi na przeszkodzie temu, by w czasie świąt wielkanocnych i oni odnaleźli radość w kultywowaniu wspólnie z katolikami pradawnych tradycji. Pamiętajmy wszakże o tym, że nasze tradycja powinna nas jednoczyć, a nie dzielić.
środa, 28 marca 2018
Przerażająca, ohydna manipulacja obrońców życia



Subskrybuj:
Posty (Atom)