VigLink

Witam i zapraszam
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obłuda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obłuda. Pokaż wszystkie posty

środa, 31 maja 2017

Los kobiet w rękach humoru farmaceuty


Teoretycznie sprawa recept transgranicznych wysyłanych e-mailem przez Women on Web jest jasna - ze względu na uchybienia formalne (brak odręcznego podpisu, wydrukowany podpis) wykupienie tej recepty w Polsce jest trudne, prawnie niemożliwe. Jednak śledztwo jednej z dziennikarek, pokazało, że 2 apteki w W-wie będą realizowały takie recepty. Oczywiście, w Polsce jest możliwość realizacji recept wystawionych przez lekarzy praktykujących w Unii Europejskiej, o ile podpis jest oryginalny, własnoręczny podpis. Wygląda na to, że los Polek będzie zależał od humoru (interpretacji prawa) przez farmaceutę. Nie wróży to dobrze- oznacza spore utrudnienia dla kobiet, grozi dyskryminacją pań mieszkających w mniejszych miejscowościach. Farmaceuci nie będą musieli zasłaniać się klauzulą sumienia, mają w rękach argument prawny. Pomysł z receptą transgraniczną, mimo mojej nieufności do Women on Web może być pomocny, ale zbyt wiele zleży od rozumienia prawa przez aptekarza, a zatem od przypadku. Rządzący osiągnęli cel- wprowadzili zamęt, chaos, zmusili kobiety do kombinowania i obchodzenia prawa.Wszystko w imię wartości chrześcijańskich,ochrony "życia poczętego" i chronienia przed demoralizacją i seksualizacją młodzieży. Zastanawiam się kto demoralizuje? Pisowscy katolicy oszukują, manipulują, uchwalają prawo, które nie będzie przestrzegane, uczą lekceważenia prawa, oszukiwania. Rzeczywiście, dają wzór katolickiego postępowania pełnego fałszu. Z ostatniej chwili- komentarz Ministerstwa Zdrowia do całej sytuacji (na podstawie informacji stacji POLSAT NEWS) Rzecznik resortu Milena Kruszewska poinformowała, że do ministerstwa dotarła informacja "o prowokacji jednego z portali farmaceutycznych, którego dziennikarz, podając kilkukrotnie fałszywe dane - wypełnił formularz i otrzymał receptę, na której nadrukowany jest podpis lekarza z Austrii". Papierowe i z własnoręcznym podpisem W przesłanym komunikacie ministerstwa czytamy: "Z uwagi na fakt, że obecnie w Polsce apteki nie mają możliwości realizacji recepty elektronicznej i będzie to dopiero możliwe po uruchomieniu Elektronicznej Platformy Gromadzenia, Analizy i Udostępniania zasobów cyfrowych o Zdarzeniach Medycznych (według planu – 2020 r.), jedynymi dopuszczalnymi receptami są recepty w postaci papierowej opatrzone podpisem własnoręcznym osoby wystawiającej receptę".

poniedziałek, 20 stycznia 2014

Kościół katolicki - państwo w państwie


O tym, że Kościół katolicki ma niewiele wspólnego z demokracją, że jest instytucją o zapędach dyktatorskich wiedzą osoby krytycznie patrzące na świat. Kilka dni temu Naczelny Sąd Administracyjny wydał decyzję, że GIODO oceniając to, czy osoba wystąpiła z Kościoła, czy nie, nie musi kierować się wewnętrznymi przepisami Kościoła lub związku wyznaniowego" - powiedział Wojciech Wiewiórowski z GIODO. Oznacza to, że według orzeczeń NSA, że aby wystąpić z Kościoła, wystarczy prawidłowo przekazać oświadczenie woli w tej sprawie. Nie jest koniecznie spełnianie wymogów narzuconych przez Kościół - żadnego tłumaczenia się przed proboszczem, załatwiania dwóch świadków. Sędzia Małgorzata Jaśkowska mówiła wtedy w uzasadnieniu, że "stosunki między związkiem wyznaniowym a państwem regulowane są na zasadach poszanowania ich autonomii oraz wzajemnej niezależności", jednakże związki wyznaniowe podlegają jednak przepisom prawa powszechnego. Wydaje się to oczywiste, że instytucja, która działa w danym państwie musi podlegać prawu państwowemu. Okazuje się, że zdaniem biskupów i kościelnych prawników, kościół katolicki w Polsce jest wyłączony spod działania prawa państwowego w sytuacji, kiedy to prawo jest nie po myśli biskupów. Jesteśmy przyzwyczajeni, że polscy biskupi mają prawo i obywateli za nic , co chwilę łamią Konstytucję i konkordat, że są osobami, których nie obowiązują sankcje prawe, ponieważ prokuratura uznaje zwierzchnictwo biskupów i odmawia wszczęcia postępowania przeciwko księżom-pedofilom. Reakcja kościoła na orzecznictwo Naczelnego Sądu Administracyjnego była do przewidzenia. Uważają, że Sąd nie ma prawa wtrącać do kościelnej administracji. Orzeczenie jest ich zdaniem złamaniem konkordatu i Konstytucji. Co więcej żądają od Sądu zmiany postanowienia. Zdaniem biskupa Polaka " decyzja NSA w sprawie apostazji świadczy o tym, że sąd nie uznaje wewnętrznego prawa Kościoła. - Sądzę, że w ten sposób NSA ingeruje w wewnętrzne sprawy, które wiążą się z Kościołem - powiedział. Pytany, czy orzecznictwo NSA w sprawie apostazji nie godzi w konkordat, bp Polak odpowiedział: - To jest kwestia orzecznictwa sądowego, które uważamy, że jest niewłaściwe. Konkordat reguluje stosunek państwa do Kościoła i Kościoła do państwa. Natomiast działania sądu są niezawisłe. I chodzi przede wszystkim o to, żeby NSA rozpatrzył jeszcze raz te sprawy i zmienił swoje orzecznictwo." Buta pana biskupa osiągnęła szczyt - domaga się od niezawisłego Sądu, aby zmienił swoją decyzję w myśl żądań Episkopatu. Jakoś w swoim postępowaniu nie widzi naruszenia konkordatu. Oskarżenia wobec Sądu, że łamie konkordat z ust biskupów brzmią niczym żart. Panowie biskupi nagminnie łamią konkordat, np: pouczając polityków, żądając zakazu in vitro, matury z religii, zmuszając młodzież do uczestnictwa w trakcie zajęć szkolnych we mszach, spowiedziach, rekolekcjach, organizując drogi krzyżowe, święta maryjne i dni Wojtyły w szkołach. Łamaniem konkordatu -zasady autonomii, jest Wspólna Komisja Rządu i Episkopatu, czy wpływanie na posłów przed głosowaniami w sprawach światopoglądowych. Warto przypomnieć wypowiedź kardynała Dziwisza, który poucza polityków, że w stanowieniu prawa mają kierować się prawem bożym. " Prawo Boże wypisane w sercu i sumieniu człowieka jest drogowskazem byśmy się nie zagubili, szli właściwą drogą i zmierzali do celu. Dlatego prawdziwą mądrością człowieka i każdej społeczności jest szanowanie Bożego prawa. To jest fundament wszelkich ludzkich praw regulujących współżycie człowieka, rodziny, społeczeństwa i narodu – przekonywał hierarcha" Jakoś w swoich wypowiedziach biskupi nie widzą łamania konkordatu. Przyzwyczaili się, że łatwo zastrasza się posłów, straszy genderem, strasznym ateizmem, lewakami, którzy mają doprowadzić do upadku wielkiej katolickiej Polski. Zastanawiam się, czy nie mamy do czynienia z sytuacją, kiedy to w demokratycznym państwie zakorzeniło się odmienne państwo reprezentowane przez funkcjonariuszy watykańskich, którzy pomimo tego, że teoretycznie mają polskie obywatelstwo, urodzili, wykształcili się i pracują w Polsce , są przedstawicielami Watykanu. Mają w czterech literach polskie prawo i prawo obywateli do wyboru wyznania, do wystąpienia z ich organizacji. Nie szanują prawa obywatela do ochrony własnych danych osobowych i wykreślenia z dokumentacji instytucji, do której nie chcą należeć. Polscy biskupi mają w głębokim poważaniu wolę obywateli, traktują Polskę i społeczeństwo jak swój prywatny folwark, całkowicie im poddany. Robią to przy poparciu prawicowych polityków używając klasycznego politycznego szantażu, że są wyrazicielami woli 90% katolickiego narodu. Pora przebudzić się, bo za niedługo okaże się, że w imię chrześcijańskiego sumienia obywatele zostaną pozbawieni swoich praw i wolności obywatelskich. Polskich biskupów cechuje arogancja, poczucie wyższości nad drugim człowiekiem. Wydaje się im, że ich prawo kanoniczne jest ważniejsze od prawa polskiego, a wszyscy mają oddawać im cześć. Jednak społeczeństwo nie jest bezbronne. Może dokonywać apostazji na zasadach określonych przez Naczelny Sąd Administracyjny, domagać się swoich praw w sądzie - przykład dała dzielna pani Małgorzata, która pozwała arcybiskupa Michalika. Najważniejsze jest to, aby omijać Kościół, wypisywać dzieci z religii, odważnie krytykować biskupów i służalczych polityków. Nie dajmy się zwieść miłemu wizerunkowi papieża Franciszka. Od naszych biskupów różni się jedynie łagodniejszym językiem i odrobiną pokory. Biskupi i komentatorzy katoliccy uważają, że orzeczenie Sądu to atak na swobodę Kościoła. Szkoda, że zapominają, że to Kościół co chwilę łamie polskie prawo i usiłuje ograniczyć swobody obywatelskie - narzuca ludziom, jak mają żyć , co robić, pod pretekstem życia zgodnego z wiarą, prawem naturalnym i bożą wolą. Tak naprawdę ma być to życie zgodne z nakazami biskupów. Coś takiego, jak wola boża nie istnieje. Biblia to po prostu zbiór opowieści narodu izraelskiego, jednym słowem mitologia.

niedziela, 3 listopada 2013

W obronie mediów i dzieci


Biskupi nie przestają zaskakiwać swoją arogancją, pychą, brakiem empatii, chęcią władzy nad społeczeństwem, polityką i mediami oraz wyjątkową bezczelnością. Jeden z nich , bp Adam Lepa udzielił wywiadu rydzykowej gazetce "Nasz dziennik", w którym wyraża swoje oburzenie, że Telewizja Polska nagłaśnia sprawę seksualnego wykorzystywania dzieci. W tym miejscu trzeba przypomnieć, że Telewizja Publiczna ma w swoich założeniach krzewić chrześcijańskie wartości, pozytywnie kreować wizerunek Kościoła katolickiego i jego dostojników. Tymczasem pokazała wywiad z ofiarami księdza G i biskupa W - polskich duchownych pełniących misję ewangelizacyjną na Dominikanie, a do tego w programie "Tomasz Lis na żywo" wystąpili panowie, którzy w dzieciństwie doświadczyli molestowania seksualnego przez księdza, a wśród innych mężczyzna, który wystąpił o odszkodowanie do Kurii. Goście ze szczegółami opowiedzieli dramatyczne historie. Pan biskup uważa, że mówienie o pedofilii ma na celu wzbudzanie nienawiści do pracowników Kościoła. Uważa on, że to nie jest informowanie,a celowa eskalacja napięcia. "Uważna obserwacja programów telewizji publicznej pozwala stwierdzić nieukrywane wysiłki redaktorów, żeby eskalować napięcie w wypowiedziach na temat pedofilii wśród księży. Udziela się to telewidzom. W tym celu powtarzane są w jednej rozmowie najbardziej drastyczne opisy zachowań księży pedofilów. To już nie jest zwyczajne poinformowanie o wydarzeniu, lecz rozmyślne działanie o wyjątkowej sile perswazji. Technika ta coraz częściej prowadzi do agresji słownej pod adresem spotykanych na ulicy księży, a nawet wobec kapłanów uczestniczących w procesji ulicami miasta. Wznoszone okrzyki „księża pedofile” wyrażają wrogość i nienawiść. A może o to chodzi nieodpowiedzialnym ludziom mediów w ich wyścigu o zdobycie największej liczby punktów w przeprowadzaniu publicznej egzekucji księży, których już dawno skazano, nie czekając na uczciwe śledztwo i sprawiedliwy sąd." W jednym biskup ma rację - dzięki informacjom medialnym do społeczeństwa dociera przekaz, że nawet wśród zawodów darzonych szczególnym społecznym zaufaniem, zdarzają się kanalie. Pod wpływem doniesień medialnych, część dorosłych ofiar mówi o swojej krzywdzie, choć wie, że przestępstwo dawno przedawniło się. Mówią, bo chcą zrzucić z siebie ciężar okropnych doświadczeń i przestrzec innych. To dobrze, że takie sprawy są ujawniane. Trzeba zaznaczyć, że są przypadki, że księża, pomimo żenująco niskich wyroków sprawują swoje funkcje i pracują z dziećmi, a ich przełożeni biskupi udają, że nic złego nie dzieje się. Fakt, że sądy pobłażliwie traktują księży- przestępców, boją się niczym ognia gniewu biskupów i oskarżeń o ataki na kościół. I właśnie dlatego, takie świadectwa ujawniane w mediach są cenne, ponieważ są informacją na temat duszpasterzy. Szczerze mówiąc nie obchodzi mnie, jak funkcjonuje facet, który zgwałcił dziecko, nawet jeżeli odsiedział swoje. To typ niebezpieczny, bowiem pedofilia jest zaburzeniem seksualności i jest bardzo duże ryzyko, że sprawca zaatakuje ponownie. Jako rodzice i społeczeństwo mamy prawo wiedzieć o pedofilach i mamy prawo chronić swoje dzieci. Zawód pedofila nie ma znaczenia. Społeczeństwo ma prawo domagać się dożywotniej separacji sprawcy z życia społecznego. Skoro kościół nie chce zgłaszać przypadków pedofilii wśród swoich pracowników do prokuratury, to media mają obowiązek informowania o takich przypadkach. W dalszej części swoich żalów biskup wylewa pomyje na media, że ujawniają dane sprawców. "Nawet wobec osób, które popełniły zbrodnie, stosuje się zasadę nieujawniania publicznie ich danych personalnych. Tymczasem w stosunku do duchownych, którzy są podejrzani o pedofilię, podaje się w TVP imiona i nazwiska, a także miejsce zamieszkania i pracy. Powstaje pytanie, kto zwolnił pracowników tej telewizji z respektowania standardów demokratycznego państwa. Szczególnie żałosne jest ratowanie sytuacji poprzez faszerowanie widzów wypowiedziami „świadków” z kręgów przestępczych na Dominikanie, również spośród nieletnich sprawców wykroczeń. Pokazuje się ich wręcz jako rewelacyjnych świadków koronnych, licząc na naiwność polskich telewidzów. Jednocześnie prokuratorzy w Polsce oświadczają, że nie otrzymali z Dominikany żadnych dowodów." Biskup nie zauważył, że podaje się imiona i pierwszą literę nazwiska. Pedofilia jest największą zbrodnią , ponieważ jej ofiarą jest bezbronne dziecko. Przedstawiciel Kościoła, instytucji, która za nic ma prawo, wprost mówi, że nie będzie informowała o przestępstwie pedofilii w swoim środowisku, zwraca uwagę na respektowanie norm prawnych. Żałosne. Wyraz obłudy, która przekroczyła wszelkie możliwe granice. Biskup na wzór swojego kolegi, pana Michalika atakuje ofiary, podważa ich wiarygodność, tylko dlatego, że należą do grupy osób biednych, którym zdarzyło się wejść w konflikt z prawem. W końcu to nasi biskupi twierdzą, że przyczyną pedofilii jest brak tradycyjnej rodziny. Pan Lepa znieważa ofiary wywodzące się ze środowisk zaniedbanych ekonomicznie i wychowawczo. Perfidne, obrzydliwe do granic możliwości zachowanie. I ZNÓW WINNA ZA GWAŁTY LEŻY PO STRONIE DZIECI. Zaczyna mi brakować słów, aby wyrazić swoje oburzenie. Nie rozumiem, jak niektóre media i dziennikarze mogą bronić Kościoła i mówić o ataku na Kościół. Biskup zarzuca Telewizji Polskiej, że pomija milczeniem rzekome przeprosiny biskupów i ich program "zero tolerancji dla pedofilii" "W dwóch swoich wypowiedziach z ostatniej konferencji plenarnej biskupi polscy poinformowali opinię publiczną, że zostały opracowane wytyczne dotyczące postępowania w przypadku oskarżeń duchownych o pedofilię. W jasno sprecyzowanym „Stanowisku” biskupów padło słowo „przepraszamy” oraz zapewnienie, że nie ma żadnej tolerancji dla pedofilii. Dlatego w kontekście tych dokumentów natrętne atakowanie w telewizji publicznej ks. abp. Józefa Michalika po jego lapsusie językowym jest po prostu przejawem perfidnej małostkowości i wyjątkowo złej woli. Obsesyjne nękanie księdza arcybiskupa ma dowodzić, że tylko telewizja publiczna ma rację. A naiwni widzowie biorą wszystko za dobrą monetę. Jednocześnie ta sama telewizja pomija milczeniem wspomniane wypowiedzi biskupów. Być może dlatego, że jest w nich zawarta krytyka mediów, w tym telewizji publicznej. Oto zarzuty, jakie stawiają biskupi: u Grzechy niektórych duchownych wykorzystuje się do piętnowania całego środowiska Kościoła. Jednocześnie pomija się prawdę o ofiarnej pracy duszpasterskiej tysięcy księży. u Sposób nagłaśniania w telewizji pedofilii narusza prawo do prywatności samych dzieci, a także osób trzecich, tzn. rodzin, szkół, parafii i ogółu duchownych. u Emitowane są w telewizji publicznej programy, które wykazują charakter instruktażu w zakresie zachowań pedofilskich." Zapewnienia biskupów, że ma żadnej tolerancji dla pedofilii wśród duchowieństwa są tylko sloganem, pustosłowiem, głupią gadką, w którą mogą uwierzyć jedynie naiwni skrajni katolicy i takie media jak: Fronda, Nasz Dziennik i Gość Niedzielny. Arcybiskup najpierw "przeprosił", a kilka dni później powtórzył swoje słowa i odpowiedzialność za pedofilię zwalił na gender, feministki i rozwodzących się rodziców. Społeczeństwo nie wierzy w "zero tolerancji dla pedofilii" wobec zapowiedzi, że nie będzie odszkodowań i powiadamiania prokuratury o przestępstwie. W świetle tych zapewnień kościelne hasło nie tolerowaniu pedofilii brzmi niewiarygodnie i jest typowym mydleniem oczu. Biskup nazywa pedofilię grzechem, zamiast zboczeni8em, zbrodnią, przestępstwem i tym samym umniejsza znaczenie czynu. Pan Lepa sugeruje, że przyczyną niepowiadamiania policji jest dbanie o dobro ofiar..... Absurdalne. Uważa, że ze względu na dobro pokrzywdzonych dzieci nie wolno nagłaśniać sprawy. Mam w tej kwestii inne zdanie. Po pierwsze osoby, które po latach decydują się na opowiadanie swojej historii podejmują taką decyzję świadomie. Po drugie , to właśnie ze względu na dobro ofiar należy powiadamiać opinię publiczną i przestrzegać, że taka osoba uniknęła odpowiedzialności, bądź uzyskała bardzo niski wyrok i nadal pracuje z dziećmi, stanowiąc zagrożenie dla ich bezpieczeństwa. To nie prawda, że pedofilia w kościele jest problemem marginalnym. Prawdą jest, że Kościół nie prowadzi statystyk i zbyt mała ilość sprawców odsiaduje wyroki. Nagłaśnianie spraw, nawet sprzed lat, jeżeli sprawcy żyją, służy dobru społecznemu. Pojawia się zarzut, że opisywanie dramatów jest instruktażem dla kolejnych pedofilii. Nie mam nerwów, aby komentować podobne bzdury, które mają na celu wybielenie Kościoła. Biskup zarzuca telewizji, że atakuje Kościół i ma w niej miejsca na prawdziwe wartości. Do takiego dyskursu jesteśmy przyzwyczajeni. Każde złe słowo o Kościele, każda krytyka, pokazanie przywar jest atakiem na Kościół i chrześcijańskie wartości. No przecież Kościół jest idealny, niewinny, a zgwałcone przez księży dzieci to wymysł mediów. I co z tego, że ofiary przestały milczeć, przestały bać się piekła, gniewu biskupów i ekskomuniki, skoro biskupi powiedzieli, że nie tolerują pedofilii i wszystkie media, w ramach misji krzewienia wartości chrześcijańskich i bronienia dobra Kościoła mają to przyjąć do wiadomości. Kościół chciałby, aby media publiczne nie dopuszczały ofiar do głosu, obawia się spadku wiernych i ich gniewu. Wierni mogą wiele wybaczyć - niezgodność nauki z trybem życia kleru, wtrącanie się do intymnych spraw, niepłacenie podatku od nieruchomości i działalności gospodarczej, przejmowanie nieruchomości za 1% wartości, ale nie gwałcenie dzieci i kręcenie materiałów pornograficznych z udziałem najmłodszych. Zdaniem biskupa misją mediów ma być wybielanie Kościoła i pokazywanie jego olbrzymiej roli w nauczaniu narodu. Biskup przytacza badania o uzależnieniu młodzieży od internetu. "Alarmujące są ostatnie badania na temat wpływu internetu na młodych ludzi. Oto prawie 80 proc. badanych licealistów i ok. 70 proc. gimnazjalistów stwierdza, że zostali zaatakowani w internecie. Ponadto co trzeci licealista i więcej niż co piąty gimnazjalista spotkali się z propozycją seksualną. Prawie 60 proc. badanej młodzieży ogląda w sieci filmy pornograficzne i spotyka się wtedy z wyjątkowo wulgarnym słownictwem. Badacze tych zjawisk z niepokojem podkreślają bardzo łatwy dostęp młodzieży do treści o tematyce erotycznej. Ale to jakoś nie znajduje zainteresowania ze strony TVP. Bo to się po prostu nie sprzedaje." Fakt - młodzież jest uzależniona od internetu, spędza przed komputerem za dużo czasu, ma dostęp do treści pornograficznych, które wypaczają widzenie seksualności. Stanowi to problem, którego zakres można by znacznie zmniejszyć, gdyby była wprowadzona edukacja seksualna. Media o tym informowały. Przypominam, że tylko Kościół katolicki i organizacje katolickie sprzeciwiają się edukacji seksualnej. Zdaniem biskupa za pedofilię odpowiadają media i kultura masowa. "Przy ocenie pedofilii należy dostrzec czynniki, które przyczyniają się do powstawania i rozwoju tego zjawiska. Często stają się one katalizatorem przedwcześnie rozbudzającym zainteresowanie erotyką i życiem seksualnym oraz kuszą ludzi mediów do zdobywania odpowiednich korzyści materialnych. Wskazuje się na trzy takie mechanizmy. Przede wszystkim cała machina kultury masowej może stanowić tego rodzaju katalizator, gdyż jej negatywny wpływ sprowadza się do dwóch najważniejszych czynników: kultura ta wznieca namiętności i jednocześnie ogranicza rozwój intelektu, który powinien kontrolować ich przebieg. Do tego należy dodać niezawodną zasadę komercji w mediach, głoszącą, że życie ich konsumenta powinno być łatwe, lekkie i przyjemne. I wreszcie trzeci tego typu czynnik to sprawdzona prawidłowość, że w mediach najkorzystniej sprzedają się dewiacje. Natomiast popyt na nie wtedy osiąga szczyt, gdy występują razem z niedomaganiami życia religijnego. Dochodzi wtedy do głosu element sensacji i zafascynowania, który w wyobraźni człowieka stwarza iluzję chorego świata." Media i kultura masowa rozbudzają erotyzm dzieci. Można zgodzić się, że treści erotyczne są dostępne praktycznie bez ograniczeń, co powoduje zaburzenia w postrzeganiu seksualności. Ale to nie dzieci gwałcą dorosłych, ale dorośli dzieci. Być może zbyt wiele treści erotycznych pobudza księży, którzy na skutek celibatu mają zaburzą seksualność. Bezbronne dziecko jest łatwą ofiarą. Korzystanie z internetu w nadmiarze przez dzieci i młodzież faktycznie ogranicza rozwój intelektualny, fizyczny i emocjonalny, co nie upoważnia do stwierdzeń, że to dziecko jest winne molestowania. Winny jest sprawca - osoba dorosła, bez względu na zawód!!!!! Mogę zapewnić szanownych hierarchów, że nawet, jeżeli media publiczne dadzą się zastraszyć i nie będą emitowały wyznań ofiar, to i tak będą media, które poinformują o dramacie dzieci, a pomagać im będą portale internetowe, prasa lewicowa, blogerzy i internauci komentujący artykuły. Mleko, drodzy biskupi, wylało się, nie da się tego przykryć dywanem hipokryzji i rzekomej troski o dobro Kościoła. Uczciwi ludzie stoją po stronie dzieci i dorosłych ofiar. Nie zastraszycie nas obrazą uczuć religijnych, zawsze będziemy bronić najmłodszych.

niedziela, 13 października 2013

Zaskakująca postawa Kościoła.


Przeglądając doniesienia medialne o stosunku Kościoła do pedofilii, a konkretniej do księży, którzy dopuścili się gwałtów pedofilskich, mam wrażenie, że instytucja wspięła się na wyżyny hipokryzji i obłudy. Z jednej strony politykę ukrywania sprawców, oskarżania dzieci o to, że prowokują dorosłych mężczyzn do molestowania, a z drugiej strony mamy postawę wyparcia się sprawców ze wspólnoty w sytuacji domagania się odszkodowań. Kościół nie zapłaci, bo nie jest winny - przecież jako instytucja nie dokonuje gwałtów. Drodzy biskupi - albo bronicie sprawców albo z nimi walczycie, a walka oznacza także przyznanie się do tuszowania afer, do usprawiedliwiania zboczeńców. Etapem oczyszczania jest wypłata odszkodowań. Księża są pracownikami Kościoła, podlegają swoim biskupom, więc to na Kościele spoczywa obowiązek wypłaty odszkodowań.
Zaskakuje front obrony księży pedofilów. Oto mówienie o pedofilii w Kościele jest atakiem na Kościół i wiarę. Przypadki wykorzystywania dzieci to incydenty, a Kościół jest święty. Tak to najwyżsi rangą przedstawiciele duchowieństwa komentują aferę. Odpowiadam biskupom i kardynałom - Kościół nie jest święty, wycieranie się słowami Chrystusa nie jest świętością. Kościół dawno zrobił z Ewangelii użytek dla swoich celów: nieustannego bogacenia się, władzy i unikania odpowiedzialności. Kościół, który uważa się za autorytet moralny jest także moralnie i prawnie odpowiedzialny za czynny swoich pracowników. Największym zagrożeniem dla dzieci i rodziny nie jest filozofia gender, ale bezkarność Kościoła i jego nauka. Nie chcemy, aby nasze pociechy były narażone na ataki pedofilii. Edukacja seksualna nie zagraża dzieciom, bo uczy, jak reagować na zagrożenia. Gorszy jest brak edukacji seksualnej, bo to on ułatwia działanie pedofilom niezależnie od wykonywanego zawodu. Kościół nie jest wyjęty spod prawa, choć duchowieństwu wydaje się, że zasługują na nadzwyczajne przywileje. Dopóki z budżetu państwa idą pieniądze na katechezę, kler w szpitalach, księży w służbach mundurowych, dopóki księża nie płacą podatku od prowadzonej działalności gospodarczej, a nieruchomości dostają za 1% wartości, to MY SPOŁECZEŃSTWO mamy prawo krytykować Kościół i nie uznajemy tej instytucji za świętą krowę. Kościół nie jest żadnym autorytetem. Zgadzam się z opiniami, że to raczej nowotwór, który niszczy państwo i społeczeństwo. Idąc drogą analogii z nowotworem można dodać Polakom otuchy - nowotwory są uleczalne, więc i z zamiłowania do Kościoła uda się społeczeństwu wyleczyć. Trzeba przyznać, że takimi wypowiedziami biskupi aplikują społeczeństwu lekarstwo - ludzie otwierają oczy i dochodzą do wniosku, że nie mogą słuchać gadaniny o miłości bliźniego, ochronie życia, a jednocześnie odbierać informację, że kolejny ksiądz wkładał rękę w majtki dziecka i dostał wyrok w zawieszeniu. To nie media i ateiści niszczą Kościół. Instytucję osłabiają biskupi i katolickie media swoimi durnymi, pełnymi nienawiści wypowiedziami odnośnie osób myślących inaczej, wyzwiskami, obroną seksualnych dewiantów gwałcących dzieci. Nie jest istotne, czy problem dotyczy 1% kleru, czy 20%. W każdym takim wypadku cierpi dziecko, urodzone, najczęściej zdrowe - mały człowiek, który odczuwa fizyczny i psychiczny ból, ma swoje emocje i jest zagubiony, a czasem obwinia się o to, co go spotkało ze strony dorosłego. W każdym takim przypadku niszczony jest świat bezbronnego dziecka. I choćby dla tego należy skupić się nie na obronie duchownych, ale dzieci, które przeżyły dramat. Nie możemy litować się nad biednym "wykorzystywanym przez 8latka" księdzem, ale musimy pochylić się nad dramatem małego człowieka. Obowiązkiem dorosłego było trzymanie popędu seksualnego na wodzy. Przytulenie się nie oznacza, że można dziecko zgwałcić, czy pokazywać nieletniemu swoje genitalia. Nie obchodzi mnie dobro Kościoła, ale ofiary. Rodzice powinni trzymać dziecko z daleka od Kościoła, nie zgadzać się asystowanie do mszy, wypisywać z religii.