VigLink

Witam i zapraszam
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gwałt. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gwałt. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 2 października 2018

"Szanuj gwałciciela swego". Katolickie wychowanie seksualne.


"Szanuj gwałciciela swego" to nie jest żart, tylko wniosek z katolickiego podręcznika "Życie na maksa. Poradnik uczuciowo-seksualny" autorstwa francuskiego księdza Jeana-Benoita Castermana, który znów za "dobrej zmiany" rozprowadzany jest po polskich szkołach wśród 7i 8 klas. Autor każe młodym dziewczynom z szacunkiem traktować molestującego mężczyznę. Ofiara ma być miła i nie okazywać niesmaku, ma nie ranić uczuć napastnika. Ma modlić się w intencji sprawcy, aby zostawił ją w spokoju. Rzekomo to lewica seksualizuje dzieci, bo chce mówić prawdę o seksie. Lewica w przeciwieństwie do kościoła nie dyskryminuje kobiet, nie opowiada bajek, nie traktuje seksu jakoś czegoś złego, nie zwala winy za gwałt na ofiarę.To domena religii. Według wydawcy tego "czegoś" katolickiego Wydawnictwo M z Krakowa "autor w humorystyczny sposób sposób przedstawia katolicką wizję uczuciowości i seksualności człowieka, przytacza wiele konkretnych danych i faktów, które podbudowują jego stwierdzenia. Książka w interesujący sposób przedstawia fundamentalne prawdy potrzebne do prawidłowego kształtowania dorosłego życia młodych”. Warto dodać, że wydawca promuje pozycję na swojej stronie jako "skierowaną dla młodzieży powyżej 14 roku życia, dla wychowawców, rodziców i katechetów". Materiał znów został rozdany młodzieży przez Instytut Profilaktyki Zintegrowanej, odpowiadający za warsztaty Archipelag Skarbów. Instytut wyraził już ubolewanie z powodu wręczenia książki dzieciom. Wprawdzie Instytut wyraził ubolewanie rozdaniem książki. Według Instytutu już 3 lata temu przekazywał swoim trenerom,aby nie korzystali z publikacji, bo zawiera nieprawdziwe informacje. Nie zmienia to faktu, że publikacja krąży po szkołach i jest niebezpieczeństwo, że będzie wykorzystywana przez organizacje, wychowawców o katolickim światopoglądzie i katechetów.


Omawiany podręcznik to wręcz zachęta do czynów pedofilskich i molestowania, wychowywanie sobie potulnej ofiary.







Jeżeli nakazywanie ofierze szacunku wobec molestującego faceta jest humorem, to ja dziękuję za taki humor i kształtowanie do dorosłego życia. Niedopuszczalne jest zdaniem autora książeczki to, żeby nastolatka oburzała się,kiedy mężczyzna wsadzi jej ręce pod spódnicę- powinna mu podziękować za zainteresowanie. Szacunek należy się szefowi, który wymaga seksu w ramach obowiązków służbowych. Molestowanie seksualne ma schlebiać ofierze, bo przecież sprawca okazał jej/jemu zainteresowanie, to wręcz wyróżnienie dla Twojej urody. Kobieta według tej wizji to tylko ciało, które można w każdej chwili macać, wykorzystywać bez pozwolenia. Ma być grzeczna, bo jest młoda, mało wie o życiu, a sprawca to przecież autorytet- szef, ksiądz, nauczyciel i ma wszelkie prawo do macania. Ofiara ma być miła, nie okazywać niesmaku i oporu. Nie może być niegrzeczna wobec sprawcy, bo go poniży, zrani, a wtedy on będzie szukał zemsty. Poza tym to nie po chrześcijańsku, aby kobieta odmawiała seksu i obrażała w ten sposób mężczyznę.

W końcu młode dziewczyny, które wchodzą na rynek pracy muszą zrozumieć, że praca za seks jest czymś normalnym, że szef ma swoje potrzeby, a one są od tego, żeby potrzeby przełożonego zaspokajać. Jakie prawa kobiet, jaka godność????? Dla katolickiego księdza coś takiego nie istnieje. Takie publikacje przyczyniają się do rosnącego problemu molestowania i gwałtów, zaburzają poczucie bezpieczeństwa kobiet.

Winna molestowaniu jest zawsze kobieta, bo ubiera się seksownie- w krótką spódniczkę, bluzkę podkreślającą kształty. W ten sposób daje do zrozumienia , że jest dostępna i nie zasługuje na szacunek.

W podręczniku nie ma mądrych rad. CO ma zrobić ofiara? Modlić się z przestępcę, żeby przestał ją nagabywać. Uczennica nie znajdzie tam rad dotyczących tego, gdzie zgłaszać molestowania, ani przepisów prawa, które pomogą jej walczyć z takim zachowaniem nauczyciela/księdza/przełożonego/czy innego obleśnego typa.





Warto zapamiętać;

"Art. 197 Kodeksu Karnego:

§ 1. Kto przemocą, groźbą bezprawną lub podstępem doprowadza inną osobę do obcowania płciowego, podlega karze pozbawienia wolności od lat 2 do 12.
§ 2. Jeżeli sprawca, w sposób określony w § 1, doprowadza inną osobę do poddania się innej czynności seksualnej albo wykonania takiej czynności, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8.

Art. 199 Kodeksu Karnego:

§ 1. Kto, przez nadużycie stosunku zależności lub wykorzystanie krytycznego położenia, doprowadza inną osobę do obcowania płciowego lub do poddania się innej czynności seksualnej albo do wykonania takiej czynności, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.
§ 2. Jeżeli czyn określony w § 1 został popełniony na szkodę małoletniego, sprawca podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.
§ 3. Karze określonej w § 2 podlega, kto obcuje płciowo z małoletnim lub dopuszcza się wobec takiej osoby innej czynności seksualnej albo doprowadza ją do poddania się takim czynnościom albo do ich wykonania, nadużywając zaufania lub udzielając w zamian korzyści majątkowej lub osobistej albo jej obietnicy.
"

Molestowanie zgłasza się na policję lub do Państwowej Inspekcji Pracy. Nie patrzy się na to, że to nie po katolicku, tylko bierze się pod uwagę swoje bezpieczeństwo.





Tłumaczenie młodym kobietom, że mają być miłe wobec obleśnego typa jest niebezpieczne i zachęca potencjalnego sprawę do gwałtu. Sankcjonuje kulturę gwałtu. Jest oczywiście nieetyczne i obrzydliwe. To kolejny przykład na to, że nie wolno oddać edukacji seksualnej w ręce kleru. To ludzie, którzy o seksie maja tylko wyobrażenia, żadnej wiedzy, ani szacunku do kobiet. Nie mówię o wszystkich. Wśród polskich księży i oddanych im świeckich też nie są obce takie postawy. Śpiewki o skromności, o tym, że przyczyną pedofilii wśród kleru są dzieci i geje słyszymy od lat. Kościół najostrzej protestuje przeciwko edukacji seksualnej, bowiem edukacja seksualna pozbawiałaby ich dużej ilości potencjalnych ofiar i powiększyła rozmiary skandalu pedofilskiego. Według autora nie należy poniżać pedofilii i gwałcicieli. SKANDAL TAKI, ŻE AŻ BRAKUJE SŁÓW....... Podręcznik przeraża .... utrwala stereotypy dotyczące kobiet, przyzwala na przemoc seksualną, traktuje kobiety jak obiekty pożądania , które nie mają nic do powiedzenia w kwestii swojego ciała. Czytając "publikację" mam wrażenie, że właśnie pękają wszelkie złudzenia, jakoby kościół szanował kobiety. Święta maryjne, modły do Maryi i innych świętych kobiet, czy wywyższenie Maryi do rangi pośredniczki między człowiekiem a Jezusem to jeszcze nie szacunek do kobiet.

Dlatego nie dajmy się nabrać na wartości chrześcijańskie w edukacji seksualnej, tylko uczmy dzieci, że jeżeli dorosły wsadza łapę pod spódnicę lub każe oglądać swoje przyrodzenie, ociera się o dziecko, całuje w szyję, w usta, - to należy go spoliczkować, nawet kopnąć w krocze , wezwać pomoc, powiedzieć rodzicom i zgłosić na policję. Żadnego bycia miłym i żadnych modlitw za sprawcę.

piątek, 28 kwietnia 2017

Idiotyzm, czy gwałt? Stealthing


Ostatnio wśród mężczyzn modny staje się niebezpieczny trend- zdejmowania prezerwatywy w trakcie stosunku bez wiedzy kobiety. Takie zachowanie nosi nazwę stealthing. Zastanawiam się, jak skończonym idiotą trzeba być, aby dla chwili przyjemności, poczucia panowania nad kobietą i chęci rozsiewania nasienia ryzykować choroby weneryczne, w tym HIV i HPV oraz niechcianą ciążę. Tłumaczenie o męskiej dominacji, podnieceniu, panowaniu nad kobietą jest po prostu żałosne. Przerażają komentarze pod artykułami opisującymi problem. Znajdziemy tam takie seksistowskie kwiatki "skoro idzie to łóżka z nieznajomym, to ma za swoje". Dziwne to stwierdzenie skoro do seksu potrzeba obojga. Problem dotyczy nie tylko związków nowych, par z pewnym stażem oraz związków homoseksualnych. Dopatrywanie się w tym procederze winy kobiet jest absurdalne. Kobieta zgadza się na seks z zabezpieczeniem, a to, że partner ma nierówno pod sufitem i kieruje im chęć władzy nad partnerką jest wyłącznie jego działaniem. Oszukiwanie drugiej strony, nawet jeżeli jest to tylko niezobowiązujący seks jest nieuczciwe i poniżające. Zastanawiam się, czy panowie, którzy w ten sposób oszukują kobiety zastanawiają się co będzie później? Niechciana ciąża, choroba, poczucie upokorzenia u kobiety. W przypadku dziecka -alimenty. W polskim społeczeństwie pokutuje pogląd, że ciąża i antykoncepcja to problem kobiety. On zawsze może zmusić partnerkę do aborcji lub ulotnić się. Przyzwolenie na niepłacenie alimentów w Polsce jest dość duże. Podobnie jak na nieodpowiedzialne zachowania seksualne mężczyzn. On może mieć dowolną ilość partnerek, sypiać z nieznajomymi kobietami, a nawet oszukiwać je. Kobieca seksualność jest uznawana za coś gorszego, grzesznego i niedozwolonego społecznie. Zdejmowanie prezerwatyw w trakcie stosunku jest skrajnie nieodpowiedzialne, jest wręcz formą gwałtu. Zjawisko jest stosunkowo młode, więc nie ma na nie paragrafu. Warto wiedzieć, że są osobnicy płci męskiej (mężczyznami trudno ich nazwać), którzy mają gdzieś bezpieczeństwo swoje i partnerki, nie szanują kobiety i przekraczają wszelkie granice egoizmu. Czytałam komentarze mężczyzn popierających tego typu praktyki. Panowie przypominali sytuację, w której nasienie pozostawione w prezerwatywie jest wykorzystane do zapłodnienia bez ich zgody oraz sytuacje, kiedy kobieta oszukuje, że stosuje antykoncepcję, a w rzeczywistości nie zabezpiecza się i łapie faceta na dziecko. Wszystkie praktyki, w których jedna strona oszukuje drugą, narusza prawo do dysponowania swoją seksualnością i materiałem rozrodczym są naganne z punktu widzenia etycznego i pozbawiają jedną ze stron fundamentalnego prawa do decydowania o rodzicielstwie. Nie jest istotne, która strona oszukuje. Zabezpieczeniem przed następstwami takich zajść są: uniknie przypadkowego seksu, uważne poznanie partnera przed rozpoczęciem z nim współżycia i stosowanie antykoncepcji hormonalnej lub wkładek niehormonalnych.

środa, 10 sierpnia 2016

Terlikowscy i ciąże z gwałtu

]

Ciąże z gwałtu to temat trudny, niezwykle delikatny,który niestety stał się sprawą publiczną, służącą do walki z prawami kobiet,niby w obronie praw płodu. Strona religijna trudny temat wykorzystuje do emocjonalnego szantażu i podlizywania się biskupom. Naczelny redaktor mediów katolickich Tomasz Terlikowski od czasu do czasu pisuje na ten temat. Zawsze broni płodu, nawet, jeżeli jego matką jest 11 letnia brutalnie zgwałcona dziewczynka, która nie jest w stanie donosić ciąży do końca (historia z Paragwaju). Redaktor Terlikowski znów wypowiedział się na temat ciąży z gwałtu. Wypowiedź jest odpowiedzią na pytania zadane przez dr Krzysztofa Głódzia jego żonie. Doktor opisuje historię pacjentki brutalnie zgwałconej przez ojczyma, która chce pozbyć się blizn po gwałcie i usunęła ciążę. Przy okazji pyta panią Terlikowską (żonę redaktora), czy jej zdaniem w takim przypadku kobieta powinna być zmuszona do urodzenia dziecka i narażona na psychiczne cierpienia? Lekarz zarzuca katolickiej stronie, że potrafi doradzić jedynie modlitwę i wymuszać poświęcenie, podczas gdy ofiara gwałtu straciła po swoich przejściach wiarę w Boga, ludzi i normalny świat. Terlikowski jak zwykle uważa się za wszechwiedzącego i zaczyna od tezy, że aborcja w niczym kobiecie nie pomoże, ponieważ przez wiele lat będzie leczyła traumę, nie po gwałcie, ale traumę po aborcji. Jego zdaniem problemy psychiczne ofiary gwałtu są spowodowane aborcją, a nie niechcianym, brutalnie wymuszonym seksem. Terlikowski pisze, że kobieta być może po zabiegu chirurgii plastycznej będzie mogła nosić mini, z czasem zapomni o gwałcicielu, ale nigdy nie uda się jej zapomnieć o "niewinnym dziecku, które zostało skazane na śmierć". Trzeba przyznać, że tytuł artykułu "Nie gwałcicie gwałconych po raz drugi" wie mówi i jest bardzo mocny. Zawiera się w nim główna myśl artykułu: aborcja po gwałcie jest ponownym gwałtem na kobiecie i powoduje o wiele większe ran psychiczne niż samo przestępstwo. Jestem w stanie zrozumieć pogląd Terlikowskiego, że aborcja po gwałcie jest kolejną traumą w bardzo krótkim czasie, ale ciąża trwająca 9 miesięcy, decyzja, czy wychować dziecko, czy oddać również są przeżyciami traumatycznymi i powodują jeszcze większe cierpienie, ponieważ trwa ono o wiele dłużej. Katolicki redaktor jest zdania,że proponowanie aborcji po gwałcie jest krzywdzeniem kobiety i nie ma nic wspólnego ze współczuciem, nie pomaga w rozprawieniu się z traumą. Często ( w innych tekstach) powołuje się na amerykańskie badania, według , których ofiary gwałtu, które usunęły ciążę przeżywają depresję spowodowaną aborcją, a panie, które zdecydowały się na urodzenie dziecka nie żałują swojej decyzji i szybciej odzyskują równowagę psychiczną. Zakładając, że wyniki tych badań są wiarygodne to należy zauważyć jedną rzecz, której nie dostrzega katolicki redaktor- kobiety miały wybór. Jeżeli pomimo traumatycznych przeżyć zdecydowały się urodzić dziecko, to zrobiły to świadomie, kierując się swoimi wartościami życiowymi, znając swoją psychikę. Wybierając: aborcja lub poród odzyskały panowanie nad swoim ciałem. Nie ma większego znaczenia, czy kierowały się religią, poczuciem, że dziecko nie zawiniło, czy innymi motywami. Najważniejszy jest wybór. Odnoszę wrażenie, że nawet Terlikowski zdaje sobie z tego,że temat aborcji po gwałcie wywołuje wiele emocji. Uważa,że to ruch pro-choice używają szantażu emocjonalnego i fałszywego współczucia kobietom, aby usprawiedliwić "mordowanie niewinnych dzieci". Wszystkie historie, przedstawiane przez katolickie media, których bohaterki rodzą dzieci poczęte w czasie gwałtu pochodzą z krajów, w których legalna jest aborcja i dokonały tego wyboru, więc doskonale wpisują się w postulaty ruchu pro-choice. Nie wolno zmuszać ofiar gwałtu ani do porodu, ani do aborcji. W tej kwestii nie ma idealnego rozwiązania. Decyzja powinna należeć do zainteresowanej. Państwo nie ma prawa niczego wymuszać, a już tym bardziej narzucać stanowiska jednej religii całemu społeczeństwu. Nikt nie twierdzi, że aborcja w tym przypadku od razu uzdrowi kobietę, wyleczy ją z traumy po gwałcie. To nie jest magiczne zaklęcie. Nikt nie zagwarantuje kobiecie dobrego samopoczucia, ale wybór , co zrobić z ciążą po gwałcie powinien należeć do kobiety. Jestem w stanie przyjąć, że pan redaktor ma szlachetne intencje ratowania ofiar przed traumą poaborcyjną i "dzieci poczętych" przed śmiercią. Jednakże przymus spowoduje powiększenie dramatu kobiet i zabójstwa noworodków. W jednym zgadzam się z autorem- kary za gwałt są stanowczo za niskie, a sytuacja, kiedy za gwałt orzekana jest kara z warunkowym zawieszeniem lub sprawca wychodzi na wolność za dobre sprawowanie jest absolutnym skandalem. Kobieta, która zaszła w ciąże w wyniku gwałtu ma trzy wyjścia/; urodzić i wychować, urodzić i oddać do adopcji, usunąć ciążę. Najrozsądniejszym rozwiązaniem byłaby darmowa antykoncepcja awaryjna, ale temu też sprzeciwiają się fanatycy religijni. Ich zdaniem antykoncepcja awaryjna "zabija ludzi na najwcześniejszym etapie rozwoju" i demoralizuje kobiety.

niedziela, 13 października 2013

Zaskakująca postawa Kościoła.


Przeglądając doniesienia medialne o stosunku Kościoła do pedofilii, a konkretniej do księży, którzy dopuścili się gwałtów pedofilskich, mam wrażenie, że instytucja wspięła się na wyżyny hipokryzji i obłudy. Z jednej strony politykę ukrywania sprawców, oskarżania dzieci o to, że prowokują dorosłych mężczyzn do molestowania, a z drugiej strony mamy postawę wyparcia się sprawców ze wspólnoty w sytuacji domagania się odszkodowań. Kościół nie zapłaci, bo nie jest winny - przecież jako instytucja nie dokonuje gwałtów. Drodzy biskupi - albo bronicie sprawców albo z nimi walczycie, a walka oznacza także przyznanie się do tuszowania afer, do usprawiedliwiania zboczeńców. Etapem oczyszczania jest wypłata odszkodowań. Księża są pracownikami Kościoła, podlegają swoim biskupom, więc to na Kościele spoczywa obowiązek wypłaty odszkodowań.
Zaskakuje front obrony księży pedofilów. Oto mówienie o pedofilii w Kościele jest atakiem na Kościół i wiarę. Przypadki wykorzystywania dzieci to incydenty, a Kościół jest święty. Tak to najwyżsi rangą przedstawiciele duchowieństwa komentują aferę. Odpowiadam biskupom i kardynałom - Kościół nie jest święty, wycieranie się słowami Chrystusa nie jest świętością. Kościół dawno zrobił z Ewangelii użytek dla swoich celów: nieustannego bogacenia się, władzy i unikania odpowiedzialności. Kościół, który uważa się za autorytet moralny jest także moralnie i prawnie odpowiedzialny za czynny swoich pracowników. Największym zagrożeniem dla dzieci i rodziny nie jest filozofia gender, ale bezkarność Kościoła i jego nauka. Nie chcemy, aby nasze pociechy były narażone na ataki pedofilii. Edukacja seksualna nie zagraża dzieciom, bo uczy, jak reagować na zagrożenia. Gorszy jest brak edukacji seksualnej, bo to on ułatwia działanie pedofilom niezależnie od wykonywanego zawodu. Kościół nie jest wyjęty spod prawa, choć duchowieństwu wydaje się, że zasługują na nadzwyczajne przywileje. Dopóki z budżetu państwa idą pieniądze na katechezę, kler w szpitalach, księży w służbach mundurowych, dopóki księża nie płacą podatku od prowadzonej działalności gospodarczej, a nieruchomości dostają za 1% wartości, to MY SPOŁECZEŃSTWO mamy prawo krytykować Kościół i nie uznajemy tej instytucji za świętą krowę. Kościół nie jest żadnym autorytetem. Zgadzam się z opiniami, że to raczej nowotwór, który niszczy państwo i społeczeństwo. Idąc drogą analogii z nowotworem można dodać Polakom otuchy - nowotwory są uleczalne, więc i z zamiłowania do Kościoła uda się społeczeństwu wyleczyć. Trzeba przyznać, że takimi wypowiedziami biskupi aplikują społeczeństwu lekarstwo - ludzie otwierają oczy i dochodzą do wniosku, że nie mogą słuchać gadaniny o miłości bliźniego, ochronie życia, a jednocześnie odbierać informację, że kolejny ksiądz wkładał rękę w majtki dziecka i dostał wyrok w zawieszeniu. To nie media i ateiści niszczą Kościół. Instytucję osłabiają biskupi i katolickie media swoimi durnymi, pełnymi nienawiści wypowiedziami odnośnie osób myślących inaczej, wyzwiskami, obroną seksualnych dewiantów gwałcących dzieci. Nie jest istotne, czy problem dotyczy 1% kleru, czy 20%. W każdym takim wypadku cierpi dziecko, urodzone, najczęściej zdrowe - mały człowiek, który odczuwa fizyczny i psychiczny ból, ma swoje emocje i jest zagubiony, a czasem obwinia się o to, co go spotkało ze strony dorosłego. W każdym takim przypadku niszczony jest świat bezbronnego dziecka. I choćby dla tego należy skupić się nie na obronie duchownych, ale dzieci, które przeżyły dramat. Nie możemy litować się nad biednym "wykorzystywanym przez 8latka" księdzem, ale musimy pochylić się nad dramatem małego człowieka. Obowiązkiem dorosłego było trzymanie popędu seksualnego na wodzy. Przytulenie się nie oznacza, że można dziecko zgwałcić, czy pokazywać nieletniemu swoje genitalia. Nie obchodzi mnie dobro Kościoła, ale ofiary. Rodzice powinni trzymać dziecko z daleka od Kościoła, nie zgadzać się asystowanie do mszy, wypisywać z religii.

Kto jest ofiarą?


O upokarzających aktach pedofilii w Kościele słyszeliśmy nieustannie przez ostatnie trzy tygodnie. Przypadki ujawnione przez media to tylko wierzchołek góry lodowej. Większość przypadków nie jest ujawniana, a zastraszone ofiary często boją się mówić. Wyroki za pedofilię duchownych są skandalicznie niskie, nawet w zawieszeniu. Aby walka z pedofilią miała sens to należałoby zacząć od dożywotniego zakazu pracy z dziećmi, zakazów wydawania wyroków za pedofilię w zawieszeniu i zwiększyć najniższy wymiar kary do 10 lat. Dobrym wyjściem byłaby faktyczna kastracja pedofilii, a nie tylko chemiczna. Mówienie o prawach człowieka , w tym przypadku nie ma racji bytu , bowiem bydlak, bez względu na zawód, który zgwałcił dziecko, nie zasługuje na miano człowieka, więc prawa człowieka nie odnoszą się do tej istoty. Kościół zamiast ukorzyć się, stworzyć fundusz pomocowy dla ofiar, zgłaszać przypadki pedofilii do prokuratury, ustami swoich hierarchów obwinia o pedofilię dzieci rozwodzących się rodziców. Jeden z biskupów i wtórujący mu księżulo w starszym wieku uważają, że dzieci z rozbitych rodzin lgną do księży, potrzebują miłości i kuszą biednych duchownych. Nawet jeżeli przestraszone dziecko przychodzi do księdza, chce mu się zwierzyć ze swoich problemów, przytuli się licząc na ukojenie swoich emocji, nie oznacza to, że ksiądz ma prawo wsadzać łapska do majtek dziecka, pokazywać swoje przyrodzenie i masturbować się przy dziecku. Chorego, dewiacyjnego zachowania dorosłego nic nie usprawiedliwia. Przeprosiny arcybiskupa, mętne tłumaczenia, że to przejęzyczenie brzmią niewiarygodnie. Hierarcha przeprosił, bo zorientował się, że słowa mogą go dużo kosztować. To nie była nielogiczna wypowiedź, coś w rodzaju bełkotu pijanego, ale spójna, logiczna konstrukcja zdaniowa. Co przeraża? Po pierwsze to, że z chęci zamiatania wszystkiego pod dywan biskupi gotowi są do największych świństw - do zrzucenia winy na ofiary, do zastraszania i szczucia społeczeństwa pod pretekstem obrony swoich interesów. Okazało się, że pedofilia w kościele do problem marginalny, rozdmuchany przez media nieprzyjazne Kościołowi i polską lewicę, aby walczyć z ostoją polskości i moralności. To atak homoloby, aborcjonistów, zboczeńców wszelkiej maci na przedstawicieli Chrystusa. Kościół oczywiście nie poczuwa się do odpowiedzialności. Czyny pedofilskie to problem pojedynczych księży i tylko oni zobowiązani są do zadośćuczynienia ofiarom, a nie instytucja Kościoła. Zdaniem jednego z hierarchów Kościół nie ma obowiązku powiadamiania organów ścigania o podejrzeniach pedofilii, w końcu stoi ponad prawem. Hierarchowie ruszyli swoje spasione brzuchy i ustalili, że będą pomagać ofiarom duchowo i psychologicznie, czyli jak zwykle umywają ręce.
Ofiary, drodzy panowie w koloratkach , mają gdzieś Wasze modły i wyrazy ubolewania - domagają się zamknięcia sprawców na długie lata i wypłaty odszkodowań. Poza marnymi ustaleniami i nielicznymi słowami przeprosin,Kościół w Polsce nadal nie ma zamiaru walczyć z pedofilią. Słowa są niczym wiatr- rzucane bezwładnie giną w niebycie. Za słowami nie pójdą przecież żadne działania - skoro kościół nie ma zamiaru zawiadamiać prokuratury i wypłacać odszkodowań. Bulwersuje również to, że polscy hierarchowie za nic mają wyroki niezależnego sądu - osoby skazane nadal są proboszczami, mają do posługi ministrantów, odprawiają msze, spowiadają, udzielają komunii. Powstaje pytanie, czy sakramenty udzielane przez te osoby - zboczeńców, skazańców są ważne? Jak może udzielać komunii, ktoś kto skrzywdził najbardziej niewinną istotę - dziecko? Jako ateistkę te kwestie mnie nie interesują. Nie wierzę, że w kawałku opłatka jest ciało Chrystusa, a facet, który siedzi w konfesjonale ma moc odpuszczania grzechów. Spowiedź uważam za jedno z największych upokorzeń. Chodzi o poczucie przyzwoitości - osoba, która dokonała największej zbrodni - zgwałciła dziecko, poucza innych o miłości, moralności, zakazie seksu przed ślubem, bredzi coś o czystości małżeńskiej. To po prostu żałosne. Działania Kościoła ograniczają się do przesunięcia księdza pedofila na inną parafię - gdzie nikt go nie zna i zboczeniec zagraża kolejnym dzieciom. Dla niego to nie jest kara, ale nagroda, bo znów może dać upust swoim bestialskim skłonnościom. Pocieszające jest to, że młodsze pokolenie księży domaga się ustąpienia skompromitowanych biskupów, którzy zamiast rozwiązywać problem zwalają winny na ofiarę i domagają się szacunku wobec Kościoła. Młode pokolenie ma dość odgrywania oblężonej twierdzy, atakowanej przez lewaków. Nawet red. Terlikowski, znany z bezkrytycznego podziwiania Kościoła odważył się na głos krytyki i domaga się zrobienia porządku z pedofilami, dostrzega, że kompromitujące słowa padły z ust biskupów, a nie spod pióra dziennikarzy.Z drugiej strony niepokoi sojusz prawicowych dziennikarzy powiązanych z PiS-em i wypowiedzi niektórych posłów, którzy nie widzą w zachowaniu hierarchii niczego złego , bo w końcu szlachetny pan biskup przeprosił, a w mówieniu o pedofilii w kościele widzą atak na kościół. Argumentują, że w każdym środowisku są pedofile, nawet reżyser Polański miał za sobą akt pedofilski, a Partia Zielonych w Niemczech pedofilami stoi.
Mamy przedziwną sytuację - rozpaczliwą próbę obrony przez umniejszanie własnych win. Reżyser Polański bez wątpienia powinien odpowiedzieć za swój czyn, tak samo przedstawiciele niemieckiej Partii Zielonych, co nie oznacza, że Kościół może czuć się bezkarny. Prawdą jest, że w każdym środowisku są pedofile, wśród adwokatów, trenerów, gwiazd filmowych i muzycznych, psychologów, pracowników produkcyjnych, bankowców, ale tylko w polskim Kościele pedofile wśród księży mogą liczyć na ochronę całej instytucji i na to, że ich szefowie będą obwiniać ofiary, zamiast sprawców. Tylko pedofile stanu duchownego dostają wyroki w zawiasach i dalej pracują z dziećmi. Poza tym Kościół rości sobie prawo do pouczania w kwestiach moralnych, do tworzenia nakazów i zakazów. Tylko Kościół torpeduje edukację seksualną, której jednym z celów jest wyrobienie przekonania w dzieciach, że nikt nie ma prawa pokazywać im swoich genitaliów i dotykać w intymne miejsca. Edukacja seksualna jest naprawdę groźną bronią w przeciwdziałaniu pedofilii - dziecko, które wie, jak reagować ucieknie po pierwszych niepokojących sygnałach i powiadomi dorosłych, a to znacznie utrudni działanie pedofilom i ukrywanie sprawców. Dopóki Kościół nie oczyści się z pedofilii i nie wypłaci ofiarom odszkodowań nie ma prawa pouczać o moralności, o szacunku do życia, o wychowaniu dzieci. Jest instytucją skompromitowaną i niewiarygodną. Na koniec - powiedzmy głośno - OFIARĄ PEDOFILII JEST DZIECKO, TO NIE NIELETNI KUSI, ALE DOROSŁY NIE POTRAFI POHAMOWAĆ SWOICH POPĘDÓW. WINNY PEDOFILII JEST SPRAWCA I CI GO UKRYWAJĄ LUB PRZENOSZĄ Z MIEJSCA NA MIEJSCE. KRÓTKO MÓWIĄC - WINNY PEDOFILII JEST PEDOFIL I UKRYWAJĄCY W PRZYPADKU KOŚCIOŁA, BISKUP i to właśnie dlatego obowiązkiem kościoła jest wypłacenie ofiarom odszkodowania.

wtorek, 2 lipca 2013

Skandaliczne wypowiedzi o antykoncepcji

Rozumiem, że nie każdemu odpowiada antykoncepcja. W pełni akceptuję światopogląd, że zapobieganie ciąży jest złem, bowiem sprzeciwia się woli Boga, który nakazał człowiekowi rozmnażanie. Rozumiem lęk przed antykoncepcją, w końcu rzadkim powikłaniem może być zakrzepica. Żyjemy w wolnym świecie opartym na szacunku do człowieka, wyznania, wolnej woli, postępowania zgodnego ze swoim sumieniem. Nikt nikomu nie powinien narzucać metod zapobiegania ciąży, nie powinien ingerować w seksualność, ponieważ jest to sprawa intymna. Tym bardziej trudno mi zaakceptować nieustanne ataki na kobiety i pary stosujące antykoncepcję w mediach, zwłaszcza wyznających ideologię konserwatywną. Można prostować wszystkie manipulacje i kłamstwa wokół tematu antykoncepcji, jednakże trzeba zauważyć, że na tego typu portalach są wypowiedzi godzące w godność ludzką, słowa skandaliczne, napisane wyłącznie w celu znieważenia osób mających inną od autorów wizję świata. Długo zastanawiałam się, czy opublikować temat. Doszło do wniosku, że nie można dłużej przechodzić obok tak raniących, skandalicznych, a wręcz wulgarnych wypowiedzi.

Zacznę do cytatu, który wywołał moje oburzenie – autor uważa, że antykoncepcja jest przyczyną gwałtu małżeńskiego.

„ A więc mnożą się przykłady, że mąż gwałci brutalnie po pijanemu żonę i lepiej, by ona się obezpłodniła, niż rodziła kolejne dzieci, nie mogąc im zapewnić podstawowych warunków życia. Przykład wyrazisty. A jednak zauważmy, że mąż nie gwałciłby żony (a może i nie upijałby się) właśnie wtedy, gdyby współżycie było świętością, a nie towarem do nabycia, jak tego chcą m.in. producenci antykoncepcji. Tu ujawnia się przewrotność reklamujących antykoncepcję: na zwalczenie i zaradzenie patologii oferują metody i środki, które tę właśnie patologię napędzają i postawy, które są wprost źródłem tej patologii. Wyraźnie widać, na czym im zależy. Jak "szczera" jest ich troska o "dobro ludzkości".1

Autor usiłuje walczyć z reklamami antykoncepcji. Warto wspomnieć, że w polskich mediach i prasie nie ma reklam antykoncepcji hormonalnej. Są jedynie portale w sieci na temat antykoncepcji. Wypowiadający przytoczone powyższej skandaliczne słowa. uważa antykoncepcję za największe na świecie zło. Jego zdaniem winę za rozpad rodziny ponosi antykoncepcja. W swoich opowieściach niesamowitych przekroczył granicę – uznał, że przyczyną alkoholizmu i małżeńskich gwałtów jest antykoncepcja. Jego zdaniem, jeżeli kobieta stosuję antykoncepcję, to ma być dla męża dostępna o każdej porze dnia i nocy, jest ona towarem. Jestem przerażona wrogością tego pana wobec kobiet, które rzekomo szanuje. Jednak jest jeden warunek tego szacunku – kobieta nie stosować antykoncepcji i rodzić dzieci, nawet poczęte z gwałtu. Jego zdaniem mąż nie piłby i nie zgwałcił żony, gdyby nie była ona skarżona antykoncepcją. Gwałt jest bez względu na to, czy sprawcą jest mąż, znajomy, czy osoba kompletnie nieznana kobiecie, jest zbrodnią dokonaną na ciele ofiary i jej psychice, czymś, czego nie można w żaden sposób usprawiedliwić. Nie ma tutaj znaczenia, czy ofiara stosuje antykoncepcję. Jeżeli doszło do gwałtu, kobieta ma prawo do antykoncepcji awaryjnej, natychmiastowej pomocy lekarskiej, psychologicznej i prawnej.

Przyczyną alkoholizmu nie jest antykoncepcja, najczęściej są to problemy, wzrastanie w patologicznym środowisku i presja społeczna na osiąganie sukcesu, z którą dana osoba nie daje sobie rady. Niestosowanie antykoncepcji nie powoduje, że rodzina nie ma problemu alkoholowego. Ponad 30% rodzin wielodzietnych to rodziny właśnie z tym kłopotem. Jakość naturalne planowanie rodziny nie sprawia, że rodzice przestają pić, natomiast jest przyczyną kolejnych ciąż i bardzo trudnego życia dzieci, często zabiedzonych i bitych.
Oczywiście, że stosowanie antykoncepcji nie eliminuje gwałtu. Spadek tak dramatycznych zdarzeń może spowodować wychowanie młodego pokolenia w duchu szacunku do drugiego człowieka, w poszanowaniu tak ważnej wartości jaką jest nietykalność cielesna. Antykoncepcja może jedynie zapobiec dramatowi ciąży z gwałtu, która dość często kończy się aborcją, zabiciem noworodka lub oddaniem go do adopcji. Ofiara gwałtu nie traktuje rozwijającego się w jej macicy dziecka jak potomka, ale jako pamiątkę po gwałcie i mężczyźnie, który wyrządził jej wielką krzywdę. Bardzo rzadko jest w stanie pokochać takie dziecko, powiedzieć sobie, że to nie dziecko jej sprawcą jej dramatu, ale zboczeniec. Bardzo często dla zgwałconej kobiety dziecko jest przedłużeniem gwałtu, a obserwując rosnący brzuch czuje nienawiść do dziecka, która jest przełożona z uczucia nienawiści do gwałciciela.

Pisanie, że kobieta stosująca antykoncepcję jest winna pijaństwu męża i gwałtom jest obraźliwe i bardzo szkodliwe społecznie, bowiem usprawiedliwia gwałt (przemoc wobec kobiet). Przeraża to, że w dobie walki o bezpieczeństwo kobiet, o dobrą i kochającą się rodzinę bez przemocy są środowiska, które usprawiedliwiają przemoc wobec kobiet i dzieci, a nawet do niej zachęcają. Brakuje mi słów, aby wyrazić wzburzenie. Słowa potępienia wobec takich wypowiedzi to za mało.

Przeciwnicy antykoncepcji mają jakąś dziwną skłonność to powtarzania bzdur, którym już dawno nauka zaprzeczyła, do interpretacji medycyny za pośrednictwem ideologii. Wychodzą z tego oskarżenia o celowe okaleczanie się , zabijanie dziecka, chorobę psychiczna, rozpustę.

Celem antykoncepcji jest obezpłodnienie osoby lub aktu. Płodność jest źródłem lęku, jest traktowana jak choroba, jak coś, co trzeba zwalczać i niszczyć. Jest więc to postawa nie akceptacji swej natury. Antykoncepcja służy postawie człowieka, który nie akceptuje swej natury i uznaje, że przyjemność seksualna jest ważniejsza od życia dziecka. Tak więc współżycie antykoncepcyjne podporządkowane jest "celowi nadrzędnemu", jakim jest przyjemność seksualna. 2

Podejmując dyskusję z kolejną płomienną myślą pana Pulikowskiego, trzeba rozpocząć do zaznaczenia błędu. Nie ma słowa obezpłodnienie, jest ubezpłodnienie, które oznacza uzyskanie niepłodności w wyniku zabiegu sterylizacji. Osoby stosujące antykoncepcję odczuwają lęk przed ciążą, zwłaszcza, jeżeli nie planują dziecka lub zdarzyły się im okoliczność uniemożliwiające poczęcia. Nie oznacza to, że traktują płodność jak chorobę, czy niszczą ją antykoncepcją. Jest bardzo wiele badań naukowych, które potwierdzają, że antykoncepcja nie wypływa niekorzystnie na płodność po jej odstawieniu. W ciągu roku 80% par zachodzi w ciążę, a 20% z nich poczyna dziecko w pierwszym cyklu po odstawieniu antykoncepcji. Stosując antykoncepcję para pomaga naturze, bowiem nie dopuszcza do marnowania komórek jajowych – blokując cykl nie dopuszcza do pogorszenia jakości komórek jajowych, do powstania cyst na jajniku, mięśniaków w macicy, endometriozy i nowotworów jajnika i endometrium. Prawdą jest, że również ciąża chroni przed nowotworami narządów rodnych, ponieważ blokowana jest owulacja i zmiany w endometrium.

Celem życia seksualnego jest przede wszystkim przyjemność seksualna, bez strachu o kolejne ciąże. Nie chodzi o to, że dziecko jest jakimś wrogiem, wręcz przeciwnie jest bardzo cennym skarbem do, którego przyjęcia rodzice chcą się przygotować. Nie chcą ryzykować kolejnych poczęć, posiadania liczby dzieci, których nie będą w stanie wychować. Wielodzietne rodziny są czymś pięknym, zasługującym na szacunek, ale nie każdy chce mieć tak liczną rodzinę. Liczba dzieci w związku to również prywatna decyzja rodziców. Płodność nie jest celem życia seksualnego, ale jednym z jego aspektów. Dziś mamy prawo wybrać, w jaki sposób i kiedy skorzystamy z funkcji płodności. Życie erotyczne pełni kilka funkcji: scala parę, daje poczucie bliskości, miłości, ma spore znaczenie zdrowotne, pomaga przejść różne trudności w związku, daje życiową radość, pogodę ducha, pomaga odprężyć się. Na głębię przeżywania przyjemności seksualnej antykoncepcja hormonalna nie ma wpływu. Może powodować spadki libido, ale wtedy wystarczy zmienić tabletki. Według niektórych użytkowników jedynie prezerwatywa i metody chemiczne mogą mieć wpływ na spontaniczność aktu – ponieważ trzeba o nich pamiętać w trakcie seksu.
Seksuolodzy podkreślają, że naturalne planowanie rodziny polegające na abstynencji seksualnej może powodować zdenerwowanie, stany lękowe, często utrudnia przeżywanie przyjemności seksualnej, bowiem myśli się przede wszystkim o unikaniu zapłodnienia. Naturalne planowanie rodziny to w zasadzie rodzaj obsesji, w jaką popada kobieta ,która w celu ochrony przed ciążą obserwuje śluz i temperaturę, a i tak nie ma pewności, co do prawidłowości swoich pomiarów. Obrońcy życia mają świadomość tego, że skuteczność tych metod jest niższa niż próbuje się wmówić to społeczeństwu i dlatego informują, że celem obserwacji nie jest antykoncepcja, ale regulacja poczęć i zwracają uwagę na to, że kobieta zawsze musi być gotowa na ciążę. Kobieta jest uprzedmiotowiona – ma odbywać kontakty seksualne w określone dni, jest swoistego rodzaju nagrodą dla mężczyzny, który zachował wstrzemięźliwość w dni płodne, musi być przygotowana na poczęcie potomka. Moraliści usiłują przekonać społeczeństwo, że to antykoncepcja uprzedmiotawia kobietę, bo jest „dostępna zawsze”. W stosowaniu antykoncepcji nie chodzi o bezterminową dostępność kobiety, ale o to, że kobieta jest świadoma swoich potrzeb i może współżyć wtedy, kiedy odczuwa taką potrzebę.

Zdaniem przeciwników antykoncepcji osoby używające tych leków są pozbawione rozumu. Skoro nie można przemówić do ludzi w racjonalny sposób, to najlepiej wyzwać ich do głupków i liczyć na to, że zawstydzeni dokonają skruchy i zaczną stosować jedynie słuszne, moralne i zdrowe naturalne planowanie rodziny.

Wreszcie antykoncepcja jest awychowawcza, zwalnia z używania rozumu i woli, z samoopanowania i odpowiedzialności za skutki swego działania (cały wysiłek sprowadza się do użycia środka, a odpowiedzialność bierze na siebie jego producent). W efekcie postawa antykoncepcyjna sprzyja odrzuceniu poczętego dziecka, jeżeli środki zawiodą. Jest w tym pewna konsekwencja: oni od początku nie chcieli dziecka, "uczciwie" stosowali środki, a "winę" ponosi producent. Czemu więc oni mają brać na siebie nie chciane skutki? Tak więc mimo "pobożnych życzeń" producentów i szumnych haseł, że antykoncepcja przeciwdziała tzw. przerywaniu ciąży, rzeczywistość przedstawia się dokładnie odwrotnie3.

Zacytowane słowa są pełne pogardy – kobiety stosujące antykoncepcję uznaje się za osoby rozpustne, nieodpowiedzialne, pozbawione zdolności panowania nad erotyzmem, głupie. Tymczasem antykoncepcja to dowód odpowiedzialności, dbałości o związek. Kobiety stosujące hormonalne środki zapobiegania ciąży w oczach moralistów mają opinię niewiernych, uganiających się za facetami, wręcz ogarniętych obsesją erotyzmu. Tak naprawdę większość z nas ma ułożone życie prywatne – stałego partnera, męża, rodzinę. Absurdalne jest stwierdzenie, że gdy antykoncepcja zawiedzie, to winą za ciążę obciążamy producenta. Koncerny wytwarzają środki antykoncepcyjne, ale to kobiety je stosują i tylko one odpowiadają za ewentualne zapomnienie tabletki i inne błędy przy stosowaniu antykoncepcji.