VigLink

Witam i zapraszam
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą płód. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą płód. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 11 lipca 2013

Druga część bajki




Postawa przeciw życiu.
W pierwszej części pisałam, że konserwatywni przeciwnicy antykoncepcji hormonalnej uważają, że zapobieganie ciąży powoduje powstanie „mentalności antykoncepcyjnej”, przejawiającej się w postawie przeciwko życiu. Cechą charakterystyczną tej postawy ma być uznawanie płodności za swojego wroga i usuwanie ciąży, jeżeli kobieta wpadnie, pomimo zabezpieczenia się. W absurdalnych twierdzeniach można pójść dalej. Jeden z amerykańskich kardynałów stwierdził, że antykoncepcja sprzyja kulturze aborcyjnej, ponieważ „antykoncepcja narusza prokreacyjny aspekt seksualnego zjednoczenia mężczyzny i kobiety (...) sprzyja ona powstawaniu postaw przeciwnych życiu. Rozbicie jedności aktu małżeńskiego, jakim jest antykoncepcja, niszczy prawdę ludzkiej seksualności.
  • Prawdą jest także, że wiele z form antykoncepcji jest w rzeczywistości wczesnoporonna. One niszczą życie ludzkie u jego początków, więc nie można mówić o różnicy między antykoncepcją a aborcją – dodał kardynał Burke, prefekt Sygnatury Apostolskiej.”1
W rzeczywistości sprawa wygląda odmiennie. Antykoncepcja jest jednym z ważniejszych czynników ograniczających liczbę aborcji. Co prawda organizacje kobiece ,zwłaszcza w Polsce domagając się prawa do refundacji antykoncepcji i edukacji seksualnej , wplatają w te propozycje żądanie legalnej aborcji i osiągają efekt odwrotny od zamierzonego – każda przeforsowania nowelizacji ustawy o ochronie płodu ludzkiego kończy się na pierwszym sejmowym czytaniu i trafia do kosza, a kobiety pozostają ze swoim problemem, jaki jest utrudniony dostęp do nowoczesnych metod planowania rodziny. W Polsce każda próba legalizacji aborcji będzie skazana na niepowodzenie, ze względu na kilka czynników:
  1. popieranie przez znaczną część społeczeństwa i obecną koalicję kompromisu aborcyjnego (ustawa z 1993 roku ograniczająca aborcję do 3 wyjątków, zakładająca również ułatwianie dostępu do antykoncepcji i edukację seksualną. Niestety jest powszechnie łamana)
  2. legalizacja aborcji jest niezgodna z Konstytucją, która zakłada ochronę życia od poczęcia, co potwierdził Trybunał Konstytucyjny w 1997 roku, wyrzucając do kosza poprawkę o dopuszczalności aborcji z powodów społecznych.
Szansę na przyjęcie miałaby propozycja refundacji antykoncepcji, o czym nieraz wspominali posłowie Platformy, ale bez legalizacji aborcji. Środowiska kobiece dla dobra kobiet powinny złożyć projekt ustawy o refundacji antykoncepcji i edukacji seksualnej bez aborcyjnego wątku. Lepszy taki stan – edukacja seksualna w szkole, refundowana antykoncepcja niż to, co mamy obecnie.
Wróćmy do słów do słów cytowanego kardynała. Kontakty seksualne w związku, które kardynał nazywa „seksualnym zjednoczeniem kobiety i mężczyzny” służą nie tylko prokreacji, ale przede wszystkim okazywaniu miłości, zaspokajaniu potrzeby bliskości, cielesności i czerpaniu przyjemności, umacnianiu związku. Płodność nie jest podstawą seksualności, a zaledwie jednym z celów podejmowania życia seksualnego. Nad płodnością potrafimy panować, co oznacza, że to para decyduje, kiedy chce mieć dziecko. Nawet w aspekcie czysto biologicznym -seksualność służy przede wszystkim zaspokojeniu popędu płciowego, którego konsekwencją są narodziny dziecka. Jedności aktu małżeńskiego nie rozbija

antykoncepcja– ludzie stosując środki zapobiegania ciąży nie stronią od kontaktów seksualnych. Zdarza się, że tabletki dwuskładnikowe niekorzystnie działają na popęd seksualny, ale wtedy wystarczy zmienić rodzaj tabletek. Wybitnym kłamstwem jest ostatnie zdanie o wczesnoporonnym charakterze antykoncepcji hormonalnej, powtarzane przez przeciwników, ale także przez lekarzy będących członkami stowarzyszeń naturalnego planowania rodziny.
Antykoncepcja nie niszczy żadnego życia, ponieważ w wyniku jej stosowania nie dochodzi do owulacji. Zmiana endometrium – błony śluzowej macicy na cieńsze adwersarze uznają za aborcję. Jest to kuriozalne, gdyż nie można unicestwić czegoś, czego nie ma. Nawet, jeżeli jakimś cudem pojawi zapłodniona komórka jajowa, to nie jest ona zabijana w wyniku działania antykoncepcji, tylko nie dochodzi do jej zagnieżdżenia i komórka zostaje wydalona w trakcie krwawienia z odstawienia. Niezagnieżdżenie się zapłodnionej komórki jajowej jest rzeczą naturalną, zdarzającą się przy naturalnym cyklu bardzo często. Na argument naturalnego obumierania zapłodnionych komórek jajowych, przeciwnicy antykoncepcji , odpowiadają, że na naturę nic nie są w stanie poradzić, co nie oznacza, że człowiekowi wolno „zabijać dzieci w najwcześniejszej fazie rozwoju”. Od razu zaznaczam, że w przypadku zapłodnionej komórki jajowej nie mamy do czynienia z dzieckiem, ponieważ owa komórka do momentu zagnieżdżenia się jest poddana cyklowi menstruacyjnemu i nie jest osobnym organizmem. Dopiero od momentu zagnieżdżenia organizm odbiera sygnał o ciąży i zaczyna rozwijać się nowy człowiek. Przeciwnikom antykoncepcji chodzi o wywołanie w kobiecie poczucia winy, wmówienie jej, że zabija swoje dzieci, spowodowanie stanów depresyjnych i siłowe zmuszenie do porzucenia antykoncepcji. Istnieje różnica między antykoncepcją a aborcją. Antykoncepcja zapobiega ciąży, z kolei aborcja jest unicestwieniem rozwijającego się w macicy dziecka, jest odebraniem dziecku życia. Nie można odebrać życia zapłodnionej komórce jajowej, można unicestwić ,
płód tak, jak dzieje się to w przypadku aborcji. Istnieje różnica między blastocystą , a rozwijającym się płodem. Blastocysta nie ma narządów, nie ma ciała, nie porusza się – jest jedynie kodem genetycznym. Płód rozwija się, ma ukształtowane ciało i znaczną część narządów, od 9 tygodnia porusza się w macicy, od około 7-9 zaczyna się rozwój mózgu. Różnicę widać jak na dłoni.

W artykułach przeciwników antykoncepcji można przeczytać takie kwiatki
Stały poziom hormonów powoduje zmiany zanikowe w  endometrium, czyli wyściółce jamy macicy co uniemożliwia zagnieżdżenie się zarodka. Następuje  więc poronienie żywej istoty ludzkiej będącej we wczesnym okresie rozwoju. Każdy z nas zaczynał swoje życie jako zarodek...”2

Prawdziwa jest pierwsza część zdania – antykoncepcja zmniejsza grubość endometrium, tak, że ewentualny zarodek nie zagnieździ się. Trzeba dodać, że nie jest to poronienie, a tym bardziej aborcja, tylko „uroda” organizmu kobiety. Zmiany w endometrium są korzystne dla zdrowia kobiety: zmniejsza się ryzyko wystąpienia mięśniaków, endometriozy, raka endometrium. Dla wielu kobiet najważniejsze jest to, że zmiana endometrium na cieńsze powoduje, że nie cierpią w trakcie okresu i nie zalewają się krwią. Miesiączka nie jest fizjologiczna, jest krwawienie z odstawienie, które od miesiączki różni się tym, że nie jest obfite i nie wywołuje bólu. Zyskujemy nową jakość życia – funkcjonowanie bez uciążliwego bólu, nerwowości, napięcia przedmiesiączkowego i nie narażamy się na utratę żelaza. Możemy schować do szuflady tabletki przeciwbólowe Drugie zdanie to ordynarne kłamstwo, które wręcz nie przystoi lekarzowi. Po pierwsze nie można mówić o poronieniu nie zagnieżdżonej blastocysty. Obrońcy życia błędnie podają, że zapłodnienie oznacza powstanie człowieka.
Oznacza tylko połączenie się komórek rozrodczych. Nie jest to nawet przekazanie genów, ponieważ według genetyków „
Istnieje pewna granica i jest nią (...), moment uaktywnienia genów zarodkowych. Uważam, że wniknięcie plemnika do komórki jajowej jest raczej swego rodzaju podjęciem de novo procesów życiowych komórki jajowej, ale nie rzeczywistym początkiem istoty ludzkiej jako takiej. A to dlatego, że przez jeszcze przynajmniej dwa albo trzy podziały zygoty – co trwa od dwóch do trzech dni, geny matczyne i ojcowskie funkcjonują niezależnie. Dlatego też niektórzy naukowcy sugerowali określenie tego etapu rozwoju zapłodnionej komórki jajowej jako stadium przedzarodkowe, a zarodek w tym stadium – niezbyt semantycznie fortunnym – mianem „przedzarodka”. 3
Profesor Jacek Modliński wyraźnie określa moment, w którym zaczyna się ludzkie życie – wymieszanie genów, które następuje w dwa , trzy dni po przeniknięciu plemnika do komórki jajowej. Mając na uwadze ten fakt, w żadnym razie nie można powiedzieć, że zapłodniona komórka jajowa jest istotą żywą, a tym bardziej, że jest dzieckiem!!!!
Podobną opinię wypowiada również dr Dariusz Cholewa, specjalista od leczenia niepłodności i lekarz -ginekolog.

Zapłodniona komórka (zygota) to jeszcze nie początek nowego życia. Teraz przez parę dni wędruje przez jajowód, nieustannie dzieląc się, przy czym jednocześnie nie zwiększa swojego rozmiaru. To etap bruzdkowania, którego efektem jest wielokomórkowy zarodek. Przesuwany jest ruchami rzęsek pokrywających nabłonek jajowodów i skurczami mięśniówki jajowodów. Wydzielina produkowana przez nabłonek ułatwia poślizg komórki. W ostatnim stadium bruzdkowania powstaje blastocysta, czyli jajo płodowe - pęcherzyk składający się z dwóch warstw. Trofoblast pełni funkcje ochronne i odżywcze, z embrioblastu powstaje ciało zarodka. Przez kilka dni pobytu w macicy zarodek odżywia się tzw. mleczkiem macicznym - substancją wydzielaną przez śluzówkę. Jednocześnie enzymy wydzielane przez jajo powodują nadtrawienie błony śluzowej macicy. Zarodek zagnieżdża się w wytrawionym zagłębieniu, endometrium je obrasta. Proces ten zwany implantacją lub zagnieżdżeniem rozpoczyna się mniej więcej po 6 dniach od owulacji, ale w zależności od tego, jak długo zarodek znajdował się w jajowodach, rozpocząć się może od 4 do nawet 12 dni od jajeczkowania. 4

Z przytoczonych powyżej wypowiedzi specjalistów jednoznacznie wynika, że błędem jest nazywanie zapłodnionej komórki jajowej zarodkiem. Zygota i cały proces bruzdkowania dają w efekcie zarodek. Blastocysta, inaczej jajo płodowe również nie jest zarodkiem, bowiem dopiero ona jest zalążkiem zarodka, z jej części zwanej embrioblastem powstaje zarodek, który jest początkiem człowieka. Do momentu rozpoczęcia się procesu zagnieżdżenia, po mniej więcej 6 dniach owulacji (tylko wtedy może dojść do zapłodnienia) nie mamy do czynienia z żadnym człowiekiem. Jeżeli jajo płodowe nie zagnieździ się nie wytworzy się zarodek. Tak więc mówienie o tym, że wyniku stosowania antykoncepcji dochodzi do poronienia zarodka jest bzdurą, świadczy albo o totalnym braku wiedzy albo o chęci manipulowania wiedzą naukową w celu przestraszenia kobiety i narzucenia jej swojej wizji świata. Bez względu na motywację takie postępowanie lekarza jest nieetyczne i zasługuje na potępienie.
Udzielająca wywiadu portalowi Fronda pani doktor z Bielska-Białej chciała przestraszyć kobiety, zaapelować do nich sumień, doprowadzić do tego, aby porzuciły tabletki i zaczęły stosować naturalne planowanie rodziny i postępowały zgodnie z papieskim nauczaniem. Przy okazji spowodowała uczucie winy, pogorszenie samopoczucia u kobiet starających się o dziecko – jej słowa o poronieniu żywej istoty ludzkiej mogły bardzo zranić kobiety, które pragną począć dziecko, a ciągle nie uzyskują ciąży. Para starająca się o ciążę bierze pod uwagę możliwość zapłodnienia w każdym cyklu, opowiadanie takich kłamstw sprawia, że kobiety zastanawiają się, czy znów nie poroniły, co powoduje problemy psychiczne. Wypowiadając te krzywdzące słowa, pani doktor nie wzięła pod uwagę problemów z implantacją blastocysty, co jest powodem braku ciąży, pomimo zapłodnienia. Jednym z takich zaburzeń uniemożliwiających zapłodnienie jest niedomoga lutealna, brak przygotowania śluzówki, czy zbyt wczesna lub za późna owulacja. Nie będę wdawała się w szczegóły tych skomplikowanych problemów. Jedno jest ważne – ilekroć widzicie w mediach konserwatywnych bzdury o wczesnoporonnym działaniu antykoncepcji przypomnijcie sobie zacytowane powyżej zdanie specjalistów i pamiętajcie o mechanizmach manipulacji informacjami o antykoncepcji.


Granica śmieszności
Ilekroć zdarza się mi czytać portale konserwatywne i informacje o antykoncepcji w nich zawarte mam sprzeczne uczucia. Po pierwsze jestem zażenowana poziomem manipulacji i kłamstw w nich zawartych oraz tym, że ich autorami są również lekarze. Po drugie mam niezły ubaw, gdyż absurdalność wieści przekracza granicę śmieszności. Podzielę się z czytelnikami najzabawniejszymi kawałkami i oczywiście odpowiem na nie.
Bardzo częste jest twierdzenie , że „ stosowanie antykoncepcji jest też często objawem pewnych zaburzeń w relacji małżeńskiej, bo mąż mówi w ten sposób: „kocham cię, ale nie chcę twojej płodności…” I tak naprawdę to są najbardziej niebezpieczne  skutki antykoncepcji, która oddziela małżonków od siebie i od Boga,  ale o tym nikt nie mówi. To ubezpłodnienie, bo tym jest antykoncepcja, sugeruje, że  płodność  jest zła. Natomiast akt małżeński jest piękny, właśnie dlatego, że jest płodny, jest wzajemnym obdarowywaniem, najściślejszym zjednoczeniem, a jednocześnie wiąże się z rodzicielstwem.”5

Zacytowane słowa w pełni obrazują to, o czym pisałam w poprzednim zdaniu. Żenujące jest to, że lekarz i do tego ginekolog wmawia pacjentom, że źródłem wszystkich problemów małżeńskich jest 
antykoncepcja

i opowiada o Bogu. Złości to, iż osoba udzielająca wywiadu bardzo nachalnie promuje poglądy papieskie i narzuca swoje patrzenie na seksualność pacjentkom, zapominając o tym, że jej zadaniem nie jest ocenianie współżycia pacjentek. Ginekolożka zdaje się nie dostrzegać roli kobiety w związku intymnym, uważa, kobietę za całkowicie poddaną mężczyźnie, za istotę, która nie ma prawa decydować o swojej płodności, bo o jej płodności decyduje mąż i Bóg. Lekarz, który rozmawiając z kobietą używa argumentów teologicznych budzi przerażenie. Z drugiej strony cytat jest humorystyczny – w XXI wieku nie łączy się teologii z medycyną. U osób, które mają doświadczenie z antykoncepcję zacytowane słowa wzbudzają śmiech. Wróćmy do poważnych rozważań nad cytatem. Bzdurą jest, że antykoncepcja zaburza wieź w małżeństwie, czy w innym typie związku. Nie jest też walką z płodnością, bowiem nie powoduje niepłodności, ale jest czasowym wstrzymaniem płodności, wyborem kobiety lub kochającej się pary. Nie sugeruje, że płodność jest zła, ponieważ żadna funkcja organizmu nie jest zła – natura jest w sensie ontologicznym dobra. Akt małżeński (czytaj szerzej współżycie płciowe) jest piękne za każdym razem, o ile jest wyrazem miłości, wzajemnego oddania się, scalania związku i odbywa się za zgodą obu stron. Jedynie gwałt i wymuszanie seksu upijaniem, narkotykami, czy presją psychiczną są złe, bo niszczą godność człowieka.
Jest rzeczą oczywistą, że współżycie seksualne wiążę się z możliwością poczęcia potomstwa i nie należy jego podejmować, jeżeli nie jesteśmy pewni uczuć do ukochanej lub ukochanego. Współżycie powinno być dojrzałą decyzją dwojga kochających się ludzi, przygotowanych na to, że mogą ewentualnie zostać rodzicami. Antykoncepcja hormonalna i wkładka domaciczna mają bardzo wysoką skuteczność w zapobieganiu ciąży, to jednak skuteczność może być zmniejszona poprzez zapomnienie o kolejnej dawce antykoncepcji, stosowanie niektórych antybiotyków i ziół oraz wymioty przed upływem 4 godzin od zażycia tabletki. Odpowiedzialność polega na braniu pod uwagę możliwości poczęcia i zaakceptowaniu takiej opcji.
Akt seksualny zawsze jest zjednoczeniem pary, wzajemnym obdarowaniem się uczuciem i stosowanie antykoncepcji lub jej brak niczego tutaj nie zmieniają.

Przeciwnicy antykoncepcji charakteryzują się niespotykaną kreatywnością jeżeli chodzi o wynajdowanie problemów i „straszliwych” skutków stosowania antykoncepcji dla świata. Przytoczę kolejny bardzo ciekawy fragment, tym razem dotyczący zmiany rzekomej mentalności i obdarowywania się małżonków.
Zmianie tej, jak zostało już wspomniane, ulega pogląd na wiele znaczących dla istoty ludzkiego istnienia tematów. I tak, stosunek do poczęcia, staje się negatywny. Osoba dziecka zaczyna być traktowana jako intruz, przed którym należy się z wszelkich miar zabezpieczyć. Akt współżycia, będąc nierozerwalnie związany z prokreacją, ulega degradacji przez pozbawienie go jego istoty. W konsekwencji nie ma on już charakteru poświęcenia, wzajemnego oddania się dwu osób. Partner stosunku staje się jedynie obiektem zaspokojenia potrzeby seksualnej, nie zaś osobą obdarowywaną. Nikt bowiem daru z siebie już nie składa. Była nim płodność. Tymczasem, w wyniku ubezpłodnienia stosunku została ona zablokowana.”6

Zdaniem autora tych słów antykoncepcja sprawiła, że stosunek do poczęcia stał się negatywny. Nie nazwałabym stosunku do możliwości poczęcia negatywnym, raczej świadomym wyborem tego, kiedy chcemy mieć dziecko. Nie da się ukryć, że istnieje odsetek kobiet, które w razie wpadki, a ściślej rzecz swojego błędu w stosowaniu antykoncepcji, usuną ciążę i bez wątpienia mają negatywny stosunek do dziecka, jednakże zdecydowana większość akceptuje ciążę, rodzi dziecko i bardzo je kocha. Czasem w pierwszej chwili pojawiają się złe myśli, akceptacja odmiennego stanu przychodzi z czasem. Wtedy najważniejsza jest pomoc partnera i wsparcie rodziny. Nieprzychylnego stosunku do ciąży nie należy upatrywać w antykoncepcji, ale w mentalności kobiety. Aborcje i porzucenia noworodków istniały od starożytności. Kobiety uprawiały zioła ułatwiające poronienie i stosowały różne inne metody na pozbycie się ciąży. Robiły to w zaciszu swojego domu. Temat miał klauzulę tabu. Dzięki antykoncepcji zmniejsza się liczba aborcji, kobiety bardziej świadomie decydują się na macierzyństwo. Dziecko nie jest intruzem, tylko wspaniałym darem miłości dwojga ludzi, przychodzi na świat wtedy, kiedy jest upragnione. Antykoncepcja umożliwiła oddzielenie współżycia od prokreacji, co bez wątpienia dobrze wpłynęło na relację w parze. Seks nie jest poświęceniem, ale przyjemnością, oddaniem się dwóch osób w bliskości i miłości. Autor przytoczonych słów twierdzi, że darem męża dla żony jest sperma, która ma dać nowe życie. Jeżeli owa sperma nie powoduje życia to nie można mówić o wzajemnym obdarowaniu. Płodność nie jest darem, który mąż daje żonie, ale funkcją organizmu, którą można kontrolować, po to, aby skorzystać z niej wtedy, kiedy para będzie gotowa, aby mieć dziecko lub kolejnego potomka i zapewnić swoim pociechom kochający się, bezpieczny dom.

Czytając artykuły o antykoncepcji odnoszę wrażenie, że ich autorzy mają błędne pojęcie o roli antykoncepcji w związku. Założenia ideologiczne przekładają na życie i wychodzi z tego totalne nieporozumienie. Szukają abstrakcyjnych powodów dla którego małżeństwa decydują się na stosowanie antykoncepcji.

„„Twój mąż zbyt często ma na Ciebie ochotę i źle reaguje gdy mu odmawiasz, ze względu na dni płodne? Weź pigułkę. Chodzicie ze sobą już pół roku i czujesz, że przychodzi ten czas, że chcesz się mu ofiarować, ale matura przed Tobą? Weź pigułkę. Jesteś spragniony seksu bez zobowiązań, który nie rani jak związek emocjonalny z drugą osobą? A może chciałbyś być po prostu gotów, kiedy na imprezie poznasz fajną laskę, bo może będzie to ta jedyna? W tym wypadku lepsza będzie prezerwatywa. Nasz produkt jest elastyczny i dopasowany do potrzeb klienta. Występuje w różnych kolorach, kształtach i smakach. W łóżku się bezeń nie obejdziesz.” – tak mogłaby brzmieć jedna z pośledniejszych ofert zachęcających do skorzystania ze środków antykoncepcyjnych.”7

Moraliści z ruchów obrony życia uważają. że kobieta stosuje antykoncepcję, aby być zawsze gotową na zbliżenie, bo mąż ma często ochotę na kontakt seksualny. Trudno im sobie wyobrazić, że kobieta ma także potrzeby seksualne i chce kochać się z ukochanym (mężem lub partnerem), wtedy, kiedy oboje czują taką potrzebę i nie oglądać się na temperaturę w pochwie, wygląd śluzu, czy na położenie szyjki macicy. Jest rzeczą naturalną, że współżycie podejmujemy, wtedy, kiedy odczuwamy potrzebę bliskości, kiedy chcemy wyrazić w ten sposób swoją miłość do drugiej osoby. Współżycie dlatego, że akurat jest właściwy czas, czasem wbrew sobie jest delikatnie mówiąc nieporozumieniem. Ideologia konserwatywna stworzyła obraz współżycia w małżeństwie. Według niego życie seksualne opiera się na przeświadczeniu, że jest to ofiarowanie się małżonków, w określone dni. Małżeństwo musi być cały czas przygotowane na przyjęcie życia (zajście w ciążę). W myśl tej ideologii rodzicielstwo nie jest wyborem pary, ale darem Boga i tylko Absolut decyduje o tym, kiedy dziecko pocznie. Para obserwując cykl kobiety ma współpracować z Bogiem w dziele powstania życia. Może tylko z istotnych powodów odłożyć poczęcie w czasie. Czymś złym jest bezwzględne przestrzeganie reżimu dni płodnych i całkowite wyeliminowanie współżycia w te dni. Zdaniem ideologii wykluczanie współżycia dni płodne jest podstawą przeciwko Bogu i przyjęciem nastawienia przeciwko dziecku, ewentualnie objawem strachu przed dzieckiem.

Trzeba jednak powiedzieć, że nie tylko "sztuczne" metody antykoncepcji powodują niekorzystne skutki. Również naturalne metody planowania rodziny niekiedy mogą okazać się szkodliwe.
     Po pierwsze, w funkcjonowaniu małżeństwa. Niektórzy stosują metodę naturalną na sposób faryzejski, jestem w porządku, spełniam prawo, ale najważniejszy jest mój plan na moje życie. Zaplanowaliśmy dwoje dzieci i swoje dzieci już urodziłam. Kiedy przychodzimy do ołtarza, aby zawrzeć małżeństwo, kapłan, w imieniu Kościoła pyta, czy chcemy przyjąć potomstwo, którym Bóg nas obdarzy - to Pan Bóg ma najlepszy plan na nasze życie i wie, ile dzieci nam potrzeba - czy jedno, czy dziesięcioro. A może ten dar nie zrealizuje się w sposób naturalny, tylko w innej formie płodności, np. poprzez adopcję? Małżeństwo cały czas powinno być otwarte na dialog z Bogiem i rozpoznawać Jego wolę.8

Przedstawiona ideologia jest całkowicie niezrozumiała dla sporej części społeczeństwa. Zawiera w sobie wewnętrzną sprzeczność. Z jednej strony stwarza parze iluzję wolności wyboru – jeżeli planujecie dziecko, współżycie w dni płodne 
, jeżeli nie macie w planach powiększenia rodziny – sypiacie ze sobą w dni absolutnej niepłodności (II faza cyklu). Po dokładniejszym wczytaniu się w założenia naturalnego planowania rodziny okazuje się, że nie chodzi o danie parze wyboru, ale o narzucenie małżonkom wizji wielodzietnej rodziny bez względu na okoliczności. Okazuje się, że wyznaczanie dni płodnych ma być pomocne w poczęciu dziecka i czymś niedopuszczalnym jest planowanie liczby dzieci. Jeżeli para doczekała się planowanej liczby dzieci, załóżmy 3 i w celu uniknięcia ciąży współżyje tylko w dni niepłodne postępuje źle, bowiem nie do nich należy decyzja o liczbie posiadanych dzieci.

To co przedstawiłam dla wielu osób będzie absurdalne. I słusznie. Jest rzeczą oczywistą, że decyzja o dzieciach i ich liczbie, różnicy wiekowej należy wyłącznie do rodziców.
Propagatorzy naturalnego planowania rodziny jako metodę zwalczania antykoncepcji wybrali obrażanie użytkowników, którym zarzucają rozpustę, uprawianie seksu bez zobowiązań, nieodpowiedzialność, brak zaangażowania uczuciowego. Osoby stosujące antykoncepcję czytające tego rodzaju myśli, łapią się za głowę. Obraz, jaki przedstawiają przeciwnicy antykoncepcji daleki jest od prawdy, ma na celu przedstawienie użytkowników antykoncepcji w złym świetle. Ludzie ci uważają, że mają prawo do moralnego pouczania, bo występują w obronie życia, małżeństwa i zdrowia kobiety. Tak naprawdę usiłują podporządkować społeczeństwie jedynie słusznej ideologii – nauczaniu dominującej w Polsce instytucji religijnej, której każdy ma obowiązek podporządkować się dla swojego dobra. Nie dopuszczają myśli, że ludzie mogą mieć różny stosunek do owego światopoglądu i jako osoby wolne, mające swoje potrzeby i poglądy mają prawo ową ideologię zaakceptować lub odrzucić. Ciekawa jest koncepcja odpowiedzialności – według moralistów odpowiedzialność w życiu seksualnym polega na stałym śledzeniu cyklu i gotowości w każdej chwili na pojawienie się dziecka. Stosując metodę termiczno-objawową ( tak naprawdę do tego sprowadza się naturalne planowanie rodziny) para musi być przygotowana na poczęcie. Wynika z zawodności metody i istnieniu bardzo dużej liczby czynników ograniczających jej skuteczność.

Kością w oku moralistów jest to, że ludzie traktują współżycie jako czynność spontaniczną i zdarza się im przypadkowy kontakt seksualny. Dla nich wolność w rozporządzaniu swoim ciałem, seksualnością jest czymś niewyobrażalnym. W świecie wolnym od ideologii istnieje kilka możliwości kształtowania swojego życia seksualnego. Każda z nich ma swoje wady i zalety. Są osoby preferujące trwałe związki, zarówno te sformalizowane, jak i na tak zwaną kocią łapę, ale są także ludzie, którzy źle czują się w stałym związku i preferują przypadkowe kontakty. Nie mamy prawa nie znając danej osoby oceniać jej wyborów odnośnie życia prywatnego i intymnego. Prawdą jest, że oferta prezerwatyw jest olbrzymia i rzeczywiście można ją dopasować do swoich potrzeb.

Stosowanie środków antykoncepcyjnych jest wyrazem dobrowolności i odpowiedzialności za siebie i drugą osobę. Według badań opinii publicznej prowadzonych w różnym czasie i przez wiele ośrodków sondażowych, ponad 93% Polek uważa życie rodzinne za najważniejszą wartość. Nie jest to dowód na konserwatyzm. Polki uważają, że rodzina jest ostoją, gwarantem szczęścia i bezpieczeństwa. Rodzina zmienia się – część obowiązków przejmują panowie, następuje uzupełnianie się w rolach. Kobiety mają dość ograniczania ich praw w imię ochrony konserwatywnie rozumianej rodziny, popierają antykoncepcję i
in vitro 

Część pań uważa, że częścią poczucia wolności w życiu osobistym jest także prawo do aborcji.
Antykoncepcja zbrodnią przeciwko małżeństwu.
W mediach konserwatywnych pojawia się mnóstwo zarzutów wobec antykoncepcji. Najczęściej wynikają one z 5 czynników
  1. niewiedzy
  2. chęci zastraszenia społeczeństwa
  3. niewłaściwej interpretacji wyników badań
  4. ideologii
  5. mieszania dogmatów z medycyną.
Antykoncepcja w ujęciu ideologicznym zawsze jest najgorszym złem. Ideologia zakłada, że dawcą życie jest Bóg. Rodzice usytuowani są w pozycji bezwolnych marionetek mających spełniać wolę Stwórcy.
Dlatego, że antykoncepcja sprzeciwia się zamysłowi Boga. Jest antypoczęciem, antyżyciem. Bóg tak stworzył człowieka, kobietę i mężczyznę, że dał parze małżeńskiej dni płodne i niepłodne. Sięgnięcie po antykoncepcję to powiedzenie Bogu: Sam będę decydował o tym, kiedy mam być płodny, a kiedy nie.”9
Zatrzymajmy się na chwilę przy językowej konstrukcji cytatu. Słowo antykoncepcja oznacza przeciw poczęciu. W sensie logicznym nie można połączyć przedrostka „anty” z rzeczownikiem „życie”. Wyraz „życie” oznacza istnienie w sensie biologicznym. Jeżeli nie planujemy dziecka nie jesteśmy przeciwko „życiu”, ale jedynie zapobiegamy poczęciu. W pierwszej części artykułu wyjaśniałam na czym polega różnica między zapobieganiem ciąży a aborcją, pomiędzy zapłodnieniem, a powstaniem nowej ludzkiej istoty. Słowa „antypoczęcie” również nie znajdziemy w słownikach języka polskiego. Jest to swobodna twórczość słowotwórcza autora. Dla autora cytatu czymś niedopuszczalnym jest to, że para decyduje o swojej płodności. No, cóż , trudno dyskutować z czymś irracjonalnym. Człowiek jako istotna myśląca ma prawo decydować o swoim ciele, pracy, prywatności i powiększeniu rodziny. Prawo do decydowania o czasie prokreacji, ilości dzieci jest jest jednym z podstawowych praw człowieka. Wynika z tego jednoznacznie, że to rodzice decydują o liczebności rodziny. Pozbawianie ludzi tego prawa jest łamaniem praw człowieka!!!!! Warto zaznaczyć, że ksiądz nie ma pojęcia o biologii. Powiedział, że „ Bóg (...) dał małżeńskiej dni płodne i niepłodne” . Cykl menstruacyjny jest funkcją organizmu kobiety, a nie pary. Mężczyzna nie ma cyklu, miesiączek i dni płodnych. Okresy płodne i niepłodne są wpisane w cykl kobiety.

Konserwatywni eksperci od seksu uważają, że pary stosujące antykoncepcję sprowadzają seks do czynności fizycznej pozbawiając go bliskość, uczuć, wzajemnego przywiązania i szacunku. Jest to kompletna bzdura. Erotyzm w związku jest częścią bliskości, sposobem wyrażania miłości, formą jedności i intymności w związku. Pary stosujące antykoncepcję są w stanie obejść się bez seksu, bo nie muszą się ograniczać – mogą współżyć, kiedy mają na to ochotę. Jeżeli pojawiają się okoliczności uniemożliwiające współżycie , np: choroba, przemęczenie, czy brak ochoty, to nie mają problemu z potrzymaniem się od współżycia i okazują sobie uczucia w inny sposób. Antykoncepcja absolutnie nie wypływa na poza seksualne okazywanie uczuć w związku. Uczucie nie rodzi się w łóżku, ale w codziennym życiu, we wspólnym przeżywaniu problemów i radości. W kochającym się związku oboje mają takie same prawa, także te seksualne- kobieta nie jest jedynie obiektem realizacji potrzeb seksualnych mężczyzny, ale osobą świadomą swojego ciała i pragnień. Stosowanie antykoncepcji umożliwia kobiecie bycie faktyczną partnerką, równoprawną osobą w związku, świadomą swoich potrzeb.
Konserwatyści uważają, że miarą udanego małżeństwa jest gotowość na przyjęcie kolejnego dziecka. Jeżeli para z różnych względów nie może tego uczynić to ma jedynie dwa wyjścia współżyć w dni niepłodne lub zrezygnować z seksu.

Jeśli małżonkowie absolutnie nie są w stanie przyjąć kolejnego dziecka, to antykoncepcja będzie dla nich wątpliwą pomocą, bo nie ma takiej, która byłaby stuprocentowo pewna. Dzieci, które poczęły się mimo stosowania środków antykoncepcyjnych, nie jest wcale tak mało. Nie chcę wchodzić w rolę nauczyciela ars amandi i nie zamierzam mówić małżonkom, jak mają się kochać, ale jeśli tak bardzo obawiają się poczęcia kolejnego dziecka, to mają tylko dwa wyjścia: albo zachować całkowitą wstrzemięźliwość seksualną, albo współżyć wyłącznie w dniach pewnej niepłodności”.10

Autor zacytowanych słów ma radę dla małżonków, którzy z różnych powodów muszą ograniczyć prokreację – mają nie współżyć lub stosować naturalne planowanie rodziny. Media prawicowe ostrzegają kobiety, że antykoncepcja nie jest pewna, bowiem może zdarzyć się, że coś nie zadziała, a wtedy zdaniem autorów kobiety przerywają ciążę. Twierdzą, że dysponują na ten temat wiarygodnymi badaniami: tam gdzie stosuje się antykoncepcję rośnie ilość aborcji. Jako przykłady podają Rosję, USA i Wielką Brytanię.

Przedstawiony powyższej argument jest łatwy do zbicia. Według badań organizacji międzynarodowych, takich jak: WHO stosowanie antykoncepcji zmniejsza ilość aborcji, a najwięcej kobiet, które przerywa ciążę nie stosowało antykoncepcji w okresie poprzedzającym zajście w ciążę. Antykoncepcja to pojęcie bardzo szerokie – obejmuje kilka metod: mechaniczne, chemiczne (pianki i żele), hormonalne. Najskuteczniejsze są metody hormonalne. Naturalne planowanie rodziny nie jest metodą antykoncepcyjną, ponieważ wymaga rezygnacji ze współżycia w dni płodne. 

W informacji o stosowaniu antykoncepcji nie ma szczegółów, wiemy tylko, że panie stosowały antykoncepcję, nie wiemy jaką i czy stosowały ją przed samym zajściem w ciążę. Bywa, że kobiety rezygnują z antykoncepcji , np: z powodu migren, wzrostu wagi, czy rozstania z partnerem i w czasie nie stosowania antykoncepcji miały kontakt seksualny. Pytania ankieterów są niedoprecyzowane. Fakt, że w danym kraju promuje się antykoncepcję nie oznacza, że kobiety w wieku rozrodczym stosują ją. W swoim postępowaniu kierują się światopoglądem, bądź nie mają dostępu do antykoncepcji, czy nie wiedzą, gdzie mogą otrzymać antykoncepcję. Badania amerykańskie wykonane kilka lat temu i badania polskie wykonane pod koniec lat 80-tych , a więc w okresie, kiedy w Polsce była wykonywana aborcja na życzenia, potwierdzają, że najczęściej aborcji dokonują kobiety religijne, wyznające religię zakazującą antykoncepcji.
Potwierdzają to badania CBOS z maja tego roku. Według badań , ponad 5 milionów Polek miało choć jedną aborcję w ciągu swojego życia, a najczęściej na ten dramatyczny krok decydowały się kobiety wierzące, słabiej wykształcone, mieszkające na wsi. W konserwatywnych środowiskach seks jest tematem tabu, panuje przekonanie, że ciąża przed ślubem to wstyd dla całej rodziny, a więc kobiety w obawie przed potępieniem społeczności decydują się na pokątne usunięcie ciąży. Według badań tegorocznych mniej aborcji jest wśród grypy kobiet młodszych między 15-36 rokiem życia, które dojrzały po wejściu w życie ustawy antyaborcyjnej. Obrońcy życia widzą w tym zasługę działania ustawy i swoich wystaw ze zdjęciami poronionych płodów. Prawda jest inna – trochę mniej aborcji to zasługa rozwoju antykoncepcji i dostępności informacji, również prawdziwych w sieci i obecności ulotek o antykoncepcji w gabinetach ginekologicznych. Liczba aborcji i tak jest zatrważająca – sięga nawet 200 tys rocznie, czyli znacznie więcej niż w Hiszpanii i Francji, gdzie dostęp do antykoncepcji jest ułatwiony.
5http://www.fronda.pl/a/zawsze-wystepuje-jakies-ryzyko-smierci-przy-zazywaniu-antykoncepcji,28691.html?page=4&#comments-anchor
7tamże
10tamże

sobota, 6 lipca 2013

O aborcji bez emocji

Tytuł w pierwszym momencie może wydać się dziwny. Temat aborcji wywołuje emocje, agresję, wzajemne obrzucanie się obelgami. W swoim wpisie postaram się przedstawić zagadnienie w sposób rozsądny - bez korzystania z materiałów ruchów pro-life i pro-choice. Korzystam wyłącznie z wiadomości na stronach medycznych, gdyż tylko takie uważam za wiarygodne. Materiały obu stron są przesycone ideologią, nie są obiektywne. Strona pro-choice zaprzecza, że istnieją negatywne skutki aborcji na psychikę kobiety, a konsekwencje zdrowotne zwala nielegalność zabiegu i nie reaguje na późne aborcje,a nawet dopuszcza dyskryminację płci, byle tylko czerpać zyski na aborcji. Piszę dyskryminacja płci, bowiem tylko w ten sposób można określić aborcję ze względu na płeć, w której najczęściej giną dziewczynki, a na to nie reagują organizacje międzynarodowe popierające aborcję, opowiadające się rzekomo za prawami człowieka. W momencie, w którym można określić płeć płodu nie mówimy o zarodku, ale o odmiennej istocie ludzkiej, drugim człowieku. Z kolei strona pro-life za człowieka uważa zapłodnioną komórkę jajową, zmusza zgwałcone kobiety do noszenia ciąży powstałe w wyniku gwałtu, opowiada się za zakazem aborcji z powodu nieodwracalnego uszkodzenia płodu, a nawet zmusza kobiety do poświęcania swojego życia dla dobra płodu niezdolnego do przeżycia poza macicą, w wyniku czego umiera matka i jakoś płód też nie przeżywa. W artykule nie będą dodawane zdjęcia, ponieważ obraz ma funkcję emocjonalną.

Już po kilku godzinach od opublikowania postu pojawiły się zarzuty, że chcę, aby kobiety były inkubatorami. Celem wpisu jest dostarczenie kobietom wiedzy, a nie zmuszenie do czegokolwiek. Nikt nie jest w stanie zmusić kobiety, aby urodziła dziecko. Jeżeli nie chce i tak znajdzie sposób na pozbycie się ciąży. Pytanie, czy podatnicy powinni płacić za aborcję na żądanie? Odpowiedź może być tylko negatywna. Kobieta może podjąć właściwą decyzję dla siebie tylko wtedy, jeżeli jest świadoma czym jest aborcja i jakie są jej konsekwencje. Trudno znaleźć informacje neutralne - bez ideologicznej otoczki. Artykuł jest próbą dostarczenia kobietom informacji, właśnie po to, aby mogły podjąć świadomą decyzję.

Fragmenty wpisu postanowiłam o konsekwencjach aborcji opieram wyłącznie na stronach medycznych, gdyż uważam, że czas skończyć z opowiadaniem kłamstw po obu stronach. Kobiety mają prawo do wiedzy nie opartej na wiedzy medycznej, bez ideologii. Powinny mieć prawo do oglądania płodu przed aborcją na usg, aby na własne oczy mogły się przekonać, że nie usuwa się zlepku komórek, grudy po zapłodnieniu, ale żywego, ruszającego się człowieka. Z obowiązku oglądania płodu na usg powinny być zwolnione ofiary gwałtu, kobiety dla których ciąża jest zagrożeniem życia i w przypadku, kiedy płód jest nieodwracalnie uszkodzony.

Kilka faktów z rozwoju prenatalnego człowieka

1) Moment powstania zarodka
Istnieje pewna granica i jest nią (...), moment uaktywnienia genów zarodkowych.  Wniknięcie plemnika do komórki jajowej jest raczej swego rodzaju podjęciem de novo procesów życiowych komórki jajowej, ale nie rzeczywistym początkiem istoty ludzkiej jako takiej. A to dlatego, że przez jeszcze przynajmniej dwa albo trzy podziały zygoty – co trwa od dwóch do trzech dni, geny matczyne i ojcowskie funkcjonują niezależnie. Dlatego też niektórzy naukowcy sugerowali określenie tego etapu rozwoju zapłodnionej komórki jajowej jako stadium przedzarodkowe, a zarodek w tym stadium – niezbyt semantycznie fortunnym – mianem „przedzarodka”. 1
Profesor Jacek Modliński wyraźnie określa moment, w którym zaczyna się ludzkie życie – wymieszanie genów, które następuje w dwa , trzy dni po przeniknięciu plemnika do komórki jajowej. Mając na uwadze ten fakt, w żadnym razie nie można powiedzieć, że zapłodniona komórka jajowa jest istotą żywą, a tym bardziej, że jest dzieckiem!!!!
Podobną opinię wypowiada również dr Dariusz Cholewa, specjalista od leczenia niepłodności i lekarz -ginekolog.

Zapłodniona komórka (zygota) to jeszcze nie początek nowego życia. Teraz przez parę dni wędruje przez jajowód, nieustannie dzieląc się, przy czym jednocześnie nie zwiększa swojego rozmiaru. To etap bruzdkowania, którego efektem jest wielokomórkowy zarodek. Przesuwany jest ruchami rzęsek pokrywających nabłonek jajowodów i skurczami mięśniówki jajowodów. Wydzielina produkowana przez nabłonek ułatwia poślizg komórki. W ostatnim stadium bruzdkowania powstaje blastocysta, czyli jajo płodowe - pęcherzyk składający się z dwóch warstw. Trofoblast pełni funkcje ochronne i odżywcze, z embrioblastu powstaje ciało zarodka. Przez kilka dni pobytu w macicy zarodek odżywia się tzw. mleczkiem macicznym - substancją wydzielaną przez śluzówkę. Jednocześnie enzymy wydzielane przez jajo powodują nadtrawienie błony śluzowej macicy. Zarodek zagnieżdża się w wytrawionym zagłębieniu, endometrium je obrasta. Proces ten zwany implantacją lub zagnieżdżeniem rozpoczyna się mniej więcej po 6 dniach od owulacji, ale w zależności od tego, jak długo zarodek znajdował się w jajowodach, rozpocząć się może od 4 do nawet 12 dni od jajeczkowania. 2



 Już w 7 tygodniu tworzą się zaczątki nerwów wzrokowych i zaczyna rozwijać się mózg, a w ósmym tygodniu jest już rozwinięte ucho wewnętrzne odpowiedzialne za słyszenie i zmysł równowagi, co oznacza, że maluch reaguje na ruch matki.W dziewiątym tygodniu rozpoznać można rysy twarzy
rozwija się górna warga, pojawiają się dziurki w nosie, uwydatnia się dolna szczęka, uszy przesuwają się na boki głowy, a oczy ku przodowi twarzy. Wydłuża się szyja, ale ogromna głowa wciąż przylega do klatki piersiowej. Mózg rozwija się w tempie ekspresowym (to dlatego głowa musi być tak duża - stanowi połowę całej długości zarodka): z pęcherzyków mózgowych, które wykształciły się w szóstym tygodniu ciąży, tworzą się półkule mózgowe (odpowiedzialne za myślenie i czucie), międzymózgowie z przysadką produkującą ważne hormony oraz tyłomózgowie, gdzie mieści się m.in. ośrodek odpowiedzialny za oddychanie.Samorzutnie kurczą się mięśnie, dzięki czemu dziecko porusza się w worku owodniowym, choć ciężarna jeszcze tego nie czuje.

Dziwią więc tezy zwolenników aborcji, że płód to tylko zlepek komórek. Już w 9 tygodniu wygląda jak człowiek, więc nim jest. Osobą staje się dopiero po urodzeniu, ale dzieckiem, człowiekiem jest już w okresie prenatalny, Dziewiąty tydzień to granica- od tego momentu mamy do czynienia płodem. Zwolennicy tezy, że życie człowieka zaczyna się w momencie rozpoczęcia rozwoju mózgu, muszą przyznać, że 9 tygodniu możemy mówić o życiu człowieka - skoro ma ukształtowane części mózgu to żyje. W dziesiątym tygodniu już nie można mieć wątpliwości, co do człowieczeństwa płodu.
 Większość układów i narządów już się rozwinęła - płód przypomina miniaturowego człowieka. Powieki urosły i skleiły się, dziecko wygląda, jakby spało. Znikły błony między palcami rąk: widać już palce z opuszkami, dłoń ma właściwe proporcje. Palce stóp także są wolne od błon, ale jeszcze zbyt długie w stosunku do śródstopia.

Wątek opracowano na podstawie materiałów pana  prof. dr hab. n. med. Władmira Bożiłow, embriologa http://www.edziecko.pl/ciaza_i_porod/1,79417,2491679.html

Wszystkie argumenty typu, że płód to nie człowiek, nie dziecko wynikają z braku podstawowych wiadomości z zakresu rozwoju prenatalnego człowieka. Wynikają z chęci usprawiedliwienia aborcji. Najłatwiej krzyczeć o nieczłowieku niż przyznać się samym przed sobą, że popiera się zabijanie ludzie w fazie prenatalnej na każde żądanie. Nie będę przytaczała jak rozwija się  - ciaza   dalej, to tylko potwierdza tezę, że płód jest człowiekiem.

W XXI wieku, w czasie rozwoju antykoncepcji dokonywanie aborcji na żądanie świadczy o braku odpowiedzialności za swoją seksualność, o niedostatecznie dużej wiedzy na temat antykoncepcji.  Istnieją wyjątki, kiedy aborcja jest  moralnie dopuszczalna. Określa je polska ustawa z 1993 roku.
Nie wyobrażam sobie zmuszania zgwałconej kobiety do porodu, ani do aborcji. To powinna być decyzja kobiety. Nikt też nie ma prawa zmuszać matki do heroizmu, do rodzenia dziecka ciężko upośledzonego, którego życie będzie nieustannym pasmem cierpienia, a jego leczenie będzie kosztowało majątek i wymagało od matki rezygnacji z pracy, zaniedbywania starszych dzieci. Czymś niemoralnym jest emocjonalny szantaż na kobiecie ciężko chorej, dla której ciążą może być zagrożeniem życia. Idiotyzmem są postulaty o dopuszczalności późnej aborcji, czyli w okresie, w którym dziecko może przeżyć poza macicą, z powodu zagrożenia życia matki. Nie trzeba zabijać dziecka, aby uratować matkę, skoro można wykonać cesarskie cięcie i uratować oboje.

Aborcja ma swoje konsekwencje
Obrońcy prawa do aborcji  starają się wmówić kobietom, że tylko nielegalna aborcja ma skutki zdrowotne lub psychiczne. Podają wyniki badań instytucji słynących z zarabiania na aborcji, które mają potwierdzać te absurdalne tezy. Ostatnio akt sprzeciwu grup pro-choice wywołały badania przeprowadzone na niewielkiej grupie kobiet w Indiach wskazujące, że aborcja zwiększa ryzyko raka piersi. Pro-choice naśmiewało się z małej próby badawczej. Szkoda, że przy okazji nie powiedzieli prawdy, że badanie, choć niewielkie jest kolejnym badaniem, którego wyniki potwierdzają, że aborcja zwiększa ryzyko raka piersi. Aż 26 badań z 32 potwierdza, że aborcja zwiększa ryzyko raka piersi, co wynika z fizjologii ciąży i biologii kobiety. Na potwierdzenie swojego sprzeciwu nie mają żadnych argumentów, chodzi tylko o uśpienie czujności kobiet i dalsze zarabianie na aborcji. Mało kto wie, że nawet producent tabletki wczesnoporonnej RU 486 przestrzega przed rakiem piersi, uznaje wyniki tych badań. Oddajmy głos producentowi:

"Estradiol, czy też estrogeny zwiększają ryzyko wystąpienia raka piersi związane jest to ze wzrostem tkanki piersiowej. Estradiol, sprawia, że piersi rosną od czasu pokwitania do czasu dojrzałości płciowej i potem znowu powoduje ich wzrost w trakcie ciąży (najbardziej w I i II trymestrze). Komórki tkanki piersiowej wrażliwe na estradiol są komórkami niedojrzałymi i niezróżnicowanymi. Niektóre z nich w końcu różnicują się w kierunku komórek produkujących pokarm, które pod wpływem nieznanych jeszcze czynników nie mogą być pobudzane do dalszego rozwoju.

To właśnie te komórki niezróżnicowane są najbardziej podatne na uszkadzanie przez czynniki rakotwórcze (promieniowanie, pewne chemikalia itp.). Komórki te mogą po pewnym czasie przekształcić się w komórki rakowe. Kiedy kobieta już po kilku tygodniach normalnie rozwijającej się ciąży usuwa ją, w jej gruczołach piersiowych pozostaje większa niż przed ciążą ilość tych niezróżnicowanych komórek. W dodatku nieprawidłowe, niskozróżnicowane, potencjalnie rakotwórcze komórki, które znajdują się w jej piersiach (które także są obecne do pewnego poziomu u każdego) zostały pobudzone do namnażania. Podsumowując, wszystko to prowadzi do zwiększonego ryzyka powstania nowotworu. W przeciwieństwie do aborcji, kiedy ciąży pozwoli się rozwinąć, a dziecku urodzić, komórki niezróżnicowane zamieniają się w tkankę piersiową produkującą mleko, co obniża poziom tych rakotwórczych komórek sprzed okresu ciąży. To znaczy, że w pełni donoszona ciąża obniża poziom ryzyka zachorowania na raka piersi.

Jest też wiadomo, że kobiety, które rodzą swoje dziecko w młodym wieku obniżają ryzyko zachorowania na raka piersi w późniejszych latach życia. Im wcześniej pierś w pełni dojrzeje do produkcji mleka, tym mniej prawdopodobnym jest posiadanie komórek atypowych, potencjalnie rakotwórczych. Przyczyny tego zjawiska nie są jeszcze dokładnie poznane.
Można by sądzić, że lekarze powinni już dawno skojarzyć zwiększone ryzyko wystąpieni
a raka sutka z przebytą aborcją, biorąc pod uwagę wysokie poziomy estradiolu we krwi w pierwszych miesiącach normalnej ciąży.
 Światowa Konferencja na rzecz Raka Piersi potwierdza związek pomiędzy aborcją a rakiem piersi...

Pierwsza Światowa Konferencj
a na Rzecz Raka Piersi miała miejsce w lipcu 1997 roku w Kingston, Ontario, Kanada. Konferencja ta była współfundowana przez Organizację Środowiska I Rozwoju Kobiety, która była prowadzona w tym samym czasie przez Bella'e abzug. http://info-ru-486.blogspot.com/2008/04/zaleno-midzy-aborcj-rakiem-piersi.html

Skoro na stronie poświęconej aborcji farmakolog
icznej znajduje się informacja o zagrożeniu rakiem i jest dokładnie wyjaśnione, oznacza to, że zagrożenie istnieje i jest bardzo duże. Feministki bagatelizując je narażają kobiety na niebezpieczeństwo utraty zdrowia i życia oraz łamią podstawowe prawo człowieka do medycznej informacji o konsekwencji swoich decyzji. Jestem pewna, że gdyby kobiety były informowane o zagrożeniu, połowa uciekłaby z gabinetu abortera i urodziła swoje dziecko. Poród zwiększa i karmienie piersią minimum pół roku zmniejszają ryzyko raka.

Co więcej na stronie www.amazonki.net/artykuly/czytaj/1327/leczenie/onkolodzy-w-polsce-mozna-przezyc-20-lat-z-rakiem-piersi-    znalazłam taką informację, " Odpowiednie dopasowanie terapii pozwala skutecznie leczyć również kobiety z rakiem piersi, które są w ciąży – stwierdził prof. Pieńkowski. Zapewniał, że choć są to trudne przypadki, to leczenie nie zagraża ciąży ani dziecku. Co więcej, przy odpowiednim postępowaniu, nie zmniejszają się szanse przeżycia chorej.
– Aborcja w takiej sytuacji nie ma charakteru terapeutycznego i nie poprawia rokowań – dodał." - oznacza to, że nawet w przypadku raka piersi aborcja bardziej szkodzi kobiecie niż jej pomaga.

Naukowcy są zgodni, co do tego, że aborcja jest przeżyciem traumatycznym, choć nie każda kobieta doświadcza jej skutków.
" Traumatyczne przeżycie
Aborcja jest przeżyciem traumatycznym, choć nie wszystkie osoby po przeżyciu traumy doświadczają jej skutków. Reakcja jest wysoce zindywidualizowana i zależy od percepcji zdarzenia, nadanego mu znaczenia, kontekstu całej sytuacji, wcześniej doznanej traumy, oczekiwań danej osoby i jej umiejętności radzenia sobie. Wśród czynników ryzyka poaborcyjnych problemów psychicznych specjaliści wymieniają: wcześniejsze problemy psychiczne i urazy seksualne, wyznawanie wartości zakazujących aborcji, wykonanie aborcji w późniejszym okresie ciąży, przerwanie ciąży z powodu anomalii płodu, czyli ciąży pożądanej, brak partnera lub brak wsparcia z jego strony oraz niską samoocenę. Klinicznie wyższy poziom depresji neurotycznej, poczucia rozbicia własnej tożsamości, innych zaburzeń psychicznych oraz trudności w wychowaniu dzieci został wielokrotnie stwierdzony w badaniach prof. V. Rue (m.in.: American Journal of Ortopsychiatry 2002, 72: 141-152, Canadian Medical Association Journal 2003, 168: 1253-1256). Próby samoleczenia, polegające na sięganiu po środki zmieniające nastrój, najczęściej prowadzą do uzależnienia (m.in.: British Journal of Health Psychology 2004, w druku oraz American Journal of Drug and Alcohol Abuse 2004, w druku).
Następstwa somatyczne   
Aborcja farmakologiczna - dozwolona w niektórych krajach przed ukończeniem siódmego lub dziewiątego tygodnia ciąży - dokonywana jest zazwyczaj poprzez podanie preparatu prostaglandyny, a jej skuteczność ocenia się na 95 proc. U dzieci, które urodziły się po nieudanej próbie aborcji farmakologicznej nierzadko obserwuje się występowanie różnorodnych wad rozwojowych (wrodzone porażenie nerwu twarzowego, wady kończyn, wodogłowie, holoprosencefalia, ekstrofia pęcherza moczowego). Ponadto farmakologiczne przerwanie ciąży, jak zauważyli dyskutanci, zwiększa ryzyko wystąpienia u kobiety choroby trofoblastycznej i może negatywnie wpłynąć na stan zdrowia pacjentek cierpiących na schorzenia wątroby, nerek lub szpiku.
Częstość powikłań aborcji chirurgicznej zależy od zaawansowania ciąży, obecności stanu zapalnego oraz umiejętności lekarza. Poważne powikłania, takie jak krwotok, pęknięcie macicy, zapalenie jajowodów, zator tętnicy płucnej, choroba zakrzepowa żył, udar mózgowy czy powikłania anestezjologiczne występują w 2-3 proc. przypadków. Sporadycznie aborcja może zakończyć się śmiercią pacjentki, ale częstość tych zdarzeń - z powodu braku właściwej rejestracji - nie jest znana.
Odległe następstwa somatyczne aborcji obejmują niepłodność, przewlekłe zapalenie narządów miednicy małej, przewlekłe bóle brzucha i zwiększoną zachorowalność na raka piersi. Ponadto sztuczne poronienie może mieć wpływ na przebieg następnej ciąży i przyczynić się do poronienia samoistnego, wystąpienia ciąży pozamacicznej, łożyska przodującego lub przedwczesnego porodu. http://pulsmedycyny.pl/2578787,98915,lekarze-dyskutowali-o-konsekwencjach-aborcji

Potwierdza się, że większość kobiet nie jest informowana o bólu fizycznym i emocjonalnym związanym z aborcją, odmawia się prawa do wiedzy na temat reakcji ich ciała i psychiki na aborcję, co oczywiście jest naruszeniem praw pacjenta. Legalizacja aborcji powoduje, że do informacji publicznej nie przedostają się informacje o skutkach aborcji, o przypadkach okaleczeń i śmierci kobiet. Aborcja staje się prawem człowieka, zabiegiem podobnym do wyrwania zęba. Ginekolodzy ostrzegają, że aborcja pogarsza stan zdrowia kobiety, także pod kątem ginekologicznym - wymagają interwencji ginekologicznych, częściej zapadają na anoreksję, bulimię, astmę, częściej skarżą się na silne bóle brzucha, piersi i miednicy. Kobiety te mają statystycznie więcej problemów w trakcie przebiegu kolejnych ciąż – częstsze poronienia, przedwczesne urodzenia, konflikt serologiczny, wrodzone wady u noworodków, ciąże pozamaciczne.
Z drugiej strony trzeba pamiętać, że kobiety decydując się na aborcję często samodzielnie podejmuje decyzję o utracie dziecka i bywa, że po tym zabiegu poza odczuciem ulgi nie występują u niej żadne inne długotrwałe objawy i komplikacje.  Nie wolno również zapominać, że część kobiet jest do zabiegu zmuszana przez partnera, rodzinę, pracodawcę, więc trudno mówić o samodecydowaniu. Wiele kobiet twierdzi, że gdyby ktoś je wsparł, powiedział, że są silne, że dadzą radę, to nie zdecydowałyby się na tak drastyczny krok.

Choć kwestia konsekwencji psychologicznych jest dyskusyjna i zależy od wielu okoliczności, to nie warto sprawdzać tego na własnej skórze. Ciąża nie jest chorobą, a dziecko nie jest dramatem. Ciąża może być na początku szokiem, ale po pewnym czasie można się z nią oswoić i zaakceptować. Jeżeli partner nie akceptuje ciąży, to jego strata, lepiej wyrzucić go ze swojego życia. Skoro żąda aborcji, to raczej nie kocha, chodzi mu jedynie o jego wygodę i brak konsekwencji, nie liczy się ze skutkami, jakie może mieć aborcja dla kobiety. Ciąża trwa 9 miesięcy, to dużo czasu, aby dać sobie szansę, uporządkować swoje sprawy, czy znaleźć porozumienie z ojcem dziecka. Aborcja to najgorsze rozwiązanie.

 
Kobieta ma prawo do decydowania o sobie, swoim życiu, macierzyństwie, ale tym wyborem jest antykoncepcja. Jedynie sytuacje skrajne, określone w polskiej ustawie moralnie usprawiedliwiają aborcję. Ustawa jest dobra - problem w tym, że nie przestrzegana. Pro-life torpeduje edukacje seksualną i antykoncepcję, pro-choice pomaga kobietom, które chcą dokonać aborcji. Po sieci i gazetach krążą ogłoszenia podziemia, wyroki za nielegalną aborcję są skandalicznie niskie. Pro-life nie dostrzega aborcji w podziemiu. Interesuje ich wyłącznie aborcja legalna i dążą do jej zniesienia - do zmuszenia kobiet do rodzenia uszkodzonych dzieci. Projekt zakazujący aborcji z powodu uszkodzenia płodu jest skandaliczny. 

Działania pro-life ograniczają się do paraliżowania pracy szpitali, obrażania lekarzy dokonujących aborcji z powodu uszkodzenia płodu, głupkowatych wystaw poronionych płodów, duchowej adopcji i marszy życia. Jakoś nie widziałam żadnej publikacji, choćby projektu ulotki, która przedstawiłaby rodzicom problem zespołu Dawna, pokazałaby, co potrafią dzieci dotknięte powyższą wadą genetyczną. Najłatwiej jest pokazywać obrazki, gorzej z okazaniem pomocy dla rodziców. Organizacji pro-life nie obchodzi nielegalna aborcja, bo nie można na niej wybić się medialnie. 

W kwestii aborcji mamy rozsądny kompromis. Legalizacja aborcji jest niemożliwa, bo jest sprzeczna z Konstytucją, co dał do zrozumienia Trybunał Konstytucyjny w 1997 roku, kiedy to wyrzucił do kosza punkt o aborcji z powodów społecznych. Szkoda, że do dobrych projektów wprowadzających refundację antykoncepcji, in vitro i edukację seksualną lewica umieszcza legalną aborcję do 12 tygodnia ciąży, czym skazuje projekty na przepadnięcie w pierwszym czytaniu. Problem mają kobiety, które nie stać na antykoncepcję. Rodzą dzieci pijaków, gwałcicieli, a dzieci dziedziczą biedę. Aborcja nie rozwiąże problemU biedy, ani alkoholizmu.  Antykoncepcja wsparta dobrym poradnictwem rodzinnym dałaby o wiele lepsze rezultaty. Włączanie aborcji do projektów o refundacji antykoncepcji jest szkodliwe społecznie, ponieważ daje skrajnym konserwatystom argument, że antykoncepcja jest prostą drogą do aborcji.
2http://ginekolog.med.pl/Zaplodnienie.html