Blog o tematyce kobiecej i społecznej. Moda, antykoncepcja, dieta, prawa kobiet, dzieci i zwierząt, wychowanie. Blog dla wszystkich, którzy chcą rozmawiać bez obaw o obrazę uczuć. Blog dla reklamodawców - dziennie nawet 200 wyświetleń.
Jak co roku, kiedy tylko słonko przygrzeje fanatycy religijni z komitetu STOPABORCJI.PL fundują Polakom aborcyjną wojenkę. W ciągu czterech lat jest to trzecia inicjatywa zmierzająca do całkowitego zakazu aborcji. Kaja Godek - szefowa zbiórki podpisów, podkreśla, że Fundacja Pro - Prawo do Życia nie ustanie w walce i w przypadku porażki w Sejmie, znów wystąpi z projektem. W uzasadnieniu projektu, napisano, że dąży on do "faktycznego zapewnienia, aby konstytucyjne prawo do obrony życia nie było zróżnicowane ze względu na wiek, miejsce przebywania, stan zdrowia czy okoliczności poczęcia człowieka". Zapisano w nim, że "każdy człowiek ma od chwili poczęcia przyrodzone prawo do życia".
Projekt przewiduje, że za przerywanie ciąży za zgodą kobiety grozić ma kara pozbawienia wolności do lat trzech; taka sama kara grozić ma za pomoc kobiecie ciężarnej w przerwaniu ciąży lub nakłanianie jej do tego. W projekcie zapisano, że kto dopuszcza się tego (przerwania, pomocy w nim lub nakłaniania) "gdy dziecko poczęte osiągnęło zdolność do samodzielnego życia poza organizmem kobiety ciężarnej podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8".
Projekt zakłada, że "nie popełnia przestępstwa lekarz, jeżeli śmierć dziecka poczętego jest następstwem działań leczniczych, koniecznych do uchylenia bezpośredniego niebezpieczeństwa grożącego zdrowiu lub życiu kobiety ciężarnej".
Czytaj więcej na http://fakty.interia.pl/news-przeciwnicy-aborcji-chca-zaostrzenia-przepisow,nId,1704280?parametr=embed_tyt_zdj_lead#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox
Dokumentacja niezbędna do zarejestrowania Obywatelskiego Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej "Stop aborcji". zostały dostarczone do Sejmu, a jego członkowie już zbierają podpisy w trakcie swoich pikiet ze zmanipulowanymi banerami. Informacji o treści projektu jest jak na lekarstwo. Wiemy, że ma być zakaz i kary. Zaskoczył mnie zapis, że nie popełnia przestępstwa lekarz, który działaniami ratującymi życie matki może doprowadzić do śmierci płodu. Ów, pacjentki onkologiczne, kardiologiczne, itp. mogą odetchnąć z ulgą - w czasie ciąży będą mogły się leczyć. Pomysłodawcy projektu zauważyli, że płód bez żywej matki nie przeżyje. Projekt nadaje się do wyrzucenia do kosza z kilku przyczyn. Po pierwsze: nie zapewnia ochrony życia poczętego. W Polsce nie są problemem aborcje z ustawy, tylko aborcje nielegalne. Z informacji udostępnionych opinii publicznej nie wynika, aby autorzy w jakikolwiek sposób utrudnili życie podziemiu aborcyjnemu.Kary za dokonanie nielegalnej aborcji i nakłanianie do niej istnieją również w obecnej ustawie i jakoś nie przeszkadza to w rozkwicie działalności aborcyjnej, a lekarze dość dobrze opanowali sztukę maskowania procederu i niszczenia śladów. Przeglądając stronę internetową inicjatywy ustawodawczej trudno oprzeć się wrażeniu, że nielegalna aborcja im nie przeszkadza. Nie znajdziemy tam informacji, aby członkowie Fundacji zainteresowali się tym, co dzieje się w prywatnych gabinetach. Los zdrowych płodów, które giną, bo kobieta woli karierę, czy nie odpowiada jej moment, w którym zaszła w ciążę ich nie obchodzi. Są wrażliwi jedynie na los uszkodzonych płodów, często niezdolnych do przeżycia poza macicą - dzieci, którym medycyna nie bardzo może pomóc oraz na los ciąż powstałych w wyniku gwałtu. Co prawda Kaja Godek mówi w wywiadzie, że ofierze gwałtu potrzebna jest pomoc, to jednak nie dodaje, że pomocą może być danie wyboru: co zrobić z ewentualną ciążą, a najlepszym rozwiązaniem jest umożliwienie skorzystania darmowego z antykoncepcji awaryjnej, której, ja wiemy obrońcy życia sprzeciwiają się.
Po drugie - zakaz aborcji nie uchroni płodów z zespołem Downa. Mamy XXI wiek, jesteśmy krajem unijnym , więc nie ma większych problemów, aby ciążę usunąć na koszt polskiego państwa za granicą. Warto przypomnieć, że w czasie protestów rodziców dzieci niepełnosprawnych w Sejmie, przedstawicieli Fundacji nie było. Znając poglądy prof. Chazana- członka komitetu, który zapowiedział, że w jego nowej Poradni Zdrowego Rodzicielstwa nie będzie wykonywał niektórych procedur diagnostyki prenatalnej, można mieć poważne obawy, że do ustawy wpisano zakaz badań prenatalnych, a przynajmniej znaczne ich ograniczenie, co spowoduje większą śmiertelność noworodków, które do tej pory, dzięki dokładnej diagnozie, można była ratować w okresie prenatalnych lub zaraz po urodzeniu, a także stworzyć warunki do odbycia porodu i natychmiastowej pomocy dla dziecka. Ustawa obróci się przeciwko dzieciom. Być może należałoby zastanowić się nad uszczegółowieniem ustawy i wpisaniem, jakie schorzenia są podstawą do ubiegania się o aborcję.
Po trzecie - ustawa nie zmniejszy ilości niechcianych ciąż, gdyż pomysłodawcy są przeciwni edukacji seksualnej i antykoncepcji. Raczej należy spodziewać się zapisu o klauzuli sumienia dla farmaceutów, która może jedynie pogorszyć stan zdrowia kobiet i zwiększyć liczbę niechcianych ciąż.
object width="300" height="250">
SLD, w postaci pana Jońskiego zapowiedziało swoją inicjatywę - ustawę liberalizują aborcję. No, cóż , jak zwykle nie przejdzie pierwszego czytania. Nie ma większości w Sejmie. Poza tym liberalizacja ustawy nie jest mile widziana przez społeczeństwo. Była już inicjatywa Porozumienia Kobiet 8 Marca w tej kwestii. Udało się zebrać 30 tys.podpisów, to kilka razy mniej niż potrzeba, aby przedstawić projekt w Sejmie i kilkadziesiąt razy mniej niż liczba podpisów pod projektami fanatyków. Poza tym wszystkie sondaże opinii publicznej pokazują, że Polacy nie chcą zmiany ustawy w żadną stronę i może pora, aby politycy uszanowali głos narodu. Liberalizacja ustawy również pozostawia kilka pytań -sąd brać kasę na finansowanie tego zabiegu i w jaki sposób ustawodawca chciałby zapobiec przypadkom zmuszania kobiet do aborcji?
Przy okazji warto wspomnieć, że kobiety w Polsce dużo poważniejsze problemy z dostępem do leczenia ginekologicznego - choćby do tej pory nie jest refundowany lek, który oszczędza macicę i skutecznie leczy mięśniaki. Polki nie mają dostępu do nowoczesnego leczenia raka piersi. W kwestii aborcji należy wykazać rozsądek i najpierw wprowadzić refundację antykoncepcji, a dopiero za kilka lat pomyśleć o legalizacji aborcji na żądanie. Legalizacja aborcji teraz, przy drogich środkach antykoncepcyjnych doprowadziłaby do traktowania aborcji jako antykoncepcji. Działania muszą być podejmowane we właściwej kolejności. Wszystkie dobre projekty regulujące kwestie antykoncepcji i edukacji seksualnej przepadły przez zapis o aborcji. PO jest w stanie zgodzić się na refundację antykoncepcji, ale nigdy na aborcję na żądanie. Liberalizacja ustawy wymagałaby lewicowej większości w Sejmie i lewicowego Prezydenta. Wtedy przez rok, góra dwa lata, Polki korzystałby z legalnej aborcji - do momentu zakwestionowania zgodności ustawy z Konstytucją przez Trybunał Konstytucyjny. Taka sytuacja była w latach 1996-7.
bject width="300" height="250">
Niestety szanse zwolenników zaostrzenia ustawy są w tym roku realne. Wystarczy przypomnieć co ci ludzie wyczyniali rok temu, kiedy przepadł ich projekt - jeździli do rodzinnych miejscowości posłów PO z plakatami z wizerunkiem posła obok zdjęcia dziecka rzekomo zabitego w czasie aborcji.Afisze były opatrzone kłamliwymi podpisami. Posłowie w roku wyborczym raczej nie będą zainteresowani taką reklamą i jest spore zagrożenie,że parlamentarzyści, którzy w PSL-u są od początku kadencji i grupa posłów konserwatywnych z PO wraz z PiS, SP, PR przegłosują ustawę. Losy ustawy będą znane w maju - jeżeli Prezydentem zostanie Komorowski , który jest zwolennikiem kompromisu, to ustawę zawetuje, jeżeli Duda i następny Sejm opanuje PiS to mamy zakaz aborcji, zakaz antykoncepcji awaryjnej, klauzulę dla farmaceutów, dramaty kobiet i większą liczbę zgonów noworodków. Najrozsądniejsze jest pozostawienie ustawy w spokoju i przestrzeganie jej zapisów, co oznacza wprowadzenie edukacji seksualnej, refundacji antykoncepcji i wykonywanie procedury jeżeli są wskazania.
Ostatnia debata w Sejmie skłania do refleksji nie tylko nad językiem, ale także nad wartościami.
Jest oczywiste, że polskie dopuszcza mówienie o aborcji, jako o zabijaniu nienarodzonych dzieci. Orzeczenie Sądu Okręgowego w Katowicach w sprawie A. Tysiąc/Gość Niedzielny nie pozostawia wątpliwości - można nazywać aborcję zabójstwem, ale nie wolno odnosić tego do konkretnej osoby wymienionej z imienia i nazwiska. Oburzenie środowisk lewicowych, choć zrozumiałe, wiele nie da, ponieważ takie nazewnictwo jest zgodne z prawem i zasadę wolności słowa. Z resztą, w przypadku aborcji z powodów genetycznych nie mamy do czynienia z zarodkiem, czy zapłodnioną komórką jajową, tylko z ukształtowanym człowiekiem, ewentualnie z niedorozwojem, deformacjami części ciała lub narządów. Argument o stopniu rozwoju, o nie-człowieku jest niepoważny. O ile można mieć wątpliwości, co do człowieczeństwa zarodka, a więc do 9 tygodnia ciąży, o tyle w późniejszym etapie ciąży, to, że mamy do czynienia z rozwijającym się człowiekiem pozostaje bezsporne. Rozwój mózgu rozpoczyna się 7-9 tygodniu ciąży. W środowiskach feministycznych popularny jest pogląd, że początkiem życia człowieka jest rozpoczęcie rozwoju mózgu, podobnie jak końcem życia jest śmierć pnia mózgu. Wynika z tego, że osoby wyznające takie poglądy muszą być konsekwentne i nie mogą zaprzeczać, że płód, u którego rozpoczął się rozwój mózgu jest człowiekiem. Zaprzeczając swoim własnym twierdzeniom w sytuacji, kiedy jest to wygodne tracimy wiarygodność.
Przy problemie aborcji z powodu ciężkiego uszkodzenia płodu nie podlega dyskusji człowieczeństwo płodu, ale pytanie, czy humanitarne jest rodzenie dzieci, które nie przeżyją porodu lub umrą niedługo po nim, bądź nich życie będzie wegetacją - nie będą mówiły, na nawet samodzielnie przyjmować posiłków? Kolejnym problemem jest pytanie o to, czy mamy prawo narażać kogoś na bezustanne cierpienie? Warto też zwrócić uwagę na kwestię rodziny - genetyczna choroba nieuleczalna, skutkująca niezdolnością do życia odbija się w różny sposób na rodzinie. Wiele małżeństw rozpada się, bo przeważnie ojcowie nie wytrzymują psychicznie. Cierpią na tym starsze dzieci, które czują się odsunięte na boczny tor. Któreś z rodziców musi zrezygnować z pracy, aby przez całą dobę opiekować się dzieckiem, którego stan nigdy nie poprawi się. Oznacza to znacznie pogorszenie sytuacji materialnej rodziny. Państwo nie pomaga - leki, operacje, rehabilitacja to olbrzymie pieniądze, które rodzina musi sama wykombinować. Narodowy Fundusz Zdrowia niczego nie refunduje. Nie zauważona pozostała kwestia innych, przewlekłych chorób w rodzinie. Bywa, że rodzice lub starsze rodzeństwo nie są do końca zdrowi, chorują na nowotwory, cukrzycę, nadciśnienie, choroby serca, nerek, wątroby i potrzebują lekarstw. Poważnie upośledzone dziecko, które nigdy nie będzie zdolne do samodzielnego życia, co oznacza pogorszenie zdrowia innych osób w rodzinie i brak funduszy na leczenie. Pieniądze nie są z gumy, nie rozciągają się, nie spadają z nieba, jak biblijna manna. Niestety, sytuacja materialna jest istotnym argumentem w dyskusji, ponieważ utrzymanie takiego dziecka kosztuje. Jeżeli obrońcy życia są tak bardzo wrażliwi na krzywdę uszkodzonych płodów, to powinni zacząć do rozmów nad zmianą systemu socjalnego i systemu opieki - powinny lobbować za większymi zasiłkami, za refundacją leków i specjalistycznych operacji w kraju i za granicą. Najprościej jest zakazać, a potem umyć ręce i powiedzieć, że projekt nie powoduje kosztów dla budżetu państwa.
Mogę zrozumieć wrażliwość pro-life na kwestię terminacji płodów, o których wykryto zespół Downa, bo nie jest to choroba skutkująca całkowitym kalectwem. Z drugiej strony obrońcy życia nie robią nic, aby edukować społeczeństwo w kwestii życia z tą chorobą - nie przedstawili ani jednej publikacji o chorobie, o możliwościach chorych osób, nie wspomnieli o sukcesach sportowców, czy artystów z zespołem Downa. Nie wydrukowali choćby jednej broszury opisującej opiekę nad dzieckiem, jego zdolności społeczne, osobowość, czy kwestie edukacji. Jedynie paraliżują pracę szpitali i krzyczą o mordowaniu pokazując zdjęcie trzy letniej dziewczynki, bądź pani Godek z synem. Ich działania to zwykle warcholstwo mające na celu ubliżanie i prześladowanie. Uważny obserwator działań pro-life zauważy bez trudu, że organizacje te prześladują prof. Wielgosia, któremu odmawiają prawa do sędziowania w konkursie, czy udziału w konferencji naukowej. Pro-life nęka Rzecznika Praw Dziecka za to, że walczy z przemocą domową, której ofiarami padają dzieci, a nie protestuje przeciwko zapisowi o możliwości aborcji ciężko upośledzonych płodów. Czytając wpisy pro-life w sieci można odnieść wrażenie, że punkt o upośledzeniu płodu sprowadzają do zespołu Downa i mówią jedynie o zabijaniu takich dzieci. Nie widzą innych schorzeń genetycznych. Za to często pojawia się kuriozalne stwierdzenie, że dzieci są zabijane z powodu podejrzenia choroby. Zapominają, że współczesna diagnostyka pozwala na pewne postawienie diagnozy. Pomyłki należą do rzadkości. Pro-life mówi o wielkiej hańbie, o łamaniu Konstytucji, o dyskryminacji osób niepełnosprawnych. Konstytucja gwarantuje prawo do prywatnego życia, do wolności sumienia, zabrania zmuszania do poświęceń. Kwestia, czy zespół Downa jest przesłanką do aborcji pozostaje otwarta, można zastanawiać się, jak zmniejszyć ilość aborcji w tym przypadku. Jednym ze sposobów na zmniejszenie liczby aborcji powinna być edukacja w zakresie chorób genetycznych prowadzona w mediach, w poradniach genetycznych i w szkołach ponadgimnazjalnych, np: na przedmiotach "Zdrowie człowieka" oraz edukacja seksualna, które powinny zastąpić naukę religii. Katecheza w szkole ponadgimnazjalnej niczemu nie służy, bowiem młodzież jest już po bierzmowaniu, czyli jest dojrzała pod względem religijnym.
Istotą konfliktu o aborcję jest odmienny centralny punkt. Zwolennicy zaostrzenia ustawy zwracają uwagę na cierpienie płodu, na święte prawo do życia, pomijając problem matki - jej decyzji, życia rodziny i funkcjonowania dziecka niezdolnego do życia po narodzeniu. Brakuje im refleksji nad cierpieniem kobiety, która traci dziecko zaraz po porodzie, bądź latami patrzy na jego cierpienie.
Druga strona - zwolennicy kompromisu i osoby opowiadające się za liberalizacją ustawy patrzą na problem wyłącznie od strony praw kobiet. Pomijają kwestię człowieczeństwa płodu, a na nawet wbrew swojej filozofii jej zaprzeczają.
Po obu stronach jest sporo przekłamań i manipulacji - brakuje refleksji nad wydawałoby się sprzecznymi wartościami - dzieckiem i kobietą. Punktem wspólnym powinna być edukacja. Pro-life torpeduje edukację seksualną niezgodną z wolą kościoła. Kolejną rzeczą na którą powinny pochylić się obie strony to lista schorzeń płodu, przy których możliwa byłaby aborcja. Nie chcą jej obie strony. Zwolennicy kompromisu twierdzą, że odbierze ona kobiecie resztę praw, a pro-life, że pociągnie za sobą więcej dziecięcych ofiar. Tymczasem taka lista uporządkowałaby sytuację, ułatwiła pracę lekarzom i decyzję rodzicom, a także chroniłaby dzieci. Zdumiewające jest to, że nie ma woli wypracowania pakietu pomocy dla rodzin,w których żyją dzieci z chorobą genetyczną. Obie strony okopały się na swoich pozycjach, ubliżają sobie na wzajem, zarzucają nieuctwo, zamiast siąść i wypracować działania pomocowe, jak choćby system opieki nad takim dzieckiem, czy kwestię refundacji leczenia. Jak widać jest pole do współpracy. System pomocy byłby korzystny dla kobiet i dzieci. Jeżeli już zmieniać ustawę to jedynie przez dodanie zapisu o nieutrudnianiu do badań prenatalnych i ich finansowaniu przez NFZ oraz o darmowym leczeniu dziecka w okresie prenatalnym i szybkiej w miarę medycznej możliwości korekcie wad narządów po narodzinach.
Nie można usunąć zapisu o dopuszczalności aborcji z powodów genetycznych, ponieważ ustawodawca nie może aż tak ingerować w prywatność, zmuszać do poświęceń ponad siły. Wybór jest kwestią rodziców.