VigLink

Witam i zapraszam

niedziela, 11 maja 2014

Kiedy Polacy powiedzą DOŚĆ????


Przeczytałam dzisiaj wypowiedź kardynała Nycza i ciśnienie skoczyło mi do góry. Nie znalazłam całości wystąpienia, cytuję za dostępnymi źródłami internetowymi. "Świat współczesny nie żąda od Kościoła zaparcia się Chrystusa i jego Ewangelii, ale żąda milczenia - zwłaszcza w sprawach moralnych, podstawowych dla obrony godności człowieka i społeczeństwa, bez których zagrożone są fundamenty współczesnej cywilizacji europejskiej". Według kard. Nycza jest przyzwolenie, by Kościół realizował swoją misję charytatywną, a gdy Kościół chce głosić Chrystusa "nie tylko w życiu prywatnym ludzi, ale też w przestrzeni publicznej, wówczas niektórzy zaczynają mieć poważne wątpliwości i znajdują takich, którzy ich popierają". - Zwłaszcza wtedy, gdy Kościół przypomina o niezmiennym prawie moralnym i stoi na straży wartości nienegocjowalnych. Kościół będzie to czynił i nikt nie ma prawa go uciszać ani zachęcać do przemilczania" - Trzeba słuchać bardziej Boga niż ludzi. Kościół będzie to mówił także wtedy, gdy pojawiają się w pewnych kręgach próby mówienia o takiej świeckości państwa, w której nie ma miejsca na religię, nie ma miejsca dla Kościoła, a obecność władz państwowych na uroczystościach religijnych jest traktowana przez nie jako niedopuszczalna. Nie chcemy takiej świeckości państwa polskiego - powiedział kard. Nycz. Te słowa zgromadzeni przyjęli oklaskami" Czytając przemówienie Kardynała na Skałce w Krakowie przeraziłam się. Przedstawiciel kościoła kwestionuje zapisany w Konstytucji rozdział kościoła od państwa, jest kolejnym przedstawicielem kleru, który dąży do stworzenia państwa wyznaniowego. Można zignorować wypowiedź kaznodziei i powiedzieć, że kościół boi się utraty wpływów i dostrzega coraz większe zagrożenie dla swojej pierwszoplanowej pozycji w kraju. Hierarchii religijnej zależy na obecności religii w strukturach państwa, sejmie, rządzie i urzędach, na co nie może i nie powinno być zgody. Kardynał nie chce świeckości państwa, bo to oznacza mniej kasy z budżetu i odpowiedzialność karną dla przestępców w koloratkach. Pan kardynał jest przepełniony butą - twierdzi, że w głosie kościoła odbija się żądanie boże. Słuchając kościelnych bredni, słuchamy Boga. Szczytem buty jest stwierdzenie, że Boga (czytaj biskupów i kościoła) trzeba słuchać bardziej niż ludzi. Kardynał uważa się za równego Bogu. Świadczy to jedynie o chęci przejęcia władzy nad państwem i życiem obywateli. Głoszenie Chrystusa to między innymi działalność charytatywna, pomaganie ludziom, wspieranie ich dobrym słowem i dobrami materialnymi , a nie łupienie państwa, wchodzenie ludziom do łóżek, ukrywanie przestępców seksualnych i afer finansowych. Pan Nycz twierdzi, że społeczeństwo nie ma prawa do krytyki wobec kościoła i wątpliwości związanych z jego działaniem. Otóż, dopóki kościół jest finansowany z budżetu państwa, dopóki mimo swojej moralnej zgnilizny próbuje moralizować i pokazywać życiowe standardy oraz nastawia ludzi przeciwko sobie (wyzywanie ateistów i osób homoseksualnych od zboczeńców, morderców, nazistów), dopóki przedstawiciele kościoła są obecni w szkołach i administracji państwowej (wojsko, szpitale, policja, straż pożarna), to społeczeństwo ma prawo do krytykowania, wyciągania brudów kościoła na światło dzienne. Mamy prawo bronić dzieci przed kościelną ideologią, nie życzyć sobie klauzuli sumienia w służbie zdrowia i obecności polityków ma uroczystościach religijnych. Kościół ubzdurał sobie jakieś niezmienne prawo moralne, w którego centrum jest obrona zarodków, uszkodzonych płodów i sakramentalnego małżeństwa, co szumnie jest nazywane obroną rodziny. Tymczasem obrona rodziny to pozwolenie na wielość relacji rodzinnych (małżeństwa świeckie, konkubinaty, związki osób jednej płci). Ludzie sami doskonale wiedzą w jakim związku czują się najlepiej i bez względu na statut związku muszą mieć równe prawa. Rodzinie na pewno nie zagraża gender, czy sąsiedzi homoseksualiści za ścianą. Dla rodziny nie jest groźna antykoncepcja, badania prenatalne i in vitro. Rodzinie zagraża światopoglądowa nienawiść, w której sianiu kościół wiedzie prym, bieda, brak dostępu do mieszkań socjalnych, umowy śmieciowe, przemoc w rodzinie. Kościół opowiadając się przeciwko konwencji zapobiegającej przemocy w rodzinie działa przeciw hołubionej przez siebie rodzinie. Warto przypomnieć, że w niektórych mediach katolickich panuje pogląd, że małżeństwo jest nierozerwalne, nawet jeżeli mąż znęca się nad żona - w takiej sytuacji kobieta ma nosić krzyż chrystusowy, a elementem wychowania dzieci jest bicie dzieci. Kościół mówiąc o walce z przemocą łże. Usprawiedliwia przemoc wobec dzieci prawem rodziców do wychowania wedle swojej religii i światopoglądu. Poza tym kościół mówiąc o wartościach nienegocjowalnych zachowuje się niczym tyran i próbuje narzucić swoje nauczanie całemu społeczeństwo, dąży do wprowadzenia swojej nauki do ogólnopolskiego prawa. Kościołowi trzeba przypominać, że świeckość polega na szacunku wobec poglądów wszystkich obywateli - praktykujących katolików, niepraktykujących, osób innego wyznania, jak i niewierzących. Kościół nie ma prawa narzucać społeczeństwo swojej nauki pod pretekstem obrony życia, rodziny , moralności i tradycji. Oczywiście kościół może wypowiadać się, ale nie żądać, aby jego brednie stawały się prawem.Biskupi nie mogą wpływać na polityków, szantażować ich, straszyć ekskomuniką, przypominać , że wiara ( w zasadzie ich wytyczne) mają być na pierwszym miejscu. Kościół w Polsce zachowuje się jak okupant i faktycznie im jest - pobiera od państwa olbrzymi haracz, jest zwolniony z podatków, obecny w świeckich instytucjach, ma wpływ na edukację, groźbą wymusza korzystne dla siebie zmiany prawne. Po 25 latach, jakie minęły od przełomu, nadal nie jesteśmy wolni - tym razem podlegamy okupacji wysłanników Watykanu, którzy stoją ponad polskim prawem, wprowadzają cenzurę i wymuszają kolejne przywileje. Dobitne wyraził to arcybiskup Gądecki, który stwierdził, że nie może być mowy o żadnym rozdziale państwa od kościoła, ponieważ obie instytucje są zespolone, a kościół jest duszą państwa. Niestety, pod jednym względem trzeba przyznać arcybiskupowi rację - państwo jest uzależnione od kościoła, doprowadziły do takiego stanu wszystkie ekipy rządzące po 1989 roku. Co ciekawe pan Gądecki znalazł przyczyny emigracji Polaków, ubóstwa i tragicznej sytuacji na rynku pracy - jest nią odcinanie się od ewangelii (czytaj od kościoła). Myślący człowiek może tylko wyśmiać diagnozę pana przewodniczącego Episkopatu. Myślę, że moralną odnowę to kościół powinien zacząć od siebie - ujawnić księży-pedofilii, zająć się zakonnymi ośrodkami, w których podopiecznym dzieje się krzywda (przykład Zabrze i ośrodek Boromeuszek. Niech funkcjonariusze kościoła zajmą się głoszeniem ewangelii, a odczepią się od życia społecznego i polityki. Społeczeństwo ma dość milczenia w sprawie pedofilii i to kościół nie zmusi nas do zamiatania sprawy pod dywan. Mogę zapewnić biskupów, że o wszystkich niecnych występach będzie głośno i możecie sobie buczeć, że to atak na wiarę. Wierzeń nie atakujemy, ale pazerność i nietykalność kleru oraz zastraszanie społeczeństwa i próbę cenzury. Przyszła pora, aby społeczeństwo powiedziało DOŚĆ i rozpoczęło bunt. Pokażmy, że w swoim kraju mamy coś dopowiedzenia. Nie będziemy puszczać dzieci na religię, chodzić na msze, dawać na tacę, czy intencje mszalne i wypisywać się z kościoła. Kościelne śluby nie są do niczego potrzebne, a pogrzeby mogą być również świeckie. Chrzest nie jest niezbędny do życia. Biskupi zawsze mogą liczyć na szczere opinie, najczęściej krytyczne na temat ich działania. Dopóki nie uzyskamy świeckiego państwa nie będziemy wolni, pomimo tego, że mamy wolność ekonomiczną i jesteśmy w strukturach unijnych. Nie ma prawdziwej wolności bez wolności sumienia i państwa, które nie klęczy przed funkcjonariuszami Watykanu. Politycy, którzy chcą wprowadzić społeczną naukę kościoła do prawa zaprzeczają idei wolności. Nie ma chyba wątpliwości do czego dążą biskupi. Tylko naród może im przeszkodzić. Na służalczych polityków nie ma co liczyć.

sobota, 10 maja 2014

Antykoncepcja - porady duchownych


O tym, że są lekarze, którzy z powodów światopoglądowych odmawiają wypisania antykoncepcji pisałam wiele razy. Warto wiedzieć, że w myśl zapisów o klauzuli sumienia, wypisanie recepty na antykoncepcję nie podlega pod odmowę, bowiem nie równa braniu udziału w czynnościach nie zgodnych z wiarą medyka. W końcu to nie lekarz łyka tabletki, czy przykleja sobie plaster, tylko pacjentka. Przeglądając internetowe strony katolickie, np: wiara.pl można zaobserwować ciekawe zjawisko - osoby duchowne udzielają porad na temat planowania rodziny. Najczęściej odsyłają do spowiednika. Aby zobrazować sprawę przytoczę kilka cytatów w następującej kolejności - list czytelnika , a pod nim odpowiedź. 1) "Mam pytanie odnośnie spowiedzi i czy mogę przystąpić do spowiedzi tak żeby była ważna. Jesteśmy po ślubie, żona przyjmuje tabletki antykoncepcyjne. Cała sprawa jest jednak bardziej skomplikowana, żona jest chora i przyjmuje leki które mogły by uszkodzić płód, pani doktor podpowiedziała zabezpieczenie hormonalne. My zgodziliśmy się na ten typ antykoncepcji ponieważ wcześniej przez pewien czas żona (a wtedy dziewczyna) brała tabletki. Skończyła brać tabletki około rok przed ślubem ponieważ planowaliśmy dziecko, teraz z powodów zdrowotnych musieliśmy zmienić plany". Odpowiedź duchownego jest krótka - "Proszę zdać się na rozstrzygnięcie spowiednika." Już w tym krótkim pytaniu widać wyraźnie, ile krzywdy wyrządza ludziom kościelna nauka o seksualności i jak bardzo może zniszczyć życie. Zdrowie kobiety jest nieistotne, najważniejsze jest trzymanie się papieskich wytycznych. Od kiedy to spowiednik ma decydować o czyimś zdrowiu i pożyciu małżeńskim. Z teksu jednoznacznie wynika, że zdanie jakiegoś duchownego, który nie ma bladego pojęcia o zdrowiu kobiety ma być ważniejsze niż opinia ginekologa. 2)Bardzo wymowny przykład " Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus. Mam ogromny problem z antykoncepcją w moim małżeństwie. Jestem katoliczką, wiem czym jest Msza święta i Najświętszy Sakrament więc dla mnie najważniejsze w życiu, całą moją istotą odrzucam grzechy ciężkie jak i powszednie z pomocą łaski Bożej. Kocham Boga i jest dla mnie najważniejszy dlatego też nie akceptuję antykoncepcji. Niestety mój mąż nie wierzy w naturalne metody planowania rodziny, pracuje sam, ledwo utrzymujemy już dwójkę małych dzieci, ja mam problemy zdrowotne po drugiej ciąży, czasami ciężko zająć się dziećmi już tymi które mam, cała rodzina jest przeciwko mojej "głupocie". Odmawiałam mężowi współżycia dopóki nie dowiedziałam się,że to też grzech i to może ciężki. Mój mąż akceptuje NMPR (ja je robię zgodnie z poradnią małżeńską przy kościele) ale pod warunkiem że w dniach niepłodnych użyjemy prezerwatywy. Gdybym była sama pragnęłabym nieść krzyż jaki Bóg mi da, ale żyję w małżeństwie, które przez to się rozpada. Przecież jeśli kocham Boga i pragnę mu służyć, to muszę kochać i służyć mojemu małżonkowi i dbać o moje małżeństwo. Jak mam to pogodzić? jak mam sama podjąć decyzję, jeśli już nie jestem sama, mam męża? Rozmawiałam o tym przy niejednej spowiedzi, ale każdy ksiądz ma na to inny pogląd. Proszę pomóc. Dziękuję." Odpowiedź: "Proszę porozmawiać ze spowiednikiem. Zasada jest taka, że antykoncepcji stosować nie należy." J. W przypadku zacytowanej czytelniczki mamy do czynienia ze skrajnym fanatyzmem religijnym, z osobą dla której wiara jest ważniejsza od własnego zdrowia i rodziny. Znów widzimy, jakie szkody czyni w małżeństwie naturalne planowanie rodziny, w sytuacji, kiedy rodzina nie żyje w dostatku, a kobieta ma problemy zdrowotne. Mąż chce zachować się rozsądnie i nie narażać ukochanej na niebezpieczeństwo, natomiast dla niej ważniejszy od małżeństwa jest Bóg. Rada duchownego eksperta - antykoncepcji nie można stosować i rozmowa ze spowiednikiem - takim kościelnym ekspertem od ginekologii i rodziny. Ciekawa jestem, czy któryś z tych ekspertów wziąłby na siebie odpowiedzialność za życie kobiety, która z racji swojego stanu zdrowia nie powinna zachodzić w ciążę? 3) Kolejny głos mówiący o tym - jak szkodliwa jest katolicka nauka o seksualności i npr dla pożycia seksualnego w małżeństwie. "Jak to rozeznać w przypadku gdy małżonek ma pracę w Norwegi przylatuje co około 2 lub trzy miesiące na trzy dni (jeśli mniej jest pracy w firmie więc nie może pracy dostosować do cyklu nie płodnego kobiety ) a ciąża w jej przypadku jest zagrożeniem życia .Czy więc winni nie podejmować współżycia ? Można powiedzieć , nie bo przez stosunek przerywany można zajść w ciążę przez prezerwatywę też ale przecież i NPR nie daje stuprocentowej pewności . Taką pewność daje tylko brak współżycia . Tylko , że często jedna ze stron nie godzi się na to . Mój staż małżeński to 17 lat . Po pierwszej ciąży mój organizm został tak uszkodzony że ciąża oznacza śmierć moją i dziecka . Mąż ma potrzeby seksualne i postawił sprawę jasno albo będzie współżycie albo szuka sobie innej . Tak więc przez 15 lat stosowaliśmy stosunek przerywany . Dwa lata temu podjęłam decyzję , że to nie może tak być . Jaka to spowiedź skoro wiem , że z tego grzechu nie wyjdę . Więc zaczęłam stosować NPR . Mąż nie uznaje stosunku przerywanego za grzech i się z tego nie spowiadał . Jednym słowem zmusiłam go do NPR aby już tak nie spowiadać się po każdym współżyciu . On mi tłumaczył , że rozumie , iż grzechem jest antykoncepcja która zabija zarodek ,ale wtedy kiedy nie zabija jak np. prezerwatywa a współżycie jest w małżeństwie to jest po "Bożemu ". Przez to naturalne planowanie rodziny odsunęliśmy się od siebie bo musimy spać oddzielnie aby się nie pobudzać . Skrzywdziłam siebie ponieważ teraz trzeba współżyć w czasie nie płodnym kiedy to kobieta ze względu na zmiany hormonalne nie jest w stanie się podniecić i wówczas stosunek jest na sucho bolesny i bez przyjemności . Mąż się stara robi to samo co zwykle sprawiało mi podniecenie ,ale ja już znam swój organizm , że w czasie nie płodnym nic nie jest w sanie mnie pobudzić . Żeby nie krzywdzić męża informuję go , że musimy teraz współżyć bo mam te kilka dni nie płodnych . Czuję się jednak jak automat czy taka lalka dmuchana bo w tym czasie to ja już podniecenia niestety nie mam a i dobrą aktorką nie jestem aby tak oszukać męża , że chcę współżyć czy mam jakąkolwiek z tego przyjemność . Natomiast w czasie płodnym jestem tak pobudzona , że bardzo często śnią mi się stosunki seksualne . Mam wrażenie ,że niszczę w ten sposób swoje małżeństwo i siebie . " Cóż na to redakcyjna mądrala " Czym różni się stosunek przerywany od npr... W pierwszym wypadku to próba uczynienia stosunku niepłodnym. W drugim to zdanie się na naturę. Kościół uważa więc stosunek przerywany za metodę antykoncepcji. Ale proszę porozmawiać na ten temat ze spowiednikiem.." Znów poleca rozmowę ze spowiednikiem. w Liście widzimy, jak kościelne pranie mózgu doprowadza do ruiny małżeństwo- ludzie nie mogą współżyć, kiedy mają ochotę, tylko w wyznaczone dni. Kobiecie nie daje to przyjemności i czuje się, jak materac. Wie, że nie może zaryzykować, bo ciąża oznacza śmierć dla niej lub ewentualnego dziecka. Mąż szantażuje kochanką i nalega na prezerwatywę, a ona jest wystraszona wizją śmiertelnego grzechu i ma pretensję do kościoła o bezsensowne i nieludzkie stanowisko, a jednocześnie boi się przeciwstawić kościołowi. Dla kościoła nie ma znaczenia jej stan zdrowia i relacje w małżeństwie - liczą się jedynie absurdalne wymysły papieża sprzed 43 lat!!!!! Ideologia, że seks jest grzeszny, że obowiązuje wzór czystości seksualnej w małżeństwie doprowadza do rozpadu związku. Niereligijny ekspert zaleciłby udanie się do ginekologa i stosowanie antykoncepcji , nienarażanie swojego zdrowia i życia intymnego. Warto przypomnieć, że kościelny sprzeciw wobec antykoncepcji nie ma nic wspólnego z Biblią, jest wyrazem chęci podporządkowania kobiet i rozrodu. 4) Kolejny dramatyczny list młodego małżonka Karola, na temat krzywdy jaką w jego związku wyrządza obowiązek stosowania npr. "Mam problem z moją żoną. A tym problem jest brak współżycia. Jesteśmy małżeństwem już prawie 2 lata i do tej pory nie było między nami żadnego kontaktu w tej kwestia, ponieważ moja żona panicznie boi się ciąży. Mam 25 lat, ona ma 22 lata i pracuje i studiuje i jak sama powiedziała dziecko chce mieć dopiero za ok 5-6 lat bo najpierw musi skończyć studia i zmienić pracę na lepszą. Chciała ze mną współżyć ale pod warunkiem że będziemy stosować antykoncepcję, tabletki razem z prezerwatywami. A ja nie chce się an to zgodzić, bo jedyną dopuszczalną metodą dla mnie są naturalne metody. Jednak moja żona absolutnie się na to nie zgadza, powiedziała ze ma nieregularne cykle (zdarza się ze nie ma okresu przez 2-3 miesiące a potem ma co 1,5 tygodnia) dodatkowo wymaga to mierzenia temperatur a ona pracuje na zmiany, ma zmienny tryb życia i jak sama mówiła nie da rady. Rozmawiałem z nią wielokrotnie, nie pomagają ani prośby, ani artykuły mówiące, ze nawet w tym przypadku można stosować NPR. Ona popiera antykoncepcję i nie widzi w niej nic złego (niestety "zapomniała" mi o tym powiedzieć przed ślubem, a moje stanowisko w tej kwestii znała). Nie wiem co mam robić. Myślałem, że tylko na początku tak mówi, jednak od prawie 2 lat jest nieugięta. I mówi wprost albo antykoncepcja, albo mam zakaz dotykania jej przez najbliższe co najmniej 5 lat. Co mam robić? Przecież siłą jej nie zmuszę, a ŻADNE argumenty do niej nie przemawiają. Mam tego dość, już praktycznie ze sobą nie rozmawiamy, ciągle się kłócimy. Czy dla dobra małżeństwa zgodzić się chociaż na same prezerwatywy?" Jaką odpowiedź daje duchowy ekspert? "Żona jest po prostu wobec Ciebie nieuczciwa... Nie chciałbym radzić w tej kwestii. Może tylko warto zauważyć, ze za 5-6 lat albo może już nie być małżeństwa, albo żona może nie móc zajść w ciąże... Moim zdaniem nie powinieneś się godzić na prezerwatywy. Bo to swoisty szantaż, zupełnie niezgodny z tym, co żona ślubowała..." W przysiędze małżeńskiej nie ma słów -przysięgam, że nie będziemy stosować prezerwatyw i tabletek antykoncepcyjnych. Na przykładzie tego listu widać, jak wielkie spustoszenie w życiu człowieka wywołuje zbytnia wiara w kościół i nauczanie. Małżeństwo nie współżyje, bo kobieta ma rozsądne podejście do życia i nie widzi nic złego w antykoncepcji- chce w sposób odpowiedzialny kierować swoim rodzicielstwem i nadaje oszukać się propagatorom npr twierdzącym, że nawet w przypadku nieregularnego cyklu i pracy zmianowej można stosować npr. Kobieta nie zgadza się na seks, bo nie chce ryzykować ciąży. Ma do tego prawo - do wyboru momentu rodzicielstwa i do stosowania antykoncepcji. Odpowiadający straszy czytelnika niepłodnością po stosowaniu antykoncepcji i kategorycznie zakazuje mu stosowania prezerwatyw. Żona owszem przysięgała współżycie, ale także mąż przysięgał szacunek dla niej i miłość. Trzymanie się doktryny katolickiej jest wbrew małżeńskiej miłości. Przykład Karola pokazuje do jakiś zniszczeń w małżeństwie prowadzi katolicka ideologia. Byliby szczęśliwym, kochającym się małżeństwem, gdyby nie jego upór o stosowanie npr. Fakt faktem, że sposób antykoncepcji i wizję rodzicielstwa powinni ustalić przed ślubem. Jednakże, zgodnie z kościelnym bajdurzeniem seksualność zaczyna się w noc poślubną i wszelkie rozmowy na ten temat przed ślubem są grzechem ciężkim. Kobieta ma obowiązek stosować npr i nie ma żadnej możliwości posiadania innego zdania. Powyższe przykłady w całej krasie uwidaczniają, że nieprawdziwe są informacje o zbawiennym wpływie npr na związek. Dowodzą tego, że nie należy mieszać wiary z życiem seksualnym i zdrowiem, bo jedyne, co zyskamy to rozpad małżeństwa lub stan zagrożenia dla życia. Lepiej nie traktować poważnie kościelnego nauczania, myśleć samodzielnie i swoje życie kształtować według rzeczywistych potrzeb. Bóg z pewnością nie pogniewa się za łykanie tabletek antykoncepcyjnych. Natomiast antykoncepcja potrafi rozwijać małżeństwa, zapewnić satysfakcję z życia seksualnego. Npr - to uzależnienie od cyklu, narażenie się na niechciane ciąże, niszczenie więzi małżeńskiej. Trudno być szczęśliwym, kiedy o współżyciu nie decyduje miłość i pragnienie bliskości, a rozciągliwość śluzu, czy temperatura w pochwie. Jak widać na podanych przykładach między bajki można włożyć kościelne zapewnienia, że wstrzemięźliwość ma dobry wpływ na związek. Drogie panie, po poradę dotyczącą antykoncepcji nie udajemy się do spowiednika, ale do ginekologa.

niedziela, 27 kwietnia 2014

Nie oglądałam kanonizacji


Przyznać się w tym kraju,że nie oglądało się kanonizacji Jana Pawła II, to jak strzelić sobie w stopę. A jednak, uważam,że trzeba powiedzieć, że są na tym świecie ciekawsze rzeczy niż nierzeczywiste wyniesienie na ołtarze człowieka. Nie chodzi o ocenę papieża. Każdy z nas ma prawo mieć o tym człowieku swoje zdanie. Niepokojące jest to, że w teoretycznie świeckim państwie próbuje się wymusić na posłach, bez względu na ich poglądy uznanie świętości pana Wojtyły przez aklamację. Równie niezrozumiałe jest wymaganie od całego społeczeństwa oddawania kultu jednemu człowiekowi. Każdy kto chociaż raz przeczytał Biblię dostrzegł niezgodność kultu relikwii i świętych z słowami Biblii. Przypominam, że Księdze Wyjścia znajdziemy taką treść drugiego przykazania "Nie uczynisz sobie obrazu rytego, ani żadnej podobizny tego co jest na niebie w górze i co na ziemi nisko, ani rzeczy, które w wodach są pod ziemią. Nie będziesz się im kłaniał ani służył". Przykazanie jest jasne - zakazany jest kult obrazów i świętych. Cała kościelna gadka, że to tylko wstawiennictwo, to zaledwie nieudolne tłumaczenie łamania przykazania. W Polsce jest 700 pomników Wojtyły, ilość obrazków, wizerunków tego pana na różnych przedmiotach nikt nie zliczy. Karolowi Wojtyle oddaje się hołd, traktuje na równo z Bogiem, modli się do niego. Ogłupienie narodu sięgnęło zenitu. Jakakolwiek krytyka odbierana jest jako obraza uczuć, atak na kościół, wiarę i tradycyjną rodzinę. Przez kilka dni w mediach była jedynie kanonizacja i Ukraina - aż do mdłości u widza, który nie pieje z zachwytu nad świętością Wojtyły. O ilu ważnych rzeczach nie dowiedziała się opinia publiczna, ile o wiele istotniejszych informacji nie zostało podanych mogliśmy się przekonać oglądając zagraniczne media. Niestety, polskie media uznały, że nie ma ważniejszego zdarzenia niż kanonizacja, popadły w jakiś obłęd. Mam nadzieję, że od jutra skończy się ten cyrk i wrócimy do normalnego życia bez pana Wojtyły i jego lipnych cudów. Jedynym cudem, który sprawił Wojtyła przed kanonizacją to 250 milionów euro zysku dla włoskich przedsiębiorców z tytułu organizacji noclegów i sprzedaży pamiątek. Biznes kanonizacyjny rozwija się także w Polsce i jest to rzeczywiście cud , że można sprzedać lizak, czy czapeczkę z daszkiem z wizerunkiem papieża. Polski kult tej postaci osiągnął poziom najgorszego kiczu. Papież, rzekomo wzór, człowiek zasłużony dla Polski, któremu przepisuje się obalenie komunizmu spogląda na swoich wiernych z brzydkich obrazków i kubków. Czy to jest przejaw szacunku dla wielkiego, jak twierdzą nasze elity człowieka? Mam spore wątpliwości. Powiem tak - nie chciałam brać w tej żenującej szopce udziału, za każdym razem kiedy widziałam w telewizji podobiznę Jana Pawła II brałam do ręki pilot i zmieniałam kanał. Na szczęście widz ma narzędzie wolności - jest to telewizyjny pilot i może przełączyć na inny program.

sobota, 29 marca 2014

NIE DLA REKOLEKCJI W GODZINACH LEKCYJNYCH


Obecnie przez kraj przetacza się tajfun rekolekcji wielkopostnych dla młodzieży szkolnej. Jest to praktyka religijna, którą uczniowie muszą spełnić pod rygorem nieobecności. Rekolekcje przez ich zwolenników nazywane są duchowym przygotowaniem do świąt wielkanocnych. Zwolennicy podkreślają, że to realizacja prawa rodziców do wychowania dzieci zgodnie ze swoimi przekonaniami i wyznawaną religią. A wolność religijna jest przecież podstawowym prawem człowieka. Powiedzmy, że w tej argumentacji jest trochę racji - rodzice mają prawo do wychowania dzieci, przekazania potomstwu swojej religii. Problem jedynie w tym, że rekolekcje odbywają się kosztem nauki szkolnej. Trzy dni są wycięte z realizacji programu nauczania z powodu duchowych przygotowań do Wielkanocy. Tak naprawdę chodzi jedynie o pokazanie władzy kościoła, o zapędzanie dzieci i młodzieży na siłę do świątyni, o zmuszanie do praktyk. Rodzice nie są informowani, że mogą nie wyrazić zgody na obecność dziecka na rekolekcjach. Dostają jedynie informację o programie rekolekcji. Nikt nie pyta rodziców o zgodę, nie pyta dzieci, ani nauczycieli, czy mają ochotę uczestniczyć w tym cyrku. Z niepokojem zaobserwowałam, że w tym roku w podstawówce do której chodzi moja córka, rekolekcje odbywały się częściowo w szkole. Dyrekcja tak boi się lokalnego proboszcza, że zgadza się na wszystko, co księżulo wymyśli. W szkole była nawet msza, spotkania przedrekolekcyjne. Dzieci w wieku 6-13 lat spędziły kilka godzin na indoktrynacji religijnej. Nie puszczam dziecka na katechezę, więc nie musiała uczestniczyć w tym żenującym przedstawieniu. W jednym z liceów w Rudzie Śląskiej całe rekolekcje mają odbyć się w szkole łącznie ze spowiedzią. Dyrekcja przedstawiła rodzicom jedynie plan -chory plan. Rodzice mimo oburzenia nie mieli nic do powiedzenia. Momentami zastanawiam się, gdzie żyję - w kraju wyznaniowym, czy w demokratycznym? Kościół za bardzo wsiąknął w polską edukację. Zabiera szkole trzy dni przed samymi egzaminami na religijne nauki. Nauczyciele są niezgodnie z prawem zmuszani pod pretekstem obowiązku służbowego opieki nad uczniami do uczestnictwa w modłach. Nikt nas nie pyta o światopogląd, o to, czy chcemy w tym uczestniczyć. Zakłada się, że wszyscy są katolikami. Warto w tym miejscu przypomnieć, że rekolekcje w trakcie godzin lekcyjnych są sprzeczne z polską Konstytucją,łamią cały 53 artykuł Przytoczę. " Każdemu zapewnia się wolność sumienia i religii. Wolność religii obejmuje wolność wyznawania lub przyjmowania religii według własnego wyboru oraz uzewnętrzniania indywidualnie lub z innymi, publicznie lub prywatnie, swojej religii przez uprawianie kultu, modlitwę, uczestniczenie w obrzędach, praktykowanie i nauczanie. Wolność religii obejmuje także posiadanie świątyń i innych miejsc kultu w zależności od potrzeb ludzi wierzących oraz prawo osób do korzystania z pomocy religijnej tam, gdzie się znajdują. Rodzice mają prawo do zapewnienia dzieciom wychowania i nauczania moralnego i religijnego zgodnie ze swoimi przekonaniami. Przepis art. 48 ust. 1 stosuje się odpowiednio. Religia kościoła lub innego związku wyznaniowego o uregulowanej sytuacji prawnej może być przedmiotem nauczania w szkole, przy czym nie może być naruszona wolność sumienia i religii innych osób. Wolność uzewnętrzniania religii może być ograniczona jedynie w drodze ustawy i tylko wtedy, gdy jest to konieczne do ochrony bezpieczeństwa państwa, porządku publicznego, zdrowia, moralności lub wolności i praw innych osób. Nikt nie może być zmuszany do uczestniczenia ani do nieuczestniczenia w praktykach religijnych. Nikt nie może być obowiązany przez organy władzy publicznej do ujawnienia swojego światopoglądu, przekonań religijnych lub wyznania." Wolność religii obejmuje wolność kultu i dobrowolne uczestniczenie w obrzędach. Religia może być przedmiotem nauczania, o ile nie narusza wolności sumienia i wyznania innych osób. Odprawianie rekolekcji w szkołach narusza wolność sumienia. Szkoła nie jest miejscem kultu, jest przestrzenią świecką, gdzie obowiązuje rozdział Kościoła od państwa. Konstytucja zakazuje zmuszania do uczestniczenia w praktykach religijnych. Przypominam, że oprócz prawa rodziców do wychowania są jeszcze prawa dziecka, którego nie wolno zmuszać do praktyk religijnych. Rekolekcje jako obowiązek szkolny to przymus do odbycia praktyki religijnej, ograniczenie wolności wyznania. Nakazywanie uczniom i nauczycielom uczestnictwa w rekolekcjach jest naruszeniem prawa do nieujawniania swojego wyznania, jest złamaniem prawa do prywatności. Jak widać oprócz szkodliwości rekolekcji na proces edukacyjny kolejnym argumentem przeciwko tym praktykom jest ich niekonstytucyjność i to, że paradoksalnie ograniczają wolność rodziców do wychowania i wolność wyznania. Drodzy rodzice, miejmy odwagę sprzeciwić się rekolekcjom, powiedzieć NIE dyrekcji, której bardziej niż na przestrzeganiu prawa zależy na dobrych układach z proboszczem. Walczymy o swoje prawa i godność naszych dzieci. Nie pozwólmy na upokarzanie ich w trakcie spowiedzi, na szerzenie pogardy wobec ludzi wyznających inne niż katolickie wartości, na opowiadanie strasznych historii o męce, na kształtowanie w naszych dzieciach poczucia winy i zagrożenia. Rekolekcje byłyby prywatną sprawą młodzieży, rodziców i nauczycieli, jeżeli odbywały się po lekcjach. Wtedy osoba, która odczuwa taką potrzebę może w nich uczestniczyć. Jednakże tylko przymus uczestnictwa w rekolekcjach gwarantuje kościołowi pełne ławki. Ale ile przymus ma wspólnego z duchowym przeżywaniem rekolekcji? Nic. Człowiek zmuszony nudzi się, patrzy na zegarek i wewnątrz buntuje się przeciwko takim praktykom. Jak walczyć z rekolekcjami? Przede wszystkim nie posyłać pociech na religię i pisać usprawiedliwienia, że dziecko nie uczestniczy w praktykach religijnych. Nie możemy liczyć na pomoc władz i dyrekcji szkół. Pamiętajmy, że od września lekcje etyki muszą być organizowane nawet dla jednego ucznia. Rozmawiajmy z innymi rodzicami. Trzeba uświadamiać społeczeństwo, że można nie zgadzać się na rekolekcje, że takie praktyki są niezgodne z Konstytucją. Posługujmy się faktami, nie odwołujmy się do religii.Wyznanie to sprawa prywatna.

poniedziałek, 24 lutego 2014

Biskupi chcą większej śmiertelności noworodków


Przez ostatni tydzień media interesowały się wyłącznie Ukrainą. Sąsiad sobie poradzi, dokona swoich wyborów, a Polacy w końcu powinni wrócić do polskiej rzeczywistości. Przy okazji medialnego szumu o Ukrainie umknęło mediom coś bardzo ważnego, coś co będzie miało wpływ na zdrowie kobiet, przyszłych matek i noworodków. Media pominęły stanowisko biskupów odnośnie klauzuli sumienia, które jest polemiką z listopadową krytyką nadużywania klauzuli sumienia wypowiedzianą przez naukowców z PAN. Należało spodziewać się, że panowie biskupi znów odegrają znających się na ciąży, chorobach płodu, chorobach kobiecego układu rozrodczego mędrców. Biskupi jak zwykle nie zrozumieli treści stanowiska PAN. Uznali, że prawo do wolności religijnej lekarza jest najważniejszym prawem człowieka, fundamentem ludzkiej godności. Stwierdzili, że lekarz -katolik może odmówić nie tylko wykonania aborcji, ale także wypisania antykoncepcji, wydania skierowania na badania prenatalne i opinii o stanie zdrowia płodu. Zdaniem "uczonych biskupów" skierowanie na badania prenatalne to wstęp do aborcji, do zniszczenia dobra. Lekarz, o dziwo, może poinformować pacjentkę, że stan dziecka nie rokuje dobrze, ale nie może wydać zaświadczenia, bo kobieta może je wykorzystać w niecnym celu i domagać się przerwania ciąży. Antyaborcyjna obsesja Kościoła przestaje być zabawna. Robi się wręcz niebezpieczna dla kobiet i dzieci.Trzeba zaznaczyć, że PAN nie odmawia lekarzom prawa do sprzeciwu sumienia wobec aborcji, tyle, że ogranicza to uczestnictwa lub asystowaniu przy zabiegu. Zdaniem PAN klauzula sumienia nie obowiązuje w przypadku badań prenatalnych i wydania zaświadczeń, bowiem nie jest procedura aborcyjna. Nie trzeba być lekarzem, aby stwierdzić, że badanie prenatalne i wydanie zaświadczenie to nie aborcja. Jednak zdaniem naszych biskupów lekarz -katolik powinien odmawiać tego typu świadczeń, bowiem są one wstępem do niszczenia dobra, jakim jest życie poczęte. Biskupi, jak to mają w zwyczaju, specjalnej wiedzy na tematy, na temat których wypowiadają się , nie posiadają, natomiast uważają, że zawsze mają rację i mają prawo do narzucania swoich opinii. Nie dociera do nich, że badania prenatalne pozwalają ratować większość dzieci, pozwalają na przeprowadzenie operacji wewnątrzmacicznych, dają możliwość przygotowania zaplecza medycznego dla ratowania życia chorego noworodka. Postulat biskupów, aby lekarze odmawiali skierowań na badania prenatalne JEST ZAGROŻENIEM DLA ŻYCIA NOWORODKÓW I DOPROWADZI DO WIĘKSZEJ ŚMIERTELNOŚCI NAJMNIEJSZYCH DZIECI. Biskupi pochylili głowy nad losem abortowanych, ciężko uszkodzonych płodów. Uznali, że to wina badań prenatalnych, w związku z tym lekarz-katolik musi odmawiać skierowań. W końcu najważniejsze jest życie poczęte, a to, że dziecko umrze po porodzie nie ma znaczenia. Po porodzie może, ważne, żeby sumienie lekarza -katolika było spokojne i niezakłócone wyrzutami sumienia o aborcję. Katolickim duchownym teoretycznie chodzi o dobro poczętych dzieci. Ubolewają nad tym, że nie chroni się ich prawa do życia. Swój sprzeciw wobec badań prenatalnych motywują legalną aborcją. Nie interesuje ich co stanie się z dziećmi po porodzie, ile czasu stracą lekarze na badania, ile maluchów umrze, bo nie było wcześniej zdiagnozowanych. Biskupów nie specjalnie obchodzi los rodzin, które opiekują się dziećmi chorymi genetycznie. Nie zastanowią się nad cierpieniem rodziców, rodzeństwa i chorego dziecka. Nie interesuje ich, czy rodzice mają pieniądze na leki, operacje i rehabilitacje. Z okien biskupich pałaców nie widać rozpaczliwej sytuacji rodzin i można opowiadać bajki o prawie do życia. Stanowisko biskupów zagraża bezpieczeństwu noworodków i ciężarnych kobiet. Pod pretekstem obrony wolności sumienia i prawa do wyznawania religii, biskupi chcą ograniczyć prawa rodziców do informacji o zdrowiu dziecka, o decydowania o leczeniu. Chcą także ograniczyć prawa kobiet do opieki medycznej w czasie ciąży. Myślę, że warto mówić o tym głośno - panowie biskupi CHCĄ WIĘKSZEJ ŚMIERTELNOŚCI NOWORODKÓW. Nie zależy im na ochronie życia. Nie możemy ciągle chodzić obok biskupów na palcach i bić im pokłonów, nie możemy przyzwalać na bezprawne panoszenie się i narzucanie kościelnych urojeń kolejnym środowiskom zawodowym. Owszem, prawo do światopoglądu , wolność wyznania są prawami człowieka, ale są tylko jednym z wielu praw człowieka. Prawem najważniejszym jest prawo do zdrowia, życia i opieki medycznej. Biskupi terroryzują społeczeństwo wolnością sumienia. Warto zastanowić się, co odmawianie prawa do badań prenatalnych ma wspólnego z wiarą, rozumianą jako wiara w Boga, kierowanie się ewangelią. Nie mamy w tym przypadku do czynienia z wiarą, ale z narzucaniem nauczania Kościoła, z terrorem większym niż w państwach totalitarnych. Politycy, społeczeństwo i lekarze muszą przeciwstawić się biskupom zanim dojdzie do kolejnych tragedii. Nie możemy pozwolić na zawłaszczanie prawa przez jedną religię. Trudno nazwać to religią. Nauczanie Kościoła w kwestii praw kobiet i opieki medycznej nie ma nic wspólnego z wiarą - jest zwyczajną dyktaturą. Stanowisko biskupów jest zaprzeczeniem rozdziału Kościoła od państwa - ginekologia nie należy do sfery kościelnej, więc Kościół powinien trzymać się od tych kwestii z daleka. Zajęłam się tematem badań prenatalnych, ponieważ media nie widziały problemu. Nikt nie odmawia personelowi medycznemu prawa do odmowy wykonania aborcji. Tutaj wystarczy, aby Ministerstwo Zdrowia opublikowało listę szpitali, w których ustawowe aborcje wykonuje się. Problem badań prenatalnych jest o wiele poważniejszy, ponieważ dotyczy prowadzenia ciąży, praw rodziców i prawa dziecka do zdrowia i leczenia. Biskupi nie byliby sobą, gdyby nie skrytykowali antykoncepcji. Oczywiście uznają, że lekarz -katolik ma prawo odmówić wypisania recepty, bowiem antykoncepcja według ich wiary pozbawia płodności i ma fatalne skutki. Kwestionują prawa reprodukcyjne. Nic nowego - Kościół od wieków traktuje kobiety jak podludzi, nie uznaje prawa kobiet do decydowania o swojej rodzinie, chce zrobić z kobiet niewolnice jakoś Boga i cyklu. Odmowa leczenia i planowania rodziny godzi w prawa człowieka i jest zaprzeczeniem szacunku dla drugiej osoby, jej prawa do wolnego wyboru i wyrażania swojej woli.

niedziela, 23 lutego 2014

Skandal - biskupi pouczają lekarzy


Temat klauzuli sumienia wraca jak bumerang. W listopadzie 2013 Komitet Bioetyki skrytykował lekarzy, którzy nadużywają klauzuli sumienia. Uznał, że "Przypadki odmowy wykonania przez polskich lekarzy legalnych i uzasadnionych świadczeń zdrowotnych coraz częściej trafiają na łamy prasy i stają się przedmiotem publicznej krytyki,a nawet postępowań sądowych. Najczęściej sprawy te dotyczą procedur medycznych z zakresu szeroko rozumianej medycyny reprodukcyjnej –diagnostyki prenatalnej i przerywania ciąży". Komitet Bioetyki przy Prezydium PAN przypomina , że Komitet Praw Człowieka ONZ, powołany do kontroli realizacji postanowień Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych, którego Polska jest stroną, w październiku 2010 roku zwrócił rządowi uwagę, iż wiele Polek "pozbawionych jest dostępu doświadczeń z zakresu zdrowia reprodukcyjnego, w szczególności poradnictwa związanego z metodami zapobiegania ciąży, badań prenatalnych oraz zgodnych z polskim prawem zabiegów przerywania ciąży. Komitet wyraził zaniepokojenie faktem,że regulacje prawne umożliwiające lekarzowi uchylenie się od wykonania świadczeń medycznych z powodu własnych przekonań światopoglądowych, są niewłaściwie stosowane. Zalecił państwu polskiemu wprowadzenie odpowiednich regulacji uniemożliwiających lekarzom wykorzystywanie wspomnianych przepisów w celach niezgodnych z intencjami ustawodawcy" cytaty za Komitet PAN przedstawił obszernie swoje stanowisko, w którym potwierdza, że lekarze, pielęgniarki i położne mają prawo do odmowy osobistego uczestnictwa w świadczeniach niezgodnych z ich sumieniem, zwłaszcza w zabiegach aborcji, ale muszą ten fakt odnotować i wskazać osobę, która takich świadczeń udzieli. Eksperci zwracają uwagę, że prawem człowieka jest postępowanie według swoich zasad, zgodne z własnym sumieniem i światopoglądem, o ile nie narusza to bezpieczeństwa publicznego, porządku, zdrowia, wolności i moralności innych osób. Państwo nie może faworyzować jednego światopoglądu. Zdaniem ekspertów z PAN w Polsce klauzula sumienia jest nadużywana i służy do narzucania światopoglądu lekarza pacjentom. Warto zaznaczyć, że PAN nie sprzeciwia się odmowie wykonania aborcji, gdyż wedle przekonania osób odmawiających ochrona płodu ludzkiego stanowi dobro. W stanowisku PAN zawarte załącznik o klauzurze sumienia w sferze reprodukcyjnej. 1) "W opinii Komitetu, przedstawiciel zawodu medycznego nie może, powołując się na klauzulę sumienia, odmówić podjęcia działań, których celem jest dostarczanie pacjentowi informacji lub innych środków niezbędnych do podjęcia przez niego świadomej decyzji dotyczącej dalszego postępowania medycznego, które jest legalne, uzasadnione w świetle aktualnej wiedzy medycznej i sytuacji zdrowotnej pacjenta. Takie działanie profesjonalisty medycznego pozbawiałoby bowiem pacjenta możliwości samodzielnego do-konania wyboru i podjęcia czynności nakierowanych na uzyskanie pożądanego świadczenia.Udzielenie pacjentowi informacji lub środków, pozwalających mu na podjęcie autonomicznej decyzji w tej sprawie nie godzi ani nie stwarza bezpośredniego zagrożenia dla dobra, które profesjonalista uznaje za godne ochrony. Dlatego te okoliczność,e działanie, które pacjent zamierza podjąć na podstawie informacji uzyskanych od profesjonalisty medycznego,jest w przekonaniu tego ostatniego moralnie naganne, nie daje mu podstaw do skorzystania z klauzuli sumienia. Ostateczna decyzja o podjęciu bądź zaniechaniu dalszego działania należy wyłącznie do pacjenta i obciąża wyłącznie jego sumienie". 2) PAN przypomina, że polskie prawo nie daje farmaceutom prawa do odmowy sprzedaży antykoncepcji i powoływania się na klauzulę sumienia. 3) W Polsce doszło do dziwnej sytuacji - lekarze z katolickim sumieniem odmawiają kobietom skierowania na badania prenatalne, gdyż ich zdaniem jest to wstęp do aborcji. Zdaniem PAN takie zachowanie jest niewłaściwe. Zgodnie z polskim prawem lekarz nie może odmówić informacji o stanie zdrowia pacjenta, o rozpoznaniu, o proponowanych metodach diagnostycznych i leczniczych, nie może odmówić skierowania na badania specjalistyczne, ani wydania oświadczenia o stanie zdrowia, zwłaszcza, w sytuacji,zaświadczenie lekarskie daje pacjentowi prawo do uzyskania świadczeń zgodnych z prawem. Nie może odmówić skierowania na badania prenatalne, jeżeli istnieją przesłanki, że ciąża zagraża życiu kobiety lub płód jest uszkodzony. Nie może też odmówić wydania zaświadczenie o stanie zdrowia płodu. Ustawodawca nie daje lekarzowi możliwości decydowania o tym, czy dane schorzenie lub zagrożenie jest wystarczająco duże, aby przerwać ciążę. O tym decyduje kobieta. Wynika to z jej prawa do autonomii i z szacunku dla jej decyzji. Lekarz informuje o istnieniu okoliczności zgodnych z ustawą. DO kobiety należy decyzja, czy poważna choroba dziecka zagraża jego życiu i jest przesłanką do przerwania ciąży. Lekarz ma służyć wiedzą medyczną na temat choroby, rokowań, leczenia, skierować do specjalisty od danego schorzenia. 4) Lekarz nie może odmówić wydania recepty na środek antykoncepcyjny, bowiem, to ,czy pacjent z tego skorzysta zależy tylko od woli pacjenta. 5) "Komitet Bioetyki uznaje, i lekarz, pielęgniarka i położna mają prawo odmówić osobistego wykonania bądź uczestniczenia w wykonaniu zabiegu przerwania ciąży (poza przypadkami, o których mowa w art. 30ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty). Mogą także odmówić osobistego udziału w procedurze zapłodnienia pozaustrojowego. 6)Zdaniem Komitetu, lekarz nie ma jednak prawa odmówić pacjentom informacji i innych legalnych środków umożliwiających im swobodne i odpowiedzialne decydowanie o tym, ile,kiedy i w jakich odstępach czasu chcą mieć dzieci, a także informacji i legalnych środków umożliwiających im osiągnięcie możliwie najlepszego zdrowia seksualnego i reprodukcyjnego oraz dających im największą szansę na posiadanie zdrowego potomka." Oznacza to, w szczególności,e lekarz nie może, powołując się na klauzulę sumienia, odmówić pacjentowi informacji o skutecznych, dostępnych i uznanych metodach planowania rodziny, metodach leczenia niepłodności, w tym technikach zapłodnienia pozaustrojowego, oraz metodach diagnostyki i terapii prenatalnej. Nie może także odmówić informacji na temat warunków dopuszczalności legalnego przerwania ciąży". "> Ze stanowiska PAN wynika, że lekarz może odmówić udziału w dwóch czynnościach aborcji, rozumianej jako przeprowadzenie zabiegu i zapłodnieniu pozaustrojowym. Nie może odmówić badań, zaświadczeń i recept. W Polsce klauzula sumienia służy do narzucania pacjentom woli katolickiego lekarza, która jest tożsama z nauczaniem Kościoła. Jest sprzeczna z prawami pacjenta i wychodzi poza zakres klauzuli sumienia. W Europie można odmówić powołując się na klauzulę sumienia wykonania aborcji, in vitro i eutanazji, a nie zapisania środków antykoncepcyjnych, czy wydania skierowania na badania prenatalne. Biskupom od początku nie podobało się stanowisko PAN w/s klauzuli sumienia. Grzmieli z ambon, że to zamach na wolność człowieka, że wolność wyznania i sumienia jest pierwszym prawem człowieka, że jest to gwarancja godności zawodu lekarza. Aż w końcu w lutym 2014 roku Zespół Ekspertów KEP d/s Bioetycznych wydał swoje stanowisko. Na początku mamy stwierdzenie, że wolność sumienia jest zasadą konstytucyjną i lekarz ma obowiązek wstrzymać się w każdej sytuacji od działań sprzecznych z jego sumieniem. Nie będę omawiała całego stanowiska. Biskupi wyręczyli mnie i pod koniec swojego dokumentu wypunktowali swoje zdanie na temat klauzuli sumienia. Skorzystam z podsumowania. Cytaty zaznaczam pogrubieniem, pochodzą one ze strony Katolickiej Agencji Informacyjnej, na której można przeczytać cały dokument. 1)"Prawo do odmowy udzielenia świadczenia zdrowotnego z powodu obiekcji sumienia jest immanentnie związane z osobową godnością człowieka i wynikającą z niej wolnością sumienia. Ograniczenie klauzuli sumienia może nastąpić tylko w drodze wyjątku – w ustawie, o ile jest to konieczne z punktu widzenia zdrowia publicznego oraz prawa do ochrony zdrowia". Bez wątpienia prawo do odmowy, do światopoglądu jest związane z godnością, o ile nie godzi w zdrowie i wolność innych osób. W przypadku odmowy wydania skierowania na badania prenatalne, klauzula sumienia godzi w zdrowie rozwijającego się płodu. Większość wad płodu można leczyć, nawet przed narodzinami. Postawa lekarza, który odmawia skierowania na badania prenatalne godzi w życie małego pacjenta i prawa rodziców do wiedzy o zdrowiu dziecka. 2) Sprzeciw sumienia jest podstawą do powstrzymania się od wykonania świadczenia zdrowotnego. Do zakresu świadczeń zdrowotnych, których dotyczy klauzula sumienia, należy zaliczyć także wystawianie recept (np. recept na wczesnoporonne środki antykoncepcyjne) oraz skierowań na badania specjalistyczne przy uzasadnionym przekonaniu, że stanowią one część procedury nakierowanej na zniszczenie dobra, a nie tylko służą uzyskaniu informacji o stanie zdrowia pacjenta. Po pierwsze nie istnieje coś takiego jak wczesnoporonne środki antykoncepcyjne. Po drugie prawem człowieka jest decydowanie o ilości dzieci i odstępach między ciążami. Przekonanie , że badania prenatalne są podstawą aborcji jest nagonką biskupów ma osiągnięcia medycyny, chęcią odebrania rodzicom prawa do decydowania o zdrowiu dzieci. W ujęciu Kościoła dziecko jest własnością rodziców, którzy mogą je nawet bić , bo jest to metoda wychowawcza pełna rodzicielskiej miłości od urodzenia, wcześniej dziecko jest własnością Boga i Kościoła. Odmawianie badań prenatalnych i zaświadczeń lekarskich o stanie zdrowia dziecka to nie tylko atak na prawa rodzicielskie i prawo pacjenta do informacji, to także stwarzanie zagrożenia dla życia dzieci. Jeżeli jest wiadomo, że płód jest chory, można go leczyć w wielu wypadkach. Jedynie choroby genetyczne są w większości nieuleczalne. Jednym słowem, Episkopat uważający się za obrońców życia chce zwiększyć śmiertelność noworodków. Byle by katolickie sumienie lekarza było spokojne. Dramat rodziców, cierpienie dziecka nie ma dla biskupów znaczenia. Stanowisko biskupów zagraża życiu naszych dzieci, panowie w purpurze odmawiają rodzicom prawa do diagnozowania płodu i ewentualnego leczenia. Panowie biskupi i ich stronnicy chcą doprowadzić do wyższej śmiertelności niemowląt i to w ramach ochrony życia. Ręce precz od kobie t dzieci. Uzasadnione są jedynie protesty, że lekarz , który odmawia dokonania aborcji musi wskazać innego lekarza. Medyk nie musi mieć wiedzy, kto zajmuje się aborcją i faktycznie wskazywanie innego lekarza może być sprzeczne z jego sumieniem. To dyrekcja szpitala powinna wskazać miejsca, gdzie można to zrobić. Najlepiej byłoby, aby na stronie internetowej była informacja o palcówkach, które wykonują zabiegi. 3) "Lekarz powinien informować zainteresowane osoby o metodach regulacji poczęć, w tym o sposobach oraz konsekwencjach zdrowotnych stosowania środków antykoncepcyjnych. Może jednak, powołując się na brak celu terapeutycznego ( anty-patologicznego), odmówić wystawienia recepty na środki antykoncepcyjne. – Lekarz może powołać się na klauzulę sumienia, z uzasadnieniem sięgającym obowiązku ochrony i poszanowania godności człowieka oraz ochrony jego życia (art. 30 i 37 Konstytucji RP), i odmówić wystawienia recepty na środki postkoitalne. Farmaceuta może rozważyć odmowę ich sprzedaży, mimo braku wyraźnego umocowania w przepisach ustawy. – Obowiązek informowania pacjentki o stanie jej zdrowia i ewentualnych zagrożeniach dla życia i zdrowia związanych z kontynuowaniem ciąży nie stoi w sprzeczności z tym, że lekarz, powołując się na klauzulę sumienia, odmówi orzeczenia w sprawie istnienia wskazań do przerywania ciąży (argumentacja z art. 30 i 37 Konstytucji RP przy założeniu bezpośredniego związku wystawienia orzeczenia i możliwości skorzystania ze świadczenia w postaci terminacji ciąży)." Leki antykoncepcyjne mają znaczenie terapeutyczne. Katolicy chętnie straszą skutkami antykoncepcji , zapominając o wiele więcej przypadków śmiertelnych jest po zastosowaniu środków dostępnych bez recepty, w Polsce ok. 3000 przypadków rocznie. To fanatykom z dyplomem lekarza nie przeszkadza. Zgodnie z prawem lekarz nie może odmówić recepty na antykoncepcję, ponieważ prawo do planowania rodziny i do odmiennego światopoglądu pacjentki jest zagwarantowane w umowach międzynarodowych i w Konstytucji. Prawo do światopoglądu nie dotyczy tylko skrajnych katolików. Biskupi nakłaniają farmaceutów do łamania prawa, co jest skandalem. Specjaliści od teologii, a więc od bytu, którego istnienie trudno udowodnić, uważają się za na tyle kompetentnych, aby narzucać lekarzom, co mają robić, aby podważać zdanie naukowców. Profesura z teologii jest mniej więcej tyle warta, co świadectwo ukończenia gimnazjum. Są w tym gremium osoby spoza Kościoła, jednak cechuje je całkowite oddanie Kościołowi. Zastanówmy się, czy chcemy, aby Episkopat - ludzie , którzy ukrywają pedofilię, dla których jakaś bzdurna tajemnica spowiedzi jest ważniejsza od dobra ofiary księdza -pedofila , osoby, które mają na koncie przekręty w Komisji Majątkowej decydowały, co jest etyczne. Czy ktoś taki, jak pan Hoser - osoba, która ma swoim koncie zatajanie pedofilii, gardzi swoimi pracownikami, biskup wobec którego istnieją co najmniej uzasadnione podejrzenia (świadkowie), że nie ma czystego sumienia w/s mordów w Ruandzie może być jakimkolwiek autorytetem. Myślę, że pora powiedzieć DOŚĆ moralnemu terrorowi biskupów. Co oznacza katolickie sumienie? Nie jest indywidualne sumienie człowieka, ale moralny despotyzm Kościoła, który pod pretekstem wolności osobistej pracowników służby zdrowia narzuca społeczeństwu akceptację moralności kościelnej. To moralność wrażliwa na krzywdę zapłodnionych komórek jajowych, która nie dostrzega ludzkiego dramatu i prawa pacjenta do wolności osobistej. Katolicka moralność to nienawiść do wszystkich, którzy mają inne zdanie niż Kościół, to pogarda dla kobiet stosujących antykoncepcję, dla par decydujących się na in vitro, a nawet dla dzieci z in vitro. Moralność kościelna ogranicza się do zmuszania do rodzenia, ale zabrania diagnozowania poczętego dziecka. Nawet prof. Zoll, znakomity prawnik, który mówi o swoim przywiązaniu do Kościoła uważa, że lekarz nie powinien odmawiać skierowania na badania prenatalne, ponieważ wielokrotnie ratują dziecko. O odmowie wypisywania środków antykoncepcyjnych mówi w "Gościu Niedzielnym" "Natomiast uważam, że lekarz nie powinien powoływać się na klauzulę sumienia jeśli chodzi o środki antykoncepcyjne. Dlaczego? Otóż konieczna jest tolerancja i trzeba ją rozumieć symetrycznie. To znaczy: mogę się domagać od drugiego, żeby tolerował moje poglądy, ja natomiast jestem zobowiązany do tego samego wobec niego. Jeżeli tutaj nie chodzi o problem zaistnienia nowego bytu lecz o antykoncepcję w ścisłym znaczeniu tego słowa, to negatywne stanowisko wobec antykoncepcji, wynikające np. z nauki Kościoła, jest problemem lekarza i należy to szanować, ale on powinien uszanować u drugiej osoby, że ona tego punktu widzenia nie podziela. Jeżeli pacjentka chce korzystać ze środków antykoncepcyjnych, to jest to kwestia jej sumienia i lekarz tu nie powinien ingerować. Proszę pamiętać o tym, że kwestia antykoncepcji jest kwestią jednak związaną ze światopoglądem a nie kwestią ochrony jakiegoś dobra, w tym znaczeniu życia człowieka." Nadszedł czas,a by bronić się i zdrowia swoich dzieci przed Kościołem. Co prawda nikt do nas nie strzela, ale wypowiedzi biskupów godzą w fundamentalne prawo człowieka do ochrony zdrowia i prywatności. We współczesnej Polsce największym wrogiem społecznym są biskupi, z ich jadem, zawiścią, tylko przypudrowaną frazesami o miłości bliźniego i ochronie życia. Jak tak dalej pójdzie i do władzy dostaną się partie sprzyjające Kościołowi to badania prenatalne będą przestępstwem, a dzieci, które można uratować będą masowo umierały po urodzeniu. Lekarze katolicy będą mieli czyste sumienia - w końcu dziecko umrze po porodzie, a nie w łonie matki. Nastąpi cofnięcie medycyny o 20 lat. Wszystko pod pretekstem wolności osobistej i prawa do wolności wyznania medyków. Panowie biskupi, zajmijcie się pedofilią w swoim środowisku, pijanymi księżmi, oszustwami, zacznijcie wypłacać odszkodowania ofiarom molestowania seksualnego przez Waszych pracowników, a od kobiet, praw reprodukcyjnych, badań prenatalnych i medycyny trzymajcie się na odległość. Nie jesteście autorytetami, nie macie prawa narzucać lekarzom nauczania Kościoła. Prawo boskie nie istnieje, trzymajcie się rozdziału Kościoła od państwa. Medycyna nie należy do Kościoła. Nie jesteście ekspertami. Żyjemy w demokratycznym państwie i nie możecie narzucać praw swojej religii do ustawodawstwa.

środa, 12 lutego 2014

In vitro -polski problem bioetyczny


Dyskusja w Polsce o in vitro dotyczy się w Polsce od kilku lat. Jakiekolwiek próby uregulowanie tej kwestii ustawowo przepadają w Sejmie, z powodu sprzeciwu posłów o konserwatywnych poglądach, którzy w in vitro widzą metodę niegodną człowieka, produkcję dzieci na zamówienie i śmierć zarodków. Polska zobowiązała się na arenie międzynarodowej do uregulowania kwestii in vitro, zwłaszcza w obszarze przechowywania gamet i utworzonych zarodków. Niestety, polskie władze o tej pory nie przyjęły bioetycznych rozwiązań za co grozi Polsce kara. Komisja Europejska zdecydowała o pozwaniu Polski do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej za niedostosowanie przepisów do dyrektywny unijnej o bezpiecznym przechowywaniu komórek rozrodczych, tkanek płodu i embrionów używanych do in vitro. Rządowy program refundacji in vitro nie wypełnił wszystkich europejskich wymagań. Przepisy miały być dostosowane do końca 2008 roku. W Polsce do tej pory nie ma wystarczających regulacji prawnych. Dzieje się tak w wyniku sprzeciwu środowisk prawicowych i Kościoła Katolickiego. Wymienione środowiska chciałyby całkowitego zakazu in vitro. Sprzeciwiają się tworzeniu zapasowych zarodków, mrożeniu zarodków, gdyż ich zdaniem w wyniku tej procedury giną nienarodzone dzieci. Jest to nieprawdą, bowiem szansa na uzyskanie ciąży z mrożonych zarodków jest zdecydowanie większa niż ze świeżych. Dziś nie tworzy się 20 zapasowych zarodków, a w programie rządowym liczba zarodków jest ograniczona. Nie ma też możliwości tworzenia zarodków z komórek rozrodczych innych osób niż przyszli rodzice. Jeżeli rodzice nie wykorzystają wszystkich zarodków mogą je przekazać darmowo do adopcji parze, która z powodów zdrowotnych nie ma szans na uzyskanie swoich embrionów. Embriolodzy przekonują, że mrożenie zarodków jest bezpieczne, a urodzone z nich dzieci rozwijają się prawidłowo. Ryzyko wad rozwojowych jest o jeden , dwa przypadki większe na 1000 urodzeń niż u dzieci poczętych naturalnie, co wynika głównie z długiego leczenia niepłodności, stosowanych w tym procesie leków, zabiegów medycznych i starszego wieku rodziców, a nie z procedury in vitro. Jedynymi poważnymi zagrożeniami jest większe ryzyko wystąpienia ciąży mnogiej, wcześniejszego porodu i niskiej wagi urodzeniowej dziecka. Do macicy wprowadza się do jednego do trzech zarodków. Obecnie dąży się do udoskonalenia technik pozwalających na wprowadzenie do macicy jednego embrionu. Decyzja o ilości wprowadzanych embrionów należy do lekarza i przyszłych rodziców. Skandaliczne w polskiej dyskusji o in vitro jest stygmatyzowanie dzieci poczętych tą metodą. Przeciwnicy in vitro usiłują przekonać społeczeństwo, że dzieci przy in vitro powstały w wyniku śmierci swojego rodzeństwa, przeważnie są chore, gorzej rozwijają się. Adwersarze nie zwracają uwagi na uczucia dzieci i ich rodziców. Obrzucają błotem dla uzyskania poparcia środowisk konserwatywnych i doraźnych celów politycznych. Posługują się nieprawdziwymi informacjami lub badaniami o wątpliwej jakości i metodologii. Upokarzające dla rodziców są zarzuty, że dziecko z in vitro nie jest poczęte z miłości. Trzeba naprawdę wielkiej miłości dwojga ludzi, aby dojść do etapu in vitro i przejść przez całą, dość bolesną, zwłaszcza dla kobiety procedurę. Poza tym nieetyczne jest to, aby zarzucać nieznanym ludziom brak miłości, tylko dlatego, że,a by zrealizować swoje marzenie o dziecku zdecydowali się na in vitro. W dyskusji o in vitro, oprócz kwestii technicznych, których rozstrzygnięć wymaga Komisja Europejska, niezwykle istotne są uczucia ludzi dotkniętych wieloletnim dramatem niepłodności – osób, które wypróbowały już wszelkie inne sposoby leczenia -od zmiany stylu życia, poprzez leczenie hormonalne, operacje, stymulację owulacji i nie doczekały się potomstwa. In vitro to dla nich ostatnia szansa na spełnienie marzeń o szczęściu i ukochanym dziecku. Szansa na dziecko przy procedurze in vitro wynosi od 30 do 50% w zależności od czasu leczenia i wieku rodziców. Niektóre pary po kilka razy poddają się procedurze in vitro, przechodząc w międzyczasie przez dramat poronienia. Starania niepłodnych rodziców o dziecko zasługują na wsparcie ze strony państwa. Rządowy Program Refundacji In Vitro, w którym para uzyskuje dofinansowanie do trzech zabiegów to krok w dobrym kierunku, bo pozwala na znacznie obniżenie kosztów leczenie.