VigLink

Witam i zapraszam
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rodzina. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rodzina. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 22 sierpnia 2017

Katolickie wychowanie seksualne w nowej pisowskiej szkole.


Media ujawniają coraz więcej szczegółów odnośnie reformy oświaty. Są to informacje przerażające rodziców i dotyczącą podstaw programowych, czy podręczników. Autorką podstawy programowej wychowania do życia w rodzinie(czegoś co ma w założeniu pełnić funkcję edukacji seksualnej) została prof. Urszula Dudziak, pracownica KUL, która licencjat i habilitację pisała z teologii pastoralnej. Warto bliżej przyjrzeć się sylwetce zawodowej osoby, która ma kierować pracami nad programem wdż, znanej głównie ze sprzeciwu wobec antykoncepcji i in vitro. Wymieniam jedynie najważniejsze funkcje zawodowe pani Dudziak. Jest nauczycielem naturalnego planowania rodziny po kursie nauczycieli naturalnego planowania rodziny zakończonym egzaminami i uzyskaniem certyfikatu wydanego przez National Association of Natural Family Planning Teachers – 1989r oraz kursie instruktorów naturalnego planowania rodziny ukończony uzyskaniem wydanego przez Polskie Stowarzyszenie Nauczycieli Naturalnego Planowania Rodziny dyplomu upoważniającego do szkolenia nauczycieli NPR – 1992r. Oprócz wykładania na KUL jest wiceprezesem i członkiem Komisji Rewizyjnej Lubelskiego Oddziału Polskiego Stowarzyszenia Nauczycieli Naturalnego Planowania Rodziny - do 2009. (informacje za stroną internetową KUL http://www.kul.pl/dr-hab-urszula-dudziak-prof-kul,art_11878.htm) Wysłuchałam godzinnego wykładu tej osoby z konferencji mającej miejsce w Legnicy dwa lata temu. Spotkanie katolickich naukowców miało tytuł „Poznaj prawdę o antykoncepcji. Antykoncepcja czy naturalne planowanie rodziny" i na antykoncepcję wylano może pomyj i kłamstw. Cel był jeden przekonać słuchaczy, że jedynie słusznym wyborem jest naturalne planowanie rodziny. Prostowanie wszystkich przeinaczeń, bredni, które opowiada pani Dudziak zajęłoby cały numer „Tygodnika Faktycznie”, a i to obawiam się, że w jednym numerze zbrakłoby miejsca. Przytoczę kilka cytatów, które są obraźliwe dla kobiet stosujących antykoncepcję i ich partnerów, a więc rodziców uczniów, dla których podstawę programową ma napisać pani Dudziak. „Ci, którzy są zwolennikami zapłodnienia in vitro przekreślą miłość. Powiedzą, że tak bardzo pragną prokreacji, że chcą na wszelki sposób począć dziecko, nawet jeżeli są niepłodni. (...) i dziecko się pocznie w szklanych próbówkach i zamiast ciepła łona matek, ono napotka chłód zamrażarek , chłód lodówek, ono będzie zanurzane w płynie hodowlanym. A więc nie w miłości, w akcie seksualnym jednoczącym, nie w akcie, miłości małżonków, tylko gdzieś w szklanych próbówkach. (...) Tu jest przekreślenie miłości”- słuchając tych słów ogarnia człowieka złość- jakim prawem ta osoba mówi o uczuciach ludzi leczących się na niepłodność, odbiera dzieciom poczętym dzięki in vitro poczęcie w wyniku miłości rodziców? Aby przejść przez procedurę in vitro potrzebna jest miłość, o której pani Dudziak nie ma pojęcia. Dla niej poczęcie z miłości może nastąpić jedynie przez seks. Poza tym zarodek w owej ”zamrażarce” jest przez jakiś czas, potem jest przenoszony do macicy. Wyjątkowym brakiem ogłady towarzyskiej, etyki pracownika naukowego jest zarzucanie niepłodnym ludziom przekreślania miłości. Wypowiedzi wykładowczyni KUL o antykoncepcji zdumiewają nie tylko brakiem wiedzy, ale także niespotykanym poziomem prostactwa i agresji. „Antykoncepcja ,która ogranicza człowieka, parcjalizuje go, sprowadza go do jednego wymiaru, narusza godność osoby i praktycznie każdy z nas gdyby zdecydował się na stosowanie antykoncepcji decyduje się na umniejszenie własnej godności.” – to zdanie mówi wszystko o jego autorce. Pokazuje pogardę jaką żywi do drugiego człowieka, który nie popiera jej wizji seksualności. Obraża innych. Od kiedy godność ludzka zależy od rodzaju antykoncepcji? Przytoczone zdanie jest obraźliwe. Antykoncepcja jest wbrew twierdzeniom prelegentki, lekiem o szerokim zastosowaniu w ginekologii. Jeżeli już odnosić antykoncepcję to sfery moralność – to jest to wyraz troski o rodzinę, wyraz odpowiedzialności za zdrowie kobiety, ewentualnych dzieci (nie jest bezpieczne rodzenie dzieci rok po roku, porody nastolatek są obarczone większym ryzykiem). Warto wspomnieć, że istnieje dość wiele chorób, które mogą być zagrożeniem dla zdrowia ciężarnej i płodu. „Antykoncepcja umniejsza wzajemny dar małżonków , dowodzi niedojrzałości w wymiarze seksualnym i prokreacyjnym”- Świetnie, okazuje się, że osoby podejmujące odpowiedzialne decyzje odnośnie swojego życia i rodziny są niedojrzałe, bo zamiast podziwiać śluz i mierzyć temperaturę w pochwie wybierają antykoncepcję hormonalną lub prezerwatywę. Instruktorzy naturalnego planowania rodziny, tacy jak pani Dudziak najczęściej nie są lekarzami i przekręcają fakty. W zwykłej propagandzie naturalnego planowania rodziny nie podają, że ich metoda nie nadaje się dla kobiet pracujących na zmiany, dla często wyjeżdżających służbowo, dla matek karmiących piersią, dla kobiet chorujących przewlekle. Skuteczność npr jest dość mizerna, a i tak obniża ją wiele czynników: choroba , podwyższona temperatura, leki, przemęczenie, nieprzespana noc, alkohol, stres. W tej koncepcji kobieta jest niewolnicą swojego cyklu i nagrodą dla męża za cierpliwość. O współżyciu nie decyduje wola pary, ale temperatura w pochwie. „Jak określić propozycję –zastosuj taki czy inny środek ? Co ten człowiek mówi w podtekście proponowania środka współmałżonkowi?. chcę ciebie, ale nie chcę twojej płodności, a więc nie chcę ciebie w pełni, nie jesteś dla mnie pełnym darem, chcę zaburzać twoją płodność. I w jakiś sposób instrumentalizuje tego człowieka- dla mojej przyjemności, mojej wygody, jeśli chcesz być musisz zaburzyć swoją płodność, musisz wyeliminować płodność choćby na pewien okres czasu. A więc, czy nie urzeczawiam osoby, czy nie instrumentalizuję aktu seksualnego (..) Czy rzeczywiście buduję wtedy miłość, tworzę jedność, czy ja sprowadzam męża do instrumentu uciech seksualnych, czy jestem sprowadzana przez męża do instrumentu uciech seksualnych, czy jest to kontakt osobowy w współżyciu małżeńskim”.- Antykoncepcja to blokowanie płodności, a nie niszczenie. Najczęściej jest to świadoma decyzja pary, która decyduje, czy w danym czasie chce mieć dziecko. Powyższe słowa pani Dudziak trudno komentować, ponieważ idiotyzmy wyssane z palca nie są godne omówienia. Osoby, które stosują antykoncepcję uważają, że o, nie pocznie się dziecko, to mogą podejmować współżycie z innymi ludźmi, mogę zdradzać męża, bo nie pocznę się dziecko, mogę mieć innych partnerów”- zdanie jest zwyczajnie obraźliwe, ma na celu wytworzenie wrogiej atmosfery wokół antykoncepcji i osób ją stosujących. Antykoncepcja nie jest przyczyną zdrady. Kościół (pani dr hab. jest pracownicą KUL) musi mieć wrogów, wytwarzać w społeczeństwie strach pod pozorem ochrony rodziny. Antykoncepcja świetnie nadaje się na kozła ofiarnego. Wyborowi antykoncepcji sprzyja: hedonizm, brak kierowania popędem seksualnym, instrumentalne traktowanie drugiego-tylko do zaspokojenia własnych potrzeb, może mu towarzyszyć uzależnienie od doznań seksualnych, a to uzależnienie odbiera wolność, hamuje rozwój, zdolność do miłości i poświęcenia , hamuje realizowanie wyższych wartości. Zdrady i rozwody mogą być następstwem stosowania antykoncepcji(...). Przyczyna tkwi w wyłomie dokonanym między jednoczącym a prokreacyjnym wymiarem aktu seksualnego, czy wprost w nieosobowym traktowaniu siebie. Psychologicznym skutkiem antykoncepcji jest brak satysfakcji seksualnej, brak troski o jakość współżycia, ograniczenie więzi do płaszczyzny ciała, do korzystania z własnych usług”- Drodzy czytelnicy, to typowe dolegliwości w życiu seksualnym przy stosowaniu npr. Dla środowisk katolickich antykoncepcja jest źródłem wszelkiego zła. Nie ma nic złego w udanym życiu seksualnym, które daje ludziom szczęście i spełnienie ich związku. Seks korzystnie wpływa na organizm i psychikę. Pracownica KUL wielokrotnie w tym wykładzie przekracza granicę etyki naukowej, wykazuje się brakiem wiedzy, a cały jej wywód ma na celu narzucenie npr. Z resztą mówi o tym, że jedynym wyborem jest npr, a najwłaściwszym modelem wychowania seksualnego jest wzór chrześcijańsko-normatywny. Wychowanie do miłości. Podstawa programowa przygotowana przez zespół pani Dudziak jest realizacją wytycznych episkopatu, narzuceniem jedynie słusznej wizji, którą środowiska katolickie uważają za najlepszą i dającą gwarancję stworzenia szczęśliwej rodziny. Lansuje hasło/; wychowanie do miłości. Cel, trzeba przyznać, bardzo piękny, bo człowiek z natury chce kochać i być kochanym. Hasło „wychowanie do miłości” powinno przyświecać całemu procesowi wychowawczemu młodego pokolenia, ale nie oznacza to, że ma to być realizacja katolickiej wizji. Wychowanie do miłości powinno opierać się na tak uniwersalnych zasadach jak: miłość, szacunek, wierność, tworzenie trwałych związków, bezpieczeństwo, wolność od przemocy dla wszystkich domowników, wzajemna pomoc i wsparcie. Złamanie Konstytucji. Zatrudnienie osoby, która nie ukrywa swoich skrajnie katolickich poglądów do kierowania zespołem tworzącym podstawę programową wychowania do życia w rodzinie jest złamaniem Konstytucji i to w kilku punktach. Powierzenie zadania stworzenia podstawy programowej z wdż pani, które w swoich wykładach dyskryminuje sporą część społeczeństwa jest naruszeniem art. 32 Konstytucji, który o zakazie dyskryminacji w życiu społecznym z jakichkolwiek powodów. Obrażanie i znieważanie obywateli, podważanie ich godności z powodu stosowania antykoncepcji jest złamaniem art. 47 Konstytucji, w którym zapewnia się ochronę życia prywatnego, rodzinnego czci, dobrego imienia oraz prawo do decydowania o swoim życiu rodzinnym. Prawdopodobny katolicki charakter pracy jej zespołu naruszy art. 48 Konstytucji dający rodzicom prawo do wychowania dzieci zgodnie ze swoim systemem wartości. Jako rodzic powiem , że jestem daleka od pogardy wobec drugiego człowieka. Właśnie pogardę reprezentuje pani z KUL. Narzucanie religii dziecku i wartości katolicyzmu również jest sprzeczne z omawianym punktem Konstytucji. Jest niepodważalne, że uczynienie z profesorki KUL eksperta rządowego od edukacji seksualnej narusza wolność sumienia i religii. Wymaganie od dzieci, aby uczyły się wychowania seksualnego w wersji katolickiej jest złamaniem art. 53 Konstytucji, bowiem w punkcie 6 jest wyraźny zakaz zmuszania do uczestnictwa w praktykach religijnych. Poza tym wdż to nie katecheza, a w związku z tym nie stosuje się tutaj przepisu o religii jako o lekcji. Nie może być na nim omawiana katolicka wizja seksualności jako jedna, słuszna życiowa zasada. Narzucenie jednej wizji religijnej do neutralnego przedmiotu jest przestępstwem z art. 194 kk „Kto ogranicza człowieka w przysługujących mu prawach ze względu na jego przynależność wyznaniową albo bezwyznaniowość, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.”. Jest to przejaw dyskryminacji wyznaniowej. Warto wspomnieć, że na dyskryminację wyznaniową i podważanie godności uczniów i rodziców nie pozwala prawo oświatowe. „Oświata w Rzeczypospolitej Polskiej stanowi wspólne dobro całego społeczeństwa; kieruje się zasadami zawartymi w Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej, a także wskazaniami zawartymi w Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka, Międzynarodowym Pakcie Praw Obywatelskich i Politycznych oraz Konwencji o Prawach Dziecka. Nauczanie i wychowanie - respektując chrześcijański system wartości - za podstawę przyjmuje uniwersalne zasady etyki.”, które za główny cel wychowania przyjmuje etykę o charakterze uniwersalnym, a normy chrześcijańskie jedynie dopuszcza. Zachęcam, aby wysyłać protesty do pani minister w sprawie autorstwa podstawy programowej wdż i wyrażać swój sprzeciw wobec niekonstytucyjnych działań pani Dudziak oraz domagać się zmiany w tym zespole przedmiotowym. Oczywiście, pani minister nie liczy się z opinią środowiska, ani rodziców, ale powinna odczuć, że społeczeństwo nie zgadza się na klerykalizację wychowania naszych dzieci. Jeżeli podstawa programowa przygotowana przez panią Dudziak weszłaby w życie, to jedynym wyjściem chroniącym dzieci przed wzmożoną indoktrynacją katolicką jest wypisanie pociechy z lekcji wychowanie do życia w rodzinie. Na szczęście nie jest to przedmiot obowiązkowy.

czwartek, 11 maja 2017

PiS szykuje zmiany w zasiłkach. Strata dla bliźniąt i niepełnosprawnych dzieci.


PiS ujednolica zasiłki rodzinne. Czytaj odbiera pieniądze rodzinom bliźniąt i niepełnosprawnych dzieci. Powód szokuje- rodziny mają więcej pieniędzy dzięki 500+. Oto jak PiS dba o rodziny. Cytuję artykuł w całości ze strony: finanse.wp.pl "Część rodziców straci zasiłki. Rząd szykuje zmiany 400 złotych miesięcznie mogą stracić rodzice bliźniaków - to efekt zmian w prawie, które zaproponował resort rodziny. Mają one ujednolicić przepisy i rozwiać wątpliwości gmin. Na tym jednak nie koniec. Jeszcze większą stratę poniosą niektóre rodziny z niepełnosprawnym dzieckiem. Resort jednak twierdzi, że o "stracie" nie może być mowy, bo te pieniądze w myśl przepisów się po prostu nie należały. Chodzi przede wszystkim o dwa przypadki. Pierwszy z nich dotyczy rodziców, którzy po urodzeniu bliźniaków są na urlopie wychowawczym. Ustawa o świadczeniach rodzinnych jasno wskazuje, że przysługuje im dodatek do zasiłku rodzinnego w wysokości 400 zł miesięcznie. Warunek? Dochód na członka rodziny niższy niż 674 zł (lub 764 zł, gdy w rodzinie jest dziecko niepełnosprawne) Problem w tym, że w ustawie próżno było szukać jasnego zapisu na temat tego, czy w przypadku rodziców bliźniaków dodatek należy się tylko na jedno z dzieci, czy na każde z nich. W 2014 r. Naczelny Sąd Administracyjny wydał uchwałę, w której wskazał, że 400 zł powinno być wypłacane na każde dziecko. Rodzice bliźniaków, którzy spełniają kryteria dochodowe, mogli więc liczyć na urlopie wychowawczym nawet na 800 zł co miesiąc. Ale tylko w teorii. Część gmin bowiem nie respektowało uchwały NSA i wypłacało w takich przypadkach tylko jeden dodatek. Jednak ten, kto odwołał się od decyzji gminy, zazwyczaj wygrywał przed Samorządowym Kolegium Odwoławczym lub wojewódzkimi sądami administracyjnymi. Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej chce przepisy ujednolicić i jasno wpisać w ustawie, że w takich przypadkach należeć się będzie tylko jeden dodatek. Powód? Sytuacja materialna rodzin i tak się poprawiła dzięki 500+. Bo skoro rodzina spełnia kryteria dochodowe do dodatku, to tym bardziej spełnia te wymagane do wypłaty 500 zł już na pierwsze dziecko. Świadczenie pielęgnacyjne czy kosiniakowe? Druga zmiana dotyczy tych rodziców, którzy muszą wybierać między świadczeniem pielęgnacyjnym a rodzicielskim (czyli tzw. kosiniakowym). "DGP" podaje następujący przykład. Matka niepełnosprawnego dziecka pobiera na nie świadczenie pielęgnacyjne w wysokości 1406 zł miesięcznie. Wtedy rodzi się drugie, zdrowe dziecko. Matka nie pracuje jednak na etacie i nie może liczyć na zasiłek macierzyński. Jest dla niej jednak przewidziane tzw. kosiniakowe - czyli 1000 zł przez 12 miesięcy. Problem w tym, że przepisy znowu są nieprecyzyjne i wynika z nich, że tych dwóch form wsparcia łączyć nie wolno i trzeba wybrać jedno z nich. Rodzice więc wybierali świadczenie pielęgnacyjne, a o rodzicielskie walczyli w sądach. I te przyznawały im rację, bo uznały, że wybierać trzeba tylko w przypadku, gdy oba świadczenia przysługują na to samo dziecko. Jeśli na dwoje różnych - powinny być wypłacane oba. Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej przesłało stanowisko, w którym wyjaśnia zmiany. Zdaniem resortu, nie można mówić o "stracie", skoro są to pieniadze, które w myśl polskich przepisów się rodzicom nie należały. Proponowana zmiana przepisu nie jest pozbawianiem świadczeń, lecz ma na celu jedynie doprecyzowanie zapisów ustawowych, którego celem jest wyeliminowanie jednostkowych przypadków nieprawidłowego stosowania tych regulacji, w szczególności przez sądy administracyjne Zgodnie z obowiązującym od ponad 13 lat brzmieniem art. 10 ustawy o świadczeniach rodzinnych, rodzicowi korzystającemu z urlopu wychowawczego przysługuje jeden dodatek do zasiłku rodzinnego z tytułu korzystania z urlopu wychowawczego, niezależnie od liczby wychowywanych dzieci i liczby dzieci urodzonych podczas jednego porodu. Wiąże się to z faktem, że ten dodatek nie jest świadczeniem z tytułu urodzenia dziecka, lecz świadczeniem z tytułu korzystania przez rodzica z urlopu wychowawczego i jego istotą jest częściowe zrekompensowanie rodzicowi dziecka utraty wynagrodzenia związanej z korzystaniem z bezpłatnego urlopu wychowawczego. Zgodnie z art. 186 Kodeksu pracy, niezależnie od liczby dzieci urodzonych podczas jednego porodu, pracownikowi przysługuje jeden urlop wychowawczy i z tytułu przebywania na tym urlopie wychowawczym wypłacany jest przedmiotowy dodatek, a nie z tytułu urodzenia dziecka, czy też wychowywania więcej niż jednego dziecka urodzonych podczas jednego porodu. Urodzenie więcej niż jednego dziecka podczas jednego porodu nie uprawnia do dwóch urlopów wychowawczych, do dwóch wynagrodzeń z pracy, ani do dwóch dodatków z tytułu opieki nad dzieckiem w okresie korzystania z urlopu wychowawczego. ` Podwyżek zasiłków nie będzie W ramach tego samego przeglądu polityki prorodzinnej resort kierowany przez Elżbietę Rafalską zadecydował, że wstrzyma zaplanowane na listopad podwyżki progów dochodowych oraz samych zasiłków. Te miały wzrosnąć o kilka złotych, jeszcze według planów poprzedniej koalicji rządzącej. O decyzji MRPiPS pisaliśmy już w WP w ubiegłym tygodniu. Zdaniem ministerstwa jednak, podwyżki są zbyt małe. "Wzrost ten trudno uznać za istotny z punktu widzenia budżetu domowego, natomiast stanowi bardzo istotne obciążenie dla budżetu państwa" - tłumaczy resort rodziny w uzasadnieniu." Rząd zamiast nowelizować przepisy na korzyść rodzin kładzie rodzicom kłody pod nogi.

poniedziałek, 19 września 2016

Post scriptum do listu do posłanek PiS


Drodzy czytelnicy, Język listu jest stylizowany na nowomowę obrońców życia i jego celem jest przekonanie posłanek PiS-u, że ustawa "Stop aborcji" godzi w życie płodu i w trwałość rodzin. Wiecie, że argumenty o wolności wyboru, o prawie do macierzyństwa, czy kwestia zdrowia kobiet nic dla PiS-u nie znaczą. O wiele więcej niż opinia środowisk kobiecych znaczy zdanie biskupów i poczucie, że postępują zgodnie z zasadami katolicyzmu. Ochronę życia rozumieją bardzo wąsko- wyłącznie jako ochronę płodu przed aborcją. W ich rozumieniu ochrony życia nie ma znaczenia stan dziecka, czy zdrowie matki. Dlatego mój list koncentruje się przede wszystkim na skutkach projektu dla życia płodów i trwałości rodziny. Myślę, że każdy argument, który pozwoli nam wygrać z idiotycznym projektem, jest wart tego, aby zaistnieć w świadomości społecznej. Chcąc zwyciężyć, a przynajmniej obronić obecna ustawę, trzeba odwołać się do ideałów prawicowych i ich języka. Wykorzystując ich styl mówienia, należy pokazać, że "Stop aborcji" jest szkodliwe dla tych, których ma teoretycznie chronić.

środa, 3 sierpnia 2016

Odzyskać wybór


Tytuł może kojarzyć się z debatami o aborcji. Nie jest to skojarzenie wystarczające, bowiem problem wyboru jest znacznie szerszy i mieści się w zakresie wolności osobistych człowieka. Każdego dnia dokonujemy wyborów związanych z bieżącym funkcjonowaniem. Na płaszczyźnie społecznej najistotniejszy jest spór światopoglądowy, związany z kwestiami etycznymi i prawami reprodukcyjnymi. Strona konserwatywna usiłuje narzucić jeden model rodziny tłumacząc to tradycją, nauką kościoła, boskim porządkiem świata. Konserwatyści i kościół zawłaszczyli pojęcie rodziny. Strona liberalna stara się pokazać inne modele rodziny i czasem przesadza w atakowaniu rodzin tradycyjnych. Obie strony nie dostrzegają, że dyskusja jest obserwowana przez obywateli, a poziom kłótliwości i wzajemnej agresji staje się męczący dla przeciętnego odbiorcy. Do każdego z nas należy wybór,czy mieć rodzinę, czy pozostać singlem. Nie ma nic złego w wielodzietności, jak i w wolnych związkach, o ile relacje między ludźmi oparte są na miłości, szacunku i poczuciu bezpieczeństwa, a w związku/rodzinie nie występuje problem przemocy. Pozytywną wartością jest pozostanie z dzieckiem w domu przez jednego z rodziców, jak i powrót do pracy. Kwestia rodzinnego życia nie powinna być upolityczniana ani wartościowana. Instytucje państwowe mogę ingerować w życie dopiero, kiedy mają sygnały, że członkowie rodziny są ofiarami przemocy lub rodzina jest dysfunkcyjna. Takie sprawy jak: status związku, płeć osób go tworzących, światopogląd, kwestie związane z dzietnością powinny pozostać w sferze prywatnej, a państwo ma obowiązek stworzyć prawo umożliwiające dokonywanie wyborów zgodnie ze swoim poglądem. Tymczasem środowiska katolickie przy pomocy uległego wobec kościoła, skrajnie prawicowego rządu, robią wszystko, aby pozbawić Polki i Polaków prawa do decydowania o swoim życiu rodzinnym. Już bezpłodne pary zostały pozbawione prawa do in vitro. Minister zdrowia planuje "zamach" na antykoncepcję awaryjną. Minister edukacji pozbawiła 3-latki miejsca w przedszkolach i wymusiła na wielu rodzicach konieczność odłożenia powrotu do pracy, czym złamała podstawowe prawa obywatelskie: do życia rodzinnego, pracy i wychowania dzieci zgodnie z własnymi poglądami, a dzieciom utrudniła dostęp do edukacji przedszkolnej. Paranoja -minister edukacji zniszczy szanse edukacyjne dzieci. Możliwe tylko za rządów nieudolnego PiS-u. Mam wrażenie, że prezes Kaczyński ogłosił konkurs dla ministrów na najbardziej niszczycielskie działanie, zwane "dobrą zmianą". Pani minister edukacji, pana ministra ochrony środowiska i pana ministra zdrowia w kategorii najbardziej destrukcyjnych projektów nic nie przebije. Wkrótce czeka kolejna ingerencja w prywatność i rodzinę, tym razem pod szczytnym hasłem obrony życia o poczęcia do śmierci. W myśl tej idei pomysłodawca nie tylko chce wykreślić wyjątki aborcyjne, ale także zamierza karać za poronienie, zakazać badań prenatalnych, a nawet karać lekarzy za podejmowanie działań ratujących zdrowie ciężarnych (o ile nie było bezpośredniego zagrożenia życia) i za podejmowanie operacji prenatalnych ( w przypadku, jeżeli byłaby nieudana). Oznacza to, że nie będzie możliwe leczenie ciężarnej przewlekle chorej, nie będzie żadnego leczenia prenatalnego, będą umierały kobiety i noworodki, które dzisiaj medycyna ratuje. W myśl tego barbarzyńskiego projektu ofiara gwałtu,która usunie ciążę trafi do więzienia. Do pomieszczenia z kratami trafi kobieta po poronieniu, która zamiast pomocy i wsparcia będzie musiała zeznawać i przechodzić przez piekło procesu. Być może miłościwy sąd odstąpi od wymierzenia kary. Rozbije to rodzinę. Aż trudno uwierzyć, ze ten barbarzyński projekt, szkodliwy dla kobiet, rodziny i "dzieci poczętych"podpisało 450 tys.osób. Błędem mediów nieprzychylnych rządowi jest atakowanie rodziny i programu 500+,ponieważ to dodaje PiS-owi zwolenników. O wiele lepszym rozwiązaniem jest pokazanie wszystkich typów rodziny, wraz z zaletami i wadami oraz krzewienie tolerancji i solidarności społecznej. Wybór co do kształtu rodziny to indywidualna sprawa. Szanujmy ludzkie wybory, nie wyśmiewajmy wielodzietnych, jak i bezdzietnych z wyboru. Przełamanie prawicowo-katolickiej retoryki dotyczącej rodziny, docenienie piękna różnorodności życia rodzinnego może być kluczem do pokonania PiS-u w następnych wyborach.

środa, 10 czerwca 2015

"Nie zdążyłam zostać mamą"


Post Fundacji Mamy i Taty o kobiecie opowiadającej o swoich osiągnięciach i żałującej, że nie zdecydowała się na macierzyństwo wywołał falę krytyki. Nie ulega wątpliwości, że istnieje grupa kobiet, która za bardzo skoncentrowała się na karierze, wysokich stanowiskach, luksusowym życiu i po latach żałuje tego, że nie starczyło im czasu na założenie rodziny i dzieci. Ludzie dokonują różnych wyborów i czasem żałują swoich decyzji. Bywa, że w życiu zmieniają się priorytety. Fundacja Mamy i Taty chciała uderzyć w kobiety nieposiadające dzieci. Posłużyła się mitami społecznymi: karierowiczki, egoistki,kobiety oddające się konsumpcji. Spot jest poniżający. Fundacja traktuje dziecko jako element do odhaczenia w życiu kobiety, podobnie jak: zakup mieszkania, czy wycieczkę do Paryża. Dziecko powinno być owocem miłości, a nie zrealizowanym punktem życiorysu. Oczywiście Fundacja Mamy i Taty, jak przystało na organizację prawicową, powiązaną z kościołem, nie zauważyła, że dziecko ma oboje rodziców i nie uwzględniła w spocie ojca. Zakłada się, że mężczyzna zawsze chce być ojcem, a brak ochoty na dziecko to wynik "feministycznego prania mózgu kobietom". W życiu są sytuacje, że to mężczyzna boi się ojcostwa i nie zgadza się na pojawienie się dziecka, pomimo gotowości kobiety. No cóż, w retoryce Fundacji, panowie są bez winy. Fundacja nie zauważyła, że osoby nie mające dzieci nie odkładają decyzji o dzieciach ze względu na karierę - pracują, bo walczą o przetrwanie do kolejnej wypłaty. Tylko w danych GUS średnie miesięczne wynagrodzenie to 3600. W rzeczywistości taka pensja to marzenie, a pracownicy fizyczni, pielęgniarki, absolwenci otrzymują ok. 1600 -2200 na rękę , z czego muszą spłacić kredyt, opłacić mieszkanie i utrzymać się. Większość pracodawców wciąż niechętnie patrzy na pracujące matki, a kodeks pracy nie zapewnia kobietom wystarczającej ochrony. Warto przypomnieć, że spora grupa Polaków pracuje na umowach śmieciowych, nie mając żadnej pewności zatrudnienia, a więc ekonomicznego bytu swojej rodziny. Zakładanie rodziny utrudnia sytuacja mieszkaniowa - mieszkania są drogie, deweloperzy oszukują, a banki żądają wkładu własnego. Osoby zarabiające 2000 zł na rękę nie mają żadnych szans na kredyt mieszkaniowy. Mieszkań socjalnych nie buduje się, a wszystkie programy rządowe mające wspomóc budownictwo mieszkaniowe korzystne są jedynie dla deweloperów. O tym Fundacja Mamy i Taty nie pomyślała. Najlepiej oskarżyć kobiety o egoizm i zażądać rodzenia dzieci. Kontrplakaty też idą za daleko - urodzenie dziecka nie spycha na margines. Jest na pewno dowartościowaniem kochającej się pary, ale nie jest obowiązkiem. Dziecko to najpiękniejszy obopólny dar - owoc miłości,daje wiele szczęścia, kiedy się patrzy na jego rozwój, poczucia dumy. Warto promować rodzicielstwo - macierzyństwo i ojcostwo, ale nie na systemu emerytalnego, ale dla spełnienia się w najważniejszej i najbardziej odpowiedzialnej społecznej roli. System emerytalny ocaliłaby likwidacja umów śmieciowych. Dziecko jest czymś więcej niż punktem w życiorysie, czym ważniejszym od podróży, czy domu - jest miłością, osobą, a nie przedmiotem, kimś kogo kocha się bezwarunkowo i kto okazuje bezwarunkową miłość rodzicom. Uśmiech maluszka czyni świat bardziej kolorowym, piękniejszym i jest w stanie poprawić humor po ciężkim dniu w pracy. Dziecko poznaje świat i to właśnie towarzyszenie jemu, pokazywanie co jest dobre , a co złe, radzenie jest radością rodzicielstwa, której z pewnością nie dają żadne inne propozycje współczesnego świata. Obraz, w którym dziecko pokazywane jest jako niezrealizowany punkt życiorysu jest uproszczeniem i godzi w dobro dzieci. Dziecko to nie kolejny kaprys, ale odpowiedzialna decyzja. Nie powinno się rodzić z przypadku lub pod presją, ale z poczucia, że jest się gotowym do najpiękniejszej roli życia , gotowym do odpowiedzialności , która trwa dłużej niż wspomniana w spocie wycieczka do Paryża. Kampania oburza mnie -mamę dwójki dzieci, ponieważ instrumentalnie traktuje się w niej posiadanie potomstwa. Kobiety doskonale łączą macierzyństwo i pracę, a nakazywanie im wyboru jest absurdalne. Praca nie stoi w opozycji do macierzyństwa , nie jest wrogiem rodziny, wręcz przeciwnie- zapewnia rodzinie byt na godnym poziomie i satysfakcję kobietom. Oczywiście wszystko musi być wyważone, nie powinno się przeginać w żadną stronę. Praca nie powinna przysłaniać rodzinnego domu. Dziecko powinno być spełnieniem pragnienia kochającej się pary, aby wyrazić miłość poprzez narodziny dzieciaczków i stworzyć bezpieczny dom. Prawdą jest, że natura ograniczyła czas na kobiecą prokreację - po 35 roku życia trudniej zajść w ciążę. Na pewno warto zmienić swoje życie i zaplanować ciążę przed 35 rokiem życia. Uśmiech dziecka to najpiękniejsza nagroda i potwierdzenie, że decyzja o potomku była właściwa. Złość mnie bierze , kiedy czytam, że kobieta musi się poświęcać dla kariery lub rodziny. TO wybór i tylko od nas zależy- czy poświęcimy się, czy też sprawiedliwie podzielimy czas między rodzinę a pracę. Wizja macierzyństwa w tej kampanii przeraża - kobieta ma być osobą niewykształconą, zależną od męża, ale za to z gromadką dzieci. Tymczasem badania naukowe potwierdzają, że kobieta, która realizuje swoje pasje jest lepszą matką, bo nie jest sfrustrowana, rzadziej cierpi na stany depresyjne. Poza tym, co to za matka, która poza modlitwą nie potrafi niczego przekazać dzieciom - nie ma pasji, niewiele wie o świecie, nie potrafi pomóc w zadaniu domowym? Kampania nie zachęca do macierzyństwa, wręcz przeciwnie odstrasza. O wiele lepiej byłoby, gdyby autorzy pokazali szczęśliwą rodzinę z czwórką dzieci, która razem spędza czas. Autorzy sugerują , że współczesny świat oszukuje kobiety, bo wymaga od nich , aby były wykształcone, piękne i spełnione. Nie rozumiem, co jest złego w wykształceniu, pięknie, spełnieniu zawodowym i prywatnym? Rozbawił mnie fragment opinii pana Teluka z Frondy, który jak na męskiego szowinistę, opętanego biskupim kadzidłem przystało, wie, co jest dobre dla kobiet: "Tymczasem każda spełniona matka wie dobrze, że posiadanie kochającego męża i licznego potomstwa jest największym szczęściem kobiety. Przekazywanie życia jest najcenniejszym powołaniem naszych pań. To najważniejsza misja, z którą walczy świat i demon. Demon nienawidzi kobiety, bo nienawidzi życia." Jego zdaniem kobiety, które nie mają dzieci lub rodzą je po trzydziestce są opętane diabłem. Kobieta zarówno w tej kampanii, jak i w opinii czołowych katolickich dziennikarzy jest maszynką do rodzenia, którą trzeba ubezwłasnowolnić. W polskiej opinii na temat macierzyństwa panuje przekonanie, że to poświęcenie, obowiązek. Jest to w gruncie rzeczy czarny obraz. Brakuje przekazu pozytywnego, że macierzyństwo to przede wszystkim wszechogarniająca miłość do dziecka i potomka do mamy, że to wspólne odkrywanie świata i uczenie się od siebie nawzajem. Prawdą jest , że ludzie odkładają rodzicielstwo na później, ale robią to głównie z powodów ekonomicznych: braku mieszkania, stabilnego zatrudnienia. Zamiast głupich spotów, Fundacja powinna spotkać się Prezydentem -elektem i apelować do niego o realizację swoich obietnic prorodzinnych, o to , aby przekonał ekonomistów, że inwestycja w dzietność to najlepiej uzasadniony ekonomicznie krok. Uderzenie w kobiety jest podłe, ponieważ część z nas nie może mieć dzieci, leczy się na niepłodność lub ciąża stanowiłaby poważne zagrożenie dla nich życia. Dla tych kobiet ten filmik jest poniżający. Dzietności nie wymusi się upokarzaniem kobiet, wprowadzaniem ich w poczucie winy, zamykaniem w domu, ale mądrymi zachętami prorodzinnymi, np: obniżeniem VAT-u na artykuły dziecięce, odpowiednią polityką mieszkaniową i natychmiastową likwidacją umów śmieciowych. Pewność pracy będzie czynnikiem, który pozytywnie wpłynie na decyzje prokreacyjne Polaków - odejdzie niepewność jutra i lęk o pracę. Na koniec trzeba wspomnieć, że Fundacja Mamy i Taty, pomimo prorodzinnej nazwy nie ma nic wspólnego z rodzinnością - to kolejna przybudówka episkopatu, której cele są zbieżne z nauką kościoła. Fundacja potępia rozwody nawet w sytuacji przemocy w rodzinie i była jedną z wielu organizacji katolickich, które apelowały o odrzucenie konwencji antyprzemocowej. Dzieci traktuje jak własność rodziców.

sobota, 7 lutego 2015

Wielka porażka kościoła


Wstałam w piątek rano i włączyłam telewizor. Wielkie było moje zdziwienie, kiedy na czerwonym pasku z pilnymi wydarzeniami zobaczyłam informację, że polski sejm zgodził się na ratyfikację konwencji antyprzemocowej. To wielki dzień dla Polski - nasz parlament po raz pierwszy nie przestraszył się biskupów i zrobił to, co oczekiwało społeczeństwo. Porażka kościoła w tak ważnej sprawie cieszy i wlewa w serce odrobinę nadziei, że elity w końcu zaczynają dostrzegać, że kościół za bardzo panoszy się w życiu publicznym i dyktuje zmiany prawne.Komentatorzy podkreślają, że kościół wywierając zbyt duży nacisk na posłów strzelił sobie samobójczego gola. Podczas debaty padały absurdalne argumenty o promowaniu homoseksualizmu, niszczeniu rodziny, narodu, religii i mordowaniu cywilizacji. Posłowie PiS nie przeczytali konwencji, powtarzali głupoty opowiadane przez biskupów. Po pierwsze nie da się promować homoseksualizmu, bo nie jest to towar, tylko jedna z orientacji seksualnych. Po drugie prawica i kościół powtarzają, że kościół broni rodziny i sprzeciwia się przemocy. Są oburzeni,że konwencja jako przyczyny przemocy wskazuje tradycję i religie uznające niższość kobiet. Odnosi się do głównie do islamu, gdzie wciąż praktykuje się wymuszane pedofilskie małżeństwa małych dziewczynek ze starszymi mężczyznami, gdzie młodziutkie żony (8-15 lat) są gwałcone i bite. Islam i tradycje plemienne w Afryce praktykują brutalne obrzezanie dziewczynek, w czasie którego część ofiar ginie. Stosowane są zabójstwa honorowe - kobieta uraziła honor męskiej części rodziny, bo ubrała się po europejsku, zakochała się w innym mężczyźnie niż wybrała dla niej męska część rodziny, czy została zgwałcona, więc jest zabijana przez braci, ojca, wujów. Wracając do katolicyzmu, oczywiście prawdą jest, że kościół prowadzi schroniska dla ofiar przemocy, ale z drugiej strony kobiet wciąż słyszą od księży, że muszą być z oprawcą, bo związek małżeński jest święty i nierozerwalny, że dla dobra dzieci muszą znosić bicie. Kościół grzmi, że konwencja rodzinę uznaje za miejsce przemocy, a nie ma w niej mowy o pornografii i alkoholizmie. Pijaństwo, bezrobocie, frustracje, narkotyki są bezpośrednimi przyczynami przemocy. Jednakże pijany mąż nie bije swojego szefa, czy kolegi, ale żonę i dzieci. Wieloletni dramat rozgrywa się w rodzinie, a ofiarami przemocy są kobiety i dzieci niezależnie od wieku. Kilka dni temu przez media przetoczyła się historia ojca-pedofila, który zgotował piekło9 swoim dzieciom - gwałcił córki, z których jedna popełniła samobójstwo i 5 letniego syna. Działo się to w rodzinie. Przemoc ma miejsce w rodzinie, bez względu na to, czy rodzice mają ślub kościelny, cywilny, czy żyją w związku partnerskim. Przemoc dotyka kobiet, bo w wielu kręgach wciąż pokutują mity przekazywane z pokolenia na pokolenie, że tak jest świat ułożony, że mężczyzna bije żonę, bo ma zły dzień, jest pijany, ma problemy w pracy. Oczywiście, kobiety nadużywające alkoholu też wykazują agresję wobec swojej rodziny. Kościół uważa się za przeciwnika przemocy w rodzinie. Słowa z ostatniej katechezy papieża, który zachwycał się nad cudownym postępowaniem ojca, który dyscyplinuje syna biciem, ale najważniejsze, że nie uderza w twarz zaprzeczają tezom obrońców kościoła o jego antyprzemocowym charakterze. Kościół, który ustami swojego szefa opowiada się za biciem dzieci nie może być uznawany za poważnego partnera w dyskusji na temat konwencji antyprzemocowej. TRZEBA TO WRESZCIE WYKRZYCZEĆ - KOŚCIÓŁ OPOWIADAJĄC ZA BICIEM DZIECI, JAKO PODSTAWOWYM PRAWEM RODZICÓW DO WYCHOWANIA, POPIERA PRZEMOC DOMOWĄ. PRZEMOC WOBEC DZIECI JEST RODZAJEM PRZEMOCY DOMOWEJ. Jeżeli tak ma wyglądać katolicka tradycja, rodzina, w której dopuszczalne jest bicie dzieci, to ta konwencja faktycznie zagraża kościelnej wizji świata. Dziecko bite jest poniżane, wyrasta na dorosłego bijącego najbliższych. Kościół aprobatą bicia dzieci przyczynia się do powiększania obszaru przemocy w rodzinie. Opowiadanie o rodzinie jako o domowym kościele pełnym miłości to bajeczka dla idiotów - nie ma miłości w rodzinie, w której bije się dzieci. Tłumaczenia Watykanu w kwestii słów papieża są idiotyczne. Zacytuję "sprawę skomentował już rzecznik Watykanu ks. Federico Lombardi SJ. Na pytanie „Radia Watykańskiego” odparł, że papież nie chciał nakłaniać rodziców, by bić dzieci. Sens jego wypowiedzi jest zupełnie inny: Franciszek zachęcał rodziców, by „korygowali dzieci, ale ich nie poniżali”. Rodzice, kontynuował watykański rzecznik, są odpowiedzialni, by kierować swoje dzieci na właściwą drogę „z miłością i poszanowaniem dla ich godności”. Muszą im pomagać, tak, by rozwijały się w dobrą stronę. Odnalezienie odpowiedniego sposobu pouczania dzieci leży „w gestii odpowiedzialności dobrych rodziców” i zależy od sytuacji. Ks. Lombardi przekonywał też, że papież Franciszek cechuje się szczególną sympatią i miłością wobec dzieci, co jest przecież dla każdego wyraźne." Według Watykanu - bicie kieruje dzieci na dobrą stronę i zawiera w sobie poszanowanie godności. Większej bzdury dawno nie czytałam. Komentator, Paweł Chmielewski z Frondy broniąc słów Franciszka wysmarował takie zdanie: " Bo nie ma większego znaczenia, czy dziecku da się klapsa, czy nie – chodzi o to, by wpoić mu wartości, które konstytuują naszą chrześcijańską kulturę.". Zdaniem kościelnych komentatorów wpojenie chrześcijańskich wartości potomstwu usprawiedliwia przemoc w rodzinie wobec dzieci. A rzekomo religia katolicka jest antyprzemocowa, oparta na miłości do bliźniego i szacunku. Według redaktora Frondy przemoc wobec dzieci jest zgodna z tradycją i zdrowym rozsądkiem. Wymyślił termin odpowiedzialne uderzenie dziecka przez rodzica i lamentuje, że zwolennicy lewicy sprzeciwiają się biciu dzieci, które jest przecież świętym prawem rodzica, a popierają aborcję. Powyższe spostrzeżenie można odwrócić i zapytać, jak to jest, że skrajni katolicy lamentują nad zapłodnioną komórką jajową, a popierają bicie dzieci? Co roku 150 kobiet i kilkaset dzieci ginie w wyniku przemocy domowej, pozwolenia na przemoc i takich bredni, że bicie dziecka jest realizacją prawa rodzica do wychowania zgodnie ze swoją religią. Przeciwnicy konwencji podkreślają, że w Polsce są wystarczające mechanizmy chroniące kobiety przed przemocą, a problem przemocy nie dotyczy jedynie domu. Niestety, nie ma procedur szybkiego reagowania i oddzielania sprawcy od ofiar. Wręcz przeciwnie, nawet niektórzy policjanci bagatelizują problem i nie przyjmują zgłoszeń. Kobiety latami nie zgłaszają swojego koszmaru, nie wiedzą, gdzie udać się po pomoc. Z tego faktu wynika najmniejszy procent poszkodowanych kobiet w badaniu europejskim. Polki są wychowane w przekonaniu, że facet ma prawo bić, bo taka wiekowa tradycja - skoro on zarabia na dom, to żona ma być posłuszna i nie może donieść na męża, że ją bije. Od pokoleń Polki wychowywane są w przekonaniu o nierozerwalności małżeństwa i konieczności trwania w związku , nawet jeżeli ona i dzieci są ofiarami przemocy. Warto przy okazji zauważyć, że w kościele można uzyskać unieważnienie małżeństwa z powodu stosowania antykoncepcji, ale nie z powodu przemocy domowej. Stosowanie antykoncepcji jest działaniem przeciwko rodzinie, małżeństwu i życiu, natomiast przemoc zwłaszcza wobec dzieci jest uznawana za prawo do wychowania. Chore i nienormalne. Formą przemocy wobec kobiet jest zmuszanie ofiar gwałtu do rodzenia, zakaz stosowania antykoncepcji awaryjnej, nawet w takim przypadku. Dla kościoła ważniejsza jest potencjalna zapłodniona komórka jajowa niż cierpienie kobiety. Po wspaniałym dla kobiet głosowaniu w sposób obrzydliwy zachowali się polscy biskupi. Oddam głos rzecznikowi Episkopatu "To jest naruszenie podstawowych zasad cywilizacyjnych - ubolewa rzecznik Konferencji Episkopatu Polski ks. Józef Kloch. - Nie rozumiem postaw wielu posłów, co do których wydawało mi się, że moglibyśmy na nich liczyć. Okazało się, że zawiedliśmy się - komentował. ks. Kloch stwierdził, że posłowie zignorowali zdanie Episkopatu Polski, ale również Watykanu." Kler wyobraża sobie, że nauka kościoła ma być podstawą prawa i ma prawo wymagać od posłów wierności Watykanowi. Posłowie mają być ich służącymi - oni panowie i władcy dyktują prawo, bo mają jakieś boskie (czyt. watykańskie wytyczne). Jestem oburzona. Tym bardziej cieszę się,że polscy posłowie sprzeciwili się kościołowi. To wielki akt odwagi z ich strony. Dziękuję posłom PO i lewicy. Episkopat znów pokazał na czym polegać rozdział kościoła od państwa - państwo do kościoła nie ma nic, ma tylko finansować fanaberie biskupów, natomiast kościół może ingerować w życie obywateli i prawo nazywając to współpracą dla dobra społeczeństwa, przyjaznym współdziałaniem. Przyjaznym dla kogo> Bo na pewno nie dla państwa i społeczeństwa. Guzik mnie obchodzi, czy konwencja wprowadza gender, inne role płciowe, najważniejsze,aby stworzyła elementy wychowania i edukacji równościowej z poszanowaniem różnych odmian rodziny. Konwencja nie niszy naturalnej rodziny- związku kobiety i mężczyzny oraz dzieci, ale jeszcze wzmacnia ją, bo walczy z przemocą w rodzinie. Kościół uważa , że konwencja zagraża małżeństwu i demografii. Prawda jest taka , że konwencja broni małżeństwa, ale zdrowego bez przemocy, bo tylko w takiej rodzinie można wychować dzieci na szczęśliwych ludzi. Nie chcę , aby w Polsce dzieci rodziły się tylko po to, aby oglądać jak rodzice biją się i zbierać cęgi w imię uczenia wartości chrześcijańskich. Każdy człowiek bez względu na płeć i wiek zasługuje ma miłość, szacunek i życie bez strachu przed pobiciem w własnym domu, w swojej rodzinie przez pijanego męża lub sfrustrowaną matkę. Każdy człowiek ma prawo do godności, nietykalności cielesnej, do ochrony przed poniżeniem. Bicie, gwałty, wykorzystywanie ekonomiczne poniżają i w rodzinie nie mogą mieć miejsca. Nie można mówić o obronie rodziny, w której panuje patologia w postaci przemocy. Paranoją kary w zawieszeniu za przemoc domową. Tylko wieloletnie wyroki, leczenie sprawców oraz antyprzemocowa edukacja najmłodszych mogą pomóc w ograniczeniu zjawiska. Kościół usprawiedliwia przemoc biedą, bezrobociem, kulturą pornografii, prawem rodziców do wychowania. To niebezpieczne i dlatego trzeba głośno mówić, że wszystkie piękne słowa o tym, jak to kościół jest przeciwko przemocy są fałszem. Cieszę się, że kościół przegrał głosowanie i zwyciężył zdrowy rozsądek oraz poczucie odpowiedzialności za los ofiar.

niedziela, 16 listopada 2014

Zawłaszczanie pojęcia rodziny


Przeglądając katolickie media można wysunąć wniosek, że istnieje jakiś jeden właściwy model rodziny: kobieta i mężczyzna po katolickim ślubie [tak zwane małżeństwo sakramentalne} i gromadka dzieci. Celem owego małżeństwa jest otwarcie na życie /- czytaj: spłodzenie jak największej liczby dzieci.Owej idealnej rodzinie zagraża współczesny świat: antykoncepcja, in vitro, związki partnerskie, zakaz bicia dzieci,równość kobiet i mężczyzn, urlopy tacierzyńskie, ćwiczenie ortograficzne z diabełkiem, brak wartości chrześcijańskich w podręczniku dla pierwszaków. Kościół zawłaszczył wizję rodziny. Każda inna opcja: małżeństwo świeckie, związek bez ślubu, związek osób homoseksualnych, samotne rodzicielstwo to zboczenie,wyuzdanie, rozpusta,degradacja rodziny, zagrożenie. Kościół przetacza badania sugerujące, że związki bez ślubu kościelnego powodują depresję, samobójstwa. Z kolei wiara pomaga umocnić związek, bo wśród wierzących par jest więcej dzieci i mniej rozwodu. Osoby mające pięcioro dzieci raczej nie rozwiodą się ze względów finansowych{alimenty to za duży wydatek}. Nie oznacza to, że taka rodzina jest szczęśliwa, że nie ma tam przemocy i innych patologii. Religijne kobiety, zwłaszcza , jeżeli są na utrzymaniu męża i nie pracują, latami znoszą upokorzenia, bicie i milcząco przyzwalają na znęcanie się na dziećmi. W tych przypadkach w grę wchodzi nie tylko przemoc fizyczna , ale także uzależnienie ekonomiczne. Oczywiście jest wiele małżeństw dobrych bez przemocy. Sakrament nie gwarantuje trwałości małżeństwa, co widać po zwiększającej się liczbie do sądów biskupich o unieważnienie małżeństwa. Swoją drogą w kościele łatwiej unieważnić małżeństwo z powodu braku otwartości na życie{stosowania antykoncepcji} niż z powodu przemocy w rodzinie. Zastanawiam się kto dał kościołowi prawo do określania, co jest właściwym wzorcem rodziny i do wartościowania rodzin. Normalna rodzina to rodzina bez przemocy, w której panują miłość, szacunek i bezpieczeństwo. Sakrament nie ma żadnego znaczenia. Kościół niszczy rodzinę nie akceptując innych form niż sakramentalne małżeństwo. Więcej dzieci rodzi się w krajach, w których legalne są związki partnerskie, a kobiety mają szeroki dostęp do antykoncepcji. Aby rodzina rozwijała się musi mieć zapewnione bezpieczeństwo socjalne i dostęp do tanich mieszkań. Pomógłby zerowy VAT na artykuły dziecięce i podręczniki. Rozbawił mnie ostatnio tekst jednego z redaktorów Frondy, który ubolewał nad katastrofą rodziny w Szwecji. Owa katastrofa polega na tym, że ludzie nie czują związków z religią i na braku możliwości dania dziecku klapsa i pociągania za ucho. Dla autora rodziną patologiczną jest nowy związek po rozwodzie i związki homoseksualne. Dramatem Szwedów jest według katolickiego redaktora, dobrobyt /- wysokie pensje, niskie bezrobocie, wysoki stopień przedsiębiorczości. Oddajmy głos autorowi "Można więc z dużym prawdopodobieństwem obronić tezę, że to właśnie dobrobyt jest jedną z przyczyn upadku moralnego i społecznego w tym kraju. Ludzie opływający w dostatek, myśląc, że zawdzięczają go wyłącznie sobie (czy państwu), odwracają się od religii i giną w zaspokajaniu swoich egoistycznych zachcianek" Redaktor uważa Szwecję za moralny kraj trzeciego świata. W Polsce mamy za to religijność na bardzo wysokim poziomie i najniższe pensje w Unii Europejskiej. Mamy nędzę, ale duchowo jesteśmy bogaci- w końcu mamy na straży moralności kościół katolicki, który mówi Polakom , jak mają się kochać, jaką rodzinę zakładać. Pouczają, choć sami zobowiązani są do celibatu. Szwecja jest bogata, bo nie płaci haraczu kościołowi, nie finansuje religii w szkołach, a pieniądze , które miałaby przeznaczyć na kapelanów w szpitalach, woli przeznaczyć na zatrudnienie personelu medycznego. Jakoś Szwedzi nie emigrują do katolickiego raju , Polski , wolą swój bogaty kraj bez Boga i kleru. To w Szwecji rodzi się najwięcej dzieci i to pomimo"rozpadu rodzin" i zakazu bicia dzieci. Fronda śledzi wszystkie nowinki odnośnie promowania antykoncepcji i oczywiście wszelkie inicjatywy ułatwiające dostęp do antykoncepcji nazywa niszczeniem rodziny i"walką z ludzką seksualnością w takiej formie, w jakiej została ustanowiona przez Pana".. Nie wiem w jaki sposób antykoncepcja miała niszczyć rodzinę. Płodności też nie niszczy, a jedynie okresowo ją wstrzymuje. Kościół katolicki zawłaszczył pojęcie rodziny. Zauważmy, że ilekroć mówi się w mediach o rodzinie, to mamy do czynienia z wizją kościelną. Inne grupy światopoglądowe nie mówią o rodzinie, bo obawiają się oskarżeń o katolicyzm. Tymczasem rodzina to więzi, to ludzie, których łączy pokrewieństwo lub uczucia, ludzie będący ze sobą w związku, mający dzieci. Wiara nie ma żadnego znaczenia dla istnienia rodziny. Przydałoby się , aby przywrócić rodzinę w dyskusji społecznej nie tylko w odniesieniu do konserwatyzmu. Rodzina w ujęciu laickim jest wolna od religijności i terroru naturalnego planowania rodziny, opiera się na szacunku, miłości , zrozumieniu i partnerstwie. Nie ma hierarchii, głowy rodziny,modlitwy - panuje równość, wzajemne wsparcie, bezpieczeństwo, rozmowa, zrozumienie drugiej połówki i dzieci. Nie można ciągle pozwalać na fałszowanie obrazu rodziny, na upokarzanie małżeństw świeckich, par decydujących się na in vitro, związków partnerskich. Świat zmienia się - ludzie tworzą różne modele rodziny, które powinny mieć takie same prawa jak małżeństwa. Rodzina jest wspólnotą, podstawową komórką rodzinną, niezbędną dla wychowania potomstwa, co nie oznacza, że jedynym dopuszczalnym modelem rodziny jest katolickie małżeństwo. Wiara nie wychowa dzieci, nie nakarmi rodziny, nie zapewni podręczników, nie zapłaci czynszu. Mówienie, że podstawą rodziny jest wiara jest zwyczajnym kłamstwem. Podstawą rodziny są kochający się ludzie. Rodzina jest wartością uniwersalną i nie może być zawłaszczana przez jedną instytucję, która nie jest rodzinna w swoich założeniach. Celibat, popieranie bicia dzieci, liczne przypadki molestowania nieletnich, agresja wobec innowierców i niewierzących nie mają nic wspólnego z wartościami ewangelicznymi i rodzinnością.

niedziela, 11 maja 2014

Kiedy Polacy powiedzą DOŚĆ????


Przeczytałam dzisiaj wypowiedź kardynała Nycza i ciśnienie skoczyło mi do góry. Nie znalazłam całości wystąpienia, cytuję za dostępnymi źródłami internetowymi. "Świat współczesny nie żąda od Kościoła zaparcia się Chrystusa i jego Ewangelii, ale żąda milczenia - zwłaszcza w sprawach moralnych, podstawowych dla obrony godności człowieka i społeczeństwa, bez których zagrożone są fundamenty współczesnej cywilizacji europejskiej". Według kard. Nycza jest przyzwolenie, by Kościół realizował swoją misję charytatywną, a gdy Kościół chce głosić Chrystusa "nie tylko w życiu prywatnym ludzi, ale też w przestrzeni publicznej, wówczas niektórzy zaczynają mieć poważne wątpliwości i znajdują takich, którzy ich popierają". - Zwłaszcza wtedy, gdy Kościół przypomina o niezmiennym prawie moralnym i stoi na straży wartości nienegocjowalnych. Kościół będzie to czynił i nikt nie ma prawa go uciszać ani zachęcać do przemilczania" - Trzeba słuchać bardziej Boga niż ludzi. Kościół będzie to mówił także wtedy, gdy pojawiają się w pewnych kręgach próby mówienia o takiej świeckości państwa, w której nie ma miejsca na religię, nie ma miejsca dla Kościoła, a obecność władz państwowych na uroczystościach religijnych jest traktowana przez nie jako niedopuszczalna. Nie chcemy takiej świeckości państwa polskiego - powiedział kard. Nycz. Te słowa zgromadzeni przyjęli oklaskami" Czytając przemówienie Kardynała na Skałce w Krakowie przeraziłam się. Przedstawiciel kościoła kwestionuje zapisany w Konstytucji rozdział kościoła od państwa, jest kolejnym przedstawicielem kleru, który dąży do stworzenia państwa wyznaniowego. Można zignorować wypowiedź kaznodziei i powiedzieć, że kościół boi się utraty wpływów i dostrzega coraz większe zagrożenie dla swojej pierwszoplanowej pozycji w kraju. Hierarchii religijnej zależy na obecności religii w strukturach państwa, sejmie, rządzie i urzędach, na co nie może i nie powinno być zgody. Kardynał nie chce świeckości państwa, bo to oznacza mniej kasy z budżetu i odpowiedzialność karną dla przestępców w koloratkach. Pan kardynał jest przepełniony butą - twierdzi, że w głosie kościoła odbija się żądanie boże. Słuchając kościelnych bredni, słuchamy Boga. Szczytem buty jest stwierdzenie, że Boga (czytaj biskupów i kościoła) trzeba słuchać bardziej niż ludzi. Kardynał uważa się za równego Bogu. Świadczy to jedynie o chęci przejęcia władzy nad państwem i życiem obywateli. Głoszenie Chrystusa to między innymi działalność charytatywna, pomaganie ludziom, wspieranie ich dobrym słowem i dobrami materialnymi , a nie łupienie państwa, wchodzenie ludziom do łóżek, ukrywanie przestępców seksualnych i afer finansowych. Pan Nycz twierdzi, że społeczeństwo nie ma prawa do krytyki wobec kościoła i wątpliwości związanych z jego działaniem. Otóż, dopóki kościół jest finansowany z budżetu państwa, dopóki mimo swojej moralnej zgnilizny próbuje moralizować i pokazywać życiowe standardy oraz nastawia ludzi przeciwko sobie (wyzywanie ateistów i osób homoseksualnych od zboczeńców, morderców, nazistów), dopóki przedstawiciele kościoła są obecni w szkołach i administracji państwowej (wojsko, szpitale, policja, straż pożarna), to społeczeństwo ma prawo do krytykowania, wyciągania brudów kościoła na światło dzienne. Mamy prawo bronić dzieci przed kościelną ideologią, nie życzyć sobie klauzuli sumienia w służbie zdrowia i obecności polityków ma uroczystościach religijnych. Kościół ubzdurał sobie jakieś niezmienne prawo moralne, w którego centrum jest obrona zarodków, uszkodzonych płodów i sakramentalnego małżeństwa, co szumnie jest nazywane obroną rodziny. Tymczasem obrona rodziny to pozwolenie na wielość relacji rodzinnych (małżeństwa świeckie, konkubinaty, związki osób jednej płci). Ludzie sami doskonale wiedzą w jakim związku czują się najlepiej i bez względu na statut związku muszą mieć równe prawa. Rodzinie na pewno nie zagraża gender, czy sąsiedzi homoseksualiści za ścianą. Dla rodziny nie jest groźna antykoncepcja, badania prenatalne i in vitro. Rodzinie zagraża światopoglądowa nienawiść, w której sianiu kościół wiedzie prym, bieda, brak dostępu do mieszkań socjalnych, umowy śmieciowe, przemoc w rodzinie. Kościół opowiadając się przeciwko konwencji zapobiegającej przemocy w rodzinie działa przeciw hołubionej przez siebie rodzinie. Warto przypomnieć, że w niektórych mediach katolickich panuje pogląd, że małżeństwo jest nierozerwalne, nawet jeżeli mąż znęca się nad żona - w takiej sytuacji kobieta ma nosić krzyż chrystusowy, a elementem wychowania dzieci jest bicie dzieci. Kościół mówiąc o walce z przemocą łże. Usprawiedliwia przemoc wobec dzieci prawem rodziców do wychowania wedle swojej religii i światopoglądu. Poza tym kościół mówiąc o wartościach nienegocjowalnych zachowuje się niczym tyran i próbuje narzucić swoje nauczanie całemu społeczeństwo, dąży do wprowadzenia swojej nauki do ogólnopolskiego prawa. Kościołowi trzeba przypominać, że świeckość polega na szacunku wobec poglądów wszystkich obywateli - praktykujących katolików, niepraktykujących, osób innego wyznania, jak i niewierzących. Kościół nie ma prawa narzucać społeczeństwo swojej nauki pod pretekstem obrony życia, rodziny , moralności i tradycji. Oczywiście kościół może wypowiadać się, ale nie żądać, aby jego brednie stawały się prawem.Biskupi nie mogą wpływać na polityków, szantażować ich, straszyć ekskomuniką, przypominać , że wiara ( w zasadzie ich wytyczne) mają być na pierwszym miejscu. Kościół w Polsce zachowuje się jak okupant i faktycznie im jest - pobiera od państwa olbrzymi haracz, jest zwolniony z podatków, obecny w świeckich instytucjach, ma wpływ na edukację, groźbą wymusza korzystne dla siebie zmiany prawne. Po 25 latach, jakie minęły od przełomu, nadal nie jesteśmy wolni - tym razem podlegamy okupacji wysłanników Watykanu, którzy stoją ponad polskim prawem, wprowadzają cenzurę i wymuszają kolejne przywileje. Dobitne wyraził to arcybiskup Gądecki, który stwierdził, że nie może być mowy o żadnym rozdziale państwa od kościoła, ponieważ obie instytucje są zespolone, a kościół jest duszą państwa. Niestety, pod jednym względem trzeba przyznać arcybiskupowi rację - państwo jest uzależnione od kościoła, doprowadziły do takiego stanu wszystkie ekipy rządzące po 1989 roku. Co ciekawe pan Gądecki znalazł przyczyny emigracji Polaków, ubóstwa i tragicznej sytuacji na rynku pracy - jest nią odcinanie się od ewangelii (czytaj od kościoła). Myślący człowiek może tylko wyśmiać diagnozę pana przewodniczącego Episkopatu. Myślę, że moralną odnowę to kościół powinien zacząć od siebie - ujawnić księży-pedofilii, zająć się zakonnymi ośrodkami, w których podopiecznym dzieje się krzywda (przykład Zabrze i ośrodek Boromeuszek. Niech funkcjonariusze kościoła zajmą się głoszeniem ewangelii, a odczepią się od życia społecznego i polityki. Społeczeństwo ma dość milczenia w sprawie pedofilii i to kościół nie zmusi nas do zamiatania sprawy pod dywan. Mogę zapewnić biskupów, że o wszystkich niecnych występach będzie głośno i możecie sobie buczeć, że to atak na wiarę. Wierzeń nie atakujemy, ale pazerność i nietykalność kleru oraz zastraszanie społeczeństwa i próbę cenzury. Przyszła pora, aby społeczeństwo powiedziało DOŚĆ i rozpoczęło bunt. Pokażmy, że w swoim kraju mamy coś dopowiedzenia. Nie będziemy puszczać dzieci na religię, chodzić na msze, dawać na tacę, czy intencje mszalne i wypisywać się z kościoła. Kościelne śluby nie są do niczego potrzebne, a pogrzeby mogą być również świeckie. Chrzest nie jest niezbędny do życia. Biskupi zawsze mogą liczyć na szczere opinie, najczęściej krytyczne na temat ich działania. Dopóki nie uzyskamy świeckiego państwa nie będziemy wolni, pomimo tego, że mamy wolność ekonomiczną i jesteśmy w strukturach unijnych. Nie ma prawdziwej wolności bez wolności sumienia i państwa, które nie klęczy przed funkcjonariuszami Watykanu. Politycy, którzy chcą wprowadzić społeczną naukę kościoła do prawa zaprzeczają idei wolności. Nie ma chyba wątpliwości do czego dążą biskupi. Tylko naród może im przeszkodzić. Na służalczych polityków nie ma co liczyć.

piątek, 24 stycznia 2014

Obraza uczuć ateisty


Tytuł jest prowokacyjny. Media katolickie coraz podają, że ktoś obraził uczucia posłów PiS, ludzi Kościoła choćby niecodziennym przedstawianiem symboli religijnych, mówieniem prawdy, że to w co wierzą katolicy ma się nijak do Biblii, że to dogmaty, to znaczy papieskie wymysły. Katolika obraża mówienie o pedofilii w Kościele, sprzeciwianie się woli biskupów, a nawet muzyczne koncerty ludzi, którzy nie czują przywiązania do Kościoła. Wiemy, że katolik - zwolennik Rydzyka i PiS-u ma bardzo wrażliwe sumienie. Wzruszają go zapłodnione komórki jajowe wydalane z miesiączką, zarodki zamrażane przy in vitro, humorystyczne przedstawianie krzyża i Marii. Obraża go brak czci dla Jana Pawła II na niektórych profilach FB. Plamą na honorze są osoby homoseksualne, metoda badań jaką jest gender, edukacja seksualna. Natomiast katolikowi spod znaku PiS-u nie przeszkadza przemoc wobec dzieci. Żadne główne media katolickie nie potępiły rodziców katujących niemowlęta. Wręcz przeciwnie: gromy rzucają na Rzecznika Praw Dziecka, który podejmuje działa mające zapobiec przemocy wobec dzieci. W ich ujęciu jedynymi formami przemocy wobec dzieci jest aborcja ciężko uszkodzonego płodu i edukacja seksualna. Dla jasności środowiska katolickie nie dostrzegają aborcji na żądanie, wykonywanej w prywatnych gabinetach. Nie razi ich uczuć, sytuacja kiedy ksiądz - pedofil jest bezkarny, bo prokuratura nie widzi podstaw do wszczęcia postępowania. Zagrożeniem dla rodziny,zdaniem Kościoła jest gender. Co może być groźnego w postulowaniu równości płci, równego traktowania bez względu na różnice biologiczne, w edukacji seksualnej, tłumaczył w Sejmie ks. Oko - pierwszy homofob RP z tytułem dr habilitowanego. Pseduonaukowiec, człowiek znany z nienawiści do kobiet, ateistów i osób homoseksualnych wystąpił z wykładem w polskim parlamencie. Ksiądz Oko ma oczywiście gdzieś polską Konstytucję, która wręcz nakazuje promowanie gender - to znaczy równości ludzi, niedyskryminowania ze względu na płeć. Artykuł 33 Konstytucji RP nakłada na władze publiczne obowiązek prowadzenia całościowej polityki gender. "Kobieta i mężczyzna w Rzeczypospolitej Polskiej mają równe prawa w życiu rodzinnym, politycznym, społecznym i gospodarczym. Kobieta i mężczyzna mają w szczególności równe prawo do kształcenia, zatrudnienia i awansów, do jednakowego wynagradzania za pracę jednakowej wartości, do zabezpieczenia społecznego oraz do zajmowania stanowisk, pełnienia funkcji oraz uzyskiwania godności publicznych i odznaczeń" Ksiądz ma jakąś obsesję na punkcie seksu i kobiet. Być może dlatego, że sam jest przynajmniej teoretycznie zobowiązany do zachowania celibatu. "Genderyzm jest promowaniem rozwiązłości, rozpusty. To krzywdzi głównie kobiety. Dlatego mają coraz większe problemy, żeby znaleźć partnera, męża, który byłby stabilny, rozumny. No bo mężczyźni, którzy żyją w rozpasaniu seksualnym, nie nadają się na męża. Chcą seksu, nic innego, potem idą do następnej. Niemożliwe są trwałe związki, małżeństwa. A to dla kobiety niemożność założenia małżeństwa i posiadania dzieci jest nieszczęściem. A to jest efekt rewolucji seksualnej, że coraz trudniej o odpowiedzialnego mężczyznę." Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,75478,15325402,_Oni_mowia______czyli_gonitwa_mysli_ksiedza_Oko__milosnika.html#TRrelSST#ixzz2rKAyMS2F Powyższego cytatu po prostu nie da się spokojnie komentować. Równość dla kobiet oznacza bezpieczeństwo, ochronę godności, szansę na godzenie macierzyństwa z karierą zawodową lub na wybór jednej z opcji. Równość to ochrona przed przemocą, również seksualną. Fakt, że są osoby, które mają wielu partnerów seksualnych i w związku z tym są bardziej narażone na choroby weneryczne nie wynika z idei równości, ale z indywidualnych wyborów życiowych. W katolickim małżeństwie zdarzają się zdrady, przemoc, naruszenie godności. Ksiądz obraża nie tylko kobiety, ale także mężczyzn. Ludzie później decydują się na trwałe związki, co jest wynikiem trudnej sytuacji ekonomicznej, trudności ze zdobyciem mieszkania i znalezieniem dobrej pracy. Ilość partnerów seksualnych to prywatna sprawa, która nie powinna być przedmiotem społecznej oceny.Księżulo rozdziela szaty nad rozpasaniem seksualnym, a jednocześnie sprzeciwia się edukacji seksualnej, której jednym z celów jest informowanie o szkodliwości wczesnego rozpoczynania współżycia i przygodnego seksu. Warto przypomnieć, że Kościół sprzeciwia się edukacji seksualnej, bo ma świadomość tego, że spraw przeciwko pracownikom tej instytucji wykorzystującym dzieci byłoby znacznie więcej. Edukacja seksualna w wieku młodszym to nie nauka masturbacji, a uwrażliwienie dzieci na ich prawo do odmowy, jeżeli ktoś dotyka je w nieodpowiednim miejscu. Dzieci uczą się, że mają prawo powiedzieć -nie- , jeżeli ktoś chce im robić krzywdę, dotyka w okolicach narządów płciowych, uczą się, że nie muszą godzić się na takie postępowanie, że mają prawo do własnego ciała i kogo mają powiadomić. Gwałty, czy dziecięca prostytucja to efekt szerokiego dostępu do pornografii, braku rozmów o seksualności, wiedzy o szkodliwości takich zachowań, a nie edukacji seksualnej. Więcej bełkotu na temat seksualności człowieka nie będę przedstawiała, bo godzi to w uczucia człowieka myślącego, wolnego od religijno-ideologicznego opętania. Zwrócę uwagę na to, że ksiądz Oko nie kryje się z nienawiścią wobec ateistów- ludzi, którzy religijne opowieści uznali za brednie i nie mają ochoty żyć zgodnie z przykazaniami biskupów. Przyzwyczaiłam się do tego, że ten człowiek oskarża ateistów o ludobójstwo, tworzenie szkodliwych ideologii, deprawację ludzkości, rozbijanie rodziny. Tym razem mówca uznał, że ateiści skoro odwrócili się od Boga, to szukają jakiegoś substytutu i są maniakami seksualnymi. Według tego pana, każdy kto nie wierzy w Boga jest człowiekiem bez wartości, bez sumienia. Przyrównuje nas do Stalina i Hitlera. Zapomniał tylko, że Hitler podpisał konkordat z Watykanem, a papież wiedział o eksterminacji Żydów i pomagał zbrodniarzom uciekać do Argentyny. Systemy totalitarne współpracowały z Watykanem, choćby dyktator chilijski był przyjacielem papieża Wojtyły. Księdzu trzeba przypomnieć, że wolnym ludziom nie jest potrzebny żaden Bóg, który ma im coś nakazywać, którym posiłkują się duchowni, aby uzyskać władzę nad mentalnością społeczeństwa. Mamy gdzieś Boga i Kościół, nie potrzebujemy kajdan. Mamy rozum i rozsądek. Nie jesteśmy maniakami seksualnymi. Mamy normalne rodziny, żyjemy w stałych związkach, tyle, że do swoich łóżek nie wpuszczamy biskupów. Porównywanie ateistów do Hitlera, Stalina, robienie z nas zbrodniarzy i maniaków seksualnych godzi w nasze dobra osobiste, jest nawoływaniem do agresji wobec nas, robi z nas wroga publicznego. Chyba trzeba się zastanowić, czy nie złożyć pozwu do sądu. Jako ateiści mamy świadomość, że nasze odczucia nie są chronione, bo ochrona przysługuje jedynie bóstwom, obrazkom i krzyżom, a nie godności sponiewieranego przez duchowieństwo człowieka. Kościół niech zajmie się swoimi pracownikami, którzy chętnie korzystają z usług prostytutek, molestują dzieci, biją dzieci niepełnosprawne, mają romanse z gospodyniami. Dajcie spokój normalnym ludziom, którzy prowadzą zwyczajne życie, mają swojego partnera/partnerkę (mąż/żona), tyle, że nie oddają Wam czci. To nie gender jest zagrożeniem, ale nienawiść i kłamstwa jakie sieją tacy przedstawiciele Kościoła, jak rzekomo wybitny intelektualista, ksiądz Oko. Okazuje się tytuł naukowy nie zawsze idzie w parze z wiedzą i kulturą osobistą. Ten człowiek wystawia bardzo złe świadectwo polskiej nauce.

wtorek, 14 stycznia 2014

Bezrefleksyjne uwielbienie biskupów przez władze.


O metodzie badań naukowych jaką jest gender, ani o idei równościowej nie będę rozpisywała się. Bardzo dokładnie i w przystępny sposób wyjaśniła to pani pełnomocnik rządu d/s równego traktowania. Tematem mojego wpisu będzie nie tyle atak wściekłych i nierozumiejących gender prawicowców i biskupów, ale służalczość ludzi polityki wobec jaśnie wielmożnego episkopatu. Panowie biskupi w ostatnią niedzielę grudnia wylali wiadro pomyj na ideę równości, która im kojarzy się jedynie z przebieraniem chłopców w sukienki, seksualizacją dzieci i zmienianiem płci kilka razy w życiu. Swoją drogą trzeba być naprawdę obłudnikiem, kiedy samemu chodzi się w sukience i przebiera ministrantów oraz pierwszokomunijnych chłopców w sukienki, aby zarzucać przedszkolom przebieranki. Nie trzeba było długo czekać na reakcję przykościelnych polityków, zarówno na szczeblu lokalnym, jak i centralnym na biskupie mądrości. Wiceprezydent Radomia, pan Ryszard Fałek napisał do nauczycieli i wychowawców list, w którym przypomniał stanowisko biskupów w/s gender "W związku z toczącą się obszerną debatą społeczną w mediach oraz stanowiskiem Episkopatu Polski w zakresie „ideologii gender” informuję, że jako pedagodzy, wychowawcy odpowiadamy za przestrzeganie prawa w zakresie swobody wyznania i wychowania, które winno być zgodne z oczekiwaniami rodziców co gwarantuje art.48 ust. 1 Konstytucji RP: „Rodzice mają prawo do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami. (...)”. Niepodważalnym faktem jest, że w Polsce ok. 90% społeczeństwa to katolicy dla których stanowisko Episkopatu Polski w zakresie „małżeństwa jako wspólnoty mężczyzny i kobiety oraz rodziny zbudowanej na małżeństwie” jest zobowiązujące. Episkopat wystosował apel „do rodzin chrześcijańskich, do przedstawicieli ruchów religijnych i stowarzyszeń kościelnych oraz wszystkich ludzi dobrej woli, aby odważnie podejmowali działania, które będą służyć upowszechnianiu prawdy o małżeństwie i rodzinie”. Dlatego proszę wszystkich wychowawców i pedagogów o szczególną wrażliwości i odpowiedzialność w zakresie wprowadzania pilotażowych eksperymentów w zakresie „gender”. Za niedopuszczalne uważam przekazywanie treści w trakcie pobytu wychowanków, uczniów, a także organizacji spotkań w placówkach oświatowych mogących stać w sprzeczności z Konstytucją RP, nie mając wcześniej indywidualnej zgody każdego z rodziców. Zobowiązuję dyrektorów do poinformowania wszystkich pracowników pedagogicznych w placówkach o ich obowiązkach, a także rodziców/prawnych opiekunów o przysługujących im prawach. Jest czymś oczywistym, że rodzice mają prawo do wychowania dzieci zgodnie ze swoim światopoglądem, co nie oznacza, że szkoła ma być rodzicom. Szkoła jest autonomiczna, a Rada Rodziców jedynie opiniuje program wychowawczy szkoły. Pan wiceprezydent Radomia zapomniał, że konstytucyjny rozdział kościoła od państwa, władza nie prawa narzucać obywatelom światopoglądu i musi akceptować pluralizm wartości. Prawo do wolności sumienia też jest zagwarantowane w Konstytucji, ale tego pan Fałek nie doczytał. Jest czymś oburzającym, że władza lokalna w dyskusji politycznej posługuje się kościelnymi przesądami, że 90% Polaków to katolicy. Dziwne, że nie potwierdzają tego wyniki badań katolickiego społeczeństwa, które dobitnie pokazują, że w zmartwychwstanie wierzy jedynie 47% rodaków, a w niepokalane poczęcie 35%. Poza tym gender nie występuje przeciwko małżeństwu kobiety i mężczyzny, ale jako idea równościowa pokazuje inne formy rodzinnego bytu nie mogą być dyskryminowane. Pan wiceprezydent napisał, że episkopat wystosował prośbę do organizacji religijnych i stowarzyszeń kościelnych. Publiczna szkoła nie jest organizacją kościelną, więc brednie opowiadane przez biskupów w niej nie obowiązują. Powstaje pytanie: jaką prawdę o małżeństwie i rodzinie? Czy tylko tą opartą na katolickim małżeństwie ma wspierać władza? A gdzie poszanowanie dla swobód obywatelskich i idea równości wobec prawa? Wychodzi na to, że zdaniem tego pana prawa obywatelskie mają przysługiwać tylko jednej grupie obywateli - ludzi mających ślub kościelny. Pan wiceprezydent wypisuje brednie stwierdzając, że treści gender są niezgodne z Konstytucją. Ustawa zasadnicza głosi, że wszyscy są równi wobec prawa, że nie można dyskryminować ze względu na płeć. Niezgodna z Konstytucją jest obecność kościoła w szkole i jednostkach administracji publicznej. Niezgodne z prawem jest narzucanie katolickiego światopoglądu jako jedynie obowiązującego w polskiej oświacie. Zgodę to muszą wypisać rodzice na uczestnictwo w lekcji religii, o czym zapomina się w szkołach, traktując katechezę jak przedmiot obowiązkowy. Jestem oburzona zachowaniem pana wiceprezydenta Radomia, który narzuca swoją religię placówkom oświatowym i nie respektuje niezależności oświaty. Wygląda na to, że jest to człowiek bezkrytycznie przyjmujący zadnie biskupów i uznający prymat władzy kościelnej nad świecką. Ktoś taki nie powinien pełnić tak ważnej funkcji. Pani Posłanka Solidarnej Polski (partii założonej przez buntowników pisowskich), Beata Kempa założyła zespół do s/p Przeciwdziałania Ideologii Gender. To, że owa pani nie rozumie, czym jest gender, a swoje zdanie opiera wyłączenie na stanowisku biskupów nikogo nie dziwi. W końcu, coś tak koszmarnego, mijającego się z rzeczywistością, stanowiącego zbiór urojeń biskupów i posłów skrajnej prawicy mogła założyć tylko osoba nie mająca nawet podstawowej wiedzy o przedmiocie działania swojego zespołu. W swoim liście do Premiera pani posłanka przypomina stanowisko biskupów. Świadczy to o tym, że jej zdaniem Premier ma być poddany woli panów w purpurze. Swoją wypowiedzą dyskryminuje rodziny nie oparte na małżeństwie, występuje przeciwko kobietom, które chcąc wyzwolić się, np: z kręgu przemocy zdecydowały się na rozwód. Pani Kempa nie szanuje samotnych rodziców, którzy wychowują dzieci, a brak małżonka lub małżonki jest spowodowany życiową tragedią. Pani poseł obraża rodziny, w których to dziadkowie, z różnych przyczyn wychowują swoje wnuki. Warto zauważyć, że katolicka wizja rodziny, jako sakramentalnego związku kobiety i mężczyzny służy kościołowi do szerzenia dyskryminacji, szczucia społeczeństwa na inne sposoby organizacji rodzinnego życia, wartościuje jedynie jeden model rodziny, zgodny z doktryną kościoła. Nikt nikogo nie zmusza do związków partnerskich, nie zakazuje ślubów. Środowiska tolerancyjne chcą jedynie równych praw dla wszystkich, a nie warunkowania uprawnień od akceptacji jednego modelu. Tego biskupi i politycy prawicy zrozumieć nie potrafią. Rodzina to coś więcej niż ślub w kościele - to więzy krwi, wspólne przeżycia, emocje, doświadczenia i miłość. Pani posłanka ma obsesję na punkcie przedszkoli i rzekomej zmiany płci. Gender jedynie opisuje przypadki zmiany płci, bo te mają miejsce i uczy szacunku dla każdego człowieka bez względu na to, z kim sypia, gdzie mieszka, jakiej jest płci. Na uwagę zasługuję służalczość pani Kempy wobec kościoła, który według niej jest instytucją nie podlegającą krytyce. Jako Polka nie czuje się urażona atakami i krytyką kościoła. Wręcz przeciwnie- uważam, że to dobrze, że naród w końcu otwiera oczy i wychodzi spod pierzyny i otwarcie przyznaje, że kościołowi daleko do ewangelicznych ideałów, że jest to siedlisko hipokryzji i niskich standardów moralnych. Pani posłanka zapomina jest państwo w założeniu powinno być świeckie, a wyznaniowe. Obowiązkiem rządu jest zachowanie neutralności światopoglądowej. Innych telewizyjnych wypowiedzi pani posłanki nie będę komentować,ponieważ obawiam się, że mogłabym niechcący ją obrazić. Daleka jestem od obrażania ludzi, to domena osób związanych ze środowiskiem skrajnej prawicy. W postawach obu polityków razi służalczość wobec kościoła, traktowanie państwa i społeczeństwa jak watykańskiego folwarku, narzucanie doktryny kościoła społeczeństwu, które wykazuje tendencje laicyzacji. Niepokojące są działania prokuratury, która umarza sprawy przeciwko księżom oskarżanym o pedofilię, bo rzekomo nie znalazła dowodów. Daje to kościołowi pewność, że mogą robić wszystko, na co mają ochotę i nie obowiązuje ich polskie prawo.