Blog o tematyce kobiecej i społecznej. Moda, antykoncepcja, dieta, prawa kobiet, dzieci i zwierząt, wychowanie. Blog dla wszystkich, którzy chcą rozmawiać bez obaw o obrazę uczuć. Blog dla reklamodawców - dziennie nawet 200 wyświetleń.
Przekłamywanie danych nie chroni się „życia poczętego”. Daje to spokój sumienia przeciwnikom aborcji i umożliwia prowadzenie ich propagandy. Jest uzasadnieniem zakazu aborcji- w końcu po co prawna dopuszczalność aborcji, skoro nikt z tego nie korzysta. To błędne rozumowanie. Aborcja jest problemem społecznym i żadne kłamstwa dotyczące danych , „duchowe adopcje życia poczętego” nie zmniejszą liczby aborcji. Powiem wprost to działania obrońców życia przyczyniają się do wzrostu legalnych aborcji. Stojąc pod szpitalami z okropnymi plakatami, informują pacjentki, że w tym szpitalu dokonywane są aborcje i personel nie ma już możliwości odesłania pacjentki, skoro kobieta wie, że w danym miejscu można legalnie przerwać ciążę. Obrońcy życia od lat urządzają nagonkę na antykoncepcję – tworzą i publikują kłamstwa o poronnym działaniu antykoncepcji, o rzekomym rozbijaniu małżeństw przez antykoncepcję i inne tego typu głupkowate opowieści. Każdy lekarz, który stosuje klauzulę sumienia na wypisywanie antykoncepcji bierze na siebie odpowiedzialność za możliwą aborcję.
Przy okazji zbierania materiałów dotyczących aborcji Polek za granicą i manipulacji danymi aborcyjnymi upadły pewne zakorzenione w społeczeństwie mity. Są to przekonania obu stron sporu ideologicznego.
Mit pierwszy – aborcja jest droga i trudno dostępna w Polsce. Jest to tani i łatwo dostępny zabieg- aborcję można załatwić w polskim podziemiu w 15 minut bez pytań o przyczynę, bez moralizowania. Ceny w polskim podziemiu u handlarzy mają następującą rozpiętość: od 180 zł„Sam Arthrotec (Zestaw 12 tabletek) - skuteczność 90% do 550zł -
Arthrotec + Methotrexate + RU486 stosowane doustnie, skuteczność 99% do 12-tego tygodnia ciąży. (zestaw 12 + 8 + 1 tabl) . U lekarzy, którzy po godzinach wysyłają zestawy jest trochę drożej – od 800 do 1200 zł. za tabletki.
Mit drugi- zakaz aborcji wyeliminuje zjawisko z życia publicznego, a przynajmniej ograniczy i dzięki temu urodzi się więcej dzieci.” To błędne myślenie. Zakaz aborcji być może miał sens przed erą internetu. W dobie globalnej komunikacji zdobycie aborcji nie sprawia większych problemów,. Zakaz powoduje że nie ma możliwości pomocy kobietom, które zmagają się we wczesnej ciąży z różnymi problemami i decydują się usunąć ciążę.
Zakaz aborcji pozbawia władze możliwości poznania zjawiska i jego kontrolowania. W Polsce brakuje danych o podziemiu. Kraje, w których aborcja jest legalna dysponują dokładnymi statystki, w których uwzględnia się: ogólną liczbę aborcji, wiek kobiety , okres trwania ciąży do aborcji, regionalizację (liczbę aborcji w poszczególnych regionach). Polska ma jeden z najniższych wskaźnik urodzeń w Europie, pomimo restrykcyjnej ustawy antyaborcyjnej.
Zakaz aborcji służy propagandzie anty-choice, które przy braku statystyk wciskają kit o „zabijaniu niepełnosprawnych dzieci”, „rozszarpywaniu dzidziusia na strzępy”, braku podziemia oraz szerzą strach przed badaniami prenatalnymi i leczeniem prenatalnym. Służy oczywiście kościołowi i bojącym się hierarchów politykom, którzy dzięki brakowi danych mają czyste sumienia. Na pewno nie jest korzystny dla kobiet i płodów.
Mit trzeci -teza o Polakach jako zwolennikach „obrony życia”. Tezie zaprzeczają nawet dane o legalnej aborcji w Polsce, której ilość rośnie – w roku 2015 było to 1044 przypadki, a w roku 2016 liczba aborcji legalnej wzrosła do 1098 zabiegów. Oznacza to, że albo mamy do czynienia z hipokryzją- co innego Polacy deklarują, co innego czynią , albo obrońcy życia kłamią. Jedno i drugie jest prawdopodobne.
Mit czwarty –prawo w kwestii aborcji ma funkcję preferencyjną i wychowawczą. Generalnie- prawo ma zapobiegać przestępstwom. Jednak w kwestii aborcji na polskim gruncie pogląd jest nieprawdziwy. LICZBA POTWIERDZONYCH ABORCJI POLEK ZA GRANICĄ TO 34 TYS. Pokazuje to, że zakaz aborcji nie działa jako czynnik zapobiegający pozbywaniu się niechcianej ciąży. Badania CBOS z 2013 roku, na które chętnie powołują się obrońcy życia wskazują, że mniej kobiet po 1993 roku dokonało aborcji, ale nie należy tego wiązać z zakazem aborcji, tylko z rozwojem antykoncepcji. Pomimo negatywnej narracji, jaką w kwestii antykoncepcji uprawia kościół, Polki i Polacy stosują środki zapobiegania ciąży. Ponad 70% katolików popiera stosowanie antykoncepcji.
Mit piąty- Niemcy to najpopularniejszy adres pod który udają się Polki w celu wykonania aborcji. Zgromadzony materiał pokazuje, że Polki częściej wybierają wschodnich sąsiadów ze względu na niskie ceny i brak dodatkowych procedur.
Mit szósty- antykoncepcja zwiększa liczbę aborcji. To najczęstsza bzdura powtarzana w środowiskach katolickich obrońców życia. WHO i Instytut Guttmachera przez 25 lat prowadziły badania dotyczące aborcji i czynników ją ograniczających. W rejonach świata, gdzie terminacja ciąży jest legalna i dostępne są skuteczne środki antykoncepcyjne, w ciągu 25 lat odnotowano spadek wykonywanych średnio o 40 proc. W państwach, w których przerywanie ciąży jest zakazane, liczba przerwań ciąży od lat jest mniej więcej stała. Dane opublikowano medycznym przeglądzie Lancet . Najbardziej widoczne ograniczenie liczby aborcji obserwuje się w krajach Europy Wschodniej. W roku 1990 aborcję przeprowadzało tutaj aż 46 na 1000 kobiet. W 2014 roku było ich już tylko 27. Naukowcy sukces tego regionu w zmniejszeniu aborcji tłumaczą pojawieniem się w latach 90-tych nowoczesnych metod zapobiegania ciąży. Aborcji w naszej kontynentu przeprowadza się jednak ciągle więcej niż krajach Europy Północnej gdzie wskaźnik spadł z 22 kobiet na 1000 w 1990 roku do 18 w roku 2014. W państwach gdzie aborcja jest zakazana, a wiedza o metodach antykoncepcji zerowa liczba aborcji praktycznie nie zmienia się i jest znacznie większa od pozostałych państw: w 1990 roku ciążę usuwało tam 39 na 1000 kobiet, a w roku 2014 – 37.
Naszych obrońców życia nic nie przekona, mają swoje katolickie dane, które są odmienne od przedstawionych powyżej i potwierdzają poglądy strony kościelnej. Przytoczone liczby znajdują potwierdzenie w danych o aborcji zagranicznej Polek, które przytaczałam w sierpniu. W województwach zachodnich, bardziej liberalnych, kobiety częściej stosują antykoncepcję, panie rzadziej decydują się na „turystykę aborcyjną” . Na konserwatywnym wschodzie Polski, aborcji zagranicznych jest więcej.
Mit siódmy- podziemie aborcyjne to wymysł feministek, które zawyższają dane aborcyjne, aby uzyskać prawo do „nieograniczonego zabijania dzieci poczętych” Zdaniem obrońców życia nielegalnych aborcji jest w Polsce 21 tys. Wyliczył to inż. Antoni Zięba na podstawie skomplikowanych wzorów. Ostatnio, aby jeszcze bardziej manipulować społeczeństwem i usprawiedliwić zaostrzenie ustawy antyaborcyjnej, obrońcy życia wymyślili nowe kłamstwo. Rzekomo istnieją dane rządowe podające, że niezgodnych z prawem aborcji było w Polsce to 17-229 przypadków w latach 2008-2010. (Dominik Ćwikła: „Takiej manipulacji nie powstydziłby się Goebbels”, portal: Wsensie). Wysłałam e-maila do GUS zapytaniem o powyższe dane. Odpowiedź była taka jakiej spodziewałam się- nie ma danych odnośnie nielegalnej aborcji. Jest jedynie liczba postępowań prokuratorskich odnośnie łamania ustawy antyaborcyjnej z 1993 roku. Prokuratura w roku 2015 prowadziła 198 przeciwko osobom przeprowadzającym aborcję za zgodą kobiety. Informacje obrońców życia o rzekomych danych rządowych dotyczących nielegalnych aborcji, to nie jest tylko mit, to świadome kłamstwo, które ma wywołać oburzenie opinii publicznej i nakłonić społeczeństwo do poparcia dalszych ograniczeń aborcyjnych.
Organizacje kobiece próbują oszacować omawiane zjawisko. Podają 80-200 tys. aborcji Znaczna rozpiętość podważa wiarygodność danych. Biorąc pod uwagę, że liczba zagranicznych aborcji to około 20-30% wszystkich przerwań ciąży, można z dużym prawdopodobieństwem podać, że liczba nielegalnych aborcji w naszym kraju (licząc aborcje zagraniczne} to 130 tys. Jest to więcej niż łączna liczba aborcji w Niemczech, Czechach i na Litwie.
JAK ZMNIEJSZYĆ LICZBĘ ABORCJI?
Najbardziej oczywistą odpowiedzią jest wprowadzić właściwą, pozbawioną ideologii edukację seksualną i refundować choć w 30% antykoncepcję. Niezbędne jest poradnictwo dla kobiet w ciąży, które zmagają się z trudną sytuacją oraz zniesienie klauzuli sumienia na wypisywanie antykoncepcji i skierowań na badania prenatalne. Lekarz, który odmawia z powodu swojej religii (katolickiego sumienia) wypisania antykoncepcji bierze na swoją odpowiedzialność ewentualną aborcję. Środki antykoncepcyjne są także lekami stosowanymi w ginekologii, tak więc odmowa wypisania antykoncepcji powinna być podstawą do zawieszenia lub odebrania prawa wykonywania zawodu lekarza.
W temacie użyłam łagodnego określenia "krytycy WOŚP". Nagonka na WOŚP stała się stałym elementem czasu poprzedzającego finał. Nigdy nie miała w sobie zbyt wiele z prawdy, brała się z zazdrości niektórych środowisk, że jedna fundacja potrafi uratować życie tysiącom dzieci i stworzyć akcję rozpoznawaną na całym świecie. W tym roku jad wobec Orkiestry przybrał formę większą niż kłamstwa. Obrońcy życia (fanatycy religijni z Fundacji Pro- Prawo do Życia), Tomasz Terlikowski i ksiądz Piotr Maciejski z Strzelec Opolskich rozpowszechniają oczerniające informacje, że pan Owsiak wspiera aborcję i eutanazję. Według ich środki wzbierane podczas finału WOŚP są przeznaczane na wsparcie aborcji. Zacytuję księdza Piotra " Na mszę nie przyszli, a doją ludzi na aborcję i na eutanazję". Tomasz Terlikowski w materiale filmowym umieszczonym na jego stronie również wysuwa taką tezę, opierając się na słowach Owsiaka o czarnym proteście. Wielka Orkiestra co roku rozlicza się z pieniędzy, w trakcie finału pokazuje sprzęt, który zakupiła. Żadne z tych urządzeń nie służy aborcji;inkubatorem, rezonansami, kardiomonitorem, usg, płucosercem, pompami insulinowymi, sprzętem rehabilitacyjnym i ortopedycznym, karetami pogotowia, łóżkami, czy materacami przeciwodleżynowymi nie przerywa się ciąży. Jeżeli redaktor Terlikowski i ks. Maciejewski mają jakieś dowody na to, że za pieniądze ze zbiórki była sfinansowana aborcja lub organizacja proaborcyjna , to powinni je udostępnić opinii publicznej. W przeciwnym razie ich kłamstwa wykraczają poza wolność słowa, są jedynie chęcią zniszczenia WOŚP, dzielenia społeczeństwa i szukania wroga. Mam nadzieję, że WOŚP wytoczy im za to proces.
Redaktor Terlikowski jest znany głównie ze swojej antyaborcyjnej obsesji,która przybiera postać manii prześladowczej. Dziennikarz nawet w zakupie sprzętu ratującego życie dzieci widzi aborcję.
Przy okazji finału przypomniała o sobie Fundacja Pro - Prawo do Życia i wyszła na ulicę Warszawy z obrzydliwym antyaborcyjnym plakatem , a którym w roli osoby popierającej aborcję znalazł się Jurek Owsiak. Trudno zrozumieć prześladowanie Owsiaka- największego dobroczyńcy medycyny dziecięcej w Polsce. Działanie Fundacji Pro- Prawo do Życia polega przede wszystkim na prześladowaniu, uporczywym nękaniu wszystkich, którzy opowiadają się za kompromisem lub liberalizacją ustawy aborcyjnej. Organizują wystawy antyaborcyjne, na których otwarcie popierają znęcanie się nad zwierzętami, okłamują w kwestii aborcji i in vitro, nękają polityków w okręgach wyborczych, znieważają lekarzy. To bardzo niebezpieczna grupa, która w swoich działaniach pozostaje bezkarna. Trzeba powiedzieć wprost - ich działanie nosi znamiona terroryzmu, bowiem jego celem jest zakłócenie porządku publicznego, wymuszenie na politykach i lekarzach określonych postaw. Na Podkarpaciu pod wpływem uporczywego nękania przez tych fanatyków wszyscy ginekolodzy podpisali klauzulę sumienia- nie będą wykonywać legalnej aborcji w szpitalach. Teraz ci ludzie wzięli za cel- niszczenie autorytetu Owsiaka.Robią z niego mordercę i kata. Próżno na ich stronach internetowych szukać wsparcia dla rodziców po strasznej diagnozie prenatalnej. Nigdy nie zaangażowali w żadną akcję pomocową, której celem byłaby pomoc rodzinom z dzieckiem niepełnosprawnym. Nie brali udziału w akcji "Rodzić po ludzku" i "Ronić po ludzku", nie pomogli żadnej ciężarnej znajdującej się w trudnej sytuacji- nie uratowali ani jednego dziecka. Potrafią jedynie oczerniać i prześladować innych.
Mam prośbę do wszystkich czytelników, przeganiajcie ich z ulic naszych miast. Apeluję do atakowanych przez nich osób- składajcie pozwy o znieważenie. To nie są mili chrześcijanie, tylko niebezpieczna organizacja, której celem jest moralna dyktatura - uchwalenie nie tylko zakazu aborcji, ale także zakazu badań prenatalnych i antykoncepcji hormonalnej. Ich postępowanie nie ma nic wspólnego z ochroną życia, co pokazali atakując Owsiaka. Obrońca życia nie prowadzi nagonki na człowieka, który 25 lat kupuje sprzęt ratujący życie dzieci.
Obrońcy życia to bardzo ciekawa, choć niebezpieczna z punktu widzenia praw obywatelskich grupa. W Polsce to 150 organizacji, których cechą charakterystyczną jest zgadzanie się z nauczaniem kościoła i chęć pozbawienia kobiet prawa do decydowania o swojej rodzinie. Organizacje pro-life walczą nie tylko z legalną aborcją,ale także z edukacją seksualną, antykoncepcją, in vitro i badaniami prenatalnymi. Ostatnio wsławili się zamiarem pociągania do odpowiedzialności karnej kobiet, które poroniły i lekarzy, którzy ratując życie matki doprowadzili do spowodowania nieumyślnej śmierci płodu. Obrońcy życia to bardzo myląca nazwa. Nie bronią życia w sensie ogólnym- nie mają nic przeciwko przemocy wobec zwierząt, czemu dają wyraz na plakatach. Wklejam dwa plakaty, aby pokazać fałsz największej polskiej organizacji obrońców życia. Patrząc na nie zastanawiam się, jak można uważać siebie za obrońcę życia i popierać znęcanie się nad zwierzętami? Do jakiego stopnia trzeba być podłym, aby zestawiać te dwie sytuację i przekazywać społeczeństwu przekaz, że jedynym złem jest aborcja.
Autorzy plakatów epatują okrucieństwem na ulicy, nie zwracają uwagi na dzieci, o które rzekomo walczą,na ludzką wrażliwość, czy elementarne poczucie estetyki. Ich celem jest szokowanie i manipulowanie społeczeństwem.Trudno nazwać obroną życia takie wystawy,czy duchową adopcję życia poczętego.Badania prowadzone przez WHO i Guttmacher Institute jednoznacznie wskazują, że restrykcyjne przepisy antyaborcyjne nie zmniejszają liczby aborcji. Sprawiają jedynie, że aborcja dokonywana jest poza kontrolą. Aborcji nie przeciwdziała wychowanie do wstrzemięźliwości seksualnej i wstydu z powodu seksualności- najczęściej skutkiem takich działań jest ukrywanie przez młodzież faktu rozpoczęcia współżycia, niechciane ciąże i aborcje. W rejonach świata, gdzie terminacja ciąży jest mniej lub bardziej legalna oraz gdzie dostępne są skuteczne środki antykoncepcyjne, liczba aborcji spadła w ciągu ostatnich 25 lat o średnio 40 proc. W państwach, w których przerywanie ciąży jest zakazane, liczba przeprowadzanych zabiegów od lat jest mniej więcej stała.Dane opublikowane niedawno w medycznym przeglądzie Lancet to wyniki badań, które trwały 25 lat i dotyczyły kobiet między 15 a 44 rokiem życia. Najbardziej widoczne ograniczenie liczby zabiegów przerywania ciąży odnotowano w krajach Europy Wschodniej. W roku 1990 aborcję przeprowadzało tutaj aż 46 na 1000 kobiet. W 2014 roku było ich już tylko 27. Według naukowców różnica ta spowodowana jest pojawieniem się w latach 90-tych nowoczesnych metod zapobiegania ciąży. Aborcji na naszym kawałku kontynentu przeprowadza się jednak ciągle niepokojąco dużo, szczególnie w porównaniu z krajami Europy Północnej gdzie wskaźnik spadł z 22 kobiet na 1000 w 1990 roku do 18 w roku 2014.
W państwach gdzie aborcja jest zakazana, a wiedza o metodach antykoncepcji zerowa, zmieniło się bardzo niewiele: w 1990 roku ciążę usuwało tam 39 na 1000 kobiet, a w roku 2014 - 37, przy czym spadek ten w krajach Ameryki Łacińskiej to prawdopodobnie wynik wstrzemięźliwości seksualnej powodowanej strachem przed wirusem Zika.(dane za http://foch.p/foch/1,150562,20086012,ustawa-antyaborcyjna-to-slepy-zaulek-liczbe-aborcji-zmniejszyc.html). Najwięcej dzieci rodzi się w krajach , gdzie kobiety mają dostęp do antykoncepcji. U nas- panuje hipokryzja. Dzietność 1,3 przy ograniczeniach aborcyjnych powinna zastanowić, ale refleksji nie ma. Zamiast tego obrońcy życia domagają się zakazu aborcji, ograniczenia badan prenatalnych i wycofania ze sprzedaży antykoncepcji awaryjnej. W 2013 roku CBOS przeprowadził badania dotyczące aborcji w Polsce- najczęściej ciążę przerywają Polki niewykształcone, praktykujące katoliczki z mniejszych miejscowości, które odrzucają antykoncepcję z powodów religijnych lub nie stać ich nowoczesne metody zapobiegania ciąży. Zakaz aborcji nie zwiększa przyrostu naturalnego - zdesperowana kobieta i tak przerwie ciążę.
Gdyby organizacjom pro-life zależało na ratowaniu dzieci w okresie prenatalnym to wspierałyby antykoncepcję, edukację seksualna i leczenie prenatalne, a nie walczyły z tym. Sprzeciwiałyby się przemocy w rodzinie i przemocy wobec dzieci. Polskie pro-life wystąpiło przeciwko konwencji antyprzemocowej, popiera stosowanie kar cielesnych wobec dzieci jako prawa rodziców do wychowania dzieci zgodnie ze swoją religią. Nie widza nic złego w biciu dzieci, w zmuszaniu zgwałconych nastolatek do rodzenia, w karaniu kobiet za poronienie, a nawet w karaniu lekarzy za próbę ratowania matki i płodu, o ile płód nie przeżyje.Kluczem do zmniejszenia liczby aborcji jest mądra,wolna od wszelkich religii polityka prokreacyjna oparta na edukacji seksualnej, dostępie do antykoncepcji, badaniach prenatalnych i leczeniu prenatalnym, a także na właściwej opiece nad ciężarną.
Spotkałam się z przekonaniem, że obrońców życia powinno się edukować- w końcu mamy wspólny cel: zmniejszenie liczby aborcji. W praktyce okazuje się, że bardzo trudno rozmawia się z ludźmi głuchymi na wszystkie argumenty, którzy podważają autorytety medyczne, mają swoje pseudobadania. Za nimi również stoją organizacje lekarzy wiernych kościołowi,którzy piszą niby naukowe artykuły. Przeciętny czytelnik, który zobaczy, że autorem tekstu jest lekarz bierze za prawdę podane tam informacje. Obrońcy życia odwołują się do podstawowych wartości, takich jak: rodzina, patriotyzm i przywiązanie do tradycji. W narracji obrońców życia osoba, która nie popiera całkowitego zakazu aborcji nie jest prawdziwym Polakiem, ale zdrajcą, dewiantem,agentem homolooby, który ma na celu zniszczenie Polski i rodziny. Na ostatnim Marszu dla Życia i Rodziny w Kielcach tamtejsi obrońcy życia w porozumieniu z biskupem rozdawali ulotki oczerniające osoby seksualne. Treść materiałów była przepełniona seksualizacją, z którą rzekomo walczą.
Na mój list do Ministra Zdrowia odpisała na portalu Fronda.pl Małgorzata Terlikowska. Pani Małgosiu, dziękuję za zainteresowanie moim listem, które okazała Pani w ramach zwalczania wszelkich informacji o antykoncepcji awaryjnej, które nie są po myśli strony prawicowej. Każdy głos w dyskusji jest cenny, zwłaszcza, kiedy daje możliwość pokazania na czym polega konflikt między obrońcami prawa do antykoncepcji a pro-life. Problemem jest płaszczyzna komunikacji językowej i punkt ciężkości, który bierzemy pod uwagę. Zwolennicy antykoncepcji awaryjnej mówią o zapobieganiu ciąży w nagłych, często dramatycznych sytuacjach jak: gwałt, wykorzystanie seksualne nieświadomej osoby pod wpływem pigułki gwałtu, trudna sytuacja rodzinna kobiety. Mówimy o potencjalnym zapłodnieniu. Zwracamy uwagę na to, że bierze pigułkę po, po to, aby uniknąć ciąży- nie wie, czy już doszło do zapłodnienia. Z punktu widzenia kobiety absolutnie nie można mówić o chęci usunięcia, ponieważ ma ona nadzieję, że zdążyła przed zapłodnieniem. Strona obrońców życia używa wobec nas okropnych wyzwisk - morderczynie, rozpustnice. Uznajecie, że stosując antykoncepcję awaryjną dokonujemy wręcz masowych mordów, co oczywiście jest bzdurą. Wasze rozważania koncentrują się na potencjalnym życiu, a nie na sytuacji kobiety, która podjęła decyzję o stosowaniu antykoncepcji awaryjnej. Chcecie narzucić swoje stanowisko całemu społeczeństwo, nie uznajecie prawa innego człowieka do własnego zdania, do kształtowania swojego życia zgodnie z prywatną moralnością. Przy tym kłamiecie, że stoicie po stronie kobiet, bo połknięcie tabletki po to największy dramat życiowy. Minister Zdrowia, ignorując petycję środowiska zwolenników antykoncepcji pokazał, że stoi po stronie kościoła, złamał zasadę bezstronności państwa w kwestiach światopoglądowych. Minister Zdrowia jest zwolennikiem klauzuli sumienia, która jest uderzeniem w prawa reprodukcyjne i ma na celu utrudnienie korzystania z opieki ginekologicznej kobietom. W innych dziedzinach medycyny nie jest stosowana.
Wspomniała Pani, że w charakterystyce produktu leczniczego EllaOne znajduje się wzmianka, że preparatu nie wolno stosować w czasie ciąży. Jest to oczywiste, ponieważ w czasie ciąży tabletka nie zadziała, gdyż nie usuwa zagnieżdżonego zarodka/płodu. Charakterystyka produktu EllaOne zawiera wyraźną informację, że lek nie powoduje przerwania istniejącej ciąży. Sugerowanie przez Panią działania wczesnoporonnego jest nieuzasadnione. Cytowanie lekarza, który podpisał "Deklarację wiary w przedmiocie płciowości ludzkiej" nie jest w moim odczuciu wiarygodne, ponieważ cytowany lekarz nie zachowuje obiektywizmu. Charakterystyka leku EllaOne zawiera informację, że tabletka jest stosowana u kobiet w wieku rozrodczym, w tym u młodocianych. W przypadku młodocianych ma taką samą skuteczność i bezpieczeństwo, jak u kobiet dorosłych. Zarzut większej szkodliwości u nastolatek jest wyssany z palca. Każdy lek ma przeciwwskazania i EllaOne nie jest żadnym wyjątkiem- producenci w charakterystyce i ulotce informują o chorobach nerek, astmie i ciężkich schorzeniach wątroby jako przeciwwskazania do stosowania preparatu. Popularne środki przeciwbólowe, odchudzające, nasercowe, na schorzenia wątroby, czy pęcherza też mają całą listę przeciwwskazań i są dostępne bez recepty. Jakoś środowiska katolickie nie protestują przeciwko ich dystrybucji bez konsultacji lekarskiej. Ofiarą nagonki pada antykoncepcja. Antykoncepcja awaryjna jest stosowana sporadycznie i na pewno nie powoduje tak dużych szkód jak nadużywanie środków przeciwbólowych, czy nasercowych.
W kwestii działania wczesnoporonnego- producent w charakterystyce produktu zaprzecza Pani rewelacjom. "Tabletki ellaOne hamują lub opóźniają owulację (patrz punkt 5.1). W przypadku gdy wystąpiła już owulacja
produkt ellaOne nie jest skuteczny. Nie ma możliwości przewidzenia czasu owulacji i z tego względu tabletka ellaOne powinna zostać przyjęta niezwłocznie po odbyciu stosunku płciowego bez zabezpieczenia". W ulotce i w charakterystyce produktu w kilku miejscach znajduje się informacja, że przypadku podejrzenia ciąży- wystąpienia charakterystycznych objawów, należy poradzić się lekarza i nie wolno zażywać tabletki EllaOne. Wymienione są także grupy leków, które mogą obniżać skuteczność antykoncepcji awaryjnej.
Nikt nie podważa faktu, że początkiem życia jest zapłodnienie. Zapłodniona komórka jajowa to jeszcze nie zarodek- jedynie zbiór genów. Pierwszy podział i mieszanie się owych genów następuje po 36 godzinach. Następnie następuje dalszy podział - etap bruzdowania, w wyniku czego powstaje wielokomórkowy zarodek. "zapłodniona komórka (zygota) to jeszcze nie początek nowego życia. Teraz przez parę dni wędruje przez jajowód, nieustannie dzieląc się, przy czym jednocześnie nie zwiększa swojego rozmiaru. To etap bruzdkowania, którego efektem jest wielokomórkowy zarodek. Przesuwany jest ruchami rzęsek pokrywających nabłonek jajowodów i skurczami mięśniówki jajowodów.
Wydzielina produkowana przez nabłonek ułatwia poślizg komórki. W ostatnim stadium bruzdkowania powstaje blastocysta, czyli jajo płodowe - pęcherzyk składający się z dwóch warstw. Trofoblast pełni funkcje ochronne i odżywcze, z embrioblastu powstaje ciało zarodka. Przez kilka dni pobytu w macicy zarodek odżywia się tzw. mleczkiem macicznym - substancją wydzielaną przez śluzówkę. Jednocześnie enzymy wydzielane przez jajo powodują nadtrawienie błony śluzowej macicy. Zarodek zagnieżdża się w wytrawionym zagłębieniu, endometrium je obrasta. Proces ten zwany implantacją lub zagnieżdżeniem rozpoczyna się mniej więcej po 6 dniach od owulacji, ale w zależności od tego, jak długo zarodek znajdował się w jajowodach, rozpocząć się może od 4 do nawet 12 dni od jajeczkowania. Jajo płodowe usadawia się zazwyczaj w ścianie macicy niedaleko od ujścia jajowodów" http://www.sonomedico.pl/index.php/nieplodnosc-11361/zaplodnienie.html
Używa Pani skrótów myślowych, których pełne są informacje o zapłodnieniu dostępne na portalach kobiecych. W tym miejscu wypada nadmienić, że w Polsce dostępne są dwa rodzaje antykoncepcji awaryjnej: zawierająca lewonorgestrel Escapelle - dostępna na receptę i tańsza oraz EllaOne, zawierająca octan uliprystalu -droższa, dostępna bez recepty.
Lewonorgestrel chroni ciążę. Mało kto wie, że badania nad powyższym hormonem, zastosowanym we wkładkach domacicznych wykazały, że "działanie ochronne wiąże się ze zmniejszeniem ryzyka zachorowania na raka endometrium aż o 50% względem średniego ryzyka populacyjnego. W mniejszym stopniu zmniejsza ona ryzyko zachorowania na raka gruczołowego i płaskonabłonkowego szyjki macicy, raka jajnika, trzustki oraz oskrzela" http://www.ginekologiapolska.pl/Wplyw-systemu-wewnatrzmacicznego-nuwalniajacego-lewonorgestrel-mirena-bayer-nna-prewencje-i-leczenie-raka-gruczolowego-nblony-sluzowej-macicy-oraz-na-inne-nnowotwory-zlosliwe-u-kobiet,2078,0,1.html
". Przy coraz częstszym rozpoznawaniu insulinooporności i otyłości w ostatnich dekadach oraz coraz wcześniejszym występowaniu nowotworów hormonozależnych szersze stosowanie systemów wewnątrzmacicznych uwalniających lewonorgestrel może się okazać bardzo istotnym elementem profilaktyki pierwotnej nowotworów złośliwych u kobiet. Dla przykładu, osoby z nadwagą i otyłością wydają się być predystynowane do stosowania takiej interwencji hormonalnej.". (tamże)
Pani Małgorzato, proszę nie manipulować badaniami i nie wmawiać czytelniczkom jakiś strasznych zagrożeń. Kwestia raka a antykoncepcji wymaga wyjaśnień. Antykoncepcja z całą pewnością zapobiega rakowi jajnika, endometrium i okrężnicy. Hormonalne środki antykoncepcyjne -(zawierające głównie estrogeny) jeśli w ogóle mają jakiś związek z rakiem piersi to być może działają jako czynnik ułatwiający i przyspieszający rozwój choroby, która już wystąpiła, niż jako czynnik powodujący mutacje genetyczne i wywołujący chorobę. Uważa się, że tabletki składające się tylko z progesteronu, i tzw. "minipigułki" nie zwiększają ryzyka wystąpienie raka piersi. Tabletki mogą nieznacznie zwiększać ryzyko choroby u kobiet genetycznie obciążonych, lub u kobiet stosujących doustne środki antykoncepcyjne stosowały przez co najmniej 8 lat do zajścia w pierwszą ciążę. Uważa się, że preparaty zawierające jedynie progesteron nie wpływają na ryzyko wystąpienia raka piersi natomiast preparaty zawierające zarówno progesteron jak i estrogeny mogą mieć wpływ na powstanie tego nowotworu. Rak u tych kobiet jest mniej zaawansowany i rzadziej powoduje przerzuty. Zapewniam Panią, że takie informacje są dostępne na każdej ulotce. Nikt przed kobietami nie ukrywa możliwego zagrożenia. Ulotka zawiera także informacje o ryzyku zakrzepicy- szacowane średnio na 1:6500. Ryzyko zakrzepicy jest znacznie większe w ciąży, o czym Pani raczyła zapomnieć. Ulotka zawiera wszystkie informacje na ten temat, łącznie z opisem objawów. Poza tym antykoncepcja nie wywołuje zakrzepicy, a jedynie zwiększa jej ryzyko, w zależności od hormonu, który jest w jej składzie. Działanie ochronne antykoncepcji przed niektórymi nowotworami narządów rodnych jest bardzo dobrze opisane i nie podlega wątpliwości. Więcej przypadków śmiertelnych jest po zażyciu środków przeciwbólowych, ale na tym środowiska katolickie nie ubolewają. To właśnie niestosowanie antykoncepcji zwiększa ryzyko raka narządów rodnych - nowotworom sprzyjają: cykle menstruacyjne i wczesna miesiączka. Blokowanie cyklu ma właściwości zapobiegawcze, jeżeli chodzi o nowotwory oraz lecznicze- leczy torbiele jajnika. Ponadto kobiety zażywające pigułki antykoncepcyjne są mniej narażone na zgon z powodu raka lub choroby serca niż panie, które ich nie zażywają - wynika z badań brytyjskich, które publikuje "British Medical Journal". Naukowcy z Uniwersytetu w Aberdeen doszli do takich wniosków po przeanalizowaniu danych zbieranych przez niemal 40 lat w grupie 46 tys. kobiet. Ze wcześniejszych obserwacji wynikało, że pigułki mogą zwiększać ryzyko niektórych schorzeń, jak rak piersi czy zakrzepowe zapalenie żył, a przez to skracać życie. "Nigdy nie było jednak wiadomo, jakie są długotrwałe skutki ich stosowania" - tłumaczy prowadzący badania prof. Philip Hannaford. Po niemal 40 latach obserwowania stanu zdrowia kobiet zażywających te środki okazało się, że nie są one bardziej narażone na zgon niż panie, które ich nie stosowały. Ich ryzyko zgonu było wręcz o 12 proc. niższe. Kobiety te były mniej narażone na śmierć z powodu raka, choroby serca czy udaru mózgu. Na koniec rozważań o tabletkach antykoncepcyjnych przytoczę wypowiedź pani prof. Violetty Skrzypulec "Ci, którzy uważają stosowanie środków antykoncepcyjnych za zło samo w sobie, nie wiedzą o czym mówią. Najbardziej popularna pigułka antykoncepcyjna jest dwuskładnikową tabletką zawierającą w swoim składzie hormony: estrogen i progestagen. Blokuje proces jajeczkowania i wytwarzanie śluzu szyjkowego [..]Dla lekarzy tabletka antykoncepcyjna jest lekiem, przy pomocy którego nie szkodzimy, ale pomagamy. Antykoncepcję stosujemy np. w przypadku nawracających torbieli czy zdiagnozowanych nienowotworowych cyst jajnika, ponieważ jest to jedyna możliwość uratowania jajnika. Przy takim postępowaniu można zablokować pracę tego narządu np. na 3 lata i zapobiec pojawianiu się kolejnych zmian chorobowych.
Tabletkę antykoncepcyjną stosujemy w obfitych krwawieniach, nieregularnych cyklach i oczywiście po zabiegach operacyjnych, np. w przypadkach ciąży pozamacicznej. Na całym świecie zaleca się również podawanie takiej tabletki u kobiet z grupy ryzyka raka jajnika. To nieoceniona terapia antykoncepcyjna z efektem dodanym. Kiedy jajnik nie pracuje, spada możliwość pojawienia się w nim nowotworu.
W przypadkach zaburzeń hormonalnych, pigułka antykoncepcyjna jest lekiem pierwszego rzutu. My, endokrynolodzy, stosujemy pigułkę antykoncepcyjną przy nadmiernym owłosieniu, trądziku. Także jako element regulacji cyklu miesiączkowania u dziewcząt, które nierozważnie się odchudzały.". Jak widać nie ma Pani racji - antykoncepcja jest środkiem leczniczym i zapobiegającym nowotworom (oczywiście nie wszystkim). Ma skutki uboczne, ale bilans jej stosowania jest zdecydowanie korzystny. Zauważyłam, że prawie za każdym razem odwołuje się Pani do tych samych źródeł.
Kraje, które zdecydowały się na refundowanie antykoncepcji i antykoncepcji awaryjnej : Litwa, Łotwa, Hiszpania, Niemcy, Holandia, Belgia, częściowo Szwecja, obserwują stały spadek liczby aborcji.
Działania pro-life w Polsce (Fundacja Pro-Prawo do Życia) polegają w dużej mierze na nagonce na polityków, pokazywaniu zmanipulowanych wystaw, oszukiwaniu społeczeństwa i domaganiu się ciągłych zakazów (aborcji, edukacji seksualnej, in vitro, a nawet badań prenatalnych). Nie interesują się aborcją w podziemiu, udają, że jej nie ma. Nie mogą na niej zrobić medialnego szumu, więc stoją pod szpitalami i obrażają personel. Na ich stronach nie znajdzie Pani żadnej informacji na temat zespołu Downa, czy adresów ośrodków pomagających rodzicom po trudnej diagnozie prenatalnej. Polscy obrońcy życia nie dostrzegają faktycznego problemu aborcji, usiłują narzucić swój światopogląd. W Polsce nie jest problemem 1800 legalnych aborcji, ale ponad 150 tys. nielegalnych. Problem w tym, że zakaz aborcji i utrudnianie dostępu do antykoncepcji awaryjnej nie spowoduje zmniejszenia liczby aborcji, ale jej zwiększenie. Na Słowację,do Austrii, czy do Niemiec jest blisko. Polskie podziemie nadal będzie rozwijało się. Nawet duchowa adopcja dziecka poczętego nie pomoże w walce z tym zjawiskiem. Aby skutecznie walczyć z aborcją, to należy promować antykoncepcję. Pani poglądy nie wytrzymują konfrontacji z rzeczywistością. Można przyznawać rację obrońcom życia, kościołowi i udawać, że aborcja na żądanie w Polsce nie istnieje albo, że jest to wyłączenie problem policji i sądów, ale można też zapobiegać temu zjawisku poprzez ułatwianie dostępu do antykoncepcji oraz zmiany w prawie ułatwiające wychowanie i opiekę nad dziećmi.
Antykoncepcja awaryjna bez recepty jest jednym z najlepszych sposobów zapobiegania aborcjom. Napisała Pani, że połowa nieplanowanych ciąż jest wynikiem błędu w stosowaniu antykoncepcji. Gdyby antykoncepcji nie było tych ciąż byłoby jeszcze więcej. Antykoncepcja awaryjna pozwala na naprawę błędów w stosowaniu antykoncepcji bez krzywdzenia siebie i rozwijającego się w macicy dziecka. Na szczęście obecnie dostępne są środki, które zmniejszają ryzyko błędu: tabletki na 28 dni, wkładki, zastrzyki, pierścienie, plastry. Niezbędna jest też edukacja seksualna, której środowiska prawicowe są przeciwne. Tylko wiedza i zdrowy rozsądek ludzi może zmniejszyć liczbę aborcji. Dlatego też apel o refundację wszystkich środków antykoncepcyjnych jest jak najbardziej słuszny i odpowiadający postulatowi ochrony życia. Kobieta, która pragnie dziecka raczej nie usunie ciąży. Zgodzimy się co do tego, że dzieci powinny rodzić się z miłości, a nie pod przymusem. Dlatego najlepsze, co minister może zrobić, jeżeli chce naprawdę walczyć z aborcją, to zostawić antykoncepcję awaryjną w spokoju. To kobiety, ewentualnie wraz z partnerami powinny decydować, czy w danym momencie chcą zajść w ciążę. Ciągłe mylenie antykoncepcji i środków wczesnopronnych doprowadza do dramatów i aborcji. Środowiska pro-life w sposób celowy wprowadzają społeczeństwo w błąd - dążą do przejęcia kontroli nad kobietami i planowaniem rodziny. Mamy zatem do czynienia z terrorem ideologii katolickiej w społeczeństwie. Kościół już nie ukrywa swoich intencji - zmuszenie społeczeństwa do akceptacji jego nauczania. Społeczeństwo stawia coraz większy opór, toteż rękami obrońców życia i uległych polityków, kościół wprowadza siłą swoje nauczanie. Trudno mówić o "terrorze ideologii lewackiej" skoro strona lewicowa nie dysponuje obecnie miejscami w Parlamencie, a jej siła medialna jest znacznie mniejsza niż obrońców życia. Strona lewicowa nie dysponuje szwadronem wyszkolonych ludzi do zbierania podpisów, nie organizuje kilka razy w miesiącu pikiet w centrach miast i pod szpitalami,nie ma za sobą tysięcy ambon. Nasz głos jest ledwo słyszalny. Nie ma żadnego potężnego homolobby. Organizacje feministyczne są stosunkowo nieliczne.Mają poparcie w WHO i niektórych instytucjach europejskich, co nie przekłada się na zdolność do zmiany prawa.
Temat klauzuli sumienia wraca jak bumerang. W listopadzie 2013 Komitet Bioetyki skrytykował lekarzy, którzy nadużywają klauzuli sumienia. Uznał, że "Przypadki odmowy wykonania przez polskich lekarzy legalnych i uzasadnionych świadczeń zdrowotnych coraz częściej trafiają na łamy prasy i stają się
przedmiotem publicznej krytyki,a nawet postępowań sądowych. Najczęściej sprawy te dotyczą
procedur medycznych z zakresu szeroko rozumianej medycyny reprodukcyjnej –diagnostyki prenatalnej i przerywania ciąży". Komitet Bioetyki przy Prezydium PAN przypomina , że Komitet Praw Człowieka
ONZ, powołany do kontroli realizacji postanowień Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych, którego Polska jest stroną, w październiku 2010 roku zwrócił rządowi uwagę, iż wiele Polek "pozbawionych jest dostępu doświadczeń z zakresu zdrowia reprodukcyjnego, w szczególności poradnictwa związanego z metodami zapobiegania ciąży, badań prenatalnych oraz zgodnych z polskim prawem zabiegów przerywania ciąży. Komitet wyraził zaniepokojenie faktem,że regulacje prawne umożliwiające lekarzowi uchylenie się od wykonania świadczeń medycznych z powodu własnych przekonań światopoglądowych, są niewłaściwie stosowane. Zalecił państwu polskiemu wprowadzenie odpowiednich regulacji uniemożliwiających lekarzom wykorzystywanie wspomnianych przepisów w celach niezgodnych z intencjami ustawodawcy"
cytaty za
Komitet PAN przedstawił obszernie swoje stanowisko, w którym potwierdza, że lekarze, pielęgniarki i położne mają prawo do odmowy osobistego uczestnictwa w świadczeniach niezgodnych z ich sumieniem, zwłaszcza w zabiegach aborcji, ale muszą ten fakt odnotować i wskazać osobę, która takich świadczeń udzieli. Eksperci zwracają uwagę, że prawem człowieka jest postępowanie według swoich zasad, zgodne z własnym sumieniem i światopoglądem, o ile nie narusza to bezpieczeństwa publicznego, porządku, zdrowia, wolności i moralności innych osób. Państwo nie może faworyzować jednego światopoglądu. Zdaniem ekspertów z PAN w Polsce klauzula sumienia jest nadużywana i służy do narzucania światopoglądu lekarza pacjentom. Warto zaznaczyć, że PAN nie sprzeciwia się odmowie wykonania aborcji, gdyż wedle przekonania osób odmawiających ochrona płodu ludzkiego stanowi dobro. W stanowisku PAN zawarte załącznik o klauzurze sumienia w sferze reprodukcyjnej.
1) "W opinii Komitetu, przedstawiciel zawodu medycznego nie może, powołując się na klauzulę sumienia, odmówić podjęcia działań, których celem jest dostarczanie pacjentowi informacji lub innych środków niezbędnych do podjęcia przez niego świadomej decyzji dotyczącej dalszego postępowania medycznego, które jest legalne, uzasadnione w świetle aktualnej wiedzy medycznej i sytuacji zdrowotnej pacjenta. Takie działanie profesjonalisty medycznego pozbawiałoby bowiem pacjenta możliwości samodzielnego do-konania wyboru i podjęcia czynności nakierowanych na uzyskanie pożądanego świadczenia.Udzielenie pacjentowi informacji lub środków, pozwalających mu na podjęcie autonomicznej decyzji w tej sprawie nie godzi ani nie stwarza bezpośredniego zagrożenia dla dobra, które profesjonalista uznaje za godne ochrony. Dlatego te okoliczność,e działanie, które pacjent zamierza podjąć na podstawie informacji uzyskanych od profesjonalisty medycznego,jest w przekonaniu tego ostatniego moralnie naganne, nie daje mu podstaw do skorzystania z klauzuli sumienia. Ostateczna decyzja o podjęciu bądź zaniechaniu dalszego działania należy wyłącznie do pacjenta i obciąża wyłącznie jego sumienie".
2) PAN przypomina, że polskie prawo nie daje farmaceutom prawa do odmowy sprzedaży antykoncepcji i powoływania się na klauzulę sumienia.
3) W Polsce doszło do dziwnej sytuacji - lekarze z katolickim sumieniem odmawiają kobietom skierowania na badania prenatalne, gdyż ich zdaniem jest to wstęp do aborcji. Zdaniem PAN takie zachowanie jest niewłaściwe. Zgodnie z polskim prawem lekarz nie może odmówić informacji o stanie zdrowia pacjenta, o rozpoznaniu, o proponowanych metodach diagnostycznych i leczniczych, nie może odmówić skierowania na badania specjalistyczne, ani wydania oświadczenia o stanie zdrowia, zwłaszcza, w sytuacji,zaświadczenie lekarskie daje pacjentowi prawo do uzyskania świadczeń zgodnych z prawem. Nie może odmówić skierowania na badania prenatalne, jeżeli istnieją przesłanki, że ciąża zagraża życiu kobiety lub płód jest uszkodzony. Nie może też odmówić wydania zaświadczenie o stanie zdrowia płodu. Ustawodawca nie daje lekarzowi możliwości decydowania o tym, czy dane schorzenie lub zagrożenie jest wystarczająco duże, aby przerwać ciążę. O tym decyduje kobieta. Wynika to z jej prawa do autonomii i z szacunku dla jej decyzji. Lekarz informuje o istnieniu okoliczności zgodnych z ustawą. DO kobiety należy decyzja, czy poważna choroba dziecka zagraża jego życiu i jest przesłanką do przerwania ciąży. Lekarz ma służyć wiedzą medyczną na temat choroby, rokowań, leczenia, skierować do specjalisty od danego schorzenia.
4) Lekarz nie może odmówić wydania recepty na środek antykoncepcyjny, bowiem, to ,czy pacjent z tego skorzysta zależy tylko od woli pacjenta.
5) "Komitet Bioetyki uznaje, i lekarz, pielęgniarka i położna mają prawo odmówić osobistego wykonania bądź uczestniczenia w wykonaniu zabiegu przerwania ciąży (poza przypadkami,
o których mowa w art. 30ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty). Mogą także odmówić osobistego udziału w procedurze zapłodnienia pozaustrojowego.
6)Zdaniem Komitetu, lekarz nie ma jednak prawa odmówić pacjentom informacji i innych legalnych środków umożliwiających im swobodne i odpowiedzialne decydowanie o tym, ile,kiedy i w jakich odstępach czasu chcą mieć dzieci, a także informacji i legalnych środków umożliwiających im osiągnięcie możliwie najlepszego zdrowia seksualnego i reprodukcyjnego oraz dających im największą szansę na posiadanie zdrowego potomka."
Oznacza to, w szczególności,e lekarz nie może, powołując się na klauzulę sumienia, odmówić pacjentowi informacji o skutecznych, dostępnych i uznanych metodach planowania rodziny, metodach leczenia niepłodności, w tym technikach zapłodnienia pozaustrojowego, oraz metodach diagnostyki i terapii prenatalnej. Nie może także odmówić informacji na temat warunków dopuszczalności legalnego przerwania ciąży".
">
Ze stanowiska PAN wynika, że lekarz może odmówić udziału w dwóch czynnościach aborcji, rozumianej jako przeprowadzenie zabiegu i zapłodnieniu pozaustrojowym. Nie może odmówić badań, zaświadczeń i recept. W Polsce klauzula sumienia służy do narzucania pacjentom woli katolickiego lekarza, która jest tożsama z nauczaniem Kościoła. Jest sprzeczna z prawami pacjenta i wychodzi poza zakres klauzuli sumienia. W Europie można odmówić powołując się na klauzulę sumienia wykonania aborcji, in vitro i eutanazji, a nie zapisania środków antykoncepcyjnych, czy wydania skierowania na badania prenatalne.
Biskupom od początku nie podobało się stanowisko PAN w/s klauzuli sumienia. Grzmieli z ambon, że to zamach na wolność człowieka, że wolność wyznania i sumienia jest pierwszym prawem człowieka, że jest to gwarancja godności zawodu lekarza. Aż w końcu w lutym 2014 roku Zespół Ekspertów KEP d/s Bioetycznych wydał swoje stanowisko. Na początku mamy stwierdzenie, że wolność sumienia jest zasadą konstytucyjną i lekarz ma obowiązek wstrzymać się w każdej sytuacji od działań sprzecznych z jego sumieniem. Nie będę omawiała całego stanowiska. Biskupi wyręczyli mnie i pod koniec swojego dokumentu wypunktowali swoje zdanie na temat klauzuli sumienia. Skorzystam z podsumowania. Cytaty zaznaczam pogrubieniem, pochodzą one ze strony Katolickiej Agencji Informacyjnej, na której można przeczytać cały dokument.
1)"Prawo do odmowy udzielenia świadczenia zdrowotnego z powodu obiekcji sumienia jest immanentnie związane z osobową godnością człowieka i wynikającą z niej wolnością sumienia. Ograniczenie klauzuli sumienia może nastąpić tylko w drodze wyjątku – w ustawie,
o ile jest to konieczne z punktu widzenia zdrowia publicznego oraz prawa do ochrony zdrowia".
Bez wątpienia prawo do odmowy, do światopoglądu jest związane z godnością, o ile nie godzi w zdrowie i wolność innych osób. W przypadku odmowy wydania skierowania na badania prenatalne, klauzula sumienia godzi w zdrowie rozwijającego się płodu. Większość wad płodu można leczyć, nawet przed narodzinami. Postawa lekarza, który odmawia skierowania na badania prenatalne godzi w życie małego pacjenta i prawa rodziców do wiedzy o zdrowiu dziecka.
2) Sprzeciw sumienia jest podstawą do powstrzymania się od wykonania świadczenia zdrowotnego. Do zakresu świadczeń zdrowotnych, których dotyczy klauzula sumienia, należy zaliczyć także wystawianie recept (np. recept na wczesnoporonne środki antykoncepcyjne) oraz skierowań na badania specjalistyczne przy uzasadnionym przekonaniu, że stanowią one część procedury nakierowanej na zniszczenie dobra, a nie tylko służą uzyskaniu informacji o stanie zdrowia pacjenta.
Po pierwsze nie istnieje coś takiego jak wczesnoporonne środki antykoncepcyjne. Po drugie prawem człowieka jest decydowanie o ilości dzieci i odstępach między ciążami. Przekonanie , że badania prenatalne są podstawą aborcji jest nagonką biskupów ma osiągnięcia medycyny, chęcią odebrania rodzicom prawa do decydowania o zdrowiu dzieci. W ujęciu Kościoła dziecko jest własnością rodziców, którzy mogą je nawet bić , bo jest to metoda wychowawcza pełna rodzicielskiej miłości od urodzenia, wcześniej dziecko jest własnością Boga i Kościoła. Odmawianie badań prenatalnych i zaświadczeń lekarskich o stanie zdrowia dziecka to nie tylko atak na prawa rodzicielskie i prawo pacjenta do informacji, to także stwarzanie zagrożenia dla życia dzieci. Jeżeli jest wiadomo, że płód jest chory, można go leczyć w wielu wypadkach. Jedynie choroby genetyczne są w większości nieuleczalne. Jednym słowem, Episkopat uważający się za obrońców życia chce zwiększyć śmiertelność noworodków. Byle by katolickie sumienie lekarza było spokojne. Dramat rodziców, cierpienie dziecka nie ma dla biskupów znaczenia. Stanowisko biskupów zagraża życiu naszych dzieci, panowie w purpurze odmawiają rodzicom prawa do diagnozowania płodu i ewentualnego leczenia. Panowie biskupi i ich stronnicy chcą doprowadzić do wyższej śmiertelności niemowląt i to w ramach ochrony życia. Ręce precz od kobie t dzieci.
Uzasadnione są jedynie protesty, że lekarz , który odmawia dokonania aborcji musi wskazać innego lekarza. Medyk nie musi mieć wiedzy, kto zajmuje się aborcją i faktycznie wskazywanie innego lekarza może być sprzeczne z jego sumieniem. To dyrekcja szpitala powinna wskazać miejsca, gdzie można to zrobić. Najlepiej byłoby, aby na stronie internetowej była informacja o palcówkach, które wykonują zabiegi.
3) "Lekarz powinien informować zainteresowane osoby o metodach regulacji poczęć, w tym o sposobach oraz konsekwencjach zdrowotnych stosowania środków antykoncepcyjnych. Może jednak, powołując się na brak celu terapeutycznego ( anty-patologicznego), odmówić wystawienia recepty na środki antykoncepcyjne.
– Lekarz może powołać się na klauzulę sumienia, z uzasadnieniem sięgającym obowiązku ochrony i poszanowania godności człowieka oraz ochrony jego życia (art. 30 i 37 Konstytucji RP), i odmówić wystawienia recepty na środki postkoitalne. Farmaceuta może rozważyć odmowę ich sprzedaży, mimo braku wyraźnego umocowania w przepisach ustawy.
– Obowiązek informowania pacjentki o stanie jej zdrowia i ewentualnych zagrożeniach dla życia i zdrowia związanych z kontynuowaniem ciąży nie stoi w sprzeczności z tym, że lekarz, powołując się na klauzulę sumienia, odmówi orzeczenia w sprawie istnienia wskazań do przerywania ciąży (argumentacja z art. 30 i 37 Konstytucji RP przy założeniu bezpośredniego związku wystawienia orzeczenia i możliwości skorzystania ze świadczenia w postaci terminacji ciąży)."
Leki antykoncepcyjne mają znaczenie terapeutyczne. Katolicy chętnie straszą skutkami antykoncepcji , zapominając o wiele więcej przypadków śmiertelnych jest po zastosowaniu środków dostępnych bez recepty, w Polsce ok. 3000 przypadków rocznie. To fanatykom z dyplomem lekarza nie przeszkadza. Zgodnie z prawem lekarz nie może odmówić recepty na antykoncepcję, ponieważ prawo do planowania rodziny i do odmiennego światopoglądu pacjentki jest zagwarantowane w umowach międzynarodowych i w Konstytucji. Prawo do światopoglądu nie dotyczy tylko skrajnych katolików.
Biskupi nakłaniają farmaceutów do łamania prawa, co jest skandalem. Specjaliści od teologii, a więc od bytu, którego istnienie trudno udowodnić, uważają się za na tyle kompetentnych, aby narzucać lekarzom, co mają robić, aby podważać zdanie naukowców. Profesura z teologii jest mniej więcej tyle warta, co świadectwo ukończenia gimnazjum. Są w tym gremium osoby spoza Kościoła, jednak cechuje je całkowite oddanie Kościołowi. Zastanówmy się, czy chcemy, aby Episkopat - ludzie , którzy ukrywają pedofilię, dla których jakaś bzdurna tajemnica spowiedzi jest ważniejsza od dobra ofiary księdza -pedofila , osoby, które mają na koncie przekręty w Komisji Majątkowej decydowały, co jest etyczne. Czy ktoś taki, jak pan Hoser - osoba, która ma swoim koncie zatajanie pedofilii, gardzi swoimi pracownikami, biskup wobec którego istnieją co najmniej uzasadnione podejrzenia (świadkowie), że nie ma czystego sumienia w/s mordów w Ruandzie może być jakimkolwiek autorytetem.
Myślę, że pora powiedzieć DOŚĆ moralnemu terrorowi biskupów. Co oznacza katolickie sumienie? Nie jest indywidualne sumienie człowieka, ale moralny despotyzm Kościoła, który pod pretekstem wolności osobistej pracowników służby zdrowia narzuca społeczeństwu akceptację moralności kościelnej. To moralność wrażliwa na krzywdę zapłodnionych komórek jajowych, która nie dostrzega ludzkiego dramatu i prawa pacjenta do wolności osobistej. Katolicka moralność to nienawiść do wszystkich, którzy mają inne zdanie niż Kościół, to pogarda dla kobiet stosujących antykoncepcję, dla par decydujących się na in vitro, a nawet dla dzieci z in vitro. Moralność kościelna ogranicza się do zmuszania do rodzenia, ale zabrania diagnozowania poczętego dziecka. Nawet prof. Zoll, znakomity prawnik, który mówi o swoim przywiązaniu do Kościoła uważa, że lekarz nie powinien odmawiać skierowania na badania prenatalne, ponieważ wielokrotnie ratują dziecko. O odmowie wypisywania środków antykoncepcyjnych mówi w "Gościu Niedzielnym"
"Natomiast uważam, że lekarz nie powinien powoływać się na klauzulę sumienia jeśli chodzi o środki antykoncepcyjne. Dlaczego? Otóż konieczna jest tolerancja i trzeba ją rozumieć symetrycznie. To znaczy: mogę się domagać od drugiego, żeby tolerował moje poglądy, ja natomiast jestem zobowiązany do tego samego wobec niego.
Jeżeli tutaj nie chodzi o problem zaistnienia nowego bytu lecz o antykoncepcję w ścisłym znaczeniu tego słowa, to negatywne stanowisko wobec antykoncepcji, wynikające np. z nauki Kościoła, jest problemem lekarza i należy to szanować, ale on powinien uszanować u drugiej osoby, że ona tego punktu widzenia nie podziela.
Jeżeli pacjentka chce korzystać ze środków antykoncepcyjnych, to jest to kwestia jej sumienia i lekarz tu nie powinien ingerować. Proszę pamiętać o tym, że kwestia antykoncepcji jest kwestią jednak związaną ze światopoglądem a nie kwestią ochrony jakiegoś dobra, w tym znaczeniu życia człowieka."
Nadszedł czas,a by bronić się i zdrowia swoich dzieci przed Kościołem. Co prawda nikt do nas nie strzela, ale wypowiedzi biskupów godzą w fundamentalne prawo człowieka do ochrony zdrowia i prywatności. We współczesnej Polsce największym wrogiem społecznym są biskupi, z ich jadem, zawiścią, tylko przypudrowaną frazesami o miłości bliźniego i ochronie życia. Jak tak dalej pójdzie i do władzy dostaną się partie sprzyjające Kościołowi to badania prenatalne będą przestępstwem, a dzieci, które można uratować będą masowo umierały po urodzeniu. Lekarze katolicy będą mieli czyste sumienia - w końcu dziecko umrze po porodzie, a nie w łonie matki. Nastąpi cofnięcie medycyny o 20 lat. Wszystko pod pretekstem wolności osobistej i prawa do wolności wyznania medyków.
Panowie biskupi, zajmijcie się pedofilią w swoim środowisku, pijanymi księżmi, oszustwami, zacznijcie wypłacać odszkodowania ofiarom molestowania seksualnego przez Waszych pracowników, a od kobiet, praw reprodukcyjnych, badań prenatalnych i medycyny trzymajcie się na odległość. Nie jesteście autorytetami, nie macie prawa narzucać lekarzom nauczania Kościoła. Prawo boskie nie istnieje, trzymajcie się rozdziału Kościoła od państwa. Medycyna nie należy do Kościoła. Nie jesteście ekspertami. Żyjemy w demokratycznym państwie i nie możecie narzucać praw swojej religii do ustawodawstwa.
Obrońcy życia poczętego to dość szczególna grupa ludzi - osoby, które nawinie wierzą, że zapłodniona komórka jajowa to dzidziuś. W ostatnich latach zasłynęli kilkoma propozycjami w zmianie polskiej ustawy antyaborcyjnej. W 2011 roku chcieli całkowicie zakazać aborcji, badań prenatalnych i wszelkiej aktywności edukatorów seksualnych. Zebrali 600 tysięcy podpisów. Rok temu uprzedziła ich Solidarna Polska i przedstawiła w Sejmie projekt ustawy likwidujący możliwość aborcji z powodu uszkodzenia płodu. Na szczęście idiotyczne plany zmiany ustawy przepadały w Sejmie. Tym razem organizacja Stopaborcji.pl postanowiła zafundować Polakom kolejną wojenkę aborcyjną - zebrali 400 podpisów pod ustawą znoszącą aborcję z powodu uszkodzenia płodu. W Sejmie po żenującym występie Kai Godek przegrali głosowanie i zaczęli urządzać nagonkę na posłów, którzy ośmieli się mieć inne zdanie niż obrońcy życia poczętego. Do tej pory jedynie zachęcali ludzi do tego, aby dzwonili do posłów i przypominali, że obowiązkiem posła -katolika jest głosowanie zgodne z wytycznymi episkopatu. Pro-life znani są szerszej publiczności z wystaw przedstawiających poronione płody w sąsiedztwie profesorów ginekologii, wielorybów, Hitlera, małpy w laboratorium i zakłócania pracy jednego z warszawskich szpitali, w którym dokonywane są terminacje ciąż uszkodzonych.
Tym razem wściekłość obrońców życia, ich fanatyzm i nienawiść do ludzi zdrowych, już urodzonych sięgnęła zenitu. Nie tylko stworzyli listę hańby - tak zwaną listę eugeników, ale odważyli się urządzać nagonkę na posłów w miejscu i zamieszkania. Ofiarami padają posłowie, którzy głosowali przeciwko pomysłowi szaleńczych katolików i opowiedzieli się za obecną ustawą. Pod parafiami i w miejscach uczęszczanych przez okolicznych mieszkańców faszyści i obrońcy życia rozwieszają wielkie plakaty z wizerunkiem posła w sąsiedztwie poronionego płodu. Plakat opatrzony jest informacją, że osoba wymieniona z imienia i nazwiska "głosowała za zabijaniem dzieci z zespołem Downa". Do akcji pro-life włączyły się wszelkiej maści organizacje narodowców.
Jeden z liderów Ruchu Narodowego, pan Artur Zawisza w wywiadzie dla portalu Fronda tak tłumaczy udział Ruchu w tej akcji; "Sprzeciw wobec aborcji eugenicznej wynika z prawa naturalnego, lecz szczególnie oczywisty powinien być dla ludzi wierzących na czele z katolikami. Nauczanie kościelne zakorzenione w teologii moralnej jest jednoznaczne, zaś osobiste świadectwo ostatnich papieży z Janem Pawłem II ma czele znane całemu światu. Tymczasem mamy posłów przyznających się do wiary i praktykujących, a głuchych na stanowisko Kościoła. Dość więc tolerancji dla tej zawinionej głuchoty i coniedzielnej maskarady. Mówiąc przekornie, skoro niektórzy posłowie byli na tyle hardzi, że wbrew Kościołowi, papieżowi, biskupowi i proboszczowi zagłosowali za dopuszczalnością zabijania chorych dzieci, to niech zdadzą z tego sprawę swoim parafianom i objaśnią swoje prywatne nauczanie moralne. To i tak najbardziej łagodna reakcja, bo dyrektor Radia Maryja proponował niegdyś golenie głów na znak hańby. Ruch Narodowy działa dzisiaj perswazyjnie, ukazując gorzkie paradoksy i skłaniając ku pogłębionej refleksji moralnej i społecznej."
Cóż można powiedzieć po przeczytaniu czegoś takiego? Nawet mi, polonistce brakuje w takich momentach słów, cisną się na usta jedynie niecenzuralne wyrazy. Pan Zawisza uważa, że sprzeciw wobec aborcji eugenicznej wynika z prawa naturalnego. Otóż, człowieku, który nie ma pojęcia o prawach natury - w przyrodzie młode, które nie jest w stanie przetrwać ginie, czasami zabija go matka. Po drugie przez wieki w różnych ludzkich społecznościach dziwnie wyglądające niemowlęta były wyrzucane. Posłowie są reprezentantami społeczeństwa, a ich wzorcem postępowania powinna być Konstytucja, a nie nakazy biskupów. Poza tym posłowie nie głosowali za zabijaniem chorych dzieci. Nikt nie zabija dziecka cierpiącego na cukrzycę, choroby serca, nowotwory, schorzenia układu pokarmowego. Posłowie głosowali za dopuszczalnością, a więc wolnym wyborem rodziców , w przypadku, kiedy u ich poczętego dziecka wykryto wady, nieraz śmiertelne, a w najlepszym wypadku skazujące na kalectwo. Kościół nie ma prawa narzucać ludziom zasad moralnych, ponieważ sam ma spore kłopoty z moralnością, a nawet przyzwoitością i przestrzeganiem prawa. Wolny człowiek ma swoje prywatne sumienie, nie potrzebuje, żeby starszy człowiek w sukience narzucał mu co ma robić. Ruch Narodowy wzywa do nienawiści. Kilka osób już jest poszkodowanych. Akcja ma na celu podkopanie dobrego imienia danej osoby, sprawienia, że społeczność będzie tego posła obdarzała nienawiścią. Jest to sprzeczne z moralnością katolicką, która nakazuje wybaczyć bliźniemu, pomagać.
O co chodzi w akcji? Tłumaczy na Frondzie pan Dzierżawski " Polacy popierają prawo do życia dla wszystkich dzieci, większość posłów zagłosowała za prawem do zabijania dzieci z Zespołem Downa przed narodzeniem. Widać, że spraw zasadniczych nie można zostawić posłom, bo ich poziom moralny jest znacznie niższy niż poziom obywateli.".
Wypada przypomnieć, że obrońcom życia nie chodzi o ochronę dzieci przed aborcją - jedynym celem jest zmuszenie kobiet do rodzenia dzieci z zespołem Downa. Tylko o ochronę tych płodów chodzi, o innych wadach obrońcy zygot nie mają zielonego pojęcia. Ich zdaniem aborcja z powodu genetycznego uszkodzenia płodu dotyczy, jedynie płodów z zespołem Downa, choć jak przyznała pod swojego popisu w Sejmie pani Godek nie wiedzą, ile przypadków terminacji dotyczy płodów z tą chorobą. Obrońcom życia wydaje się, że społeczeństwo jest przeciwne aborcji. Jakoś nie widzą 200 tysięcy aborcji w podziemiu. Aborcje dzieci zdrowych, dokonywane z głupich, prymitywnych powodów , np: niechęci do dzieci, kariery, porzucenia przez ojca, brak wiedzy o tym kto jest ojcem,zdrady, ich nie interesują. Nie można na nich zrobić spektaklu nienawiści, paraliżować pracy szpitali. Lekarze twierdzą, że liczba aborcji legalnych podawana oficjalnie jest zaniżona, ponieważ szpitale nie chcąc mieć wycieczek rozmodlonych staruszek i krzyków pod szpitalem utajniają dane i zamiast aborcji wpisują poronienie lub martwe urodzenie.
Obrońcy życia twierdzą, że nie robią nic złego drukując takie ulotki i plakaty. Uważają, że nie naruszają dóbr osobistych. Wypada im przypomnieć historię procesów jakie wytaczała A. Tysiąc katolickim mediom i uzasadnienia wyroków - wolno nazywać aborcję morderstwem, ale nie można nazywać mordercą konkretnych osób, zwłaszcza, jeżeli popierają jedynie ustawę, a nie mają na swoim koncie aborcji. Mam nadzieję, że posłowie, którzy zostali oczernieni w ten sposób będą domagali się sprawiedliwości w sądzie, a odszkodowania sprawią, że obrońcy życia stracą fundusze na działalność.
duplikacja twarzowoczaszkowa
Jak co roku jesteśmy skazani walkę o prawo do aborcji w przypadku nieodwracalnego uszkodzenia płodu.
Tym razem środowisko pro-life zebrało 400 podpisów pod projektem ustawy o usunięciu przesłanki aborcyjnej mówiącej o nieodwracalnym uszkodzeniu płodu. Pomysłodawcy argumentują swój projekt tym, że zabijane są najczęściej dzieci z zespołem Downa. Wsłuchując się w głosy obu stron, zauważyłam, że pojawia się w nich wiele nieścisłości. Chorób genetycznych jest mnóstwo i nie jest to tylko zespół Downa. Są o wiele poważniejsze wady, skutkujące szybką śmiercią dziecka lub niedającymi opisać się męczarniami. Przyjęcie ustawy oznaczałoby, że kobiety byłyby zmuszone rodzić dzieci, których życie zakończy się po kilku godzinach, nieraz narażając siebie na niebezpieczeństwo. Warto przypomnieć, że nie urodzenie dziecka , które umiera po kilku godzinach lub dniach to niesłychanie trudne przeżycie - dziecka nie ma, a kobieta musi przejść połóg, znosić widok lejącego się z piersi mleka, które nie będzie wykorzystane. W Polsce niewiele jest banków mleka kobiecego, do którego można by oddać mleko i w ten sposób pomóc innym dzieciom. Taka placówka funkcjonuje w Rudzie Śląskiej. Źródłem traumy jest oglądanie dziecka umierającego w męczarniach. Przytoczę dwie anonimowe historie z internetu
"Bohaterka wątku okazała się wierząca. Pewnie szukała oparcia w swojej wierze, w swoim bogu. Modliła się, modliły się za nią koleżanki, rodzina. Zdecydowała się donosić ciążę i pożegnać swoje dziecko w terminie, w jakim miała je powitać na świecie. Kolejne USG pokazało jednak, że dziecko ma większą wadę niż uprzednio się wydawało, że strzępki mózgu dziecka zanieczyszczają wody płodowe, że życie matki jest zagrożone. Lekarz zalecił terminację. Matka musiała jeszcze raz przemyśleć swoją decyzję. Mimo że obiecała swojemu synkowi, że go donosi do końca ciąży, musiała myśleć o swoim trzyletnim synku – żyjącym, potrzebującym jej. Po dramatycznej walce z samą sobą podjęła decyzję o terminacji ciąży.
Wiesz co było potem? Może dochodzenie do siebie, wsparcie rodziny, znajomych, duchownych, ukojenie w wierze, w bogu? Prawie. Dziewczyna na koniec dowiedziała się, że nie dostanie rozgrzeszenia i grozi jej ekskomunika. Jestem niewierząca, ale rozumiem, jak ważny dla ludzi jest bóg, wiara, jej dogmaty. Wyobrażam sobie, co czuje kobieta, która zrobiła coś, by ratować swoje życie, a potem dowiedziała się, że zawiodła swojego boga tak bardzo, że czeka ją wykluczenie z kościoła. No ale jednak nie do końca, bo jeden ksiądz ją wykluczy, a inny może cofnąć tę klątwę. Nie potrafię znaleźć odpowiednich słów komentarza… Kobiecie świat wali się na głowę, po czym dowiaduje się o groźbie ekskomuniki, tyle że uzależnionej od widzimisię jakiegoś typa, który sam pewnie niejedno ma na sumieniu. I to on ma decydować, czy taką kobietę dobić, czy jej choć trochę ulżyć w cierpieniu. Wedle swojego kaprysu pan w sutannie decyduje, że nałoży ekskomunikę, bo ta kobieta lekką ręką zabiła swoje dziecko. Podoba się? Oklaski.
Ile kobiet podejmie decyzję donoszenia ciąży zagrażającej jej życiu tylko w obawie o swój dalszy los we wspólnocie kościelnej? Ile odmówi terminacji ze strachu przed reakcją otoczenia? Ile będzie zwlekać, wertując prawa kościelne i analizując, czy jej wolno zdecydować o swoim życiu i zdrowiu, czy jednak o tym zdecydował już jakiś tam papież po drodze w efekcie wątpliwego oświecenia tudzież w wyniku wyrachowanej kalkulacji?"
I było do 30. tygodnia ciąży. Okazało się, że dziecko ma wielowadzie. Testy genetyczne, amniopunkcja i wynik – zespół Patau, nierozwinięty dostatecznie mózg, dwie wady serca, brak lewej kończyny dolnej, rozszczep podniebienia, przepuklina oponowa i wielotorbielowatość nerek z nieprawidłowo wykształconym pęcherzem. Szanse przeżycia praktycznie zerowe – dziecko umrze w brzuchu lub nie przeżyje porodu. Jego serce biło, ale w każdej chwili mogło przestać. Otrzymałam wskazania do natychmiastowego zakończenia ciąży. Pojechałam do największej kliniki i co usłyszałam? Odmowę! W moim mieście są jeszcze dwa szpitale położnicze w których spotkało mnie to samo. Pozostało mi czekać na śmierć dziecka albo rozpoczęcie porodu. Od otrzymania wyniku minęły 2 tygodnie, a serce dziecka nadal biło. Wreszcie zaczął się poród. W szpitalu potraktowali mnie jak trędowatą. Urodziłam po 6 godzinach. I co widziałam? Jak dziecko umiera. Przeżyło poród, ale zaraz zaczęło się dusić. Spojrzałam. Wiem, że nigdy nie zapomnę tego widoku. Nie chcę tego opisywać... Dziecko żyło 10 godzin w potwornych męczarniach. I powiem teraz z pełną odpowiedzialnością, że cieszę się, że tak szybko umarło. A mogło być inaczej, gdyby lekarze nie odmówili wykonania zabiegu.
W moje urodziny minęło 8 lat od śmierci córki. I cały czas mam przed oczami widok dziecka z tak licznymi wadami. Nie, wtedy dziecko nie jest piękne. Brzydota wręcz poraża... Po porodzie okazało się, że córka nie miała również oka, ucho było niewykształcone, brakowało przedniej części czaszki. Wstrętny widok, choć nie powinnam tak mówić.
To straszne, co przeżywa kobieta, która wie, ze urodzi martwe lub ciężko chore dziecko. Za odmowę lekarzy zapłaciłam rokiem terapii u psychiatry. Nie da się tak po prostu patrzeć jak umiera dziecko. Wiem też, jak to jest mieć chore dzieci, może nie tak poważnie, ale jednak."
Obrońcy życia argumentują, że aborcja z powodów genetycznych przypomina hitlerowską eugenikę, że to mordowanie dzieci dlatego, że są podejrzane o chorobę. Ich zdaniem często okazuje się, że wyniki badań były błędne, że lekarze mylą się, a dzieci rodzą się zdrowe. Poza tym medycyna rozwija się i większość chorób można dzisiaj leczyć i nie wolno skazywać dzieci na śmierć. Kaja Gondek - katolicka celebrytka, znana z tego, że ma syna z zespołem Downa, jedna z pomysłodawczyń tego absurdalnego projektu twierdzi w wywiadzie z Frondą, że jest sprzeczność w twierdzeniu feministek, które nie zgadzają się na zmuszanie kobiet do rodzenia i wychowania dzieci chorych genetycznie, a które z drugiej strony podkreślają, że dzieci chore genetycznie szybko umierają i często nie dożywają porodu. Sprzeczności nie ma jeżeli rozumie się filozofię wyboru. Okrucieństwem jest zmuszanie kobiet do oglądania śmierci swojego chorego genetycznie dziecka, bez względu na to, czy umieranie trwa tydzień, czy rodzina musi zmagać się z chorobą, wegetacją i strasznym cierpieniem dziecka przez kilka lat. Czym innym jest sytuacja, kiedy choroba została wykryta po narodzinach i nie można było temu zapobiec. W przypadku chorób genetycznych wykrytych w okresie prenatalnym mamy możliwość zapobiegania cierpieniu, które jest sprzeczne z humanitaryzmem i ze zdrowym rozsądkiem.
Kaja Gondek nie zgadza się ze stwierdzeniem,że urodzenie ciężko upośledzonego płodu jest aktem heroizmu, bo przecież poród to naturalne następstwo ciąży. Uważa, że pozwolenie na aborcję z powodów genetycznych oznacza, że zabicie dziecka jest normą, a poród heroizmem. Oczywiście, że ciąża powinna kończyć się szczęśliwym porodem. Jednakże w sytuacji, kiedy ciąża zakończy się traumą - narodzinami i jednocześnie śmiercią - to poród jest heroizmem. Nie zapominajmy, że w trakcie porodu może dojść do różnych niebezpiecznych sytuacji, że kobieta źle czuje się po porodzie. Jaki jest sens w narażaniu jej na taki wysiłek,jeżeli dziecko zaraz umrze. Zwolennicy zmiany argumentują, że prawo do życia jest najważniejsze i nie podlega ograniczeniu ze względu na chorobę. Zastanówmy się, czy płód mający kilka uszkodzeń ma szansę na świadome życie? Czy skazywanie na wegetację i olbrzymie cierpienie to też życie? Jeżeli rozumiemy życie tylko w aspekcie biologicznym , to bez wątpienia powiemy, że jest to forma życia. Jeżeli do tego życia dodamy godność, to okaże się, że wegetacja daleka jest od życia.
Prawo do życia nie jest jedynie poglądem religijnym, jednakże tylko katolicy narzucają wszystkim swój światopogląd. Warto zauważyć, że twórcy poprawki w uzasadnieniu twierdzą, że owa poprawka nie spowoduje kosztów dla budżetu państwa. I to twierdzenie mówi wszystko o intencjach wnioskodawców - chodzi wyłącznie o wymuszenie narodzin ciężko uszkodzonych płodów, a ich utrzymaniem mają martwić się rodzice. Zauważmy, że obrońcy życia nie rozmawiają o wyższych zasiłkach, o systemie rehabilitacji, o kwestii darmowego leczenia, czy o pomocy w opiece nad dziećmi. Dopiero uwaga feministek, że w Polsce nie ma warunków do utrzymania dziecka, że pomoc państwa jest śmieszna, dwóch redaktorów Frondy stwierdziło, że trzeba rozmawiać o pomocy dla rodzin wychowujących dzieci z chorobami genetycznymi. Wnioskodawcy ograniczają się do paraliżowania pracy szpitali, w których została przeprowadzona aborcja,do prześladowania lekarzy i pisania głupkowatych ustaw naruszających godność rodzin. Żaden członek ich komitetu nie zaproponował politykom rozmów o wsparciu dla rodzin. Z resztą przyznają, że chodzi im wyłącznie o to,aby zmusić kobiety do rodzenia. Obrońcy życia stosują językową i obrazową manipulację - mówią o zabijaniu dzieci z zespołem Downa, ubolewają, że coraz mniej jest takich osób. Nie podejmują działań, które promowałyby wiedzę o tej chorobie, nie wspierają rodziców - nie wydali ani jednej broszurki, która wyjaśniałaby rodzicom chorobę, pokazywała co mogą osiągnąć chore dzieci. Napisanie broszurki wymagałoby pracy, szukania informacji, czasu, nie dawałoby stałej obecności w mediach. Krzyczeć i obrażać jest najłatwiej.
Niestety druga strona - zwolennicy kompromisu i liberalizacji ustawy popełnia duże błędy w rozmowie z fundamentalistami katolickimi i wysuwają argumenty o zapłodnieniu, usuwaniu zarodków, mylą pojęcia. W dyskusji z tymi ludźmi trzeba postawić na wiedzę, bo wykorzystają każdy błąd i wyrobią stronie zwolenników wyboru fałszywą opinię nieuków.
Jest czymś niezaprzeczalnym fakt, że zmiana ustawy w kierunku zaostrzenia to pozbawienie ludzi prawa do decydowania o kształcie rodziny, to zmuszenie do rodzenia ciężko chorych dzieci, narażenie rodziców i rodzeństwo na biedę i zmuszanie do poświęcenia nieraz kosztem starszych dzieci. To zamach na prawa obywateli, rodzaj totalitaryzmu, robienie z państwa kraju wyznaniowego. Zwolennicy rodzenia upośledzonych dzieci uważają, że dla rodziców lepiej, kiedy dziecko urodzi się, umrze, a rodzina przeżyje żałobę. Ich zdaniem wychowywanie takiego dziecka to dar, który pomaga uwrażliwić rodzinę na cierpienie i wyzwala dodatkowe pokłady miłości. Na potwierdzenie swoich słów przytaczają stosowne historie rodziców szczęśliwych, że było im dane być z dzieckiem choć przez kilka dni. Zapominają o jednym, że ludzie mają różną psychikę, a zmuszenie wszystkich do postępowania według jednego wzoru jest niehumanitarne. Są ludzie, którzy nie chcą narażać siebie i starszych dzieci na takie cierpienia, wiedzą, że nie zniosą sytuacji. W wielu przypadkach, kiedy urodzi się takie dziecko ojcowie odchodzą od rodzin, a matka pozostaje sama. Obrońcy życia uważają, że kobieta nie ma obowiązku wychowywania, ale musi urodzić ciężko chore dziecko i oddać do adopcji. Jakoś przedstawiciele kościoła i szefowie owych organizacji nie zaadoptowali dzieci. Skoro tak fajnie mieć ciężko chore dziecko, to może trzeba by zostawić takie dziecko tak na miesiąc pod opieką obrońców życia. Szybko zmienią zdanie.
Aborcja jest tematem wygodnym, bo pozwala na zebranie głosów elektoratu. Znów kosztem cierpienia kobiet środowiska katolickie chcą zdobywać punkty w sondażu. Z jakiej racji posłowie, księża i różnej maści obrońcy życia mają decydować za rodziców co do losów uszkodzonego płodu? Obrońcy życia uważają, że ich ideologia powinna obowiązywać jako prawo, bo prawo do życia jest ponad religijne i obowiązuje wszystkich. Nie zauważają, że oprócz rodziców zadowolonych, że dali dzieciom umrzeć po narodzinach są jeszcze dramatyczne historie rodziców, którzy zdecydowali się na poród i przeżywają męki, muszą zmagać się z aparatem państwa, nie mają pieniędzy na leczenie dzieci i twierdzą, że gdyby wiedzieli o wadzie płodu, zdecydowaliby się na aborcję.
Nie ulega wątpliwości, że wady, które można leczyć należy leczyć i wtedy nie powinno proponować się aborcji. Problem w tym, że obrońcy życia sprzeciwiają się również badaniom prenatalnym, gdyż uważają, że rodzice mają przyjąć dziecko takim jakie jest, a badania to wstęp do aborcji. I tutaj mamy kolejną sprzeczność - obrońcy życia chcą chronić dzieci, ale jednocześnie uważają, że powinno utrudnić się diagnostykę wad prenatalnych, a więc i leczenie. Ostatnio wsławili się protestem przed budynkiem, w którym odbywała się konferencja na temat diagnostyki wad płodu. Przyczyną protestu było nie tylko przekonanie, że badania to wstęp do aborcji, ale wystąpienie prof. Wielgosia z referatem o wczesnym wykrywaniu wad płodu - człowieka, którego pro-life prześladuje od ponad roku.
W ustawie można jedynie zapisać, że w wypadku wykrycia wady, którą da się wyleczyć, lekarz ma obowiązek podjęcia leczenia i poinformowania rodziców o możliwych formach leczenia. Oczywiście należy edukować w dziedzinie zdrowia i seksualności. Zamiast religii w szkole ponadgimnazjalnej powinny być lekcje o zapobieganiu ciąży, jej przebiegu i możliwych patologiach. Taka wiedza bardziej przyda się młodzieży niż bajki o ukazywaniu się ducha świętego i niepokalanym poczęciu. Obrońcy życia są przeciwni edukacji seksualnej, bo uważają ją za demoralizację. Uważają, że edukują społeczeństwo. Edukacją są wystawy porozrywanych płodów. Rzeczywiście wyjaśniają, jak funkcjonuje dziecko z zespołem Downa.