VigLink

Witam i zapraszam
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kościół.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kościół.. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 18 lutego 2016

Uwaga na naprotechnologiczny przekręt


Nie będę rozwodziła się nad tym, czy naprotechnologia jest w stanie wyleczyć niepłodność, jakim grupom pacjentów może pomóc, a jakim nie. Nie jestem lekarzem, ani katoliczką, więc nikomu nie dam, ani nie odbiorę nadziei, nikogo nie mam zamiaru przekonywać do swoich poglądów. Strona katolicka utrzymuje, że naprotechnologia to alternatywa dla in vitro, skuteczny sposób leczenia niepłodności. Strona zajmująca się leczeniem niepłodności twierdzi, że naprotechnologia korzysta z tych samych metod co oni z pominięciem technik wspomaganego i absolutnie przy wielu czynnikach niczego nie zdziała. O wadach i zaletach naprotechnologii od lat kłócą jej zwolennicy i przeciwnicy. Osobiście zaliczam się do przeciwników naprotechnologii, zarówno w aspekcie medycznym i etycznym. Swój wpis chciałabym poświęcić mechanizmom oszustwa, jakim jest naprotechnologia. Artykuł nie pretenduje do miana tekstu medycznego, więc nie obowiązuje mnie wymóg neutralności dziennikarskiej. W przypadku naprotechnologii trudno o zachowanie neutralności - można przez wzgląd na religię, popierać omawianą metodę lub ze względu na nieskuteczność i powszechną manipulację w mówieniu o niej nie mieć o naprotechnologii dobrego zdania. To nic innego jak zwyczajne naciąganie klientów pod czujnym okiem kościoła - ośrodki naprotechnologiczne reklamowane są przez kościół, a część z nich znajduje się przy najważniejszych polskich świątyniach. Na stronach internetowych owych ośrodków można znaleźć zaproszenie na mszę świętą. Jest to wymowny gest, dający do zrozumienia do kogo kierowana jest oferta - do ludzi akceptujących katolicki światopogląd. Wszyscy inni są wykluczeni z potencjalnego grona pacjentów. Oczywiście pacjentami mogą być wyłącznie małżeństwa. To, że środowiska katolickie w różnych dziedzinach życia dyskryminują innych jakoś nie dziwi. Za to bardzo niepokojące jest to, że para nie trafia od razu do lekarza, ale na spotkania z instruktorką, która ma ich nauczyć obserwować cykl i za każde spotkanie inkasuje od 100 do 280 zł ( w zależności od regionu)+cena materiałów- zeszytu, podręcznika i naklejek. Instruktorka najczęściej nie jest lekarzem, co więcej nie ma medycznego wykształcenia, jest to osoba po kursie naturalnego planowania rodziny. Taka osoba decyduje o tym, czy para może skorzystać z porady lekarza, interpretuje cykl pacjentki, choć nie ma uprawnień do wykonywania medycznych procedur i oceniania cyklu, bo nie jest lekarzem. Bez wizyt u instruktorki nie można skorzystać z porady lekarza - najpierw musi zarobić instruktorka. Cyrk z naklejkami i odpytywaniem z książki trwa od 2 do 8 miesięcy. Dopiero po takim czasie para trafia do lekarza, który uwaga, niekoniecznie jest ginekologiem. Może być internistą, dentystą, mieć jakąkolwiek inną specjalizację i ukończony kurs naprotechnologiczny. Tak więc leczeniem niepłodności zajmują się ludzie nie związani z ginekologią. Na stronach owych ośrodków są co prawda informacje, że pacjenci mogą skorzystać z porad dietetyka, dentysty,psychologa,duchownego. Ceny wizyty u lekarza są równie wysokie - ocena cyklu, to znaczy oglądanie zapisków pary 100,co wizytę, wizyta z usg 280 zł. Pracownicy ośrodków leczenia niepłodności nie akceptują przyniesionych przez parę wyników i karzą wszystko robić u nich w ośrodku, co naraża pacjenta na dodatkowe koszty. Już na wstępie para musi zapłacić 30 zł za jedną prezerwatywę z igłą do badania nasienia. Napro-cudaki nie uznają klasycznego badania nasienia. W prezerwatywie trzeba zrobić dziurkę, aby akt małżeński był zgodny z nauką kościoła, to znaczy część nasienia pozostała w pochwie, a jedynie niewielka część w prezerwatywie. Nasienie trzeba w ciągu godziny dostarczyć do ośrodka. Jaka jest wartość takiej próbki nie trzeba mówić - nikła, a wynik jest niemiarodajny. Mężczyzna otrzymuje wiadomość, że nasienie w porządku i jedynie co powinien robić to jeść więcej warzyw i nosić luźną bieliznę. Obiektem zainteresowania jest kobieta. O byle jakości usługi świadczy fakt, że nie ma badań potwierdzających skuteczność naportechnologii- nikt niezwiązany z naprotechnologią nie ma wstępu na spotkania, konferencje. W prasie naukowej ukazały się raptem 3 badania o skuteczność naprotechnologii i to z poważnymi błędami metodologicznymi. Po drugie, naprotechnologia nie jest właściwie żadną oryginalną metodą - poza obserwacjami cyklu za pomocą modelu Creightona wykorzystuje leczenie konwencjonalne: badania, podawanie hormonów, laparoskopię. To wszystko jest wykorzystywane w Polsce przy standardowym leczeniu niepłodności. Polskie Towarzystwo Ginekologiczne nie rekomenduje naprotechnologii, ponieważ nie znajduje ona potwierdzenia w kontrolowanych badaniach klinicznych. W standardach leczenia niepłodności autorzy uznali, że naprotechnologii nie można rekomendować jako metody leczenia niepłodności, gdyż nie jest w stanie pomóc kobietom z niewydolnością jajników, zaawansowaną endometriozą, niedrożnością lub ograniczeniem drożności jajowodów, oraz w męskim czynniku. Organizacje międzynarodowe, takie jak: ESHRE czy ASRM oraz Polskie Towarzystwo Medycyny Rozrodu i Embriologii nie rekomendują naprotechnologii. Warto wiedzieć, że naprotechnologia poza Polską i Irlandią nie jest metodą popularną. Pary po takim "leczeniu" najczęściej trafiają do profesjonalnych klinik zaskoczone faktem, że nawet po 3 latach leczenia metodą napro, mając prawidłowe zapiski i piękne wykresy nie są w stanie zajść w ciążę. Propagatorzy napro wmawiają ludziom, że są w stanie pomóc nawet przy endometriozie i niedrożności jajowodów - niestety rzeczywistość nie jest tak różowa. Naprotechnologia to nic nowego, normalne standardowe leczenie, które podejmuje ginekolog w rejonowej przychodni, tyle, że okraszone ideologią kościoła i opatrzone znakiem firmowym- ot, zwykła propaganda bazująca na ludzkim nieszczęściu. Lekarz-ginekolog ze zwykłej przychodni nie będzie kazał przez pół roku podziwiać cyklu, zrobi konkretne badania, wykona monitoring cyklu przy użyciu usg, zbada tarczycę, poziom hormonów i zaleci leczenie. Nie będzie naciągał pacjentki na wizyty u instruktorki nie mającej żadnego związku z medycyną. Od razu wypisze skierowanie na ewentualną operację, a jak wyczerpie katalog terapii poleci konsultacje w klinice leczenia niepłodności. Normalne postępowanie medyczne w grupie par, gdzie można przeprowadzić zachowawcze metody leczenia daje trzy razy więcej ciąż niż po naprocudach. Perfidne oszustwo polega na tym, że standardowe leczenie, które w znacznej części jest refundowane, w naprotechnologii jest przedstawiane jako super skuteczne, nowe i trzeba za nie sporo płacić. Nieetyczne jest wmawianie pacjentom, że nie mają szansy na swoje dziecko, jeżeli medycyna może im pomóc, proponując in vitro. Powstaje pytanie, czy lekarz celowo okłamujący pacjentów, po to, aby pozostać w zgodzie ze swoją religią, postępuje etycznie? Odpowiedź na to pytanie może jedynie negatywna- lekarz nie ma prawa oszukiwać pacjentów. Ludzie dają się omamić naprotechnologią, ponieważ nie mają wystarczającej wiedzy o leczeniu niepłodności, a propaganda jest nadzwyczaj agresywna i wszech obecna. Nieprawdą są twierdzenia zwolenników napro-cudów, że in vitro jest nachalnie promowane, a o naprotechnologii nie ma w mediach ani słowa. Na każdym portalu katolickim i prawicowym można znaleźć setki artykułów o cudownej metodzie leczenia niepłodności, polecają ją biskupi i politycy PiS. Kłamstwem jest, że naprotechnologia jest metodą tanią - rok leczenia to koszt od 8 tys, czyli prawie tyle, co zabieg in vitro. Niesmak, a nawet złość wzbudza stwierdzenie naprologów, że in vitro zmniejsza szansę na naturalne poczęcie- jak widać wszystkie kłamstwa są dozwolone, aby wyciągnąć od ludzi kasę. Mam wrażenie, że naprotechnolodzy doskonale wiedzą, że swoim zachowaniem pozbawiają pary szansy na dziecko, robią im wielką krzywdę. Niestety w powiązaniu naprotechnologii i kościoła, bezpłodne pary liczą się najmniej, najistotniejszy jest zysk. Podawane przez promotorów napro dane nie są wynikami leczenia - ilości urodzonych dzieci, ale wynikami trafności diagnozy, co wcale nie oznacza, że leczenie dało efekt w postaci słodziutkiego maluszka. Pary,które korzystają z tej metody mówią, że przekonały się do tego sposobu leczenia, ponieważ jest ona zgodna z nauką kościoła i etyczna. Kościół naprawdę zrobił wiele dla promowania metody: od opowiadania bredni o zabijaniu zarodków w in vitro do bezpośredniego reklamowania naprotechnologii w swoich odezwach do wiernych. Zastanawia mnie jedno: jak można uzależniać leczenie nie od skuteczności, korzystania z nowoczesnych terapii, ale od zdania kościoła? Warto wiedzieć, że naprotechnologia jest uprawiana w Polsce poza wszelką kontrolą - ośrodki nie są monitorowane, nie obowiązują tam żadne standardy medyczne. Niektóre ośrodki mają certyfikaty stowarzyszeń związanych z naturalnym planowaniem rodziny i kościołem, co jest dość marną rekomendacją. Po przeanalizowaniu wszelkich argumentów można stwierdzić, że naprotechnologia to propaganda, w którą ubrano i sprzedano leczenie niepłodności u par nie mających wskazań do in vitro. Zrobiono z tego cudowną metodę, która dba o dobro dziecka poczętego (o ile uda się zajść w ciążę). Jej etyczność polega jedynie na poczęciu w akcie małżeńskim. Według zwolenników naprotechnologii in vitro nie tylko zabija zarodki, ale także sprawia, że poczęcie dokonuje się bez miłości małżeńskiej. Znaczy to, że według ideologów napro-cudów, pary, które zaszły w ciążę dzięki in vitro nie kochają się i nie kochają swoich dzieci. Na komentowanie takich głosów pełnych jadu, nienawiści, zawiści nie warto tracić czasu. Napro-cuda mogą być skuteczne jedynie dla 40% par, więc mówienie, że jest to alternatywa dla in vitro jest manipulację i wprowadzaniem w błąd opinii publicznej.

środa, 22 lipca 2015

Ekskomunikować 71% społeczeństwa


Biskupi od wielu lat straszyli ekskomuniką za in vitro. Ciekawa jestem, czy teraz kiedy ustawa została podpisana ekskomunikują Prezydenta, parlament, rodziny, które leczyły się metodą in vitro i zwolenników in vitro? 71% społeczeństwa popiera in vitro, więc skoro za samo popieranie in vitro grozi ekskomunika, to muszą ekskomunikować , tzn, wyrzucić poza wspólnotę kościoła 71% swoich wiernych. A kto będzie msze zamawiał, dawał datki?Ekskomunikowani posłowie nie będą tacy hojni i nie wyłożą kolejnych 20 milionów na Świątynię Opatrzności Bożej i ponad miliarda na katechezę. Zobaczymy, czy zwycięży nauka kościoła, moralność katolicka, czy kult pieniądza. Stawiam na zwycięstwo kasy. Za zarodki w azocie nowych limuzyn dla biskupów nie będzie. Wyrażam zgodę na ekskomunikowanie mnie za popieranie in vitro, związków partnerskich i antykoncepcji. Proszę o informacje jakie dane są potrzebne do ekskomuniki.Dostarczę je do biskupstwa na terenie Śląska. Akt ekskomuniki oprawię w ramkę i powieszę nad łóżkiem. Bycie poza kościołem to zaszczyt.Odzyskuje się wolność sumienia i godność. Nikt nie bredzi o grzesznikach, nie stara się zniszczyć poczucia wartości człowieka, nie wpędza w poczucie winy. To zdrowie dla psychiki.

czwartek, 29 stycznia 2015

Kobiety nie głosują na PIS


Od kilku tygodni mamy w mediach dyskusję w sprawie antykoncepcji awaryjnej. Są dwa obozy: zwolenników i przeciwników. Niestety przeciwnicy: prawica i kościół katolicki posługują się kłamstwami, oczerniają nastolatki i kobiety. Boją się, że lata kościelnego prania mózgu od najmłodszych lat w szkole mogą okazać się niewystarczające i młodzież sięgnie po pigułkę awaryjną. Jak mają to w swojej naturze odwołują się do rodziny. Pigułka ma być zagrożeniem dla rodziny, demoralizacją dzieci, ba trutką na dzieci. Jak widać nie są pewni swojej ideologii, skoro obawiają się, że katolicka, bogobojna młodzież będzie stosowała, zamiast czekać z seksem do ślubu i rodzić dzieci co roku, nawet gwałcicielom. Zachowanie Prawa i Sprawiedliwości w tej sprawie dobitnie pokazuje jaki cel ma ta partia - zrobić z Polski poddaną Watykanu, zabrać obywatelom prawa obywatelskie, zmusić Polaków do akceptacji ideologii pogardy dla człowieka, przemocy wobec ludzkiej godności. Jeżeli PiS dojdzie to władzy, to określi kto może demonstrować ,ateiści i osoby homoseksualne będą z tego kręgu wykluczone, bo obrażają Boga i kościół,któremu Polska tak wiele zawdzięcza. Władza określi, z jakich kabaretów mamy się śmiać, jakiej muzyki słuchać, jakie sztuki oglądać w teatrze i na festiwalach teatralnych - oczywiście takie, które nie wyrażają się krytycznie o wierze, nie wyśmiewają dogmatów wiary i nie godzą w dobre imię biskupów. Pisowska władza ustali jak ma wyglądać polska rodzina - tak jak chcą biskupi - kobieta poddana mężczyźnie, minimum pięcioro dzieci i po ślubie kościelnym. Pisowscy poddani kościoła określą jak mamy leczyć bezpłodność i choroby ginekologiczne - tylko naprotechnologia, żadnego in vitro i antykoncepcji. Rzecznik partii Marcin Mastalerek, rzecznik powiedział, że gdyby decydujący głos w sprawie pigułek „dzień po” należał do partii Jarosława Kaczyńskiego, to te środki w ogóle nie byłyby dopuszczone do użycia w Polsce. W rozmowie z RMF FM Marcin Mastalerek przyznał, że gdyby decydujący głos ws. pigułek „dzień po” należał do PiS, to w ogóle nie byłyby one dopuszczone do użytku w Polsce. Pani Pawłowicz również zapowiedziała, że sprawa tabletek po trafi do Trybunału Konstytucyjnego. Warto przy okazji zaznaczyć, że w Polsce nawet Trybunał Konstytucyjny nie jest wolny od wpływu kleru. Jego prezes dostał kościelną nagrodę za wkład w rozwój kościoła. Podkarpaccy radni PiS domagają się , aby na terenie Podkarpacia nie była sprzedawana antykoncepcja po stosunku, bo ma rzekomo właściwości wczesnoporonne, jest zamachem na władzę rodziców i niszczy rodzinę. W jaki sposób antykoncepcja niszczy rodzinę nie mam pojęcia. To wiedzą tylko nawiedzeni członkowie PiS-u powtarzający za biskupami i katolickimi lekarzami bajki, w które nie uwierzyłby inteligentny pięciolatek. Europosłowie PiS-u: Marek Jurek, Andrzej Duda, Anna Fotyga, Beata Gosiewska, Jarosław Iwaszkiewicz, Ryszard Legutko, Michał Marusik, Miroslav Mikolášik, Stanisław Ożóg, Jean-Luc Schaffhauser , Ruža Tomašić, Kazimierz Ujazdowski, Beatrix Von Storch, Jadwiga Wiśniewska po raz kolejny ośmieszyli Polskę na arenie międzynarodowej,złożyli do Komisji Europejskiej zapytanie w sprawie EllaOne. Eurodeputowani przypominają poszczególne akty prawne, które gwarantują człowiekowi ochronę od poczęcia. I tak art. 1 Karty Praw Podstawowych Unii Europejskiej stanowi, że godność ludzka jest nienaruszalna i gwarantuje jej ochronę. Z kolei, Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej (Wielka Izba) w wyroku z dnia 18 października 2011 roku Oliver Brüstle przeciwko Greenpeace eV. , w kontekście prawa patentowego potwierdził, że prawna ochrona wynikająca z godności człowieka rozpoczyna się już w momencie zapłodnienia, od najwcześniejszej, zarodkowej fazy ludzkiego rozwoju, ponieważ „zapłodnienie rozpoczyna proces rozwoju człowieka” (§ 35). Europosłowie zauważają, że pigułka ellaOne ma działanie antykoncepcyjne tylko w fazie poprzedzającej owulację, zaś w okresie okołoowulacyjnym jej działanie ma już charakter wczesnoporonne. Czy wydając decyzję C(2015)51 z dnia 7 stycznia 2015 r. Komisja wzięła pod uwagę zobowiązania UE wynikające z art. 1 KPP UE? Czy w świetle powyższego Komisja Europejska wycofa Decyzję wykonawczą C(2015) 51 z dnia 7 stycznia 2015 r., dopuszczającą do obrotu środek posiadający m.in. działanie wczesnoporonne? - pytają eurodeputowani. (za Fronda.pl Szczerze mówiąc, mam dość wycierania gęby i ograniczania praw obywatelskich pod pozorem troski o rodzinę, zdrowie kobiet, wychowanie młodzieży. Rodzina lepiej sobie radzi w krajach, gdzie nie narzuca się katolickiego światopoglądu. Trzeba w końcu otwarcie powiedzieć,a wręcz wykrzyczeć PiS to partia niebezpieczna dla demokracji, dąży do wprowadzenia państwa religijnego, do ograniczenia praw kobiet. Chcą zmuszać kobiety do rodzenia, decydować o seksualności człowieka. NIE GŁOSUJEMY NA PIS, NIE CHCEMY KRAJU WYZNANIOWEGO .

niedziela, 23 lutego 2014

Skandal - biskupi pouczają lekarzy


Temat klauzuli sumienia wraca jak bumerang. W listopadzie 2013 Komitet Bioetyki skrytykował lekarzy, którzy nadużywają klauzuli sumienia. Uznał, że "Przypadki odmowy wykonania przez polskich lekarzy legalnych i uzasadnionych świadczeń zdrowotnych coraz częściej trafiają na łamy prasy i stają się przedmiotem publicznej krytyki,a nawet postępowań sądowych. Najczęściej sprawy te dotyczą procedur medycznych z zakresu szeroko rozumianej medycyny reprodukcyjnej –diagnostyki prenatalnej i przerywania ciąży". Komitet Bioetyki przy Prezydium PAN przypomina , że Komitet Praw Człowieka ONZ, powołany do kontroli realizacji postanowień Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych, którego Polska jest stroną, w październiku 2010 roku zwrócił rządowi uwagę, iż wiele Polek "pozbawionych jest dostępu doświadczeń z zakresu zdrowia reprodukcyjnego, w szczególności poradnictwa związanego z metodami zapobiegania ciąży, badań prenatalnych oraz zgodnych z polskim prawem zabiegów przerywania ciąży. Komitet wyraził zaniepokojenie faktem,że regulacje prawne umożliwiające lekarzowi uchylenie się od wykonania świadczeń medycznych z powodu własnych przekonań światopoglądowych, są niewłaściwie stosowane. Zalecił państwu polskiemu wprowadzenie odpowiednich regulacji uniemożliwiających lekarzom wykorzystywanie wspomnianych przepisów w celach niezgodnych z intencjami ustawodawcy" cytaty za Komitet PAN przedstawił obszernie swoje stanowisko, w którym potwierdza, że lekarze, pielęgniarki i położne mają prawo do odmowy osobistego uczestnictwa w świadczeniach niezgodnych z ich sumieniem, zwłaszcza w zabiegach aborcji, ale muszą ten fakt odnotować i wskazać osobę, która takich świadczeń udzieli. Eksperci zwracają uwagę, że prawem człowieka jest postępowanie według swoich zasad, zgodne z własnym sumieniem i światopoglądem, o ile nie narusza to bezpieczeństwa publicznego, porządku, zdrowia, wolności i moralności innych osób. Państwo nie może faworyzować jednego światopoglądu. Zdaniem ekspertów z PAN w Polsce klauzula sumienia jest nadużywana i służy do narzucania światopoglądu lekarza pacjentom. Warto zaznaczyć, że PAN nie sprzeciwia się odmowie wykonania aborcji, gdyż wedle przekonania osób odmawiających ochrona płodu ludzkiego stanowi dobro. W stanowisku PAN zawarte załącznik o klauzurze sumienia w sferze reprodukcyjnej. 1) "W opinii Komitetu, przedstawiciel zawodu medycznego nie może, powołując się na klauzulę sumienia, odmówić podjęcia działań, których celem jest dostarczanie pacjentowi informacji lub innych środków niezbędnych do podjęcia przez niego świadomej decyzji dotyczącej dalszego postępowania medycznego, które jest legalne, uzasadnione w świetle aktualnej wiedzy medycznej i sytuacji zdrowotnej pacjenta. Takie działanie profesjonalisty medycznego pozbawiałoby bowiem pacjenta możliwości samodzielnego do-konania wyboru i podjęcia czynności nakierowanych na uzyskanie pożądanego świadczenia.Udzielenie pacjentowi informacji lub środków, pozwalających mu na podjęcie autonomicznej decyzji w tej sprawie nie godzi ani nie stwarza bezpośredniego zagrożenia dla dobra, które profesjonalista uznaje za godne ochrony. Dlatego te okoliczność,e działanie, które pacjent zamierza podjąć na podstawie informacji uzyskanych od profesjonalisty medycznego,jest w przekonaniu tego ostatniego moralnie naganne, nie daje mu podstaw do skorzystania z klauzuli sumienia. Ostateczna decyzja o podjęciu bądź zaniechaniu dalszego działania należy wyłącznie do pacjenta i obciąża wyłącznie jego sumienie". 2) PAN przypomina, że polskie prawo nie daje farmaceutom prawa do odmowy sprzedaży antykoncepcji i powoływania się na klauzulę sumienia. 3) W Polsce doszło do dziwnej sytuacji - lekarze z katolickim sumieniem odmawiają kobietom skierowania na badania prenatalne, gdyż ich zdaniem jest to wstęp do aborcji. Zdaniem PAN takie zachowanie jest niewłaściwe. Zgodnie z polskim prawem lekarz nie może odmówić informacji o stanie zdrowia pacjenta, o rozpoznaniu, o proponowanych metodach diagnostycznych i leczniczych, nie może odmówić skierowania na badania specjalistyczne, ani wydania oświadczenia o stanie zdrowia, zwłaszcza, w sytuacji,zaświadczenie lekarskie daje pacjentowi prawo do uzyskania świadczeń zgodnych z prawem. Nie może odmówić skierowania na badania prenatalne, jeżeli istnieją przesłanki, że ciąża zagraża życiu kobiety lub płód jest uszkodzony. Nie może też odmówić wydania zaświadczenie o stanie zdrowia płodu. Ustawodawca nie daje lekarzowi możliwości decydowania o tym, czy dane schorzenie lub zagrożenie jest wystarczająco duże, aby przerwać ciążę. O tym decyduje kobieta. Wynika to z jej prawa do autonomii i z szacunku dla jej decyzji. Lekarz informuje o istnieniu okoliczności zgodnych z ustawą. DO kobiety należy decyzja, czy poważna choroba dziecka zagraża jego życiu i jest przesłanką do przerwania ciąży. Lekarz ma służyć wiedzą medyczną na temat choroby, rokowań, leczenia, skierować do specjalisty od danego schorzenia. 4) Lekarz nie może odmówić wydania recepty na środek antykoncepcyjny, bowiem, to ,czy pacjent z tego skorzysta zależy tylko od woli pacjenta. 5) "Komitet Bioetyki uznaje, i lekarz, pielęgniarka i położna mają prawo odmówić osobistego wykonania bądź uczestniczenia w wykonaniu zabiegu przerwania ciąży (poza przypadkami, o których mowa w art. 30ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty). Mogą także odmówić osobistego udziału w procedurze zapłodnienia pozaustrojowego. 6)Zdaniem Komitetu, lekarz nie ma jednak prawa odmówić pacjentom informacji i innych legalnych środków umożliwiających im swobodne i odpowiedzialne decydowanie o tym, ile,kiedy i w jakich odstępach czasu chcą mieć dzieci, a także informacji i legalnych środków umożliwiających im osiągnięcie możliwie najlepszego zdrowia seksualnego i reprodukcyjnego oraz dających im największą szansę na posiadanie zdrowego potomka." Oznacza to, w szczególności,e lekarz nie może, powołując się na klauzulę sumienia, odmówić pacjentowi informacji o skutecznych, dostępnych i uznanych metodach planowania rodziny, metodach leczenia niepłodności, w tym technikach zapłodnienia pozaustrojowego, oraz metodach diagnostyki i terapii prenatalnej. Nie może także odmówić informacji na temat warunków dopuszczalności legalnego przerwania ciąży". "> Ze stanowiska PAN wynika, że lekarz może odmówić udziału w dwóch czynnościach aborcji, rozumianej jako przeprowadzenie zabiegu i zapłodnieniu pozaustrojowym. Nie może odmówić badań, zaświadczeń i recept. W Polsce klauzula sumienia służy do narzucania pacjentom woli katolickiego lekarza, która jest tożsama z nauczaniem Kościoła. Jest sprzeczna z prawami pacjenta i wychodzi poza zakres klauzuli sumienia. W Europie można odmówić powołując się na klauzulę sumienia wykonania aborcji, in vitro i eutanazji, a nie zapisania środków antykoncepcyjnych, czy wydania skierowania na badania prenatalne. Biskupom od początku nie podobało się stanowisko PAN w/s klauzuli sumienia. Grzmieli z ambon, że to zamach na wolność człowieka, że wolność wyznania i sumienia jest pierwszym prawem człowieka, że jest to gwarancja godności zawodu lekarza. Aż w końcu w lutym 2014 roku Zespół Ekspertów KEP d/s Bioetycznych wydał swoje stanowisko. Na początku mamy stwierdzenie, że wolność sumienia jest zasadą konstytucyjną i lekarz ma obowiązek wstrzymać się w każdej sytuacji od działań sprzecznych z jego sumieniem. Nie będę omawiała całego stanowiska. Biskupi wyręczyli mnie i pod koniec swojego dokumentu wypunktowali swoje zdanie na temat klauzuli sumienia. Skorzystam z podsumowania. Cytaty zaznaczam pogrubieniem, pochodzą one ze strony Katolickiej Agencji Informacyjnej, na której można przeczytać cały dokument. 1)"Prawo do odmowy udzielenia świadczenia zdrowotnego z powodu obiekcji sumienia jest immanentnie związane z osobową godnością człowieka i wynikającą z niej wolnością sumienia. Ograniczenie klauzuli sumienia może nastąpić tylko w drodze wyjątku – w ustawie, o ile jest to konieczne z punktu widzenia zdrowia publicznego oraz prawa do ochrony zdrowia". Bez wątpienia prawo do odmowy, do światopoglądu jest związane z godnością, o ile nie godzi w zdrowie i wolność innych osób. W przypadku odmowy wydania skierowania na badania prenatalne, klauzula sumienia godzi w zdrowie rozwijającego się płodu. Większość wad płodu można leczyć, nawet przed narodzinami. Postawa lekarza, który odmawia skierowania na badania prenatalne godzi w życie małego pacjenta i prawa rodziców do wiedzy o zdrowiu dziecka. 2) Sprzeciw sumienia jest podstawą do powstrzymania się od wykonania świadczenia zdrowotnego. Do zakresu świadczeń zdrowotnych, których dotyczy klauzula sumienia, należy zaliczyć także wystawianie recept (np. recept na wczesnoporonne środki antykoncepcyjne) oraz skierowań na badania specjalistyczne przy uzasadnionym przekonaniu, że stanowią one część procedury nakierowanej na zniszczenie dobra, a nie tylko służą uzyskaniu informacji o stanie zdrowia pacjenta. Po pierwsze nie istnieje coś takiego jak wczesnoporonne środki antykoncepcyjne. Po drugie prawem człowieka jest decydowanie o ilości dzieci i odstępach między ciążami. Przekonanie , że badania prenatalne są podstawą aborcji jest nagonką biskupów ma osiągnięcia medycyny, chęcią odebrania rodzicom prawa do decydowania o zdrowiu dzieci. W ujęciu Kościoła dziecko jest własnością rodziców, którzy mogą je nawet bić , bo jest to metoda wychowawcza pełna rodzicielskiej miłości od urodzenia, wcześniej dziecko jest własnością Boga i Kościoła. Odmawianie badań prenatalnych i zaświadczeń lekarskich o stanie zdrowia dziecka to nie tylko atak na prawa rodzicielskie i prawo pacjenta do informacji, to także stwarzanie zagrożenia dla życia dzieci. Jeżeli jest wiadomo, że płód jest chory, można go leczyć w wielu wypadkach. Jedynie choroby genetyczne są w większości nieuleczalne. Jednym słowem, Episkopat uważający się za obrońców życia chce zwiększyć śmiertelność noworodków. Byle by katolickie sumienie lekarza było spokojne. Dramat rodziców, cierpienie dziecka nie ma dla biskupów znaczenia. Stanowisko biskupów zagraża życiu naszych dzieci, panowie w purpurze odmawiają rodzicom prawa do diagnozowania płodu i ewentualnego leczenia. Panowie biskupi i ich stronnicy chcą doprowadzić do wyższej śmiertelności niemowląt i to w ramach ochrony życia. Ręce precz od kobie t dzieci. Uzasadnione są jedynie protesty, że lekarz , który odmawia dokonania aborcji musi wskazać innego lekarza. Medyk nie musi mieć wiedzy, kto zajmuje się aborcją i faktycznie wskazywanie innego lekarza może być sprzeczne z jego sumieniem. To dyrekcja szpitala powinna wskazać miejsca, gdzie można to zrobić. Najlepiej byłoby, aby na stronie internetowej była informacja o palcówkach, które wykonują zabiegi. 3) "Lekarz powinien informować zainteresowane osoby o metodach regulacji poczęć, w tym o sposobach oraz konsekwencjach zdrowotnych stosowania środków antykoncepcyjnych. Może jednak, powołując się na brak celu terapeutycznego ( anty-patologicznego), odmówić wystawienia recepty na środki antykoncepcyjne. – Lekarz może powołać się na klauzulę sumienia, z uzasadnieniem sięgającym obowiązku ochrony i poszanowania godności człowieka oraz ochrony jego życia (art. 30 i 37 Konstytucji RP), i odmówić wystawienia recepty na środki postkoitalne. Farmaceuta może rozważyć odmowę ich sprzedaży, mimo braku wyraźnego umocowania w przepisach ustawy. – Obowiązek informowania pacjentki o stanie jej zdrowia i ewentualnych zagrożeniach dla życia i zdrowia związanych z kontynuowaniem ciąży nie stoi w sprzeczności z tym, że lekarz, powołując się na klauzulę sumienia, odmówi orzeczenia w sprawie istnienia wskazań do przerywania ciąży (argumentacja z art. 30 i 37 Konstytucji RP przy założeniu bezpośredniego związku wystawienia orzeczenia i możliwości skorzystania ze świadczenia w postaci terminacji ciąży)." Leki antykoncepcyjne mają znaczenie terapeutyczne. Katolicy chętnie straszą skutkami antykoncepcji , zapominając o wiele więcej przypadków śmiertelnych jest po zastosowaniu środków dostępnych bez recepty, w Polsce ok. 3000 przypadków rocznie. To fanatykom z dyplomem lekarza nie przeszkadza. Zgodnie z prawem lekarz nie może odmówić recepty na antykoncepcję, ponieważ prawo do planowania rodziny i do odmiennego światopoglądu pacjentki jest zagwarantowane w umowach międzynarodowych i w Konstytucji. Prawo do światopoglądu nie dotyczy tylko skrajnych katolików. Biskupi nakłaniają farmaceutów do łamania prawa, co jest skandalem. Specjaliści od teologii, a więc od bytu, którego istnienie trudno udowodnić, uważają się za na tyle kompetentnych, aby narzucać lekarzom, co mają robić, aby podważać zdanie naukowców. Profesura z teologii jest mniej więcej tyle warta, co świadectwo ukończenia gimnazjum. Są w tym gremium osoby spoza Kościoła, jednak cechuje je całkowite oddanie Kościołowi. Zastanówmy się, czy chcemy, aby Episkopat - ludzie , którzy ukrywają pedofilię, dla których jakaś bzdurna tajemnica spowiedzi jest ważniejsza od dobra ofiary księdza -pedofila , osoby, które mają na koncie przekręty w Komisji Majątkowej decydowały, co jest etyczne. Czy ktoś taki, jak pan Hoser - osoba, która ma swoim koncie zatajanie pedofilii, gardzi swoimi pracownikami, biskup wobec którego istnieją co najmniej uzasadnione podejrzenia (świadkowie), że nie ma czystego sumienia w/s mordów w Ruandzie może być jakimkolwiek autorytetem. Myślę, że pora powiedzieć DOŚĆ moralnemu terrorowi biskupów. Co oznacza katolickie sumienie? Nie jest indywidualne sumienie człowieka, ale moralny despotyzm Kościoła, który pod pretekstem wolności osobistej pracowników służby zdrowia narzuca społeczeństwu akceptację moralności kościelnej. To moralność wrażliwa na krzywdę zapłodnionych komórek jajowych, która nie dostrzega ludzkiego dramatu i prawa pacjenta do wolności osobistej. Katolicka moralność to nienawiść do wszystkich, którzy mają inne zdanie niż Kościół, to pogarda dla kobiet stosujących antykoncepcję, dla par decydujących się na in vitro, a nawet dla dzieci z in vitro. Moralność kościelna ogranicza się do zmuszania do rodzenia, ale zabrania diagnozowania poczętego dziecka. Nawet prof. Zoll, znakomity prawnik, który mówi o swoim przywiązaniu do Kościoła uważa, że lekarz nie powinien odmawiać skierowania na badania prenatalne, ponieważ wielokrotnie ratują dziecko. O odmowie wypisywania środków antykoncepcyjnych mówi w "Gościu Niedzielnym" "Natomiast uważam, że lekarz nie powinien powoływać się na klauzulę sumienia jeśli chodzi o środki antykoncepcyjne. Dlaczego? Otóż konieczna jest tolerancja i trzeba ją rozumieć symetrycznie. To znaczy: mogę się domagać od drugiego, żeby tolerował moje poglądy, ja natomiast jestem zobowiązany do tego samego wobec niego. Jeżeli tutaj nie chodzi o problem zaistnienia nowego bytu lecz o antykoncepcję w ścisłym znaczeniu tego słowa, to negatywne stanowisko wobec antykoncepcji, wynikające np. z nauki Kościoła, jest problemem lekarza i należy to szanować, ale on powinien uszanować u drugiej osoby, że ona tego punktu widzenia nie podziela. Jeżeli pacjentka chce korzystać ze środków antykoncepcyjnych, to jest to kwestia jej sumienia i lekarz tu nie powinien ingerować. Proszę pamiętać o tym, że kwestia antykoncepcji jest kwestią jednak związaną ze światopoglądem a nie kwestią ochrony jakiegoś dobra, w tym znaczeniu życia człowieka." Nadszedł czas,a by bronić się i zdrowia swoich dzieci przed Kościołem. Co prawda nikt do nas nie strzela, ale wypowiedzi biskupów godzą w fundamentalne prawo człowieka do ochrony zdrowia i prywatności. We współczesnej Polsce największym wrogiem społecznym są biskupi, z ich jadem, zawiścią, tylko przypudrowaną frazesami o miłości bliźniego i ochronie życia. Jak tak dalej pójdzie i do władzy dostaną się partie sprzyjające Kościołowi to badania prenatalne będą przestępstwem, a dzieci, które można uratować będą masowo umierały po urodzeniu. Lekarze katolicy będą mieli czyste sumienia - w końcu dziecko umrze po porodzie, a nie w łonie matki. Nastąpi cofnięcie medycyny o 20 lat. Wszystko pod pretekstem wolności osobistej i prawa do wolności wyznania medyków. Panowie biskupi, zajmijcie się pedofilią w swoim środowisku, pijanymi księżmi, oszustwami, zacznijcie wypłacać odszkodowania ofiarom molestowania seksualnego przez Waszych pracowników, a od kobiet, praw reprodukcyjnych, badań prenatalnych i medycyny trzymajcie się na odległość. Nie jesteście autorytetami, nie macie prawa narzucać lekarzom nauczania Kościoła. Prawo boskie nie istnieje, trzymajcie się rozdziału Kościoła od państwa. Medycyna nie należy do Kościoła. Nie jesteście ekspertami. Żyjemy w demokratycznym państwie i nie możecie narzucać praw swojej religii do ustawodawstwa.

poniedziałek, 7 października 2013

Antykoncepcja jako straszak


Wszystkie badania opinii publicznej wyraźnie wskazują, że coraz mniej osób ufa Kościołowi i stosuje się do jego zaleceń. Ponad połowa badanych katolików nie ma nic przeciwko współżyciu seksualnemu przed ślubem i antykoncepcji. Coraz więcej osób popiera in vitro i legalizację związków homoseksualnych. Wyniki są jednoznaczne - ciągłe ataki kościoła na moralność i na prawa reprodukcyjne nie robią na Polakach najmniejszego wrażenia. Do przyjęcia stanowiska kościoła zniechęca nachalna propaganda mająca na celu pokazanie szkodliwości antykoncepcji, seksu przedmałżeńskiego i in vitro, oparta w dużej mierze na pogardzie wobec lekarzy i osób żyjących niezgodnie z nakazami biskupów. Kościół zagląda ludziom do majtek, a to przestaje się społeczeństwu podobać. Promowanie czystości przedmałżeńskiej dalekie jest od pokazywanie innej drogi życiowej - to nachalna, godząca w prawo do prywatności i godność nagonka, której jedynym celem jest narzucenie kościelnej moralności. To próba zawłaszczenia najdelikatniejszej sfery życia pod płaszczykiem ochrony młodzieży, zdrowia kobiet i trwałości rodziny. Na ostatnią akcję w Warszawie mającą na celu ukazanie jak niebezpieczny jest seks po alkoholu i uświadamianie młodych ludzi w kwestii bezpiecznego współżycia, media katolickie zareagowały furią. "Oto jak wygląda sprawna akcja wychowawcza w klimatach gender i lewicy. Tylko czekać aż na drugiej akcji, lewicowcy i antywychowawcy zaproponują młodzieży jak szybko i przyjemnie usunąć ciążę. Trzeba naprawdę wyrzucić z ulic polskich miast edukatorów seksualnych, którzy są zagrożeniem dla naszej młodzieży." (za portalem Froda.pl) To, że katoliccy dziennikarze nie mają pojęcia, czym jest filozofią gender jest rzeczą bezsporną. Obrażenie ludzi lewicy to standard. Niepokoi coś innego - oto, zwolennicy jednej odmiany chrześcijaństwa uważają, że mają prawo układać innym życie, decydować o tym, jakie treści przekazywane są młodzieży, nakazywać sposób wychowania młodego pokolenia. Szczyt buty, hipokryzji i braku szacunku dla drugiego człowieka i jego dążeniu do zdobycia wiedzy pozbawionej kościelnej ideologii. Niedawno papież Franciszek mówi o tym, aby kościół pohamował swoje obsesje odnośnie antykoncepcji, aborcji i związków homoseksualnych, aby skupił się na nauczaniu Chrystusa, gdyż przez takie zachowania młodzież pokazuje Kościołowi środkowy palec. Jak widać katolickie media w Polsce nadal mają w nosie polecenia swojego szefa i zamiast dialogu atakują jadem.
Badania stosunku Polaków do sfery seksualnej wywołały popłoch w środowiskach katolickich. Panowie w koloratkach i ich medialni poplecznicy uświadomili sobie,że kościół traci rząd dusz, a pobożne i potulne do tej pory owieczki zaczynają buntować się. Jednym z ulubionych środków manipulacji wiernymi jest oczywiście straszenie. Od wieków ludzi straszy się piekłem, bożym gniewem, sądem ostatecznym i trzeba przyznać, że skutecznie. Zmianę nastawienia do seksualności media kościelne krytykują i wskazują na to, że jest złamanie szóstego przykazania. Lekceważenie szóstego przykazania prowadzi, zdaniem jednego z redaktorów Frondy do " do śmierci duchowej i okaleczenia duszy. Przekroczenie tego przykazania może powodować śmierć ciała lub trwałe jego okaleczenie." Na temat duszy i śmierci duchowej nie będę się wypowiadała, gdyż moim zdaniem coś takiego nie istnieje. Człowiek, jak każda istota żywa umiera fizycznie. Trwałe okaleczenie, na nawet śmierć powodują zdaniem redaktora Frondy....tabletki antykoncepcyjne. Chodzi o kilka przypadków zakrzepicy. Oczywiście redaktor nie bierze pod uwagę leczniczego działania antykoncepcji, poczucia pewności i kierowania swoim życiem w każdym jego aspekcie, jakie daje antykoncepcja hormonalna. Dla pana redaktora największym problemem przy stosowaniu antykoncepcji to bezpłodność. Katolickie rozumienie bezpłodności oznacza zupełnie coś innego niż medyczne rozumienie tego słowa. Dla katolików bezpłodnością jest nieprzechodzenie przez kobietę owulacji i niemożność jej zapłodnienia. Wiemy, że czasowe zatrzymanie owulacji nie jest niepłodnością, a nawet jest stanem pożądanym w wielu przypadkach. Ma właściwości lecznicze , chroni jajniki przed nowotworem i torbielami, eliminuje ból miesiączkowy i zmniejsza krwawienie (nie mamy do czynienia z naturalną miesiączką tylko z krwawieniem z odstawienia, które nie boli i jest skąpe). Według katolickiego dziennikarza w każdym małżeństwie dziecko przyjmowane jest z radością, przy antykoncepcji jest problemem. Jakoś ostatnie przypadki mordowania małych dzieci pokazują coś zupełnie innego. Według pana redaktora rozpoczęcie współżycia przed ślubem jest przyczyną samobójstw. Dotknął przy okazji ważnego problemu niechcianych ciąż nastolatek i reakcji rodziny- wyrzucenia z domu. Fakt jest niezaprzeczalny - młodzież współżyje, bo często jest szantażowana emocjonalnie groźbą odejścia drugiej strony. Zazwyczaj po seksie dochodzi do zerwania i obie strony cierpią, co faktycznie może przyczynić się do prób samobójczych. Za ciążę nastolatki winę w dużej mierze ponosi rodzina, która nie uświadamia potomstwa, traktuje seks jako temat tabu, a wręcz jako coś grzesznego, nieczystego, uważając ,że współżycie jest możliwe dopiero po ślubie. Często młody człowiek nie ma oparcia w domu, nie może powiedzieć bardzo wierzącym rodzicom, że podlega presji wśród rówieśników, czy o rozpoczęciu współżycia. Młodzi ludzie z rodzin wierzących w kościelną naukę o seksualność nie mają w domu żadnej możliwości rozmowy o antykoncepcji, bo znają stanowisko rodziców - antykoncepcja jest zła, bo oznacza rozpustę. Dochodzi do dramatu - ciąży nastolatki. I co robią wierzący rodzice - wyrzucają córkę z domu lub załatwiają skrobankę. Obawiają się reakcji społeczności, uważają, że córka okryła ich wstydem i hańbą. Mamy w tym przypadku do czynienia z podwójną moralnością - z jednej strony rodzice opowiadają o miłości Boga do człowieka, a z drugiej - wyrzucają z domu, jeżeli nastolatka zajdzie w ciążę. Piszę jedynie o sytuacjach skrajnych - w dużej części rodzin , nastolatki znajdują wsparcie i pomoc w okresie ciąży i po porodzie, dzięki czemu mogą skończyć szkołę. Troska redaktorów katolickich o młodzież i jej seksualność jest fałszywa. Kościół od lat torpeduje wszelkie próby wprowadzenia edukacji seksualnej, uważając ją demoralizację. Kościelna wizja edukacji seksualnej ma się nijak do rzeczywistości- nie chroni przed takimi zjawiskami: jak presja psychiczna na rozpoczęcie współżycia, przemoc seksualna, molestowanie, niechciane ciąże. Brak podstawowej wiedzy o antykoncepcji, bliskości, potrzebach seksualnych, zachowaniach dewiacyjnych, powoduje dramaty. Nie można chować głowy w piasek i opowiadać o zachowaniu cnoty do ślubu, nie można udawać, że seksualności nie ma w przestrzeni publicznej, a współżycie realizują jedynie małżeństwa. Straszenie antykoncepcją powoduje, że nastolatki skrobią się na potęgę, porzucają dzieci, są zmuszane do małżeństw.

czwartek, 22 sierpnia 2013

Profile antykatolickie na Facebooku


Facebook to swoista rewolucja w komunikacji - daje możliwość kontaktu ze znajomymi, poznawania nowych ludzi, rozmów, wymiany poglądów i akcji społecznych. Niestety, nawet na takim portalu nie ma pełnej wolności w wypowiadaniu poglądów. Nie chodzi o ograniczenia dotyczące języka, namawiania do przemocy, treści pornograficznych, bo to jest naturalne i jak najbardziej słuszne. Mają miejsce ograniczenia dotyczące prezentowania światopoglądu, zwłaszcza niereligijnego. Strony ateistyczne są blokowane. Blokada jest skutkiem skarg osób o bardzo wrażliwych uczuciach religijnych, których to obraża krytyka Kościoła katolickiego. Osoby te za nic mają wolność wypowiedzi i Konstytucję, która ową wolność gwarantuje. Dla nich liczą się wyłącznie ich urażone uczucia religijne.
Na Facebooku jest kilkaset stron ateistycznych i antykatolickich -profili, na których osoby niewierzące mogą swobodnie rozmawiać na różne tematy, wypowiadać się na krytycznie o Kościele, przekazywać prawdę o działaniach największej instytucji religijnej w Polsce. Wspomniane strony poświęcone są obalaniu mitów, dogmatów oraz zabobonów religijnych. Strony te skupiają się głównie na krytyce kleru oraz działalności polityków związanych z Kościołem. Znajdzie się także krytyka zasad katolicyzmu, zwłaszcza papieskich dogmatów, które niewiele wspólnego mają z ewangelicznymi zasadami. Polecam oczywiście wszystkie profile. Wymienię kilka najciekawszych 1) Ateiści Agnostycy Sceptycy - Strefa Wolna od Zabobonów https://www.facebook.com/StrefaWolnaOdZabobonow 2) Nie chodzę do spowiedzi https://www.facebook.com/NieChodzeDoSpowiedzi 3) Sprzeciwiam się 4) Ateizm na wesoło 5) Piknik na skraju głupoty 6) Obraza uczuć religijnych musi zniknąć z kodeksu karnego 7) Internetowa lista ateistów i agnostyków 8) Mądrości z Frondy 9) Nowy Ateizm 10) Polsko, powstań z kolan. Dość watykańskich marionetek w polskiej polityce 11) Polska nie jest państwem wyznaniowym 12) Nie dla religii w szkołach 13) Stowarzyszenie ateistyczne 14) Laickie.pl 15) Przegląd artykułów ateistycznych Co chwilę powstają nowe strony, więc warto je przeczytać i polubić.

niedziela, 4 sierpnia 2013

W obronie edukacji seksualnej


Fundacja Nowoczesnej Edukacji SPUNK prowadzi w Łodzi zajęcia z edukacji seksualnej w łódzkich gimnazjach. Wszystko odbywa się za zgodą władz miejskich i jest przez owe władze finansowane. Niestety, nowoczesna edukacja seksualna nie podoba się środowiskom katolickim, które usiłują podburzać rodziców, nakłaniają ich do wysyłania protestów. Można stwierdzić nic nowego. Nie od dziś wiadomo, że Kościół sprzeciwia się edukacji seksualnej, że uroił sobie prawo do wtrącania w programy i treści nauczania, do pouczania wiernych, wyznaczania absurdalnych standardów moralnych. Tym razem nie grzmią jedynie z ambony i niewiele znaczących na rynku gazetek - teraz Kościół wziął na cel rodziców i im próbuje, niestety skutecznie wmawiać, że wiedza z zakresu seksualności jest demoralizacją i promowaniem homoseksualizmu. Za ilustrację zarzutów posłuży mi cytat z "Rodziny Katolickiej" - portalu słynącego z nienawiści do wiedzy, do seksualności, do ludzi nie podzielających katolickiej wizji świata. "fundacja głosi postulaty środowisk skrajnie lewicowych w tym LGBTQ oraz przekazuje młodzieży nieprawdziwe treści dotyczące seksualności człowieka. Wykazuje także brak rzetelności w informowaniu choćby o antykoncepcji i negatywnych skutkach jej stosowania. Fundacja wiele rzeczy pomija, wiele przekłamuje i zachęca do wczesnej inicjacji seksualnej. Dlatego rodzice mówią głośne i zdecydowane “NIE” takiej edukacji. Proponują też, by w szkołach nadal prowadzone były zajęcia, za pełną zgodą rodziców, z wychowania do życia w rodzinie oparte na skutecznych programach zintegrowanej profilaktyki ryzykownych zachowań seksualnych młodzieży i prowadzące do pięknej miłości i odpowiedzialności za swoją seksualność, swoje decyzje i drugiego człowieka. Pismo w tej sprawie skierowali w czerwcu do magistratu. Niedawno Forum otrzymało odpowiedź z Wydziału Zdrowia miasta Łodzi – niestety lakoniczną, podpisaną przez wiceprezydenta Krzysztofa Piątkowskiego (niegdyś działacza PiS, wyrzuconego przez Jarosława Kaczyńskiego z partii za poparcie likwidacji łódzkich szkół, który za stołek w magistracie zmienił radykalnie swoje poglądy i przystał do PO). Odpowiedź Piątkowskiego bagatelizuje wskazane zagrożenia i nie odnosi się do zarzutów przeciwko formie prowadzenia przez SPUNK zajęć oraz ich treści. Nie ma także żadnej zapowiedzi ewentualnej kontroli kontrowersyjnej fundacji i jej poczynań. Dlatego Forum prowadzi akcję dalej – teraz tylko my, rodzice, możemy zablokować wejście SPUNK-a do szkół – podkreślają. Tym bardziej że, jak wynika z przekazywanych przez nauczycieli informacji, zainteresowanie prowadzonymi nierzetelnie i na bardzo niskim poziomie zajęciami w wielu placówkach jest znikome. Na stronie internetowej www.nieszkodzic.pl będzie można pobrać wzór oświadczenia składanego do dyrekcji szkoły, że nie wyrażamy zgody, by nasze dzieci uczestniczyły w zajęciach edukacji seksualnej, prowadzonych przez Fundację SPUNK. Radni, w minionym roku szkolnym, przeznaczyli na prowadzone przez fundację zajęcia 36 tys. zł. na 10-godzinny kurs w 20 gimnazjach i punkt konsultacyjny dla uczniów ze szkół nieobjętych programem. Lada dzień zostanie ogłoszony konkurs na następny rok szkolny. Przy dużym poparciu radnych i dużym lobby wiadomo już, że wszystko odbędzie się “pod fundację”. - Uważamy, że edukacja seksualna proponowana właśnie przez Fundację SPUNK stanowi jedno z największych zagrożeń dla prawidłowego rozwoju dzieci i młodzieży. Czy jako rodzice i wychowawcy mamy pełną świadomość, jak ważne jest niedopuszczenie jej do naszego polskiego szkolnictwa powszechnego? - mówią łódzcy rodzice. Zrzeszeni w Forum podkreślają, że zależy im na uświadomieniu wszystkim, że wbrew deklaracjom, nie ma edukacji całkowicie wolnej od ideologii i światopoglądu. Należy jedynie wybrać, czy odpowiada nam model “nowej rodziny” i społeczeństwa proponowany przez wyznawców ideologii gender i queer, czy tradycyjny model rodziny. I tłumaczą - opowiadamy się jednoznacznie za tradycyjnym modelem rodziny i nie zgadzamy się na wprowadzenie, pod płaszczykiem neutralności światopoglądowej, skrajnie zideologizowanych programów, które, naszym zdaniem, są szkodliwe. Dlatego zamierzają poprzez wspomnianą już stronę internetową oraz specjalnie przygotowane ulotki informować rodziców o zagrożeniu, kontaktować się bezpośrednio z radami rodziców poszczególnych szkół i ich dyrektorami. Chcą też zainteresować problemem łódzkie kuratorium oświaty. Negatywne konsekwencje prowadzonych przez SPUNK lekcji mogą objawić się już wkrótce – to m.in. wzrost zachorowań na choroby przenoszone drogą płciową i niechcianych ciąż wśród młodzieży. Tylko czy wtedy fundacja albo szkoła wezmą odpowiedzialność za dramaty młodych dziewcząt, które zachęcano do szybkiego rozpoczęcia aktywności seksualnej? Wątpliwe. Tak jak wątpliwe są wiarygodność i troska o młodych ludzi deklarowane przez SPUNK-a. Przecież na zajęciach prowadzonych przez edukatorki z Fundacji SPUNK młodzież otrzymuje praktyczny instruktaż korzystania z prezerwatyw konkretnego producenta, którego logo jest widoczne na produktach wykorzystywanych podczas zajęć. A to już rodzi uzasadnione podejrzenie, że postępowanie fundacji ma charakter czysto komercyjny i marketingowy. Wszak w interesie ekonomicznym takiej firmy jest pozyskanie jak największej grupy odbiorców, w tym niepełnoletnich."
Zacytowany fragment wiele mówi. Przede wszystkim jest dowodem na to jak głębokie są wpływy Kościoła na mentalność ludzką, pokazuje, że ludzie naukę katolicką uważają za wiedzę naukową - przestali odróżniać ideologię od rzeczywistości. Organizatorom protestu chodzi o dalsze zniewolenie umysłów młodych ludzi szkodliwą doktryną katolicką, która ni jak ma się do rzeczywistości, w której żyje młody człowiek. Warto zwrócić uwagę na język nienawiści, propagowania stereotypów i totalny brak wiedzy. Rodzicom wydaje się, że zajęciach nie jest przekazywana rzetelna wiedza o antykoncepcja , bo brakuje informacji o skutkach ubocznych. Rzetelna wiedza o antykoncepcji w wykonaniu Kościoła katolickiego polega na demonizowaniu, zastraszaniu, opowiadaniu niestworzonych historii o uprzedmiotowieniu kobiety, niszczeniu małżeństwa, zabijaniu poczętego dziecka i kobiet. Na opowiadanie takich bredni żaden szanujący siebie i prawdę edukator seksualny sobie nie pozwoli. Kłamstwa i manipulacje w powyższej kwestii to domena trenerów naturalnego planowania rodziny, lekarzy, którzy zamiast prawdy wybrali zgodność z nauczaniem Kościoła i "znającego się na wszystkim duchowieństwa". Edukacja seksualna nie zachęca do wczesnej inicjacji seksualnej. Edukacja seksualna jest częścią wiedzy o człowieku – jego biologii, osobowości, uwarunkowaniach społecznych, w których żyje i jako taka jest powinna być przedmiotem nauczania w szkole. Seksualność straciła charakter społecznego tabu. Współczesny nastolatek, chociaż nie jest jeszcze dorosłym człowiekiem jest coraz bardziej niezależny od swoich rodziców, ma swoje grono znajomych i podejmuje własne decyzje, często bez uzgodnienia z rodzicami. To w okresie nastoletnim młodzi ludzie przeżywają pierwsze miłości, angażują się w związki i zaczynają życie seksualne. Rozpoczęcie współżycia następuje na długo przed wstąpieniem w związek małżeński. Nastolatki rozpoczynają współżycie ok 16-18 roku życia, a do 25 roku mają różne doświadczenia seksualne. Stałe związki, w tym także małżeństwa najczęściej zawierane są między 23-33 rokiem życia, a pierwsze dziecko rodzi się ok 28 roku życia. W okresie od rozpoczęcia współżycia do zawarcia związku małżeńskiego lub stworzenia stałego nieformalnego związku bardzo duże jest ryzyko niechcianej ciąży i zakażenia chorobami wenerycznymi. Zakażenia przenoszone drogą płcią są problemem zdrowia publicznego. Problemem społecznym jest także przemoc seksualna i seksualizacja mediów, które powodują, że młodzież w negatywnym świetle ocenia swoją seksualność. Edukacja seksualna wolna od ideologii opiera się na prawach człowieka i prawach seksualnych. Nie ma nic złego w tym, że młodzież poznaje różne rodzaje związków, dowiaduje się o różnych typach rodzin, ma okazję zdobyć wiedzę z zakresu orientacji seksualnej. Dla Kościoła mówienie prawdy, że ludzie są różni, że homoseksualizm nie jest chorobą, że potrzeby seksualne nie pojawiają się, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki dopiero w noc poślubną jest demoralizacją, bo pokazuje odmienny, prawdziwy obraz świata. Prawda jest taka, że rozwój seksualności idzie w parze z rozwojem fizycznym i emocjonalnym, nastolatek odczuwa potrzeby seksualne bez względu na to, czy Kościołowi podoba się to, czy nie. Zastanówmy się jakiej edukacji seksualnej chcemy - opartej na wymysłach papieży, sugerującej, że seksualność jest zła, dobra staje się w noc poślubną, a człowiek do momentu zawarcia związku małżeńskiego nie odczuwa potrzeb seksualnych? Czy może wolimy, że dziecko wiedziało, że na jego ciało składają się także narządy płciowe, że nie są one złe, że seksualność jest częścią ludzkiej natury? Odpowiedzmy sobie na pytanie, czy chcemy, aby młode pokolenie bało się swojego ciała, traktowało je jako coś złego, czego trzeba się wstydzić, czy aby z godnością i dumą mówiło o swoim ciele? Być może to uchroni wiele osób przed anoreksją, otyłością, próbami samobójczymi. Pełna zgoda, co do tego, że celem edukacji seksualnej ukształtowanie dojrzałości do związku, pokazanie piękna miłości. W tym względzie edukacja seksualna wygrywa z katolickim wychowaniem do życia w rodzinie, bo pokazuje różnorodność rodziny. Ukazuje jak zmieniają się role w rodzinie, na czym polega partnerstwo, świadome, odpowiedzialne rodzicielstwo, które niekoniecznie oznacza małżeństwo sakramentalne i gromadkę dzieci rodzących się na chwałę bożą. Odpowiedzialne rodzicielstwo to związek trwały miłością, rodzicielstwo oparte na miłości i bezpieczeństwie, na kształtowaniu poczucia własnej wartości, na szczerości, pokazywaniu różnorodności świata, na rozmowie, zamiast kar cielesnych i poszanowaniu godności dziecka. Nowy model rodziny to dopuszczenie różnych sytuacji - rodzice (mama i tata) żyją bez ślubu, samotnego rodzicielstwa, rodzin, w których dziecko wychowują dziadkowie, czy w domu mieszka mama i jej rodzeństwo, a także akceptacja sytuacji, że dziecko wychowuje mama/tata z życiowym partnerem tej samej płci. TO NIE JEST NISZCZENIE RODZINY , ALE JEJ WZMACNIANIE. Mówienie o różnych typach związków nie oznacza zmuszania do ich zakładania. O wiele bardziej szkodliwe jest przekonywanie młodego człowieka, że jedynym dopuszczalnym związkiem jest małżeństwo mężczyzny i kobiety, że ma w tym związku tkwić, nawet jeśli pada ofiarą przemocy, bo jest to święty związek. Tradycyjna rodzina jest wartością, o ile nie dochodzi w niej do patologii. Wartością jest każda rodzina, która opiera się na miłości, szacunku, poszanowaniu godności dorosłych i dzieci. Młodzież i tak współżyje i nie pyta rodziców o zdanie, bo wie, że w rodzinach skrajnie katolickich zamiast ze zrozumieniem i radą spotka się z wyzwiskami, poniżaniem, brakiem akceptacji, a nawet ze zmuszaniem do leczenia homoseksualizmu, a w skrajnej sytuacji (ciąża nastolatki) z wyrzuceniem z domu lub zmuszeniem do aborcji. Niemówienie o seksie nie chroni przed wczesną inicjacją , ciążą, czy zakażeniami. Młodzież zaczyna współżycie niekoniecznie z miłości, czasami z chęci posmakowania zakazanego owocu. W pełni zgadzam się co do tego, że zajęcia z edukacji seksualnej powinny być oparte na skutecznych programach zintegrowanej profilaktyki ryzykownych zachowań seksualnych młodzieży i prowadzące do pięknej miłości i odpowiedzialności za swoją seksualność, swoje decyzje i drugiego człowieka" . Problem w tym, że zdaniem Kościoła jedyną profilaktyką jest wstrzemięźliwość seksualna, a odpowiedzialność w związku małżeńskim polega na stosowaniu naturalnego planowania rodziny, które kobietę traktuje przedmiotowo, jako nagrodę dla męża za cierpliwość w dni płodne. Trudno więc mówić o przekazywaniu jakiejkolwiek wiedzy medycznej, jak choćby, że źródłem infekcji intymnych są nie tylko kontakty seksualne. Wbrew temu, co opowiadają "katoliccy eksperci" edukacja seksualna to nie tylko instrukcja zakładania prezerwatywy, to wiedza z biologii, psychologii oraz medycyny. Skutki braku edukacji seksualnej to: zabijane noworodki, aborcja, nagie zdjęcia młodych dziewczyn w sieci, kwitnący sponsoring i prostytucja wśród nastolatków. Dobre wieści nadeszły z Kalifornii, gdzie dzięki wprowadzeniu edukacji seksualnej o 62% zmniejszyła się liczba niechcianych ciąż wśród nastolatek. To, że kler w Polsce i nie tylko w naszym kraju sprzeciwia się edukacji seksualnej nie dziwi - łatwiej im wykorzystywać i zastraszać dzieci, które nie wiedzą, co mają zrobić, jeżeli dorosły facet wkłada im rękę do majtek. EDUKACJA SEKSUALNA TO WAŻNY KROK W ZAPOBIEGANIU PEDOFILII.
Największe zagrożenie dla młodego człowieka stanowi obecność Kościoła w polskiej szkole i brutalna ingerencja tej instytucji wychowanie dzieci. Zagrożeniem jest ideologia, która nie informuje rzetelnie o seksualności, a za jedyną uprawnioną wiedzę uważa naukę Kościoła. Mam nadzieję , że SPUNK znów wygra i, że więcej miast zdecyduje się na edukację seksualną prowadzoną nie przez katechetki, ale przygotowanych do tego ludzi.