VigLink

Witam i zapraszam
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą edukacja seksualna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą edukacja seksualna. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 25 marca 2019

Kłamstwa kościoła i prawicy dotyczące edukacji seksualnej





Podpisanie w Warszawie "KARTY LGBT" w Warszawie, której jedynym z punktów jest wprowadzenie do szkół edukacji seksualnej spowodowało ataki kościoła i prawicy na środowisko LGBT i edukację seksualną. Dowiedzieliśmy się, że o to straszna Światowa Organizacja Zdrowia chce odebrać dzieci polskim rodzicom, chce uczyć masturbacji 4-latki, a 6-latki przekonywać o tym, że największą na świecie przyjemnością jest seks, a poza tym chce zniszczyć polską, tradycyjną rodzinę, opartą na sakramentalnym związku kobiety i mężczyzny i przemycić do polskiego społeczeństwa propagandę homoseksualną. Zarzuty są tak absurdalne, że aż trudno je spokojnie komentować. Wynikają z stereotypów często goszczących w polskich mediach, że edukacja seksualna prowadzi do deprawacji, zboczeń, aborcji i odebrania rodzicom prawa do wychowania dzieci.



"Standardy edukacji seksualnej WHO" podkreślą, że „najistotniejszą rolę, zwłaszcza we wczesnym okresie rozwoju, odgrywają źródła nieformalne, czyli przede wszystkim rodzice mający na tym etapie życia najistotniejsze znaczenie. Rola źródeł profesjonalnych, takich jak medyczne, pedagogiczne, społeczne lub psychologiczne, zazwyczaj nie jest tak istotna”
1) To rodzice są w pierwszych latach życia autorytetami i to oni powinni odpowiadać na wszystkie pytania swoich pociech. Raport podkreśla jedynie pomocny charakter specjalistów, którzy mają wspierać rodziców w zapobieganiu trudnym sytuacjom w sferze ludzkiej intymności i pomagać rodzicom rozwiązywać ewentualne problemy. Autorzy raportu WHO podkreślają, że rola nauczycieli wychowania seksualnego jedynie w „nieznacznym stopniu „kształtuje” ludzką seksualność”

2. Nauczyciele powinni skupiać się na problemach wynikających z seksualności i na ich zapobieganiu. Młodzi ludzie oczekują od specjalistów, że będą pełnili pozytywną rolę w uczeniu o tak istotnej sferze jaką jest seksualność, oczekują profesjonalnej, ukierunkowanej na ich potrzeby edukacji. Raport podkreśla, że edukacja seksualna formalna (realizowana w szkole) nie może stać w sprzeczności z wartościami wyniesionymi w tej kwestii z domu. Edukacja w szkole powinna być uzupełnieniem edukacji domowej, nieformalnej. „Oba warianty edukacji nie powinny stać w opozycji do siebie, lecz powinny się uzupełniać. Z jednej strony w celu stworzenia tożsamości seksualnej młodzi ludzie potrzebują miłości, przestrzeni i zrozumienia w środowisku społecznym, w którym codziennie przebywają, z drugiej natomiast istnieje konieczność zdobycia przez nich określonej wiedzy, postaw oraz umiejętności i w tym przypadku istotną rolę odgrywają specjaliści



Jak widać dokument podkreśla rolę rodziny w tworzeniu własnej tożsamości seksualnej (w sensie zasad moralnych kształtowanych w tej sferze życia), potrzebę miłości i zrozumienia. Z drugiej strony w wytycznych jest wyraźny sygnał, że edukacja seksualna jest częścią wiedzy o człowieku – jego biologii, osobowości, uwarunkowaniach społecznych, w których żyje i jako taka jest przedmiotem szkolnym, który ma ściśle określony program określający, co uczeń wiedzieć i powinien umieć. W wytycznych podkreśla się, że wraz z rewolucją seksualną zaczęły zmieniać się normy społeczne dotyczące omawianej sfery życia. Seksualność straciła charakter społecznego tabu. Współczesny nastolatek, chociaż nie jest jeszcze dorosłym człowiekiem jest coraz bardziej niezależny od swoich rodziców, ma swoje grono znajomych i podejmuje własne decyzje, często bez uzgodnienia z rodzicami. To w okresie nastoletnim młodzi ludzie przeżywają pierwsze miłości, angażują się w związki i zaczynają życie seksualne. Rozpoczęcie współżycia następuje na długo przed wstąpieniem w związek małżeński. Nastolatki rozpoczynają współżycie ok 16-18 roku życia, a do 25 roku mają różne doświadczenia seksualne. Stałe związki, w tym także małżeństwa najczęściej zawierane są między 23-33 rokiem życia, a pierwsze dziecko rodzi się ok 28 roku życia. W okresie od rozpoczęcia współżycia do zawarcia związku małżeńskiego lub stworzenia stałego nieformalnego związku bardzo duże jest ryzyko niechcianej ciąży i zakażenia chorobami wenerycznymi. Zakażenia przenoszone drogą płcią są problemem zdrowia publicznego. Problemem społecznym jest także przemoc seksualna i seksualizacja mediów, które powodują, że młodzież w negatywnym świetle ocenia swoją seksualność.


Autorzy raportu krytykują brak edukacji seksualnej w Europie Środkowo-Wschodniej, która została zastąpiona przez „wychowanie do życia w rodzinie”. Główne zarzuty wobec tego przedmiotu to: zaprzeczanie faktowi, że młodzi ludzie są aktywni seksualnie przed zawarciem małżeństwa oraz pomijanie innych relacji międzyludzkich, koncentrowanie się jedynie na małżeństwie. Nadmienię, że związki partnerskie nie oznaczają jedynie związków osób tej samej płci. Na związki partnerskie decydują się najczęściej pary heteroseksualne, które z różnych powodów nie chcą brać ślubu. Jako przyczynę opóźnienia wprowadzenia edukacji seksualnej w krajach Europy Środkowej i Wschodniej, autorzy wytycznych podają konserwatyzm w różnych sferach życia publicznego „ W wielu innych krajach Środkowej i Wschodniej Europy rozwój edukacji seksualnej uległ spowolnieniu spowodowanemu konserwatyzmem pojawiającym się w różnych sferach życia publicznego, w tym politycznego, kulturalnego i religijnego”.



4 Nie da się ukryć, że w Polsce doszło do takiej sytuacji. Teoretycznie obowiązuje ustawa z 1993 roku „O planowaniu rodziny ,ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży”, która zakłada prowadzenie nowoczesnej edukacji seksualnej. Chociaż minęło 26 lat od wprowadzenia ustawy, do tej pory edukacja seksualna w polskiej szkole nie istnieje. Dzieje się tak w wyniku sprzeciwu mediów i środowisk konserwatywnych, które twierdzą, że edukacja seksualna rozbudza seksualnie dzieci. Ich zdaniem w dzieciństwie, w każdym razie do okresu dojrzewania dziecko nie jest istotą seksualną, a edukacja seksualna to instruktaż technik współżycia i oddanie przygotowanych dzieci pedofilom. O niedorzeczności owych twierdzeń będzie jeszcze mowa w tym artykule.
Najważniejsze definicje

Dokument WHO porządkuje najważniejsze terminy związane z edukacją seksualną. I tak pod słowem płeć (sex) należy rozumieć biologiczną charakterystykę definiującą ludzi jako kobiety i mężczyzn. W języku polskim i angielskim słowo sex oznacza także aktywność seksualną. Seksualność stanowi naturalną część rozwoju człowieka na każdym etapie życia i obejmuje czynniki fizyczne, psychologiczne i społeczne „Seksualność stanowi kluczowy aspekt istnienia człowieka w trakcie jego życia i dotyczy płci, tożsamości i ról płciowych, orientacji seksualnej, erotyzmu, przyjemności, intymności oraz prokreacji. Seksualność jest odczuwana i wyrażana w myślach, fantazjach, pragnieniach, wierzeniach, postawach, wartościach, zachowaniach, praktykach, rolach i związkach.”5 Przytoczona powyżej definicja podkreśla, że seksualność jest kluczowym aspektem istnienia człowieka. Wpływają na nią także czynniki etyczne, historyczne i religijne. Wystarczy spojrzeć na to, co na temat roli płci i kanonu seksualności mówią poszczególne religie, aby przyznać rację autorom standardów. Seksualność nie ogranicza się do grup wiekowych i prokreacji. Jest ściśle związana z płcią, obejmuje różne orientacje seksualne. Kolejnym bardzo ważnym pojęciem związanym z edukacją seksualną jest zdrowie seksualne definiowane jako dobrostan fizyczny, emocjonalny i społeczny w odniesieniu do seksualności. Zdrowie seksualne nie jest jedynie brakiem choroby, zaburzeń funkcji bądź ułomności. wymaga pozytywnego i pełnego szacunku podejścia do seksualności oraz związków seksualnych. Zdrowie seksualne to także prawo do posiadania dających przyjemność i bezpiecznych doświadczeń seksualnych. Zachowanie seksualne, decyzje w kwestii życia intymnego powinny być wolne od przymusu, dyskryminacji i przemocy.



W dokumencie definiowane są również prawa seksualne obejmujące wszystkie osoby. Zakładają one, że seksualność jest wolna od dyskryminacji, przymusu i przemocy. Prawa seksualne informują o tym, że każdy człowiek ma prawo do: 1)Dostępu do najlepszych standardów w zakresie zdrowa seksualnego, a co się tym wiąże ma prawo do opieki zdrowotnej dotyczącej zdrowia seksualnego i prokreacji. 2)„edukacji seksualnej; 3)respektowania integralności cielesnej; 4) wyboru partnera; 5) decydowania o tym, czy być aktywnym seksualnie, czy nie; związków seksualnych opartych na obopólnej zgodzie; 6) małżeństw zawartych za obopólną zgodą; 7)decydowania o tym, czy chce się posiadać dzieci, czy nie, a jeśli tak, to kiedy; 8)do prowadzenia satysfakcjonującego, bezpiecznego i sprawiającego przyjemność życia seksualnego.” Część wymienionych praw odnosi się tylko do dorosłych. Punkty 6-8 nie są przeznaczone dla osób małoletnich. Państwo ma obowiązek chronić dzieci przed wykorzystywaniem seksualnym i zapewnić dostęp do informacji na temat seksualności . Takie zobowiązanie przyjęło na siebie podpisując Konwencję ONZ o Prawach Dziecka.




Z kolei termin edukacja seksualna oznacza naukę o poznawczych, emocjonalnych, społecznych, interaktywnych i fizycznych aspektach seksualności. Edukacja seksualna to dostosowany do wieku i kultury proces nauczania o płci i związkach. Edukacja seksualna ma za zadanie dostarczyć dokładnych, realistycznych i nieosądzających informacji i zapewnia możliwość badania« własnych wartości i postaw, umożliwia zdobycie umiejętności podejmowania decyzji, komunikowania się i zmniejszenia ryzyka w odniesieniu do wielu aspektów seksualności, np: ryzyka niechcianej ciąży, czy chorób wenerycznych. Edukacja seksualna pomaga w przygotowaniu młodych ludzi do życia, budowania i utrzymywania stałych związków, przyczynia się do rozwoju osobowości i samookreślenia. Prawem młodego człowieka jest informacja o seksualności. Nikt nie może być dyskryminowany w dostępie do edukacji seksualnej, bowiem zdrowie seksualne może zostać osiągnięte jedynie wtedy, kiedy całe społeczeństwo będzie miało dostęp do edukacji seksualnej, informacji dotyczących zdrowia seksualnego oraz usług medycznych w tej materii. Zdaniem naukowców nieprawdziwe są informacje o tym, że edukacja seksualna obniża wiek inicjacji seksualnej. Współczesne media zawierają wiele informacji nieprawdziwych, niewyważonych i poniżających. W związku z rozwojem mediów konieczne jest wprowadzenie edukacji seksualnej, aby korygować nieprawdziwych informacje przekazywane w mediach. Edukacja seksualna jest nieocenionym narzędziem w profilaktyce chorób przenoszonych drogą płciową

środa, 26 września 2018

Przesłanie o antykoncepcji


W Światowym Dniu Antykoncepcji chcę przypomnieć jedną ważną kwestię: antykoncepcja jest prawem człowieka, bowiem zapobiega wielu chorobom i daje możliwość kierowania swoim życiem osobistym. Dzięki antykoncepcji możemy zdecydować, czy chcemy mieć dzieci, ile i w jakim odstępie czasu. W Polsce dostępność antykoncepcji waha się w okolicach 40%- to jeden z najniższych wskaźników europejskich. Przyczyn jest kilka:
-wysoka cena
- nieuzasadnione korzystanie z klauzuli sumienia na wypisywanie antykoncepcji (lekarze) i sprzedaż antykoncepcji (farmaceuci)
-nagonka środowisk kościelnych - opowiadanie bzdur, których nie godzi się powtarzać
-brak edukacji seksualnej w szkołach, a co jeszcze gorsze straszenie uczniów antykoncepcją (podręczniki, program nauczania i materiały pomocnicze do Wychowania do życia w rodzinie"
-brak dostępu do ginekologa dla nastolatek bez opiekunów.

Sytuacja w Polsce z dostępem do antykoncepcji zaczyna być kuriozalna. Sumienie i religia stają się ważniejsze od zdrowia kobiet i wiedzy młodzieży. Terror katolicyzmu zaczyna przenikać do realnego życia i ma wpływ na dostępność niektórych świadczeń w ginekologii. Tymczasem według najnowszego badania IRBIS 92% jest przeciwko ingerencjom państwa w sprawy prokreacji, 83% źle ocenia krwawe banery, a 70% chce ich zakazania.

Zgodnie z międzynarodowymi standardami działania państwa powinny iść w kierunku zapewnienia kobietom i dziewczętom dostępu do przystępnej cenowo, nowoczesnej antykoncepcji. Wynika to Powszechnej Deklaracji Praw Seksualnych , którą po raz kolejny przypominam.





DEKLARACJA PRAW SEKSUALNYCH



Przyjęta została podczas 14 Światowego Kongresu Seksuologów w Hongkongu 26 sierpnia 1999 roku. W maju 2002 r. została opublikowana przez profesora Marca Gana, prezydenta Światowego Towarzystwa Seksuologicznego, a następnie przyjęta i rekomendowana przez Światową Organizację Zdrowia w 2002 r.



Istota Deklaracji oparta jest na trzech filarach:

I. Seksualność jest integralną częścią osobowości każdej istoty ludzkiej. Jej pełny rozwój zależy od zaspokojenia podstawowych ludzkich potrzeb, takich jak pragnienie kontaktu, intymności, ekspresji uczuć, przyjemności, czułości i miłości.



II. Seksualność kształtuje się w wyniku wzajemnych relacji pomiędzy osobą a strukturami społecznymi. Pełny rozwój seksualności ma zasadnicze znaczenie dla indywidualnego, międzyludzkiego i społecznego dobra.



III. Prawa seksualne są uniwersalnymi prawami człowieka bazującymi na niezbywalnej wolności, godności i równości wszystkich istot ludzkich. Ponieważ zdrowie jest fundamentalnym prawem człowieka, tak samo podstawowym prawem człowieka musi być jego zdrowie seksualne. W celu zapewnienia zdrowego rozwoju seksualności jednostek ludzkich i społeczeństw następujące prawa seksualne muszą być uznawane, promowane, szanowane i bronione przez wszystkie społeczeństwa wszystkimi środkami. Zdrowie seksualne zależy od uznawania, respektowania i stosowania tych praw:



1. Prawo do wolności seksualnej

Wolność seksualna obejmuje możliwość jednostki do wyrażania pełni potencjału seksualnego. Jednakże wyklucza wszelkie formy przymusu seksualnego, wykorzystywania oraz nadużyć w jakimkolwiek czasie i jakiejkolwiek sytuacji życiowej.






2. Prawo do odrębności seksualnej, integralności oraz bezpieczeństwa seksualnego ciała

Prawo to pozwala człowiekowi podejmować niezależne decyzje, dotyczące własnego życia seksualnego, zgodne z własną moralnością i etyką społeczną. Obejmuje ono również możliwość sprawowania kontroli oraz zadowolenie z własnego ciała, z wykluczeniem tortur, okaleczeń i jakiejkolwiek przemocy.



3. Prawo do prywatności seksualnej

Obejmuje możliwość podejmowania indywidualnych decyzji i zachowań w sferze intymnej w stopniu, w jakim nie naruszają one praw seksualnych innych osób.



4. Prawo do równości seksualnej

Odwołuje do wolności od wszystkich form dyskryminacji, niezależnie od płci, orientacji seksualnej, wieku, rasy, klasy społecznej, religii lub niepełnosprawności fizycznej albo emocjonalnej.



5. Prawo do przyjemności seksualnej

Przyjemność seksualna, włączając zachowania autoerotyczne, jest źródłem

• fizycznego,

• psychologicznego,

• intelektualnego i

• duchowego dobrostanu.



6. Prawo do emocjonalnego wyrażania seksualności

Wyrażanie seksualności obejmuje więcej niż przyjemność erotyczną lub zachowania seksualne. Ludzie mają prawo do wyrażania swojej seksualności poprzez komunikowanie się, dotyk, wyrażania uczuć i miłości.



7. Prawo do swobodnych kontaktów seksualnych

Oznacza możliwość zawarcia związku małżeńskiego lub nie zawierania go, przeprowadzenia rozwodu oraz ustanowienia innych opartych na odpowiedzialności form związków seksualnych.



8. Prawo do podejmowania wolnych i odpowiedzialnych decyzji dotyczących posiadania potomstwa

Obejmuje możliwość podejmowania decyzji o posiadaniu lub nieposiadaniu potomstwa, jego liczbie, różnic wieku między potomstwem oraz prawo do pełnego dostępu do środków regulacji płodności



.

9. Prawo do informacji seksualnej opartej na badaniach naukowych

Prawo to implikuje, że poszukiwanie informacji dotyczących seksualności będzie realizowane na drodze nieskrępowanych, lecz naukowo etycznych badań, a ich odpowiednie rozpowszechnianie będzie następować na wszystkich poziomach społecznych.



10. Prawo do wyczerpującej edukacji seksualnej

Jest ono procesem trwającym od momentu narodzin, przez całe życie i powinny być w nią zaangażowane wszystkie instytucje społeczne.



11. Prawo do seksualnej opieki zdrowotnej

Seksualna opieka zdrowotna powinna być dostępna w celu zapobiegania i leczenia wszelkich problemów, chorób i zaburzeń seksualnych



Prawa seksualne stanowią fundamentalne i uniwersalne prawa człowieka!

wtorek, 22 sierpnia 2017

Katolickie wychowanie seksualne w nowej pisowskiej szkole.


Media ujawniają coraz więcej szczegółów odnośnie reformy oświaty. Są to informacje przerażające rodziców i dotyczącą podstaw programowych, czy podręczników. Autorką podstawy programowej wychowania do życia w rodzinie(czegoś co ma w założeniu pełnić funkcję edukacji seksualnej) została prof. Urszula Dudziak, pracownica KUL, która licencjat i habilitację pisała z teologii pastoralnej. Warto bliżej przyjrzeć się sylwetce zawodowej osoby, która ma kierować pracami nad programem wdż, znanej głównie ze sprzeciwu wobec antykoncepcji i in vitro. Wymieniam jedynie najważniejsze funkcje zawodowe pani Dudziak. Jest nauczycielem naturalnego planowania rodziny po kursie nauczycieli naturalnego planowania rodziny zakończonym egzaminami i uzyskaniem certyfikatu wydanego przez National Association of Natural Family Planning Teachers – 1989r oraz kursie instruktorów naturalnego planowania rodziny ukończony uzyskaniem wydanego przez Polskie Stowarzyszenie Nauczycieli Naturalnego Planowania Rodziny dyplomu upoważniającego do szkolenia nauczycieli NPR – 1992r. Oprócz wykładania na KUL jest wiceprezesem i członkiem Komisji Rewizyjnej Lubelskiego Oddziału Polskiego Stowarzyszenia Nauczycieli Naturalnego Planowania Rodziny - do 2009. (informacje za stroną internetową KUL http://www.kul.pl/dr-hab-urszula-dudziak-prof-kul,art_11878.htm) Wysłuchałam godzinnego wykładu tej osoby z konferencji mającej miejsce w Legnicy dwa lata temu. Spotkanie katolickich naukowców miało tytuł „Poznaj prawdę o antykoncepcji. Antykoncepcja czy naturalne planowanie rodziny" i na antykoncepcję wylano może pomyj i kłamstw. Cel był jeden przekonać słuchaczy, że jedynie słusznym wyborem jest naturalne planowanie rodziny. Prostowanie wszystkich przeinaczeń, bredni, które opowiada pani Dudziak zajęłoby cały numer „Tygodnika Faktycznie”, a i to obawiam się, że w jednym numerze zbrakłoby miejsca. Przytoczę kilka cytatów, które są obraźliwe dla kobiet stosujących antykoncepcję i ich partnerów, a więc rodziców uczniów, dla których podstawę programową ma napisać pani Dudziak. „Ci, którzy są zwolennikami zapłodnienia in vitro przekreślą miłość. Powiedzą, że tak bardzo pragną prokreacji, że chcą na wszelki sposób począć dziecko, nawet jeżeli są niepłodni. (...) i dziecko się pocznie w szklanych próbówkach i zamiast ciepła łona matek, ono napotka chłód zamrażarek , chłód lodówek, ono będzie zanurzane w płynie hodowlanym. A więc nie w miłości, w akcie seksualnym jednoczącym, nie w akcie, miłości małżonków, tylko gdzieś w szklanych próbówkach. (...) Tu jest przekreślenie miłości”- słuchając tych słów ogarnia człowieka złość- jakim prawem ta osoba mówi o uczuciach ludzi leczących się na niepłodność, odbiera dzieciom poczętym dzięki in vitro poczęcie w wyniku miłości rodziców? Aby przejść przez procedurę in vitro potrzebna jest miłość, o której pani Dudziak nie ma pojęcia. Dla niej poczęcie z miłości może nastąpić jedynie przez seks. Poza tym zarodek w owej ”zamrażarce” jest przez jakiś czas, potem jest przenoszony do macicy. Wyjątkowym brakiem ogłady towarzyskiej, etyki pracownika naukowego jest zarzucanie niepłodnym ludziom przekreślania miłości. Wypowiedzi wykładowczyni KUL o antykoncepcji zdumiewają nie tylko brakiem wiedzy, ale także niespotykanym poziomem prostactwa i agresji. „Antykoncepcja ,która ogranicza człowieka, parcjalizuje go, sprowadza go do jednego wymiaru, narusza godność osoby i praktycznie każdy z nas gdyby zdecydował się na stosowanie antykoncepcji decyduje się na umniejszenie własnej godności.” – to zdanie mówi wszystko o jego autorce. Pokazuje pogardę jaką żywi do drugiego człowieka, który nie popiera jej wizji seksualności. Obraża innych. Od kiedy godność ludzka zależy od rodzaju antykoncepcji? Przytoczone zdanie jest obraźliwe. Antykoncepcja jest wbrew twierdzeniom prelegentki, lekiem o szerokim zastosowaniu w ginekologii. Jeżeli już odnosić antykoncepcję to sfery moralność – to jest to wyraz troski o rodzinę, wyraz odpowiedzialności za zdrowie kobiety, ewentualnych dzieci (nie jest bezpieczne rodzenie dzieci rok po roku, porody nastolatek są obarczone większym ryzykiem). Warto wspomnieć, że istnieje dość wiele chorób, które mogą być zagrożeniem dla zdrowia ciężarnej i płodu. „Antykoncepcja umniejsza wzajemny dar małżonków , dowodzi niedojrzałości w wymiarze seksualnym i prokreacyjnym”- Świetnie, okazuje się, że osoby podejmujące odpowiedzialne decyzje odnośnie swojego życia i rodziny są niedojrzałe, bo zamiast podziwiać śluz i mierzyć temperaturę w pochwie wybierają antykoncepcję hormonalną lub prezerwatywę. Instruktorzy naturalnego planowania rodziny, tacy jak pani Dudziak najczęściej nie są lekarzami i przekręcają fakty. W zwykłej propagandzie naturalnego planowania rodziny nie podają, że ich metoda nie nadaje się dla kobiet pracujących na zmiany, dla często wyjeżdżających służbowo, dla matek karmiących piersią, dla kobiet chorujących przewlekle. Skuteczność npr jest dość mizerna, a i tak obniża ją wiele czynników: choroba , podwyższona temperatura, leki, przemęczenie, nieprzespana noc, alkohol, stres. W tej koncepcji kobieta jest niewolnicą swojego cyklu i nagrodą dla męża za cierpliwość. O współżyciu nie decyduje wola pary, ale temperatura w pochwie. „Jak określić propozycję –zastosuj taki czy inny środek ? Co ten człowiek mówi w podtekście proponowania środka współmałżonkowi?. chcę ciebie, ale nie chcę twojej płodności, a więc nie chcę ciebie w pełni, nie jesteś dla mnie pełnym darem, chcę zaburzać twoją płodność. I w jakiś sposób instrumentalizuje tego człowieka- dla mojej przyjemności, mojej wygody, jeśli chcesz być musisz zaburzyć swoją płodność, musisz wyeliminować płodność choćby na pewien okres czasu. A więc, czy nie urzeczawiam osoby, czy nie instrumentalizuję aktu seksualnego (..) Czy rzeczywiście buduję wtedy miłość, tworzę jedność, czy ja sprowadzam męża do instrumentu uciech seksualnych, czy jestem sprowadzana przez męża do instrumentu uciech seksualnych, czy jest to kontakt osobowy w współżyciu małżeńskim”.- Antykoncepcja to blokowanie płodności, a nie niszczenie. Najczęściej jest to świadoma decyzja pary, która decyduje, czy w danym czasie chce mieć dziecko. Powyższe słowa pani Dudziak trudno komentować, ponieważ idiotyzmy wyssane z palca nie są godne omówienia. Osoby, które stosują antykoncepcję uważają, że o, nie pocznie się dziecko, to mogą podejmować współżycie z innymi ludźmi, mogę zdradzać męża, bo nie pocznę się dziecko, mogę mieć innych partnerów”- zdanie jest zwyczajnie obraźliwe, ma na celu wytworzenie wrogiej atmosfery wokół antykoncepcji i osób ją stosujących. Antykoncepcja nie jest przyczyną zdrady. Kościół (pani dr hab. jest pracownicą KUL) musi mieć wrogów, wytwarzać w społeczeństwie strach pod pozorem ochrony rodziny. Antykoncepcja świetnie nadaje się na kozła ofiarnego. Wyborowi antykoncepcji sprzyja: hedonizm, brak kierowania popędem seksualnym, instrumentalne traktowanie drugiego-tylko do zaspokojenia własnych potrzeb, może mu towarzyszyć uzależnienie od doznań seksualnych, a to uzależnienie odbiera wolność, hamuje rozwój, zdolność do miłości i poświęcenia , hamuje realizowanie wyższych wartości. Zdrady i rozwody mogą być następstwem stosowania antykoncepcji(...). Przyczyna tkwi w wyłomie dokonanym między jednoczącym a prokreacyjnym wymiarem aktu seksualnego, czy wprost w nieosobowym traktowaniu siebie. Psychologicznym skutkiem antykoncepcji jest brak satysfakcji seksualnej, brak troski o jakość współżycia, ograniczenie więzi do płaszczyzny ciała, do korzystania z własnych usług”- Drodzy czytelnicy, to typowe dolegliwości w życiu seksualnym przy stosowaniu npr. Dla środowisk katolickich antykoncepcja jest źródłem wszelkiego zła. Nie ma nic złego w udanym życiu seksualnym, które daje ludziom szczęście i spełnienie ich związku. Seks korzystnie wpływa na organizm i psychikę. Pracownica KUL wielokrotnie w tym wykładzie przekracza granicę etyki naukowej, wykazuje się brakiem wiedzy, a cały jej wywód ma na celu narzucenie npr. Z resztą mówi o tym, że jedynym wyborem jest npr, a najwłaściwszym modelem wychowania seksualnego jest wzór chrześcijańsko-normatywny. Wychowanie do miłości. Podstawa programowa przygotowana przez zespół pani Dudziak jest realizacją wytycznych episkopatu, narzuceniem jedynie słusznej wizji, którą środowiska katolickie uważają za najlepszą i dającą gwarancję stworzenia szczęśliwej rodziny. Lansuje hasło/; wychowanie do miłości. Cel, trzeba przyznać, bardzo piękny, bo człowiek z natury chce kochać i być kochanym. Hasło „wychowanie do miłości” powinno przyświecać całemu procesowi wychowawczemu młodego pokolenia, ale nie oznacza to, że ma to być realizacja katolickiej wizji. Wychowanie do miłości powinno opierać się na tak uniwersalnych zasadach jak: miłość, szacunek, wierność, tworzenie trwałych związków, bezpieczeństwo, wolność od przemocy dla wszystkich domowników, wzajemna pomoc i wsparcie. Złamanie Konstytucji. Zatrudnienie osoby, która nie ukrywa swoich skrajnie katolickich poglądów do kierowania zespołem tworzącym podstawę programową wychowania do życia w rodzinie jest złamaniem Konstytucji i to w kilku punktach. Powierzenie zadania stworzenia podstawy programowej z wdż pani, które w swoich wykładach dyskryminuje sporą część społeczeństwa jest naruszeniem art. 32 Konstytucji, który o zakazie dyskryminacji w życiu społecznym z jakichkolwiek powodów. Obrażanie i znieważanie obywateli, podważanie ich godności z powodu stosowania antykoncepcji jest złamaniem art. 47 Konstytucji, w którym zapewnia się ochronę życia prywatnego, rodzinnego czci, dobrego imienia oraz prawo do decydowania o swoim życiu rodzinnym. Prawdopodobny katolicki charakter pracy jej zespołu naruszy art. 48 Konstytucji dający rodzicom prawo do wychowania dzieci zgodnie ze swoim systemem wartości. Jako rodzic powiem , że jestem daleka od pogardy wobec drugiego człowieka. Właśnie pogardę reprezentuje pani z KUL. Narzucanie religii dziecku i wartości katolicyzmu również jest sprzeczne z omawianym punktem Konstytucji. Jest niepodważalne, że uczynienie z profesorki KUL eksperta rządowego od edukacji seksualnej narusza wolność sumienia i religii. Wymaganie od dzieci, aby uczyły się wychowania seksualnego w wersji katolickiej jest złamaniem art. 53 Konstytucji, bowiem w punkcie 6 jest wyraźny zakaz zmuszania do uczestnictwa w praktykach religijnych. Poza tym wdż to nie katecheza, a w związku z tym nie stosuje się tutaj przepisu o religii jako o lekcji. Nie może być na nim omawiana katolicka wizja seksualności jako jedna, słuszna życiowa zasada. Narzucenie jednej wizji religijnej do neutralnego przedmiotu jest przestępstwem z art. 194 kk „Kto ogranicza człowieka w przysługujących mu prawach ze względu na jego przynależność wyznaniową albo bezwyznaniowość, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.”. Jest to przejaw dyskryminacji wyznaniowej. Warto wspomnieć, że na dyskryminację wyznaniową i podważanie godności uczniów i rodziców nie pozwala prawo oświatowe. „Oświata w Rzeczypospolitej Polskiej stanowi wspólne dobro całego społeczeństwa; kieruje się zasadami zawartymi w Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej, a także wskazaniami zawartymi w Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka, Międzynarodowym Pakcie Praw Obywatelskich i Politycznych oraz Konwencji o Prawach Dziecka. Nauczanie i wychowanie - respektując chrześcijański system wartości - za podstawę przyjmuje uniwersalne zasady etyki.”, które za główny cel wychowania przyjmuje etykę o charakterze uniwersalnym, a normy chrześcijańskie jedynie dopuszcza. Zachęcam, aby wysyłać protesty do pani minister w sprawie autorstwa podstawy programowej wdż i wyrażać swój sprzeciw wobec niekonstytucyjnych działań pani Dudziak oraz domagać się zmiany w tym zespole przedmiotowym. Oczywiście, pani minister nie liczy się z opinią środowiska, ani rodziców, ale powinna odczuć, że społeczeństwo nie zgadza się na klerykalizację wychowania naszych dzieci. Jeżeli podstawa programowa przygotowana przez panią Dudziak weszłaby w życie, to jedynym wyjściem chroniącym dzieci przed wzmożoną indoktrynacją katolicką jest wypisanie pociechy z lekcji wychowanie do życia w rodzinie. Na szczęście nie jest to przedmiot obowiązkowy.

piątek, 24 stycznia 2014

Obraza uczuć ateisty


Tytuł jest prowokacyjny. Media katolickie coraz podają, że ktoś obraził uczucia posłów PiS, ludzi Kościoła choćby niecodziennym przedstawianiem symboli religijnych, mówieniem prawdy, że to w co wierzą katolicy ma się nijak do Biblii, że to dogmaty, to znaczy papieskie wymysły. Katolika obraża mówienie o pedofilii w Kościele, sprzeciwianie się woli biskupów, a nawet muzyczne koncerty ludzi, którzy nie czują przywiązania do Kościoła. Wiemy, że katolik - zwolennik Rydzyka i PiS-u ma bardzo wrażliwe sumienie. Wzruszają go zapłodnione komórki jajowe wydalane z miesiączką, zarodki zamrażane przy in vitro, humorystyczne przedstawianie krzyża i Marii. Obraża go brak czci dla Jana Pawła II na niektórych profilach FB. Plamą na honorze są osoby homoseksualne, metoda badań jaką jest gender, edukacja seksualna. Natomiast katolikowi spod znaku PiS-u nie przeszkadza przemoc wobec dzieci. Żadne główne media katolickie nie potępiły rodziców katujących niemowlęta. Wręcz przeciwnie: gromy rzucają na Rzecznika Praw Dziecka, który podejmuje działa mające zapobiec przemocy wobec dzieci. W ich ujęciu jedynymi formami przemocy wobec dzieci jest aborcja ciężko uszkodzonego płodu i edukacja seksualna. Dla jasności środowiska katolickie nie dostrzegają aborcji na żądanie, wykonywanej w prywatnych gabinetach. Nie razi ich uczuć, sytuacja kiedy ksiądz - pedofil jest bezkarny, bo prokuratura nie widzi podstaw do wszczęcia postępowania. Zagrożeniem dla rodziny,zdaniem Kościoła jest gender. Co może być groźnego w postulowaniu równości płci, równego traktowania bez względu na różnice biologiczne, w edukacji seksualnej, tłumaczył w Sejmie ks. Oko - pierwszy homofob RP z tytułem dr habilitowanego. Pseduonaukowiec, człowiek znany z nienawiści do kobiet, ateistów i osób homoseksualnych wystąpił z wykładem w polskim parlamencie. Ksiądz Oko ma oczywiście gdzieś polską Konstytucję, która wręcz nakazuje promowanie gender - to znaczy równości ludzi, niedyskryminowania ze względu na płeć. Artykuł 33 Konstytucji RP nakłada na władze publiczne obowiązek prowadzenia całościowej polityki gender. "Kobieta i mężczyzna w Rzeczypospolitej Polskiej mają równe prawa w życiu rodzinnym, politycznym, społecznym i gospodarczym. Kobieta i mężczyzna mają w szczególności równe prawo do kształcenia, zatrudnienia i awansów, do jednakowego wynagradzania za pracę jednakowej wartości, do zabezpieczenia społecznego oraz do zajmowania stanowisk, pełnienia funkcji oraz uzyskiwania godności publicznych i odznaczeń" Ksiądz ma jakąś obsesję na punkcie seksu i kobiet. Być może dlatego, że sam jest przynajmniej teoretycznie zobowiązany do zachowania celibatu. "Genderyzm jest promowaniem rozwiązłości, rozpusty. To krzywdzi głównie kobiety. Dlatego mają coraz większe problemy, żeby znaleźć partnera, męża, który byłby stabilny, rozumny. No bo mężczyźni, którzy żyją w rozpasaniu seksualnym, nie nadają się na męża. Chcą seksu, nic innego, potem idą do następnej. Niemożliwe są trwałe związki, małżeństwa. A to dla kobiety niemożność założenia małżeństwa i posiadania dzieci jest nieszczęściem. A to jest efekt rewolucji seksualnej, że coraz trudniej o odpowiedzialnego mężczyznę." Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,75478,15325402,_Oni_mowia______czyli_gonitwa_mysli_ksiedza_Oko__milosnika.html#TRrelSST#ixzz2rKAyMS2F Powyższego cytatu po prostu nie da się spokojnie komentować. Równość dla kobiet oznacza bezpieczeństwo, ochronę godności, szansę na godzenie macierzyństwa z karierą zawodową lub na wybór jednej z opcji. Równość to ochrona przed przemocą, również seksualną. Fakt, że są osoby, które mają wielu partnerów seksualnych i w związku z tym są bardziej narażone na choroby weneryczne nie wynika z idei równości, ale z indywidualnych wyborów życiowych. W katolickim małżeństwie zdarzają się zdrady, przemoc, naruszenie godności. Ksiądz obraża nie tylko kobiety, ale także mężczyzn. Ludzie później decydują się na trwałe związki, co jest wynikiem trudnej sytuacji ekonomicznej, trudności ze zdobyciem mieszkania i znalezieniem dobrej pracy. Ilość partnerów seksualnych to prywatna sprawa, która nie powinna być przedmiotem społecznej oceny.Księżulo rozdziela szaty nad rozpasaniem seksualnym, a jednocześnie sprzeciwia się edukacji seksualnej, której jednym z celów jest informowanie o szkodliwości wczesnego rozpoczynania współżycia i przygodnego seksu. Warto przypomnieć, że Kościół sprzeciwia się edukacji seksualnej, bo ma świadomość tego, że spraw przeciwko pracownikom tej instytucji wykorzystującym dzieci byłoby znacznie więcej. Edukacja seksualna w wieku młodszym to nie nauka masturbacji, a uwrażliwienie dzieci na ich prawo do odmowy, jeżeli ktoś dotyka je w nieodpowiednim miejscu. Dzieci uczą się, że mają prawo powiedzieć -nie- , jeżeli ktoś chce im robić krzywdę, dotyka w okolicach narządów płciowych, uczą się, że nie muszą godzić się na takie postępowanie, że mają prawo do własnego ciała i kogo mają powiadomić. Gwałty, czy dziecięca prostytucja to efekt szerokiego dostępu do pornografii, braku rozmów o seksualności, wiedzy o szkodliwości takich zachowań, a nie edukacji seksualnej. Więcej bełkotu na temat seksualności człowieka nie będę przedstawiała, bo godzi to w uczucia człowieka myślącego, wolnego od religijno-ideologicznego opętania. Zwrócę uwagę na to, że ksiądz Oko nie kryje się z nienawiścią wobec ateistów- ludzi, którzy religijne opowieści uznali za brednie i nie mają ochoty żyć zgodnie z przykazaniami biskupów. Przyzwyczaiłam się do tego, że ten człowiek oskarża ateistów o ludobójstwo, tworzenie szkodliwych ideologii, deprawację ludzkości, rozbijanie rodziny. Tym razem mówca uznał, że ateiści skoro odwrócili się od Boga, to szukają jakiegoś substytutu i są maniakami seksualnymi. Według tego pana, każdy kto nie wierzy w Boga jest człowiekiem bez wartości, bez sumienia. Przyrównuje nas do Stalina i Hitlera. Zapomniał tylko, że Hitler podpisał konkordat z Watykanem, a papież wiedział o eksterminacji Żydów i pomagał zbrodniarzom uciekać do Argentyny. Systemy totalitarne współpracowały z Watykanem, choćby dyktator chilijski był przyjacielem papieża Wojtyły. Księdzu trzeba przypomnieć, że wolnym ludziom nie jest potrzebny żaden Bóg, który ma im coś nakazywać, którym posiłkują się duchowni, aby uzyskać władzę nad mentalnością społeczeństwa. Mamy gdzieś Boga i Kościół, nie potrzebujemy kajdan. Mamy rozum i rozsądek. Nie jesteśmy maniakami seksualnymi. Mamy normalne rodziny, żyjemy w stałych związkach, tyle, że do swoich łóżek nie wpuszczamy biskupów. Porównywanie ateistów do Hitlera, Stalina, robienie z nas zbrodniarzy i maniaków seksualnych godzi w nasze dobra osobiste, jest nawoływaniem do agresji wobec nas, robi z nas wroga publicznego. Chyba trzeba się zastanowić, czy nie złożyć pozwu do sądu. Jako ateiści mamy świadomość, że nasze odczucia nie są chronione, bo ochrona przysługuje jedynie bóstwom, obrazkom i krzyżom, a nie godności sponiewieranego przez duchowieństwo człowieka. Kościół niech zajmie się swoimi pracownikami, którzy chętnie korzystają z usług prostytutek, molestują dzieci, biją dzieci niepełnosprawne, mają romanse z gospodyniami. Dajcie spokój normalnym ludziom, którzy prowadzą zwyczajne życie, mają swojego partnera/partnerkę (mąż/żona), tyle, że nie oddają Wam czci. To nie gender jest zagrożeniem, ale nienawiść i kłamstwa jakie sieją tacy przedstawiciele Kościoła, jak rzekomo wybitny intelektualista, ksiądz Oko. Okazuje się tytuł naukowy nie zawsze idzie w parze z wiedzą i kulturą osobistą. Ten człowiek wystawia bardzo złe świadectwo polskiej nauce.

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Ministerstwo Służby Kościołowi


Obecnie w Ministerstwie Sprawiedliwości panuje minister, którego cele wydaje się być podporządkowanie polskich regulacji prawnych do wytycznych Kościoła katolickiego. Komisja Kodyfikacyjna Prawa Karnego przy Ministerstwie Sprawiedliwości proponuje, by zapis: "Kto za zgodą kobiety przerywa jej ciążę podlega karze pozbawienia wolności do lat trzech" zastąpić następującym: ''Kto powoduje śmierć dziecka poczętego niezdolnego do samodzielnego życia poza organizmem matki, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5" Od zawsze byłam przeciwna aborcji na żądanie i jestem za karaniem lekarzy, którzy dokonują nielegalnych aborcji, ale finansowym, a nie więzieniem. Cele i tak są przepełnione. Karanie więzieniem za nielegalne aborcje może znacznie utrudnić dostęp do opieki ginekologicznej. O tym zagrożeniu nikt nie pomyślał. Lekarze zarabiają na nielegalnych aborcjach, więc sensowniejsze są kary finansowe. Skandalem jest, że projekt ma opiniować Opus Dei. Należy zadać pytanie, czy w takim razie jesteśmy wolnym krajem, skoro kwestie moralne uzgadnia się z Watykanem. Mam wrażenie, że staliśmy się wasalem małego państewka, Watykanu. Uważam, że mamy dobrą ustawę, której należy rygorystycznie przestrzegać, to znaczy wprowadzić edukację seksualną do szkół i refundować antykoncepcję oraz nie utrudniać dokonania aborcji, w sytuacjach szczególnych. Można proponować kobiecie inne, lepsze rozwiązania, ale nie powinno się odsyłać jej od szpitala do szpitala. Największym problem jest bieda, umowy śmieciowe, brak mieszkań i utrudniony dostęp do lekarzy oraz badań prenatalnych. Jeżeli minister sprawiedliwości naprawdę chce pomóc życiu poczętemu, niech zabierze się za ograniczanie umów śmieciowych, rozmawia z ministrami o zwiększeniu pomocy dla rodzin w ciężkiej sytuacji finansowej, wspiera ochronę rodziny przed przemocą (to znaczy niech przestanie opowiadać bzdury, że konwencja antyprzemocowa niszczy rodzinę i stanie się rzecznikiem jej podpisania). Od ustawy antyaborcyjnej powinien trzymać się z daleka. Czymś absolutnie niedopuszczalnym jest tworzenie prawa pod dyktando Kościoła. Istnieje jeszcze jedno zagrożenie - przepis, który chce wyprowadzić minister sprawiedliwości może być grobem in vitro, bowiem fanatycy bardzo często uznają in vitro za zabójstwo człowieka. Mam nadzieję, że w Platformie Obywatelskiej znajdą się odważni ludzie i zagłosują przeciwko zmianom. Premier jest przeciwny aborcyjnym wojenkom. Do tej pory w utrudnianiu życia kobietom specjalizowali się pisowcy i posłowie Solidarnej Polski. Mam szczerze dość fanatyków religijnych powołanych na odpowiedzialne stanowiska. Problemem przy obecnej ustawie jest całkowity brak kontroli podziemia i umarzanie spraw o nielegalne aborcje. W gazetach pełno jest ogłoszeń o przywracaniu miesiączki, internet zalewają porady na ten temat. O aborcję w Polsce nietrudno. Znacznie gorzej jest edukacją seksualną i dostępem do antykoncepcji. Właściwym krokiem jest polityka prorodzinna, której też nie mamy i promowanie zasad zdrowia seksualnego. Dalsze ograniczanie prawne aborcji jest bezsensu,niczego nie zmieni. Mamy XXI wiek, dostęp do multimediów i możliwość podróżowania po Unii Europejskiej. Zaostrzanie kar nie odstraszy lekarzy, ewentualnie podniesie cenę. Kobieta, jeżeli będzie chciała kupi jeden z środków o działaniu poronnym, stosowany przy innych schorzeniach i usunie ciążę. Najważniejsza jest profilaktyka i wsparcie ciężarnych znajdujących się w trudnej sytuacji, a tego w Polsce brakuje. W Polsce mamy dziwną praktykę tworzenia prawa - politycy chcą zakazywać, oceniać moralność ludzi zamiast stwarzać warunki dla rozwoju różnych typów rodziny.

niedziela, 15 grudnia 2013

Edukacja seksualna. Redaktor Terlikowski znieważa rodziców.


Kilka dni temu nowa minister edukacji, pani Joanna Kluzik-Rostowska przedstawiła pomysły na edukację seksualną. Według jej propozycji rodzice mieliby wybór, czy posyłają swoje dzieci na zajęcia z WdŻ pełne ideologii Kościoła, mające niewiele wspólnego z wiedzą medyczną i psychologiczną, bądź na właściwą edukację seksualną, która przygotowuje dzieci to życia w związku i rodzinie, gdzie omawia się nie tylko kwestię małżeństwa, ale także przemocy seksualnej, złego dotyku, antykoncepcji, chorób wenerycznych, emocji w związku, orientacji seksualnej. Pani minister swoją decyzję tłumaczy chęcią uszanowania autonomii rodziny. O skutkach tej inicjatywy napiszę jeszcze w tym artykule. Informację skomentował przywódca prawicowo-kościelnych mediów, pan Tomasz Terlikowski. Jak na tego pana przystało nie mogło się obejść bez znieważania ludzi nieakceptujących nauki Kościoła i katolickiego podejścia do seksualności. Dowiedzieliśmy się, że zwolennicy edukacji seksualnej są: libertynami, którzy zachwycają się dewiacjami seksualnymi. Uwaga, w rozumieniu redaktora naczelnego portalu: Fronda.pl dewiacjami seksualnymi są wszystkie orientacje seksualne poza heteroseksualną. Oddajmy głos panu Terlikowskiemu/ "Niech więc rozmaici libertyni, których zachwycają rozmaite dewiacje seksualne, którzy marzą o tym, by ich dziecko było gejem (czytałem kiedyś takie wyznanie pewnej dziennikarki o znanym nazwisku), i którzy są przekonani, że guma na bananie uchroni ich dziecko przed przedwczesną ciążą, a hormony aplikowane nastolatkom nie zaszkodzą im – posyłają swoje dzieci na lekcje seks-edukacji. I niech tam one dowiadują się, jak cudownie jest nakładać na siebie gumowe stroje, jak fantastycznym doznaniem są homoseksualne igraszki, i jak to wszystkiego trzeba spróbować. A normalni rodzice niech mają realny wybór, i mogą posłać swoje dzieci na lekcje, na których – niezależnie od tego, jak im samym ułożyło się życie – wychowywanoby je do wierności, czystości i uczciwości, do świadomości, że homoseksualizm szkodzi zdrowiu, a akceptacja pseudo-małżeństw osób tej samej płci to najlepsza droga do destrukcji społeczeństwa. Ci zaś, którzy w ogóle nie chcą, by ich dzieci uczyły się o takich sprawach w szkole, i którzy wybrali seks-edukacyjny homeschooling, mogą zaś śmiało nie posyłać dzieci na żaden z wymienionych kursów. I ich wybór też będzie szanowany. Ta propozycja podoba mi się także dlatego, że ujmując rzecz najkrócej, jest to to najlepsza droga do wyrzucenia pontoniarzy i innych seks-edukatorów ze szkół. Niewielu znam bowiem rodziców, którzy chcą by ich dzieci uczyły się o zaletach aktów homoseksualnych czy ćwiczyły wciąganie gumy na banany. Polskie społeczeństwo jest jednak zdecydowanie bardziej normalne, niż się to wydaje rozmaitym laicyzatorom" (cytat za portalem Fronda.pl) Po pierwsze pan Terlikowski jak zwykle nie ma zielonego pojęcia o czym pisze. Edukacja seksualna kojarzy się mu jedynie zakładaniem prezerwatywy na banana. Do tego, że redaktorzy katoliccy wypowiadają się na tematy, o których nic nie wiedzą zdążyliśmy się już przyzwyczaić. Naukę i wiedzę zastępują wiarą oraz słuchaniem biskupów. Problemem staje się język, jakim komunikują się ze społeczeństwem. Jest to język nienawiści, bardzo daleki od chrześcijańskiego miłosierdzia. Widać wyraźnie, że redaktor wartościuje ludzi, na tych, którzy popierają naukę Kościoła i na tych, którzy mają odmienny pogląd. Ci drudzy są zboczeni, nienormalni, głupi. Nie wiedzą, tego, o czym są przekonani "normalni katolicy, wcielający w życie naukę Kościoła", że edukacja seksualna prowadzi do deprawacji, nastoletnich ciąż i seksu homoseksualnego. "Normalni rodzice" zdaniem pana Terlikowskiego kreują nierealny świat czystości przedmałżeńskiej i mówią, że "homoseksualizm szkodzi zdrowiu" i jest destrukcją społeczną. Redaktor Terlikowski chce doprowadzić do aktów nienawiści, tworzenia stereotypów. Jak zwykle wykazuje się brakiem szacunku dla drugiego człowieka,narzuca kościelny wzorzec moralności całemu społeczeństwo, choć doskonale wie, że katolicy najczęściej dokonują aborcji. Katolicy stosują antykoncepcję i popierają in vitro. Jaki jest cel szczucia jednych na drugich? Nie podejmuję się odgadnąć, jakie zamiary ma pan redaktor. Myślę, że okazji warto przypomnieć jakie są cele edukacji seksualnej. Wersja konserwatywna nie jest nastawiona na potrzebę wiedzy, ale na ideologię i utrwalanie schematów. Przy okazji jest zakłamana. W wersji naukowej uważa się, że "1) Edukacja seksualna powinna być dostosowana do wieku, stopnia rozwoju młodych osób i zdolności rozumienia, a także do kultury, z jakiej się wywodzą, uwzględniając społeczno-kulturową tożsamość płci. Powinna też odnosić się do rzeczywistej sytuacji, w jakiej żyją młodzi ludzie. 2)Edukacja seksualna oparta jest na prawach człowieka (seksualnych i reprodukcyjnych)”1 Już pierwszy punkt przeczy tezom powtarzanym przez polskie środowisko konserwatywne i krajowe media, że edukacja seksualna odbiera rodzicom prawo do kształtowania światopoglądu dziecka zgodnie z ich zasadami moralnymi. Twórcy wytycznych wręcz nakazują uwzględnienie kultury i rzeczywistości, w jakiej żyją młodzi ludzie. Fakt, że edukacja seksualna musi być oparta na prawach człowieka i prawach reprodukcyjnych gwarantuje jej bezstronność światopoglądową i uniwersalność oraz nie ingerowanie w religijne kwestie dotyczące moralności. Czytając dalej wytyczne dowiemy się, że edukacja seksualna oparta jest na aktualnych/ sprawdzonych informacjach naukowych”2 oraz na równości płci, samostanowieniu i akceptacji różnorodności. Konserwatyści boją się równości płci, uważają, że doprowadzi ona do rozpadu rodzin. Jest to demagogia. Równość wzmacnia rodzinę - dorośli dzielą się obowiązkami w zależności od sytuacji życiowej. Dziećmi może opiekować się zarówno matka, jak i ojciec. Związki jednej płci nie są zagrożeniem dla rodziny, ale jej inną formą. Zagrożeniem dla rodziny są złe warunki socjalne, umowy śmieciowe, drogie mieszkania, coraz trudniejszy dostęp do służby zdrowia, a nie rodzaj rodziny. Ocenianie kogoś przez pryzmat seksualność, odmawianie z tego powodu praw obywatelskich jest łamaniem konstytucyjnej zasady równości wobec prawa, jest przykładem represji i społecznej niesprawiedliwości. Edukacja seksualna ma być oparta o sprawdzoną wiedzę naukową, a więc w żaden sposób nie narusza wolności religijnej rodziców. Trzeba jasno powiedzieć, że polska prawica i redaktorzy tacy, jak pan Tomasz Terlikowski traktują dzieci, jak własność rodziców i wyżej niż dobro dzieci cenią wolność przekonań religijnych. Dzieci są zakładnikami religii rodziców. Pod pozorem życia zgodnego z religią odmawia się młodym ludziom wiedzy o świecie. Nie wiem, czy pan redaktor na prawdę wierzy, że dziecko, które nie usłyszy w szkole o seksie, antykoncepcji, chorobach wenerycznych nie rozpocznie współżycia przed ślubem? To nie wiedza pcha dzieciaki w ręce seksu, ale presja społeczna, chęć bycia akceptowanym i brak wiedzy o skutkach współżycia. Model edukacji seksualnej, który katolickie media określają mianem modelu A jest szkodliwy społecznie. Dzieci są w grupie klasowej i ta część, która będzie uczęszczała na wersję konserwatywną i tak będzie dopytywała rówieśników chodzących na normalną edukację seksualną, będzie przedmiotem kpin, a nawet obrzydliwych żartów. Doprowadzi to jedynie do podziałów wśród dzieci. Myślę, że pora skończyć z terrorem wolności religijnej i jasno powiedzieć, że edukacja seksualna jest przedmiotem obowiązkowym i opiera się na tolerancji, realnym opisie rzeczywistości i medycynie. Dogmaty religijne powinno się realizować w Kościele, a nie w szkole. Edukacja seksualna ma na celu stworzenie społecznego klimatu tolerancji, otwartości i szacunku w odniesieniu do seksualności, różnych stylów życia, postaw i wartości. Nauczyciele mają przekazać ideę respektowania różnorodności seksualnych, różnorodności związanych z płcią i świadomości dotyczącej tożsamości seksualnej i ról przypisywanych płciom. Mówienie o rolach płciowych nie podoba się Kościołowi, który prosto podzielił świat: kobieta ma być posłuszna mężowi, rodzić dzieci i prowadzić dom. Mężczyzna ma być jej panem i zarabiać dom. Fakt, że ekonomia zmusza do przewartościowania świata, Kościoła nie obchodzi. Księża i biskupi żyją niczym pączki w maśle - są objęci celibatem i nie muszą martwić się za co kupią podręczniki dla dzieci, zapłacą czynsz, co ugotują na obiad. Dlatego bez odrobiny refleksji bredzą o otwartości na kolejne dzieci i o realizowaniu woli jakiegoś wydumanego Boga. Edukacja seksualna w rozumieniu konserwatystów ma opierać się na nauce największej instytucji religijnej, promować czystość przed ślubem i rodzinę opartą na małżeństwie kobiety i mężczyzny ze sporą gromadką dzieci. Wszelkie modyfikacje tej wizji , np: samotne rodzicielstwo, czy związek bez ślubu spotykają się z agresją, oskarżeniami o niszczenie rodziny. Dla tych środowisk postulat szacunku dla różnorodności, dla innych życiowych postaw jest niemożliwy do zaakceptowania. Żadna edukacja seksualna nie zmieni tego, że to kobieta zachodzi w ciążę i rodzi dzieci, ale ten fakt nie może być przyczyną, dla których odbiera się kobiecie prawo do własnego życia, pracy zawodowej, a nawet do ochrony godności. Kobieta może realizować się zarówno jako mama, jak i bardzo dobry pracownik, czy dyrektor firmy. Bycie mężczyzną nie oznacza braku udział w pielęgnacji dzieci. Autorzy wytycznych WHO wyraźnie wskazują , że " Edukacja seksualna służy w umacnianiu ludzi w dokonywaniu świadomych wyborów w oparciu o zrozumienie i szacunek w stosunku do siebie i partnera. Zapewnia wiedzę dotyczącą ludzkiego ciała. Zgodnie z prezentowanymi wytycznymi edukacja seksualna ma na celu nauczenie „ wyrażania uczuć i potrzeb, doświadczania w przyjemny sposób seksualności i rozwinięcia ról płciowych i tożsamości seksualnej. Umożliwia zdobycia odpowiednich informacji o fizycznych, kognitywnych, społecznych, emocjonalnych i kulturowych aspektach seksualności, antykoncepcji, zapobieganiu chorobom przenoszonym drogą płciową i HIV, a także wymuszeniach seksualnych” Ważnym aspektem edukacji seksualnej jest także „zapewnienie koniecznych umiejętności życiowych umożliwiających radzenie sobie z seksualnością i związkami. Umożliwienie budowania związków, w których istnieje obopólne zrozumienie, związków opartych na równości oraz szacunku dla potrzeb innych osób i wyznaczonych przez nie granic. To z kolei przyczynia się do zapobiegania wykorzystaniu seksualnemu i przemocy." Czytając zacytowany fragment dostrzegam naukę budowania związków na zasadzie poszanowania drugiej strony i wzajemnego szacunku. Radzenie sobie z seksualnością także może pomóc w dochowaniu czystości do ślubu. Panu redaktorowi proponuję dokładne przeczytanie wytycznych WHO, zanim znów napisze tekst szkalujący rodziców i edukację seksualną. Jak widać nie ma żadnych postaw, aby wierzyć w kłamstwa opowiadane przez kościół i media z nim powiązane. Edukacji seksualnej nie należy bać się. Nikt nie demoralizuje dzieci, ale podaje wiedzę przydatną, opartą na naukowych postawach. Z badań dotyczących seksualności Polaków prowadzonych przez prof. Izdebskiego, jasno wynika, że 78% młodzieży chce edukacji seksualnej, a nie konserwatywnego śmiecia, zwanego wychowaniem do życia w rodzinie. Szkoła powinna służyć dzieciom, nie może być zakładnikiem religii rodziców. Nie dopuszczalne jest to, aby rodzice ingerowali w program nauczania. Opiniują jedynie program wychowawczy szkoły. Nikt nie wyobraża sobie, aby rodzice decydowali, czego dziecko uczy się na geografii, języku polskim, angielski, historii, fizyce, czy chemii. Taka sama zasada powinna obowiązywać na edukacji seksualnej. Nie wolno dzielić treści. Rodzice ponarzekają i na tym skończy się afera. Najważniejsze są dzieci i ich prawo do zdobywania wiedzy zgodnej z nauką i rzeczywistością, w której przyszło im żyć. Jest naiwnością pogląd, że jeżeli dziecko nie dowie się o seksie, to potrzeby seksualne obudzą się dopiero w noc poślubną. Internet jest pełny stron erotycznych. Zastanówmy się, czy wolimy, aby dziecko czerpało wiedzę z internetu, gdzie seks przedstawiany jest w sposób pornograficzny, rozbierało się przed kamerkami, czy też chcemy normalnej edukacji, która pokaże, że rozbieranie się przed kamerkami i czerpanie z tego korzyści jest szkodliwe dla psychiki, a seksualność to nie tylko seks? Młodzież nie wie, jakie są stuki rozpoczęcia współżycia, za to wie, co oznacza powiedzenie "robienie loda". Odpowiedzialni rodzice wybiorą edukację seksualną, bo uznają, że lepiej przekazać pełną wiedzę niż tworzyć utopijny świat. Rodzice wyznający ideologię Kościoła, będą żyli w przeświadczeniu, że pociecha jest "czysta i nie ma potrzeb seksualnych". Od razu uprzedzę komentarze - dla mnie religia jest formą przemocy psychicznej i zamachem na wolną wolę człowieka. Nie uważam jej za cenną wartość, ale za utrapienie ludzkości. Jest rzeczą oczywistą, że nie zapisałabym dziecka na Wdż, bo nie chciałbym, aby nabrało przekonania, że kobieta jest winna gwałtom, a jej wartość określa błona. Propagowanie czystości przedmałżeńskiej to dramat, którego ofiarami pada miliony kobiet rocznie w różnych religiach.

niedziela, 20 października 2013

Miałam nie wyśmiewać


Po skandalicznych słowach pana Michalika, piastującego stanowisko arcybiskupa, o tym, że przyczyną pedofilii są rozwody rodziców i to, że poszkodowane dzieci szukają pocieszenia u księży, postanowiłam, że będę naśmiewała się z tego człowieka, bo musi być głęboko nieszczęśliwy. Skandale pedofilskie, które przez lata zamiatał pod dywan, wyłażą, a pan biskup zachowuje się niczym dziecko, które przyłapano na podjadaniu słodyczy. Tłumaczy się i szuka winnych wszędzie, ale nie u faktycznych sprawców. Kolejne wypowiedzi pana Michalika nie zasługują na nic innego jak tylko na wyśmianie. Powiem tak, edukacja seksualna w pierwszej kolejności przydałaby się panu Michalikowi i jego współpracownikom. Przypomnimy "inteligentne" wypowiedzi pana arcybiskupa z ostatnich dni, aby na zawsze pozostały w świadomości wiernych 1) "Jednak nikt nie zwraca uwagi na przyczyny tych zachowań: pornografia i fałszywa miłość w niej pokazywana, brak miłości rozwodzących się rodziców i promocja ideologii gender" {..} winne molestowaniem przez księży są również feministki, które walczą o możliwość dokonywania aborcji, jednopłciowe związki i prawo do adopcji. - To one walczą o to, żeby w szkołach i przedszkolach wygaszać w dzieciach poczucie wstydu, a nawet o to, żeby mogły decydować o zmianie swojej płci" Już w pierwszym cytacie doskonale widać, jaką taktykę obrony przyjął hierarcha - szukanie winnych wszędzie, poza środowiskiem Kościoła. Można zgodzić się, że seks pokazywany w pornografii niewiele ma wspólnego z miłością i rzeczywistością, że pornografię coraz częściej oglądają dzieci i wyrabiają sobie niewłaściwe spojrzenie na ludzką seksualność. Arcybiskup nie zauważa, że "dar celibatu" powoduje zagubienie się seksualności dorosłych mężczyzn, którzy również sięgają po pornografię i widzą nieodpowiedni obraz, który nie ma nic wspólnego z głoszonymi przez nich tezami o czystości przedmałżeńskiej i wierności. Oglądając to pobudzają swoje potrzeby seksualne. Do tego mają problemy z nawiązaniem relacji z kobietami, toteż znajdują najłatwiejsze ofiary - dzieci. Arcybiskup argumentem o pornografii strzelił sobie w kolano. Chciał zaatakować rodziców, gejów i młodzież, a niechcący pokazał, że problem mają przede wszystkim duchowni pozbawieni głupim, średniowiecznym zakazem możliwości prowadzenia normalnego życia erotycznego. Rozwód rodziców nie oznacza, że przestają kochać dziecko. Pociecha przeżywa rozwód, czasem obwinia siebie, nieraz jest kartą przetargową między rodzicami, ma problemy psychiczne, ponieważ świat dziecka ulega rozbiciu. Dziecko szuka wsparcia, co jednak nie usprawiedliwia wykorzystywania seksualnego pokrzywdzonego dziecka, bez względu na zawód sprawcy. To,że dziecko chce przytulić się, wymaga wytarcia łez, chce się wypłakać nie oznacza, że ktokolwiek ma prawo wsadzić dziecku łapę do majtek, czy pod bluzkę. I znów pan biskup chcąc oskarżyć rodziców, pogrążył sprawców. Prawdą jest, że w zapobieganiu pedofilii najważniejsze jest to, aby dziecko było kochane, miało komfort psychiczny, aby nie było pozostawione samemu sobie - przed komputerem i na ulicy. Kochać i zapewnić bezpieczeństwo powinna rodzina, nawet, jeżeli nie jest biologiczna. Ideologia gender, a w zasadzie nurt w badaniach humanistycznych zajmujący się problem płci, ma się ni jak do pedofilii. Nauka i równość społeczna, drodzy biskupi, nie fotografują nagich dzieci i nie gwałcą bezbronnych!!!!!!
Edukacja seksualna to broń w walce z pedofilią. Małe dziecko musi mieć świadomość, że nie wszystkie zachowania dorosłych są dobre, musi wiedzieć, co to jest zły dotyk i jak ma reagować, kiedy ktoś robi z nim coś niewłaściwego. Edukacja seksualna jest groźna dla Kościoła, bowiem uświadamia dzieciom, że mają prawo powiedzieć, że nie chcą być dotykane, że mają prawo do własnego ciała i nikomu nie wolno naruszać cielesności, nie wolno bić, dotykać narządów rodnych, całować jeżeli dziecko nie ma ochoty. W bardzo tradycyjnej wersji rodziny - w domu rządził ojciec, a matka miała niewiele dopowiedzenia, dziecko nie miało żadnych praw. Autorytetem był ksiądz, na którego nie można było nic powiedzieć. W tradycyjnej rodzinie panuje przekonanie, że seksualność zaczyna się w noc poślubną, a dziecko jest pozbawione seksualności. Skutkiem takiego przekonania jest nie tylko pedofilia, ale także problemy seksualne nastolatków i nadużycia typu: umieszczanie rozbieranych zdjęć w sieci, gwałty w tej grupie wiekowej. W tradycyjnej rodzinie dziecko jest chowane, karane cieleśnie, nie ma zasady tłumaczenia świata, odpowiadania na pytania, wysłuchania, panuje pogląd, że są ustalone reguły, których obojętnie, czy rozumiesz czy nie, musisz przestrzegać. Księża i inni przedstawiciele innych zawodów uwikłani w pedofilię doskonale wiedzą, że dzięki edukacji seksualnej, dzieci mają świadomość tego, czym jest zły dotyk i mówią o swoich przeżyciach. Nie milczą w pokorze przed autorytetem "wujka" lub księdza, ale opowiadają o niecnych czynach.
2) To jest sytuacja niezawiniona przez rodziców. Dziecko ma prawo do miłości czystej, pięknej, niespaczonej. Rośnie liczba dzieci pokrzywdzonych. - Niejednokrotnie człowiek zagubiony wykorzysta to dziecko, ale to jest problem dorosłych, byśmy nie patrzyli obojętnie na takie sytuacje Dziecko ma prawo do miłości i opieki rodziców, a dzisiaj próbuje się je pozbawić wstydu przez niewłaściwe wychowanie - mówił. I znów mamy żałosne tłumaczenie, że biedny ksiądz wykorzystał skrzywdzone przez rodziców dziecko - to znaczy, że skrzywdził je po raz drugi, zachował się nie jak przyjaciel, ale jak bydle. Wykorzystywania pokrzywdzonego dziecka nic nie usprawiedliwia. Pozbawienie wstydu? Cóż to za kategoria? To nie dziecko ma wstydzić się, że zostało wykorzystane, ale sprawdza. Fakt, że wiele ofiar przemocy wstydzi się tego, co je spotkało , obwinia siebie o całą sytuację i dzięki temu sprawca może działać dalej. Kategoria wstydu, sztucznie wymyślona przez Kościół rzeczywiście chroni sprawców i pozwala na ich dalsze działanie. Dziecko, które mimo upokorzenia i gróźb powie prawdę, to znaczy przełamie wstyd, nawet po wielu latach, jest groźne dla pedofila. Kościołowi chodzi o kategorię wstydu w rozumieniu seksualnym. Jest ona podstawą wizji, że seks jest brudny, zły, uświęcony zostaje jedynie w małżeństwie. Ciało ,zwłaszcza kobiety, kusi czystego mężczyznę i zachęca do współżycia. Kategoria wstydu została wymyślona po to, aby uwiarygodnić postulat czystości przedmałżeńskiej i demonizować seksualność kobiet. Wstyd przyczynił się i w dalszym ciągu jest powodem dramatów tysięcy kobiet, szczególnie zgwałconych i tych, które zaszły w ciążę przed ślubem. Kategorię wstydu należy jak najszybciej wyeliminować ze społecznego myślenia. 3)" Każde dziecko wie, jak jest zbudowana koleżanka czy kolega, i nie musi tego przy świadkach dochodzić - zaznaczył abp Michalik. Podkreślił, że do wychowania dziecka mają prawo ojciec i matka, a szkoła czy państwo ma ich jedynie wspierać". Ten cytat nie pozostawia żadnych wątpliwości - biskupi chcą pozbawić dzieci wiedzy o świecie, ciele, po to, aby były łatwiejszym łupem. Wykorzystują w tym celu rodziców, których oszukują, że edukacja seksualna demoralizuje dzieci. 4) "Kościół jest atakowany, bo musi być niewygodny, jeśli przypomina, że życia trzeba bronić, a nie zabijać - powiedział arcybiskup. Przypomniał, że aborcję, homoseksualizm i seks przedmałżeński Kościół uważa za grzechy. - Ale Kościół nie potępia grzesznika, tylko zachęca do nawrócenia" Biedny Kościół taki nieszczęśliwy atakowany, bo broni wartości. Koń by się uśmiał. Kościół bez wątpienia broni życia poczętego, ale ignoruje i działa na niekorzyść dzieci narodzonych. Ukrywa pedofilię i jak widać po wypowiedziach hierarchy zwala winę na otoczenie, zamiast brać się za sprawców. Niewiarygodne jest tłumaczenie Kościoła "zero tolerancji dla pedofilii", jeżeli szuka się winnych wszędzie, ale nie we własnym kręgu. Przypomnimy, że to właśnie pan Michalik kazał się modlić mieszkańcom Tylawy, którzy od lat byli gnębieni przez księdza pedofila. W swoim piśmie że solidaryzował się z ewidentnym pedofilem i jako "pasterz" wzywał wiernych i współfratrów do solidarności, do okazania wsparcia facetowi, którego sąd skazał. Nie prawdą jest, że pedofilia jest problemem marginalnym - nie ma miesiąca, aby media nie donosiły o kolejnym wykorzystanym seksualnie przez księdza dziecku. Prawdą jest, że biskupi nie dostrzegają problemu i boją się, że edukacja seksualna doprowadzi do ujawniania kolejnych przypadków. Mają świadomość tego, że kończą się beztroskie czasy, kiedy największym złem było oskarżenie księdza o jakikolwiek zły czyn.
5) Stwierdził, że w wielu sprawach wierzący "są winni, jeśli na to pozwalają, jeśli ulegają tym zafałszowanym modom". - Na dzisiejsze czasy trzeba odpowiedzieć naszym większym zaangażowaniem. Nie przemogą Kościoła wrogowie, my sami będziemy go wzmacniać albo osłabiać" No, proszę, mamy kolejnych winnych wierzących. Pozostawię bez komentarza. Warto odnotować, że księża, moderatorzy stowarzyszeń, wspólnot i duszpasterstw archidiecezji przemyskiej stają w obronie abp Michalika i wystosowali list, w którym solidaryzują się hierarchą, a winą z pedofilię obwiniają gender, in vitro i adopcję dzieci przez pary homoseksualne. Jak to nie śmiać się? Czytajcie "Z całym przekonaniem solidaryzujemy się ze słowami naszego Arcypasterza o potrzebie zwrócenia uwagi na wieloaspektowość zagrożeń dla życia moralnego w naszym kraju, o wielorakich zagrożeniach, które dla życia rodziny stanowi ideologia gender, promocja praktyki in vitro i żądania możliwości adopcji dzieci przez pary homoseksualne." (cyt. za portalem Fronda). Co ma in vitro, gender i adopcja dzieci przez pary homoseksualne do niszczenia rodziny i pedofilii doprawdy nie wiem i nie próbuję zgadywać. W Polsce nie możliwa jest adopcja dzieci przez pary homoseksualne. In vitro nie gwałci dzieci, nie niszczy rodziny, ale ją wzmacnia. W Kościele mamy w dalszym ciągu front obrony pedofilów i naprawdę nie łudźmy się, że poza gadaniem o konieczności walki, Kościół pójdzie krok dalej. Nie mają zamiaru informować prokuratury. Możemy liczyć na odkrywanie przyczyn pedofilii, to znaczy na obwinianie wszystkich poza sprawcami w koloratkach.

niedziela, 8 września 2013

Cele i zadania nauki o seksualności człowieka


Wytyczne WHO dotyczące edukacji seksualnej zawierają kilka zasad według, których zajęcia powinny być prowadzone. Przyjrzymy się bliżej wybranym zasadom „1) Edukacja seksualna powinna być dostosowana do wieku, stopnia rozwoju młodych osób i zdolności rozumienia, a także do kultury, z jakiej się wywodzą, uwzględniając społeczno-kulturową tożsamość płci. Powinna też odnosić się do rzeczywistej sytuacji, w jakiej żyją młodzi ludzie. 2)Edukacja seksualna oparta jest na prawach człowieka (seksualnych i reprodukcyjnych)”1 Już pierwszy punkt zadaje kłam tezom powtarzanym przez polskie środowisko konserwatywne i krajowe media, że edukacja seksualna odbiera rodzicom prawo do kształtowania światopoglądu dziecka zgodnie z ich zasadami moralnymi. Twórcy wytycznych wręcz nakazują uwzględnienie kultury i rzeczywistości, w jakiej żyją młodzi ludzie. Fakt. że edukacja seksualna musi być oparta na prawach człowieka i prawach reprodukcyjnych gwarantuje jej bezstronność światopoglądową i uniwersalność oraz nie ingerowanie w religijne kwestie dotyczące moralności. Czytając dalej wytyczne dowiemy się, że edukacja seksualna oparta jest na aktualnych/ sprawdzonych informacjach naukowych”2 oraz na równości płci, samostanowieniu i akceptacji różnorodności. Skoro jest oparta o sprawdzone naukowe informacje nie może być źródłem krzewienia światopoglądów, więc jest przedmiotem dla każdego bez względu na wyznanie. Nie narusza bowiem wolności wyznania. Polscy komentatorzy podkreślają, że akceptacja różnorodności oznacza wprowadzenie tylnym wejściem akceptacji homoseksualizmu, który ich zadaniem zagraża rodzinie. Formułowanie tego typu zarzutów świadczy wyłącznie o obsesji i nienawiści wobec odmienności. To postawa charakterystyczna dla niskiej świadomości zjawisk społecznych, braku tolerancji, zamykaniu się na drugiego człowieka. Ocenianie kogoś przez pryzmat seksualność, odmawianie z tego powodu praw obywatelskich jest łamaniem konstytucyjnej zasady równości wobec prawa, przykładem represji. Wielkim walorem edukacji seksualnej jest pokazywanie różnorodności, kształtowanie postawy, że wartość człowieka określa się po jego charakterze, a nie po tym z kim sypia. Orientacja seksualna nie powinna mieć żadnego znaczenia w społecznym funkcjonowaniu. Na szczęście coraz więcej państw rozumie, że prawa człowieka są ponad wartościami wypływającymi z tradycjonalizmu i legalizuje małżeństwa osób tej samej płci. Niestety w Polsce w wielu kręgach panuje przekonanie, że związki partnerskie ( w tym małżeństwa homoseksualne) zagrażają rodzinie. W jaki sposób rodzinie zagrażają umowy majątkowe, obowiązek alimentacyjny, czy prawo do decydowania o leczeniu i pochówku partnera, czy prawo do odmowy zeznań przed sądem? Są to podstawowe prawa człowieka, których część społeczeństwa jest pozbawiona, bo nie nosi obrączki, czy ma inną orientację seksualną. Sprzeciw wobec akceptacji różności wynika wyłącznie ze strachu, argumentacji ideologicznej i chęci zawłaszczenia społeczeństwa przez jeden światopogląd. Dlatego też każda proponowana zmiana w edukacji , czy w prawie na rzecz tolerancji, poszanowania praw człowieka i wolności obywatelskich jest potępiana pod płaszczykiem ochrony rodziny opartej na małżeństwie kobiety i mężczyzny. Bez wątpienia tradycyjne małżeństwo pozostanie podstawową komórką społeczną. Celami edukacji seksualnej są ;
„Stworzenie społecznego klimatu tolerancji, otwartości i szacunku w odniesieniu do seksualności, różnych stylów życia, postaw i wartości 2)Respektowanie różnorodności seksualnych, różnorodności związanych z płcią i świadomości dotyczącej tożsamości seksualnej i ról przypisywanych płciom.3 Powyższy cytat nie spodoba się konserwatystom, bowiem zawiera się w nim sprzeciw wobec nietolerancji, stereotypów płciowych. Edukacja seksualna w rozumieniu konserwatystów ma opierać się na nauce największej instytucji religijnej, promować czystość przed ślubem i rodzinę opartą na małżeństwie kobiety i mężczyzny ze sporą gromadką dzieci. Wszelkie modyfikacje tej wizji , np: samotne rodzicielstwo, czy związek bez ślubu spotykają się z agresją, oskarżeniami o niszczenie rodziny. Dla tych środowisk postulat szacunku dla różnorodności, dla innych życiowych postaw jest niemożliwy do zaakceptowania. Punkt drugi demaskuje kolejne kłamstwo polskich mediów jakoby edukacja seksualna niszczyła naturalne role płci. Autorzy wytycznych mówią o respektowaniu ról płciowych, ale nie może się to odbywać w duchu dyskryminacji. Żadna edukacja seksualna nie zmieni tego, że to kobieta zachodzi w ciążę i rodzi dzieci, ale ten fakt nie może być przyczyną, dla których odbiera się kobiecie prawo do własnego życia, pracy zawodowej, a nawet do ochrony godności. Kobieta może realizować się zarówno jako mama, jak i bardzo dobry pracownik, czy dyrektor firmy. Bycie mężczyzną nie oznacza braku udział w pielęgnacji dzieci i zabawach. Edukacja seksualna służy w umacnianiu ludzi w dokonywaniu świadomych wyborów w oparciu o zrozumienie i szacunek w stosunku do siebie i partnera. Zapewnia wiedzę dotyczącą ludzkiego ciała. Zgodnie z prezentowanymi wytycznymi edukacja seksualna ma na celu nauczenie „ wyrażania uczuć i potrzeb, doświadczania w przyjemny sposób seksualności i rozwinięcia ról płciowych i tożsamości seksualnej. Umożliwienie zdobycia odpowiednich informacji o fizycznych, kognitywnych, społecznych, emocjonalnych i kulturowych aspektach seksualności, antykoncepcji, zapobieganiu chorobom przenoszonym drogą płciową i HIV, a także wymuszeniach seksualnych” Ważnym aspektem edukacji seksualnej jest także „zapewnienie koniecznych umiejętności życiowych umożliwiających radzenie sobie z seksualnością i związkami. Umożliwienie budowania związków, w których istnieje obopólne zrozumienie, związków opartych na równości oraz szacunku dla potrzeb innych osób i wyznaczonych przez nie granic. To z kolei przyczynia się do zapobiegania wykorzystaniu seksualnemu i przemocy.”4
Przeglądając rewelacje prasowe na temat edukacji seksualnej można było natrafić na argumenty typu, że edukacja seksualna jest pożywką dla pedofilii, bowiem jacyś zboczeńcy mają pokazywać na dzieciach ich miejsca intymne. O absurdalności tego zarzutu nie będę wypowiadała się, spuszczę zasłonę milczenia, w myśl zasady, że pewnych idiotyzmów nie należy obarczać fachowym komentarzem. Warto zaznaczyć, że w omawianych standardach znajduje się wzmianka o sposobie prowadzenia edukacji seksualnej. Na lekcjach należy zapewnić uczniowi: „poczucie bezpieczeństwa uczniom: należy szanować ich prywatność i respektować wyznaczone przez nich granice. Chociaż uczniów zachęca się do otwartości, należy jednak pamiętać, aby nie dzielili się oni swoimi doświadczeniami, ponieważ klasa szkolna nie jest odpowiednim do tego miejscem, a ponadto tego typu postępowanie może spowodować ich wykluczenie. Należy stworzyć atmosferę wzajemne-go zaufania poprzez ustalenie zasad, z którymi godzą się wszyscy członkowie danej grupy.”5 Jak widać, upadł kolejny mit, tym razem o deprawowaniu uczniów na lekcji wychowania seksualnego, o emocjonalnym gwałceniu uczniów i obdzieraniu ich z niewinności. Autorzy wytycznych uznają prawo rodziców do wpływania na treści przekazywane na lekcjach wychowania seksualnego. „Rodzice są zaangażowani w prowadzoną w szkole edukację seksualną, co oznacza, iż są oni poinformowani wcześniej o jej rozpoczęciu. Daje im to możliwość wyrażania własnych życzeń oraz zastrzeżeń. Szkoła i rodzice nawzajem wspierają się w procesie ciągłego wychowania seksualnego. Korzystna jest również współpraca z innymi osobami i instytucjami mającymi istotną rolę w procesie edukacji seksualnej (społeczne i kościelne organizacje młodzieżowe, opieka społeczna, usługi zdrowotne i doradztwo, grupy religijne.”6 Prawdę mówiąc widząc wrogość wielu instytucji społecznych do edukacji seksualnej , trudno jest mi sobie wyobrazić współpracę organizacji kościelnych z edukatorami seksualnymi. No, chyba, że edukatorzy pokornie przyjęliby założenia narzucone przez prawicowe środowiska, ale wtedy całą edukację seksualną trzeba by wyrzucić do kosza. Edukacja seksualna nie demoralizuje dzieci, nie zagraża rodzinie. To właśnie brak edukacji seksualnej jest groźny dla rodziny. Żyjemy w czasach seksualizacji mediów, wszechobecnej pornografii, postawy braku szacunku wobec własnego ciała. Młodzież rozpoczyna współżycie coraz wcześniej, nie przestrzega zakazu seksu przed ślubem. Rozpoczynając życie seksualne młody polski obywatel nie ma żadnej wiedzy na temat skutków zbyt wczesnego rozpoczęcia współżycia, nie posiada wiarygodnych informacji o antykoncepcji. Skutkiem lekkomyślnego postępowania jest niechciana ciąża i dramat. Rodzice często uważają ciążę nastolatki lub studentki za wstyd, ujmę na honorze i zmuszają do aborcji lub wyrzucają z domu. Taka sytuacja jest prawdziwym zagrożeniem dla bytu rodziny, dla więzi międzyludzkich. Rodzinie nie zagraża to, ze czterolatek będzie wiedział, czym różni się chłopczyk od dziewczynki, a 10 latek będzie posiadał wiadomości na temat związków międzyludzkich, higieny intymnej, czy roli prezerwatywy.