Blog o tematyce kobiecej i społecznej. Moda, antykoncepcja, dieta, prawa kobiet, dzieci i zwierząt, wychowanie. Blog dla wszystkich, którzy chcą rozmawiać bez obaw o obrazę uczuć. Blog dla reklamodawców - dziennie nawet 200 wyświetleń.
Mój ostatni wpis spotkał się z dużym oburzeniem wśród zwolenników zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej. Nie było praktycznie żadnych sensowych argumentów do dyskusji. W moją stronę poleciały obelgi o zaburzeniach psychicznych. Strona pro-life (zwolennicy PiS-u i Kukiz15, narodowcy) nie są w stanie podjąć merytorycznej dyskusji z prostej przyczyny- nie potrafią czytać tekstów źródłowych ze zrozumieniem i są bardzo podatni na propagandę uprawianą w mediach przez autorów projektu. Brakuje im podstawowej wiedzy. Z drugiej strony ustawa jest tak skonstruowana, aby na pierwszy rzut oka nie budziła zastrzeżeń natury medycznej.Teoretycznie kobieta i lekarz są bezpieczni- w końcu lekarz może podjąć leczenia ciężarnej w sytuacji, kiedy to leczenie wiąże się z ryzykiem utraty ciąży, ale (i tutaj mamy kluczowe słowo) tylko w sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia matki. To znaczy, jeżeli życie matki dosłownie nie wisi na włosku, lekarz nie może ryzykować- musi czekać do stanu zagrożenia życia matki. W przeciwnym razie, jeżeli następstwem leczenia będzie utrata ciąży, lekarz zostanie oskarżony o nieumyślne spowodowanie śmierci płodu i grozi mu TRZY LATA WIĘZIENIA.
Szanowni czytelnicy, jeżeli dokładnie przeczytacie projekt ustawy, to zauważycie, że ani razu nie zostało tam użyte słowo ABORCJA. Tylko w jednym miejscu pomysłodawca projektu wspomina o "powodowaniu śmierci dziecka poczętego", w kilku paragrafach mówi o karach za pomoc i za zmuszanie do przerwania ciąży. Przypominam, że aborcja jest działaniem celowym. Autorzy koncentrują się na nieumyślnym spowodowaniu śmierci dziecka poczętego, co nie ma nic wspólnego z aborcją. Ujęcie w projekcie sytuacji o charakterze leczniczym, które mogą spowodować utratę ciąży, wprowadzenie pojęcia nieumyślnego spowodowania śmierci dziecka poczętego jest sprzeczne z główną ideą projektu i nie dotyczy tematu ustawy. Poronienie, obumarcie płodu to nie są działania celowe, więc nie mogą podchodzić pod aborcję. Projekt nie spełnia kryterium ustawy antyaborcyjnej, ponieważ autorzy mieszają dwa porządki: aborcję jako działanie celowe i ciążę patologiczną (zagrożoną). Jaki jest cel projektu? Kryminalizacja poronienia, utrudnianie prowadzenia ciąży, zastopowanie rozwoju medycyny prenatalnej i in vitro, które według obrońców życia są wyrokiem śmierci dla "dziecka poczętego" i są równoznaczne z aborcją. Fundacja Pro Prawo do Życia od 2011 roku usiłuje przeprowadzić zakaz badan prenatalnych gdyż ich zdaniem badania są przyczyną zabijania płodów z zespołem Downa. Oczywiście żadnych akcji edukacyjnych na temat zespołu Downa Fundacja nie prowadzi. Próżno szukać na ich stronach informacji o stowarzyszeniach skupiających rodziców dzieci z zespołem Downa.
Nie dajcie się nabrać na hasła o ratowaniu życia dzieci. W ustawie nie chodzi o walkę z aborcją. Gdyby ustawa faktycznie miała na celu ochronę płodu przed aborcją, to niepotrzebny byłby paragraf o nieumyślnym spowodowaniu śmierci dziecka poczętego. Aborcja jest zawsze działaniem celowym.
Ordo Iuris manipuluje ustawą, celowo wprowadza w błąd i oskarża środowiska lewicowe o szerzenie nieprawdziwych informacji. Ustawa przewiduje odpowiedzialność karną za nieumyślne spowodowanie śmierci płodu- oznacza to, że poronienie, wewnątrzmaciczne obumarcie płodu, fakt, że mimo leczenia nie uda uratować dziecka albo przedwczesny poród w celu ratowania dziecka lub matki w przypadku, kiedy dziecko umrze oznacza w dwóch pierwszych przypadkach ciąganie załamanej , zrozpaczonej kobiet do prokuratury, a dwa następne przypadki 3 lata więzienia dla lekarza. Kobieta po poronieniu potrzebuje wsparcia, a nie ciągania do prokuratury. Jej los zależy od stopnia uległości prokuratora wobec kościoła i władzy. Znajdzie się nadgorliwiec, który w poronieniu do 12 tyg. ciąży będzie dopatrywał się celowego działania
Warto wiedzieć, że nieprawdziwe są wieści rozpowszechniane przez zwolenników ustawy, że kobiety nie będą karane za poronienie. Ustawa przewiduje odpowiedzialność karną kobiety za nieumyślne spowodowanie śmierci płodu, jeżeli poronieniu towarzyszą dodatkowe okoliczności. Jeżeli badanie szczątków po poronieniu wykażą, że płód miał uszkodzenie genetyczne, to kobieta jest bezpieczna- nie zawiniła. Jeżeli przyczyną poronienia będzie stres, choroba, wypadek, czy leki na różne schorzenia, to kobieta musi się liczyć z tym, że będzie ciągana do prokuratury, a o jej losie będzie decydował humor prokuratora i sędziego- można odstąpić od wymierzenia kary. Widać wyrazie, że czym innym jest odstąpienie od wymierzenia kary, a czym innym nie popełnienie przestępstwa. Każda dodatkowa okoliczność towarzysząca poronieniu może być podstawą do zawiadomienia prokuratury. Nie jest to histeria zwolenników obecnej ustawy i straszenie, ale realna groźba. Przepisy są niejasne i dają olbrzymie pole do nadinterpretacji, co zagraża rodzinie, życiu i wolności kobiet.
Kto będzie rozstrzygał, czy poronieniu towarzyszyła inna okoliczność-czy np: infekcja,upadek z roweru, stres, nieostrożne zażycie leków nie będą uznane za inne okoliczności i będą pretekstem do zawiadomienia policji?.
Kobiety będą bały się zgłaszać dolegliwości ciążowych, aby nie być narażonej na oskarżenie, mimo, że bardzo często można wstrzymać rozpoczynające się poronienie.
Aby zrozumieć prawniczy bełkot autorów trzeba wiedzieć jaka jest różnica między "nie podlega karze', a nie popełnia przestępstwa. Odnośnie lekarzy - przestępstwa nie popełnia lekarz, który działa w sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia, czy przy krwotoku w ciąży pozamacicznej. Ale jeżeli lekarz nie jest w sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia, to musi czekać z ratowaniem ciężarnej o chwili, aż jej życie zawiśnie na włosku. Jeżeli operacja prenatalna na płodzie nie powiedzie się lekarz będzie się tłumaczył przed prokuratorem. To jest w tych punktach, tylko trzeba umieć czytać ze zrozumieniem, a nie ulegać propagandzie obrony życia i ataku morderców jaką serwują autorzy.
Ta ustawa to wyrok śmierci dla kobiet i płodów, zemsta na ginekologach. Wykreślenie badań prenatalnych , wprowadzenie kar dla lekarzy, którzy diagnozują i próbują leczyć prenatalnie, jeżeli leczenie nie powiedzie się oznacza wyrok śmierci na płody, które można dzisiaj leczyć. Podchodzi to pod nieumyślne spowodowanie śmierci.en zapis jest zagrożeniem dla kobiet chorujących na cukrzyce, schorzenia kardiologiczne, nowotwory. Leki mogą działać niekorzystnie na płód. Lekarz nie będzie mógł ich podać, ponieważ mogą być zagrożeniem dla płodu. Obecnie lekarz ocenia ryzyko. Po wejściu w życie ustawy za stworzenie niebezpieczeństwa dla płodu, lekarz pójdzie siedzieć , to oznacza, że ciężarne z nowotworami będą umierały masowo. Ich płody - "dzieci poczęte" o które tak walczą autorzy ustawy, będą umierały wraz z matkami.
Przeglądając media, zarówno telewizję, jak i internet, czytając różnorodne badania, np: "diagnozy społecznej" wynika, że w Polsce rodzi się coraz mniej dzieci. Aż 3 mln bezdzietnych Polaków między 16. a 34. rokiem życia deklaruje, że chciałoby mieć choć jedno dziecko. Co piąty z nich zapewnia, że od jakiegoś czasu stara się o potomstwo, ale bez skutku. Pozostali świadomie rezygnują z rodzicielstwa.
Pojawia się pytanie, dlaczego Polacy rezygnują z potomstwa. Na pierwsze miejsce wysuwają się problemy materialne. Aż 45 proc. kobiet i 43 proc. mężczyzn przekonuje, że nie może mieć dziecka ze względu na brak pracy i pieniędzy. Co trzeci nie decyduje się na dziecko,bo jest niepewny swojej przyszłości, a co piąty z powodu złych warunków mieszkaniowych.
Z badania „Diagnozy Społecznej” wynika także, że Polacy nie decydują się na dziecko ze względu na wysokie koszty wychowania i wykształcenia. Niska płodność to problem dopiero co piątej pary. Dość spora grupa Polaków nie decyduje się na dziecko, bo nie może znaleźć odpowiedniego partnera (19 proc. kobiet i tyle samo mężczyzn) lub uważa, że to dla nich zbyt duża odpowiedzialność (6 proc. kobiet i 8 proc. mężczyzn).
Badania dużo mówią. Polacy nie chcą mieć dzieci, bo nie czują się bezpiecznie w swoim państwie. Tymczasem od różnej maści prawicowych polityków i dziennikarzy słyszymy, że rodzinie zagraża antykoncepcja, in vitro, związki partnerskie, edukacja seksualna, parady równości, gender, homoseksualiści. Zastanawiam się w jaki sposób mojej rodzinie może zagrozić sąsiad gej lub para żyjąca bez ślubu? W jaki sposób rodzinie zagraża in vitro, skoro dzięki niemu małżeństwo zmagające się z bezpłodnością staje się rodziną? W jaki sposób rodzinie zagraża antykoncepcja i edukacja seksualna?
Śledząc tok myślenia prawicy można dojść do następujących wniosków.
1) Ideałem rodziny jest małżeństwo zawarte w kościele katolickim, stosujące się do nauki kościoła, mające gromadkę dzieci. Taki związek ich zdaniem jest trwały, bo większa liczba dzieci zniechęca do rozwodu. Fakt, jeżeli ktoś ma 7 dzieci, kobieta nie pracuje zawodowo, zajmuje się domem, raczej nie wystąpi o rozwód, nawet jeżeli doświadcza przemocy domowej. Będzie żyła w piekle. Pytanie - czy taka rodzina jest zdrowa dla dzieci, uczy szacunku do drugiego człowieka, kształtuje kręgosłup moralny? Raczej nie. Doświadczanie przemocy, biedy, bycie świadkiem zachowań przemocowych wobec najbliższych zostawia trwały ślad w psychice, negatywnie wpływa na osobowość i kształt przyszłej rodziny dziecka wychowanego w takim domu. Oczywiście, jest tysiące wielodzietnych, kochających się rodzin, dlatego nie można generalizować, tak samo, jak nie należy narzucać wszystkim jednego modelu rodziny.
2) Antykoncepcja i edukacja seksualna według konserwatystów to droga do zdrady, rozpusty i bezpłodności.
Tego typu bzdur nie sposób komentować. Wynikają one z utopijnej wizji świata, w której młody człowiek nie wie, co to seks, nie widzi nagości w reklamie, telewizji, sieci, nie współżyje przed ślubem. Problem w tym, że jest to wizja utopijna, z czasów przed powszechnym dostępem do internetu. Osoby wygłaszające takie tezy, wierzą, że nastoletnia młodzież chodząca na religię i do kościoła, wychowana po katolicku nie współżyje. Ich zdaniem należy je chronić nawet przed słowem seks, nie wolno mówić o seksualności, bo to sprawi, że rozpoczną życie seksualne. Nastolatki i tak mają za sobą pierwszy raz, nie mają z kim porozmawiać o swoich problemach, nie zabezpieczają się, efektem czego są ciąże. Jeżeli skończy się tylko na ciąży, to jeszcze dobrze - ciąża nie trwa wiecznie, a młoda mama przy wsparciu rodziny poradzi sobie z opieką nad niemowlakiem i skończy szkołę. Gorzej jeżeli dochodzi do molestowania, gwałtu, dodawania kompromitujących, seksualnych filmików i zdjęć do sieci. Wtedy pojawiają się problemy psychiczne, kończące się nieraz próbą samobójczą
3) Każdy związek poza sakramentalnym małżeństwem to patologia, niszczenie rodziny. Oczywiście, nie obchodzi tych ludzi, że we współczesnym społeczeństwie są różne modele rodziny : konkubinaty, rodziny niepełne, sytuacje, których dziecko wychowuje się z mamą i babcią, itp. Są to tak samo normalne, zasługujące na szacunek rodziny, w których dzieci otrzymują miłość i ciepło.
4) In vitro niszczy rodzinę, bo dziecko poczyna się poza aktem małżeńskim, świadczy o braku miłości.
Kolejna krzywdzące kłamstwo. Aby przejść leczenie niepłodności związek musi być naprawdę mocny. Dla mediów konserwatywnych in vitro to wszelkie zło, złamanie praw natury, poczęcie niegodne człowieka. Jakoś nie przeszkadza im poczęcie w wyniku gwałtu, które uważają za równoprawne z łożem małżeńskim. Najważniejsze, że doszło do kontaktu narządów rodnych, a poczęcie nastąpiło w kobiecie. To, czy ona tego chciała, czy ojcem jest zboczeniec, czy ukochany partner nie ma znaczenia. Przeszkadza in vitro - poczęcie również w wyniku miłości - uczucia tak silnego, że nie zniszczyła go niepłodność.
Badania opinii publicznej pokazują wyraźnie, że Polacy nie mają dzieci, ponieważ nie czują bezpieczeństwa socjalnego - mieszkania są bardzo drogie, sporo ludzi pracuje na śmieciowych umowach, więc nie ma gwarancji pracy i zdolności kredytowej. Problemem jest brak możliwości skutecznego leczenia niepłodności dla osób zarabiających poniżej średniej krajowej, których nie stać na kolejne kredyty,a by opłacić przygotowanie do in vitro i sam zabieg. Koszty wychowania są wysokie - opłaty za żłobki, przedszkola to poważny wydatek. Do tego wysokie ceny ubrań, zabawek, podręczników wynikające z nałożenia większego VAT-u. Jeżeli dołożymy do tego drogie leki i operacje w przypadku wad wrodzonych, to mamy cały obraz bardzo złej sytuacji rodzin w Polsce. Problemem jest także przemoc w stosunku do kobiet i dzieci, zbyt niskie wyroki sądowe za przemoc domową i niedostateczna pomoc dla ofiar. Polki chętnie rodzą dzieci poza granicami kraju. Mają wsparcie finansowe, łatwiejszy dostęp do mieszkań.
Rodzinie trzeba pomóc, a nie utrudniać funkcjonowanie tworząc bariery natury moralno-religijnej. Brak dofinansowania in vitro, ustawy o związkach partnerskich to skutek uległości polityków wobec kościoła. Politycy powinni zacząć od ograniczenia możliwości zawierania umów śmieciowych, od zakazu zwalniania kobiet w ciąży i na urlopach wychowawczych. Rząd powinien zainwestować w tanie budownictwo socjalne i komunalne, zamiast finansowania religii w szkole, obecności kapelanów w szpitalach ,służbach mundurowych, czy dotowania uczelni katolickich i budowy Świątyni Opatrzności Bożej oraz innych zbędnych wydatków. Jako ateistka, wydatki z budżetu państwa na kościół katolicki uważam za zbędne, szkodliwe i sprzeczne z Konstytucją, gwarantującą wolność wyznania i rozdział kościoła od państwa. Przydałby się dłuższe, obowiązkowe urlopy tacierzyńskie, minimum miesiąc, które zrównałyby szansę kobiet na rynku pracy. Tanie żłobki, przedszkola prowadzone przez gminy, a prywatne osoby oraz elastyczne godziny pracy dla młodych rodziców (w branżach, których jest to możliwe) powinny być standardem.