VigLink

Witam i zapraszam
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą etyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą etyka. Pokaż wszystkie posty

piątek, 2 grudnia 2016

SPRZECIW WOBEC OBECNOŚCI WOJTYŁY NA ETYCE


UWAGA, W PODSTAWIE PROGRAMOWEJ ETYKI ZNALAZŁ SIĘ PUNKT- ETYKA K. WOJTYŁY. PROTESTUJĘ. Wysłałam opinię do Ministerstwa. Szanowni Państwo,W MEN wierzą Państwo, że wszyscy Polacy są katolikami. Tak nie jest. Jako niewierzący rodzice posyłamy swoje dziecko na etykę.Ze dziwieniem i oburzeniem przeczytałam podstawę programową etyki, w której znalazłam punkt/; etyka K. Wojtyły .Proszę o usunięcie tego punktu .UZASADNIENIE Etykę wybierają niewierzący rodzice. Dla nas umieszczenie K. Wojtyły w podstawie programowej przedmiotu, który z założenia jest neutralny światopoglądowo, jest obrazą oraz znieważeniem osób innego wyznania. Jest to pogwałcenie konstytucyjnej zasady wolności wyznania, prawa rodziców do wychowania dziecka zgodnie ze swoim światopoglądem i prawa każdego człowieka do nieujawniania swoich religijnych przekonań. Niewierzący rodzice posyłają dzieci na etykę również w celu ochrony przed kultem świętych i nachalną obecnością kościoła w życiu dziecka. Obecność twórczości K. Wojtyły to brutalne wpychanie ideologii kościelnych w umysły dzieci, których rodzice nie życzą sobie indoktrynacji religijnej.

poniedziałek, 21 lipca 2014

O czym zapominają obrońcy sumienia Chazana


Sprawa prof. Chazana pokazała, jak niebezpieczna dla człowieka może być "Deklaracja wiary". Wbrew temu, co piszą katolickie media wcale nie chodzi o odmowę aborcji. Uniemożliwienie aborcji to zaledwie wierzchołek góry lodowej - temat ,który można w prosty sposób rozwiązać -Ministerstwo Zdrowia lub Narodowy Fundusz Zdrowia powinni udostępnić listę szpitali, w których jest choć jeden lekarz wykonujący procedurę aborcji w przypadkach przewidzianych prawem, wraz z wykazem potrzebnych dokumentów i harmonogramem wykonywania zabiegów. Można założyć, że szpital prowadzący oddział patologii ciąży, powinien przeprowadzać aborcje w przypadku uszkodzenia płodu. Minister tłumaczy, że kontrakt ginekologii obejmuje również aborcję, jednakże są szpitale, które mimo obowiązku odmawiają i bezprawnie stosują klauzulę sumienia na cały szpital, pozostawiając pacjentkę samą - nawet nie informują o innym miejscu, gdzie mogłaby dochodzić swoich praw. Uznają, że poinformowanie pacjenta jest współudziałem w "zbrodni" i kłóci się z klauzulą sumienia. Jest czymś oczywistym, że lekarz ma prawo do swojego sumienia. Jest to zgodne z prawem międzynarodowym - art. 9 ust. 2 Konwencji Europejskiej o Podstawowych Wolnościach i Prawach Człowieka. Klauzuli sumienia nie wolno także – do czego nawołują niektórzy politycy o radykalnie przeciwnych poglądach – całkowicie wyeliminować, bo na to nie zezwala art. 10 karty Praw Podstawowych i inne akty międzynarodowe. Krótko mówiąc, klauzula zezwala lekarzowi na bezkarne nieposłuszeństwo wobec obowiązującego i demokratycznie ustanowionego prawa (legalna aborcja), pod warunkiem spełnienia obowiązku informacyjnego (wskazania miejsca, gdzie zabiegu można dokonać). Fundamentaliści katoliccy mówią o wolności religijnej jako podstawowym prawie człowieka zagwarantowanym w Konstytucji. Powstaje pytanie - co ma wspólnego wolność religijna z wykonywaniem zawodu? Czy ktoś odmawia katolikowi wstępu na studia medyczne, bycia lekarzem? Nie. Z kolei katolik w lekarskim kitlu nie raz powołując się na swoje przekonania religijne odmawia pacjentom realizacji ich podstawowych praw do świadczeń medycznych i nadużywa klauzuli sumienia. Przywilej pozwala na odmowę czynności, w której bierze się bezpośredni udział: aborcji, eutanazji, tworzenia zarodków. Z drugiej strony nie pozwala na odmowę wypisywania antykoncepcji, skierowań na badania prenatalne,wydawania wyników. Niestety lekarze katoliccy łamią przepisy i uważają, że mają prawo wywyższać swoje sumienie i religię nad pacjenta i jego moralne zasady. Konstytucja dokładnie określa w artykule 53 zakres wolności religijnej. " Wolność religii obejmuje wolność wyznawania lub przyjmowania religii według własnego wyboru oraz uzewnętrzniania indywidualnie lub z innymi, publicznie lub prywatnie, swojej religii przez uprawianie kultu, modlitwę, uczestniczenie w obrzędach, praktykowanie i nauczanie. Wolność religii obejmuje także posiadanie świątyń i innych miejsc kultu w zależności od potrzeb ludzi wierzących oraz prawo osób do korzystania z pomocy religijnej tam, gdzie się znajdują." "Wolność uzewnętrzniania religii może być ograniczona jedynie w drodze ustawy i tylko wtedy, gdy jest to konieczne do ochrony bezpieczeństwa państwa, porządku publicznego, zdrowia, moralności lub wolności i praw innych osób." - JAK WIDAĆ NIE MA TUTAJ SŁOWA O TYM, ŻE RAMACH WOLNOŚCI RELIGIJNEJ MOŻNA ODMÓWIĆ UDZIELANIA ŚWIADCZEŃ MEDYCZNYCH. WRĘCZ PRZECIWNIE - KONIECZNOŚĆ OCHRONY ZDROWIA, WOLNOŚCI I MORALNOŚCI INNYCH OSÓB SPRAWIA, ŻE ODMAWIANIE USŁUG MEDYCZNYCH ZE WZGLĘDU NA RELIGIĘ NIE MA UMOCOWANIA PRAWNEGO. Religia nie stanowi prawa. Gdyby tak było mielibyśmy państwo wyznaniowe na wzór państw islamskich, w którym nie obowiązują prawa człowieka, a osobę można zamordować za seks przedmałżeński. Normy prawne chronią przed religijnym chaosem. Trudno wyobrazić sobie funkcjonowanie państwa w oparciu o prawa wspólnot religijnych. Specjaliści od moralności katolickiej ukształtowali bardzo interesujący obraz katolickiego sumienia, który ogranicza się do ingerowania jedynie w życie kobiet. Według katolickiego sumienia zbrodnią jest wypisywanie antykoncepcji i skierowań na badania prenatalne. Lekarz -katolik nie może wykonać aborcji, ani eutanazji, dokonać in vitro. Nie tylko uczestnictwo w zabiegach jest niedopuszczalne - również informowanie o nich, bowiem zdaniem katolików ogranicza to klauzulę sumienia i czyni ich współwinnymi zbrodni. Zauważmy, że katolickie sumienie nie potępia brania łapówek, nie wypowiada się o kolejkach, czy za drogich lekach. Katolickie sumienie nie ma nic przeciwko dostępowi pacjentów do leków stosowanych bez recepty, o wiele bardziej szkodliwych niż antykoncepcja i utrudniających diagnozę. Katolickie sumienie nie widzi nic złego w oszukiwaniu pacjentów, w posługiwaniu się sprzecznymi z wynikami badań naukowych informacjami o antykoncepcji, w zastraszaniu pacjentów. Katolickie sumienie to misja nawrócenia pacjenta na bożą drogę. Według deklaracji pani Wandy lekarz katolik może odmówić leczenia narządów rodnych i ludzi nieżyjących w związkach sakramentalnych. Krótko mówiąc lekarz -katolik może nam nie wyciąć narządu rodnego zaatakowanego przez guza lub raka, bo jest to miejsce "sacrum dane przez Boga do współpracy z nim w dziele powołania życia" . Lekarz-katolik może odmówić przyjęcia pacjenta, który żyje w małżeństwie cywilnym, w konkubinacie lub, o zgrozo, w związku homoseksualnym. Sumienie katolickie nie uznaje prawa państwowego tylko kieruje "nauką kościoła oświeconą duchem świętym" i swoją praktykę medyczną musi dostosować do owej nauki. Biskupi i prawnicy o prawicowych poglądach zapominają o jednym - że lekarz nie leczy powietrza, ale ludzi i w swojej pracy ma obowiązek udzielania porad medycznych i liczenia się ze zdaniem pacjenta. Polska Konstytucja w art.68 mówi o prawie każdego obywatela do świadczeń medycznych,niezależnie od jego światopoglądu. "Każdy ma prawo do ochrony zdrowia. Obywatelom, niezależnie od ich sytuacji materialnej, władze publiczne zapewniają równy dostęp do świadczeń opieki zdrowotnej finansowanej ze środków publicznych. Warunki i zakres udzielania świadczeń określa ustawa." Poza tym Kodeks Etyki Lekarskiej w artykule 3 nakazuje lekarzowi poszanowanie człowieka bez względu na wiek, płeć, rasę , wyznanie, poglądy polityczne, sytuację materialną. Artykuł 13 Kodeksu Etyki Lekarskiej stwierdza, że obowiązkiem lekarza jest respektowanie praw pacjenta do świadomego udziału w podejmowaniu decyzji dotyczących jego zdrowia. Warto zaznaczyć, że preambule Konstytucji ujęte osoby, które nie popierają wiary w Boga i nie wolno ich dyskryminować. Słusznie zauważyła pani prof. Ewa Łętowska, że "W prawie obowiązującym, w granicach prawnie dopuszczalnej aborcji płód nie podlega ochronie prawa. To jest oddane sumieniu matki. Matki, nie lekarza. Ten ostatni ma się troszczyć o własne sumienie. I klauzula sumienia lekarza, i prawo kobiety do legalnego zabiegu oparte są na poszanowaniu praw obu stron. Tak samo dobre jest sumienie lekarza, jak i kobiety, która dokonanie legalnej aborcji uważa za zgodne z własnym sumieniem." Katolicy zapominają, że lekarz nie może myśleć tylko o swoim zbawieniu, ma szanować sumienie pacjenta, które może mieć inne zasady o jego katolickiego sumienia. Moralność wywodzi się z różnych źródeł i nie wolno katolikowi narzucać swoich poglądów innym ludziom, ani wychodzić z założenia, że tylko jego moralność jest uzasadniona i umocowana etycznie. Wyraźnie widać, że prawo do wolności wolności sumienia, jak i do ochrony zdrowia wywodzą się z Konstytucji, więc są równoprawne, lekarz ma obowiązek powiadamiania, gdzie można uzyskać daną usługę, której on nie wykonuje, nie może stawiać swojego sumienia wyżej od sumienia pacjenta. Poza tym pacjent ma zagwarantowane prawo do informacji o stanie swojego zdrowia i do podejmowania decyzji. Sytuacja, w której lekarz mówi pacjentce, że nie przepisze antykoncepcji, nawet w przypadku gwałtu, bo jest w odpowiednim wieku do rodzenia jest niedopuszczalna. Sprzeczne z prawem jest podejmowanie decyzji za pacjenta. Nie miejmy złudzeń, że w klauzuli sumienia chodzi o obronę życia poczętego- chodzi wyłącznie o władzę nad kobietami i ograniczenie praw reprodukcyjnych, o narzucenie jednego światopoglądu w ramach ewangelizacji (na siłę, przez zmianę prawa) i rzekomego prawa do wolności religijnej. Tyle, że wolność religijna nie obejmuje odmawiania świadczeń medycznych!!!!!!!

czwartek, 22 sierpnia 2013

Masz prawo do etyki


Zbliża się nowy rok szkolny, pierwsze zebrania rodziców i odwieczne pytania o oświadczenie w sprawie religii. Na temat katechezy w szkole napiszę kolejny post. Teraz chciałabym skupić się na lekcjach etyki, a w zasadzie ich braku. Od dwóch lat nie mogę doprosić się lekcji etyki w szkole mojej córki. Odpowiedź dyrekcji jest jednoznaczna - nie zgadza się na nią organ prowadzący szkołę, nie ma funduszy. Pieniądze na religię są, ale to już inna sprawa. Nie tylko ja mam taki problem. Mają go wszyscy niewierzący, którzy muszą w polskiej szkole znosić upokorzenia. Szkoła zamiast promować różnorodność,pokazywać świat, uczyć logicznego myślenia, promować tolerancję, wolnomyślicielstwo ogranicza poznanie do jedynie słusznej koncepcji religijnej. Nie łudźmy się, że treści religijne kończą się na katechezie. Są obecne w podręcznikach do języka polskiego, biologii, wychowania do życia w rodzinie. Msze są obowiązkowym elementem szkolnych uroczystości. W niektórych szkołach obowiązkowym elementem dużej przerwy jest odbycie modlitwy. Sprzeciw nie wchodzi w grę, bo dyrekcja popiera pomysły katechetów. Nikt nie liczy się z uczuciami osób niewierzących, czy nawet uczniów, którzy mogą mieć inne poglądy niż ich katoliccy rodzice. Przy okazji chciałabym polecić wszystkim ateistom i ludziom wierzącym, którym nie podoba się postępowanie kleru stronę , na której znajdą kulturalną i merytoryczną krytykę Kościoła. Polecam czytanie profilu na FB "Ateiści, Agnostycy, Sceptycy-Strefa wolna od zabobonów", na której bez obawy o obrazę uczuć religijnych możecie podyskutować i wyrazić swoją złość na postępowanie funkcjonariuszy kościelnych Niewierzący rodzic nie musi godzić się na lekcje katechezy, może wybrać etykę. Szkoła ma obowiązek organizowania etyki, jeżeli chętnych jest siedem osób. Często jest tak, że nikt rodziców nie pyta, czy życzą sobie etyki, a lekcja nie jest uwzględniana w planie nauczania. Niewiele osób wie, że dla mniejszej liczby uczniów w klasie lub oddziale lekcje etyki powinny być zorganizowane w grupie międzyoddziałowej lub międzyklasowej. Oznacza to, że w takiej sytuacji, lekcje etyki ma organizować organ prowadzący szkołę, jest to najczęściej gmina. Do grupy międzyszkolnej mogą uczęszczać uczniowie szkół prowadzonych przez różne organy prowadzące, które ustalają, w drodze porozumienia, zasady jej prowadzenia. Oznacza to, że mogą być tworzone np. grupy międzyszkolne dla uczniów szkół z sąsiadujących gmin, co pozwala na organizowanie zajęć w sytuacji, gdy w szkołach prowadzonych przez ten sam organ zgłosi się mniej niż 3 uczniów. Uczeń pełnoletni może sam zdecydować, na jaki przedmiot chce chodzić. Moim zdaniem taka decyzja powinna stać po stronie ucznia już od 1 klasy gimnazjum. Dziecko w tym wieku potrafi określić, czy wierzy w treści przekazywane na religii, czy ma odmienny światopogląd.
W podjęciu właściwej decyzji mogą pomóc treści nauczania etyki. Dla przykładu przytaczam cele nauczania etyki w szkole podstawowej Cele kształcenia – wymagania ogólne I. Kształtowanie refleksyjnej postawy wobec człowieka,jego natury, powinności moralnych oraz wobec różnych sytuacji życiowych. II. Rozpoznawanie swoich obowiązków wobec najbliższego otoczenia, rodziny i szkoły. III. Przygotowanie do rozpoznawania podstawowych wartości i dokonywania właściwej ich hierarchizacji. IV. Dostrzeganie różnorodności postaw i zachowań ludzi. V. Wyrażanie opinii i wartościowanie zjawisk społecznych na poziomie społeczności szkolnej i społeczności lokalnej. Treści nauczania – wymagania szczegółowe 1. Poznawanie siebie, dostrzeganie cech indywidualnych własnych i najbliższych osób. 2. Wyjaśnianie prawdziwego znaczenia własnych zachowań oraz ich przyczyni konsekwencji. 3. Człowiek jako osoba; godność człowieka. 4. Przyjmowanie odpowiedzialności za siebie. 5. Prawa i obowiązki, zasady i reguły postępowania,w tym takŜe w ruchu drogowym. 6. Uczestnictwo w grupie, porozumiewanie się z innymi. 7. Wolność i jej różne rozumienie, autorytety i wzory osobowe.
Jak widać etyka to zupełnie różny przedmiot od religii - przygotowuje do życia społecznego, do podejmowania relacji międzyludzkich, uczy wyrażania opinii, pomaga w kształtowaniu własnych zasad moralnych. Stawia się na takie wartości jak: godność i wolność człowieka, angażowanie się w działalność lokalną, buduje poczucie obowiązkowości wobec szkoły i rodziny. Nawet osoby wierzące mogą bez obawy o zachwianie wiary posłać swoje dzieci na etykę. Kwestie religijne nie są przedmiotem zainteresowania tego przedmiotu. Błędem jest przeciwstawianie sobie religii i etyki, co buduje atmosferę niechęci do etyki. Etyka to dział filozofii, w ujęciu szkolnym dodane zostały zagadnienia z socjologii i psychologii. To w pełni wartościowy przedmiot, który rozszerza horyzonty poznawcze uczniów i powinien być obecny w szkole, nie jako przeciwwaga religii, ale jako przedmiot obowiązkowy, tak samo jak matematyka, historia i polski. Informacje o grupie międzyszkolnej i zarys nauczania zaczerpnęłam ze strony Ministerstwa Edukacji Narodowej. Warto walczyć o etykę, chociaż jest to walka z wiatrakami, bowiem szkoły zakładają, że wszyscy są wierzący. Warto pamiętać, że od 1 września 2012 roku we wszystkich szkołach obowiązują nowe zasady organizacji nauki. Jedną ze zmian jest umieszczenie religii na liście przedmiotów fakultatywnych - obok etyki, wychowania do życia w rodzinie, języków mniejszości i regionalnych czy zajęć w klasach sportowych. Przedmioty te stają się obowiązkowe, gdy rodzice (a w przypadku uczniów pełnoletnich - oni sami) zadeklarują uczestnictwo. Najważniejsza zmiana dotyczy sposobu finansowania. Środki na prowadzenie zajęć fakultatywnych pochodzą z budżetu samorządów. Oznacza, że opłacenie religii będzie należało do samorządów. To cios dla samorządów, którym będzie brakowało przez to pieniędzy na pomoc społeczną, czy miejskie inwestycje. Drodzy rodzice, skoro już samorządy opłacają naukę przedmiotów fakultatywnych , zadbajmy o to, aby za te pieniądze dzieci otrzymywały potrzebną im wiedzę, a nie uczyły się na pamięć modlitw i niestworzonych historii o duchu świętym, cudownej mocy relikwii, niepokalanym poczęciu i innych absurdach. Szkoły postępują niezgodnie z prawem zakładając uczestnictwo uczniów w lekcji religii, nie pytając rodziców o zgodę. Najczęściej rodzice deklarują zgodę w pierwszej klasie. W następnych latach zakłada się, że zgoda jest aktualna. Wymaga się jedynie pisemnego oświadczenia o wypisaniu z religii. Tymczasem deklarację powinni składać co roku rodzice zapisujący dziecko na katechezę. Ciekawostką jest to, że w Polsce jest prawie 900 szkół, w których nie ma religii. Oby było ich coraz więcej.

piątek, 19 lipca 2013

Edukacja seksualna - brakujący przedmiot w polskiej szkole, cz. 2


W poprzednim artykule pisałam o konieczności wprowadzenia edukacji seksualnej do polskich szkół i o konsekwencjach wnikających z jej braku. W tym odcinku skoncentruje się o stereotypach krążących wokół zagadnienia. O edukacji seksualnej, a szerzej o ludzkiej seksualności krążą mity, związane głównie z modelem wychowania i religijnością. Nie jest to tylko polski problem – jest to kłopot wielu społeczeństw, które w ostatnich 20 latach zmagają się z przenikaniem tendencji konserwatywnych z nowoczesnymi.
Mity krążące wokół edukacji seksualnej. Przeciwnicy edukacji seksualnej uważają, że jej wprowadzenie obniży wiek inicjacji seksualnej i zdeprawuje młodzież. Jest to pogląd dalece nieprawdziwy. Badania w krajach Europy Zachodniej wyraźnie pokazują, że edukacja seksualna przyczynia się do opóźniania aktywności seksualnej młodzieży. Wiąże się to, z tym, że inicjacja często powodowana jest ciekawością i chęcią zaimponowania w środowisku. Na lekcjach uczniowie otrzymują wiedzę na temat seksualności, dowiadują się, jak radzić sobie z presją rówieśniczą, co pomaga uchronić się przed wymuszoną inicjacją. Wiedza o seksualności jest częścią integralnej wiedzy o człowieku – o jego biologii, psychice i zachowaniach, więc w żaden sposób nie może demoralizować. Robienie z powyższej dziedziny życia tematu tabu, zagadnienia zarezerwowanego dla małżonków wywołuje jedynie niepotrzebny strach. Niektórzy przeciwnicy edukacji seksualnej sprowadzają intymną sferę życia do czegoś złego, co staje się dobrem dopiero po zawarciu związku małżeńskiego. Skutkiem takiego myślenia są problemy w życiu seksualnym, frustracje i poczucie, że wchodzi się w sferę zakazaną. Osoby przeciwne edukacji seksualnej uważają, że jeżeli nie mówi się na ten temat, to młodzież „zachowa czystość” do ślubu. Badania amerykańskie wykazały, że promowanie abstynencji seksualnej wcale nie powoduje opóźnienia inicjacji, a jedynie wprowadza strach przed stosowaniem środków antykoncepcyjnych. Młodzież i tak współżyje, tyle, że decyduje się na ryzykowne zachowania seksualne, nie stosuje nawet prezerwatyw, co przyczynia do niechcianych ciąż i zakażeń chorobami wenerycznymi. Prawda jest taka, że świadomość ryzykownych zachowań seksualnych, jakie mogą one wywołać w życiu młodego człowieka sprawia, że nie decyduje się on na współżycie pod wpływem chwili. Najważniejsza jest świadomość, że zbyt wczesna inicjacja to nie tylko ryzyko związane z ciążą, zakażeniem HIV lub HPV, ale także zburzenie rozwoju psychicznego, wymuszenie zbyt szybkiej dojrzałości. Skutkiem zbyt wczesnej inicjacji jest poczucie krzywdy, często porzucenie przez partnera, co wiąże się z poczuciem wykorzystania. Ludzie sprzeciwiający się wprowadzeniu do szkół edukacji seksualnej uważają, że będzie ona narzędziem do promowania koncernów farmaceutycznych. Chodzi o kwestię antykoncepcji, która w nich odczuciu niszczy więź między mężczyzną i kobietą, i zachęca do przypadkowego seksu. Jest rzeczą oczywistą, że na wychowaniu seksualnym porusza się kwestię bezpiecznego seksu, a więc także antykoncepcji. Uczeń uzyskuje wiedzę o używaniu środków antykoncepcyjnych, ich zaletach i przeciwwskazaniach do stosowania. Dzięki obiektywnej wiedzy, pozbawionej ideologii, dokonuje wyboru, czy chce je stosować, czy też nie. Z punktu widzenia naukowego nie dopuszczalne jest przedstawianie jedynie wad środków zapobiegających ciąży, nie wspominając o ich zaletach i znaczeniu w profilaktyce i leczeniu wielu chorób kobiecych. Wiedza okrojona z ważnego punktu nosi znamiona manipulacji i odbiera młodemu człowiekowi możliwość wyboru. W grupie przeciwników edukacji seksualnej panuje pogląd, że edukacja seksualna godzi w prawo rodziców do wychowania dzieci zgodnie ze swoim światopoglądem i przekonaniami religijnymi. Nic bardziej błędnego. Edukacja seksualna jest przedmiotem wiedzy związanym z biologią, psychologią i etyką. To właśnie „wychowanie do życia w rodzinie” godzi w neutralność światopoglądową rodziców, bo forsuje się na tych zajęciach światopogląd jednej instytucji. Poza tym Trybunał Praw Człowieka w 1976 roku orzekł, że państwo musi zagwarantować swoim obywatelom bezstronną edukację. W szkole wiedza na temat seksualności powinna być przekazywana w sposób obiektywny. W domu, prawem rodziców jest uzupełnianie wiedzy szkolnej o swoje przekonania. Prawo do seksualności i edukacji w tym zakresie jest zagwarantowane w Powszechnej Deklaracji Praw Seksualnych, o której pisałam w części pierwszej. Edukacja seksualna potrzebą współczesności Współczesny świat jest przesiąknięty seksem, bez względu na to, jakie mamy poglądy w tej kwestii, nie sposób nie dostrzec wszechobecności seksu. Internet to najczęstsze źródło informacji na ten temat. Problem w tym nie trafia na wartościowe strony, lecz na pornografię, która wykrzywia młodemu człowiekowi obraz życia intymnego i prowadzi do zburzeń w postrzeganiu współżycia. Młody człowiek zamiast wiedzy dostaje obraz wielokrotnych orgazmów, jęków i monstrualnie powiększonych narządów płciowych. Rzeczywistość odbiega od filmowych obrazów i sprawia, że młodzież zastanawia się, czy 10 minutowy stosunek nie jest za krótki. Młodzież wchodząca w życie seksualne, od 14, czy 15 roku życia ma kontakt z pornografią (oczywiście bez wiedzy rodziców) zastanawia się, czy jest w stanie sprostać wymaganiom partnera/partnerki. Jako dorośli nie powinniśmy chować głowy w piasek, zasłaniać się tabu, grzechem i innymi kategoriami, bo nie uchronimy młodych ludzi przed pornografią stwierdzając, że seks przed ślubem jest zły. Lepiej dać młodemu pokoleniu widzę obiektywną, zgodną z medycyną i ten sposób chronić przed zbyt pochopnym wejściem w życie seksualne. Bez wątpienia z obecnością seksu w sferze publicznej wiąże się niebezpieczeństwo pedofilii i coraz częstszej przemocy seksualnej w sieci, której sprawcami może być najbliższe otoczenie dziecka. Przemoc ma na przykład formę wrzucania do sieci nagrać z molestowania, czy nawet próby gwałtu. Niszczy to psychikę ofiary, doprowadza do depresji, a nawet do samobójstwa. Edukacja seksualna ucząc szacunku do ciała i do nietykalności drugiego człowieka, może zapobiec takim sytuacjom. Na „wychowaniu do życia w rodzinie” nie podejmuje się kwestii przemocy seksualnej, która dotyka coraz więcej młodych ludzi. Niestety niemówienie o problemach związanych z seksualnością nastolatków nie eliminuje ich, wręcz przeciwnie sprawia, że narastają, a nastolatek zostaje sam z problemami.