VigLink

Witam i zapraszam

piątek, 2 września 2016

Pisowscy bohaterowie narodowi. "Wyklęci mordercy"


PiS, jak wiadomo, usilnie stara się tworzyć nową wersję historii Polski powojennej, w której bohaterami są tak zwani żołnierze wyklęci, którzy mieli walczyć o wolną Polskę z "komunistami". Ich walka polegała na paleniu wsi, napadach, na mordowaniu cywilów, kobiet, dzieci, starców. Rzeczywiście wielcy bohaterowie i prawdziwy wzór cnót. W sam raz na kibolski ideał prawdziwych patriotów, którzy nienawidzą gejów, feministek, ateistów i wszelkiej maści lewaków, ale kochają kościół, biskupów i Kaczyńskiego, więc są "wzorem obywatelskich cnót". Niedobrze się mi robi na myśl, że o "zasługach żołnierzy wyklętych" będą się uczyć moje dzieci na historii i , że najwięksi mordercy w powojennej Polsce będą przedstawiani w glorii bohaterskiej chwały. Jak można gloryfikować ludobójcę Burego i innych typów? Warto przypomnieć zasługi żołnierzy wyklętych i przytoczyć zeznania tych, którym udało się działalność żołnierzy wyklętych przeżyć. Cytuję artykuły, bo komentowanie zbrodni na narodzie polskim jest bezsensu. Warto zapamiętać i podawać dalej, aby pamięć o ofiarach nie została wymazana przez pisowskich historyków. "Nawoływania w mediach publicznych do uczestnictwa w marszach „Wilczym śladem” mających w założeniu uczczenie tzw. „żołnierzy wyklętych”, jak również propozycje nadawania ich imion ulicom, autostradom, stawiania im pomników i honorowania tablicami pamiątkowymi tak mnie zainspirowały, że postanowiłem się do tej akcji przyłączyć. +Ruszyłem zatem „wilczym śladem” z nadzieją, że zdobytą tą drogą wiedzą, choć w niewielkim stopniu przybliżę Państwu Czytelnikom postaci wynoszone aktualnie na piedestały. Zacznijmy od Romualda Rajsa ps. „Bury”, którego pamięci poświęcono organizowany ostatnio w Hajnówce marsz, o mały włos nie objęty patronatem przez Głowę Państwa. Dla ludzi zamieszkujących tereny mające być trasą marszu najistotniejsza jest działalność „Burego” w obrębie ich „małych ojczyzn” – na niej się zatem skupimy. To właśnie tu oddział PAS – NZW dowodzony przez kpt. Romualda Rajsa w dniach 29,31.01 1946 oraz 02.02.1946 spalił pięć wsi byłego powiatu Bielsk Podlaski (Zanie, Zaleszany, Końcowizna, Szpaki, Wólka Wyganowska) zabijając w okrutny sposób 82 osoby w tym kobiety, dzieci i starców, które spalono w zamkniętych budynkach. Także w styczniu 1946 roku, oddział „Burego” zatrzymał we wsi Łozice 40 chłopów wysłanych przez sołtysów na tzw. „szarwark” czyli roboty na rzecz gminy. Zatrzymanych wraz z podwodami i końmi zmuszono, by zawieźli oddział „Burego” do Hajnówki a następnie do Zaleszan, gdzie mieszkańców stłoczono w jednym domu a następnie podpalono go. Po wykonaniu zadania pozostałych 30 furmanów zamordowano w miejscowości Puchały Stare. Dla oszczędności amunicji mordowano nieszczęśników obuchami siekier, strzelając wyłącznie do uciekających lub dobijając rannych. Dodać należy, że jedyną „winą” ofiar było to, że wszyscy oni byli prawosławni (jak większość zamieszkujących tamte tereny) i w znaczącej części narodowości białoruskiej. Prowadzący w tej sprawie śledztwo białostocki IPN, zakończył je 30 czerwca 2005 roku uznaniem „Burego” winnym zbrodni ludobójstwa, który to wyrok podtrzymał orzeczeniem z dnia 18.11.2005 Sąd Okręgowy z Białymstoku. Jak się okazuje nie stanowiło to przeszkody dla inicjatorów wniosku o nadanie jednemu ze zjazdów z autostrady A4 imienia Romualda Rajsa „Burego”, zaś Kancelaria Prezydenta RP dosłownie cudem uniknęła kompromitacji, wycofując się w ostatniej chwili z obietnicy patronatu nad wspomnianym na wstępie marszem, przebiegającym dosłownie szlakiem grobów pomordowanych przez „Burego” ofiar. Naturalnie „Bury” nie był jedyny. Oto krótka lista dokonań innych tzw. „żołnierzy wyklętych”: 23.06.1944 oddział Zygmunta Szendzielarza ps. „Łupaszka” wymordował we wsi Dubinki 27 osób w tym kobiety i dzieci. Ofiarą zbrodniarzy padła między innymi Anna Górska z 4 letnim synem. 13.04.1945 w miejscowości Horeszkowice oddział NSZ„Sokoła” wymordował 8 przesiedleńców w tym ciężarną kobietę, którą zakopano żywcem. 11.05.1945 oddział Zygmunta Błażejewicza ps. „Zygmunt” spalił wieś Wiluki 27.05.45 w Przedborzu oddział NSZ Władysława Kołacińskiego ps. „Żbik” zamordował 9 ocalałych Żydów w tym kobietę i dziecko. 08.06.1945 oddział NSZ „Szarego” w miejscowości Wierzchowiny wymordował 194 osoby w tym 45 mężczyzn, 84 kobiety i 65 dzieci poniżej 11 lat. Najstarsza ofiara miała 92 lata, najmłodsza 2 tygodnie. 08.07.45 w Opocznie zamordowano 3 Żydów, w tym jednego ocalałego z Auschwitz. Tą listę zbrodni można by jeszcze długo kontynuować, ale nawet te nieliczne podane przykłady wystarczająco – jak się wydaje – „uzasadniają” wniosek, o nadanie autostradzie A4 imienia „żołnierzy wyklętych”. A może by tak nadać jej imię ich Ofiar ?! Osobną kartę stanowić może powojenna „działalność” na Podhalu, Józefa Kurasia ps. „Ogień” oraz dowodzonego przez niego „oddziału”. Oto daleko niepełna lista przestępstw jakich dopuścił się ten – kreowany dziś na bohatera narodowego – zbrodniarz : 23.06.1945 w miejscowości Maniowa koło Nowego Targu zamordowano 4 osoby narodowości żydowskiej 10.12.1945 w Ostrowsku na słupie telegraficznym powieszono ciężarną Katarzynę Kościelną z d. Remierz za to, że w rozmowie z sąsiadką nazwała „Ognia” bandytą 30.12.1945 w miejscowości Gronków w powiecie nowotarskim zamordowano 6 osób Józef Kuraś zgwałcił wezwaną z Waksmundu matkę dwójki dzieci – Czubiakową. Odprowadzający ją jego podwładny również ją zgwałcił, a następnie zastrzelił 21.01.1946 w Trybszu zamordowano właściciela młyna Pawła Bizuba oraz jego syna – Jakuba. Obaj byli Słowakami. 28.01.1946 w Nowym Targu zamordowano Żyda Rudolfa Ozorowskiego 30.01.1946 w Porębie Wielkiej powiat Limanowa zamordowano repatrianta ze wschodu – Władysława Godfryda 10.02.1946 zamordowano wójta Gminy Żydowskiej na terenie powiatu Nowy Targ – Dawida Grazgerina 29.02.1946 w Zakopanem zamordowano kierownika Towarzystwa Tatrzańskiego – Żyda 2/3.05.1946 w okolicy Krościenka obrabowano a następnie zamordowano 12 osób narodowości żydowskiej. 7 osób zostało rannych. 15..08.1946 zamordowano w Rabce kierownika tamtejszej Straży Pożarnej – Stanisława Mankiewicza 25.08.1946 ze szpitala św. Łazarza w Krakowie porwano Tadeusza Urmanskiego i Eugeniusza Kadrysa. W trakcie napadu zastrzelona została pielęgniarka, Barbara Kowala To zaledwie niewielki wycinek zbrodni, które miał na sumieniu „Ogień” – doliczmy też „zwykłe” napady rabunkowe na ludność cywilną, jakich w latach 1945 – 1947 dokonał 120! Trudno powiedzieć, czy wszystkie te dane znane były Ministrowi Obrony Narodowej – Antoniemu Macierewiczowi – gdy uczestniczył On 20.02.2016 w Waksmundzie w rocznicowych obchodach śmierci „Ognia”, ale nie przypuszczam, by ich znajomość Mu w czymkolwiek przeszkadzała. Nie wiadomo także czy to TEN dorobek miał On na myśli, gdy na wspomnianych uroczystościach mówił : „Dziś wraca polska tradycja, wracają polskie wartości, wraca możliwość odbudowy wielkiej Rzeczpospolitej…" http://gazetabaltycka.pl/promowane/nieszczesnikow-mordowano-obuchami-siekie I kilka metod działania owych "patriotów" Mieszkańcy wsi w okolicach Bielska Podlaskiego wspominają go jako mordercę, który zabił ponad 100 cywilów, w tym kobiety, dzieci i osoby starsze. Apel o uczczenie jego ofiar pojawił się na Facebooku. Partyzanci zwabili wszystkich mieszkańców do największego domu we wsi. Mówili, że to zebranie - opowiada Eugeniusz Sakowski, sołtys wsi Zaleszany, w gm. Kleszczele. - Gdy wszyscy weszli, żołnierze zaryglowali drzwi i podpalili budynek W środku oprócz mężczyzn były kobiety i dzieci. Jeden z żołnierzy zlitował się nad ludźmi i pozwolił komuś wyskoczyć przez okno i otworzyć drzwi. Jednak gdy wszyscy wybiegli, pozostali żołnierze zaczęli strzelać. Niektórzy celowali w powietrze. W całym zdarzeniu zginęło 14 osób. Część od kul, pozostali po prostu spłonęli żywcem. 31 stycznia w okolicach Puchał Starych partyzanci rozstrzelali 30 furmanów. - Najpierw mężczyznom z okolicznych wsi kazali wziąć furmanki i zebrać się w jednym miejscu, aby pomóc w transporcie - opowiada Tomasz Sulima, pracownik naukowy z Muzeum Małej Ojczyzny w Bielsku Podlaskim. - Później kazali im się przeżegnać. Jeśli ktoś przeżegnał się "po katolicku", odchodził wolno, jeśli uczynił prawosławny znak krzyża, został rozstrzelany. Widziałem jak zabijają moją matkę Tomasz Sulima jest jednym z inicjatorów akcji informacyjnej zorganizowanej na portalu społecznościowym "Facebook". - Jej celem było rozpowszechnienie wiedzy o zbrodniach ludobójstwa jakich dopuścił się "Bury" oraz sprowokowanie dyskusji na temat działań podziemia zbrojnego - mówi Sulima. "Bury" został zrehabilitowany w 1995 r. Jego rodzina otrzymała około 180 tys. zł odszkodowania. Obecnie Rajs wymieniany jest jako jeden z tzw. "Żołnierzy Wyklętych", których święto obchodziliśmy 1 marca. Tymczasem rodziny jego ofiar nie doczekały się żadnego odszkodowania, a nawet upamiętnienia ich krzywd. - Nawet pomnik na grobie ofiar na cmentarzu w Bielsku Podlaskim powstał dopiero w 2002 roku, po licznych sporach i kontrowersjach - mówi Sulima. - Ich szczątki pochowano tu w lipcu 1997 roku. Społeczny Komitet Ofiar Pomordowanych wysłał do prezydenta RP oraz marszałka Sejmu apel o zadośćuczynienie krzywd. - Niestety, nie doczekaliśmy się żadnej odpowiedzi - mówi jeden z przedstawicieli Komitetu. - Jest mi tym bardziej przykro, że ta historia osobiście mnie dotyczy. Pochodzę z miejscowości Zanie. Gdy oddział Burego napadł na naszą wieś, byłem małym chłopcem. Widziałem, jak jeden z jego żołnierzy zabija moją matkę. Nasz rozmówca nie chciał upubliczniać swego nazwiska, bo - jak tłumaczy - to zbyt bolesne wspomnienia. - W obowiązującej ustawie o kombatantach wojennych nie ma miejsca dla ofiar "Burego" - tłumaczy Tomasz Sulima. - Pomimo, że obejmuje ona ich kata. Projekt nowelizacji, który dawałaby możliwość wypłacenia odszkodowań ofiarom podziemia zbrojnego leży w Sejmie. Od ponad dwóch lat. - "Bury" to część historii lokalnej, która jest dla wielu osób niewygodna - mówi Sulima. - Chciałbym, aby Polacy potrafili przyznać się także do tych ciemniejszych kart ze swej przeszłości. Oczywiście warto podkreślić, że podziemie zbrojne miało też swoich bohaterów. W swym apelu internetowym Sulima podał przykład porucznika Kazimierza Kamieńskiego ps. "Huzar", który nie tylko nie zwalczał lokalnej ludności, ale nawet starał się wyrównywać szkody, jakie poniosła w wyniku działań zbrojnych." Czytaj więcej: http://www.wspolczesna.pl/magazyn/art/5757809,romuald-rajs-bury-zolnierz-wyklety-i-morderca,id,t.html Rację ma pani profesor Joanna Senyszyn "Prawdziwymi bohaterami są ci, którzy po 1945 r. odbudowywali Polskę, a nie ci, którzy w tym przeszkadzali. Szał honorowania garstki wyklętych, który Pan Prezydent podsyca, jest kpiną z milionów Polaków. Panie Prezydencie, jako człowiek wykształcony, doskonale Pan wie, że gdyby zrealizowały się plany i cele wyklętych, Polska nie miałaby Ziem Zachodnich i Północnych, a chłopi ziemi z reformy rolnej. Większość Polaków byłaby bezrolnymi analfabetami, chyba, że szczęśliwie zginęliby w upragnionej przez wyklętych III Wojnie Światowej. Panie Prezydencie, dlaczego uczestniczy Pan w zakłamywaniu polskiej historii i rozgrzeszaniu wyklętych z zamordowania ponad 5 tysięcy cywilów, w tym 187 dzieci i niemowląt. Rozgrzeszenie wyklętych z tych zbrodni jest niegodziwością i nieuczciwością wobec ich ofiar i wobec wszystkich Polaków. Panie Prezydencie, apeluję, by stał Pan na straży prawdy i nie firmował manipulacji w imię politycznych celów" (z FB pani profesor). Nigdy nie zrozumiem jak można z morderców, katów ludności polskiej robić bohaterów, stawiać ich za wzór patriotyzmu, nazywać ulice i szkoły ich imieniem? Trzeba być historycznym ignorantem lub totalnym nieukiem. W każdym razie- co jakiś czas będę przypominała prawdziwą historię , póki jeszcze można pisać prawdę i PiS nie zabrało do końca wolności słowa. Na historię trzeba patrzeć neutralnie i nazywać rzeczy po imieniu. Ludzie, którzy napadali na szkoły, na bezbronną ludność, palili ludzi żywcami, zabijali nawet małe dzieci nie są bohaterami, tylko ludobójcami, bez względu na ideologią jaką wyznawali.

środa, 10 sierpnia 2016

Terlikowscy i ciąże z gwałtu

]

Ciąże z gwałtu to temat trudny, niezwykle delikatny,który niestety stał się sprawą publiczną, służącą do walki z prawami kobiet,niby w obronie praw płodu. Strona religijna trudny temat wykorzystuje do emocjonalnego szantażu i podlizywania się biskupom. Naczelny redaktor mediów katolickich Tomasz Terlikowski od czasu do czasu pisuje na ten temat. Zawsze broni płodu, nawet, jeżeli jego matką jest 11 letnia brutalnie zgwałcona dziewczynka, która nie jest w stanie donosić ciąży do końca (historia z Paragwaju). Redaktor Terlikowski znów wypowiedział się na temat ciąży z gwałtu. Wypowiedź jest odpowiedzią na pytania zadane przez dr Krzysztofa Głódzia jego żonie. Doktor opisuje historię pacjentki brutalnie zgwałconej przez ojczyma, która chce pozbyć się blizn po gwałcie i usunęła ciążę. Przy okazji pyta panią Terlikowską (żonę redaktora), czy jej zdaniem w takim przypadku kobieta powinna być zmuszona do urodzenia dziecka i narażona na psychiczne cierpienia? Lekarz zarzuca katolickiej stronie, że potrafi doradzić jedynie modlitwę i wymuszać poświęcenie, podczas gdy ofiara gwałtu straciła po swoich przejściach wiarę w Boga, ludzi i normalny świat. Terlikowski jak zwykle uważa się za wszechwiedzącego i zaczyna od tezy, że aborcja w niczym kobiecie nie pomoże, ponieważ przez wiele lat będzie leczyła traumę, nie po gwałcie, ale traumę po aborcji. Jego zdaniem problemy psychiczne ofiary gwałtu są spowodowane aborcją, a nie niechcianym, brutalnie wymuszonym seksem. Terlikowski pisze, że kobieta być może po zabiegu chirurgii plastycznej będzie mogła nosić mini, z czasem zapomni o gwałcicielu, ale nigdy nie uda się jej zapomnieć o "niewinnym dziecku, które zostało skazane na śmierć". Trzeba przyznać, że tytuł artykułu "Nie gwałcicie gwałconych po raz drugi" wie mówi i jest bardzo mocny. Zawiera się w nim główna myśl artykułu: aborcja po gwałcie jest ponownym gwałtem na kobiecie i powoduje o wiele większe ran psychiczne niż samo przestępstwo. Jestem w stanie zrozumieć pogląd Terlikowskiego, że aborcja po gwałcie jest kolejną traumą w bardzo krótkim czasie, ale ciąża trwająca 9 miesięcy, decyzja, czy wychować dziecko, czy oddać również są przeżyciami traumatycznymi i powodują jeszcze większe cierpienie, ponieważ trwa ono o wiele dłużej. Katolicki redaktor jest zdania,że proponowanie aborcji po gwałcie jest krzywdzeniem kobiety i nie ma nic wspólnego ze współczuciem, nie pomaga w rozprawieniu się z traumą. Często ( w innych tekstach) powołuje się na amerykańskie badania, według , których ofiary gwałtu, które usunęły ciążę przeżywają depresję spowodowaną aborcją, a panie, które zdecydowały się na urodzenie dziecka nie żałują swojej decyzji i szybciej odzyskują równowagę psychiczną. Zakładając, że wyniki tych badań są wiarygodne to należy zauważyć jedną rzecz, której nie dostrzega katolicki redaktor- kobiety miały wybór. Jeżeli pomimo traumatycznych przeżyć zdecydowały się urodzić dziecko, to zrobiły to świadomie, kierując się swoimi wartościami życiowymi, znając swoją psychikę. Wybierając: aborcja lub poród odzyskały panowanie nad swoim ciałem. Nie ma większego znaczenia, czy kierowały się religią, poczuciem, że dziecko nie zawiniło, czy innymi motywami. Najważniejszy jest wybór. Odnoszę wrażenie, że nawet Terlikowski zdaje sobie z tego,że temat aborcji po gwałcie wywołuje wiele emocji. Uważa,że to ruch pro-choice używają szantażu emocjonalnego i fałszywego współczucia kobietom, aby usprawiedliwić "mordowanie niewinnych dzieci". Wszystkie historie, przedstawiane przez katolickie media, których bohaterki rodzą dzieci poczęte w czasie gwałtu pochodzą z krajów, w których legalna jest aborcja i dokonały tego wyboru, więc doskonale wpisują się w postulaty ruchu pro-choice. Nie wolno zmuszać ofiar gwałtu ani do porodu, ani do aborcji. W tej kwestii nie ma idealnego rozwiązania. Decyzja powinna należeć do zainteresowanej. Państwo nie ma prawa niczego wymuszać, a już tym bardziej narzucać stanowiska jednej religii całemu społeczeństwu. Nikt nie twierdzi, że aborcja w tym przypadku od razu uzdrowi kobietę, wyleczy ją z traumy po gwałcie. To nie jest magiczne zaklęcie. Nikt nie zagwarantuje kobiecie dobrego samopoczucia, ale wybór , co zrobić z ciążą po gwałcie powinien należeć do kobiety. Jestem w stanie przyjąć, że pan redaktor ma szlachetne intencje ratowania ofiar przed traumą poaborcyjną i "dzieci poczętych" przed śmiercią. Jednakże przymus spowoduje powiększenie dramatu kobiet i zabójstwa noworodków. W jednym zgadzam się z autorem- kary za gwałt są stanowczo za niskie, a sytuacja, kiedy za gwałt orzekana jest kara z warunkowym zawieszeniem lub sprawca wychodzi na wolność za dobre sprawowanie jest absolutnym skandalem. Kobieta, która zaszła w ciąże w wyniku gwałtu ma trzy wyjścia/; urodzić i wychować, urodzić i oddać do adopcji, usunąć ciążę. Najrozsądniejszym rozwiązaniem byłaby darmowa antykoncepcja awaryjna, ale temu też sprzeciwiają się fanatycy religijni. Ich zdaniem antykoncepcja awaryjna "zabija ludzi na najwcześniejszym etapie rozwoju" i demoralizuje kobiety.

środa, 3 sierpnia 2016

Odzyskać wybór


Tytuł może kojarzyć się z debatami o aborcji. Nie jest to skojarzenie wystarczające, bowiem problem wyboru jest znacznie szerszy i mieści się w zakresie wolności osobistych człowieka. Każdego dnia dokonujemy wyborów związanych z bieżącym funkcjonowaniem. Na płaszczyźnie społecznej najistotniejszy jest spór światopoglądowy, związany z kwestiami etycznymi i prawami reprodukcyjnymi. Strona konserwatywna usiłuje narzucić jeden model rodziny tłumacząc to tradycją, nauką kościoła, boskim porządkiem świata. Konserwatyści i kościół zawłaszczyli pojęcie rodziny. Strona liberalna stara się pokazać inne modele rodziny i czasem przesadza w atakowaniu rodzin tradycyjnych. Obie strony nie dostrzegają, że dyskusja jest obserwowana przez obywateli, a poziom kłótliwości i wzajemnej agresji staje się męczący dla przeciętnego odbiorcy. Do każdego z nas należy wybór,czy mieć rodzinę, czy pozostać singlem. Nie ma nic złego w wielodzietności, jak i w wolnych związkach, o ile relacje między ludźmi oparte są na miłości, szacunku i poczuciu bezpieczeństwa, a w związku/rodzinie nie występuje problem przemocy. Pozytywną wartością jest pozostanie z dzieckiem w domu przez jednego z rodziców, jak i powrót do pracy. Kwestia rodzinnego życia nie powinna być upolityczniana ani wartościowana. Instytucje państwowe mogę ingerować w życie dopiero, kiedy mają sygnały, że członkowie rodziny są ofiarami przemocy lub rodzina jest dysfunkcyjna. Takie sprawy jak: status związku, płeć osób go tworzących, światopogląd, kwestie związane z dzietnością powinny pozostać w sferze prywatnej, a państwo ma obowiązek stworzyć prawo umożliwiające dokonywanie wyborów zgodnie ze swoim poglądem. Tymczasem środowiska katolickie przy pomocy uległego wobec kościoła, skrajnie prawicowego rządu, robią wszystko, aby pozbawić Polki i Polaków prawa do decydowania o swoim życiu rodzinnym. Już bezpłodne pary zostały pozbawione prawa do in vitro. Minister zdrowia planuje "zamach" na antykoncepcję awaryjną. Minister edukacji pozbawiła 3-latki miejsca w przedszkolach i wymusiła na wielu rodzicach konieczność odłożenia powrotu do pracy, czym złamała podstawowe prawa obywatelskie: do życia rodzinnego, pracy i wychowania dzieci zgodnie z własnymi poglądami, a dzieciom utrudniła dostęp do edukacji przedszkolnej. Paranoja -minister edukacji zniszczy szanse edukacyjne dzieci. Możliwe tylko za rządów nieudolnego PiS-u. Mam wrażenie, że prezes Kaczyński ogłosił konkurs dla ministrów na najbardziej niszczycielskie działanie, zwane "dobrą zmianą". Pani minister edukacji, pana ministra ochrony środowiska i pana ministra zdrowia w kategorii najbardziej destrukcyjnych projektów nic nie przebije. Wkrótce czeka kolejna ingerencja w prywatność i rodzinę, tym razem pod szczytnym hasłem obrony życia o poczęcia do śmierci. W myśl tej idei pomysłodawca nie tylko chce wykreślić wyjątki aborcyjne, ale także zamierza karać za poronienie, zakazać badań prenatalnych, a nawet karać lekarzy za podejmowanie działań ratujących zdrowie ciężarnych (o ile nie było bezpośredniego zagrożenia życia) i za podejmowanie operacji prenatalnych ( w przypadku, jeżeli byłaby nieudana). Oznacza to, że nie będzie możliwe leczenie ciężarnej przewlekle chorej, nie będzie żadnego leczenia prenatalnego, będą umierały kobiety i noworodki, które dzisiaj medycyna ratuje. W myśl tego barbarzyńskiego projektu ofiara gwałtu,która usunie ciążę trafi do więzienia. Do pomieszczenia z kratami trafi kobieta po poronieniu, która zamiast pomocy i wsparcia będzie musiała zeznawać i przechodzić przez piekło procesu. Być może miłościwy sąd odstąpi od wymierzenia kary. Rozbije to rodzinę. Aż trudno uwierzyć, ze ten barbarzyński projekt, szkodliwy dla kobiet, rodziny i "dzieci poczętych"podpisało 450 tys.osób. Błędem mediów nieprzychylnych rządowi jest atakowanie rodziny i programu 500+,ponieważ to dodaje PiS-owi zwolenników. O wiele lepszym rozwiązaniem jest pokazanie wszystkich typów rodziny, wraz z zaletami i wadami oraz krzewienie tolerancji i solidarności społecznej. Wybór co do kształtu rodziny to indywidualna sprawa. Szanujmy ludzkie wybory, nie wyśmiewajmy wielodzietnych, jak i bezdzietnych z wyboru. Przełamanie prawicowo-katolickiej retoryki dotyczącej rodziny, docenienie piękna różnorodności życia rodzinnego może być kluczem do pokonania PiS-u w następnych wyborach.

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Rządy PiS-bilans ujemny.


Od początku nie byłam entuzjastycznie nastawiona do rządów PiS-u. Nie zamierzam kwestionować zwycięstwa Jarosława Kaczyńskiego i jego podwładnych. Słowo "podwładnych" jest właściwe, ponieważ nawet Premier i Prezydent ślepo wypełniają polecenia Prezesa. Obawiają się, że Prezes zwolni ich ze stanowisk, choć nie ma takich uprawnień. W świetle Konstytucji, Prezes PiS-u jest nikim, zaledwie prezesem partii i Konstytucja nic o nim nie wspomina. Państwo prawa, Konstytucję i demokrację Prezes ma za nic. Rząd przeprowadził zamach na Trybunał Konstytucyjny, usiłuje zastraszać sędziów i nawet nie ukrywa, że nie zamierza respektować zaleceń Komisji Weneckiej.Demokracja dla Pis-u kończy się na wyborach, później nie obowiązują ich zasady demokratycznego państwa. Naród został podzielony na lepszy i gorszy sort.PiS kupił głosy programem 500+ i straszeniem uchodźcami z Syrii i innych państw, gdzie panoszy się, i dokonuje okrutnych zbrodni Państwo Islamskie. Partia Jarosława Kaczyńskiego nie zapowiadała w kampanii ataku na instytucje demokratycznego państwa, niszczenia organizacji społecznych nie podlegających kościołowi. Tymczasem mamy rząd, który za wszelką cenę, nawet międzynarodowego ośmieszania się, dąży do paraliżu Trybunału Konstytucyjnego, nie liczy się z opinią konstytucjonalistów i organizacji sędziowskich. Minister Ziobro podporządkował sobie prokuraturę i kwestionuje wyrok sądu w imię chrześcijańskich wartości i tradycyjnej rodziny. Chodzi o wyrok sądu w sprawie drukarnia kontra homoseksualna. Narasta agresja wobec opozycji oraz osób o poglądach liberalnych i lewicowych. Wartości takie jak: patriotyzm, rodzina, polskość zawsze były mi bliskie i dlatego ogarnia mnie coraz większa wściekłość, kiedy widzę, co robi z nimi "dobra pisowska zmiana". Zamieniają się w nacjonalizm, pogardę dla drugiego człowieka oraz stają się przyczyną narzucenia jednego światopoglądu i zniewolenia obywatela. Patriotami są kibole, narodowcy, którzy czcią otaczają "żołnierzy wyklętych" i regularnie prześladują mniejszości narodowościowe i seksualne. Rodzina ma być podporządkowana kościelnej wizji - małżeństwo po ślubie kościelnym, z gromadką dzieci, co niedzielę meldujące się w kościele i wychowujące pociechy w duchu posłuszeństwa kościołowi. Polskość to przyjmowanie wizji PiS-u za swoją, zakłamywanie historii (choćby słynna rozmowa minister Zalewskiej z Moniką Olejnik), kult smoleński doprowadzony do szczytu absurdu i hołd oddawany mordercom, ładnie zwanym "żołnierzami wyklętymi". Polskość to w ujęciu PiS-u ślepe poddaństwo biskupom i wyznawanie dość specyficznej polskiej wersji katolicyzmu. Jest gorzej niż można było przewidywać rok temu. W MON panoszy się człowiek owładnięty smoleńską manią prześladowczą, który propaguje kult smoleńskich-z ofiar katastrofy lotniczej robi bohaterów narodowych, zrównuje ich powstańcami warszawskimi i ofiarami czerwca 1956. Nie widzi różnicy między szybką śmiercią w wypadku lotniczym, a gehenną powstańczej walki, obraża powstańców warszawskich, sprawia, że społeczeństwo czuję odrazę do pisowskiej wersji patriotyzmu. Wiem jedno, nie chcę, aby moje dzieci uczyły historii w wersji skrajnie prawicowej. Rząd PiS niszczy wszystko, co napotka na swojej drodze, nawet Puszczę Białowieską i Stadninę koni w Janowie Podlaskim. Minister edukacji utrudniła 3 latkom dostęp do przedszkola. Jej reforma przywracająca 7 lat jako wiek rozpoczęcia nauki szkolnej skutkuje zwalnianiem nauczycieli i brakiem miejsc w przedszkolach. Szczytem idiotyzmu jest pozwolenie na powtarzanie klasy przez dziecko na wniosek rodziców. To niszczenie psychiki ucznia, jego poczucia własnej wartości. Przywracanie poprzedniego systemu szkolnego (8+4) to cofanie się do przeszłości, zwolnienia nauczycieli i gigantyczne zamieszanie. Owszem trzeba było wydłużyć liceum i zmienić formę matur (test maturalny z czytania ze zrozumieniem ośmiesza egzamin dojrzałości), ale można było dopisać rok nauk, a nie kurczowo trzymać 12 lat edukacji. Ofiarami "dobrej zmiany" padają kobiety - PiS zlikwidowało program in vitro, chce powrotu recepty na antykoncepcję awaryjną i popiera projekt zakazu aborcji lansowanych przez fanatyków religijnych, w którym karane ma być poronienie, a nawet diagnostyka i leczenie prenatalne płodu. PiS hojnie finansuje kościół katolicki, tylko Rydzykowi na jego różnorodne pomysły przekazał 27 milionów złotych z naszych podatków. O innych kościelnych celach już nie wspominając. Wszystko to ma szczytny cel:krzewienie polskości i patriotyzmu, rozsławianie dobrego imienia Polski, przypominanie o chrześcijańskich korzeniach. Oczywiście są i dobre zmiany. Po pierwsze 500+, które oczywiście trzeba zmodyfikować, ale jego wprowadzenie było koniecznością, ze względu na skandalicznie niski poziom zarobków w Polsce, zwłaszcza na stanowiskach produkcyjnych i w usługach. Rząd jedynie musi wprowadzić maksymalne kryterium dochodowe uprawniające do 500+, np: 3000zł na osobę, aby program był sprawiedliwy społecznie. Na razie biedna samotna matka jednego dziecka zarabiająca 1602 zł nie prawa do świadczenia, choć jej naprawdę dodatkowe 500 zł bardzo przydałby się. Natomiast para składająca się z kierowniczki banku i prezesa spółki skarbu państwa zarabiająca ponad 100 tys, mająca dwoje dzieci, rządową kasę otrzymuje. Gdzie tutaj sprawiedliwość? Rzad, niestety nie słucha głosów krytycznych, traktuje je jako atak na suwerena (wyborców Pis-u) i swoje prawo do władzy. Wyczekiwaną zapowiedzią jest podwyższenie kar za znęcanie się nad zwierzętami do 5 lat więzienia, co jest bardzo dobrym pomysłem. Zmagamy się z rządami PiS-u i aż strach pomyśleć, w jakim stanie będzie nasz piękny kraj, kiedy PiS przegra wybory. Państwo zadłużane jest w tempie gigantycznym. Długi będą spłacać nasze dzieci.

czwartek, 9 czerwca 2016

Lament o wyzyskiwaną pracę kobiet.


Media obiegła wypowiedzi jednego ważnego działacza konfederacji pracodawców z północy Polski na temat braku kobiet do pracy po wejściu programu 500+. "Kobiety nie będą pracowały za 1,5 tys. zł, skoro tyle samo dostają na trójkę dzieci z rządowego programu, a mogą siedzieć w domu i nic nie robić. Rola kobiety znowu została spłaszczona do garów i pieluch." Wypowiedź jest obraźliwa dla matek.Praca kobiet jest niższej płatna niż praca mężczyzn. Kobiety pracujące na stanowiskach fizycznych są traktowane przez pracodawców niczym niewolnice. Zarabiają najniższą krajową , a pracują nieraz po 12 godzin , nie wyliczając czasu na dojazd. Pracują , a w zasadzie są wyzyskiwane, bez sprzeciwu, bo boją się utraty pracy. Nic dziwnego, że mając do wyboru pieniądze z programu 500+ i wychowanie dzieci lub harowanie za 1300 zł na rękę wybierają dom. Nie jest to wina programu 500+, ale skąpstwa polskich pracodawców, którzy wyzyskują ludzi, zamiast godnie płacić za wykonaną pracę. Dobrze, że program 500+ wymusi na pracodawcach podwyżki. Człowiek,który uczciwie pracuje nie może być wyzyskiwany. Skandalicznie niskie pensje w Polsce to nie wina 500+, ale przeświadczenia, że pracowników można wyzyskiwać na śmieciowych umowach i za marny grosz. Za zwalnianie się kobiet i mężczyzn po wprowadzeniu programu 500+ odpowiadają wyłącznie pracodawcy. Mówienie, że matki w domu nic nie robią uwłaszcza godności kobiet- one pracują o wiele ciężej niż sekretarki, prezeski, menagerowie i dyrektorzy siedzący w wygodnych fotelach. Praca w domu trwa przez całą dobę, czasami nie ma czasu nawet na odpoczynek. Decyzja o zwolnieniu się z źle płatnej pracy nie jest łatwa- owszem pieniądze na utrzymanie 500+ zapewnia, ale ubezpieczenia zdrowotnego i składek emerytalnych już nie. Osoby, które rezygnują z pracy z powodu 500+ ryzykują niskie emerytury i biedę na jesień życia. Brak ludzi chętnych do pracy powinien skłonić pracodawców do znacznych podwyżek na stanowiskach fizycznych. Dość żerowania na rodzinach. Za 1500zł. na rękę nie da się utrzymać rodziny, opłacić mieszkania. Niech szanowni właściciele firm spróbują przeżyć z rodziną miesiąc za kwotę mniejszą niż cena ich wypasionego telefonu, a dopiero potem krytykują matki. Na kasie w hipermarkecie, czy na taśmie produkcyjnej nie robi się karier, nie ma szans na awans, ani godną pensję, więc trudno mówić o realizacji zawodowej kobiet- to walka o przetrwanie dla kobiety i jej rodziny. Jeżeli matka trójki dzieci ma dojeżdżać 10 km do pracy, wydawać 200 zł na bilet miesięczny i dostawać 1300 zł na rękę, to bardziej ekonomiczne dla niej jest 500+. Takie nastawienie jest wymuszone niskimi zarobkami,które nie pozwalają na godne życie, a co dopiero o zatrudnieniu niani do dzieci. Oczywiście zaprzecza idei 500+, które z założenia miało być świadczeniem przeznaczonym na zaspokojenie potrzeb dzieci, a nie na codzienne utrzymanie. Przy takim podejściu w sytuacji dzieci nic nie zmieni się. Rząd powinien przyjąć w końcu ustawę o płacy minimalnej i nie pozwolić na żadne wyjątki. Prawo do godnej płacy manie tylko menager i prezes zarządu,ale pracownik fizyczny, czy ochroniarz.

wtorek, 31 maja 2016

Czy obrońcy życia naprawdę bronią życia?


Obrońcy życia to bardzo ciekawa, choć niebezpieczna z punktu widzenia praw obywatelskich grupa. W Polsce to 150 organizacji, których cechą charakterystyczną jest zgadzanie się z nauczaniem kościoła i chęć pozbawienia kobiet prawa do decydowania o swojej rodzinie. Organizacje pro-life walczą nie tylko z legalną aborcją,ale także z edukacją seksualną, antykoncepcją, in vitro i badaniami prenatalnymi. Ostatnio wsławili się zamiarem pociągania do odpowiedzialności karnej kobiet, które poroniły i lekarzy, którzy ratując życie matki doprowadzili do spowodowania nieumyślnej śmierci płodu. Obrońcy życia to bardzo myląca nazwa. Nie bronią życia w sensie ogólnym- nie mają nic przeciwko przemocy wobec zwierząt, czemu dają wyraz na plakatach. Wklejam dwa plakaty, aby pokazać fałsz największej polskiej organizacji obrońców życia. Patrząc na nie zastanawiam się, jak można uważać siebie za obrońcę życia i popierać znęcanie się nad zwierzętami? Do jakiego stopnia trzeba być podłym, aby zestawiać te dwie sytuację i przekazywać społeczeństwu przekaz, że jedynym złem jest aborcja. Autorzy plakatów epatują okrucieństwem na ulicy, nie zwracają uwagi na dzieci, o które rzekomo walczą,na ludzką wrażliwość, czy elementarne poczucie estetyki. Ich celem jest szokowanie i manipulowanie społeczeństwem.Trudno nazwać obroną życia takie wystawy,czy duchową adopcję życia poczętego.Badania prowadzone przez WHO i Guttmacher Institute jednoznacznie wskazują, że restrykcyjne przepisy antyaborcyjne nie zmniejszają liczby aborcji. Sprawiają jedynie, że aborcja dokonywana jest poza kontrolą. Aborcji nie przeciwdziała wychowanie do wstrzemięźliwości seksualnej i wstydu z powodu seksualności- najczęściej skutkiem takich działań jest ukrywanie przez młodzież faktu rozpoczęcia współżycia, niechciane ciąże i aborcje. W rejonach świata, gdzie terminacja ciąży jest mniej lub bardziej legalna oraz gdzie dostępne są skuteczne środki antykoncepcyjne, liczba aborcji spadła w ciągu ostatnich 25 lat o średnio 40 proc. W państwach, w których przerywanie ciąży jest zakazane, liczba przeprowadzanych zabiegów od lat jest mniej więcej stała.Dane opublikowane niedawno w medycznym przeglądzie Lancet to wyniki badań, które trwały 25 lat i dotyczyły kobiet między 15 a 44 rokiem życia. Najbardziej widoczne ograniczenie liczby zabiegów przerywania ciąży odnotowano w krajach Europy Wschodniej. W roku 1990 aborcję przeprowadzało tutaj aż 46 na 1000 kobiet. W 2014 roku było ich już tylko 27. Według naukowców różnica ta spowodowana jest pojawieniem się w latach 90-tych nowoczesnych metod zapobiegania ciąży. Aborcji na naszym kawałku kontynentu przeprowadza się jednak ciągle niepokojąco dużo, szczególnie w porównaniu z krajami Europy Północnej gdzie wskaźnik spadł z 22 kobiet na 1000 w 1990 roku do 18 w roku 2014. W państwach gdzie aborcja jest zakazana, a wiedza o metodach antykoncepcji zerowa, zmieniło się bardzo niewiele: w 1990 roku ciążę usuwało tam 39 na 1000 kobiet, a w roku 2014 - 37, przy czym spadek ten w krajach Ameryki Łacińskiej to prawdopodobnie wynik wstrzemięźliwości seksualnej powodowanej strachem przed wirusem Zika.(dane za http://foch.p/foch/1,150562,20086012,ustawa-antyaborcyjna-to-slepy-zaulek-liczbe-aborcji-zmniejszyc.html). Najwięcej dzieci rodzi się w krajach , gdzie kobiety mają dostęp do antykoncepcji. U nas- panuje hipokryzja. Dzietność 1,3 przy ograniczeniach aborcyjnych powinna zastanowić, ale refleksji nie ma. Zamiast tego obrońcy życia domagają się zakazu aborcji, ograniczenia badan prenatalnych i wycofania ze sprzedaży antykoncepcji awaryjnej. W 2013 roku CBOS przeprowadził badania dotyczące aborcji w Polsce- najczęściej ciążę przerywają Polki niewykształcone, praktykujące katoliczki z mniejszych miejscowości, które odrzucają antykoncepcję z powodów religijnych lub nie stać ich nowoczesne metody zapobiegania ciąży. Zakaz aborcji nie zwiększa przyrostu naturalnego - zdesperowana kobieta i tak przerwie ciążę. Gdyby organizacjom pro-life zależało na ratowaniu dzieci w okresie prenatalnym to wspierałyby antykoncepcję, edukację seksualna i leczenie prenatalne, a nie walczyły z tym. Sprzeciwiałyby się przemocy w rodzinie i przemocy wobec dzieci. Polskie pro-life wystąpiło przeciwko konwencji antyprzemocowej, popiera stosowanie kar cielesnych wobec dzieci jako prawa rodziców do wychowania dzieci zgodnie ze swoją religią. Nie widza nic złego w biciu dzieci, w zmuszaniu zgwałconych nastolatek do rodzenia, w karaniu kobiet za poronienie, a nawet w karaniu lekarzy za próbę ratowania matki i płodu, o ile płód nie przeżyje.Kluczem do zmniejszenia liczby aborcji jest mądra,wolna od wszelkich religii polityka prokreacyjna oparta na edukacji seksualnej, dostępie do antykoncepcji, badaniach prenatalnych i leczeniu prenatalnym, a także na właściwej opiece nad ciężarną. Spotkałam się z przekonaniem, że obrońców życia powinno się edukować- w końcu mamy wspólny cel: zmniejszenie liczby aborcji. W praktyce okazuje się, że bardzo trudno rozmawia się z ludźmi głuchymi na wszystkie argumenty, którzy podważają autorytety medyczne, mają swoje pseudobadania. Za nimi również stoją organizacje lekarzy wiernych kościołowi,którzy piszą niby naukowe artykuły. Przeciętny czytelnik, który zobaczy, że autorem tekstu jest lekarz bierze za prawdę podane tam informacje. Obrońcy życia odwołują się do podstawowych wartości, takich jak: rodzina, patriotyzm i przywiązanie do tradycji. W narracji obrońców życia osoba, która nie popiera całkowitego zakazu aborcji nie jest prawdziwym Polakiem, ale zdrajcą, dewiantem,agentem homolooby, który ma na celu zniszczenie Polski i rodziny. Na ostatnim Marszu dla Życia i Rodziny w Kielcach tamtejsi obrońcy życia w porozumieniu z biskupem rozdawali ulotki oczerniające osoby seksualne. Treść materiałów była przepełniona seksualizacją, z którą rzekomo walczą.

środa, 4 maja 2016

NIE CHODZI O ABORCJĘ


Mój ostatni wpis spotkał się z dużym oburzeniem wśród zwolenników zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej. Nie było praktycznie żadnych sensowych argumentów do dyskusji. W moją stronę poleciały obelgi o zaburzeniach psychicznych. Strona pro-life (zwolennicy PiS-u i Kukiz15, narodowcy) nie są w stanie podjąć merytorycznej dyskusji z prostej przyczyny- nie potrafią czytać tekstów źródłowych ze zrozumieniem i są bardzo podatni na propagandę uprawianą w mediach przez autorów projektu. Brakuje im podstawowej wiedzy. Z drugiej strony ustawa jest tak skonstruowana, aby na pierwszy rzut oka nie budziła zastrzeżeń natury medycznej.Teoretycznie kobieta i lekarz są bezpieczni- w końcu lekarz może podjąć leczenia ciężarnej w sytuacji, kiedy to leczenie wiąże się z ryzykiem utraty ciąży, ale (i tutaj mamy kluczowe słowo) tylko w sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia matki. To znaczy, jeżeli życie matki dosłownie nie wisi na włosku, lekarz nie może ryzykować- musi czekać do stanu zagrożenia życia matki. W przeciwnym razie, jeżeli następstwem leczenia będzie utrata ciąży, lekarz zostanie oskarżony o nieumyślne spowodowanie śmierci płodu i grozi mu TRZY LATA WIĘZIENIA. Szanowni czytelnicy, jeżeli dokładnie przeczytacie projekt ustawy, to zauważycie, że ani razu nie zostało tam użyte słowo ABORCJA. Tylko w jednym miejscu pomysłodawca projektu wspomina o "powodowaniu śmierci dziecka poczętego", w kilku paragrafach mówi o karach za pomoc i za zmuszanie do przerwania ciąży. Przypominam, że aborcja jest działaniem celowym. Autorzy koncentrują się na nieumyślnym spowodowaniu śmierci dziecka poczętego, co nie ma nic wspólnego z aborcją. Ujęcie w projekcie sytuacji o charakterze leczniczym, które mogą spowodować utratę ciąży, wprowadzenie pojęcia nieumyślnego spowodowania śmierci dziecka poczętego jest sprzeczne z główną ideą projektu i nie dotyczy tematu ustawy. Poronienie, obumarcie płodu to nie są działania celowe, więc nie mogą podchodzić pod aborcję. Projekt nie spełnia kryterium ustawy antyaborcyjnej, ponieważ autorzy mieszają dwa porządki: aborcję jako działanie celowe i ciążę patologiczną (zagrożoną). Jaki jest cel projektu? Kryminalizacja poronienia, utrudnianie prowadzenia ciąży, zastopowanie rozwoju medycyny prenatalnej i in vitro, które według obrońców życia są wyrokiem śmierci dla "dziecka poczętego" i są równoznaczne z aborcją. Fundacja Pro Prawo do Życia od 2011 roku usiłuje przeprowadzić zakaz badan prenatalnych gdyż ich zdaniem badania są przyczyną zabijania płodów z zespołem Downa. Oczywiście żadnych akcji edukacyjnych na temat zespołu Downa Fundacja nie prowadzi. Próżno szukać na ich stronach informacji o stowarzyszeniach skupiających rodziców dzieci z zespołem Downa. Nie dajcie się nabrać na hasła o ratowaniu życia dzieci. W ustawie nie chodzi o walkę z aborcją. Gdyby ustawa faktycznie miała na celu ochronę płodu przed aborcją, to niepotrzebny byłby paragraf o nieumyślnym spowodowaniu śmierci dziecka poczętego. Aborcja jest zawsze działaniem celowym. Ordo Iuris manipuluje ustawą, celowo wprowadza w błąd i oskarża środowiska lewicowe o szerzenie nieprawdziwych informacji. Ustawa przewiduje odpowiedzialność karną za nieumyślne spowodowanie śmierci płodu- oznacza to, że poronienie, wewnątrzmaciczne obumarcie płodu, fakt, że mimo leczenia nie uda uratować dziecka albo przedwczesny poród w celu ratowania dziecka lub matki w przypadku, kiedy dziecko umrze oznacza w dwóch pierwszych przypadkach ciąganie załamanej , zrozpaczonej kobiet do prokuratury, a dwa następne przypadki 3 lata więzienia dla lekarza. Kobieta po poronieniu potrzebuje wsparcia, a nie ciągania do prokuratury. Jej los zależy od stopnia uległości prokuratora wobec kościoła i władzy. Znajdzie się nadgorliwiec, który w poronieniu do 12 tyg. ciąży będzie dopatrywał się celowego działania Warto wiedzieć, że nieprawdziwe są wieści rozpowszechniane przez zwolenników ustawy, że kobiety nie będą karane za poronienie. Ustawa przewiduje odpowiedzialność karną kobiety za nieumyślne spowodowanie śmierci płodu, jeżeli poronieniu towarzyszą dodatkowe okoliczności. Jeżeli badanie szczątków po poronieniu wykażą, że płód miał uszkodzenie genetyczne, to kobieta jest bezpieczna- nie zawiniła. Jeżeli przyczyną poronienia będzie stres, choroba, wypadek, czy leki na różne schorzenia, to kobieta musi się liczyć z tym, że będzie ciągana do prokuratury, a o jej losie będzie decydował humor prokuratora i sędziego- można odstąpić od wymierzenia kary. Widać wyrazie, że czym innym jest odstąpienie od wymierzenia kary, a czym innym nie popełnienie przestępstwa. Każda dodatkowa okoliczność towarzysząca poronieniu może być podstawą do zawiadomienia prokuratury. Nie jest to histeria zwolenników obecnej ustawy i straszenie, ale realna groźba. Przepisy są niejasne i dają olbrzymie pole do nadinterpretacji, co zagraża rodzinie, życiu i wolności kobiet. Kto będzie rozstrzygał, czy poronieniu towarzyszyła inna okoliczność-czy np: infekcja,upadek z roweru, stres, nieostrożne zażycie leków nie będą uznane za inne okoliczności i będą pretekstem do zawiadomienia policji?. Kobiety będą bały się zgłaszać dolegliwości ciążowych, aby nie być narażonej na oskarżenie, mimo, że bardzo często można wstrzymać rozpoczynające się poronienie. Aby zrozumieć prawniczy bełkot autorów trzeba wiedzieć jaka jest różnica między "nie podlega karze', a nie popełnia przestępstwa. Odnośnie lekarzy - przestępstwa nie popełnia lekarz, który działa w sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia, czy przy krwotoku w ciąży pozamacicznej. Ale jeżeli lekarz nie jest w sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia, to musi czekać z ratowaniem ciężarnej o chwili, aż jej życie zawiśnie na włosku. Jeżeli operacja prenatalna na płodzie nie powiedzie się lekarz będzie się tłumaczył przed prokuratorem. To jest w tych punktach, tylko trzeba umieć czytać ze zrozumieniem, a nie ulegać propagandzie obrony życia i ataku morderców jaką serwują autorzy. Ta ustawa to wyrok śmierci dla kobiet i płodów, zemsta na ginekologach. Wykreślenie badań prenatalnych , wprowadzenie kar dla lekarzy, którzy diagnozują i próbują leczyć prenatalnie, jeżeli leczenie nie powiedzie się oznacza wyrok śmierci na płody, które można dzisiaj leczyć. Podchodzi to pod nieumyślne spowodowanie śmierci.en zapis jest zagrożeniem dla kobiet chorujących na cukrzyce, schorzenia kardiologiczne, nowotwory. Leki mogą działać niekorzystnie na płód. Lekarz nie będzie mógł ich podać, ponieważ mogą być zagrożeniem dla płodu. Obecnie lekarz ocenia ryzyko. Po wejściu w życie ustawy za stworzenie niebezpieczeństwa dla płodu, lekarz pójdzie siedzieć , to oznacza, że ciężarne z nowotworami będą umierały masowo. Ich płody - "dzieci poczęte" o które tak walczą autorzy ustawy, będą umierały wraz z matkami.