Blog o tematyce kobiecej i społecznej. Moda, antykoncepcja, dieta, prawa kobiet, dzieci i zwierząt, wychowanie. Blog dla wszystkich, którzy chcą rozmawiać bez obaw o obrazę uczuć. Blog dla reklamodawców - dziennie nawet 200 wyświetleń.
Zbliża się nowy rok szkolny, pierwsze zebrania rodziców i odwieczne pytania o oświadczenie w sprawie religii. Na temat katechezy w szkole napiszę kolejny post. Teraz chciałabym skupić się na lekcjach etyki, a w zasadzie ich braku. Od dwóch lat nie mogę doprosić się lekcji etyki w szkole mojej córki. Odpowiedź dyrekcji jest jednoznaczna - nie zgadza się na nią organ prowadzący szkołę, nie ma funduszy. Pieniądze na religię są, ale to już inna sprawa. Nie tylko ja mam taki problem. Mają go wszyscy niewierzący, którzy muszą w polskiej szkole znosić upokorzenia. Szkoła zamiast promować różnorodność,pokazywać świat, uczyć logicznego myślenia, promować tolerancję, wolnomyślicielstwo ogranicza poznanie do jedynie słusznej koncepcji religijnej. Nie łudźmy się, że treści religijne kończą się na katechezie. Są obecne w podręcznikach do języka polskiego, biologii, wychowania do życia w rodzinie. Msze są obowiązkowym elementem szkolnych uroczystości. W niektórych szkołach obowiązkowym elementem dużej przerwy jest odbycie modlitwy. Sprzeciw nie wchodzi w grę, bo dyrekcja popiera pomysły katechetów. Nikt nie liczy się z uczuciami osób niewierzących, czy nawet uczniów, którzy mogą mieć inne poglądy niż ich katoliccy rodzice.
Przy okazji chciałabym polecić wszystkim ateistom i ludziom wierzącym, którym nie podoba się postępowanie kleru stronę , na której znajdą kulturalną i merytoryczną krytykę Kościoła. Polecam czytanie profilu na FB "Ateiści, Agnostycy, Sceptycy-Strefa wolna od zabobonów", na której bez obawy o obrazę uczuć religijnych możecie podyskutować i wyrazić swoją złość na postępowanie funkcjonariuszy kościelnych
Niewierzący rodzic nie musi godzić się na lekcje katechezy, może wybrać etykę. Szkoła ma obowiązek organizowania etyki, jeżeli chętnych jest siedem osób. Często jest tak, że nikt rodziców nie pyta, czy życzą sobie etyki, a lekcja nie jest uwzględniana w planie nauczania. Niewiele osób wie, że dla mniejszej liczby uczniów w klasie lub oddziale lekcje etyki powinny być zorganizowane w grupie międzyoddziałowej lub międzyklasowej. Oznacza to, że w takiej sytuacji, lekcje etyki ma organizować organ prowadzący szkołę, jest to najczęściej gmina. Do grupy międzyszkolnej mogą uczęszczać uczniowie szkół prowadzonych przez różne organy prowadzące, które ustalają, w drodze porozumienia, zasady jej prowadzenia. Oznacza to, że mogą być tworzone np. grupy międzyszkolne dla uczniów szkół z sąsiadujących gmin, co pozwala na organizowanie zajęć w sytuacji, gdy w szkołach prowadzonych przez ten sam organ zgłosi się mniej niż 3 uczniów. Uczeń pełnoletni może sam zdecydować, na jaki przedmiot chce chodzić. Moim zdaniem taka decyzja powinna stać po stronie ucznia już od 1 klasy gimnazjum. Dziecko w tym wieku potrafi określić, czy wierzy w treści przekazywane na religii, czy ma odmienny światopogląd.
W podjęciu właściwej decyzji mogą pomóc treści nauczania etyki. Dla przykładu przytaczam cele nauczania etyki w szkole podstawowej
Cele kształcenia – wymagania ogólne
I.
Kształtowanie refleksyjnej postawy wobec człowieka,jego natury, powinności moralnych oraz wobec różnych sytuacji życiowych.
II.
Rozpoznawanie swoich obowiązków wobec najbliższego otoczenia, rodziny i szkoły.
III.
Przygotowanie do rozpoznawania podstawowych wartości i dokonywania właściwej ich hierarchizacji.
IV.
Dostrzeganie różnorodności postaw i zachowań ludzi.
V.
Wyrażanie opinii i wartościowanie zjawisk społecznych na poziomie społeczności szkolnej i społeczności lokalnej.
Treści nauczania – wymagania szczegółowe
1.
Poznawanie siebie, dostrzeganie cech indywidualnych własnych i najbliższych osób.
2.
Wyjaśnianie prawdziwego znaczenia własnych zachowań oraz ich przyczyni konsekwencji.
3.
Człowiek jako osoba; godność człowieka.
4.
Przyjmowanie odpowiedzialności za siebie.
5.
Prawa i obowiązki, zasady i reguły postępowania,w tym takŜe w ruchu drogowym.
6.
Uczestnictwo w grupie, porozumiewanie się z innymi.
7.
Wolność i jej różne rozumienie, autorytety i wzory osobowe.
Jak widać etyka to zupełnie różny przedmiot od religii - przygotowuje do życia społecznego, do podejmowania relacji międzyludzkich, uczy wyrażania opinii, pomaga w kształtowaniu własnych zasad moralnych. Stawia się na takie wartości jak: godność i wolność człowieka, angażowanie się w działalność lokalną, buduje poczucie obowiązkowości wobec szkoły i rodziny. Nawet osoby wierzące mogą bez obawy o zachwianie wiary posłać swoje dzieci na etykę. Kwestie religijne nie są przedmiotem zainteresowania tego przedmiotu. Błędem jest przeciwstawianie sobie religii i etyki, co buduje atmosferę niechęci do etyki. Etyka to dział filozofii, w ujęciu szkolnym dodane zostały zagadnienia z socjologii i psychologii. To w pełni wartościowy przedmiot, który rozszerza horyzonty poznawcze uczniów i powinien być obecny w szkole, nie jako przeciwwaga religii, ale jako przedmiot obowiązkowy, tak samo jak matematyka, historia i polski.
Informacje o grupie międzyszkolnej i zarys nauczania zaczerpnęłam ze strony Ministerstwa Edukacji Narodowej.
Warto walczyć o etykę, chociaż jest to walka z wiatrakami, bowiem szkoły zakładają, że wszyscy są wierzący. Warto pamiętać, że od 1 września 2012 roku we wszystkich szkołach obowiązują nowe zasady organizacji nauki. Jedną ze zmian jest umieszczenie religii na liście przedmiotów fakultatywnych - obok etyki, wychowania do życia w rodzinie, języków mniejszości i regionalnych czy zajęć w klasach sportowych. Przedmioty te stają się obowiązkowe, gdy rodzice (a w przypadku uczniów pełnoletnich - oni sami) zadeklarują uczestnictwo. Najważniejsza zmiana dotyczy sposobu finansowania. Środki na prowadzenie zajęć fakultatywnych pochodzą z budżetu samorządów. Oznacza, że opłacenie religii będzie należało do samorządów. To cios dla samorządów, którym będzie brakowało przez to pieniędzy na pomoc społeczną, czy miejskie inwestycje. Drodzy rodzice, skoro już samorządy opłacają naukę przedmiotów fakultatywnych , zadbajmy o to, aby za te pieniądze dzieci otrzymywały potrzebną im wiedzę, a nie uczyły się na pamięć modlitw i niestworzonych historii o duchu świętym, cudownej mocy relikwii, niepokalanym poczęciu i innych absurdach. Szkoły postępują niezgodnie z prawem zakładając uczestnictwo uczniów w lekcji religii, nie pytając rodziców o zgodę. Najczęściej rodzice deklarują zgodę w pierwszej klasie. W następnych latach zakłada się, że zgoda jest aktualna. Wymaga się jedynie pisemnego oświadczenia o wypisaniu z religii. Tymczasem deklarację powinni składać co roku rodzice zapisujący dziecko na katechezę. Ciekawostką jest to, że w Polsce jest prawie 900 szkół, w których nie ma religii. Oby było ich coraz więcej.
Od kilku tygodni obserwujemy nieustanny atak kościoła katolickiego na swobody konstytucyjne. Jako osoba niewierząca, która chce żyć w wolnym kraju i mieć prawo do wyrażania swoich poglądów, nawet jeżeli są inne niż wizja biskupów. Niepokoję się wzrastającym terroryzowaniem społeczeństwa paragrafem o obrazie uczuć religijnych. Trzeba tutaj nadmienić, że nie chodzi o obrazę wiary, czy przedmiotów kultu, ale o wykorzystywanie absurdalnego zapisu do umacniania władzy biskupów i dławienia wszelkiej krytyki kościoła, tworzenie w świadomości społecznej obrazu, w którym to postępowanie zgodne z prawem, szacujące świeckość państwowych instytucji jest prześladowaniem wierzących i Kościoła. Obrazą uczuć religijnych jest popieranie związków partnerskich, różnych modeli rodziny, mówienie prawdy o pedofilii wśród duchowieństwa, o pijackich ekscesach kleru, o chciwości i przekrętach finansowych "bożych wysłanników".
Ostatnie ataki na ateistów przeprowadził nawet Facebook zamykając kilka profili ludzi niewierzących, na których ośmielali się krytykować jego wysokość Kościół katolicki. Wyrok na pana Jerzego Urbana , który zdaniem sądu obraził uczucia religijne, bo umieścił coś co uznano za wizerunek Chrystusa w znaku zakazu, to kolejny przejaw prześladowania ateistów i nadinterpretacji obrazy uczuć religijnych. Postać w gazecie NIE była uśmiechnięta, więc co tak uraziło uczucia posłów? Nie wiemy jak wyglądał Chrystus. Z jakiej racji krytyka jego wyobrażenia jest obrazą uczuć religijnych?. Czy jeżeli zwinę w kulkę obrazek wyobrażający Jezusa z podpisem "Jezu, ufam Tobie" i wyrzucę go do kontenera z papierem też obrażę uczucia religijne? Absurdalne i chore?. Kolejna absurdalna nagonka, tym razem na komendanta z Radomia, który realizując Konstytucję i zapis konkordatowy o rozdziale kościoła od państwa kazał zdjąć krzyże. Policjanci napisali skargę na przełożonego do biskupa i komendanta wojewódzkiego- zarzucili mu obrazę uczuć religijnych. Trzeba przyznać, że policja w niektórych gminach realizuje zadania powierzone przez biskupa, boi się duchowieństwa, nie podejmuje działań choćby w sprawach o pedofilię, czy jazdę pod wpływem alkoholu, jeżeli podejrzanymi mają duchowni. Pan Komendant ma gigantyczne kłopoty, bo zdjął krzyż - być może symbol wiary, ale przede wszystkim znak poddaństwa władzy i instytucji państwowych wobec kościelnej hierarchii, znak, który w instytucjach państwowych bywa ważniejszy od godła. Krzyż w miejscach publicznych to jedynie symbol religii. Państwo nie jest lennikiem kościoła, Polski nie tworzy jak chcą biskupi, chrześcijański system wartości i postać Jezusa, ale Konstytucja i różnorodny światopoglądowo naród. Instytucje państwowe nie są sługami kościoła, ale niezależnymi bytami, gdzie każdy obywatel ma prawo załatwić sprawę i nie mogą godzić w system wartości obywateli. Krzyż jest pokazaniem, kto ma większość i rację. Czy komisariat jest godnym miejscem dla krzyża, jeżeli przyjąć, że jest on symbolem miłości Boga do człowieka? Raczej nie. Obrazki z wizerunkami świętych na komisariacie policji urągają powadze tego miejsca. W jaki sposób modlitwa ma pomóc łapać przestępców doprawdy nie wiem. Policjanci powinni zająć się wykrywaniem przestępstw, a nie tracić czas na modlitwę do świętych, czy na pielgrzymki i msze w trakcie pracy. Praktyki religijne powinny być odprawiane po pracy, w ramach prywatnego czasu.
Od kilku miesięcy mam wrażenie, że skrajnych katolików obraża wszystko - ich gorące religijne uczucia rani nawet akcja "Ludzie z werwą", gdzie jeden koncern paliwowy prezentuje osoby zasłużone dla nauki, medycyny i społeczeństwa. Otóż w kapitule konkursu zasiada prof. dr hab. Mirosław Wielgoś, znany lekarz. Jego obecność wzbudziła kontrowersje u "obrońców życia" z Fundacji Pro - Prawo do Życia. W klinice Dzieciątka Jezus, której profesor Wielgoś jest kierownikiem, przeprowadza się bowiem zgodne z prawem aborcje w sytuacjach, gdy płód stanowi zagrożenie życia dla matki lub jest obciążony wadami genetycznymi. W związku z czym, Fundacja przedstawia go jako mordercę i zarzuca mu mordowanie niepełnosprawnych dzieci. Fundacja Pro- Prawo do życia od lat paraliżuje polskie szpitale, prowadzi nagonkę na osoby będące zwolennikami kompromisu aborcyjnego. Na swoich głupkowatych plakatach przedstawia ich na tle porozrywanych płodów. Wykorzystuje bezprawnie wizerunek tych osób , w większości lekarzy i polityków, aby wzbudzić nienawiść społeczną i jakoś nikt nie reaguje , nie pociąga tej kościelnej organizacji do odpowiedzialności karnej.
Jak długo jeszcze będziemy pozwalać na narzucanie przez Kościół katolicki ideologii, na oczernianie ludzi, na jedyną możliwą interpretację wiedzy, to znaczy zgodnie z przemyśleniami papieży?
Kościół uważa się na gwaranta nieomylności w kwestiach moralnych. Teologia (religia) jest potrzebna służbie władzy hierarchicznej, która samą siebie ustanowiła nieomylną prawdą. Papież uchodzi przecież za nieomylnego w sprawach wiary. Kościół trzyma lud za przysłowiową twarz, straszy piekłem, grzechem, karą za nieposłuszeństwo , wyrzutami sumienia, spowiedzią itp. Kościół hierarchiczny chce jedynie panować i odnosić korzyści, a religia jest dla niego jedynie fasadą, za którą ukrywa swoje właściwe zamiary. Kościół potrzebuje Boga jako najwyższej i ostatniej instancji, aby móc żądać od wiernych absolutnego, bezwarunkowego posłuszeństwa wobec swoich twierdzeń i zakazów, które są sprzeczne z nauką i zdrowym rozsądkiem
"Nie ma drugiej takiej religii, która zniszczyłaby tyle istnień ludzkich, co religia katolicka. Inkwizycja, palenie kobiet – domniemanych czarownic – likwidacja całych narodów, prześladowania niewierzących, heretyków, żydów, tak zwanych sekt; związki Kościoła z dyktatorami (Mussolini, Franco, Hitler, Pinochet), z mafią (Calvi, Sidona etc.); wykorzystywanie niewinnych dzieci i młodych ludzi do celów seksualnych przez papieży, biskupów i księży; oszustwo celibatu, który trwa, chociaż mnóstwo księży żyje z partnerkami lub partnerami (co opisałem w moich książkach: „Eros und Klerus” i „Casanovas in Schwarz”). Współczesne państwa i rządy w wyniku własnej słabości lub głupoty popierają mity o moralnym autorytecie Kościoła i jego niezbędności dla prawidłowego funkcjonowania społeczności ludzkiej. Dzięki temu Kościół zyskuje na znaczeniu i rośnie w siłę, także finansową. Tymczasem każdy człowiek ma własne sumienie i musi zbudować swój własny system etyczny, jeżeli nie chce się stać wasalem propagandy, konwencji i ślepej dogmatyki Kościoła. "
W pełni zgadzam się ze słowami wypowiedzianymi przez byłego duchownego, pana Hubertusa Mynarka, profesora,obecnie dziekana Uniwersytetu Wiedeńskiego.
Nie podoba się mi to, że nieudolne rządy pozwalają Kościołowi na bycie autorytetem moralnym, na zastraszanie polityków i społeczeństwa, że nie robią nic, aby bronić naród przed coraz większymi zakusami kościoła. Warto pamiętać, że Kościół katolicki nie jest on prawdziwą religią, lecz konglomeratem rozmaitych religii i światopoglądów. Można w nim znaleźć elementy chrześcijaństwa, religii pogańskich, filozofii antycznych i współczesnych. Katolicyzm jest pozbawiony oryginalności. Wierzący nie odnajdzie tutaj żadnej prawdy wiary, która nie zostałaby ukradziona jakiejś innej religii, np: zmartwychwstanie. A jest zdradą religii, ponieważ nadużywa jej do manipulowania ludźmi, ogłupiania ich i wykorzystywania, a nie do przedstawiania Boga.
Szczerze mówiąc to ludzie niewierzący, wyznawcy innych religii, agnostycy mają serdecznie dość obecności Kościoła w życiu politycznym i społecznym, ciągłego zastraszania, wyłudzania z budżetu pieniędzy podatników, uzurpowania sobie wielkiej roli w państwie. Chcemy mieć w końcu prawo do wypowiadania swoich poglądów bez zagrożenia, że poseł PiS, Solidarnej Polski i szkodliwe fundacje pro-life poczują się urażone i będą gnębiły ludzi myślących inaczej niż oni i biskupi. Mamy dość duchownych wzywających do ubóstwa, poświęcania siebie jeżdżących najlepszymi samochodami i mieszkających w pałacach. Mamy po dziurki w nosie opowiadania o ewangelicznej miłości przez osoby, które podżegają do nienawiści wobec dzieci z in vitro, ginekologów przepisujących antykoncepcję, wykonujących in vitro, czy usuwających ciążę, w przypadku kiedy płód ma kilka uszkodzeń genetycznych. Domagamy się karania duchowieństwa w sytuacji, kiedy nawołują do nienawiści wobec związków partnerskich, osób homoseksualnych , lewicowców, twórców krytykujących kościół. Nie chcemy , aby Polska była ośmieszana przez przedstawicieli kleru uważających, że ich pomysły są ważniejsze od prawa stanowionego, czy też przed duchowieństwo wyrażające pogląd, że zapłodniona komórka jajowa jest człowiekiem, opowiadających bajki o wskrzeszeniach, czy uleczeniu raka dzięki modlitwie. Ubolewamy nad tym, że nasz piękny nadwiślański kraj jest kompromitowany przez pewnego księdza, który opublikował listę zagrożeń duchowych, na których znaleźli się najwięksi twórcy muzyki rozrywkowej, symbole kulturowe i dzieła literackie. Mamy oto początek nowej listy "ksiąg zakazanych". Chcemy żyć w normalnym kraju bez strachu, w państwie szanującym prawa człowieka. Zależy nam na tym, aby nasze dzieci i ich nauczyciele nie były zmuszani do udziału we mszach szkolnych i rekolekcjach, aby wyprowadzić religię ze szkół i móc wychowywać dzieci zgodnie ze swoim światopoglądem bez obawy o to, najmłodsi że będą wyśmiewani w szkole z powodu niewiary w Boga. Wierzący mogą posyłać dzieci na religię do salek katechetycznych.
Racjonaliści apelują do partii lewicowych i liberalnego skrzydło Platformy Obywatelskiej o porozumienie między podziałami i usunięcie z kodeksu karnego punktu o obrazie uczuć religijnych, który zagraża wolności wypowiedzi w Polsce i jest powrotem do cenzury. Sprzeciw wobec hierarchów katolickich to trudne zadanie - oni zawsze wiedzą jak wystraszyć i zmusić polityków do posłuszeństwa. Mają w ręku swój jeden argument - 90% społeczeństwa to katolicy. I tutaj wypada napisać sprostowanie - to osoby ochrzczone, a niekoniecznie praktykujący katolicy, którzy poważnie traktują naukę Kościoła. Spora część nie chodzi do kościoła,nie daje na tacę, a naukę Kościoła ma w nosie.
Od polityków spora grupa społeczna oczekuje likwidacji paragrafu o obrazie uczuć , wyprowadzenia religii ze szkół i zerwania konkordatu. Zamiast religii można by wprowadzić etykę, ekonomię i obowiązkowo wychowanie seksualne. Przedmioty unowocześnią edukację, pomogą dzieciom w dorosłym życiu. Religia jest przedmiotem zbędnym we współczesnej szkole, skostniałym, nieefektywnym.
Kościół uważa się za instytucję prześladowaną. Wiele osób zdziwi to stwierdzenie. Otóż prześladowanie kościoła to np: zdjęcie krzyża z komisariatu, likwidacja Funduszu Kościelnego, brak religii na maturze, związki partnerskie, mówienie prawdy o pedofilii i przekrętach finansowych. Większość z nas chciałaby być tak prześladowana jak Kościół - mieć największe wpływy, poczucie bezkarności i nieliczone dotacje oraz ulgi podatkowe.
Czy we współczesnym świecie, aby bronić wolności wypowiedzi, wolności mediów, tym razem przez klerem i ich sympatykami znów trzeba wyjść na barykady?
Widzowie, którzy w piątkowy wieczór, 8 marca 2013 roku oglądali programy kabaretowe w TVP 2 na długo je zapamiętają. Kabaret Limo ośmielił się wygłosić skecze o tematyce religijnej i przedstawić pogląd, że papież jest człowiekiem. Inspiracją była Księga Rodzaju, motyw stworzenia kobiety i pierwszego grzechu oraz z Nowego Testamentu – moment pokłonu Trzech Króli. Później kabaret odwołał się do abdykacji papieża, pokazał go jako typowego człowieka, który trawi i wydala i mentalności stereotypowego słuchacza Radia Maryja. Religia jest częścią społecznego życia i jako taka podlega jego krytyce. W Polsce mamy dziwną sytuację – religia staje się przestrzenią, której nie można krytykować. Jest to związane z punktem w prawie karnym „obrazie uczuć religijnych” za które grozi dwa lata więzienia. Zapis ten jest oczywiście sprzeczny z artykułem 52 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej, który brzmi „ Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. Cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy są zakazane. Ustawa może wprowadzić obowiązek uprzedniego uzyskania koncesji na prowadzenie stacji radiowej lub telewizyjnej.”
Posłowie Prawa i Sprawiedliwości , członkowie Parlamentarnego Zespołu d/s Przeciwdziałania Ateizacji Polski wystosowali pismo do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji o ukaranie TVP 2 za nadanie programu, który naśmiewa się z papieża i religii. Rada już zdjęła z anteny powtórki programu.
Pismo posłów jest nieporozumieniem z kilku powodów. Po pierwsze twórczość kabaretowa rządzi się swoimi prawami, a jej celem jest parodiowanie rzeczywistości. Po drugie religia nie jest tematem zakazanym, działalność religijna jest zgodna z Konstytucją i siłą rzeczy podlega społecznej ocenie. Po trzecie – osoba papieża nie jest częścią religijnego kultu, ponieważ papież nie jest osobą boską, więc paragraf o zachowaniu czci dla miejsc i przedmiotów kultu w tej kwestii nie obowiązuje. Papież jest osobą piastującą urząd, tak samo jak Premier, Prezydent, Przewodniczący Parlamentu Europejskiego. Idąc drogą PiS-u , również Premier musiałby napisać kilkanaście skarg na „Kabaretowe posiedzenie rządu”, które bez żadnych zahamować kpi z gabinetu rządowego. Po czwarte dogmat o dziewictwie Maryi powstał w drugim wieku naszej ery, nie ma nic wspólnego z Biblią, więc powoływanie się dla niego nie jest obrazą uczuć religijnych. Po piąte – motyw stworzenia świata i człowieka już dawno wyszedł poza religię – jest symbolem kulturowym, tak samo jak mitologiczne opisy stworzenia świata. Jedyny punkt, który może budzić zniesmaczenie to moment, kiedy kabaret zażartował z niepełnosprawności ludzi starszych. Trudno dostrzec cokolwiek złego w przypomnieniu, że papież jest człowiekiem, którego organizm ma takie same funkcje biologiczne, który nosi bieliznę i korzysta z internetu.
Żądanie kar dla artystów za rzekomą obrazę uczuć religijnych i nienadawania programów niezgodnych z religią katolicką narusza kolejny artykuł Konstytucji. Jest to artykuł 6, punkt 1 „Rzeczpospolita Polska stwarza warunki upowszechniania i równego dostępu do dóbr kultury, będącej źródłem tożsamości narodu polskiego, jego trwania i rozwoju.”
Wymaganie, aby wszystkie treści nadawane w telewizji publicznej akceptowały chrześcijański system wartości jest wykluczeniem na margines osób, które nie utożsamiają się z nauką biskupów. Są to nie tylko ateiści i osoby innych wyznań, ale także katolicy, którzy nie praktykują wiary i mają krytyczny stosunek do nauki Kościoła. Takie działanie nosi znamiona dyskryminacji ze względu na poglądy, odmawiania uczestnictwa w życiu kulturalnym osobom o innych poglądach.
Zakończenie sprawy jest smutne -TVP dostała karę za obrazę uczuć religijnych
„W komunikacie KRRiT poinformowała, że na TVP nałożono karę w wysokości 5 tys. zł za naruszenie art. 18 ust. 1 i 2 ustawy o radiofonii i telewizji. "Zgodnie z art. 18 ust. 2 ustawy o radiofonii i telewizji 'audycje lub inne przekazy powinny szanować przekonania religijne odbiorców, a zwłaszcza chrześcijański system wartości'. Natomiast art. 18 ust. 1 przewiduje, że audycje lub inne przekazy nie mogą 'propagować działań sprzecznych z prawem, z polską racją stanu oraz postaw i poglądów sprzecznych z moralnością i dobrem społecznym'" – napisano” (na podstawie informacji z portalu wp.pl). I tak oto Polska jest pierwszym nieislamskim państwem, w którym satyra z katolickiego fanatyzmu została ukarana. Smutny czas dla praw człowieka i wolności słowa.
Ograniczenie wolności słowa
W latach PRL-u w Polsce obowiązywała cenzura na informacje polityczne. Niestety cenzura mimo konstytucyjnego zakazu nie zniknęła z przestrzeni polskich mediów. Przybrała formę punktu o obrazie uczuć religijnych. Jest rzeczą oczywistą, że nie wolno obrażać uczuć drugiego człowieka, także tych religijnych. Problem w tym, że wspomniany powyżej punkt jest nadużywany. Oto obrazą uczuć religijnych jest skecz kabaretowy, czy stwierdzenie, że władze kościelne ukrywają afery pedofilskie. Obrazą uczuć religijnych była obecność Nergala w programie muzycznym, czy koncert Madonny. Obrazą uczuć religijnych jest popieranie związków partnerskich, czy akceptowanie in vitro. Media prawicowe i posłowie konserwatywni jakoś nie dostrzegają nic złego w wyzwiskach wobec osób żyjących w związkach nieformalnych, dyskryminacji dzieci z in vitro i niepłodnych par. Dyskryminację widzą za to w każdym ataku na tradycyjne rozumienie rodziny i kościół. W ich odczuciu nawet mówienie, że źródłem przemocy wobec kobiet i dzieci jest tradycja to przejaw walki z instytucją kościelną. Jakiekolwiek odwołanie do religii, które nie jest jej absolutnym podporządkowaniem się jest według posłów dyskryminacją osób wierzących i obrazą uczuć religijnych.
Konkluzja artykułu jest niestety smutna- w Polsce nie ma wolności słowa, wolne myślenie jest tłumione przez partie prawicowe i współpracujące z nimi media. Artysta nie może wypowiedzieć się szerze na temat religii, tradycji, instytucji, bo musi się liczyć z kłopotami, ciąganiem po sądach zniknięciem z telewizji. Co ciekawe, te same partie zacięcie walczą o miejsce na multipleksie cyfrowym TV TRWAM, powołując się na wolność słowa i wyznania. Jak widać wolność słowa, w ich mniemaniu obowiązuje tylko wtedy jeżeli jest zgodna z wytycznymi partii konserwatywnych i daje możliwość zaistnienia w mediach. Ci sami ludzie odmawiają prawa do wolności wypowiedzi artystom prezentującym odmienny światopogląd
Na koniec nazwa zespołu Parlamentarny Zespół d/s Przeciwdziałania Ateizacji Polski narusza Konstytucję w kilku punktach:
1)Jest sprzeczna z punktem 1 i 3 Konstytucji
„Art. 1.
Rzeczpospolita Polska jest dobrem wspólnym wszystkich obywateli.
Art. 3.
Rzeczpospolita Polska jest państwem jednolitym.”
2)Zacytowana powyżej nazwa narusza artykuł 25, punkt 2
„Władze publiczne w Rzeczypospolitej Polskiej zachowują bezstronność w sprawach przekonań religijnych, światopoglądowych i filozoficznych, zapewniając swobodę ich wyrażania w życiu publicznym.”
Nazwa zespołu dyskryminuje osoby nie wyznające katolicyzmu, sieje nienawiść, sugeruje, że ateizm, będący pokojowym światopoglądem, zagraża krajowi. Poza tym odwołuje się do jednej religii, sugerując, że Polska jest państwem wyznaniowym, a inne światopoglądy są w naszym kraju niemile widziane. Zastanawiam się, czy w polskim Sejmie powinno być miejsce dla zespołu ludzi, których celem działalności jest ograniczenie praw obywatelskich w imię nauczania biskupów. Posłom trzeba przypomnieć, że najważniejszym aktem prawnym w Polsce jest Konstytucja. Konstytucja zapewnia wolność słowa i równość obywateli wobec prawa .Niestety, wiele ustaw jest sprzecznych z Konstytucją i znajdują się w nich zapisy ograniczające prawa obywateli, segregujące ludność Polski na lepszych i gorszych.
Polskie media, kiedy usłyszały, że dziecko jest istotą seksualną wpadły w histerię. Na WHO spadły gromy i oskarżenia o seksualizację dzieci. W części polskiego społeczeństwa panuje przekonanie, że dzieci nie są istotami seksualnymi. Pogląd ten nie ma potwierdzenia naukowego. Psychologowie rozwojowi twierdzą, że człowiek rodzi się jako istota seksualna, a seksualność rozwija się etapami i jest związana z ogólnym rozwojem dziecka. W edukacji seksualnej ważne jest to, aby wiedza wyprzedzała doświadczenie dziecka. O miesiączce , czy antykoncepcji dziewczynka powinna widzieć przed rozpoczęciem miesiączkowania. Seksualności dziecka nie wolno oceniać z perspektywy dorosłego. Połączenie seksualności z innymi aspektami własnej osobowości, takimi jak rozwój poczucia własnej wartości, zdolności do życia w związkach, stanowi istotne, choć niełatwe zadanie dla młodych osób. Na wszystkie zmiany w rozwoju seksualnym mają wpływ także czynniki biologiczne, psychologiczne i społeczne.
Rozwój seksualny rozpoczyna się od urodzenia. Maluszek lubi być przytulany, jest karmiony piersią, najszybciej uspokaja się położony na piersi mamy. Kontakt z mamą jest niezbędny do prawidłowego rozwoju malucha, kształtuje poczucie bezpieczeństwa, sprawia, że maleństwo czuje się kochane. Dziecko odczuwa przyjemność z kontaktu z mamą i uczy się, że przytulenie, pocałowanie i głaskanie wzmaga poczucie bezpieczeństwa i jest odznaką miłości. Dziecko, którego potrzeby kontaktu z najbliższymi są zaspokojone ma szansę na stworzenie trwałego związku w przyszłości. Dziecko rozwija poczucie zaufania, jeżeli jego potrzeby spotykają się z odpowiednim odzewem i zaspokojona jest potrzeba fizycznej bliskości. Akceptacja dziecka w rodzinie, akceptacja własnego ciała, płci nie są doświadczeniami seksualnymi w wąskim znaczeniu, ale wpływają na każdą dziedzinę naszego życia, również seksualność. Zachowania seksualne dzieci mają charakter zabawy lub przekomarzania się, są sposobem odkrywania siebie i innych. W ten sposób dzieci i młodzież dowiadują się, co lubią, a czego nie , w jaki sposób należy radzić sobie z intymnością i jak zachować w sytuacjach intymnych. W ten sam sposób tworzą swoje normy w tym zakresie.
Rozwój seksualności dziecka w pierwszych 6-ciu latach życia.
Pierwsze lata życia to okres wzmożonego rozwoju – dziecko poznaje świat, dźwięki, najbliższych, uczy się siedzieć, mówić, chodzić. Poznaje też swoje ciało, a co za tym idzie miejsca intymne. Już u niemowląt można zaobserwować erekcję lub nawilżenie pochwy – jest to znak, że narządy działają prawidłowo. Około 3-4 miesiąca życia maluszek odkrywa, że ma rączki i nóżki. Rodzice wiedzą, jak wspaniale dzieci potrafią się bawić rączkami i nóżkami. Około 8-11 miesiąca życia dzieci odkrywają narządy rodne i oczywiście poznają je przez dotykanie. W wieku ok 2 lat rodzice odkrywają zdumiewającą dla nich rzecz, że dziecko masturbuje się, to znaczy dotyka narządów rodnych. Dziecko odkrywa, że dotykanie miejsc intymnych jest przyjemne i daje uczucie odprężenia. Dziecko poznaje swoje ciało, uczy się jego reakcji. Dziecko często dotyka swoich miejsc intymnych rozmyślenie. Masturbacji dziecięcej nie towarzyszą fantazje erotyczne, ani orgazm. Problemem może być jedynie sytuacja, w której dziecko dotyka swoich narządów rodnych w miejscach publicznych. Wtedy rodzice powinni dziecku wytłumaczyć, że dotykanie siebie w przedszkolu, czy na placu zabaw jest do przyjęcia, należy wytyczyć granicę intymności. Nie wolno karać dziecka za takie zachowania, ani reagować lękiem, bowiem wytwarzamy w dziecku przekonanie, że dotykanie ciała i samo ciało jako takie jest czymś złym, co poważnie może zaburzać rozwój dziecka, powodować poczucie lęku, czy winy.
Dziecko 2-3 letnie zaczyna dostrzegać różnice w wyglądzie dziewczynek i chłopców, zadaje pytania na ten temat, pokazuje koleżankom i kolegom swoje ciało. Pojawia się tak zwana tożsamość płciowa. Jest to zupełnie naturalne, przez wzajemne porównanie dzieci poznają swoje ciała, lubią biegać na golasa,, podglądać starsze rodzeństwo i rodziców w toalecie. Obowiązkiem rodziców jest wytłumaczenie dziecku, że są miejsca, w których nie może biegać na golasa, np: przedszkole, wizyta u babci, podwórko. Warto tłumaczyć dziecko, kto może je oglądać nagie ciało a kto nie.,np: lekarz podczas badania widzi dziecko bez koszulki, a kolega z podwórka nie powinien oglądać nagiego ciała dziecka. Pokazywanie swojego ciała i podglądanie innych są wynikiem dziecięcej ciekawości i poznawania otoczenia poprzez własne obserwacje i eksperymenty. Dziecko w tym wieku zaczyna dostrzegać, że z dziewczynki wyrasta kobieta, a z chłopca mężczyzna. Już trzylatek może zadawać pytania o to skąd się wziął. Warto mówić prawdę, ale posługując się językiem zrozumiałym dla dziecka. Uczenie norm społecznych w tej kwestii jest rzeczą bardzo istotną, ma ogromny wpływ na poczucie bezpieczeństwa dziecka. Ważne jest również pamiętanie, że dziecko ma potrzebę kontaktu fizycznego i lubi być przytulane.
W wieku ok 4 lat pojawia się poczucie wstydu wiązane z nagością – dziecko nie chce już biegać po domu bez koszulki, chce samo korzystać z toalety i myć się – nie życzy sobie obecności osób trzecich w trakcie załatwiania potrzeb fizjologicznych. Dziecku cały czas warto wpajać, że sfera cielesna jest czymś dobrym, wartościowym, gdyż dzięki takiemu postawieniu sprawy dzieci łatwiej akceptują siebie i swoje ciało. Owocuje to tworzeniem w przyszłości związków opartych na zaufaniu, miłości oraz szacunku do siebie i drugiej osoby. Uczą się, że osoby dorosłe nie aprobują dotykania miejsc intymnych zwłaszcza w miejscach publicznych, pokazywania swoich narządów innym i podglądania. Poznawanie własnego ciała, nauka norm społecznych odbywa się poprzez zabawę, np w dom, czy „lekarza”. Dzieci wiedzą, że zawsze będą chłopcem lub dziewczynką, rozdzielają role społeczne charakterystyczne dla płci – dziewczynki częściej bawią się lalkami, kuchenkami, a chłopcy samochodami, żołnierzykami. Zarówno chłopcy jak i dziewczynki lubią rysować, układać klocki, wykonywać inne prace plastyczne.
Między 3 a 5 rokiem życia dziecko zaczyna dążyć do zbliżenia z rodzicem płci przeciwnej i "rywalizować" z rodzicem tej samej płci. To tzw. kompleks Edypa (w przypadku chłopców) i Elektry (w przypadku dziewczynek). Mali chłopcy pragną zawłaszczyć mamę dla siebie. Często deklarują "jak będę duży, to się z tobą ożenię". Małe dziewczynki z uwielbieniem wpatrują się w tatusia. Takie zachowania są normalne, ważne jednak, by rodzice umieli w bezpieczny sposób postawić dziecku granice.
W wieku przedszkolnym zawiązują się pierwsze przyjaźnie, a słowo „zakochanie”, że kogoś bardzo lubią. Dzieci są zakochane w rówieśniku, ale także w mamie, zwierzątku, czy zabawce. Nie ma to nic wspólnego z seksualnością.
Około 7 roku życia następuje okres uśpienia jeżeli chodzi o zainteresowania seksualnością, który trwa do początku okresu dojrzewania. Wynika to z wstydliwości i uczenia się zasad moralnych.
Z PRZEDSTAWIONYCH POWYŻEJ FAKTÓW ROZWOJOWYCH WYNIKA, ŻE EDUKACJĘ SEKSUALNĄ NALEŻY ZACZĄĆ JAK NAJWCZEŚNIEJ. Najpierw nauczycielami są rodzice. Dziecięca seksualność różni się od seksualności dorosłych. Dla małych dzieci charakterystyczne jest badanie siebie i rówieśników, radość z pokazywanego ciała lub późniejsze uczucie zawstydzenia. Edukacja seksualna w tej grupie wiekowej to nie przekazywanie informacji o seksie i chorobach wenerycznych, ale wspomaganie rozwoju zmysłów u dzieci, poczucia ciała, wyobrażeń o ciele, wzmacnianie pewności siebie oraz uczenie samostanowienia o sobie – dziecko będzie potrafiło zachowywać się stosownie do okoliczności.
W Polsce emocje budzi kwestia związków – prawicowe media podają, że proponowane przez WHO standardy dążą do zniszczenia rodziny, jako związku małżeńskiego mężczyzny i kobiety i do promocji homoseksualizmu. Oczywiście, nic bardziej błędnego. Autorzy wytycznych podkreślają, że „sposób, w jaki rodzice odnoszą się wzajemnie do siebie, jest dla dzieci żywym przykładem tego, jak funkcjonują związki. Rodzice stanowią także wzorce pełnienia ról płciowych oraz wyrażania emocji, seksualności i czułości.” 1
Widać wyraźnie, że WHO podkreśla wielką rolę rodziny w kształtowaniu prawidłowych postaw w zakresie tworzenia związków, pełnienia ról społeczno-płciowych, czy wyrażania emocji. Gdzie tutaj zagrożenie dla rodzinny? Doprawdy, nie wiem. Autorzy podkreślają, że edukacja seksualna ma wspomóc rodziców w wychowaniu pociech. Uważają, że zarówno rodzice, jak i nauczyciele powinni odpowiadać na pytania dziecka, językiem dostosowanym do wieku słuchacza, kształtować pozytywny obraz seksualności, bowiem dzięki temu rozwija się pozytywne nastawienie do własnego ciała, uczy się metod właściwego komunikowania się – dziecko nie nazywa wulgarnymi wyrazami narządów rodnych, bo zna właściwe określenia i wie, że jest to sfera delikatna i godna szacunku. Pozytywne nastawienie do sfery seksualnej otwiera drogę do uczenia małego człowieka, że istnieją indywidualne granice i zasady społeczne, które trzeba respektować – dziecko rozumie, że może dotknąć każdego, kogo chce. Co ważniejsze, dziecko uczy się, uświadamiania sobie , że ma prawo stawiać własne granic - może powiedzieć nie lub poprosić o pomoc. W tym rozumieniu edukacja seksualna jest również wychowaniem społecznym i przyczynia się do zapobiegania wykorzystywaniu seksualnemu. Inaczej mówiąc jest środkiem zapobiegawczym przeciwko pedofilii.
W Polsce największe kontrowersje budzi kwestia budowania świadomości, że związki są różnorodne. Warto przypomnieć przeciwnikom edukacji seksualnej, że związki międzyludzkie to nie tylko opozycja małżeństwo/pary homoseksualne. W społeczeństwie funkcjonują różne modele rodziny,np: mężczyzna i kobieta mają dzieci, mieszkają razem, ale nie mają z różnych powodów ślubu. Są też samotni rodzice i sytuacje, kiedy dziecko wychowuje się w rodzinie zastępczej, a biologiczni rodzice są pozbawieni praw rodzicielskich. Czasami dziecko wychowuje babcia, bądź starsze, dorosłe rodzeństwo. W domu wraz z mamą lub tatą mieszka jeszcze rodzeństwo rodziców. Sytuacji życiowych jest tysiące i nie wszystkie mieszczą się w schemacie: rodzice po ślubie wraz z dziećmi. Nie oznacza, że inne modele rodziny są patologiczne, bowiem dla dziecka najważniejsze jest, aby rodzice lub opiekunowie je kochali i stworzyli mu bezpieczny dom i zapewnili wszechstronny rozwój. Związkiem międzyludzkim są także przyjaźń i koleżeństwo.
Standardy w grupie wiekowej do 7 lat zwracają uwagę na umiejętność zachowania stosownego do sytuacji, na mówienie -nie-, kiedy ktoś ma złe zamiary wobec dziecka, na poprawne słownictwo dotyczące seksualności, np: nazywanie części ciała i jego reakcji. Nikt nie ma zamiaru pokazywać dzieciom masturbacji, a jedynie uspokajać i mówić, że nie ma w tym nic złego, że dziecko doświadcza rozluźnienia. Edukacja seksualna w tym wieku ma dziecko nauczyć akceptacji dla własnego ciała, higieny osobistej, pomóc w uzyskaniu tożsamości płciowej – dziecko wie, jakiej jest płci. Wytyczne podkreślają znaczenie ról płciowych i konieczność akceptacji norm społecznych dotyczących prywatności i intymności. Edukacja seksualna przede wszystkim zwraca uwagę na kwestię złego dotyku i uczy, jakie zachowania są akceptowane, a jakie nie. Buduje w dziecku przekonanie, że nie musi się godzić na wszystkie propozycje , że to ono decyduje na jaki dotyk zgody nie wyraża. Na złe doświadczenie nie musi zgadzać się. Dziecko jest uczone, że ma powiedzieć -nie- odejść i zawiadomić o zdarzeniu osoby dorosłe. Dziecko poznaje postawy dotyczące rozwoju człowieka, uczy się słownictwa związanego z ciążą – dziecko poznaje cykl życia: ciąża, narodziny, koniec życia. Dziecko dowiaduje się o istnieniu różnych rodzajów uczuć: miłości, gniewu, przyjaźni, agresji, zazdrości, rozczarowania. Uczy się zasad, jakie powinny panować w związku i rodzinie, np: wzajemny szacunek i odpowiednie odnoszenie się do siebie członków rodziny. Dziecko uczy się, że ma prawo do wyrażania uczuć, ale musi to robić w formie akceptowalnej przez jego otoczenia. Dowiaduje się też, że w różnych kulturach obowiązki i prawa płci są zróżnicowane.
Edukacja seksualna nie ma w sobie demoralizującego. Fakt, że zwraca uwagę na przyjemność i bliskość w kontakcie fizycznym jest rzeczą oczywistą, w końcu miłość jest uczuciem przyjemnym, a ludzkie ciało nie może być postrzegane jako coś złego.
Kwietniowa konferencja z udziałem Ministerstwa Zdrowia i Ministerstwa Edukacji Narodowej, na której pobieżnie streszczono wytyczne Światowej Organizacji Zdrowia w kwestii edukacji seksualnej do furii doprowadziła polskie media, zwłaszcza te po stronie prawicowej, których dziennikarze nie zadając sobie trudu, aby chociaż przeczytać 68 stronicowy dokument powtarzali za jednym z najbardziej poczytnych dzienników stwierdzenia ocierające się o absurd. Dowiedzieliśmy się, że o to straszna Światowa Organizacja Zdrowia chce odebrać dzieci polskim rodzicom, chce uczyć masturbacji 4-latki, a 6-latki przekonywać o tym, że największą na świecie przyjemnością jest seks, a poza tym chce zniszczyć polską, tradycyjną rodzinę, opartą na sakramentalnym związku kobiety i mężczyzny i przemycić do polskiego społeczeństwa propagandę homoseksualną. Zarzuty są tak absurdalne, że aż trudno je spokojnie komentować. Wynikają z stereotypów często goszczących w polskich mediach, że edukacja seksualna prowadzi do deprawacji, zboczeń, aborcji i odebrania rodzicom prawa do wychowania dzieci. Pora zrobić to czego nie uczyniły polskie media, czyli przeczytać dokument WHO i na jego podstawie opisać założenia przyświecające nowoczesnej edukacji seksualnej
O konieczności prowadzenia edukacji seksualnej.
Uważny obserwator świata dostrzeże w ostatnich latach świat przechodzi proces globalizacji, z którym wiąże się kilka procesów kulturowych, np: migracja różnych grup społecznych odmiennych kulturowo i religijnie. Z migracją związane są zmiany w strukturze społeczeństwa, bowiem kultury przenikają się i muszą egzystować na danym terenie. Kolejnym ważnym zjawiskiem jest szybki rozwój nowoczesnych mediów. Największymi problemami, z którymi trzeba uporać się, a są związane z zachowaniami seksualnymi są:
1)zakażenie wirusem HPV -wirus brodawczaka ludzkiego, którego kilka typów jest przyczyną raka szyjki macicy. Wirus rozprzestrzenia się głównie przez kontakty płciowe.
2)pojawienie się i rozprzestrzenienie się infekcji wywołanej przez ludzki wirus upośledzenia odporności (HIV) oraz nabyty zespół upośledzenia odporności (AIDS),
3)narastający problem wykorzystywania seksualnego dzieci i młodzieży – pedofilia.
4)zmiana podejścia młodzieży do współżycia seksualnego – obniża się wiek inicjacji seksualnej.
Nie tylko specjaliści.
Autorzy publikacji o raporcie, którego nie przeczytali, podnoszą głosy, że edukacja seksualna w ujęciu WHO odbiera rodzicom prawo do wychowania dzieci w zgodzie z ich zasadami, prowadzi do zniszczenia rodziny. Nic bardziej mylnego. Raport podkreśla, że „najistotniejszą rolę, zwłaszcza we wczesnym okresie rozwoju, odgrywają źródła nieformalne, czyli przede wszystkim rodzice mający na tym etapie życia najistotniejsze znaczenie. Rola źródeł profesjonalnych, takich jak medyczne, pedagogiczne, społeczne lub psychologiczne, zazwyczaj nie jest tak istotna”1. To rodzice są w pierwszych latach życia autorytetami i to oni powinni odpowiadać na wszystkie pytania swoich pociech. Raport podkreśla jedynie pomocny charakter specjalistów, którzy mają wspierać rodziców w zapobieganiu trudnym sytuacjom w sferze ludzkiej intymności i pomagać rodzicom rozwiązywać ewentualne problemy. Autorzy raportu WHO podkreślają, że rola nauczycieli wychowania seksualnego jedynie w „nieznacznym stopniu „kształtuje” ludzką seksualność”2. Nauczyciele powinni skupiać się na problemach wynikających z seksualności i na ich zapobieganiu. Młodzi ludzie oczekują od specjalistów, że będą pełnili pozytywną rolę w uczeniu o tak istotnej sferze jaką jest seksualność, oczekują profesjonalnej, ukierunkowanej na ich potrzeby edukacji. Raport podkreśla, że edukacja seksualna formalna (realizowana w szkole) nie może stać w sprzeczności z wartościami wyniesionymi w tej kwestii z domu. Edukacja w szkole powinna być uzupełnieniem edukacji domowej, nieformalnej.
„Oba warianty edukacji nie powinny stać w opozycji do siebie, lecz powinny się uzupełniać. Z jednej strony w celu stworzenia tożsamości seksualnej młodzi ludzie potrzebują miłości, przestrzeni i zrozumienia w środowisku społecznym, w którym codziennie przebywają, z drugiej natomiast istnieje konieczność zdobycia przez nich określonej wiedzy, postaw oraz umiejętności i w tym przypadku istotną rolę odgrywają specjaliści”3
Jak widać dokument podkreśla rolę rodziny w tworzeniu własnej tożsamości seksualnej (w sensie zasad moralnych kształtowanych w tej sferze życia), potrzebę miłości i zrozumienia. Z drugiej strony w wytycznych jest wyraźny sygnał, że edukacja seksualna jest częścią wiedzy o człowieku – jego biologii, osobowości, uwarunkowaniach społecznych, w których żyje i jako taka jest przedmiotem szkolnym, który ma ściśle określony program określający, co uczeń wiedzieć i powinien umieć.
W wytycznych podkreśla się, że wraz z rewolucją seksualną zaczęły zmieniać się normy społeczne dotyczące omawianej sfery życia. Seksualność straciła charakter społecznego tabu. Współczesny nastolatek, chociaż nie jest jeszcze dorosłym człowiekiem jest coraz bardziej niezależny od swoich rodziców, ma swoje grono znajomych i podejmuje własne decyzje, często bez uzgodnienia z rodzicami. To w okresie nastoletnim młodzi ludzie przeżywają pierwsze miłości, angażują się w związki i zaczynają życie seksualne. Rozpoczęcie współżycia następuje na długo przed wstąpieniem w związek małżeński. Nastolatki rozpoczynają współżycie ok 16-18 roku życia, a do 25 roku mają różne doświadczenia seksualne. Stałe związki, w tym także małżeństwa najczęściej zawierane są między 23-33 rokiem życia, a pierwsze dziecko rodzi się ok 28 roku życia. W okresie od rozpoczęcia współżycia do zawarcia związku małżeńskiego lub stworzenia stałego nieformalnego związku bardzo duże jest ryzyko niechcianej ciąży i zakażenia chorobami wenerycznymi. Zakażenia przenoszone drogą płcią są problemem zdrowia publicznego. Problemem społecznym jest także przemoc seksualna i seksualizacja mediów, które powodują, że młodzież w negatywnym świetle ocenia swoją seksualność.
Autorzy raportu krytykują brak edukacji seksualnej w Europie Środkowo-Wschodniej, która została zastąpiona przez „wychowanie do życia w rodzinie”. Główne zarzuty wobec tego przedmiotu to: zaprzeczanie faktowi, że młodzi ludzie są aktywni seksualnie przed zawarciem małżeństwa oraz pomijanie innych relacji międzyludzkich, koncentrowanie się jedynie na małżeństwie. Nadmienię, że związki partnerskie nie oznaczają jedynie związków osób tej samej płci. Na związki partnerskie decydują się najczęściej pary heteroseksualne, które z różnych powodów nie chcą brać ślubu. Jako przyczynę opóźnienia wprowadzenia edukacji seksualnej w krajach Europy Środkowej i Wschodniej, autorzy wytycznych podają konserwatyzm w różnych sferach życia publicznego
„ W wielu innych krajach Środkowej i Wschodniej Europy rozwój edukacji seksualnej uległ spowolnieniu spowodowanemu konserwatyzmem pojawiającym się w różnych sferach życia publicznego, w tym politycznego, kulturalnego i religijnego”.4
Nie da się ukryć, że w Polsce doszło do takiej sytuacji. Teoretycznie obowiązuje ustawa z 1993 roku „O planowaniu rodziny ,ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży”, która zakłada prowadzenie nowoczesnej edukacji seksualnej. Chociaż minęło 20 lat od wprowadzenia ustawy, do tej pory edukacja seksualna w polskiej szkole nie istnieje. Dzieje się tak w wyniku sprzeciwu mediów i środowisk konserwatywnych, które twierdzą, że edukacja seksualna rozbudza seksualnie dzieci. Ich zdaniem w dzieciństwie, w każdym razie do okresu dojrzewania dziecko nie jest istotą seksualną, a edukacja seksualna to instruktaż technik współżycia i oddanie przygotowanych dzieci pedofilom. O niedorzeczności owych twierdzeń będzie jeszcze mowa w tym artykule.
Najważniejsze definicje
Dokument WHO porządkuje najważniejsze terminy związane z edukacją seksualną. I tak pod słowem płeć (sex) należy rozumieć biologiczną charakterystykę definiującą ludzi jako kobiety i mężczyzn. W języku polskim i angielskim słowo sex oznacza także aktywność seksualną.
Seksualność stanowi naturalną część rozwoju człowieka na każdym etapie życia i obejmuje czynniki fizyczne, psychologiczne i społeczne „Seksualność stanowi kluczowy aspekt istnienia człowieka w trakcie jego życia i dotyczy płci, tożsamości i ról płciowych, orientacji seksualnej, erotyzmu, przyjemności, intymności oraz prokreacji. Seksualność jest odczuwana i wyrażana w myślach, fantazjach, pragnieniach, wierzeniach, postawach, wartościach, zachowaniach, praktykach, rolach i związkach.”5
Przytoczona powyżej definicja podkreśla, że seksualność jest kluczowym aspektem istnienia człowieka. Wpływają na nią także czynniki etyczne, historyczne i religijne. Wystarczy spojrzeć na to, co na temat roli płci i kanonu seksualności mówią poszczególne religie, aby przyznać rację autorom standardów. Seksualność nie ogranicza się do grup wiekowych i prokreacji. Jest ściśle związana z płcią, obejmuje różne orientacje seksualne.
Kolejnym bardzo ważnym pojęciem związanym z edukacją seksualną jest zdrowie seksualne definiowane jako dobrostan fizyczny, emocjonalny i społeczny w odniesieniu do seksualności. Zdrowie seksualne nie jest jedynie brakiem choroby, zaburzeń funkcji bądź ułomności. wymaga pozytywnego i pełnego szacunku podejścia do seksualności oraz związków seksualnych. Zdrowie seksualne to także prawo do posiadania dających przyjemność i bezpiecznych doświadczeń seksualnych. Zachowanie seksualne, decyzje w kwestii życia intymnego powinny być wolne od przymusu, dyskryminacji i przemocy.
W dokumencie definiowane są również prawa seksualne obejmujące wszystkie osoby. Zakładają one, że seksualność jest wolna od dyskryminacji, przymusu i przemocy. Prawa seksualne informują o tym, że każdy człowiek ma prawo do:
1)Dostępu do najlepszych standardów w zakresie zdrowa seksualnego, a co się tym wiąże ma prawo do opieki zdrowotnej dotyczącej zdrowia seksualnego i prokreacji.
2)„edukacji seksualnej;
3)respektowania integralności cielesnej;
4) wyboru partnera;
5) decydowania o tym, czy być aktywnym seksualnie, czy nie; związków seksualnych opartych na obopólnej zgodzie;
6) małżeństw zawartych za obopólną zgodą;
7)decydowania o tym, czy chce się posiadać dzieci, czy nie, a jeśli tak, to kiedy;
8)do prowadzenia satysfakcjonującego, bezpiecznego i sprawiającego przyjemność życia seksualnego.”
Część wymienionych praw odnosi się tylko do dorosłych. Punkty 6-8 nie są przeznaczone dla osób małoletnich. Państwo ma obowiązek chronić dzieci przed wykorzystywaniem seksualnym i zapewnić dostęp do informacji na temat seksualności . Takie zobowiązanie przyjęło na siebie podpisując Konwencję ONZ o Prawach Dziecka.
Z kolei termin edukacja seksualna oznacza naukę o poznawczych, emocjonalnych, społecznych, interaktywnych i fizycznych aspektach seksualności.
Edukacja seksualna to dostosowany do wieku i kultury proces nauczania o płci i związkach. Edukacja seksualna ma za zadanie dostarczyć dokładnych, realistycznych i nieosądzających informacji i zapewnia możliwość badania« własnych wartości i postaw, umożliwia zdobycie umiejętności podejmowania decyzji, komunikowania się i zmniejszenia ryzyka w odniesieniu do wielu aspektów seksualności, np: ryzyka niechcianej ciąży, czy chorób wenerycznych. Edukacja seksualna pomaga w przygotowaniu młodych ludzi do życia, budowania i utrzymywania stałych związków, przyczynia się do rozwoju osobowości i samookreślenia. Prawem młodego człowieka jest informacja o seksualności. Nikt nie może być dyskryminowany w dostępie do edukacji seksualnej, bowiem zdrowie seksualne może zostać osiągnięte jedynie wtedy, kiedy całe społeczeństwo będzie miało dostęp do edukacji seksualnej, informacji dotyczących zdrowia seksualnego oraz usług medycznych w tej materii. Zdaniem naukowców nieprawdziwe są informacje o tym, że edukacja seksualna obniża wiek inicjacji seksualnej.
Współczesne media zawierają wiele informacji nieprawdziwych, niewyważonych i poniżających. W związku z rozwojem mediów konieczne jest wprowadzenie edukacji seksualnej, aby korygować nieprawdziwych informacje przekazywane w mediach. Edukacja seksualna jest nieocenionym narzędziem w profilaktyce chorób przenoszonych drogą płciową
Fundacja Nowoczesnej Edukacji SPUNK prowadzi w Łodzi zajęcia z edukacji seksualnej w łódzkich gimnazjach. Wszystko odbywa się za zgodą władz miejskich i jest przez owe władze finansowane. Niestety, nowoczesna edukacja seksualna nie podoba się środowiskom katolickim, które usiłują podburzać rodziców, nakłaniają ich do wysyłania protestów. Można stwierdzić nic nowego. Nie od dziś wiadomo, że Kościół sprzeciwia się edukacji seksualnej, że uroił sobie prawo do wtrącania w programy i treści nauczania, do pouczania wiernych, wyznaczania absurdalnych standardów moralnych. Tym razem nie grzmią jedynie z ambony i niewiele znaczących na rynku gazetek - teraz Kościół wziął na cel rodziców i im próbuje, niestety skutecznie wmawiać, że wiedza z zakresu seksualności jest demoralizacją i promowaniem homoseksualizmu.
Za ilustrację zarzutów posłuży mi cytat z "Rodziny Katolickiej" - portalu słynącego z nienawiści do wiedzy, do seksualności, do ludzi nie podzielających katolickiej wizji świata.
"fundacja głosi postulaty środowisk skrajnie lewicowych w tym LGBTQ oraz przekazuje młodzieży nieprawdziwe treści dotyczące seksualności człowieka. Wykazuje także brak rzetelności w informowaniu choćby o antykoncepcji i negatywnych skutkach jej stosowania. Fundacja wiele rzeczy pomija, wiele przekłamuje i zachęca do wczesnej inicjacji seksualnej. Dlatego rodzice mówią głośne i zdecydowane “NIE” takiej edukacji. Proponują też, by w szkołach nadal prowadzone były zajęcia, za pełną zgodą rodziców, z wychowania do życia w rodzinie oparte na skutecznych programach zintegrowanej profilaktyki ryzykownych zachowań seksualnych młodzieży i prowadzące do pięknej miłości i odpowiedzialności za swoją seksualność, swoje decyzje i drugiego człowieka. Pismo w tej sprawie skierowali w czerwcu do magistratu. Niedawno Forum otrzymało odpowiedź z Wydziału Zdrowia miasta Łodzi – niestety lakoniczną, podpisaną przez wiceprezydenta Krzysztofa Piątkowskiego (niegdyś działacza PiS, wyrzuconego przez Jarosława Kaczyńskiego z partii za poparcie likwidacji łódzkich szkół, który za stołek w magistracie zmienił radykalnie swoje poglądy i przystał do PO). Odpowiedź Piątkowskiego bagatelizuje wskazane zagrożenia i nie odnosi się do zarzutów przeciwko formie prowadzenia przez SPUNK zajęć oraz ich treści. Nie ma także żadnej zapowiedzi ewentualnej kontroli kontrowersyjnej fundacji i jej poczynań. Dlatego Forum prowadzi akcję dalej – teraz tylko my, rodzice, możemy zablokować wejście SPUNK-a do szkół – podkreślają. Tym bardziej że, jak wynika z przekazywanych przez nauczycieli informacji, zainteresowanie prowadzonymi nierzetelnie i na bardzo niskim poziomie zajęciami w wielu placówkach jest znikome. Na stronie internetowej www.nieszkodzic.pl będzie można pobrać wzór oświadczenia składanego do dyrekcji szkoły, że nie wyrażamy zgody, by nasze dzieci uczestniczyły w zajęciach edukacji seksualnej, prowadzonych przez Fundację SPUNK. Radni, w minionym roku szkolnym, przeznaczyli na prowadzone przez fundację zajęcia 36 tys. zł. na 10-godzinny kurs w 20 gimnazjach i punkt konsultacyjny dla uczniów ze szkół nieobjętych programem. Lada dzień zostanie ogłoszony konkurs na następny rok szkolny. Przy dużym poparciu radnych i dużym lobby wiadomo już, że wszystko odbędzie się “pod fundację”.
- Uważamy, że edukacja seksualna proponowana właśnie przez Fundację SPUNK stanowi jedno z największych zagrożeń dla prawidłowego rozwoju dzieci i młodzieży. Czy jako rodzice i wychowawcy mamy pełną świadomość, jak ważne jest niedopuszczenie jej do naszego polskiego szkolnictwa powszechnego? - mówią łódzcy rodzice. Zrzeszeni w Forum podkreślają, że zależy im na uświadomieniu wszystkim, że wbrew deklaracjom, nie ma edukacji całkowicie wolnej od ideologii i światopoglądu. Należy jedynie wybrać, czy odpowiada nam model “nowej rodziny” i społeczeństwa proponowany przez wyznawców ideologii gender i queer, czy tradycyjny model rodziny. I tłumaczą - opowiadamy się jednoznacznie za tradycyjnym modelem rodziny i nie zgadzamy się na wprowadzenie, pod płaszczykiem neutralności światopoglądowej, skrajnie zideologizowanych programów, które, naszym zdaniem, są szkodliwe. Dlatego zamierzają poprzez wspomnianą już stronę internetową oraz specjalnie przygotowane ulotki informować rodziców o zagrożeniu, kontaktować się bezpośrednio z radami rodziców poszczególnych szkół i ich dyrektorami. Chcą też zainteresować problemem łódzkie kuratorium oświaty. Negatywne konsekwencje prowadzonych przez SPUNK lekcji mogą objawić się już wkrótce – to m.in. wzrost zachorowań na choroby przenoszone drogą płciową i niechcianych ciąż wśród młodzieży. Tylko czy wtedy fundacja albo szkoła wezmą odpowiedzialność za dramaty młodych dziewcząt, które zachęcano do szybkiego rozpoczęcia aktywności seksualnej? Wątpliwe. Tak jak wątpliwe są wiarygodność i troska o młodych ludzi deklarowane przez SPUNK-a. Przecież na zajęciach prowadzonych przez edukatorki z Fundacji SPUNK młodzież otrzymuje praktyczny instruktaż korzystania z prezerwatyw konkretnego producenta, którego logo jest widoczne na produktach wykorzystywanych podczas zajęć. A to już rodzi uzasadnione podejrzenie, że postępowanie fundacji ma charakter czysto komercyjny i marketingowy. Wszak w interesie ekonomicznym takiej firmy jest pozyskanie jak największej grupy odbiorców, w tym niepełnoletnich."
Zacytowany fragment wiele mówi. Przede wszystkim jest dowodem na to jak głębokie są wpływy Kościoła na mentalność ludzką, pokazuje, że ludzie naukę katolicką uważają za wiedzę naukową - przestali odróżniać ideologię od rzeczywistości. Organizatorom protestu chodzi o dalsze zniewolenie umysłów młodych ludzi szkodliwą doktryną katolicką, która ni jak ma się do rzeczywistości, w której żyje młody człowiek. Warto zwrócić uwagę na język nienawiści, propagowania stereotypów i totalny brak wiedzy. Rodzicom wydaje się, że zajęciach nie jest przekazywana rzetelna wiedza o antykoncepcja , bo brakuje informacji o skutkach ubocznych. Rzetelna wiedza o antykoncepcji w wykonaniu Kościoła katolickiego polega na demonizowaniu, zastraszaniu, opowiadaniu niestworzonych historii o uprzedmiotowieniu kobiety, niszczeniu małżeństwa, zabijaniu poczętego dziecka i kobiet. Na opowiadanie takich bredni żaden szanujący siebie i prawdę edukator seksualny sobie nie pozwoli. Kłamstwa i manipulacje w powyższej kwestii to domena trenerów naturalnego planowania rodziny, lekarzy, którzy zamiast prawdy wybrali zgodność z nauczaniem Kościoła i "znającego się na wszystkim duchowieństwa".
Edukacja seksualna nie zachęca do wczesnej inicjacji seksualnej. Edukacja seksualna jest częścią wiedzy o człowieku – jego biologii, osobowości, uwarunkowaniach społecznych, w których żyje i jako taka jest powinna być przedmiotem nauczania w szkole. Seksualność straciła charakter społecznego tabu. Współczesny nastolatek, chociaż nie jest jeszcze dorosłym człowiekiem jest coraz bardziej niezależny od swoich rodziców, ma swoje grono znajomych i podejmuje własne decyzje, często bez uzgodnienia z rodzicami. To w okresie nastoletnim młodzi ludzie przeżywają pierwsze miłości, angażują się w związki i zaczynają życie seksualne. Rozpoczęcie współżycia następuje na długo przed wstąpieniem w związek małżeński. Nastolatki rozpoczynają współżycie ok 16-18 roku życia, a do 25 roku mają różne doświadczenia seksualne. Stałe związki, w tym także małżeństwa najczęściej zawierane są między 23-33 rokiem życia, a pierwsze dziecko rodzi się ok 28 roku życia. W okresie od rozpoczęcia współżycia do zawarcia związku małżeńskiego lub stworzenia stałego nieformalnego związku bardzo duże jest ryzyko niechcianej ciąży i zakażenia chorobami wenerycznymi. Zakażenia przenoszone drogą płcią są problemem zdrowia publicznego. Problemem społecznym jest także przemoc seksualna i seksualizacja mediów, które powodują, że młodzież w negatywnym świetle ocenia swoją seksualność. Edukacja seksualna wolna od ideologii opiera się na prawach człowieka i prawach seksualnych. Nie ma nic złego w tym, że młodzież poznaje różne rodzaje związków, dowiaduje się o różnych typach rodzin, ma okazję zdobyć wiedzę z zakresu orientacji seksualnej.
Dla Kościoła mówienie prawdy, że ludzie są różni, że homoseksualizm nie jest chorobą, że potrzeby seksualne nie pojawiają się, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki dopiero w noc poślubną jest demoralizacją, bo pokazuje odmienny, prawdziwy obraz świata. Prawda jest taka, że rozwój seksualności idzie w parze z rozwojem fizycznym i emocjonalnym, nastolatek odczuwa potrzeby seksualne bez względu na to, czy Kościołowi podoba się to, czy nie. Zastanówmy się jakiej edukacji seksualnej chcemy - opartej na wymysłach papieży, sugerującej, że seksualność jest zła, dobra staje się w noc poślubną, a człowiek do momentu zawarcia związku małżeńskiego nie odczuwa potrzeb seksualnych? Czy może wolimy, że dziecko wiedziało, że na jego ciało składają się także narządy płciowe, że nie są one złe, że seksualność jest częścią ludzkiej natury? Odpowiedzmy sobie na pytanie, czy chcemy, aby młode pokolenie bało się swojego ciała, traktowało je jako coś złego, czego trzeba się wstydzić, czy aby z godnością i dumą mówiło o swoim ciele? Być może to uchroni wiele osób przed anoreksją, otyłością, próbami samobójczymi. Pełna zgoda, co do tego, że celem edukacji seksualnej ukształtowanie dojrzałości do związku, pokazanie piękna miłości. W tym względzie edukacja seksualna wygrywa z katolickim wychowaniem do życia w rodzinie, bo pokazuje różnorodność rodziny. Ukazuje jak zmieniają się role w rodzinie, na czym polega partnerstwo, świadome, odpowiedzialne rodzicielstwo, które niekoniecznie oznacza małżeństwo sakramentalne i gromadkę dzieci rodzących się na chwałę bożą. Odpowiedzialne rodzicielstwo to związek trwały miłością, rodzicielstwo oparte na miłości i bezpieczeństwie, na kształtowaniu poczucia własnej wartości, na szczerości, pokazywaniu różnorodności świata, na rozmowie, zamiast kar cielesnych i poszanowaniu godności dziecka.
Nowy model rodziny to dopuszczenie różnych sytuacji - rodzice (mama i tata) żyją bez ślubu, samotnego rodzicielstwa, rodzin, w których dziecko wychowują dziadkowie, czy w domu mieszka mama i jej rodzeństwo, a także akceptacja sytuacji, że dziecko wychowuje mama/tata z życiowym partnerem tej samej płci. TO NIE JEST NISZCZENIE RODZINY , ALE JEJ WZMACNIANIE. Mówienie o różnych typach związków nie oznacza zmuszania do ich zakładania. O wiele bardziej szkodliwe jest przekonywanie młodego człowieka, że jedynym dopuszczalnym związkiem jest małżeństwo mężczyzny i kobiety, że ma w tym związku tkwić, nawet jeśli pada ofiarą przemocy, bo jest to święty związek. Tradycyjna rodzina jest wartością, o ile nie dochodzi w niej do patologii. Wartością jest każda rodzina, która opiera się na miłości, szacunku, poszanowaniu godności dorosłych i dzieci.
Młodzież i tak współżyje i nie pyta rodziców o zdanie, bo wie, że w rodzinach skrajnie katolickich zamiast ze zrozumieniem i radą spotka się z wyzwiskami, poniżaniem, brakiem akceptacji, a nawet ze zmuszaniem do leczenia homoseksualizmu, a w skrajnej sytuacji (ciąża nastolatki) z wyrzuceniem z domu lub zmuszeniem do aborcji. Niemówienie o seksie nie chroni przed wczesną inicjacją , ciążą, czy zakażeniami. Młodzież zaczyna współżycie niekoniecznie z miłości, czasami z chęci posmakowania zakazanego owocu. W pełni zgadzam się co do tego, że zajęcia z edukacji seksualnej powinny być oparte na skutecznych programach zintegrowanej profilaktyki ryzykownych zachowań seksualnych młodzieży i prowadzące do pięknej miłości i odpowiedzialności za swoją seksualność, swoje decyzje i drugiego człowieka" . Problem w tym, że zdaniem Kościoła jedyną profilaktyką jest wstrzemięźliwość seksualna, a odpowiedzialność w związku małżeńskim polega na stosowaniu naturalnego planowania rodziny, które kobietę traktuje przedmiotowo, jako nagrodę dla męża za cierpliwość w dni płodne. Trudno więc mówić o przekazywaniu jakiejkolwiek wiedzy medycznej, jak choćby, że źródłem infekcji intymnych są nie tylko kontakty seksualne.
Wbrew temu, co opowiadają "katoliccy eksperci" edukacja seksualna to nie tylko instrukcja zakładania prezerwatywy, to wiedza z biologii, psychologii oraz medycyny.
Skutki braku edukacji seksualnej to: zabijane noworodki, aborcja, nagie zdjęcia młodych dziewczyn w sieci, kwitnący sponsoring i prostytucja wśród nastolatków. Dobre wieści nadeszły z Kalifornii, gdzie dzięki wprowadzeniu edukacji seksualnej o 62% zmniejszyła się liczba niechcianych ciąż wśród nastolatek. To, że kler w Polsce i nie tylko w naszym kraju sprzeciwia się edukacji seksualnej nie dziwi - łatwiej im wykorzystywać i zastraszać dzieci, które nie wiedzą, co mają zrobić, jeżeli dorosły facet wkłada im rękę do majtek. EDUKACJA SEKSUALNA TO WAŻNY KROK W ZAPOBIEGANIU PEDOFILII.
Największe zagrożenie dla młodego człowieka stanowi obecność Kościoła w polskiej szkole i brutalna ingerencja tej instytucji wychowanie dzieci. Zagrożeniem jest ideologia, która nie informuje rzetelnie o seksualności, a za jedyną uprawnioną wiedzę uważa naukę Kościoła. Mam nadzieję , że SPUNK znów wygra i, że więcej miast zdecyduje się na edukację seksualną prowadzoną nie przez katechetki, ale przygotowanych do tego ludzi.