VigLink

Witam i zapraszam

niedziela, 4 sierpnia 2013

W obronie edukacji seksualnej


Fundacja Nowoczesnej Edukacji SPUNK prowadzi w Łodzi zajęcia z edukacji seksualnej w łódzkich gimnazjach. Wszystko odbywa się za zgodą władz miejskich i jest przez owe władze finansowane. Niestety, nowoczesna edukacja seksualna nie podoba się środowiskom katolickim, które usiłują podburzać rodziców, nakłaniają ich do wysyłania protestów. Można stwierdzić nic nowego. Nie od dziś wiadomo, że Kościół sprzeciwia się edukacji seksualnej, że uroił sobie prawo do wtrącania w programy i treści nauczania, do pouczania wiernych, wyznaczania absurdalnych standardów moralnych. Tym razem nie grzmią jedynie z ambony i niewiele znaczących na rynku gazetek - teraz Kościół wziął na cel rodziców i im próbuje, niestety skutecznie wmawiać, że wiedza z zakresu seksualności jest demoralizacją i promowaniem homoseksualizmu. Za ilustrację zarzutów posłuży mi cytat z "Rodziny Katolickiej" - portalu słynącego z nienawiści do wiedzy, do seksualności, do ludzi nie podzielających katolickiej wizji świata. "fundacja głosi postulaty środowisk skrajnie lewicowych w tym LGBTQ oraz przekazuje młodzieży nieprawdziwe treści dotyczące seksualności człowieka. Wykazuje także brak rzetelności w informowaniu choćby o antykoncepcji i negatywnych skutkach jej stosowania. Fundacja wiele rzeczy pomija, wiele przekłamuje i zachęca do wczesnej inicjacji seksualnej. Dlatego rodzice mówią głośne i zdecydowane “NIE” takiej edukacji. Proponują też, by w szkołach nadal prowadzone były zajęcia, za pełną zgodą rodziców, z wychowania do życia w rodzinie oparte na skutecznych programach zintegrowanej profilaktyki ryzykownych zachowań seksualnych młodzieży i prowadzące do pięknej miłości i odpowiedzialności za swoją seksualność, swoje decyzje i drugiego człowieka. Pismo w tej sprawie skierowali w czerwcu do magistratu. Niedawno Forum otrzymało odpowiedź z Wydziału Zdrowia miasta Łodzi – niestety lakoniczną, podpisaną przez wiceprezydenta Krzysztofa Piątkowskiego (niegdyś działacza PiS, wyrzuconego przez Jarosława Kaczyńskiego z partii za poparcie likwidacji łódzkich szkół, który za stołek w magistracie zmienił radykalnie swoje poglądy i przystał do PO). Odpowiedź Piątkowskiego bagatelizuje wskazane zagrożenia i nie odnosi się do zarzutów przeciwko formie prowadzenia przez SPUNK zajęć oraz ich treści. Nie ma także żadnej zapowiedzi ewentualnej kontroli kontrowersyjnej fundacji i jej poczynań. Dlatego Forum prowadzi akcję dalej – teraz tylko my, rodzice, możemy zablokować wejście SPUNK-a do szkół – podkreślają. Tym bardziej że, jak wynika z przekazywanych przez nauczycieli informacji, zainteresowanie prowadzonymi nierzetelnie i na bardzo niskim poziomie zajęciami w wielu placówkach jest znikome. Na stronie internetowej www.nieszkodzic.pl będzie można pobrać wzór oświadczenia składanego do dyrekcji szkoły, że nie wyrażamy zgody, by nasze dzieci uczestniczyły w zajęciach edukacji seksualnej, prowadzonych przez Fundację SPUNK. Radni, w minionym roku szkolnym, przeznaczyli na prowadzone przez fundację zajęcia 36 tys. zł. na 10-godzinny kurs w 20 gimnazjach i punkt konsultacyjny dla uczniów ze szkół nieobjętych programem. Lada dzień zostanie ogłoszony konkurs na następny rok szkolny. Przy dużym poparciu radnych i dużym lobby wiadomo już, że wszystko odbędzie się “pod fundację”. - Uważamy, że edukacja seksualna proponowana właśnie przez Fundację SPUNK stanowi jedno z największych zagrożeń dla prawidłowego rozwoju dzieci i młodzieży. Czy jako rodzice i wychowawcy mamy pełną świadomość, jak ważne jest niedopuszczenie jej do naszego polskiego szkolnictwa powszechnego? - mówią łódzcy rodzice. Zrzeszeni w Forum podkreślają, że zależy im na uświadomieniu wszystkim, że wbrew deklaracjom, nie ma edukacji całkowicie wolnej od ideologii i światopoglądu. Należy jedynie wybrać, czy odpowiada nam model “nowej rodziny” i społeczeństwa proponowany przez wyznawców ideologii gender i queer, czy tradycyjny model rodziny. I tłumaczą - opowiadamy się jednoznacznie za tradycyjnym modelem rodziny i nie zgadzamy się na wprowadzenie, pod płaszczykiem neutralności światopoglądowej, skrajnie zideologizowanych programów, które, naszym zdaniem, są szkodliwe. Dlatego zamierzają poprzez wspomnianą już stronę internetową oraz specjalnie przygotowane ulotki informować rodziców o zagrożeniu, kontaktować się bezpośrednio z radami rodziców poszczególnych szkół i ich dyrektorami. Chcą też zainteresować problemem łódzkie kuratorium oświaty. Negatywne konsekwencje prowadzonych przez SPUNK lekcji mogą objawić się już wkrótce – to m.in. wzrost zachorowań na choroby przenoszone drogą płciową i niechcianych ciąż wśród młodzieży. Tylko czy wtedy fundacja albo szkoła wezmą odpowiedzialność za dramaty młodych dziewcząt, które zachęcano do szybkiego rozpoczęcia aktywności seksualnej? Wątpliwe. Tak jak wątpliwe są wiarygodność i troska o młodych ludzi deklarowane przez SPUNK-a. Przecież na zajęciach prowadzonych przez edukatorki z Fundacji SPUNK młodzież otrzymuje praktyczny instruktaż korzystania z prezerwatyw konkretnego producenta, którego logo jest widoczne na produktach wykorzystywanych podczas zajęć. A to już rodzi uzasadnione podejrzenie, że postępowanie fundacji ma charakter czysto komercyjny i marketingowy. Wszak w interesie ekonomicznym takiej firmy jest pozyskanie jak największej grupy odbiorców, w tym niepełnoletnich."
Zacytowany fragment wiele mówi. Przede wszystkim jest dowodem na to jak głębokie są wpływy Kościoła na mentalność ludzką, pokazuje, że ludzie naukę katolicką uważają za wiedzę naukową - przestali odróżniać ideologię od rzeczywistości. Organizatorom protestu chodzi o dalsze zniewolenie umysłów młodych ludzi szkodliwą doktryną katolicką, która ni jak ma się do rzeczywistości, w której żyje młody człowiek. Warto zwrócić uwagę na język nienawiści, propagowania stereotypów i totalny brak wiedzy. Rodzicom wydaje się, że zajęciach nie jest przekazywana rzetelna wiedza o antykoncepcja , bo brakuje informacji o skutkach ubocznych. Rzetelna wiedza o antykoncepcji w wykonaniu Kościoła katolickiego polega na demonizowaniu, zastraszaniu, opowiadaniu niestworzonych historii o uprzedmiotowieniu kobiety, niszczeniu małżeństwa, zabijaniu poczętego dziecka i kobiet. Na opowiadanie takich bredni żaden szanujący siebie i prawdę edukator seksualny sobie nie pozwoli. Kłamstwa i manipulacje w powyższej kwestii to domena trenerów naturalnego planowania rodziny, lekarzy, którzy zamiast prawdy wybrali zgodność z nauczaniem Kościoła i "znającego się na wszystkim duchowieństwa". Edukacja seksualna nie zachęca do wczesnej inicjacji seksualnej. Edukacja seksualna jest częścią wiedzy o człowieku – jego biologii, osobowości, uwarunkowaniach społecznych, w których żyje i jako taka jest powinna być przedmiotem nauczania w szkole. Seksualność straciła charakter społecznego tabu. Współczesny nastolatek, chociaż nie jest jeszcze dorosłym człowiekiem jest coraz bardziej niezależny od swoich rodziców, ma swoje grono znajomych i podejmuje własne decyzje, często bez uzgodnienia z rodzicami. To w okresie nastoletnim młodzi ludzie przeżywają pierwsze miłości, angażują się w związki i zaczynają życie seksualne. Rozpoczęcie współżycia następuje na długo przed wstąpieniem w związek małżeński. Nastolatki rozpoczynają współżycie ok 16-18 roku życia, a do 25 roku mają różne doświadczenia seksualne. Stałe związki, w tym także małżeństwa najczęściej zawierane są między 23-33 rokiem życia, a pierwsze dziecko rodzi się ok 28 roku życia. W okresie od rozpoczęcia współżycia do zawarcia związku małżeńskiego lub stworzenia stałego nieformalnego związku bardzo duże jest ryzyko niechcianej ciąży i zakażenia chorobami wenerycznymi. Zakażenia przenoszone drogą płcią są problemem zdrowia publicznego. Problemem społecznym jest także przemoc seksualna i seksualizacja mediów, które powodują, że młodzież w negatywnym świetle ocenia swoją seksualność. Edukacja seksualna wolna od ideologii opiera się na prawach człowieka i prawach seksualnych. Nie ma nic złego w tym, że młodzież poznaje różne rodzaje związków, dowiaduje się o różnych typach rodzin, ma okazję zdobyć wiedzę z zakresu orientacji seksualnej. Dla Kościoła mówienie prawdy, że ludzie są różni, że homoseksualizm nie jest chorobą, że potrzeby seksualne nie pojawiają się, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki dopiero w noc poślubną jest demoralizacją, bo pokazuje odmienny, prawdziwy obraz świata. Prawda jest taka, że rozwój seksualności idzie w parze z rozwojem fizycznym i emocjonalnym, nastolatek odczuwa potrzeby seksualne bez względu na to, czy Kościołowi podoba się to, czy nie. Zastanówmy się jakiej edukacji seksualnej chcemy - opartej na wymysłach papieży, sugerującej, że seksualność jest zła, dobra staje się w noc poślubną, a człowiek do momentu zawarcia związku małżeńskiego nie odczuwa potrzeb seksualnych? Czy może wolimy, że dziecko wiedziało, że na jego ciało składają się także narządy płciowe, że nie są one złe, że seksualność jest częścią ludzkiej natury? Odpowiedzmy sobie na pytanie, czy chcemy, aby młode pokolenie bało się swojego ciała, traktowało je jako coś złego, czego trzeba się wstydzić, czy aby z godnością i dumą mówiło o swoim ciele? Być może to uchroni wiele osób przed anoreksją, otyłością, próbami samobójczymi. Pełna zgoda, co do tego, że celem edukacji seksualnej ukształtowanie dojrzałości do związku, pokazanie piękna miłości. W tym względzie edukacja seksualna wygrywa z katolickim wychowaniem do życia w rodzinie, bo pokazuje różnorodność rodziny. Ukazuje jak zmieniają się role w rodzinie, na czym polega partnerstwo, świadome, odpowiedzialne rodzicielstwo, które niekoniecznie oznacza małżeństwo sakramentalne i gromadkę dzieci rodzących się na chwałę bożą. Odpowiedzialne rodzicielstwo to związek trwały miłością, rodzicielstwo oparte na miłości i bezpieczeństwie, na kształtowaniu poczucia własnej wartości, na szczerości, pokazywaniu różnorodności świata, na rozmowie, zamiast kar cielesnych i poszanowaniu godności dziecka. Nowy model rodziny to dopuszczenie różnych sytuacji - rodzice (mama i tata) żyją bez ślubu, samotnego rodzicielstwa, rodzin, w których dziecko wychowują dziadkowie, czy w domu mieszka mama i jej rodzeństwo, a także akceptacja sytuacji, że dziecko wychowuje mama/tata z życiowym partnerem tej samej płci. TO NIE JEST NISZCZENIE RODZINY , ALE JEJ WZMACNIANIE. Mówienie o różnych typach związków nie oznacza zmuszania do ich zakładania. O wiele bardziej szkodliwe jest przekonywanie młodego człowieka, że jedynym dopuszczalnym związkiem jest małżeństwo mężczyzny i kobiety, że ma w tym związku tkwić, nawet jeśli pada ofiarą przemocy, bo jest to święty związek. Tradycyjna rodzina jest wartością, o ile nie dochodzi w niej do patologii. Wartością jest każda rodzina, która opiera się na miłości, szacunku, poszanowaniu godności dorosłych i dzieci. Młodzież i tak współżyje i nie pyta rodziców o zdanie, bo wie, że w rodzinach skrajnie katolickich zamiast ze zrozumieniem i radą spotka się z wyzwiskami, poniżaniem, brakiem akceptacji, a nawet ze zmuszaniem do leczenia homoseksualizmu, a w skrajnej sytuacji (ciąża nastolatki) z wyrzuceniem z domu lub zmuszeniem do aborcji. Niemówienie o seksie nie chroni przed wczesną inicjacją , ciążą, czy zakażeniami. Młodzież zaczyna współżycie niekoniecznie z miłości, czasami z chęci posmakowania zakazanego owocu. W pełni zgadzam się co do tego, że zajęcia z edukacji seksualnej powinny być oparte na skutecznych programach zintegrowanej profilaktyki ryzykownych zachowań seksualnych młodzieży i prowadzące do pięknej miłości i odpowiedzialności za swoją seksualność, swoje decyzje i drugiego człowieka" . Problem w tym, że zdaniem Kościoła jedyną profilaktyką jest wstrzemięźliwość seksualna, a odpowiedzialność w związku małżeńskim polega na stosowaniu naturalnego planowania rodziny, które kobietę traktuje przedmiotowo, jako nagrodę dla męża za cierpliwość w dni płodne. Trudno więc mówić o przekazywaniu jakiejkolwiek wiedzy medycznej, jak choćby, że źródłem infekcji intymnych są nie tylko kontakty seksualne. Wbrew temu, co opowiadają "katoliccy eksperci" edukacja seksualna to nie tylko instrukcja zakładania prezerwatywy, to wiedza z biologii, psychologii oraz medycyny. Skutki braku edukacji seksualnej to: zabijane noworodki, aborcja, nagie zdjęcia młodych dziewczyn w sieci, kwitnący sponsoring i prostytucja wśród nastolatków. Dobre wieści nadeszły z Kalifornii, gdzie dzięki wprowadzeniu edukacji seksualnej o 62% zmniejszyła się liczba niechcianych ciąż wśród nastolatek. To, że kler w Polsce i nie tylko w naszym kraju sprzeciwia się edukacji seksualnej nie dziwi - łatwiej im wykorzystywać i zastraszać dzieci, które nie wiedzą, co mają zrobić, jeżeli dorosły facet wkłada im rękę do majtek. EDUKACJA SEKSUALNA TO WAŻNY KROK W ZAPOBIEGANIU PEDOFILII.
Największe zagrożenie dla młodego człowieka stanowi obecność Kościoła w polskiej szkole i brutalna ingerencja tej instytucji wychowanie dzieci. Zagrożeniem jest ideologia, która nie informuje rzetelnie o seksualności, a za jedyną uprawnioną wiedzę uważa naukę Kościoła. Mam nadzieję , że SPUNK znów wygra i, że więcej miast zdecyduje się na edukację seksualną prowadzoną nie przez katechetki, ale przygotowanych do tego ludzi.

niedziela, 28 lipca 2013

Czy na pewno wolni?


Mija dwadzieścia lat od podpisania konkordatu, umowy międzynarodowej, która miała regulować stosunki między państwem polskim, a Watykanem, zwanym dla niepoznaki Stolicą Apostolską. Konkordat miał być ukoronowaniem rozdziału państwa od kościoła, niestety, skończyło się na założeniach. W rzeczywistości od 20 lat żyjemy w państwie poddanym Watykanowi, gdzie biskupi wpływają na kształt ustaw i wysuwają coraz więcej żądań.
Nie chcę wdawać się w szczegóły konkordatu, jest on jak każda umowa międzynarodowa zawiła. Wolę skupić się codzienności polskiej pod rządami konkordatu. Ksiądz Góralski, który był jednym z negocjatorów konkordatu, twierdzi, że największych osiągnięć konkordatu z perspektywy minionych 20 lat jest zapis o zasadzie niezależności i autonomii państwa i Kościoła - każdego w swojej dziedzinie. - Równa się to zasadzie separacji Kościoła i państwa, ale nie tak jak to było w czasach PRL - wyłącznie Kościoła od państwa, chodzi o separację paralelną, także państwa od Kościoła. Jednocześnie jest to zasada separacji przyjaznej, która dopuszcza współdziałanie dla rozwoju człowieka i dobra wspólnego. Godnym uwagi jest także m.in. rozwiązanie w sprawie małżeństwa konkordatowego - małżeństwo kościelne może wywołać skutki państwowe, ale nie musi, decydują o tym sami zainteresowani - zaznacza duchowny. Pełna zgoda, co do tego, że państwo jest odseparowane od kościoła, ponieważ w relacjach z kościołem jest postawione na pozycji średniowiecznego lennika, który ma służyć kościołowi. Weźmy prosty przykład z religią w szkole - państwo nie prawa do ingerowania w program nauczania przedmiotu; religia, bo jego ramy określa strona kościelna. Państwo ma za to obowiązek udostępnienia sal, zapłacenia katechetom za nauczanie przedmiotu sprzecznego z nauką, rozsądkiem,etyką społeczną, a do tego, przedmiotu, którego na treści nauczania nie ma żadnego wpływu. Problem w tym, że ten przedmiot jest obecny w polskiej szkole. Konstytucja RP mówi co prawda o wolności wyznania, światopoglądu, o prawie rodziców do wychowania dzieci zgodnie ze swoim światopoglądem, o prawie do nauczania religii w szkole, pod warunkiem, że nie narusza to praw innych uczniów. Tymczasem ocena z religii liczy się do średniej, jest na świadectwie, co już jest naruszeniem konstytucyjnej zasady wolności przekonań religijnych. Świadectwo jest dokumentem państwowym przedstawianym w innych szkołach, na uczelniach, u pracodawcy, ocena z religii jest komunikatem na temat światopoglądu człowieka. W polskiej szkole możliwość wyboru etyki to iluzja. Dyrektorzy wykręcają się brakiem pieniędzy, brakiem zgody organu prowadzącego, czytaj gminy. Problem religii w szkole jest znacznie szerszy niż tylko oceny. Kościół zadomowił się w polskiej, teoretycznie świeckiej szkole. Inauguracja i zakończenie roku szkolnego to spęd dzieci do Kościoła, obowiązkowa msza. Nikt nie pyta rodziców, czy mają ochotę puścić dziecko do Kościoła. Jest to część obchodów. Narusza to prawo rodziców, dzieci i nauczycieli do uczestniczenia lub nieuczestniczenia w praktykach religijnych. Nauczyciele są zmuszani przez dyrektorów do uczestnictwa w spędach kościelnych pod rozkazem pełnienia opieki. Nikogo nie obchodzą prywatne poglądy nauczycieli. Żenujące są praktyki rekolekcyjne - kiedy to pod pretekstem "przygotowania duchownego do świat wielkanocnych" dzieci, młodzież i nauczyciele zmuszani są do uczestnictwa w rekolekcjach. Szkołom zabiera się 3 dni w roku, po to, aby Kościół kształtował sobie pokorne owieczki i opowiadał niesłychane rzeczy o nawróceniach, cudach, miłosierdziu ukrzyżowanego. Rekolekcje mają miejsce przed samymi egzaminami, w czasie gorączkowych przygotowań. Jeżeli policzymy, że w ciągu 12 lat edukacji, co roku tracimy z procesu dydaktycznego 3 dni, uzbiera się ponad miesiąc strat. A potem dziwimy, że młodzież nie ma podstawowych wiadomości z matematyki, historii, fizyki, polskiego. A jak ma mieć skoro marnuje się czas na rekolekcje i msze szkolne? Nie mówię już o praktykach odgrywania epatującej przemocą drogi krzyżowej, o opowiadaniu małym dzieciom o męce Chrystusa, o naklejkach w zeszycie kontaktów z informacjami o drodze krzyżowej. Nawet otwarcie boiska szkolnego nie może się obejść bez obowiązkowej mszy. Są szkoły państwowe, gdzie uczniowie muszą modlić się na dużej przerwie, co jest zabraniem czasu na odpoczynek i jest sprzeczne z higieną psychiczną.
Rozumiem, ze katolicy mają prawo do religii w szkole, ale niech będzie ona w godzinach popołudniowych, jedynie dla chętnych. Obecnie jest przymusem - rodzice boją się, że jeżeli nie zgodzą się na uczestnictwo w zajęciach, dziecko będzie prześladowane. Rekolekcje równie dobrze mogą odbywać się po lekcjach, nie powodując strat w materiale i przerywania przygotowań do egzaminu. Religia kosztuje ponad miliard złotych. W dobie kryzysu budżetu to wydatek zbędny. Jeżeli rodzice chcą religii w szkole, powinni za nią płacić z własnej kieszeni. Wtedy mogą powiedzieć, że wychowują dziecko zgodnie ze swoim przekonaniem. Wyprowadzenie religii ze szkół to wstęp do prawdziwej reformy edukacji i jeden z powodów, dla którego jak najszybciej trzeba renegocjować konkordat. Trudno nie zgodzić się z głosami, że kościół za bardzo ingeruje w sprawy państwa, choćby na przykładzie ustawy bioetycznej. Oczywiście kościół ma prawo wypowiadać się, jako jedna z instytucji, ale nie może straszyć posłów, nakazywać im, aby działali zgodnie z wolą biskupów. Argumentacja, że katolik musi akceptować naukę Kościoła, wspierać ją w działalności publicznej jest skandaliczna. Kościół stawia siebie ponad prawem, uważa, że ma moralne prawo narzucać wszystkim swoją wolę. Wysyłanie listów do posłów z instrukcją jak mają głosować, czy choćby Wspólna Komisja Rządu i Episkopatu - to najlepsze przykłady łamania konkordatu i zasady rozdziału kościoła od państwa. Kościół rości sobie prawo do ingerowania w podręczniki, uważa, że skoro Polska jest państwem chrześcijańskim, to podręczniki muszą akceptować chrześcijański system wartości. Mamy w podręcznikach, zwłaszcza do języka polskiego fragmenty przemówień Wojtyły, w podręcznikach do biologii katolicką wykładnię początków życia. Podręczniki do wychowania w rodzinie zawierają wyłącznie katolickie widzenie seksualności i nie przygotowują młodego człowieka do życia w rodzinie, są homofobiczne, opierają się na stereotypach, zwłaszcza w kwestii seksualności kobiecej, nie ma w nich słowa o takich zagrożeniach jak pornografia umieszczanie zdjęć intymnych w sieci,czy handel żywym towarem. Kościół oczywiście próbuje układać swoje rządy w gminach - żadna uroczystość nie może obejść się bez mszy, w niektórych miejscowościach nieruchomości sprzedawane są na cele sakralne z 99% bonifikatą - kościół za bezcen kupuje majątki, nie staje do przetargów, nie odprowadza podatków od nieruchomości. Cele sakralne są nieopodatkowane. Duchowieństwo nie płaci podatków od działalności gospodarczej, od spadku i darowizn. Państwo finansuje również uczelnie katolickie i szkoły. Traci na tym ogromne pieniądze. Wiele mówi się o kryzysie finansów. Tymczasem na własnej piersi państwo toleruje organizację, która nie poczuwa się do żadnej odpowiedzialności, organizację, której pracownicy wyjęci są spod prawa: ksiądz -pedofil dostaje najczęściej wyroki w zawieszeniu, księdzu prowadzącemu pojazd pod wpływem alkoholu nie zabiera się prawa jazdy z racji tego, że jest księdzem. Kilka tygodni temu doszło do tragicznego wypadku, w którym zginął młody człowiek i prowadzący po pijanemu ksiądz. Nie była to pierwsza jazda duchownego na podwójnym gazie, ale wcześniej nie odebrano mu prawka. Politycy powinni zastanowić się, czy w obliczu dramatycznego kryzysu państwa stać Polskę na utrzymywanie duchowieństwa, w wojsku, w straży granicznej, a nawet w służbie zdrowia. Ksiądz noszący opłatki w szpitalu zarabia nawet 4000 zł (takie dane padły kilka miesięcy temu z sejmowej mównicy), więcej niż pielęgniarka i początkujący lekarz, którzy naprawdę wykonują ciężką pracę. Pora opodatkować kościelne nieruchomości, posuwać kler z oświaty, szpitali i służb mundurowych. Usługi komunii w szpitalu powinny być opłacane przez zainteresowanego pacjenta, a nie przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Według oficjalnych danych kościół katolicki dostaje 13 miliardów różnych dotacji z budżetu, ile zyskuje na zwolnieniach podatkowych trudno oszacować. Mamy dziurę budżetową w wysokości 25 miliardów, rząd zadłuża się, zmusza ministrów do oszczędności w resortach, ale Kościoła nie ruszy, bo ma związane ręce konkordatem. Może zamiast zadłużania się, trzeba by opodatkować kościelną działalność i nieruchomości oraz uciąć finansowanie Kościoła z budżetu. Dziura z pewnością zmniejszy się. Kwota 13 miliardów powinna iść na leczenie chorych, na leki refundowane, a nie na kościół. Z resztą Jezus chciał ubogiego Kościoła, powiedział, że bogaty nie dostanie przyjęty do Królestwa Bożego. Nasi biskupi chyba nie pamiętają słów założyciela. Ach, oni tłumaczą,że chodzi o duchowe ubóstwo. Nowy papież co chwilę wyprowadza ich z błędu, mówiąc wprost, że razi go ksiądz w luksusowym samochodzie. Konstytucja, przypominam , że jest to nadrzędny dokument wymaga, aby władze zachowywały światopoglądową neutralność państwa. Finansując kościół, dając mu kolejne przywileje, pozwalając na to, aby biskupi dyktowali ustawy, mówili, czy dana procedura medyczna może być w Polsce dozwolona, władze łamią konstytucyjną zasadę. Prawo powinno być dla wszystkich, a podstawą demokratycznego prawa są prawa człowieka , a nie twórczość papieży i napomnienia biskupów. Trzeba wyraźnie podkreślić, że czym innym jest wolność słowa, wypowiadanie się wszystkich uczestników dyskursu społecznego, a czym innym narzucanie jednego światopoglądu wszystkim obywatelom. Konkordat sprawił, że w Polsce nie ma wolności słowa, przysługuje ona jedynie katolikom. Problemem jest paragraf o obrazie uczuć religijnych. Uczucia religijne katolików obraza mówienie prawdy o pedofilii w kościele, o przekrętach majątkowych, a nawet twórczość satyryczna nieprzychylna Kościołowi. Osoby, które krytykowały w ostatnim czasie konkordat były nazywane nieukami,wyzywane od najgorszych, oskarżane o szkodzenie Polsce, bo ośmieliły się mieć inne zdanie niż biskupi i media katolickie. W Polsce nie ma prawdziwej wolności, trwa atak Kościoła na swobody obywatelskie, oczernianie ludzi żyjących według innych reguł niż katolickie. Państwo nie jest suwerenne - politycy, jako przedstawiciele państwa biorą udział w świętach religijnych, pielgrzymkach, a nawet całują pierścień papieża. Mogą brać udział w praktykach religijnych, ale jako osoby prywatne. Kościół organizuje zjazdy polityków PiS-u i Solidarnej Polski na Jasnej Górze pod hasłem przeciwdziałania ateizacji. Jest oczywiste, że Kościół będzie bronił swego stanu posiadania, będzie wmawiał, że Kościół ma misję, że religia jest sprawą publiczną.
Co może zrobić każdy obywatel, aby osłabiać wpływy Kościoła w życiu publicznym? Kilka porad 1) Nie chrzcić dzieci - chrzest niemowląt jest niezgodny z Biblią, to wymysł papiestwa. 2) Wypisać dzieci z religii i nie posyłać na szkolne msze, domagać się etyki 3) Dokonać aktu apostazji 4) Wspierać akcje będące przeciwne nauczaniu Kościoła -np: dostęp do in vitro, edukację seksualną, dostęp do antykoncepcji 5) Nie chodzić do Kościoła 6) Wypowiadać się na temat łamania prawa przez hierarchów kościelnych 7) Jeżeli ktoś jest radnym, niech głośno sprzeciwia się sprzedawaniu Kościołowi nieruchomości z bonifikatą 99% i pominięciem przetargu, niech organizuje społeczne protesty. 8) Organizować akcje charytatywne, bez udziału Kościoła. Nie ufam głośnym akcjom Caritasu. Być może lepiej przy lokalnych akcjach, gdzie jest kontrola społeczna. 9) Zawiadamiać opinię publiczną o aptekach i lekarzach, którzy z powodu katolickiego sumienia odmawiają wypisywania antykoncepcji, bojkotować takie miejsca. 10) Nie brać udziału w zbiórkach na cele religijne, nawet, jeżeli miejscowy proboszcz używa szantażu, aby zmusić wiernych do płacenia na remont kościoła.
Wierzyć można w Boga bez pośrednictwa Kościoła, który z Bogiem ma niewiele wspólnego.

wtorek, 23 lipca 2013

Co zagraża polskiej rodzinie?


Przeglądając media, zarówno telewizję, jak i internet, czytając różnorodne badania, np: "diagnozy społecznej" wynika, że w Polsce rodzi się coraz mniej dzieci. Aż 3 mln bezdzietnych Polaków między 16. a 34. rokiem życia deklaruje, że chciałoby mieć choć jedno dziecko. Co piąty z nich zapewnia, że od jakiegoś czasu stara się o potomstwo, ale bez skutku. Pozostali świadomie rezygnują z rodzicielstwa.
Pojawia się pytanie, dlaczego Polacy rezygnują z potomstwa. Na pierwsze miejsce wysuwają się problemy materialne. Aż 45 proc. kobiet i 43 proc. mężczyzn przekonuje, że nie może mieć dziecka ze względu na brak pracy i pieniędzy. Co trzeci nie decyduje się na dziecko,bo jest niepewny swojej przyszłości, a co piąty z powodu złych warunków mieszkaniowych. Z badania „Diagnozy Społecznej” wynika także, że Polacy nie decydują się na dziecko ze względu na wysokie koszty wychowania i wykształcenia. Niska płodność to problem dopiero co piątej pary. Dość spora grupa Polaków nie decyduje się na dziecko, bo nie może znaleźć odpowiedniego partnera (19 proc. kobiet i tyle samo mężczyzn) lub uważa, że to dla nich zbyt duża odpowiedzialność (6 proc. kobiet i 8 proc. mężczyzn).
Badania dużo mówią. Polacy nie chcą mieć dzieci, bo nie czują się bezpiecznie w swoim państwie. Tymczasem od różnej maści prawicowych polityków i dziennikarzy słyszymy, że rodzinie zagraża antykoncepcja, in vitro, związki partnerskie, edukacja seksualna, parady równości, gender, homoseksualiści. Zastanawiam się w jaki sposób mojej rodzinie może zagrozić sąsiad gej lub para żyjąca bez ślubu? W jaki sposób rodzinie zagraża in vitro, skoro dzięki niemu małżeństwo zmagające się z bezpłodnością staje się rodziną? W jaki sposób rodzinie zagraża antykoncepcja i edukacja seksualna? Śledząc tok myślenia prawicy można dojść do następujących wniosków. 1) Ideałem rodziny jest małżeństwo zawarte w kościele katolickim, stosujące się do nauki kościoła, mające gromadkę dzieci. Taki związek ich zdaniem jest trwały, bo większa liczba dzieci zniechęca do rozwodu. Fakt, jeżeli ktoś ma 7 dzieci, kobieta nie pracuje zawodowo, zajmuje się domem, raczej nie wystąpi o rozwód, nawet jeżeli doświadcza przemocy domowej. Będzie żyła w piekle. Pytanie - czy taka rodzina jest zdrowa dla dzieci, uczy szacunku do drugiego człowieka, kształtuje kręgosłup moralny? Raczej nie. Doświadczanie przemocy, biedy, bycie świadkiem zachowań przemocowych wobec najbliższych zostawia trwały ślad w psychice, negatywnie wpływa na osobowość i kształt przyszłej rodziny dziecka wychowanego w takim domu. Oczywiście, jest tysiące wielodzietnych, kochających się rodzin, dlatego nie można generalizować, tak samo, jak nie należy narzucać wszystkim jednego modelu rodziny. 2) Antykoncepcja i edukacja seksualna według konserwatystów to droga do zdrady, rozpusty i bezpłodności. Tego typu bzdur nie sposób komentować. Wynikają one z utopijnej wizji świata, w której młody człowiek nie wie, co to seks, nie widzi nagości w reklamie, telewizji, sieci, nie współżyje przed ślubem. Problem w tym, że jest to wizja utopijna, z czasów przed powszechnym dostępem do internetu. Osoby wygłaszające takie tezy, wierzą, że nastoletnia młodzież chodząca na religię i do kościoła, wychowana po katolicku nie współżyje. Ich zdaniem należy je chronić nawet przed słowem seks, nie wolno mówić o seksualności, bo to sprawi, że rozpoczną życie seksualne. Nastolatki i tak mają za sobą pierwszy raz, nie mają z kim porozmawiać o swoich problemach, nie zabezpieczają się, efektem czego są ciąże. Jeżeli skończy się tylko na ciąży, to jeszcze dobrze - ciąża nie trwa wiecznie, a młoda mama przy wsparciu rodziny poradzi sobie z opieką nad niemowlakiem i skończy szkołę. Gorzej jeżeli dochodzi do molestowania, gwałtu, dodawania kompromitujących, seksualnych filmików i zdjęć do sieci. Wtedy pojawiają się problemy psychiczne, kończące się nieraz próbą samobójczą 3) Każdy związek poza sakramentalnym małżeństwem to patologia, niszczenie rodziny. Oczywiście, nie obchodzi tych ludzi, że we współczesnym społeczeństwie są różne modele rodziny : konkubinaty, rodziny niepełne, sytuacje, których dziecko wychowuje się z mamą i babcią, itp. Są to tak samo normalne, zasługujące na szacunek rodziny, w których dzieci otrzymują miłość i ciepło. 4) In vitro niszczy rodzinę, bo dziecko poczyna się poza aktem małżeńskim, świadczy o braku miłości. Kolejna krzywdzące kłamstwo. Aby przejść leczenie niepłodności związek musi być naprawdę mocny. Dla mediów konserwatywnych in vitro to wszelkie zło, złamanie praw natury, poczęcie niegodne człowieka. Jakoś nie przeszkadza im poczęcie w wyniku gwałtu, które uważają za równoprawne z łożem małżeńskim. Najważniejsze, że doszło do kontaktu narządów rodnych, a poczęcie nastąpiło w kobiecie. To, czy ona tego chciała, czy ojcem jest zboczeniec, czy ukochany partner nie ma znaczenia. Przeszkadza in vitro - poczęcie również w wyniku miłości - uczucia tak silnego, że nie zniszczyła go niepłodność. Badania opinii publicznej pokazują wyraźnie, że Polacy nie mają dzieci, ponieważ nie czują bezpieczeństwa socjalnego - mieszkania są bardzo drogie, sporo ludzi pracuje na śmieciowych umowach, więc nie ma gwarancji pracy i zdolności kredytowej. Problemem jest brak możliwości skutecznego leczenia niepłodności dla osób zarabiających poniżej średniej krajowej, których nie stać na kolejne kredyty,a by opłacić przygotowanie do in vitro i sam zabieg. Koszty wychowania są wysokie - opłaty za żłobki, przedszkola to poważny wydatek. Do tego wysokie ceny ubrań, zabawek, podręczników wynikające z nałożenia większego VAT-u. Jeżeli dołożymy do tego drogie leki i operacje w przypadku wad wrodzonych, to mamy cały obraz bardzo złej sytuacji rodzin w Polsce. Problemem jest także przemoc w stosunku do kobiet i dzieci, zbyt niskie wyroki sądowe za przemoc domową i niedostateczna pomoc dla ofiar. Polki chętnie rodzą dzieci poza granicami kraju. Mają wsparcie finansowe, łatwiejszy dostęp do mieszkań.
Rodzinie trzeba pomóc, a nie utrudniać funkcjonowanie tworząc bariery natury moralno-religijnej. Brak dofinansowania in vitro, ustawy o związkach partnerskich to skutek uległości polityków wobec kościoła. Politycy powinni zacząć od ograniczenia możliwości zawierania umów śmieciowych, od zakazu zwalniania kobiet w ciąży i na urlopach wychowawczych. Rząd powinien zainwestować w tanie budownictwo socjalne i komunalne, zamiast finansowania religii w szkole, obecności kapelanów w szpitalach ,służbach mundurowych, czy dotowania uczelni katolickich i budowy Świątyni Opatrzności Bożej oraz innych zbędnych wydatków. Jako ateistka, wydatki z budżetu państwa na kościół katolicki uważam za zbędne, szkodliwe i sprzeczne z Konstytucją, gwarantującą wolność wyznania i rozdział kościoła od państwa. Przydałby się dłuższe, obowiązkowe urlopy tacierzyńskie, minimum miesiąc, które zrównałyby szansę kobiet na rynku pracy. Tanie żłobki, przedszkola prowadzone przez gminy, a prywatne osoby oraz elastyczne godziny pracy dla młodych rodziców (w branżach, których jest to możliwe) powinny być standardem.

poniedziałek, 22 lipca 2013

Antykoncepcja - kilka powodów dla których powinna być refundowana


Zadziwia mnie reakcja społeczeństwa na propozycję refundacji antykoncepcji. Internauci uważają, że refundacja antykoncepcji spowoduje zanik leczenia nowotworów, jest niemoralna, bo dotyczy życia seksualnego, a nie zdrowia. To prawda, że polska służba zdrowia daleka jest od ideału, jest niedofinansowana, a szpitale zamiast leczyć przeliczają życie pacjenta na zwrot z NFZ. Fundusz to patologia i biurokracja, która urosła do granic absurdu. Szkoda słów. Rozumie się, że nie jest możliwa w Polsce całkowita refundacja antykoncepcji. Należałoby rozważyć wprowadzenie w życie rozwiązań, które narzuca ustawa " O ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży", która zakłada edukację seksualną i ułatwienie dostępu do antykoncepcji. Mamy w Polsce kilka refundowanych leków antykoncepcyjnych, ale są to preparaty starszej generacji. Chodzi o to, aby objąć refundacją kolejne leki, np: pigułki jednoskładnikowe, wkładki wewnątrzmaciczne, antykoncepcję awaryjną i plastry, tak aby każda kobieta, niezależnie od tego,czy może stosować pigułki dwuskładnikowe, czy nie, miała możliwość wyboru antykoncepcji. Refundacja częściowa, np: 30% ułatwiłaby dostęp do środków zapobiegających ciąży.
Od wielu lat organizacje kobiece, ginekolodzy i niektóre partie polityczne domagają się refundowania antykoncepcji. Niestety, ciągle mimo zapewnień, że będzie refundacja, nie znajdziemy na liście leków refundowanych nowoczesnych środków antykoncepcyjnych. Znajduje się tam kilka specyfików drugiej generacji i zastrzyk Depo-Provera. Preparaty znajdujące się na liście to leki starszego typu, zawierające sporą ilość hormonów. Stosowanie antykoncepcji wzbudza wiele niepotrzebnych kontrowersji, zwłaszcza w środowiskach konserwatywnych, które przy opisywaniu antykoncepcji posługują się techniką manipulacji i stereotypami, podają wiadomości sprzeczne z medycyną lub takie, które dawno straciły na aktualności. Nowoczesne preparaty trzeciej i czwartej generacji u zdrowych kobiet nie powodują drastycznych skutków ubocznych, o ile przestrzega się podstawowych zasad bezpieczeństwa – nie pali się, jeżeli kobieta ma powyżej 35 roku życia, nie przebywa się godzinami w solarium i na słońcu, wykonuje regularnie badanie ginekologiczne, cytologię, usg piersi, samobadanie piersi i morfologię ogólną oraz zgłasza lekarzowi każdy niepokojący objaw.
Tak dla pełnej refundacji antykoncepcji. W dyskusji nad refundacją antykoncepcji pojawiają się dość dziwne argumenty typu: nie ma pieniędzy na leki na raka,na medykamenty leczące choroby psychiczne, a miały znaleźć się na antykoncepcję. Krytykom antykoncepcji należy przypomnieć, że antykoncepcja to nie tylko zapobieganie ciąży, ale przede wszystkim leki hormonalne o określonym leczniczym działaniu. Choroby kobiece są tak samo uciążliwe i bywają niebezpieczne dla zdrowia, a także zagrażają płodności. Polskie Towarzystwo Ginekologiczne stoi na stanowisku, że nowoczesna i skuteczna antykoncepcja jest jedynym, profilaktycznym przeciwdziałaniem nieplanowanym ciążom Antykoncepcja umożliwiła oddzielenie seksu od prokreacji, co dało kobietom możliwość zrobienia większego odstępu między dziećmi, edukację i awans społeczny. Brak refundacji antykoncepcji powoduje powstanie nierówności między kobietami, dyskryminuje uboższe panie, pozbawiając je możliwości decydowania o kształcie swojej rodziny. Dlaczego państwo powinno refundować antykoncepcję? Jest co najmniej kilka powodów. Po pierwsze praktyka takich krajów jak: Holandia, Hiszpania, Łotwa, Estonia, Szwecja, Litwa pokazują, że refundacja antykoncepcji zmniejsza liczbę aborcji. Ostatnio dobre wiadomości nadeszły z Wielkiej Brytanii, gdzie dzięki refundacji antykoncepcji o 2,5% zmniejszyła się liczba zabiegów aborcyjnych, także wśród nastolatków. W Polsce generalnie aborcja poza trzema przypadkami jest zakazana, co wcale nie oznacza, że nie wykonuje się tych zabiegów. Aborcja jest wykonywana tyle,że w podziemiu, a jej liczbę szacuje się nawet 200000 zabiegów rocznie. Refundacja antykoncepcji zmniejszy zysk podziemia aborcyjnego, a przecież o to chodzi w obronie życia nienarodzonych, aby redukować ilość aborcji. Organizacje kobiece podkreślają, że walka z aborcją może być skuteczna tylko wtedy jeżeli nie będzie odrywana od prawa kobiet/pary do samostanowienia o swoim potomstwie Po drugie antykoncepcja ma pozytywny wpływ na zdrowie kobiety: zapobiega rakowi jajnika i raka endometrium, jest najskuteczniejszym środkiem leczącym cysty, pozwala uratować jajnik. Antykoncepcja reguluje cykl, zmniejsza krwawienie menstruacyjne, niweluje ból miesiączkowy. Endokrynolodzy stosują antykoncepcję przy leczeniu trądziku i nadmiernego owłosienia. Antykoncepcja hormonalna stosowana także w leczeniu endometriozy , ponieważ zapobiega rozrostowi śluzówki macicy i zmniejsza dolegliwości związane z chorobą. Antykoncepcja leczy również cykle bezowulacyjne, gdyż po jej odstawieniu pojawiają się efekt odstawienia – pojawia się komórka jajowa zdolna do zapłodnienia. Antykoncepcja pomaga zajść w ciążę kobietom cierpiącym na cykle bezowulacyjne. Odpowiadając na postawione pytanie -antykoncepcja to profilaktyka wielu poważnych chorób kobiecych i środek do ich leczenia i dlatego powinna być refundowana.

piątek, 19 lipca 2013

Antykoncepcja - jedno z podstawowywch praw człowieka


Tytuł artykułu to hasło międzynarodowej akcji o nazwie: Międzynarodowy Dzień Działań na rzecz Zdrowia Kobiet, który odbył się 28 maja. Celem akcji było bronienie dostępu do leków antykoncepcyjnych jako środków planowania rodziny i ochrony zdrowia dla par i osób indywidualnych, w tym młodzieży oraz osób żyjących z HIV. Innym ważnym celem akcji jest przypomnienie, że dyskryminacja pracowników ze względu na płeć jest niedopuszczalna. Organizatorzy wspomnianej akcji zwracają także uwagę na problemy osób innej niż heteroseksualna tożsamości seksualnej, które w wielu systemach prawnych i marginalizowane i narażone na mowę nienawiści. Osoby zaangażowane w akcję zwracają uwagę, że są kraje, w których antykoncepcja wykorzystywana jest środek kontroli populacji, a kobiety bardzo często na siłę sterylizowane i zmuszane do usunięcia ciąży. Działaniom, które ingerują w prawo do stanowienia o liczbie potomstwa, dyskryminują kobiety, są źródłem przemocy wobec dziewczynek i kobiet, organizacje międzynarodowe broniące praw człowieka mówią stanowcze NIE.
Antykoncepcja prawem człowieka. Deklaracja Praw Seksualnych stwierdza, że „Prawa seksualne są uniwersalnymi prawami człowieka bazującymi na niezbywalnej wolności, godności i równości wszystkich istot ludzkich. Ponieważ zdrowie jest fundamentalnym prawem człowieka, tak samo podstawowym prawem człowieka musi być jego zdrowie seksualne.”.1Deklaracja wyraźnie głosi,że człowiek ma prawo do „ podejmowania wolnych i odpowiedzialnych decyzji, co do posiadania potomstwa. Obejmuje ono prawo do decyzji o posiadaniu potomstwa, jego liczbie, różnicy wieku pomiędzy potomstwem oraz prawo pełnego dostępu do środków regulacji płodności.” oraz posiada prawo „do opieki zdrowotnej w zakresie zdrowia seksualnego. Opieka w zakresie zdrowa seksualnego powinna być dostępna i służyć zapobieganiu i leczeniu wszelkich problemów, chorób i zaburzeń seksualnych.”2 Przytoczone cytaty bez cienia wątpliwości wskazują na to, że dostęp do antykoncepcji jest prawem człowieka w zakresie wolności osobistej i ochrony zdrowia. Dostęp do środków zapobiegania ciąży przyczynił do awansu kobiet w sferze publicznej. Kobiety nie musiały rodzić potomstwa począwszy od 15 roku życia. Zyskały możliwość nieprzerwanej edukacji, pracy , zawodowego awansu, co pozytywnie wpłynęło na sytuację materialną kobiet i ich rodzin. Kobieta spełniona, wykształcona dba o dobro swoich dzieci, może być przewodniczką pociech po otaczającym świecie. Świadome macierzyństwo to mniej dziecięcych dramatów i ubóstwa. W państwach, w których kobiety uzyskują gorsze wykształcenie od mężczyzn lub z powodów kulturowych pozbawione są możliwości kształcenia i zmuszane do małżeństwa przed osiągnięciem dorosłości, rodzi się co prawda więcej dzieci, ale skazane są one na przemoc, ubóstwo, a nawet głód. Mówiąc o wykształceniu kobiet nie mam na myśli konkretnego poziomu wykształcenia, a zdolność do radzenia sobie w określonych sytuacjach i podstawowe umiejętności związane z edukacją: pisanie, czytanie, liczenie, zdobycie zawodu. Pisząc o antykoncepcji nie sposób pominąć ważnego aspektu jakim jest możliwość dokonywania wyboru, co do ilości dzieci, czasu ich narodzin.

Badania opinii publicznej w Polsce potwierdzają, że tylko 20% rodaków całkowicie wyklucza możliwość zostania rodzicem, pozostali chcą mieć w przyszłości dzieci. Do rodzicielstwa świadomego, które daje radość z obserwowania rozwoju dziecka trzeba dojrzeć. Antykoncepcja daje możliwość wyboru momentu, w którym chcemy mieć potomstwo. To postawa odpowiedzialności za swoje życie, drugą osobę i ewentualne dziecko. Środki antykoncepcyjne to narzędzia umożliwiające podejmowanie odpowiedzialnych decyzji w sferze reprodukcji. Pozwalają na budowanie silnych więzi emocjonalnych z mężem (partnerem), bowiem współżycie jest aktem woli obojga kochających się ludzi, a nie wypadkową gęstości śluzu szyjkowego i temperatury w pochwie. Od razu uprzedzę, że nie jestem przeciwna tak zwanym metodom naturalnym, ale propagandzie pogardy, którą toczą zwolennicy tych metod wobec kobiet stosujących hormonalne lub mechaniczne środki antykoncepcyjne. Wybór metody zapobiegania ciąży, czy jak kto woli planowania rodziny to sprawa indywidualna. Decyzja na ten temat powinna być poprzedzona wiedzą, zawierającą zalety i wady danej metody, rozeznaniem swojego stanu zdrowia i wizytą u ginekologa. Celem antykoncepcji jest planowanie rodziny właściwe w stosunku do sytuacji życiowej pary lub kobiety. Decyzja o liczbie potomstwa należy wyłącznie do rodziców. Przeciwnicy antykoncepcji, których stosowniej byłoby nazwać przeciwnikami prawa człowieka do samostanowienia o rozrodczości twierdzą, że to człowiek nie ma prawa decydować o liczbie potomstwa. Oddajmy głos oponentom. „Zaplanowaliśmy dwoje dzieci i swoje dzieci już urodziłam. Kiedy przychodzimy do ołtarza, aby zawrzeć małżeństwo, kapłan, w imieniu Kościoła pyta, czy chcemy przyjąć potomstwo, którym Bóg nas obdarzy - to Pan Bóg ma najlepszy plan na nasze życie i wie, ile dzieci nam potrzeba - czy jedno, czy dziesięcioro. A może ten dar nie zrealizuje się w sposób naturalny, tylko w innej formie płodności, np. poprzez adopcję? Małżeństwo cały czas powinno być otwarte na dialog z Bogiem i rozpoznawać Jego wolę”3 Czytelnik zapewne pomyśli, że zacytowane słowa wypowiedział duchowny. Otóż, drogi czytelniku, autorem przytoczonych słów jest ginekolog -położnik. Dziwienie to w tej sytuacji odpowiednia reakcja. Zapewne wielu osobom nasuwa się pytanie jak: ginekolog -położnik może łączyć prokreację z dogmatami wiary? Szczerze mówiąc, sama chciałabym to wiedzieć. Od lekarzy oczekuje się akceptacji, leczenia, doradztwa, a nie ewangelizacji. Wczytując się w przytoczone słowa można stwierdzić, że autor podważa podstawowe prawo człowieka jakim jest wybór dotyczący ilości dzieci. Pozbawia ludzi możliwości decydowania o liczbie potomstwa, karze poddawać się woli nieokreślonego bytu, którego istnienia nie można stwierdzić metodami naukowymi. Część z nas wierzy w istnienie istoty nadrzędnej kierującej losami świata, część temu zaprzecza. Bez względu na stosunek do wiary w społeczeństwie obowiązują ogólnoludzkie zasady- zwane prawami człowieka, które uniwersalne i powinny obowiązywać na całym świecie.
Poglądy cytowanego pana doktora naruszają kolejne prawo człowieka – prawo do realizowania swoich planów życiowych , życia zgodnie ze swoimi przekonaniami. Utrudnianie dostępu do antykoncepcji jest łamaniem prawa do podejmowania niezależnych decyzji odnośnie życia seksualnego, kontroli własnego ciała. Jest dyskryminacją ze względu na płeć i klasę społeczną. Osoby zamożne poradzą sobie z zakupem antykoncepcji, mogą zapłacić za nią więcej. Ludzie ubożsi tracą możliwość kontroli nad seksualnością i rozrodem. Na przykładzie zacytowanych praw seksualnych, które są częścią praw człowieka wyraźnie widać jak błędny jest pogląd przeciwników, „że odpowiedzialne rodzicielstwo to płodne, hojne rodzicielstwo, i pierwszym, naturalnym sposobem na rozeznawanie woli Bożej jest przyjmowanie dzieci. Dzieci przychodzą jak wschodzące słońce, człowiek nie decyduje, czy słońce ma dzisiaj wzejść, czy nie, o życiu decyduje Pan Bóg.”4 Zacytowany fragment wypowiedzi pana ginekologa z Lublina wręcz obraża człowieka. Lekarz odmawia człowiekowi zdolności do kierowania swoimi planami rozrodczymi, uważa, że jednym obowiązkiem małżeństwa jest poddawanie się woli bożej i płodzenie dzieci bez ograniczeń. Ogranicza rozród do płodzenia dzieci, nie podejmuje żadnych refleksji na temat wychowania tak licznego potomstwa. Każdy z nas ma prawo do kształtowania swojego życia według swoich planów i własnego światopoglądu.. Jednakże państwo powinno zachować neutralność światopoglądową i zapewnić obywatelom możliwość dokonywania wyboru zgodnie ze swoją moralnością i w oparciu o obowiązujące zasady etyczne. Sprzeciw wobec antykoncepcji bierze się błędnego rozumienia niepłodności. Oponenci uważają, że płodność nie jest chorobą, którą trzeba leczyć, jest stanem zdrowia. Zwolennicy antykoncepcji nie twierdzą, że płodność nie jest chorobą, ale nie uważają jej za dar. Płodność to funkcja organizmu, która ma na celu wydanie potomstwa. Ludzie tym różnią się od zwierząt, że mogą wybrać moment pojawienia się dzieci w rodzinie. Antykoncepcja nie niszczy płodności, ale ją hamuje – daje możliwość wyboru momentu, kiedy wykorzystamy płodność i urodzimy dziecko. Utrudnianie dostępu do antykoncepcji jest łamaniem prawa do podejmowania niezależnych decyzji odnośnie życia seksualnego, kontroli własnego ciała. Jest dyskryminacją ze względu na płeć i klasę społeczną. Osoby zamożne poradzą sobie z zakupem antykoncepcji, mogą zapłacić za nią więcej. Ludzie ubożsi tracą możliwość kontroli nad seksualnością i rozrodem. Na przykładzie zacytowanych praw seksualnych, które są częścią praw człowieka wyraźnie widać jak błędny jest pogląd przeciwników, „że odpowiedzialne rodzicielstwo to płodne, hojne rodzicielstwo, i pierwszym, naturalnym sposobem na rozeznawanie woli Bożej jest przyjmowanie dzieci. Seksuologia definiuje zdrowie seksualne jako integrację biologicznych, emocjonalnych, intelektualnych i społecznych aspektów życia seksualnego, ważnych dla pozytywnego rozwoju osobowości, komunikacji i miłości. Seksualność ma kilka poziomów, jest zbiorem biologii, emocji, komunikacji i zasad społecznych. Zdrowie seksualne obejmuje kilka tematów: aspekt związany z jakością życia seksualnego, zagadnienia takie jak: antykoncepcja profilaktyka chorób nowotworowych (rak piersi, rak szyjki macicy, rak gruczołu krokowego), zakażeń,przenoszonych drogą płciową, leczenie substytucyjnego w okresie meno- i andropauzy oraz profesjonalną pomoc dla ofiar przemocy seksualnej. Naturalne potrzeby człowieka. Seksualność to jedna z podstawowych potrzeb człowieka, tak samo ważna jak jedzenie, edukacja, praca, czy rozwijanie zainteresowań. Kontakt seksualny zaspokaja kilka fundamentalnych potrzeb człowieka, np: miłości, bliskości, czułości i ciepła. Potrzeby te nie pojawiają się z chwilą zawarcia związku małżeńskiego. Mówienie, że współżycie intymne dozwolone jest jedynie w małżeństwie jest naruszeniem do swobodnej decyzji w kwestii formalizacji związku, do przyjemności i równości seksualnej. Kobieta i mężczyzna mają w związku identyczne prawa. Prywatną sprawą człowieka są powody podejmowania życia seksualnego. Wiele kobiet decyduje się na relację seksualną z ukochanym nie z powodu zaspokojenia popędu seksualnego, lecz po to, aby wzbogacić wspólne życie uczuciowe z kochanym i kochającym człowiekiem. Ludzie chcą czerpać radość z kontaktów seksualnych, natomiast pragną unikać niepożądanej ciąży i mają do tego pełne prawo. Współczesne kobiety są świadome swoich potrzeb seksualnych, chcą, aby ich pragnienia były dla partnera ważne, oczekują równości w relacji intymnej. Kobieta chce realizować się zarówno w życiu rodzinnym, jak i zawodowym, chce godzić obie sfery życia. Dlatego nie może sprowadzona do roli seksualnego przedmiotu użycia i być narażona na powtarzające się raz po raz ciąże. Mężczyzna, którego partnerka nieustannie rodzi sprowadzony jest do roli żywiciela rodziny. Dobrze funkcjonująca rodzina to miejsce, w którym wszyscy członkowie czują się bezpiecznie, mają możliwość realizowania swoich zainteresowań, wspierają się i pomagają sobie. Antykoncepcja – połączenie rodziny i życiowego komfortu. Badania pokazują, że około 80% Polek chce mieć w przyszłości dzieci i czerpać przyjemność z macierzyństwa. Aby pomóc ludziom łączyć rodzicielstwo z pracą opracowano skuteczne środki regulacji urodzin. Antykoncepcja to najprościej rzecz ujmując, sposoby postępowania chroniące przed ciążą bez konieczności powstrzymywania się od stosunków płciowych. Osoby o poglądach opozycyjnych wobec antykoncepcji uważają, że jej zdrową alternatywą jest obserwacja cyklu miesiączkowego kobiety, rysowanie wykresu i przyklejanie na nich naklejek. Naturalne planowanie rodziny to abstynencja seksualna w dni płodne i w dni poprzedzające płodność. Wyznacza się je na podstawie temperatury w pochwie, gęstości śluzu szyjkowego i stopnia rozwarcia szyjki macicy. Seksuolodzy nie zostawiają na tych metodach suchej nitki zarzucając im niską skuteczność, dużą możliwość popełnienia błędu, obecność zbyt wielu czynników obniżających skuteczność obserwacji, zagrożenie dla trwałości związku i zdrowia psychicznego partnerów. Wymuszona dniami płodnymi abstynencja seksualna sprzyja rozdrażnieniu, problemom w związku. Oczywiście zwolennicy metod naturalnych podkreślają, że abstynencja wzmacnia związek, uczy cierpliwości. Doświadczenia wielu osób, które na forach internetowych opowiadają o swoich przeżyciach, o strachu przed ciążą i o obawach o trwałość małżeństwa przeczą twierdzeniom promotorów naturalnego planowania rodziny. Uwaga, należy odróżnić naturalne planowanie rodziny od naturalnego rozpoznawania płodności. Obie metody opierają się na wyznaczaniu dni płodnych poprzez obserwację cyklu kobiety i na tym ich podobieństwo kończy się. Naturalne metody rozpoznawania płodności nie wykluczają stosowania prezerwatyw i pianek plemnikobójczych, a w związku z tym nie wiążą się z koniecznością abstynencji w dniach płodnych. Wyznaczanie dni płodnych służy poznaniu organizmu i określeniu dni największego prawdopodobieństwa zajścia w ciążę. W te dni możliwe jest stosowanie prezerwatyw. Naturalne planowanie rodziny jest nacechowane ideologicznie, powiązane z nauką wiodącej w Polsce instytucji religijnej i ze względu na obsesję owej instytucji w kwestii antykoncepcji, całkowicie zakazuje stosowania nawet prezerwatyw. W antykoncepcji upatruje się przyczynę rozwiązłości, sprzeciw wobec planów bożych.
Sterowanie płodnością to konieczność dla współczesnej kobiety od dnia inicjacji seksualnej do końca menopauzy. Arsenał środków antykoncepcyjnych dla mężczyzn jest bardzo ograniczony. Są testowane tabletki dla mężczyzn i zastrzyki, ale żaden z tych produktów nie jest jeszcze dostępny w masowej sprzedaży. Dbanie o antykoncepcję spada głównie na kobiety, choć nie zwalnia to panów od obowiązku używania prezerwatyw w celu uniknięcia zakażenia chorobami wenerycznymi, zwłaszcza jeżeli nie żyją w stałym związku. Współczesne techniki antykoncepcyjne zlikwidowały lęk przed niepożądanym dzieckiem i kobieta nie musi już się bać się skutków współżycia seksualnego. Nastąpiło całkowite rozdzielenie seksu od rozrodu. Społeczeństwo stało się szczęśliwsze i zdrowsze. Kobiety stosując antykoncepcję są pod regularną opieką ginekologa. Oczywiście wzrosła liczba zakażeń chorobami przenoszonymi drogą płciową, ale są one rozpoznawane we wczesnym stadium i skutecznie leczone. Przyczyną zakażeń są kontakty seksualne i wczesna inicjacja (przed 18 rokiem życia) a nie składniki środków antykoncepcyjnych. Udane życie seksualne sprawia, że ludzie lepiej czują się pod względem psychicznym – w końcu częściej okazują sobie miłość i bliskość bez strachu o nieplanowaną ciążę Antykoncepcja służy zarówno kobiecie, mężczyźnie i potencjalnemu dziecku, które przychodzi na świat wtedy, kiedy jest najbardziej oczekiwane – jest ogromną radością, spełnieniem marzeń rodziców. Nie ulega wątpliwości, że nawet nieplanowana ciąża może szczęściem, kiedy minie pierwszy szok. Kobieta i mężczyzna zaakceptują ją i pokochają dziecko. W końcu ciąża trwa 9 miesięcy, a to bardzo dużo czasu, aby uporządkować swoje życie, zaakceptować nowego członka rodziny i cieszyć, że wkrótce przyjdzie na świat. Antykoncepcja sprzyja tworzeniu więzi rodzinnych i kochającej się rodziny. Dziecko stanowi dopełnienie kobiecości i męskości, postawienie kropki nad „i” w naszym życiu. Nie ma specjalnego znaczenia ile mamy lat w momencie, kiedy zostajemy rodzicami, czy mamy lat 18, 25, 30, 37 , czy jesteśmy na początku drogi życiowej, czy mamy stabilną sytuację materialną. Ważne jest, aby kochać dziecko, opiekować się nim, pokazywać świat, stworzyć małemu człowiekowi bezpieczny dom, pełen miłości, wolny od przemocy. W wielu państwach, zwłaszcza afrykańskich i południowoamerykańskich kobiety pozbawione są dostępu do antykoncepcji głównie z powodu religijności władz i wszechobecnej biedy. Rodzą kolejne dzieci, które nie mają szans na edukację i wyjście z nędzy. Mówimy o tak zwanych krajach trzeciego świata, gdzie sytuacja kobiet i dzieci jest naprawdę dramatyczna. Skupmy się na moment na Polsce. U nas także nie ma swobodnego dostępu do środków regulacji urodzeń. Tylko kilka preparatów II generacji jest refundowana. Każda próba wprowadzenia chociażby edukacji seksualnej kończy się ostrym sprzeciwem ideologicznym środowisk konserwatywnych. Środki antykoncepcyjne w Polsce są dość drogie w porównaniu do najniższego wynagrodzenia. Do tego mamy problem z lekarzami sumienia, którzy z powodu wyznawanej religii nie wypisują antykoncepcji, narzucając tym samym pacjentom swój światopogląd. Jeżeli lekarz wypisze antykoncepcję to kobieta musi się liczyć z kolejną trudnością – tym razem w aptece, gdzie również zdarzają się właściciele, jak i poszczególni pracownicy, którzy z powodu sprzeciwu Kościoła nie sprzedają antykoncepcji. Tłumaczą, że nie chcą brać udziału w „niszczeniu płodności i życia poczętego”. Ich argumentacja nie ma żadnego odzwierciedlenia w rzeczywistości, jest sprzeczna z badaniami naukowymi, co udowadniałam w poprzednich tekstach o antykoncepcji. Jak widać w kwestii dostępu do antykoncepcji jest jeszcze wiele do zrobienia. Przede wszystkim trzeba upowszechnić wiedzę na jej temat, walczyć z mitami i ułatwić dostęp przez obniżenie ceny. Warto pamiętać, że dostęp do antykoncepcji i rzetelna edukacja seksualna są zapisane w ustawie „O planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży” z 1993 roku. Niestety, ustawa nie jest przestrzegana przez żadną ze stron. Skutki takich działań widać gołym okiem : podziemie aborcyjne, ciąże nastolatek ,agresja seksualna wobec dzieci, młodzieży i kobiet. Propagowana na wychowaniu do życia w rodzinie czystość przedmałżeńska nie powoduje, że młodzież nie rozpoczyna współżycia, nie likwiduje problemu aborcji. Nastolatki współżyją, decydują się na seks pod wpływem chwili, bez wiedzy rodziców i zabezpieczenia się. Sytuacja polskich kobiet pozbawionych dostępu do antykoncepcji nie jest wesoła. Niestety, coraz częściej słyszymy o przypadkach mordowania noworodków, o przechowywaniu ich ciał w lodówce, czy w beczkach. Tak kończy się nieprzestrzeganie praw człowieka, odmawianie prawa do antykoncepcji – dochodzi do tragedii, w której ofiarą jest najsłabsza istota – noworodek. Maleńki człowiek, który powinien być kochany, powinien być największym skarbem dla swoich rodziców. Dostęp do antykoncepcji to nie tylko prawo człowieka, ale także postawa opowiadająca się za życiem i godnością człowieka. Kochane, oczekiwane dziecko nie zostanie unicestwione w wyniku aborcji, czy zagłodzone lub uduszone zaraz po urodzeniu. W Polsce – politycy, hierarchowie, media konserwatywne chcą decydować o rozrodczości za kobietę, uważają, że lepiej od kobiet wiedzą, czego panie i ich partnerzy potrzebują, chcą podejmować za nich życiowe decyzje. Lepiej dla wszystkich byłoby, gdyby ustawa chroniąca życie była przestrzegana, chociaż w punkcie dotyczącym edukacji seksualnej i dostępności antykoncepcji.

Edukacja seksualna - brakujący przedmiot w polskiej szkole, cz. 2


W poprzednim artykule pisałam o konieczności wprowadzenia edukacji seksualnej do polskich szkół i o konsekwencjach wnikających z jej braku. W tym odcinku skoncentruje się o stereotypach krążących wokół zagadnienia. O edukacji seksualnej, a szerzej o ludzkiej seksualności krążą mity, związane głównie z modelem wychowania i religijnością. Nie jest to tylko polski problem – jest to kłopot wielu społeczeństw, które w ostatnich 20 latach zmagają się z przenikaniem tendencji konserwatywnych z nowoczesnymi.
Mity krążące wokół edukacji seksualnej. Przeciwnicy edukacji seksualnej uważają, że jej wprowadzenie obniży wiek inicjacji seksualnej i zdeprawuje młodzież. Jest to pogląd dalece nieprawdziwy. Badania w krajach Europy Zachodniej wyraźnie pokazują, że edukacja seksualna przyczynia się do opóźniania aktywności seksualnej młodzieży. Wiąże się to, z tym, że inicjacja często powodowana jest ciekawością i chęcią zaimponowania w środowisku. Na lekcjach uczniowie otrzymują wiedzę na temat seksualności, dowiadują się, jak radzić sobie z presją rówieśniczą, co pomaga uchronić się przed wymuszoną inicjacją. Wiedza o seksualności jest częścią integralnej wiedzy o człowieku – o jego biologii, psychice i zachowaniach, więc w żaden sposób nie może demoralizować. Robienie z powyższej dziedziny życia tematu tabu, zagadnienia zarezerwowanego dla małżonków wywołuje jedynie niepotrzebny strach. Niektórzy przeciwnicy edukacji seksualnej sprowadzają intymną sferę życia do czegoś złego, co staje się dobrem dopiero po zawarciu związku małżeńskiego. Skutkiem takiego myślenia są problemy w życiu seksualnym, frustracje i poczucie, że wchodzi się w sferę zakazaną. Osoby przeciwne edukacji seksualnej uważają, że jeżeli nie mówi się na ten temat, to młodzież „zachowa czystość” do ślubu. Badania amerykańskie wykazały, że promowanie abstynencji seksualnej wcale nie powoduje opóźnienia inicjacji, a jedynie wprowadza strach przed stosowaniem środków antykoncepcyjnych. Młodzież i tak współżyje, tyle, że decyduje się na ryzykowne zachowania seksualne, nie stosuje nawet prezerwatyw, co przyczynia do niechcianych ciąż i zakażeń chorobami wenerycznymi. Prawda jest taka, że świadomość ryzykownych zachowań seksualnych, jakie mogą one wywołać w życiu młodego człowieka sprawia, że nie decyduje się on na współżycie pod wpływem chwili. Najważniejsza jest świadomość, że zbyt wczesna inicjacja to nie tylko ryzyko związane z ciążą, zakażeniem HIV lub HPV, ale także zburzenie rozwoju psychicznego, wymuszenie zbyt szybkiej dojrzałości. Skutkiem zbyt wczesnej inicjacji jest poczucie krzywdy, często porzucenie przez partnera, co wiąże się z poczuciem wykorzystania. Ludzie sprzeciwiający się wprowadzeniu do szkół edukacji seksualnej uważają, że będzie ona narzędziem do promowania koncernów farmaceutycznych. Chodzi o kwestię antykoncepcji, która w nich odczuciu niszczy więź między mężczyzną i kobietą, i zachęca do przypadkowego seksu. Jest rzeczą oczywistą, że na wychowaniu seksualnym porusza się kwestię bezpiecznego seksu, a więc także antykoncepcji. Uczeń uzyskuje wiedzę o używaniu środków antykoncepcyjnych, ich zaletach i przeciwwskazaniach do stosowania. Dzięki obiektywnej wiedzy, pozbawionej ideologii, dokonuje wyboru, czy chce je stosować, czy też nie. Z punktu widzenia naukowego nie dopuszczalne jest przedstawianie jedynie wad środków zapobiegających ciąży, nie wspominając o ich zaletach i znaczeniu w profilaktyce i leczeniu wielu chorób kobiecych. Wiedza okrojona z ważnego punktu nosi znamiona manipulacji i odbiera młodemu człowiekowi możliwość wyboru. W grupie przeciwników edukacji seksualnej panuje pogląd, że edukacja seksualna godzi w prawo rodziców do wychowania dzieci zgodnie ze swoim światopoglądem i przekonaniami religijnymi. Nic bardziej błędnego. Edukacja seksualna jest przedmiotem wiedzy związanym z biologią, psychologią i etyką. To właśnie „wychowanie do życia w rodzinie” godzi w neutralność światopoglądową rodziców, bo forsuje się na tych zajęciach światopogląd jednej instytucji. Poza tym Trybunał Praw Człowieka w 1976 roku orzekł, że państwo musi zagwarantować swoim obywatelom bezstronną edukację. W szkole wiedza na temat seksualności powinna być przekazywana w sposób obiektywny. W domu, prawem rodziców jest uzupełnianie wiedzy szkolnej o swoje przekonania. Prawo do seksualności i edukacji w tym zakresie jest zagwarantowane w Powszechnej Deklaracji Praw Seksualnych, o której pisałam w części pierwszej. Edukacja seksualna potrzebą współczesności Współczesny świat jest przesiąknięty seksem, bez względu na to, jakie mamy poglądy w tej kwestii, nie sposób nie dostrzec wszechobecności seksu. Internet to najczęstsze źródło informacji na ten temat. Problem w tym nie trafia na wartościowe strony, lecz na pornografię, która wykrzywia młodemu człowiekowi obraz życia intymnego i prowadzi do zburzeń w postrzeganiu współżycia. Młody człowiek zamiast wiedzy dostaje obraz wielokrotnych orgazmów, jęków i monstrualnie powiększonych narządów płciowych. Rzeczywistość odbiega od filmowych obrazów i sprawia, że młodzież zastanawia się, czy 10 minutowy stosunek nie jest za krótki. Młodzież wchodząca w życie seksualne, od 14, czy 15 roku życia ma kontakt z pornografią (oczywiście bez wiedzy rodziców) zastanawia się, czy jest w stanie sprostać wymaganiom partnera/partnerki. Jako dorośli nie powinniśmy chować głowy w piasek, zasłaniać się tabu, grzechem i innymi kategoriami, bo nie uchronimy młodych ludzi przed pornografią stwierdzając, że seks przed ślubem jest zły. Lepiej dać młodemu pokoleniu widzę obiektywną, zgodną z medycyną i ten sposób chronić przed zbyt pochopnym wejściem w życie seksualne. Bez wątpienia z obecnością seksu w sferze publicznej wiąże się niebezpieczeństwo pedofilii i coraz częstszej przemocy seksualnej w sieci, której sprawcami może być najbliższe otoczenie dziecka. Przemoc ma na przykład formę wrzucania do sieci nagrać z molestowania, czy nawet próby gwałtu. Niszczy to psychikę ofiary, doprowadza do depresji, a nawet do samobójstwa. Edukacja seksualna ucząc szacunku do ciała i do nietykalności drugiego człowieka, może zapobiec takim sytuacjom. Na „wychowaniu do życia w rodzinie” nie podejmuje się kwestii przemocy seksualnej, która dotyka coraz więcej młodych ludzi. Niestety niemówienie o problemach związanych z seksualnością nastolatków nie eliminuje ich, wręcz przeciwnie sprawia, że narastają, a nastolatek zostaje sam z problemami.