Blog o tematyce kobiecej i społecznej. Moda, antykoncepcja, dieta, prawa kobiet, dzieci i zwierząt, wychowanie. Blog dla wszystkich, którzy chcą rozmawiać bez obaw o obrazę uczuć. Blog dla reklamodawców - dziennie nawet 200 wyświetleń.
Przemoc domowa jest niewyobrażalnym okrucieństwem wobec kobiet i dzieci. Polska pod rządami prorodzinnego PiS-u zostawia ofiary same sobie, pozbawia organizacje pomagające ofiarom wsparcia, lekceważy problem w imię trwałości katolickiej rodziny. Bestialstwem i całkowicie niezrozumiałym działaniem jest pozostawienie sprawcy we wspólnym mieszkaniu z ofiarą, ucieczka i tułaczka poszkodowanych oraz wyroki w zawieszeniu za znęcanie się nad najbliższymi. Wszystkich , którzy nie zgadzają się na poniżanie ofiar zachęcam do podpisywania poniższej petycji. Domagajmy się natychmiastowego oddzielenia sprawcy od ofiary!!!!!
/
Szanowne Panie i Panowie Posłowie,
Tysiące kobiet maltretowanych lub w inny sposób okrutnie traktowanych przez swoich mężów lub partnerów wciąż nie może liczyć na pomoc państwa! Chociaż wymaga od nas tego Konwencja Rady Europy o przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej, funkcjonariusze policji nie mają uprawnień do wydania w trakcie interwencji nakazu opuszczenia domu i zakazu zbliżania się do ofiary. Wiele kobiet zmuszonych jest do mieszkania pod jednym dachem ze swoim oprawcą lub z obawy o życie własne i dzieci do ucieczki z zajmowanego wspólnie z nim domu.
Jak pokazuje historia Karoliny Piaseckiej, nawet kobiety, które mogą liczyć na wsparcie pracodawcy i wynająć mieszkanie w innym mieście, nie mogą czuć się w naszym kraju bezpiecznie.
Mąż Pani Karoliny wdzierał się do mieszkania, w którym zamieszkała po ucieczce z ich wspólnego domu, nękał ją i znęcał się nad nią psychicznie. Pomimo silnych dowodów poświadczających znęcanie się nad nią, zarzuty postawiono mu dopiero po kilku miesiącach od złożenia zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa.
Ta historia może mieć sprawiedliwe zakończenie dzięki nagłośnieniu sprawy przez media, jednak najczęściej pokrzywdzona kobieta jest sama, nie ma wsparcia opinii publicznej ani środków na wynajęcie mieszkania lub ochrony.
Nie zgadzamy się na takie standardy ochrony pokrzywdzonych przemocą kobiet i lekceważenie ich prawa do bezpiecznego życia w kraju wciąż mieniącym się demokratycznym państwie prawa!
Pan Prezydent Duda wypowiadając się przeciwko Konwencji antyprzemocowej stwierdził, że nasze regulacje prawne dotyczące przemocy są bardzo dobre, funkcjonują, są egzekwowane i w związku z tym nie musimy się do niczego zobowiązywać! Jeśli tak, to dlaczego bite kobiety wraz z dziećmi muszą się tułać po schroniskach, mieszkać kątem u rodziny lub znajomych, podczas gdy sprawca przemocy pozostaje we wspólnym mieszkaniu?!
Skoro zdaniem Pana Prezydenta prawo jest tak dobre, że nie trzeba w nim nic zmieniać, dlaczego tyle kobiet i dzieci traci życie lub zdrowie na tle przemocy w rodzinie?! Każdego roku w wyniku znęcania się umiera w Polsce od 400 do 500 kobiet. Są wśród nich kobiety zamordowane przez swoich oprawców, ofiary pobicia ze skutkiem śmiertelnym, kobiety popełniające samobójstwa i ofiary zabójstw, których sprawcy dokonują potem zamachu na własne życie. Warto podkreślić, ze drugą najczęstszą przyczyną samobójstw wśród kobiet są właśnie samobójstwa popełniane w związku z przemocą domową.
Najwyższy czas zmienić tę sytuację! Kobiety mają prawo do bezpieczeństwa osobistego, a Państwo ma obowiązek to bezpieczeństwo im zapewnić poprzez wprowadzenie przepisów pozwalających na natychmiastowe odizolowanie sprawcy od ofiary! Panie i Panowie Posłowie życie i zdrowie tysięcy kobiet jest w waszych rękach. Najwyższy czas na ponadpartyjna inicjatywę legislacyjną, która pozwoli na szybką izolacje sprawcy od ofiary w toku postępowania karnego i cywilnego oraz pociąganie do odpowiedzialności tych, którzy łamią wydane nakazy.
W imieniu kobiet doświadczających
i zagrożonych przemocą żądamy:
Wprowadzenia do ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie zapisu dającego uprawnienia policji do wydania natychmiastowego nakazu opuszczenia domu, zakazu kontaktowania się i zbliżania do osób pokrzywdzonych w wyniku przemocy na okres co najmniej 14 dni.
Zmiany przepisu w ustawie o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie dotyczącego cywilnego nakazu opuszczenia lokalu zajmowanego wspólnie z pokrzywdzonym o zakaz kontaktów i zbliżania się do osoby pokrzywdzonej oraz obowiązek wydania orzeczenia w terminie najpóźniej do 48 godzin.
Wprowadzenia sankcji za naruszenie nakazu opuszczenia domu oraz zakazu zbliżania się i kontaktowania z pokrzywdzoną.
Niniejsza petycja jest częścią naszych działań w ramach ogólnoeuropejskiej kampanii STEP UP!
(Następny krok – od słów do czynów!), której celem jest zapewnienie kobietom, które doświadczyły przemocy
i ich dzieciom prawa do bezpieczeństwa i specjalistycznej pomocy.
http://petycje.cpk.org.pl
/
Wstałam w piątek rano i włączyłam telewizor. Wielkie było moje zdziwienie, kiedy na czerwonym pasku z pilnymi wydarzeniami zobaczyłam informację, że polski sejm zgodził się na ratyfikację konwencji antyprzemocowej. To wielki dzień dla Polski - nasz parlament po raz pierwszy nie przestraszył się biskupów i zrobił to, co oczekiwało społeczeństwo. Porażka kościoła w tak ważnej sprawie cieszy i wlewa w serce odrobinę nadziei, że elity w końcu zaczynają dostrzegać, że kościół za bardzo panoszy się w życiu publicznym i dyktuje zmiany prawne.Komentatorzy podkreślają, że kościół wywierając zbyt duży nacisk na posłów strzelił sobie samobójczego gola. Podczas debaty padały absurdalne argumenty o promowaniu homoseksualizmu, niszczeniu rodziny, narodu, religii i mordowaniu cywilizacji. Posłowie PiS nie przeczytali konwencji, powtarzali głupoty opowiadane przez biskupów. Po pierwsze nie da się promować homoseksualizmu, bo nie jest to towar, tylko jedna z orientacji seksualnych. Po drugie prawica i kościół powtarzają, że kościół broni rodziny i sprzeciwia się przemocy. Są oburzeni,że konwencja jako przyczyny przemocy wskazuje tradycję i religie uznające niższość kobiet. Odnosi się do głównie do islamu, gdzie wciąż praktykuje się wymuszane pedofilskie małżeństwa małych dziewczynek ze starszymi mężczyznami, gdzie młodziutkie żony (8-15 lat) są gwałcone i bite. Islam i tradycje plemienne w Afryce praktykują brutalne obrzezanie dziewczynek, w czasie którego część ofiar ginie. Stosowane są zabójstwa honorowe - kobieta uraziła honor męskiej części rodziny, bo ubrała się po europejsku, zakochała się w innym mężczyźnie niż wybrała dla niej męska część rodziny, czy została zgwałcona, więc jest zabijana przez braci, ojca, wujów. Wracając do katolicyzmu, oczywiście prawdą jest, że kościół prowadzi schroniska dla ofiar przemocy, ale z drugiej strony kobiet wciąż słyszą od księży, że muszą być z oprawcą, bo związek małżeński jest święty i nierozerwalny, że dla dobra dzieci muszą znosić bicie. Kościół grzmi, że konwencja rodzinę uznaje za miejsce przemocy, a nie ma w niej mowy o pornografii i alkoholizmie. Pijaństwo, bezrobocie, frustracje, narkotyki są bezpośrednimi przyczynami przemocy. Jednakże pijany mąż nie bije swojego szefa, czy kolegi, ale żonę i dzieci. Wieloletni dramat rozgrywa się w rodzinie, a ofiarami przemocy są kobiety i dzieci niezależnie od wieku. Kilka dni temu przez media przetoczyła się historia ojca-pedofila, który zgotował piekło9 swoim dzieciom - gwałcił córki, z których jedna popełniła samobójstwo i 5 letniego syna. Działo się to w rodzinie. Przemoc ma miejsce w rodzinie, bez względu na to, czy rodzice mają ślub kościelny, cywilny, czy żyją w związku partnerskim. Przemoc dotyka kobiet, bo w wielu kręgach wciąż pokutują mity przekazywane z pokolenia na pokolenie, że tak jest świat ułożony, że mężczyzna bije żonę, bo ma zły dzień, jest pijany, ma problemy w pracy. Oczywiście, kobiety nadużywające alkoholu też wykazują agresję wobec swojej rodziny.
Kościół uważa się za przeciwnika przemocy w rodzinie. Słowa z ostatniej katechezy papieża, który zachwycał się nad cudownym postępowaniem ojca, który dyscyplinuje syna biciem, ale najważniejsze, że nie uderza w twarz zaprzeczają tezom obrońców kościoła o jego antyprzemocowym charakterze. Kościół, który ustami swojego szefa opowiada się za biciem dzieci nie może być uznawany za poważnego partnera w dyskusji na temat konwencji antyprzemocowej. TRZEBA TO WRESZCIE WYKRZYCZEĆ - KOŚCIÓŁ OPOWIADAJĄC ZA BICIEM DZIECI, JAKO PODSTAWOWYM PRAWEM RODZICÓW DO WYCHOWANIA, POPIERA PRZEMOC DOMOWĄ. PRZEMOC WOBEC DZIECI JEST RODZAJEM PRZEMOCY DOMOWEJ. Jeżeli tak ma wyglądać katolicka tradycja, rodzina, w której dopuszczalne jest bicie dzieci, to ta konwencja faktycznie zagraża kościelnej wizji świata. Dziecko bite jest poniżane, wyrasta na dorosłego bijącego najbliższych. Kościół aprobatą bicia dzieci przyczynia się do powiększania obszaru przemocy w rodzinie. Opowiadanie o rodzinie jako o domowym kościele pełnym miłości to bajeczka dla idiotów - nie ma miłości w rodzinie, w której bije się dzieci. Tłumaczenia Watykanu w kwestii słów papieża są idiotyczne. Zacytuję "sprawę skomentował już rzecznik Watykanu ks. Federico Lombardi SJ. Na pytanie „Radia Watykańskiego” odparł, że papież nie chciał nakłaniać rodziców, by bić dzieci. Sens jego wypowiedzi jest zupełnie inny: Franciszek zachęcał rodziców, by „korygowali dzieci, ale ich nie poniżali”. Rodzice, kontynuował watykański rzecznik, są odpowiedzialni, by kierować swoje dzieci na właściwą drogę „z miłością i poszanowaniem dla ich godności”. Muszą im pomagać, tak, by rozwijały się w dobrą stronę. Odnalezienie odpowiedniego sposobu pouczania dzieci leży „w gestii odpowiedzialności dobrych rodziców” i zależy od sytuacji. Ks. Lombardi przekonywał też, że papież Franciszek cechuje się szczególną sympatią i miłością wobec dzieci, co jest przecież dla każdego wyraźne."
Według Watykanu - bicie kieruje dzieci na dobrą stronę i zawiera w sobie poszanowanie godności. Większej bzdury dawno nie czytałam. Komentator, Paweł Chmielewski z Frondy broniąc słów Franciszka wysmarował takie zdanie: " Bo nie ma większego znaczenia, czy dziecku da się klapsa, czy nie – chodzi o to, by wpoić mu wartości, które konstytuują naszą chrześcijańską kulturę.". Zdaniem kościelnych komentatorów wpojenie chrześcijańskich wartości potomstwu usprawiedliwia przemoc w rodzinie wobec dzieci. A rzekomo religia katolicka jest antyprzemocowa, oparta na miłości do bliźniego i szacunku. Według redaktora Frondy przemoc wobec dzieci jest zgodna z tradycją i zdrowym rozsądkiem. Wymyślił termin odpowiedzialne uderzenie dziecka przez rodzica i lamentuje, że zwolennicy lewicy sprzeciwiają się biciu dzieci, które jest przecież świętym prawem rodzica, a popierają aborcję. Powyższe spostrzeżenie można odwrócić i zapytać, jak to jest, że skrajni katolicy lamentują nad zapłodnioną komórką jajową, a popierają bicie dzieci? Co roku 150 kobiet i kilkaset dzieci ginie w wyniku przemocy domowej, pozwolenia na przemoc i takich bredni, że bicie dziecka jest realizacją prawa rodzica do wychowania zgodnie ze swoją religią.
Przeciwnicy konwencji podkreślają, że w Polsce są wystarczające mechanizmy chroniące kobiety przed przemocą, a problem przemocy nie dotyczy jedynie domu. Niestety, nie ma procedur szybkiego reagowania i oddzielania sprawcy od ofiar. Wręcz przeciwnie, nawet niektórzy policjanci bagatelizują problem i nie przyjmują zgłoszeń. Kobiety latami nie zgłaszają swojego koszmaru, nie wiedzą, gdzie udać się po pomoc. Z tego faktu wynika najmniejszy procent poszkodowanych kobiet w badaniu europejskim. Polki są wychowane w przekonaniu, że facet ma prawo bić, bo taka wiekowa tradycja - skoro on zarabia na dom, to żona ma być posłuszna i nie może donieść na męża, że ją bije. Od pokoleń Polki wychowywane są w przekonaniu o nierozerwalności małżeństwa i konieczności trwania w związku , nawet jeżeli ona i dzieci są ofiarami przemocy. Warto przy okazji zauważyć, że w kościele można uzyskać unieważnienie małżeństwa z powodu stosowania antykoncepcji, ale nie z powodu przemocy domowej. Stosowanie antykoncepcji jest działaniem przeciwko rodzinie, małżeństwu i życiu, natomiast przemoc zwłaszcza wobec dzieci jest uznawana za prawo do wychowania. Chore i nienormalne. Formą przemocy wobec kobiet jest zmuszanie ofiar gwałtu do rodzenia, zakaz stosowania antykoncepcji awaryjnej, nawet w takim przypadku. Dla kościoła ważniejsza jest potencjalna zapłodniona komórka jajowa niż cierpienie kobiety.
Po wspaniałym dla kobiet głosowaniu w sposób obrzydliwy zachowali się polscy biskupi. Oddam głos rzecznikowi Episkopatu "To jest naruszenie podstawowych zasad cywilizacyjnych - ubolewa rzecznik Konferencji Episkopatu Polski ks. Józef Kloch. - Nie rozumiem postaw wielu posłów, co do których wydawało mi się, że moglibyśmy na nich liczyć. Okazało się, że zawiedliśmy się - komentował. ks. Kloch stwierdził, że posłowie zignorowali zdanie Episkopatu Polski, ale również Watykanu."
Kler wyobraża sobie, że nauka kościoła ma być podstawą prawa i ma prawo wymagać od posłów wierności Watykanowi. Posłowie mają być ich służącymi - oni panowie i władcy dyktują prawo, bo mają jakieś boskie (czyt. watykańskie wytyczne). Jestem oburzona. Tym bardziej cieszę się,że polscy posłowie sprzeciwili się kościołowi. To wielki akt odwagi z ich strony. Dziękuję posłom PO i lewicy. Episkopat znów pokazał na czym polegać rozdział kościoła od państwa - państwo do kościoła nie ma nic, ma tylko finansować fanaberie biskupów, natomiast kościół może ingerować w życie obywateli i prawo nazywając to współpracą dla dobra społeczeństwa, przyjaznym współdziałaniem. Przyjaznym dla kogo> Bo na pewno nie dla państwa i społeczeństwa. Guzik mnie obchodzi, czy konwencja wprowadza gender, inne role płciowe, najważniejsze,aby stworzyła elementy wychowania i edukacji równościowej z poszanowaniem różnych odmian rodziny. Konwencja nie niszy naturalnej rodziny- związku kobiety i mężczyzny oraz dzieci, ale jeszcze wzmacnia ją, bo walczy z przemocą w rodzinie.
Kościół uważa , że konwencja zagraża małżeństwu i demografii. Prawda jest taka , że konwencja broni małżeństwa, ale zdrowego bez przemocy, bo tylko w takiej rodzinie można wychować dzieci na szczęśliwych ludzi. Nie chcę , aby w Polsce dzieci rodziły się tylko po to, aby oglądać jak rodzice biją się i zbierać cęgi w imię uczenia wartości chrześcijańskich. Każdy człowiek bez względu na płeć i wiek zasługuje ma miłość, szacunek i życie bez strachu przed pobiciem w własnym domu, w swojej rodzinie przez pijanego męża lub sfrustrowaną matkę. Każdy człowiek ma prawo do godności, nietykalności cielesnej, do ochrony przed poniżeniem. Bicie, gwałty, wykorzystywanie ekonomiczne poniżają i w rodzinie nie mogą mieć miejsca. Nie można mówić o obronie rodziny, w której panuje patologia w postaci przemocy. Paranoją kary w zawieszeniu za przemoc domową. Tylko wieloletnie wyroki, leczenie sprawców oraz antyprzemocowa edukacja najmłodszych mogą pomóc w ograniczeniu zjawiska. Kościół usprawiedliwia przemoc biedą, bezrobociem, kulturą pornografii, prawem rodziców do wychowania. To niebezpieczne i dlatego trzeba głośno mówić, że wszystkie piękne słowa o tym, jak to kościół jest przeciwko przemocy są fałszem. Cieszę się, że kościół przegrał głosowanie i zwyciężył zdrowy rozsądek oraz poczucie odpowiedzialności za los ofiar.
Wysyłając swoje dziecko do szkoły chcemy mieć pewność, że jest bezpiecznej i w przyjaznej atmosferze zdobywa wiedzę i rozwija swoje zainteresowania. Niestety, bardzo często przychodzi do domu i zamiast o ocenach, lekcjach, koleżankach i kolegach, wycieczkach, czy grach na wychowaniu fizycznym dziecko mówi, że ktoś je pobił, wyzywał, wyśmiewał. Wielu z czytelników zapewne powie, że przezywanie, wyśmiewanie było w szkole od zarania dziejów,. Bójki też zdarzały się. To wszystko jest prawdą. Tyle, że w ostatnich latach dochodzi do eskalacji przemocy w szkole, a wyzwiska są najdelikatniejszą formą znęcania się jednego dziecka nad drugim. W szkołach coraz częściej dochodzi do niszczenia mienia, pobić, gwałtów, a nawet do prób duszenia. Przyczyny zjawiska nakreśliłam w poprzednim artykule. Ich wachlarz jest bardzo szeroki: od brutalizacji życia na problemach rodzinnych kończąc.
Relacja szkoła – rodzice.
Pedagodzy od kilku lat obserwują obserwują osłabienie relacji szkoła -rodzice. Coraz mniej rodziców uczestniczy w zebraniach, korzysta z możliwości porozmawiania z nauczycielami na dyżurach. O uczestnictwie rodziców w warsztatach organizowanych przez szkoły dotyczących przemocy, czy rozwijaniu talentu dzieci nie ma mowy. Jednocześnie nauczyciele obserwują bardzo niepokojący trend – podważania opinii nauczyciela w domu ucznia, określania nauczycieli niecenzuralnymi epitetami. Prowadzi do spadku autorytetu nauczyciela, ignorowania poleceń pracowników szkoły, poczucia bezkarności. Rodzice przekonani o tym, że ich dziecko niczego złego nie mogło zrobić, bo przecież w domu cały czas siedzi przy komputerze i jest spokojne lub spotyka się z przyjaciółmi, nie wyjaśniają sprawy w szkole, tylko w domu atakują nauczyciela, który napisał uwagę o niestosownym zachowaniu pociechy. Niestety postawa rodziców rozmija się z działaniami szkoły. Niektórzy rodzice posuwają się jeszcze dalej w ignorowaniu działań szkoły -nie reagują na wezwania do szkoły, nie stawiają się. Postawa, którą opisałam powyżej zdarza się coraz częściej, praktycznie w każdym zespole klasowym spotykamy się jednostkami, które nie współpracują ze szkołą. Najczęściej to dzieci rodziców, którzy nie czują potrzeby interesowania się postępami edukacyjnymi swoich pociech, sprawiają najwięcej problemów wychowawczych i są sprawcami przemocy wobec innych dzieci.
Ofiary przemocy
Ofiarą przemocy może być każde dziecko. Najczęściej są to uczniowie osiągające lepsze wyniki w nauce, osoby spokojniejsze, nieśmiałe. Ofiary przemocy często nie mówią o swoich problemach, nie zgłaszają nauczycielom i pedagogom wydarzeń, tłumacząc, że omawiają się zemsty sprawców lub tego, że sprawdza wyprze się swoich czynów, a dorośli uwierzą sprawcy. Mamy tutaj do czynienia z brakiem wiary ucznia w szkołę i poczuciem bezradności. Uczeń powinien wiedzieć, że jeżeli jest ofiarą przemocy to powinien poinformować niezwłocznie po zaistniałym wydarzeniu nauczyciela dyżurującego , o ile przemoc miała miejsce na przerwie lub poinformować wychowawcę, względnie pedagoga szkolnego. O przemocy nie jest łatwo mówić, nawet dorosłemu, a co dopiero dziecku. Młody człowiek często obwinia siebie o to, że pada ofiarą przemocy, szuka winy w swoim zachowaniu, ubiorze, posiadanych lub nieposiadanych gadżetach. Nie mogąc sobie poradzić z ciągłymi zaczepkami, biciem, chce upodobnić się do sprawców, bo myślą, że w ten sposób zdobędą ich akceptację i unikną następnych upokarzających zdarzeń.
Jak poznać , że dziecko padło ofiarą przemocy w szkole?
Dziecko, które padło ofiarą przemocy nie chce iść do szkoły, cierpi na bóle brzucha, głowy. To bóle wynikające ze stresu i przeżywanej sytuacji. Dziecko doświadczyło przemocy w szkole nie chce wychodzić z domu, wraca ze szkoły okrężną drogą, ponieważ boi się, że spotka sprawców. Jeżeli pociecha wraca ze szkoły z sinikami i zadrapaniami to znak, że stało się coś bardzo złego i konieczna jest natychmiastowa reakcja rodziców. Sygnałem alarmowym powinny być zniszczone podręczniki, zgubienie przyporów szkolnych, prośba o pieniądze na drobne składki, gubienie pieniędzy. Uczeń, który jest ofiarą przemocy nie chce ćwiczyć na WF-ie, gdyż obawia się kpin i wyśmiewania. Malec, wobec którego w szkole stosowana jest przemoc budzi się w nocy, jest ciche lub wręcz przeciwnie wykazuje większą agresję w stosunku do rodzeństwa i rodziców, opuszcza się w nauce, ma problemy ze snem.
Z dzieckiem trzeba delikatnie porozmawiać. Musimy jako rodzice powstrzymać swoją złość, nie proponujmy naszemu dziecku, że samodzielnie wymierzymy sprawcy sprawiedliwość. Absolutnie nie wolno obwiniać dzieci, o to, że nie poradziły sobie z sytuacją. Najważniejsze jest wsparcie, przytulenie, zrozumienie bardzo trudnej sytuacji, w której znalazło się dziecko. Sytuację należy zgłosić do wychowawcy, pedagoga szkolnego, a w nawet zawiadomić dyrekcję, jeżeli akt przemocy był zagrożeniem dla zdrowia dziecka. Można również powiadomić MOPS , jeżeli rodzina sprawcy jest pod opieką tej instytucji. Pamiętajmy, że walka z przemocą jest długotrwała i należy współpracować ze szkołą. To nie prawda, że w szkołach nic nie robi się w sprawie przemocy. Są prowadzone programy i rozmowy z dziećmi. Skuteczność działań antyprzemocowych zależy od współpracy rodziców ze szkołą. Jeżeli nasze dziecko jest ofiarą gwałtu , pobicia, wymuszenia lub zostało zmuszone do zażycia narkotyków, nie wahajmy się i informujmy policję.
W mediach coraz więcej mówi się o przemocy, której doświadczają najmłodsi. Sprawcami przemocy są najczęściej dorośli, którzy nie potrafią pohamować swoich emocji, ani rozmawiać z dziećmi. Chcemy, żeby nasze pociechy wyrastały w środowisku bezpiecznym, gdzie panuje zrozumienie i tolerancja. Wydaje się nam, że bezpiecznym miejscem powinna być szkoła. Posyłając dziecko do szkoły, rodzice oczekują, że pociecha w atmosferze spokoju, wzajemnego szacunku będzie zdobywała wiedzę i kształtowała swoje postawy etyczne. Niestety, rzeczywistość bywa odmienna od oczekiwań. Coraz młodsze dzieci padają ofiarą przemocy w szkole. Doświadczają jej ze strony starszych kolegów i rówieśników w klasie. Kilka miesięcy temu byłam świadkiem sytuacji, której chyba nigdy nie zapomnę: w klasie, w obecności nauczyciela jeden chłopiec podszedł do drugiego i uderzył go w twarz. Wydarzenie miało miejsce w szkole podstawowej, w klasie drugiej. Śledząc temat przemocy szkolnej pora postawić oczywiste pytania:
1)Gdzie leży przyczyna agresywnych zachowań wobec dzieci?
2)Jak walczyć ze zjawiskiem?
Złożoność problemu
Agresja wśród dzieci i młodzieży to zjawisko narastające i zdecydowanie negatywne. Zaczyna się od dokuczania innym, a kończy na przestępstwach. Agresją jest działanie, którego celem jest wyrządzenie krzywdy fizycznej lub psychicznej drugiej osobie. Podłożem przemocy są gniewne emocje, nieprzyjazne intencje, chęć wywołania u ofiary odczuć strachu, niepokoju i bólu. Ofiara agresywnych zachowań cierpi. W psychologii istnieje kilka teorii wyjaśniających pochodzenie ludzkiej agresji. Najbardziej znana mówi, że agresja jest wrodzonym instynktem. Według drugiej teorii przyczyną zadawania komuś przemocy jest frustracja, która wynika z zablokowania możliwości zaspokojenia potrzeb. Według trzeciej hipotezy człowiek uczy się agresywnych zachowań poprzez bezpośrednie doświadczenie lub naśladownictwo. W tym poglądzie zamyka się powiedzenie, że przemoc rodzi przemoc. Dziecko, które doświadcza przemocy w domu, będzie tak samo postępowało w stosunku do swoich rówieśników. Dziecko, która ma własne przeżycia związane z agresją , bądź często jest świadkiem agresywnych zachowań uczy się takich postaw, uznaje agresję za skuteczny środek do osiągnięcia celu. Dziecko, które ma często do czynienia z przemocą nie widzi w tym nic złego. Często jest tak, że jego autorytety: rodzina, filmy, ulubieni aktorzy utwierdzają młodego człowieka w zgubnym przekonaniu, że człowiek agresywny zawsze wygrywa, osiąga więcej. Można powiedzieć, że brutalizacja życia i media epatujące przemocą to jeden z ważniejszych czynników kształtujących zachowania agresywne. Nawet w filmach animowanych, z zasady przeznaczonych dla dzieci mnóstwo jest zachowań agresywnych, walki, napastliwości.
Zachowania agresywne w szkole
Agresja i przemoc w szkole to problem bardzo złożony. Przejawia się w różnych formach napastliwości czy dokuczliwości uczniów. Najczęściej są to: impulsywne uderzenie, wyśmiewanie, odtrącanie kolegi. Poważnym problemem jest agresja zbiorowa, polegająca na tym, że grupa dzieci używa siły wobec słabszej, spokojniejszej osoby w celu jej zastraszenia, podporządkowania lub uzyskania określonego przedmiotu. Często dochodzi do przemocy fizycznej, będącej naruszeniem nietykalności cielesnej. Przemoc fizyczna jest działaniem zamierzonym ukierunkowanym na zadanie bólu lub obrażeń fizycznych. Zalicza się tutaj: popychanie, poszturchiwane, pobicia, podstawienie nogi, kopanie, wyrywanie przedmiotów, rzucanie przedmiotami. Agresja bywa ukierunkowana na niszczenie, rzeczy ofiary. Trudniejsza do zdiagnozowania jest przemoc psychiczna przejawiająca się w następujących zachowaniach: agresja werbalna, np. obrażanie, znieważanie, ironizowanie, kompromitowanie; groźby, często idące w parze z przemocą skierowaną przeciwko osobom i należącym do ofiar przedmiotom, zastraszanie i szantaż , którego celem jest wymuszenie konkretnych zachowań. Przejawem agresji jest również dyskryminacja przejawiająca się poniżaniem, naruszaniem cudzej godności. W szkole, już od najmłodszych klas szkoły podstawowej dochodzi do agresji słownej. Agresor grozi ofierze, zapowiada przykre konsekwencje, jeżeli dana osoba nie zachowa się zgodnie z wolą oprawcy. Dla małego dziecka szczególnie przykre jest odsuwane od jakiejś czynności, grupa zabrania mu uczestnictwa w zabawach i pracach. Dziecko czuje się odtrącone, płacze, co powoduje dalsze niedobre zachowania sprawców wobec ofiary. Często pojawia się sytuacja, że jeden uczeń donosi na drugiego używając argumentów nieprawdziwych lub tworząc historie, które nie miały miejsca. Ofiara ma poczucie krzywdy i niesprawiedliwości. Klasyką agresywnych zachowań są: wyśmiewanie, kpiny, przezwiska, plotkowanie, obmawianie. Ofiarą agresji jest również dziecko będące agresorem, gdyż zachowania przemocowe mają swoje korzenie w gniewie, braku poczucia bezpieczeństwa, chęci zwrócenia uwagi dorosłych, potrzebą uznania społecznego, nie najlepszymi kontaktami z rodzicami i nauczycielami, potrzebie udowodnienia samodzielności.
Jak zwalczać agresję?
1.W szkołach przyjęte są programy walki z agresją. Niestety często są nieskuteczne. Wynika to z poczucia bezkarności wśród uczniów. Kary bardzo często niewiele dają, a wręcz mają efekt odwrotny – utrwalają zachowania agresywne. Ukarany uczeń pragnie zemsty na koledze przez którego otrzymał karę. Konsekwencje wyciągnięte wobec ucznia muszą mieć podtekst psychologiczny. Skuteczne jest manifestowanie przykrości, jaką sprawiło zachowanie dziecka przez osobę dorosłą. Kara słowna musi być połączona z wytłumaczeniem młodemu człowiekowi, dlaczego jego postępowania nie można zaakceptować. Powinna doprowadzić do poczucia winy i strać się motorem zmian w zachowaniu dziecka.
Wobec agresywnego dziecka nie można stosować kar fizycznych, które nie dość, że są jedynie upokorzeniem, to jeszcze utrwalają przekonanie, że przemoc jest właściwa. Bicie dziecka zwiększa poziom agresji. Karanie słowne wymaga uspokojenia emocji u osoby dorosłej, musi być poprzedzone wytłumaczeniem za co jest kara. Pamiętajmy, aby dostrzegać każdy przejaw poprawy i nagradzać pochwałą.
Szkoła ma możliwości reagowania: może wezwać rodziców, prowadzić zajęcia przeciwdziałające przemocy, a w skrajnych przypadkach skierować sprawę na policję. Trudno oprzeć się wrażeniu, że szkoły nie radzą sobie z problemem przemocy, skoro tych przypadków jest coraz więcej, a sprawcy i ofiary są w coraz młodszym wieku.
Wina leży też po stronie rodziców, którzy nie reagują na przemoc w kręgu swoich dzieci lub stosują kary cielesne jako metodę wychowawczą, przez co nie zapewniają dziecku bezpieczeństwa i nie dają wzorów, w jaki sposób powinno układać relację z drugim człowiekiem. Nie ma usprawiedliwienia wobec przemocy, której ofiarą padają bezbronne dzieci. Niestety, w polskim społeczeństwie utarło się przekonanie, że klaps nie szkodzi, a wychowuje. To owy klaps jest przyczyną zaburzeń osobowości i narastającej agresji.
Prośba do czytelników
Drodzy czytelnicy – jeżeli ktoś z Was był ofiarą agresji w szkole lub poradził sobie z przemocą, którą doświadczyło jego dziecko, niech umieści swoje uwagi w komentarzach. Może uda się nam stworzyć katalog dobrych rad, jak radzić sobie z agresją w szkole.
Przeglądając media, zarówno telewizję, jak i internet, czytając różnorodne badania, np: "diagnozy społecznej" wynika, że w Polsce rodzi się coraz mniej dzieci. Aż 3 mln bezdzietnych Polaków między 16. a 34. rokiem życia deklaruje, że chciałoby mieć choć jedno dziecko. Co piąty z nich zapewnia, że od jakiegoś czasu stara się o potomstwo, ale bez skutku. Pozostali świadomie rezygnują z rodzicielstwa.
Pojawia się pytanie, dlaczego Polacy rezygnują z potomstwa. Na pierwsze miejsce wysuwają się problemy materialne. Aż 45 proc. kobiet i 43 proc. mężczyzn przekonuje, że nie może mieć dziecka ze względu na brak pracy i pieniędzy. Co trzeci nie decyduje się na dziecko,bo jest niepewny swojej przyszłości, a co piąty z powodu złych warunków mieszkaniowych.
Z badania „Diagnozy Społecznej” wynika także, że Polacy nie decydują się na dziecko ze względu na wysokie koszty wychowania i wykształcenia. Niska płodność to problem dopiero co piątej pary. Dość spora grupa Polaków nie decyduje się na dziecko, bo nie może znaleźć odpowiedniego partnera (19 proc. kobiet i tyle samo mężczyzn) lub uważa, że to dla nich zbyt duża odpowiedzialność (6 proc. kobiet i 8 proc. mężczyzn).
Badania dużo mówią. Polacy nie chcą mieć dzieci, bo nie czują się bezpiecznie w swoim państwie. Tymczasem od różnej maści prawicowych polityków i dziennikarzy słyszymy, że rodzinie zagraża antykoncepcja, in vitro, związki partnerskie, edukacja seksualna, parady równości, gender, homoseksualiści. Zastanawiam się w jaki sposób mojej rodzinie może zagrozić sąsiad gej lub para żyjąca bez ślubu? W jaki sposób rodzinie zagraża in vitro, skoro dzięki niemu małżeństwo zmagające się z bezpłodnością staje się rodziną? W jaki sposób rodzinie zagraża antykoncepcja i edukacja seksualna?
Śledząc tok myślenia prawicy można dojść do następujących wniosków.
1) Ideałem rodziny jest małżeństwo zawarte w kościele katolickim, stosujące się do nauki kościoła, mające gromadkę dzieci. Taki związek ich zdaniem jest trwały, bo większa liczba dzieci zniechęca do rozwodu. Fakt, jeżeli ktoś ma 7 dzieci, kobieta nie pracuje zawodowo, zajmuje się domem, raczej nie wystąpi o rozwód, nawet jeżeli doświadcza przemocy domowej. Będzie żyła w piekle. Pytanie - czy taka rodzina jest zdrowa dla dzieci, uczy szacunku do drugiego człowieka, kształtuje kręgosłup moralny? Raczej nie. Doświadczanie przemocy, biedy, bycie świadkiem zachowań przemocowych wobec najbliższych zostawia trwały ślad w psychice, negatywnie wpływa na osobowość i kształt przyszłej rodziny dziecka wychowanego w takim domu. Oczywiście, jest tysiące wielodzietnych, kochających się rodzin, dlatego nie można generalizować, tak samo, jak nie należy narzucać wszystkim jednego modelu rodziny.
2) Antykoncepcja i edukacja seksualna według konserwatystów to droga do zdrady, rozpusty i bezpłodności.
Tego typu bzdur nie sposób komentować. Wynikają one z utopijnej wizji świata, w której młody człowiek nie wie, co to seks, nie widzi nagości w reklamie, telewizji, sieci, nie współżyje przed ślubem. Problem w tym, że jest to wizja utopijna, z czasów przed powszechnym dostępem do internetu. Osoby wygłaszające takie tezy, wierzą, że nastoletnia młodzież chodząca na religię i do kościoła, wychowana po katolicku nie współżyje. Ich zdaniem należy je chronić nawet przed słowem seks, nie wolno mówić o seksualności, bo to sprawi, że rozpoczną życie seksualne. Nastolatki i tak mają za sobą pierwszy raz, nie mają z kim porozmawiać o swoich problemach, nie zabezpieczają się, efektem czego są ciąże. Jeżeli skończy się tylko na ciąży, to jeszcze dobrze - ciąża nie trwa wiecznie, a młoda mama przy wsparciu rodziny poradzi sobie z opieką nad niemowlakiem i skończy szkołę. Gorzej jeżeli dochodzi do molestowania, gwałtu, dodawania kompromitujących, seksualnych filmików i zdjęć do sieci. Wtedy pojawiają się problemy psychiczne, kończące się nieraz próbą samobójczą
3) Każdy związek poza sakramentalnym małżeństwem to patologia, niszczenie rodziny. Oczywiście, nie obchodzi tych ludzi, że we współczesnym społeczeństwie są różne modele rodziny : konkubinaty, rodziny niepełne, sytuacje, których dziecko wychowuje się z mamą i babcią, itp. Są to tak samo normalne, zasługujące na szacunek rodziny, w których dzieci otrzymują miłość i ciepło.
4) In vitro niszczy rodzinę, bo dziecko poczyna się poza aktem małżeńskim, świadczy o braku miłości.
Kolejna krzywdzące kłamstwo. Aby przejść leczenie niepłodności związek musi być naprawdę mocny. Dla mediów konserwatywnych in vitro to wszelkie zło, złamanie praw natury, poczęcie niegodne człowieka. Jakoś nie przeszkadza im poczęcie w wyniku gwałtu, które uważają za równoprawne z łożem małżeńskim. Najważniejsze, że doszło do kontaktu narządów rodnych, a poczęcie nastąpiło w kobiecie. To, czy ona tego chciała, czy ojcem jest zboczeniec, czy ukochany partner nie ma znaczenia. Przeszkadza in vitro - poczęcie również w wyniku miłości - uczucia tak silnego, że nie zniszczyła go niepłodność.
Badania opinii publicznej pokazują wyraźnie, że Polacy nie mają dzieci, ponieważ nie czują bezpieczeństwa socjalnego - mieszkania są bardzo drogie, sporo ludzi pracuje na śmieciowych umowach, więc nie ma gwarancji pracy i zdolności kredytowej. Problemem jest brak możliwości skutecznego leczenia niepłodności dla osób zarabiających poniżej średniej krajowej, których nie stać na kolejne kredyty,a by opłacić przygotowanie do in vitro i sam zabieg. Koszty wychowania są wysokie - opłaty za żłobki, przedszkola to poważny wydatek. Do tego wysokie ceny ubrań, zabawek, podręczników wynikające z nałożenia większego VAT-u. Jeżeli dołożymy do tego drogie leki i operacje w przypadku wad wrodzonych, to mamy cały obraz bardzo złej sytuacji rodzin w Polsce. Problemem jest także przemoc w stosunku do kobiet i dzieci, zbyt niskie wyroki sądowe za przemoc domową i niedostateczna pomoc dla ofiar. Polki chętnie rodzą dzieci poza granicami kraju. Mają wsparcie finansowe, łatwiejszy dostęp do mieszkań.
Rodzinie trzeba pomóc, a nie utrudniać funkcjonowanie tworząc bariery natury moralno-religijnej. Brak dofinansowania in vitro, ustawy o związkach partnerskich to skutek uległości polityków wobec kościoła. Politycy powinni zacząć od ograniczenia możliwości zawierania umów śmieciowych, od zakazu zwalniania kobiet w ciąży i na urlopach wychowawczych. Rząd powinien zainwestować w tanie budownictwo socjalne i komunalne, zamiast finansowania religii w szkole, obecności kapelanów w szpitalach ,służbach mundurowych, czy dotowania uczelni katolickich i budowy Świątyni Opatrzności Bożej oraz innych zbędnych wydatków. Jako ateistka, wydatki z budżetu państwa na kościół katolicki uważam za zbędne, szkodliwe i sprzeczne z Konstytucją, gwarantującą wolność wyznania i rozdział kościoła od państwa. Przydałby się dłuższe, obowiązkowe urlopy tacierzyńskie, minimum miesiąc, które zrównałyby szansę kobiet na rynku pracy. Tanie żłobki, przedszkola prowadzone przez gminy, a prywatne osoby oraz elastyczne godziny pracy dla młodych rodziców (w branżach, których jest to możliwe) powinny być standardem.