VigLink

Witam i zapraszam
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dzieci. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dzieci. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 4 lipca 2017

APEL DO OBROŃCÓW ŻYCIA


Działania Fundacji Pro Prawo do Życia nie prowadzą do zmniejszenia liczby aborcji ze względu na uszkodzenie płodu. Wręcz przeciwnie- Fundacja pokazując swoje plakaty przed szpitalami powoduje wzrost liczby aborcji- Polki dowiadują się, gdzie można przerwać ciążą i korzystają z owej wiedzy. Fundacja nie dostrzega owej zależności. Za wzrost aborcji obwinia badania prenatalne i lekarzy, którzy ich zdaniem zmuszają pacjentki do aborcji. Akcja "Szpitale bez aborterów" nie przynosi nic dobrego. Społeczeństwo (w każdym razie wykształcona część obywateli) wie, że to co przedstawia Fundacja na plakatach to kłamstwo- nikt przy aborcji z powodu uszkodzenia płodu nie wyrywa płodowi głowy, nie obcina rąk, nie miażdży ciałka. Przekaz Fundacji to ohydne oszustwo, które ma grać na emocjach przechodniów. Trudno dziwić się wszystkim , którzy nie mają ochoty dyskutować z wolontariuszami, ponieważ nie jest łatwe rozmawianie się z kimś kto nie szanuje rozmówcy, wygłasza wyuczone tezy, atakuje słownie, zwraca się do dzieci wykorzystując wrażliwość najmłodszych. Akcja "Szpitale bez aborterów" nie jest oburzająca dlatego, że pokazuje "prawdę o aborcji, budzi sumienia". Nie ma tutaj ani odrobiny prawdy o aborcji. Są głupie fotografie, przepuszczone przez programy do obróbki zdjęć. Akcja oburza dlatego, że to wyrafinowane tortury dla pacjentek,które leżą na oddziale patologii ciąży, rodzą, ronią lub chodzą do przyszpitalnej szkoły rodzenia. Pikieta przed szpitalami godzi w dobro pacjentek, zakłóca ich spokój. Kłamliwe banery odbierają kobietom radość z ciąży, uderzają w uczucia kobiet. Jedna z internautek, która rodziła w zaatakowanym przez Fundację szpitalu im. Orłowskiego mówi w wywiadzie "Chcieliśmy cieszyć się czymś ważnym, co działo się w naszym życiu, a bombardowano nas toksycznym przekazem. Widziałam jak pary szeptały między sobą, wszyscy byli poruszeni i zniesmaczeni. " Zdaniem Fundacji Pro Prawo do Życia, osoby krytycznie odnoszące się do ich akcji są zwolennikami "mordowania nienarodzonych". Nie przychodzi im do głowy, że taki plakat to epatowanie przemocą, bezczeszczenie zwłok, wywoływanie zgorszenia w miejscu publicznym, narażanie dzieci na kontakt z obrazem, który nie jest odpowiedni dla psychiki najmłodszych. Opinia katolickiej psycholożki stwierdzająca , że wystawa antyaborcyjna nie ma negatywnego wpływu na psychikę dziecka została podważona przez specjalistów. Oburzenie wywołuje nie aborcja, ale atakowanie szpitali, podważanie zaufania pacjentów do lekarzy i szpitala, hałas, puszczanie z magnetofonu haseł typu "zabijanie dzieci, rzeźnia,mordowanie". Zastanawia, czy kobiety działające w Fundacji nie zadają sobie sprawy z tego, jak krzywdząca jest treść przekazu dla pacjentek, które muszą stanąć przed trudną diagnozą, dla kobiet po poronieniach, czy dla przyszłych mam, których maleństwa przechodzą operację prenatalną ratującą życie? Gdzie empatia, poczucie kobiecej solidarności. Szpitale w których dokonywane są aborcje, to nie szpitale powiatowe, ale specjalistyczne kliniki, w których wykonuje się operacje prenatalne, prowadzi trudne ciąży i bywa, że medycyna nie potrafi pomóc nieuleczalnie choremu płodowi i matka decyduje się na przerwanie ciąży. Zachowanie Fundacji Prawo do Życia jest skandaliczne. Fundacji nie przyświeca ratowanie życia płodów, bowiem ich pikiety nie uratowały żadnego życia, a jedynie naraziły ciężarne panie na dyskomfort i poczucie osaczenia. To lekarze w szpitalach atakowanych przez Fundację codziennie ratują nienarodzone maluszki, dokonują prawdziwych medycznych cudów i zasługują na szacunek, a przyszli rodzice na spokój. Kobieta w zagrożonej ciąży wybierając szpital nie kieruje się tym, ile przeprowadza się tam aborcji, ale tym,jakie schorzenia płodu /matki są leczone,jakie jest zaplecze medyczne do zabiegów wewnątrzmacicznych i do trudnych porodów. FUNDACJO PRO PRAWO DO ŻYCIA ZOSTAWCIE W SPOKOJU SZPITALE, CHCECIE URZĄDZAĆ CYRK Z PLAKATAMI STAŃCIE POD KOŚCIOŁEM LUB OBOK INNYCH MIEJSC KULTU. SZPITAL TO NIE KOŚCIÓŁ- OBOWIĄZUJĄ STANDARDY MEDYCZNE I PRAWO PAŃSTWOWE, A NIE UROJENIA BISKUPÓW. Na koniec warto wspomnieć, że Fundacja Pro Prawo do Życia przedstawia się jako organizacja prorodzinna broniąca rodziny. Dali temu wyraz atakując uczestników pikniku rodzin tęczowych w Spocie. Zaatakowali rodziny obelgami, przekleństwami, wulgarnymi plakatami. Nie przeszkadzała im obecność dzieci, o których życie poczęte tak walczą. Wykazali się wybitną tolerancję i umiłowaniem rodziny. Policja daje pozwolenie na taka ataki i nie raczyła interweniować w obronie zaatakowanych rodzin z dziećmi. Fundacja rzekomo walczy z demoralizacją. Rzekomo....., ponieważ sama jest źródłem demoralizacji. Atak na tęczowe rodziny i innych uczestników pikniku (rodziny heteroseksualne popierające prawa rodzin tęczowych, szanujące odmienność) oraz nieustanne szykanowanie szpitali pokazują prawdziwą twarz fundacji: organizacji szerzącej demoralizującej społeczeństwo, szerzącej mowę nienawiści, prowokującej do agresji, zagrażającej bezpieczeństwu publicznemu. Ukrywanie się za pięknymi hasłami obrony życia jest tchórzostwem i bardzo niebezpieczną manipulacją, na którą daje się nabrać część społeczeństwa. Co ciekawe Fundacja nie pochwaliła się na stronach katolickich mediów atakiem na dzieci i tęczowe rodziny. Może poczuli jakiś wstyd? Wątpię, oni nie mają za grosz poczucia zażenowania i wstydu. APELUJĘ DO WŁADZ LOKALNYCH, ABY NIE WYRAŻAŁY ZGODY NA PIKIETĘ NA TERENIE SZPITALA LUB JEGO OKOLICY. Dyrekcja szpitali powinna wzywać policję ,jak tylko Fundacja pojawi się na ich terenie. Najbardziej przeraża zawziętość Fundacji - akcję pod szpitalami powtarzają regularnie i zapowiadają , że będą dręczyć lekarzy i pacjentów, dopóki będą wykonywane aborcje. To jest groźba i zagrożenie dla wolności medycyny oraz wolności i praw pacjentek. Głosy krytyczne ze strony personelu medycznego utwierdzają ich w przekonaniu, że ich działanie jest słuszne, ponieważ stają się "wyrzutem sumienia " dla władz szpitala i lokalnej społeczności. Mają wysokie mniemanie o sobie, uważają, ze walczą z " prenatalną eksterminację niepełnosprawnych dzieci w polskich szpitalach". Przechodzącym proponuję nie zwracać uwagi na Fundację, nie wdawać się z nimi w dyskusję, a jedynie zawiadamiać policję zgodnie z instrukcją udzieloną przez Partię Razem na stronie: szantaż z dala od szpitala. Skoro oni nękają szpitale,to każdy obywatel ma obowiązek zawiadamiać policję o tych wydarzeniach. Powinni odczuć, że społeczeństwo nie daje przyzwolenia na znęcanie się psychiczne nad pacjentami .

niedziela, 28 czerwca 2015

In vitro- wielka porażka kościoła


Dzień 25 czerwca 2015 roku przejdzie do historii polskiej demokracji. Polski Sejm przyjął ustawę o in vitro. Można by napisać, że przyjęcie ustawy to zadanie Sejmu, więc nie stało się nic nadzwyczajnego. W tym przypadku stała się rzecz nie bywała - posłowie przyjęli ustawę, która nie podobała się biskupom i za która grozi kara ekskomuniki - postawienia się poza kościołem i niemożności przyjmowania komunii świętej. Czytelnicy, którzy śledzili losy ustawy doskonale pamiętają, że biskupi i podległe im organizacje świeckich katolików, takie jak: Forum Kobiet Polskich (ładniejsza wersja Młodzieży Wszechpolskiej), różne bractwa katolickich rycerzy, Krucjata Różańcowa i Fundacja Pro -Prawo do Życia od lat zastraszały Polaków i posłów, groziły , obrażały rodziców i dzieci poczęte z in vitro. Biskupi usiłowali wymusić na posłach posłuszeństwo i akceptację ich chorych, pozbawionych jakikolwiek racji wymysłów. Uznali, że w kwestii moralności nie ma kompromisów - posłowie mają uchwalać prawo pod dyktando znawców moralności- episkopatu. Chcieli nam na siłę wprowadzić katolicki raj polegający na ochronie każdej zapłodnionej komórki jajowej, bez względu na to, czy zarodek jest prawidłowy, czy chory. Roztaczali wizję eugeniki, mordowania zarodków, domagali się, aby wszczepiać każdy zarodek.Zastanawiam się po co wszczepiać kobiecie zarodek chory lub zdeformowany? Po to, aby nastąpiło poronienie? Bywa, że pary, które decydują się na in vitro mają za sobą kilka poronień, których przyczyną były wady zarodków. Mają więc święte i niepodlegające dyskusji prawo do zdrowego dziecka. Narażanie kobiety, która od kilku lat stara się o dziecko na poronienie tylko z powodu niedouczenia biskupów i ich zarodkowej obsesji jest odrażające , nieetyczne i mija się z celem. PiS już zapowiada, że po wygranych wyborach zmieni ustawę,tak aby zakazać mrożenia zarodków i in vitro dla wolnych związków. Doprowadzi to jedynie do spadku efektywności. O to kościołowi chodzi- aby in vitro przestało być skuteczne, a pary zgłaszały się do poradni napro-cudów i tam zostawiały pieniądze. Episkopat uroił sobie, że w kwestiach moralności jest największym znawcą i ma prawo żądać respektowania jego zasad. Panowie w sutannach bredzą,że in vitro depcze ludzką godność, o zabijaniu ludzi. Pan Kloch uznał, że posłowie są winni biskupom posłuszeństwo i mają kierować się myśleniem katolickim. Bawią mnie stwierdzenia, że poseł, który przyznaje się do wyznawania religii katolickiej ma być posłuszny biskupom. Konstytucja i konkordat jasno rozgraniczają sferę polityki od sfery religijnej. Biskupi swoimi żądaniami łamią nie tylko Konstytucję (na której przestrzeganiu im nie zależy), ale także postępują wbrew zapisom konkordatu, co jest niewątpliwym skandalem. Religia katolicka w Polsce ma charakter polityczny i służy ograniczaniu praw obywatelskich pod pozorem prawa bożego (czytaj: przyjmowania dyktatu biskupów). Moralność w kościele katolickim oznacza dostosowywanie prawa do wymogów kościoła. Hierarchię najbardziej zabolał fakt, że większość parlamentarna zignorowała głos biskupów. Jeden jedyny raz rację ma ks. Oko - posłowie powiedzieli, że głos biskupów nic dla nich nie znaczy. W przeciwieństwie do ks. Oko nie ubolewam nad tym, a bardzo cieszę się z faktu, że posłowie nie dali się szantażować nauczaniem JPII i prawem bożym. W końcu z jakiej racji o polskim prawie ma decydować papieskie nauczanie i głos biskupów? Podstawą prawa jest Konstytucja , a nie papieskie encykliki. Rację ma poseł Rozenek mówiąc,że prawo powinno być tworzone dla wszystkich, a nie wyłącznie pod ideologię kościoła. Warto zaznaczyć, że wszystkie informacje kościelne o in vitro oparte są na kłamstwie i braku szacunku dla rodziców i dzieci. Niestety, w Polsce przestępstwem jest jedynie obraza uczuć religijnych, a nie obraza godności każdego człowieka lub grupy ludzi. Tak więc biskupi, księża i ich usłużne im media nadal mogą obrażać rodziny, które skorzystały z in vitro, personel medyczny. Brakuje w nowej ustawie kar za takie zachowania. Ten sam ciąg bzdur o wylewaniu zarodków do kanalizacji, o eugenice, o samogwałcie powtarzany jest od lat. Kościół katolicki domaga się od posłów osobistego upokorzenia przed biskupami- przyznania, że popełnili grzech ciężki i pokuty. Jest to zachowanie chamskie, żenujące, uwłaczające godności kościoła. Szantażowanie jakąś tak komunią- ludzie żyjemy w XXI wieku i doskonale wiemy, że nie ma czegoś takiego jak obecność Chrystusa w opłatku. Odsyłam do historii- bajka o przeistoczeniu w opłatku została zatwierdzona w VIII wieku na II soborze w Nicei. Nie ma nic wspólnego z Biblią, jest kolejnym kłamstwem papiestwa. Sama komunia jest niewiele warta. Więcej warte jest szczęście dwojga ludzi, którzy w końcu po latach cierpień doczekali się upragnionego bobaska.Kościół naprawdę nie ma żadnych argumentów przeciw in vitro. Nawet zastraszanie chorobami płodu jest niepoważne, ponieważ odsetek wad jest nieznaczny i nie wynika z procedury, a z choroby i wieku rodziców, ewentualnie predyspozycji genetycznych. Kościół notorycznie powtarza obraźliwą dla ludzi tezę, że dziecko z in vitro jest produktem technicznym i nie powstało z miłości rodziców. Pytam- kto dał tym gościom prawo do oceniania ludzkiej miłości, do oceniania osób, których nie znają. Trzeba wiele miłości , aby przejść leczenie niepłodności, aby stawić czoła przeciwieństwom losu i znaleźć w sobie siłę do walki o dziecko. Dla kościoła godne poczęcie jest wtedy, kiedy nastąpił stosunek - nieważne czy w małżeńskim łożu, na zakraplanej imprezie , czy był to gwałt. Najważniejsze, aby penis został włożony do pochwy, to wtedy jest poczęcie z miłości. Ludzie, którzy nie mogą mieć naturalnie dzieci, na pewno wiele razy próbowali w tradycyjny sposób. Na szczęście dzisiaj medycyna może im pomóc. Jedyny problem w polskiej medycynie, zwłaszcza dotyczącej rozrodu, stanowią biskupi, którzy uważają się za znawców i moralistów. Szkoda moich nerwów, dlatego oszczędzę sobie dalszego przytaczania słów biskupów, w myśl zasady , że głupoty nie należy promować. Warto przypomnieć, że napro-cuda nie są uznaną metodą, ponieważ nie ma poprawnie przeprowadzonych badań naukowych potwierdzających ich skuteczność. Zapewnienia kościoła i jego sługusów to za mało dla medycznego świata.

środa, 10 czerwca 2015

"Nie zdążyłam zostać mamą"


Post Fundacji Mamy i Taty o kobiecie opowiadającej o swoich osiągnięciach i żałującej, że nie zdecydowała się na macierzyństwo wywołał falę krytyki. Nie ulega wątpliwości, że istnieje grupa kobiet, która za bardzo skoncentrowała się na karierze, wysokich stanowiskach, luksusowym życiu i po latach żałuje tego, że nie starczyło im czasu na założenie rodziny i dzieci. Ludzie dokonują różnych wyborów i czasem żałują swoich decyzji. Bywa, że w życiu zmieniają się priorytety. Fundacja Mamy i Taty chciała uderzyć w kobiety nieposiadające dzieci. Posłużyła się mitami społecznymi: karierowiczki, egoistki,kobiety oddające się konsumpcji. Spot jest poniżający. Fundacja traktuje dziecko jako element do odhaczenia w życiu kobiety, podobnie jak: zakup mieszkania, czy wycieczkę do Paryża. Dziecko powinno być owocem miłości, a nie zrealizowanym punktem życiorysu. Oczywiście Fundacja Mamy i Taty, jak przystało na organizację prawicową, powiązaną z kościołem, nie zauważyła, że dziecko ma oboje rodziców i nie uwzględniła w spocie ojca. Zakłada się, że mężczyzna zawsze chce być ojcem, a brak ochoty na dziecko to wynik "feministycznego prania mózgu kobietom". W życiu są sytuacje, że to mężczyzna boi się ojcostwa i nie zgadza się na pojawienie się dziecka, pomimo gotowości kobiety. No cóż, w retoryce Fundacji, panowie są bez winy. Fundacja nie zauważyła, że osoby nie mające dzieci nie odkładają decyzji o dzieciach ze względu na karierę - pracują, bo walczą o przetrwanie do kolejnej wypłaty. Tylko w danych GUS średnie miesięczne wynagrodzenie to 3600. W rzeczywistości taka pensja to marzenie, a pracownicy fizyczni, pielęgniarki, absolwenci otrzymują ok. 1600 -2200 na rękę , z czego muszą spłacić kredyt, opłacić mieszkanie i utrzymać się. Większość pracodawców wciąż niechętnie patrzy na pracujące matki, a kodeks pracy nie zapewnia kobietom wystarczającej ochrony. Warto przypomnieć, że spora grupa Polaków pracuje na umowach śmieciowych, nie mając żadnej pewności zatrudnienia, a więc ekonomicznego bytu swojej rodziny. Zakładanie rodziny utrudnia sytuacja mieszkaniowa - mieszkania są drogie, deweloperzy oszukują, a banki żądają wkładu własnego. Osoby zarabiające 2000 zł na rękę nie mają żadnych szans na kredyt mieszkaniowy. Mieszkań socjalnych nie buduje się, a wszystkie programy rządowe mające wspomóc budownictwo mieszkaniowe korzystne są jedynie dla deweloperów. O tym Fundacja Mamy i Taty nie pomyślała. Najlepiej oskarżyć kobiety o egoizm i zażądać rodzenia dzieci. Kontrplakaty też idą za daleko - urodzenie dziecka nie spycha na margines. Jest na pewno dowartościowaniem kochającej się pary, ale nie jest obowiązkiem. Dziecko to najpiękniejszy obopólny dar - owoc miłości,daje wiele szczęścia, kiedy się patrzy na jego rozwój, poczucia dumy. Warto promować rodzicielstwo - macierzyństwo i ojcostwo, ale nie na systemu emerytalnego, ale dla spełnienia się w najważniejszej i najbardziej odpowiedzialnej społecznej roli. System emerytalny ocaliłaby likwidacja umów śmieciowych. Dziecko jest czymś więcej niż punktem w życiorysie, czym ważniejszym od podróży, czy domu - jest miłością, osobą, a nie przedmiotem, kimś kogo kocha się bezwarunkowo i kto okazuje bezwarunkową miłość rodzicom. Uśmiech maluszka czyni świat bardziej kolorowym, piękniejszym i jest w stanie poprawić humor po ciężkim dniu w pracy. Dziecko poznaje świat i to właśnie towarzyszenie jemu, pokazywanie co jest dobre , a co złe, radzenie jest radością rodzicielstwa, której z pewnością nie dają żadne inne propozycje współczesnego świata. Obraz, w którym dziecko pokazywane jest jako niezrealizowany punkt życiorysu jest uproszczeniem i godzi w dobro dzieci. Dziecko to nie kolejny kaprys, ale odpowiedzialna decyzja. Nie powinno się rodzić z przypadku lub pod presją, ale z poczucia, że jest się gotowym do najpiękniejszej roli życia , gotowym do odpowiedzialności , która trwa dłużej niż wspomniana w spocie wycieczka do Paryża. Kampania oburza mnie -mamę dwójki dzieci, ponieważ instrumentalnie traktuje się w niej posiadanie potomstwa. Kobiety doskonale łączą macierzyństwo i pracę, a nakazywanie im wyboru jest absurdalne. Praca nie stoi w opozycji do macierzyństwa , nie jest wrogiem rodziny, wręcz przeciwnie- zapewnia rodzinie byt na godnym poziomie i satysfakcję kobietom. Oczywiście wszystko musi być wyważone, nie powinno się przeginać w żadną stronę. Praca nie powinna przysłaniać rodzinnego domu. Dziecko powinno być spełnieniem pragnienia kochającej się pary, aby wyrazić miłość poprzez narodziny dzieciaczków i stworzyć bezpieczny dom. Prawdą jest, że natura ograniczyła czas na kobiecą prokreację - po 35 roku życia trudniej zajść w ciążę. Na pewno warto zmienić swoje życie i zaplanować ciążę przed 35 rokiem życia. Uśmiech dziecka to najpiękniejsza nagroda i potwierdzenie, że decyzja o potomku była właściwa. Złość mnie bierze , kiedy czytam, że kobieta musi się poświęcać dla kariery lub rodziny. TO wybór i tylko od nas zależy- czy poświęcimy się, czy też sprawiedliwie podzielimy czas między rodzinę a pracę. Wizja macierzyństwa w tej kampanii przeraża - kobieta ma być osobą niewykształconą, zależną od męża, ale za to z gromadką dzieci. Tymczasem badania naukowe potwierdzają, że kobieta, która realizuje swoje pasje jest lepszą matką, bo nie jest sfrustrowana, rzadziej cierpi na stany depresyjne. Poza tym, co to za matka, która poza modlitwą nie potrafi niczego przekazać dzieciom - nie ma pasji, niewiele wie o świecie, nie potrafi pomóc w zadaniu domowym? Kampania nie zachęca do macierzyństwa, wręcz przeciwnie odstrasza. O wiele lepiej byłoby, gdyby autorzy pokazali szczęśliwą rodzinę z czwórką dzieci, która razem spędza czas. Autorzy sugerują , że współczesny świat oszukuje kobiety, bo wymaga od nich , aby były wykształcone, piękne i spełnione. Nie rozumiem, co jest złego w wykształceniu, pięknie, spełnieniu zawodowym i prywatnym? Rozbawił mnie fragment opinii pana Teluka z Frondy, który jak na męskiego szowinistę, opętanego biskupim kadzidłem przystało, wie, co jest dobre dla kobiet: "Tymczasem każda spełniona matka wie dobrze, że posiadanie kochającego męża i licznego potomstwa jest największym szczęściem kobiety. Przekazywanie życia jest najcenniejszym powołaniem naszych pań. To najważniejsza misja, z którą walczy świat i demon. Demon nienawidzi kobiety, bo nienawidzi życia." Jego zdaniem kobiety, które nie mają dzieci lub rodzą je po trzydziestce są opętane diabłem. Kobieta zarówno w tej kampanii, jak i w opinii czołowych katolickich dziennikarzy jest maszynką do rodzenia, którą trzeba ubezwłasnowolnić. W polskiej opinii na temat macierzyństwa panuje przekonanie, że to poświęcenie, obowiązek. Jest to w gruncie rzeczy czarny obraz. Brakuje przekazu pozytywnego, że macierzyństwo to przede wszystkim wszechogarniająca miłość do dziecka i potomka do mamy, że to wspólne odkrywanie świata i uczenie się od siebie nawzajem. Prawdą jest , że ludzie odkładają rodzicielstwo na później, ale robią to głównie z powodów ekonomicznych: braku mieszkania, stabilnego zatrudnienia. Zamiast głupich spotów, Fundacja powinna spotkać się Prezydentem -elektem i apelować do niego o realizację swoich obietnic prorodzinnych, o to , aby przekonał ekonomistów, że inwestycja w dzietność to najlepiej uzasadniony ekonomicznie krok. Uderzenie w kobiety jest podłe, ponieważ część z nas nie może mieć dzieci, leczy się na niepłodność lub ciąża stanowiłaby poważne zagrożenie dla nich życia. Dla tych kobiet ten filmik jest poniżający. Dzietności nie wymusi się upokarzaniem kobiet, wprowadzaniem ich w poczucie winy, zamykaniem w domu, ale mądrymi zachętami prorodzinnymi, np: obniżeniem VAT-u na artykuły dziecięce, odpowiednią polityką mieszkaniową i natychmiastową likwidacją umów śmieciowych. Pewność pracy będzie czynnikiem, który pozytywnie wpłynie na decyzje prokreacyjne Polaków - odejdzie niepewność jutra i lęk o pracę. Na koniec trzeba wspomnieć, że Fundacja Mamy i Taty, pomimo prorodzinnej nazwy nie ma nic wspólnego z rodzinnością - to kolejna przybudówka episkopatu, której cele są zbieżne z nauką kościoła. Fundacja potępia rozwody nawet w sytuacji przemocy w rodzinie i była jedną z wielu organizacji katolickich, które apelowały o odrzucenie konwencji antyprzemocowej. Dzieci traktuje jak własność rodziców.

sobota, 7 lutego 2015

Wielka porażka kościoła


Wstałam w piątek rano i włączyłam telewizor. Wielkie było moje zdziwienie, kiedy na czerwonym pasku z pilnymi wydarzeniami zobaczyłam informację, że polski sejm zgodził się na ratyfikację konwencji antyprzemocowej. To wielki dzień dla Polski - nasz parlament po raz pierwszy nie przestraszył się biskupów i zrobił to, co oczekiwało społeczeństwo. Porażka kościoła w tak ważnej sprawie cieszy i wlewa w serce odrobinę nadziei, że elity w końcu zaczynają dostrzegać, że kościół za bardzo panoszy się w życiu publicznym i dyktuje zmiany prawne.Komentatorzy podkreślają, że kościół wywierając zbyt duży nacisk na posłów strzelił sobie samobójczego gola. Podczas debaty padały absurdalne argumenty o promowaniu homoseksualizmu, niszczeniu rodziny, narodu, religii i mordowaniu cywilizacji. Posłowie PiS nie przeczytali konwencji, powtarzali głupoty opowiadane przez biskupów. Po pierwsze nie da się promować homoseksualizmu, bo nie jest to towar, tylko jedna z orientacji seksualnych. Po drugie prawica i kościół powtarzają, że kościół broni rodziny i sprzeciwia się przemocy. Są oburzeni,że konwencja jako przyczyny przemocy wskazuje tradycję i religie uznające niższość kobiet. Odnosi się do głównie do islamu, gdzie wciąż praktykuje się wymuszane pedofilskie małżeństwa małych dziewczynek ze starszymi mężczyznami, gdzie młodziutkie żony (8-15 lat) są gwałcone i bite. Islam i tradycje plemienne w Afryce praktykują brutalne obrzezanie dziewczynek, w czasie którego część ofiar ginie. Stosowane są zabójstwa honorowe - kobieta uraziła honor męskiej części rodziny, bo ubrała się po europejsku, zakochała się w innym mężczyźnie niż wybrała dla niej męska część rodziny, czy została zgwałcona, więc jest zabijana przez braci, ojca, wujów. Wracając do katolicyzmu, oczywiście prawdą jest, że kościół prowadzi schroniska dla ofiar przemocy, ale z drugiej strony kobiet wciąż słyszą od księży, że muszą być z oprawcą, bo związek małżeński jest święty i nierozerwalny, że dla dobra dzieci muszą znosić bicie. Kościół grzmi, że konwencja rodzinę uznaje za miejsce przemocy, a nie ma w niej mowy o pornografii i alkoholizmie. Pijaństwo, bezrobocie, frustracje, narkotyki są bezpośrednimi przyczynami przemocy. Jednakże pijany mąż nie bije swojego szefa, czy kolegi, ale żonę i dzieci. Wieloletni dramat rozgrywa się w rodzinie, a ofiarami przemocy są kobiety i dzieci niezależnie od wieku. Kilka dni temu przez media przetoczyła się historia ojca-pedofila, który zgotował piekło9 swoim dzieciom - gwałcił córki, z których jedna popełniła samobójstwo i 5 letniego syna. Działo się to w rodzinie. Przemoc ma miejsce w rodzinie, bez względu na to, czy rodzice mają ślub kościelny, cywilny, czy żyją w związku partnerskim. Przemoc dotyka kobiet, bo w wielu kręgach wciąż pokutują mity przekazywane z pokolenia na pokolenie, że tak jest świat ułożony, że mężczyzna bije żonę, bo ma zły dzień, jest pijany, ma problemy w pracy. Oczywiście, kobiety nadużywające alkoholu też wykazują agresję wobec swojej rodziny. Kościół uważa się za przeciwnika przemocy w rodzinie. Słowa z ostatniej katechezy papieża, który zachwycał się nad cudownym postępowaniem ojca, który dyscyplinuje syna biciem, ale najważniejsze, że nie uderza w twarz zaprzeczają tezom obrońców kościoła o jego antyprzemocowym charakterze. Kościół, który ustami swojego szefa opowiada się za biciem dzieci nie może być uznawany za poważnego partnera w dyskusji na temat konwencji antyprzemocowej. TRZEBA TO WRESZCIE WYKRZYCZEĆ - KOŚCIÓŁ OPOWIADAJĄC ZA BICIEM DZIECI, JAKO PODSTAWOWYM PRAWEM RODZICÓW DO WYCHOWANIA, POPIERA PRZEMOC DOMOWĄ. PRZEMOC WOBEC DZIECI JEST RODZAJEM PRZEMOCY DOMOWEJ. Jeżeli tak ma wyglądać katolicka tradycja, rodzina, w której dopuszczalne jest bicie dzieci, to ta konwencja faktycznie zagraża kościelnej wizji świata. Dziecko bite jest poniżane, wyrasta na dorosłego bijącego najbliższych. Kościół aprobatą bicia dzieci przyczynia się do powiększania obszaru przemocy w rodzinie. Opowiadanie o rodzinie jako o domowym kościele pełnym miłości to bajeczka dla idiotów - nie ma miłości w rodzinie, w której bije się dzieci. Tłumaczenia Watykanu w kwestii słów papieża są idiotyczne. Zacytuję "sprawę skomentował już rzecznik Watykanu ks. Federico Lombardi SJ. Na pytanie „Radia Watykańskiego” odparł, że papież nie chciał nakłaniać rodziców, by bić dzieci. Sens jego wypowiedzi jest zupełnie inny: Franciszek zachęcał rodziców, by „korygowali dzieci, ale ich nie poniżali”. Rodzice, kontynuował watykański rzecznik, są odpowiedzialni, by kierować swoje dzieci na właściwą drogę „z miłością i poszanowaniem dla ich godności”. Muszą im pomagać, tak, by rozwijały się w dobrą stronę. Odnalezienie odpowiedniego sposobu pouczania dzieci leży „w gestii odpowiedzialności dobrych rodziców” i zależy od sytuacji. Ks. Lombardi przekonywał też, że papież Franciszek cechuje się szczególną sympatią i miłością wobec dzieci, co jest przecież dla każdego wyraźne." Według Watykanu - bicie kieruje dzieci na dobrą stronę i zawiera w sobie poszanowanie godności. Większej bzdury dawno nie czytałam. Komentator, Paweł Chmielewski z Frondy broniąc słów Franciszka wysmarował takie zdanie: " Bo nie ma większego znaczenia, czy dziecku da się klapsa, czy nie – chodzi o to, by wpoić mu wartości, które konstytuują naszą chrześcijańską kulturę.". Zdaniem kościelnych komentatorów wpojenie chrześcijańskich wartości potomstwu usprawiedliwia przemoc w rodzinie wobec dzieci. A rzekomo religia katolicka jest antyprzemocowa, oparta na miłości do bliźniego i szacunku. Według redaktora Frondy przemoc wobec dzieci jest zgodna z tradycją i zdrowym rozsądkiem. Wymyślił termin odpowiedzialne uderzenie dziecka przez rodzica i lamentuje, że zwolennicy lewicy sprzeciwiają się biciu dzieci, które jest przecież świętym prawem rodzica, a popierają aborcję. Powyższe spostrzeżenie można odwrócić i zapytać, jak to jest, że skrajni katolicy lamentują nad zapłodnioną komórką jajową, a popierają bicie dzieci? Co roku 150 kobiet i kilkaset dzieci ginie w wyniku przemocy domowej, pozwolenia na przemoc i takich bredni, że bicie dziecka jest realizacją prawa rodzica do wychowania zgodnie ze swoją religią. Przeciwnicy konwencji podkreślają, że w Polsce są wystarczające mechanizmy chroniące kobiety przed przemocą, a problem przemocy nie dotyczy jedynie domu. Niestety, nie ma procedur szybkiego reagowania i oddzielania sprawcy od ofiar. Wręcz przeciwnie, nawet niektórzy policjanci bagatelizują problem i nie przyjmują zgłoszeń. Kobiety latami nie zgłaszają swojego koszmaru, nie wiedzą, gdzie udać się po pomoc. Z tego faktu wynika najmniejszy procent poszkodowanych kobiet w badaniu europejskim. Polki są wychowane w przekonaniu, że facet ma prawo bić, bo taka wiekowa tradycja - skoro on zarabia na dom, to żona ma być posłuszna i nie może donieść na męża, że ją bije. Od pokoleń Polki wychowywane są w przekonaniu o nierozerwalności małżeństwa i konieczności trwania w związku , nawet jeżeli ona i dzieci są ofiarami przemocy. Warto przy okazji zauważyć, że w kościele można uzyskać unieważnienie małżeństwa z powodu stosowania antykoncepcji, ale nie z powodu przemocy domowej. Stosowanie antykoncepcji jest działaniem przeciwko rodzinie, małżeństwu i życiu, natomiast przemoc zwłaszcza wobec dzieci jest uznawana za prawo do wychowania. Chore i nienormalne. Formą przemocy wobec kobiet jest zmuszanie ofiar gwałtu do rodzenia, zakaz stosowania antykoncepcji awaryjnej, nawet w takim przypadku. Dla kościoła ważniejsza jest potencjalna zapłodniona komórka jajowa niż cierpienie kobiety. Po wspaniałym dla kobiet głosowaniu w sposób obrzydliwy zachowali się polscy biskupi. Oddam głos rzecznikowi Episkopatu "To jest naruszenie podstawowych zasad cywilizacyjnych - ubolewa rzecznik Konferencji Episkopatu Polski ks. Józef Kloch. - Nie rozumiem postaw wielu posłów, co do których wydawało mi się, że moglibyśmy na nich liczyć. Okazało się, że zawiedliśmy się - komentował. ks. Kloch stwierdził, że posłowie zignorowali zdanie Episkopatu Polski, ale również Watykanu." Kler wyobraża sobie, że nauka kościoła ma być podstawą prawa i ma prawo wymagać od posłów wierności Watykanowi. Posłowie mają być ich służącymi - oni panowie i władcy dyktują prawo, bo mają jakieś boskie (czyt. watykańskie wytyczne). Jestem oburzona. Tym bardziej cieszę się,że polscy posłowie sprzeciwili się kościołowi. To wielki akt odwagi z ich strony. Dziękuję posłom PO i lewicy. Episkopat znów pokazał na czym polegać rozdział kościoła od państwa - państwo do kościoła nie ma nic, ma tylko finansować fanaberie biskupów, natomiast kościół może ingerować w życie obywateli i prawo nazywając to współpracą dla dobra społeczeństwa, przyjaznym współdziałaniem. Przyjaznym dla kogo> Bo na pewno nie dla państwa i społeczeństwa. Guzik mnie obchodzi, czy konwencja wprowadza gender, inne role płciowe, najważniejsze,aby stworzyła elementy wychowania i edukacji równościowej z poszanowaniem różnych odmian rodziny. Konwencja nie niszy naturalnej rodziny- związku kobiety i mężczyzny oraz dzieci, ale jeszcze wzmacnia ją, bo walczy z przemocą w rodzinie. Kościół uważa , że konwencja zagraża małżeństwu i demografii. Prawda jest taka , że konwencja broni małżeństwa, ale zdrowego bez przemocy, bo tylko w takiej rodzinie można wychować dzieci na szczęśliwych ludzi. Nie chcę , aby w Polsce dzieci rodziły się tylko po to, aby oglądać jak rodzice biją się i zbierać cęgi w imię uczenia wartości chrześcijańskich. Każdy człowiek bez względu na płeć i wiek zasługuje ma miłość, szacunek i życie bez strachu przed pobiciem w własnym domu, w swojej rodzinie przez pijanego męża lub sfrustrowaną matkę. Każdy człowiek ma prawo do godności, nietykalności cielesnej, do ochrony przed poniżeniem. Bicie, gwałty, wykorzystywanie ekonomiczne poniżają i w rodzinie nie mogą mieć miejsca. Nie można mówić o obronie rodziny, w której panuje patologia w postaci przemocy. Paranoją kary w zawieszeniu za przemoc domową. Tylko wieloletnie wyroki, leczenie sprawców oraz antyprzemocowa edukacja najmłodszych mogą pomóc w ograniczeniu zjawiska. Kościół usprawiedliwia przemoc biedą, bezrobociem, kulturą pornografii, prawem rodziców do wychowania. To niebezpieczne i dlatego trzeba głośno mówić, że wszystkie piękne słowa o tym, jak to kościół jest przeciwko przemocy są fałszem. Cieszę się, że kościół przegrał głosowanie i zwyciężył zdrowy rozsądek oraz poczucie odpowiedzialności za los ofiar.

poniedziałek, 24 lutego 2014

Biskupi chcą większej śmiertelności noworodków


Przez ostatni tydzień media interesowały się wyłącznie Ukrainą. Sąsiad sobie poradzi, dokona swoich wyborów, a Polacy w końcu powinni wrócić do polskiej rzeczywistości. Przy okazji medialnego szumu o Ukrainie umknęło mediom coś bardzo ważnego, coś co będzie miało wpływ na zdrowie kobiet, przyszłych matek i noworodków. Media pominęły stanowisko biskupów odnośnie klauzuli sumienia, które jest polemiką z listopadową krytyką nadużywania klauzuli sumienia wypowiedzianą przez naukowców z PAN. Należało spodziewać się, że panowie biskupi znów odegrają znających się na ciąży, chorobach płodu, chorobach kobiecego układu rozrodczego mędrców. Biskupi jak zwykle nie zrozumieli treści stanowiska PAN. Uznali, że prawo do wolności religijnej lekarza jest najważniejszym prawem człowieka, fundamentem ludzkiej godności. Stwierdzili, że lekarz -katolik może odmówić nie tylko wykonania aborcji, ale także wypisania antykoncepcji, wydania skierowania na badania prenatalne i opinii o stanie zdrowia płodu. Zdaniem "uczonych biskupów" skierowanie na badania prenatalne to wstęp do aborcji, do zniszczenia dobra. Lekarz, o dziwo, może poinformować pacjentkę, że stan dziecka nie rokuje dobrze, ale nie może wydać zaświadczenia, bo kobieta może je wykorzystać w niecnym celu i domagać się przerwania ciąży. Antyaborcyjna obsesja Kościoła przestaje być zabawna. Robi się wręcz niebezpieczna dla kobiet i dzieci.Trzeba zaznaczyć, że PAN nie odmawia lekarzom prawa do sprzeciwu sumienia wobec aborcji, tyle, że ogranicza to uczestnictwa lub asystowaniu przy zabiegu. Zdaniem PAN klauzula sumienia nie obowiązuje w przypadku badań prenatalnych i wydania zaświadczeń, bowiem nie jest procedura aborcyjna. Nie trzeba być lekarzem, aby stwierdzić, że badanie prenatalne i wydanie zaświadczenie to nie aborcja. Jednak zdaniem naszych biskupów lekarz -katolik powinien odmawiać tego typu świadczeń, bowiem są one wstępem do niszczenia dobra, jakim jest życie poczęte. Biskupi, jak to mają w zwyczaju, specjalnej wiedzy na tematy, na temat których wypowiadają się , nie posiadają, natomiast uważają, że zawsze mają rację i mają prawo do narzucania swoich opinii. Nie dociera do nich, że badania prenatalne pozwalają ratować większość dzieci, pozwalają na przeprowadzenie operacji wewnątrzmacicznych, dają możliwość przygotowania zaplecza medycznego dla ratowania życia chorego noworodka. Postulat biskupów, aby lekarze odmawiali skierowań na badania prenatalne JEST ZAGROŻENIEM DLA ŻYCIA NOWORODKÓW I DOPROWADZI DO WIĘKSZEJ ŚMIERTELNOŚCI NAJMNIEJSZYCH DZIECI. Biskupi pochylili głowy nad losem abortowanych, ciężko uszkodzonych płodów. Uznali, że to wina badań prenatalnych, w związku z tym lekarz-katolik musi odmawiać skierowań. W końcu najważniejsze jest życie poczęte, a to, że dziecko umrze po porodzie nie ma znaczenia. Po porodzie może, ważne, żeby sumienie lekarza -katolika było spokojne i niezakłócone wyrzutami sumienia o aborcję. Katolickim duchownym teoretycznie chodzi o dobro poczętych dzieci. Ubolewają nad tym, że nie chroni się ich prawa do życia. Swój sprzeciw wobec badań prenatalnych motywują legalną aborcją. Nie interesuje ich co stanie się z dziećmi po porodzie, ile czasu stracą lekarze na badania, ile maluchów umrze, bo nie było wcześniej zdiagnozowanych. Biskupów nie specjalnie obchodzi los rodzin, które opiekują się dziećmi chorymi genetycznie. Nie zastanowią się nad cierpieniem rodziców, rodzeństwa i chorego dziecka. Nie interesuje ich, czy rodzice mają pieniądze na leki, operacje i rehabilitacje. Z okien biskupich pałaców nie widać rozpaczliwej sytuacji rodzin i można opowiadać bajki o prawie do życia. Stanowisko biskupów zagraża bezpieczeństwu noworodków i ciężarnych kobiet. Pod pretekstem obrony wolności sumienia i prawa do wyznawania religii, biskupi chcą ograniczyć prawa rodziców do informacji o zdrowiu dziecka, o decydowania o leczeniu. Chcą także ograniczyć prawa kobiet do opieki medycznej w czasie ciąży. Myślę, że warto mówić o tym głośno - panowie biskupi CHCĄ WIĘKSZEJ ŚMIERTELNOŚCI NOWORODKÓW. Nie zależy im na ochronie życia. Nie możemy ciągle chodzić obok biskupów na palcach i bić im pokłonów, nie możemy przyzwalać na bezprawne panoszenie się i narzucanie kościelnych urojeń kolejnym środowiskom zawodowym. Owszem, prawo do światopoglądu , wolność wyznania są prawami człowieka, ale są tylko jednym z wielu praw człowieka. Prawem najważniejszym jest prawo do zdrowia, życia i opieki medycznej. Biskupi terroryzują społeczeństwo wolnością sumienia. Warto zastanowić się, co odmawianie prawa do badań prenatalnych ma wspólnego z wiarą, rozumianą jako wiara w Boga, kierowanie się ewangelią. Nie mamy w tym przypadku do czynienia z wiarą, ale z narzucaniem nauczania Kościoła, z terrorem większym niż w państwach totalitarnych. Politycy, społeczeństwo i lekarze muszą przeciwstawić się biskupom zanim dojdzie do kolejnych tragedii. Nie możemy pozwolić na zawłaszczanie prawa przez jedną religię. Trudno nazwać to religią. Nauczanie Kościoła w kwestii praw kobiet i opieki medycznej nie ma nic wspólnego z wiarą - jest zwyczajną dyktaturą. Stanowisko biskupów jest zaprzeczeniem rozdziału Kościoła od państwa - ginekologia nie należy do sfery kościelnej, więc Kościół powinien trzymać się od tych kwestii z daleka. Zajęłam się tematem badań prenatalnych, ponieważ media nie widziały problemu. Nikt nie odmawia personelowi medycznemu prawa do odmowy wykonania aborcji. Tutaj wystarczy, aby Ministerstwo Zdrowia opublikowało listę szpitali, w których ustawowe aborcje wykonuje się. Problem badań prenatalnych jest o wiele poważniejszy, ponieważ dotyczy prowadzenia ciąży, praw rodziców i prawa dziecka do zdrowia i leczenia. Biskupi nie byliby sobą, gdyby nie skrytykowali antykoncepcji. Oczywiście uznają, że lekarz -katolik ma prawo odmówić wypisania recepty, bowiem antykoncepcja według ich wiary pozbawia płodności i ma fatalne skutki. Kwestionują prawa reprodukcyjne. Nic nowego - Kościół od wieków traktuje kobiety jak podludzi, nie uznaje prawa kobiet do decydowania o swojej rodzinie, chce zrobić z kobiet niewolnice jakoś Boga i cyklu. Odmowa leczenia i planowania rodziny godzi w prawa człowieka i jest zaprzeczeniem szacunku dla drugiej osoby, jej prawa do wolnego wyboru i wyrażania swojej woli.

niedziela, 23 lutego 2014

Skandal - biskupi pouczają lekarzy


Temat klauzuli sumienia wraca jak bumerang. W listopadzie 2013 Komitet Bioetyki skrytykował lekarzy, którzy nadużywają klauzuli sumienia. Uznał, że "Przypadki odmowy wykonania przez polskich lekarzy legalnych i uzasadnionych świadczeń zdrowotnych coraz częściej trafiają na łamy prasy i stają się przedmiotem publicznej krytyki,a nawet postępowań sądowych. Najczęściej sprawy te dotyczą procedur medycznych z zakresu szeroko rozumianej medycyny reprodukcyjnej –diagnostyki prenatalnej i przerywania ciąży". Komitet Bioetyki przy Prezydium PAN przypomina , że Komitet Praw Człowieka ONZ, powołany do kontroli realizacji postanowień Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych, którego Polska jest stroną, w październiku 2010 roku zwrócił rządowi uwagę, iż wiele Polek "pozbawionych jest dostępu doświadczeń z zakresu zdrowia reprodukcyjnego, w szczególności poradnictwa związanego z metodami zapobiegania ciąży, badań prenatalnych oraz zgodnych z polskim prawem zabiegów przerywania ciąży. Komitet wyraził zaniepokojenie faktem,że regulacje prawne umożliwiające lekarzowi uchylenie się od wykonania świadczeń medycznych z powodu własnych przekonań światopoglądowych, są niewłaściwie stosowane. Zalecił państwu polskiemu wprowadzenie odpowiednich regulacji uniemożliwiających lekarzom wykorzystywanie wspomnianych przepisów w celach niezgodnych z intencjami ustawodawcy" cytaty za Komitet PAN przedstawił obszernie swoje stanowisko, w którym potwierdza, że lekarze, pielęgniarki i położne mają prawo do odmowy osobistego uczestnictwa w świadczeniach niezgodnych z ich sumieniem, zwłaszcza w zabiegach aborcji, ale muszą ten fakt odnotować i wskazać osobę, która takich świadczeń udzieli. Eksperci zwracają uwagę, że prawem człowieka jest postępowanie według swoich zasad, zgodne z własnym sumieniem i światopoglądem, o ile nie narusza to bezpieczeństwa publicznego, porządku, zdrowia, wolności i moralności innych osób. Państwo nie może faworyzować jednego światopoglądu. Zdaniem ekspertów z PAN w Polsce klauzula sumienia jest nadużywana i służy do narzucania światopoglądu lekarza pacjentom. Warto zaznaczyć, że PAN nie sprzeciwia się odmowie wykonania aborcji, gdyż wedle przekonania osób odmawiających ochrona płodu ludzkiego stanowi dobro. W stanowisku PAN zawarte załącznik o klauzurze sumienia w sferze reprodukcyjnej. 1) "W opinii Komitetu, przedstawiciel zawodu medycznego nie może, powołując się na klauzulę sumienia, odmówić podjęcia działań, których celem jest dostarczanie pacjentowi informacji lub innych środków niezbędnych do podjęcia przez niego świadomej decyzji dotyczącej dalszego postępowania medycznego, które jest legalne, uzasadnione w świetle aktualnej wiedzy medycznej i sytuacji zdrowotnej pacjenta. Takie działanie profesjonalisty medycznego pozbawiałoby bowiem pacjenta możliwości samodzielnego do-konania wyboru i podjęcia czynności nakierowanych na uzyskanie pożądanego świadczenia.Udzielenie pacjentowi informacji lub środków, pozwalających mu na podjęcie autonomicznej decyzji w tej sprawie nie godzi ani nie stwarza bezpośredniego zagrożenia dla dobra, które profesjonalista uznaje za godne ochrony. Dlatego te okoliczność,e działanie, które pacjent zamierza podjąć na podstawie informacji uzyskanych od profesjonalisty medycznego,jest w przekonaniu tego ostatniego moralnie naganne, nie daje mu podstaw do skorzystania z klauzuli sumienia. Ostateczna decyzja o podjęciu bądź zaniechaniu dalszego działania należy wyłącznie do pacjenta i obciąża wyłącznie jego sumienie". 2) PAN przypomina, że polskie prawo nie daje farmaceutom prawa do odmowy sprzedaży antykoncepcji i powoływania się na klauzulę sumienia. 3) W Polsce doszło do dziwnej sytuacji - lekarze z katolickim sumieniem odmawiają kobietom skierowania na badania prenatalne, gdyż ich zdaniem jest to wstęp do aborcji. Zdaniem PAN takie zachowanie jest niewłaściwe. Zgodnie z polskim prawem lekarz nie może odmówić informacji o stanie zdrowia pacjenta, o rozpoznaniu, o proponowanych metodach diagnostycznych i leczniczych, nie może odmówić skierowania na badania specjalistyczne, ani wydania oświadczenia o stanie zdrowia, zwłaszcza, w sytuacji,zaświadczenie lekarskie daje pacjentowi prawo do uzyskania świadczeń zgodnych z prawem. Nie może odmówić skierowania na badania prenatalne, jeżeli istnieją przesłanki, że ciąża zagraża życiu kobiety lub płód jest uszkodzony. Nie może też odmówić wydania zaświadczenie o stanie zdrowia płodu. Ustawodawca nie daje lekarzowi możliwości decydowania o tym, czy dane schorzenie lub zagrożenie jest wystarczająco duże, aby przerwać ciążę. O tym decyduje kobieta. Wynika to z jej prawa do autonomii i z szacunku dla jej decyzji. Lekarz informuje o istnieniu okoliczności zgodnych z ustawą. DO kobiety należy decyzja, czy poważna choroba dziecka zagraża jego życiu i jest przesłanką do przerwania ciąży. Lekarz ma służyć wiedzą medyczną na temat choroby, rokowań, leczenia, skierować do specjalisty od danego schorzenia. 4) Lekarz nie może odmówić wydania recepty na środek antykoncepcyjny, bowiem, to ,czy pacjent z tego skorzysta zależy tylko od woli pacjenta. 5) "Komitet Bioetyki uznaje, i lekarz, pielęgniarka i położna mają prawo odmówić osobistego wykonania bądź uczestniczenia w wykonaniu zabiegu przerwania ciąży (poza przypadkami, o których mowa w art. 30ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty). Mogą także odmówić osobistego udziału w procedurze zapłodnienia pozaustrojowego. 6)Zdaniem Komitetu, lekarz nie ma jednak prawa odmówić pacjentom informacji i innych legalnych środków umożliwiających im swobodne i odpowiedzialne decydowanie o tym, ile,kiedy i w jakich odstępach czasu chcą mieć dzieci, a także informacji i legalnych środków umożliwiających im osiągnięcie możliwie najlepszego zdrowia seksualnego i reprodukcyjnego oraz dających im największą szansę na posiadanie zdrowego potomka." Oznacza to, w szczególności,e lekarz nie może, powołując się na klauzulę sumienia, odmówić pacjentowi informacji o skutecznych, dostępnych i uznanych metodach planowania rodziny, metodach leczenia niepłodności, w tym technikach zapłodnienia pozaustrojowego, oraz metodach diagnostyki i terapii prenatalnej. Nie może także odmówić informacji na temat warunków dopuszczalności legalnego przerwania ciąży". "> Ze stanowiska PAN wynika, że lekarz może odmówić udziału w dwóch czynnościach aborcji, rozumianej jako przeprowadzenie zabiegu i zapłodnieniu pozaustrojowym. Nie może odmówić badań, zaświadczeń i recept. W Polsce klauzula sumienia służy do narzucania pacjentom woli katolickiego lekarza, która jest tożsama z nauczaniem Kościoła. Jest sprzeczna z prawami pacjenta i wychodzi poza zakres klauzuli sumienia. W Europie można odmówić powołując się na klauzulę sumienia wykonania aborcji, in vitro i eutanazji, a nie zapisania środków antykoncepcyjnych, czy wydania skierowania na badania prenatalne. Biskupom od początku nie podobało się stanowisko PAN w/s klauzuli sumienia. Grzmieli z ambon, że to zamach na wolność człowieka, że wolność wyznania i sumienia jest pierwszym prawem człowieka, że jest to gwarancja godności zawodu lekarza. Aż w końcu w lutym 2014 roku Zespół Ekspertów KEP d/s Bioetycznych wydał swoje stanowisko. Na początku mamy stwierdzenie, że wolność sumienia jest zasadą konstytucyjną i lekarz ma obowiązek wstrzymać się w każdej sytuacji od działań sprzecznych z jego sumieniem. Nie będę omawiała całego stanowiska. Biskupi wyręczyli mnie i pod koniec swojego dokumentu wypunktowali swoje zdanie na temat klauzuli sumienia. Skorzystam z podsumowania. Cytaty zaznaczam pogrubieniem, pochodzą one ze strony Katolickiej Agencji Informacyjnej, na której można przeczytać cały dokument. 1)"Prawo do odmowy udzielenia świadczenia zdrowotnego z powodu obiekcji sumienia jest immanentnie związane z osobową godnością człowieka i wynikającą z niej wolnością sumienia. Ograniczenie klauzuli sumienia może nastąpić tylko w drodze wyjątku – w ustawie, o ile jest to konieczne z punktu widzenia zdrowia publicznego oraz prawa do ochrony zdrowia". Bez wątpienia prawo do odmowy, do światopoglądu jest związane z godnością, o ile nie godzi w zdrowie i wolność innych osób. W przypadku odmowy wydania skierowania na badania prenatalne, klauzula sumienia godzi w zdrowie rozwijającego się płodu. Większość wad płodu można leczyć, nawet przed narodzinami. Postawa lekarza, który odmawia skierowania na badania prenatalne godzi w życie małego pacjenta i prawa rodziców do wiedzy o zdrowiu dziecka. 2) Sprzeciw sumienia jest podstawą do powstrzymania się od wykonania świadczenia zdrowotnego. Do zakresu świadczeń zdrowotnych, których dotyczy klauzula sumienia, należy zaliczyć także wystawianie recept (np. recept na wczesnoporonne środki antykoncepcyjne) oraz skierowań na badania specjalistyczne przy uzasadnionym przekonaniu, że stanowią one część procedury nakierowanej na zniszczenie dobra, a nie tylko służą uzyskaniu informacji o stanie zdrowia pacjenta. Po pierwsze nie istnieje coś takiego jak wczesnoporonne środki antykoncepcyjne. Po drugie prawem człowieka jest decydowanie o ilości dzieci i odstępach między ciążami. Przekonanie , że badania prenatalne są podstawą aborcji jest nagonką biskupów ma osiągnięcia medycyny, chęcią odebrania rodzicom prawa do decydowania o zdrowiu dzieci. W ujęciu Kościoła dziecko jest własnością rodziców, którzy mogą je nawet bić , bo jest to metoda wychowawcza pełna rodzicielskiej miłości od urodzenia, wcześniej dziecko jest własnością Boga i Kościoła. Odmawianie badań prenatalnych i zaświadczeń lekarskich o stanie zdrowia dziecka to nie tylko atak na prawa rodzicielskie i prawo pacjenta do informacji, to także stwarzanie zagrożenia dla życia dzieci. Jeżeli jest wiadomo, że płód jest chory, można go leczyć w wielu wypadkach. Jedynie choroby genetyczne są w większości nieuleczalne. Jednym słowem, Episkopat uważający się za obrońców życia chce zwiększyć śmiertelność noworodków. Byle by katolickie sumienie lekarza było spokojne. Dramat rodziców, cierpienie dziecka nie ma dla biskupów znaczenia. Stanowisko biskupów zagraża życiu naszych dzieci, panowie w purpurze odmawiają rodzicom prawa do diagnozowania płodu i ewentualnego leczenia. Panowie biskupi i ich stronnicy chcą doprowadzić do wyższej śmiertelności niemowląt i to w ramach ochrony życia. Ręce precz od kobie t dzieci. Uzasadnione są jedynie protesty, że lekarz , który odmawia dokonania aborcji musi wskazać innego lekarza. Medyk nie musi mieć wiedzy, kto zajmuje się aborcją i faktycznie wskazywanie innego lekarza może być sprzeczne z jego sumieniem. To dyrekcja szpitala powinna wskazać miejsca, gdzie można to zrobić. Najlepiej byłoby, aby na stronie internetowej była informacja o palcówkach, które wykonują zabiegi. 3) "Lekarz powinien informować zainteresowane osoby o metodach regulacji poczęć, w tym o sposobach oraz konsekwencjach zdrowotnych stosowania środków antykoncepcyjnych. Może jednak, powołując się na brak celu terapeutycznego ( anty-patologicznego), odmówić wystawienia recepty na środki antykoncepcyjne. – Lekarz może powołać się na klauzulę sumienia, z uzasadnieniem sięgającym obowiązku ochrony i poszanowania godności człowieka oraz ochrony jego życia (art. 30 i 37 Konstytucji RP), i odmówić wystawienia recepty na środki postkoitalne. Farmaceuta może rozważyć odmowę ich sprzedaży, mimo braku wyraźnego umocowania w przepisach ustawy. – Obowiązek informowania pacjentki o stanie jej zdrowia i ewentualnych zagrożeniach dla życia i zdrowia związanych z kontynuowaniem ciąży nie stoi w sprzeczności z tym, że lekarz, powołując się na klauzulę sumienia, odmówi orzeczenia w sprawie istnienia wskazań do przerywania ciąży (argumentacja z art. 30 i 37 Konstytucji RP przy założeniu bezpośredniego związku wystawienia orzeczenia i możliwości skorzystania ze świadczenia w postaci terminacji ciąży)." Leki antykoncepcyjne mają znaczenie terapeutyczne. Katolicy chętnie straszą skutkami antykoncepcji , zapominając o wiele więcej przypadków śmiertelnych jest po zastosowaniu środków dostępnych bez recepty, w Polsce ok. 3000 przypadków rocznie. To fanatykom z dyplomem lekarza nie przeszkadza. Zgodnie z prawem lekarz nie może odmówić recepty na antykoncepcję, ponieważ prawo do planowania rodziny i do odmiennego światopoglądu pacjentki jest zagwarantowane w umowach międzynarodowych i w Konstytucji. Prawo do światopoglądu nie dotyczy tylko skrajnych katolików. Biskupi nakłaniają farmaceutów do łamania prawa, co jest skandalem. Specjaliści od teologii, a więc od bytu, którego istnienie trudno udowodnić, uważają się za na tyle kompetentnych, aby narzucać lekarzom, co mają robić, aby podważać zdanie naukowców. Profesura z teologii jest mniej więcej tyle warta, co świadectwo ukończenia gimnazjum. Są w tym gremium osoby spoza Kościoła, jednak cechuje je całkowite oddanie Kościołowi. Zastanówmy się, czy chcemy, aby Episkopat - ludzie , którzy ukrywają pedofilię, dla których jakaś bzdurna tajemnica spowiedzi jest ważniejsza od dobra ofiary księdza -pedofila , osoby, które mają na koncie przekręty w Komisji Majątkowej decydowały, co jest etyczne. Czy ktoś taki, jak pan Hoser - osoba, która ma swoim koncie zatajanie pedofilii, gardzi swoimi pracownikami, biskup wobec którego istnieją co najmniej uzasadnione podejrzenia (świadkowie), że nie ma czystego sumienia w/s mordów w Ruandzie może być jakimkolwiek autorytetem. Myślę, że pora powiedzieć DOŚĆ moralnemu terrorowi biskupów. Co oznacza katolickie sumienie? Nie jest indywidualne sumienie człowieka, ale moralny despotyzm Kościoła, który pod pretekstem wolności osobistej pracowników służby zdrowia narzuca społeczeństwu akceptację moralności kościelnej. To moralność wrażliwa na krzywdę zapłodnionych komórek jajowych, która nie dostrzega ludzkiego dramatu i prawa pacjenta do wolności osobistej. Katolicka moralność to nienawiść do wszystkich, którzy mają inne zdanie niż Kościół, to pogarda dla kobiet stosujących antykoncepcję, dla par decydujących się na in vitro, a nawet dla dzieci z in vitro. Moralność kościelna ogranicza się do zmuszania do rodzenia, ale zabrania diagnozowania poczętego dziecka. Nawet prof. Zoll, znakomity prawnik, który mówi o swoim przywiązaniu do Kościoła uważa, że lekarz nie powinien odmawiać skierowania na badania prenatalne, ponieważ wielokrotnie ratują dziecko. O odmowie wypisywania środków antykoncepcyjnych mówi w "Gościu Niedzielnym" "Natomiast uważam, że lekarz nie powinien powoływać się na klauzulę sumienia jeśli chodzi o środki antykoncepcyjne. Dlaczego? Otóż konieczna jest tolerancja i trzeba ją rozumieć symetrycznie. To znaczy: mogę się domagać od drugiego, żeby tolerował moje poglądy, ja natomiast jestem zobowiązany do tego samego wobec niego. Jeżeli tutaj nie chodzi o problem zaistnienia nowego bytu lecz o antykoncepcję w ścisłym znaczeniu tego słowa, to negatywne stanowisko wobec antykoncepcji, wynikające np. z nauki Kościoła, jest problemem lekarza i należy to szanować, ale on powinien uszanować u drugiej osoby, że ona tego punktu widzenia nie podziela. Jeżeli pacjentka chce korzystać ze środków antykoncepcyjnych, to jest to kwestia jej sumienia i lekarz tu nie powinien ingerować. Proszę pamiętać o tym, że kwestia antykoncepcji jest kwestią jednak związaną ze światopoglądem a nie kwestią ochrony jakiegoś dobra, w tym znaczeniu życia człowieka." Nadszedł czas,a by bronić się i zdrowia swoich dzieci przed Kościołem. Co prawda nikt do nas nie strzela, ale wypowiedzi biskupów godzą w fundamentalne prawo człowieka do ochrony zdrowia i prywatności. We współczesnej Polsce największym wrogiem społecznym są biskupi, z ich jadem, zawiścią, tylko przypudrowaną frazesami o miłości bliźniego i ochronie życia. Jak tak dalej pójdzie i do władzy dostaną się partie sprzyjające Kościołowi to badania prenatalne będą przestępstwem, a dzieci, które można uratować będą masowo umierały po urodzeniu. Lekarze katolicy będą mieli czyste sumienia - w końcu dziecko umrze po porodzie, a nie w łonie matki. Nastąpi cofnięcie medycyny o 20 lat. Wszystko pod pretekstem wolności osobistej i prawa do wolności wyznania medyków. Panowie biskupi, zajmijcie się pedofilią w swoim środowisku, pijanymi księżmi, oszustwami, zacznijcie wypłacać odszkodowania ofiarom molestowania seksualnego przez Waszych pracowników, a od kobiet, praw reprodukcyjnych, badań prenatalnych i medycyny trzymajcie się na odległość. Nie jesteście autorytetami, nie macie prawa narzucać lekarzom nauczania Kościoła. Prawo boskie nie istnieje, trzymajcie się rozdziału Kościoła od państwa. Medycyna nie należy do Kościoła. Nie jesteście ekspertami. Żyjemy w demokratycznym państwie i nie możecie narzucać praw swojej religii do ustawodawstwa.

niedziela, 3 listopada 2013

W obronie mediów i dzieci


Biskupi nie przestają zaskakiwać swoją arogancją, pychą, brakiem empatii, chęcią władzy nad społeczeństwem, polityką i mediami oraz wyjątkową bezczelnością. Jeden z nich , bp Adam Lepa udzielił wywiadu rydzykowej gazetce "Nasz dziennik", w którym wyraża swoje oburzenie, że Telewizja Polska nagłaśnia sprawę seksualnego wykorzystywania dzieci. W tym miejscu trzeba przypomnieć, że Telewizja Publiczna ma w swoich założeniach krzewić chrześcijańskie wartości, pozytywnie kreować wizerunek Kościoła katolickiego i jego dostojników. Tymczasem pokazała wywiad z ofiarami księdza G i biskupa W - polskich duchownych pełniących misję ewangelizacyjną na Dominikanie, a do tego w programie "Tomasz Lis na żywo" wystąpili panowie, którzy w dzieciństwie doświadczyli molestowania seksualnego przez księdza, a wśród innych mężczyzna, który wystąpił o odszkodowanie do Kurii. Goście ze szczegółami opowiedzieli dramatyczne historie. Pan biskup uważa, że mówienie o pedofilii ma na celu wzbudzanie nienawiści do pracowników Kościoła. Uważa on, że to nie jest informowanie,a celowa eskalacja napięcia. "Uważna obserwacja programów telewizji publicznej pozwala stwierdzić nieukrywane wysiłki redaktorów, żeby eskalować napięcie w wypowiedziach na temat pedofilii wśród księży. Udziela się to telewidzom. W tym celu powtarzane są w jednej rozmowie najbardziej drastyczne opisy zachowań księży pedofilów. To już nie jest zwyczajne poinformowanie o wydarzeniu, lecz rozmyślne działanie o wyjątkowej sile perswazji. Technika ta coraz częściej prowadzi do agresji słownej pod adresem spotykanych na ulicy księży, a nawet wobec kapłanów uczestniczących w procesji ulicami miasta. Wznoszone okrzyki „księża pedofile” wyrażają wrogość i nienawiść. A może o to chodzi nieodpowiedzialnym ludziom mediów w ich wyścigu o zdobycie największej liczby punktów w przeprowadzaniu publicznej egzekucji księży, których już dawno skazano, nie czekając na uczciwe śledztwo i sprawiedliwy sąd." W jednym biskup ma rację - dzięki informacjom medialnym do społeczeństwa dociera przekaz, że nawet wśród zawodów darzonych szczególnym społecznym zaufaniem, zdarzają się kanalie. Pod wpływem doniesień medialnych, część dorosłych ofiar mówi o swojej krzywdzie, choć wie, że przestępstwo dawno przedawniło się. Mówią, bo chcą zrzucić z siebie ciężar okropnych doświadczeń i przestrzec innych. To dobrze, że takie sprawy są ujawniane. Trzeba zaznaczyć, że są przypadki, że księża, pomimo żenująco niskich wyroków sprawują swoje funkcje i pracują z dziećmi, a ich przełożeni biskupi udają, że nic złego nie dzieje się. Fakt, że sądy pobłażliwie traktują księży- przestępców, boją się niczym ognia gniewu biskupów i oskarżeń o ataki na kościół. I właśnie dlatego, takie świadectwa ujawniane w mediach są cenne, ponieważ są informacją na temat duszpasterzy. Szczerze mówiąc nie obchodzi mnie, jak funkcjonuje facet, który zgwałcił dziecko, nawet jeżeli odsiedział swoje. To typ niebezpieczny, bowiem pedofilia jest zaburzeniem seksualności i jest bardzo duże ryzyko, że sprawca zaatakuje ponownie. Jako rodzice i społeczeństwo mamy prawo wiedzieć o pedofilach i mamy prawo chronić swoje dzieci. Zawód pedofila nie ma znaczenia. Społeczeństwo ma prawo domagać się dożywotniej separacji sprawcy z życia społecznego. Skoro kościół nie chce zgłaszać przypadków pedofilii wśród swoich pracowników do prokuratury, to media mają obowiązek informowania o takich przypadkach. W dalszej części swoich żalów biskup wylewa pomyje na media, że ujawniają dane sprawców. "Nawet wobec osób, które popełniły zbrodnie, stosuje się zasadę nieujawniania publicznie ich danych personalnych. Tymczasem w stosunku do duchownych, którzy są podejrzani o pedofilię, podaje się w TVP imiona i nazwiska, a także miejsce zamieszkania i pracy. Powstaje pytanie, kto zwolnił pracowników tej telewizji z respektowania standardów demokratycznego państwa. Szczególnie żałosne jest ratowanie sytuacji poprzez faszerowanie widzów wypowiedziami „świadków” z kręgów przestępczych na Dominikanie, również spośród nieletnich sprawców wykroczeń. Pokazuje się ich wręcz jako rewelacyjnych świadków koronnych, licząc na naiwność polskich telewidzów. Jednocześnie prokuratorzy w Polsce oświadczają, że nie otrzymali z Dominikany żadnych dowodów." Biskup nie zauważył, że podaje się imiona i pierwszą literę nazwiska. Pedofilia jest największą zbrodnią , ponieważ jej ofiarą jest bezbronne dziecko. Przedstawiciel Kościoła, instytucji, która za nic ma prawo, wprost mówi, że nie będzie informowała o przestępstwie pedofilii w swoim środowisku, zwraca uwagę na respektowanie norm prawnych. Żałosne. Wyraz obłudy, która przekroczyła wszelkie możliwe granice. Biskup na wzór swojego kolegi, pana Michalika atakuje ofiary, podważa ich wiarygodność, tylko dlatego, że należą do grupy osób biednych, którym zdarzyło się wejść w konflikt z prawem. W końcu to nasi biskupi twierdzą, że przyczyną pedofilii jest brak tradycyjnej rodziny. Pan Lepa znieważa ofiary wywodzące się ze środowisk zaniedbanych ekonomicznie i wychowawczo. Perfidne, obrzydliwe do granic możliwości zachowanie. I ZNÓW WINNA ZA GWAŁTY LEŻY PO STRONIE DZIECI. Zaczyna mi brakować słów, aby wyrazić swoje oburzenie. Nie rozumiem, jak niektóre media i dziennikarze mogą bronić Kościoła i mówić o ataku na Kościół. Biskup zarzuca Telewizji Polskiej, że pomija milczeniem rzekome przeprosiny biskupów i ich program "zero tolerancji dla pedofilii" "W dwóch swoich wypowiedziach z ostatniej konferencji plenarnej biskupi polscy poinformowali opinię publiczną, że zostały opracowane wytyczne dotyczące postępowania w przypadku oskarżeń duchownych o pedofilię. W jasno sprecyzowanym „Stanowisku” biskupów padło słowo „przepraszamy” oraz zapewnienie, że nie ma żadnej tolerancji dla pedofilii. Dlatego w kontekście tych dokumentów natrętne atakowanie w telewizji publicznej ks. abp. Józefa Michalika po jego lapsusie językowym jest po prostu przejawem perfidnej małostkowości i wyjątkowo złej woli. Obsesyjne nękanie księdza arcybiskupa ma dowodzić, że tylko telewizja publiczna ma rację. A naiwni widzowie biorą wszystko za dobrą monetę. Jednocześnie ta sama telewizja pomija milczeniem wspomniane wypowiedzi biskupów. Być może dlatego, że jest w nich zawarta krytyka mediów, w tym telewizji publicznej. Oto zarzuty, jakie stawiają biskupi: u Grzechy niektórych duchownych wykorzystuje się do piętnowania całego środowiska Kościoła. Jednocześnie pomija się prawdę o ofiarnej pracy duszpasterskiej tysięcy księży. u Sposób nagłaśniania w telewizji pedofilii narusza prawo do prywatności samych dzieci, a także osób trzecich, tzn. rodzin, szkół, parafii i ogółu duchownych. u Emitowane są w telewizji publicznej programy, które wykazują charakter instruktażu w zakresie zachowań pedofilskich." Zapewnienia biskupów, że ma żadnej tolerancji dla pedofilii wśród duchowieństwa są tylko sloganem, pustosłowiem, głupią gadką, w którą mogą uwierzyć jedynie naiwni skrajni katolicy i takie media jak: Fronda, Nasz Dziennik i Gość Niedzielny. Arcybiskup najpierw "przeprosił", a kilka dni później powtórzył swoje słowa i odpowiedzialność za pedofilię zwalił na gender, feministki i rozwodzących się rodziców. Społeczeństwo nie wierzy w "zero tolerancji dla pedofilii" wobec zapowiedzi, że nie będzie odszkodowań i powiadamiania prokuratury o przestępstwie. W świetle tych zapewnień kościelne hasło nie tolerowaniu pedofilii brzmi niewiarygodnie i jest typowym mydleniem oczu. Biskup nazywa pedofilię grzechem, zamiast zboczeni8em, zbrodnią, przestępstwem i tym samym umniejsza znaczenie czynu. Pan Lepa sugeruje, że przyczyną niepowiadamiania policji jest dbanie o dobro ofiar..... Absurdalne. Uważa, że ze względu na dobro pokrzywdzonych dzieci nie wolno nagłaśniać sprawy. Mam w tej kwestii inne zdanie. Po pierwsze osoby, które po latach decydują się na opowiadanie swojej historii podejmują taką decyzję świadomie. Po drugie , to właśnie ze względu na dobro ofiar należy powiadamiać opinię publiczną i przestrzegać, że taka osoba uniknęła odpowiedzialności, bądź uzyskała bardzo niski wyrok i nadal pracuje z dziećmi, stanowiąc zagrożenie dla ich bezpieczeństwa. To nie prawda, że pedofilia w kościele jest problemem marginalnym. Prawdą jest, że Kościół nie prowadzi statystyk i zbyt mała ilość sprawców odsiaduje wyroki. Nagłaśnianie spraw, nawet sprzed lat, jeżeli sprawcy żyją, służy dobru społecznemu. Pojawia się zarzut, że opisywanie dramatów jest instruktażem dla kolejnych pedofilii. Nie mam nerwów, aby komentować podobne bzdury, które mają na celu wybielenie Kościoła. Biskup zarzuca telewizji, że atakuje Kościół i ma w niej miejsca na prawdziwe wartości. Do takiego dyskursu jesteśmy przyzwyczajeni. Każde złe słowo o Kościele, każda krytyka, pokazanie przywar jest atakiem na Kościół i chrześcijańskie wartości. No przecież Kościół jest idealny, niewinny, a zgwałcone przez księży dzieci to wymysł mediów. I co z tego, że ofiary przestały milczeć, przestały bać się piekła, gniewu biskupów i ekskomuniki, skoro biskupi powiedzieli, że nie tolerują pedofilii i wszystkie media, w ramach misji krzewienia wartości chrześcijańskich i bronienia dobra Kościoła mają to przyjąć do wiadomości. Kościół chciałby, aby media publiczne nie dopuszczały ofiar do głosu, obawia się spadku wiernych i ich gniewu. Wierni mogą wiele wybaczyć - niezgodność nauki z trybem życia kleru, wtrącanie się do intymnych spraw, niepłacenie podatku od nieruchomości i działalności gospodarczej, przejmowanie nieruchomości za 1% wartości, ale nie gwałcenie dzieci i kręcenie materiałów pornograficznych z udziałem najmłodszych. Zdaniem biskupa misją mediów ma być wybielanie Kościoła i pokazywanie jego olbrzymiej roli w nauczaniu narodu. Biskup przytacza badania o uzależnieniu młodzieży od internetu. "Alarmujące są ostatnie badania na temat wpływu internetu na młodych ludzi. Oto prawie 80 proc. badanych licealistów i ok. 70 proc. gimnazjalistów stwierdza, że zostali zaatakowani w internecie. Ponadto co trzeci licealista i więcej niż co piąty gimnazjalista spotkali się z propozycją seksualną. Prawie 60 proc. badanej młodzieży ogląda w sieci filmy pornograficzne i spotyka się wtedy z wyjątkowo wulgarnym słownictwem. Badacze tych zjawisk z niepokojem podkreślają bardzo łatwy dostęp młodzieży do treści o tematyce erotycznej. Ale to jakoś nie znajduje zainteresowania ze strony TVP. Bo to się po prostu nie sprzedaje." Fakt - młodzież jest uzależniona od internetu, spędza przed komputerem za dużo czasu, ma dostęp do treści pornograficznych, które wypaczają widzenie seksualności. Stanowi to problem, którego zakres można by znacznie zmniejszyć, gdyby była wprowadzona edukacja seksualna. Media o tym informowały. Przypominam, że tylko Kościół katolicki i organizacje katolickie sprzeciwiają się edukacji seksualnej. Zdaniem biskupa za pedofilię odpowiadają media i kultura masowa. "Przy ocenie pedofilii należy dostrzec czynniki, które przyczyniają się do powstawania i rozwoju tego zjawiska. Często stają się one katalizatorem przedwcześnie rozbudzającym zainteresowanie erotyką i życiem seksualnym oraz kuszą ludzi mediów do zdobywania odpowiednich korzyści materialnych. Wskazuje się na trzy takie mechanizmy. Przede wszystkim cała machina kultury masowej może stanowić tego rodzaju katalizator, gdyż jej negatywny wpływ sprowadza się do dwóch najważniejszych czynników: kultura ta wznieca namiętności i jednocześnie ogranicza rozwój intelektu, który powinien kontrolować ich przebieg. Do tego należy dodać niezawodną zasadę komercji w mediach, głoszącą, że życie ich konsumenta powinno być łatwe, lekkie i przyjemne. I wreszcie trzeci tego typu czynnik to sprawdzona prawidłowość, że w mediach najkorzystniej sprzedają się dewiacje. Natomiast popyt na nie wtedy osiąga szczyt, gdy występują razem z niedomaganiami życia religijnego. Dochodzi wtedy do głosu element sensacji i zafascynowania, który w wyobraźni człowieka stwarza iluzję chorego świata." Media i kultura masowa rozbudzają erotyzm dzieci. Można zgodzić się, że treści erotyczne są dostępne praktycznie bez ograniczeń, co powoduje zaburzenia w postrzeganiu seksualności. Ale to nie dzieci gwałcą dorosłych, ale dorośli dzieci. Być może zbyt wiele treści erotycznych pobudza księży, którzy na skutek celibatu mają zaburzą seksualność. Bezbronne dziecko jest łatwą ofiarą. Korzystanie z internetu w nadmiarze przez dzieci i młodzież faktycznie ogranicza rozwój intelektualny, fizyczny i emocjonalny, co nie upoważnia do stwierdzeń, że to dziecko jest winne molestowania. Winny jest sprawca - osoba dorosła, bez względu na zawód!!!!! Mogę zapewnić szanownych hierarchów, że nawet, jeżeli media publiczne dadzą się zastraszyć i nie będą emitowały wyznań ofiar, to i tak będą media, które poinformują o dramacie dzieci, a pomagać im będą portale internetowe, prasa lewicowa, blogerzy i internauci komentujący artykuły. Mleko, drodzy biskupi, wylało się, nie da się tego przykryć dywanem hipokryzji i rzekomej troski o dobro Kościoła. Uczciwi ludzie stoją po stronie dzieci i dorosłych ofiar. Nie zastraszycie nas obrazą uczuć religijnych, zawsze będziemy bronić najmłodszych.