Blog o tematyce kobiecej i społecznej. Moda, antykoncepcja, dieta, prawa kobiet, dzieci i zwierząt, wychowanie. Blog dla wszystkich, którzy chcą rozmawiać bez obaw o obrazę uczuć. Blog dla reklamodawców - dziennie nawet 200 wyświetleń.
VigLink
Witam i zapraszam
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dziecko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dziecko. Pokaż wszystkie posty
środa, 10 sierpnia 2016
Terlikowscy i ciąże z gwałtu
]
Ciąże z gwałtu to temat trudny, niezwykle delikatny,który niestety stał się sprawą publiczną, służącą do walki z prawami kobiet,niby w obronie praw płodu. Strona religijna trudny temat wykorzystuje do emocjonalnego szantażu i podlizywania się biskupom. Naczelny redaktor mediów katolickich Tomasz Terlikowski od czasu do czasu pisuje na ten temat. Zawsze broni płodu, nawet, jeżeli jego matką jest 11 letnia brutalnie zgwałcona dziewczynka, która nie jest w stanie donosić ciąży do końca (historia z Paragwaju). Redaktor Terlikowski znów wypowiedział się na temat ciąży z gwałtu. Wypowiedź jest odpowiedzią na pytania zadane przez dr Krzysztofa Głódzia jego żonie. Doktor opisuje historię pacjentki brutalnie zgwałconej przez ojczyma, która chce pozbyć się blizn po gwałcie i usunęła ciążę. Przy okazji pyta panią Terlikowską (żonę redaktora), czy jej zdaniem w takim przypadku kobieta powinna być zmuszona do urodzenia dziecka i narażona na psychiczne cierpienia? Lekarz zarzuca katolickiej stronie, że potrafi doradzić jedynie modlitwę i wymuszać poświęcenie, podczas gdy ofiara gwałtu straciła po swoich przejściach wiarę w Boga, ludzi i normalny świat.
Terlikowski jak zwykle uważa się za wszechwiedzącego i zaczyna od tezy, że aborcja w niczym kobiecie nie pomoże, ponieważ przez wiele lat będzie leczyła traumę, nie po gwałcie, ale traumę po aborcji. Jego zdaniem problemy psychiczne ofiary gwałtu są spowodowane aborcją, a nie niechcianym, brutalnie wymuszonym seksem. Terlikowski pisze, że kobieta być może po zabiegu chirurgii plastycznej będzie mogła nosić mini, z czasem zapomni o gwałcicielu, ale nigdy nie uda się jej zapomnieć o "niewinnym dziecku, które zostało skazane na śmierć". Trzeba przyznać, że tytuł artykułu "Nie gwałcicie gwałconych po raz drugi" wie mówi i jest bardzo mocny. Zawiera się w nim główna myśl artykułu: aborcja po gwałcie jest ponownym gwałtem na kobiecie i powoduje o wiele większe ran psychiczne niż samo przestępstwo. Jestem w stanie zrozumieć pogląd Terlikowskiego, że aborcja po gwałcie jest kolejną traumą w bardzo krótkim czasie, ale ciąża trwająca 9 miesięcy, decyzja, czy wychować dziecko, czy oddać również są przeżyciami traumatycznymi i powodują jeszcze większe cierpienie, ponieważ trwa ono o wiele dłużej. Katolicki redaktor jest zdania,że proponowanie aborcji po gwałcie jest krzywdzeniem kobiety i nie ma nic wspólnego ze współczuciem, nie pomaga w rozprawieniu się z traumą. Często ( w innych tekstach) powołuje się na amerykańskie badania, według , których ofiary gwałtu, które usunęły ciążę przeżywają depresję spowodowaną aborcją, a panie, które zdecydowały się na urodzenie dziecka nie żałują swojej decyzji i szybciej odzyskują równowagę psychiczną. Zakładając, że wyniki tych badań są wiarygodne to należy zauważyć jedną rzecz, której nie dostrzega katolicki redaktor- kobiety miały wybór. Jeżeli pomimo traumatycznych przeżyć zdecydowały się urodzić dziecko, to zrobiły to świadomie, kierując się swoimi wartościami życiowymi, znając swoją psychikę. Wybierając: aborcja lub poród odzyskały panowanie nad swoim ciałem. Nie ma większego znaczenia, czy kierowały się religią, poczuciem, że dziecko nie zawiniło, czy innymi motywami. Najważniejszy jest wybór. Odnoszę wrażenie, że nawet Terlikowski zdaje sobie z tego,że temat aborcji po gwałcie wywołuje wiele emocji. Uważa,że to ruch pro-choice używają szantażu emocjonalnego i fałszywego współczucia kobietom, aby usprawiedliwić "mordowanie niewinnych dzieci". Wszystkie historie, przedstawiane przez katolickie media, których bohaterki rodzą dzieci poczęte w czasie gwałtu pochodzą z krajów, w których legalna jest aborcja i dokonały tego wyboru, więc doskonale wpisują się w postulaty ruchu pro-choice. Nie wolno zmuszać ofiar gwałtu ani do porodu, ani do aborcji. W tej kwestii nie ma idealnego rozwiązania. Decyzja powinna należeć do zainteresowanej. Państwo nie ma prawa niczego wymuszać, a już tym bardziej narzucać stanowiska jednej religii całemu społeczeństwu. Nikt nie twierdzi, że aborcja w tym przypadku od razu uzdrowi kobietę, wyleczy ją z traumy po gwałcie. To nie jest magiczne zaklęcie. Nikt nie zagwarantuje kobiecie dobrego samopoczucia, ale wybór , co zrobić z ciążą po gwałcie powinien należeć do kobiety. Jestem w stanie przyjąć, że pan redaktor ma szlachetne intencje ratowania ofiar przed traumą poaborcyjną i "dzieci poczętych" przed śmiercią. Jednakże przymus spowoduje powiększenie dramatu kobiet i zabójstwa noworodków. W jednym zgadzam się z autorem- kary za gwałt są stanowczo za niskie, a sytuacja, kiedy za gwałt orzekana jest kara z warunkowym zawieszeniem lub sprawca wychodzi na wolność za dobre sprawowanie jest absolutnym skandalem. Kobieta, która zaszła w ciąże w wyniku gwałtu ma trzy wyjścia/; urodzić i wychować, urodzić i oddać do adopcji, usunąć ciążę. Najrozsądniejszym rozwiązaniem byłaby darmowa antykoncepcja awaryjna, ale temu też sprzeciwiają się fanatycy religijni. Ich zdaniem antykoncepcja awaryjna "zabija ludzi na najwcześniejszym etapie rozwoju" i demoralizuje kobiety.
wtorek, 31 maja 2016
Czy obrońcy życia naprawdę bronią życia?
Autorzy plakatów epatują okrucieństwem na ulicy, nie zwracają uwagi na dzieci, o które rzekomo walczą,na ludzką wrażliwość, czy elementarne poczucie estetyki. Ich celem jest szokowanie i manipulowanie społeczeństwem.Trudno nazwać obroną życia takie wystawy,czy duchową adopcję życia poczętego.Badania prowadzone przez WHO i Guttmacher Institute jednoznacznie wskazują, że restrykcyjne przepisy antyaborcyjne nie zmniejszają liczby aborcji. Sprawiają jedynie, że aborcja dokonywana jest poza kontrolą. Aborcji nie przeciwdziała wychowanie do wstrzemięźliwości seksualnej i wstydu z powodu seksualności- najczęściej skutkiem takich działań jest ukrywanie przez młodzież faktu rozpoczęcia współżycia, niechciane ciąże i aborcje. W rejonach świata, gdzie terminacja ciąży jest mniej lub bardziej legalna oraz gdzie dostępne są skuteczne środki antykoncepcyjne, liczba aborcji spadła w ciągu ostatnich 25 lat o średnio 40 proc. W państwach, w których przerywanie ciąży jest zakazane, liczba przeprowadzanych zabiegów od lat jest mniej więcej stała.Dane opublikowane niedawno w medycznym przeglądzie Lancet to wyniki badań, które trwały 25 lat i dotyczyły kobiet między 15 a 44 rokiem życia. Najbardziej widoczne ograniczenie liczby zabiegów przerywania ciąży odnotowano w krajach Europy Wschodniej. W roku 1990 aborcję przeprowadzało tutaj aż 46 na 1000 kobiet. W 2014 roku było ich już tylko 27. Według naukowców różnica ta spowodowana jest pojawieniem się w latach 90-tych nowoczesnych metod zapobiegania ciąży. Aborcji na naszym kawałku kontynentu przeprowadza się jednak ciągle niepokojąco dużo, szczególnie w porównaniu z krajami Europy Północnej gdzie wskaźnik spadł z 22 kobiet na 1000 w 1990 roku do 18 w roku 2014.
W państwach gdzie aborcja jest zakazana, a wiedza o metodach antykoncepcji zerowa, zmieniło się bardzo niewiele: w 1990 roku ciążę usuwało tam 39 na 1000 kobiet, a w roku 2014 - 37, przy czym spadek ten w krajach Ameryki Łacińskiej to prawdopodobnie wynik wstrzemięźliwości seksualnej powodowanej strachem przed wirusem Zika.(dane za http://foch.p/foch/1,150562,20086012,ustawa-antyaborcyjna-to-slepy-zaulek-liczbe-aborcji-zmniejszyc.html). Najwięcej dzieci rodzi się w krajach , gdzie kobiety mają dostęp do antykoncepcji. U nas- panuje hipokryzja. Dzietność 1,3 przy ograniczeniach aborcyjnych powinna zastanowić, ale refleksji nie ma. Zamiast tego obrońcy życia domagają się zakazu aborcji, ograniczenia badan prenatalnych i wycofania ze sprzedaży antykoncepcji awaryjnej. W 2013 roku CBOS przeprowadził badania dotyczące aborcji w Polsce- najczęściej ciążę przerywają Polki niewykształcone, praktykujące katoliczki z mniejszych miejscowości, które odrzucają antykoncepcję z powodów religijnych lub nie stać ich nowoczesne metody zapobiegania ciąży. Zakaz aborcji nie zwiększa przyrostu naturalnego - zdesperowana kobieta i tak przerwie ciążę.
Gdyby organizacjom pro-life zależało na ratowaniu dzieci w okresie prenatalnym to wspierałyby antykoncepcję, edukację seksualna i leczenie prenatalne, a nie walczyły z tym. Sprzeciwiałyby się przemocy w rodzinie i przemocy wobec dzieci. Polskie pro-life wystąpiło przeciwko konwencji antyprzemocowej, popiera stosowanie kar cielesnych wobec dzieci jako prawa rodziców do wychowania dzieci zgodnie ze swoją religią. Nie widza nic złego w biciu dzieci, w zmuszaniu zgwałconych nastolatek do rodzenia, w karaniu kobiet za poronienie, a nawet w karaniu lekarzy za próbę ratowania matki i płodu, o ile płód nie przeżyje.Kluczem do zmniejszenia liczby aborcji jest mądra,wolna od wszelkich religii polityka prokreacyjna oparta na edukacji seksualnej, dostępie do antykoncepcji, badaniach prenatalnych i leczeniu prenatalnym, a także na właściwej opiece nad ciężarną.
Spotkałam się z przekonaniem, że obrońców życia powinno się edukować- w końcu mamy wspólny cel: zmniejszenie liczby aborcji. W praktyce okazuje się, że bardzo trudno rozmawia się z ludźmi głuchymi na wszystkie argumenty, którzy podważają autorytety medyczne, mają swoje pseudobadania. Za nimi również stoją organizacje lekarzy wiernych kościołowi,którzy piszą niby naukowe artykuły. Przeciętny czytelnik, który zobaczy, że autorem tekstu jest lekarz bierze za prawdę podane tam informacje. Obrońcy życia odwołują się do podstawowych wartości, takich jak: rodzina, patriotyzm i przywiązanie do tradycji. W narracji obrońców życia osoba, która nie popiera całkowitego zakazu aborcji nie jest prawdziwym Polakiem, ale zdrajcą, dewiantem,agentem homolooby, który ma na celu zniszczenie Polski i rodziny. Na ostatnim Marszu dla Życia i Rodziny w Kielcach tamtejsi obrońcy życia w porozumieniu z biskupem rozdawali ulotki oczerniające osoby seksualne. Treść materiałów była przepełniona seksualizacją, z którą rzekomo walczą.
czwartek, 24 października 2013
6 latek w szkole
Uważam, że referendum powinno odbyć się, a wraz z pytaniami o 6latki i gimnazjum powinny pojawić się zagadnienia wychowania seksualnego i wyprowadzenia religii ze szkół.
Obniżenie wieku rozpoczęcia nauki w szkole jest jednym z najważniejszych punktów reformy systemu edukacyjnego. Według pomysłodawców ma to zwiększyć dostępność do edukacji i wyrównać szanse edukacyjne. Jak w kalejdoskopie zmieniał się czas wprowadzenia tych zmian w życie. Najpierw ostateczną datą posłania 6-latków do szkoły był wrzesień 2012, Ministerstwo edukacji zmieniło jednak zdanie i o 2 lata odsunęło obowiązek edukacji szkolnej 6 latka. Do września 2014 roku to rodzice będą decydowali, czy dziecko rozpocznie o rok wcześniej naukę w szkole podstawowej. Zmiana nastąpiła po protestach rodziców, widzących w pomyśle ministerialnym skrócenie beztroskiego dzieciństwa, argumentujących, że szkoły nie są przygotowane na przyjęcie 6-latków, program jest przeładowany, dziecko narażone jest na większe ryzyko niepowodzeń szkolnych.
niedziela, 13 października 2013
Kto jest ofiarą?
O upokarzających aktach pedofilii w Kościele słyszeliśmy nieustannie przez ostatnie trzy tygodnie. Przypadki ujawnione przez media to tylko wierzchołek góry lodowej. Większość przypadków nie jest ujawniana, a zastraszone ofiary często boją się mówić. Wyroki za pedofilię duchownych są skandalicznie niskie, nawet w zawieszeniu. Aby walka z pedofilią miała sens to należałoby zacząć od dożywotniego zakazu pracy z dziećmi, zakazów wydawania wyroków za pedofilię w zawieszeniu i zwiększyć najniższy wymiar kary do 10 lat. Dobrym wyjściem byłaby faktyczna kastracja pedofilii, a nie tylko chemiczna. Mówienie o prawach człowieka , w tym przypadku nie ma racji bytu , bowiem bydlak, bez względu na zawód, który zgwałcił dziecko, nie zasługuje na miano człowieka, więc prawa człowieka nie odnoszą się do tej istoty. Kościół zamiast ukorzyć się, stworzyć fundusz pomocowy dla ofiar, zgłaszać przypadki pedofilii do prokuratury, ustami swoich hierarchów obwinia o pedofilię dzieci rozwodzących się rodziców. Jeden z biskupów i wtórujący mu księżulo w starszym wieku uważają, że dzieci z rozbitych rodzin lgną do księży, potrzebują miłości i kuszą biednych duchownych. Nawet jeżeli przestraszone dziecko przychodzi do księdza, chce mu się zwierzyć ze swoich problemów, przytuli się licząc na ukojenie swoich emocji, nie oznacza to, że ksiądz ma prawo wsadzać łapska do majtek dziecka, pokazywać swoje przyrodzenie i masturbować się przy dziecku. Chorego, dewiacyjnego zachowania dorosłego nic nie usprawiedliwia. Przeprosiny arcybiskupa, mętne tłumaczenia, że to przejęzyczenie brzmią niewiarygodnie. Hierarcha przeprosił, bo zorientował się, że słowa mogą go dużo kosztować. To nie była nielogiczna wypowiedź, coś w rodzaju bełkotu pijanego, ale spójna, logiczna konstrukcja zdaniowa.
Ofiary, drodzy panowie w koloratkach , mają gdzieś Wasze modły i wyrazy ubolewania - domagają się zamknięcia sprawców na długie lata i wypłaty odszkodowań. Poza marnymi ustaleniami i nielicznymi słowami przeprosin,Kościół w Polsce nadal nie ma zamiaru walczyć z pedofilią. Słowa są niczym wiatr- rzucane bezwładnie giną w niebycie. Za słowami nie pójdą przecież żadne działania - skoro kościół nie ma zamiaru zawiadamiać prokuratury i wypłacać odszkodowań. Bulwersuje również to, że polscy hierarchowie za nic mają wyroki niezależnego sądu - osoby skazane nadal są proboszczami, mają do posługi ministrantów, odprawiają msze, spowiadają, udzielają komunii. Powstaje pytanie, czy sakramenty udzielane przez te osoby - zboczeńców, skazańców są ważne? Jak może udzielać komunii, ktoś kto skrzywdził najbardziej niewinną istotę - dziecko? Jako ateistkę te kwestie mnie nie interesują. Nie wierzę, że w kawałku opłatka jest ciało Chrystusa, a facet, który siedzi w konfesjonale ma moc odpuszczania grzechów. Spowiedź uważam za jedno z największych upokorzeń. Chodzi o poczucie przyzwoitości - osoba, która dokonała największej zbrodni - zgwałciła dziecko, poucza innych o miłości, moralności, zakazie seksu przed ślubem, bredzi coś o czystości małżeńskiej. To po prostu żałosne.
Działania Kościoła ograniczają się do przesunięcia księdza pedofila na inną parafię - gdzie nikt go nie zna i zboczeniec zagraża kolejnym dzieciom. Dla niego to nie jest kara, ale nagroda, bo znów może dać upust swoim bestialskim skłonnościom.
Mamy przedziwną sytuację - rozpaczliwą próbę obrony przez umniejszanie własnych win. Reżyser Polański bez wątpienia powinien odpowiedzieć za swój czyn, tak samo przedstawiciele niemieckiej Partii Zielonych, co nie oznacza, że Kościół może czuć się bezkarny.
Prawdą jest, że w każdym środowisku są pedofile, wśród adwokatów, trenerów, gwiazd filmowych i muzycznych, psychologów, pracowników produkcyjnych, bankowców, ale tylko w polskim Kościele pedofile wśród księży mogą liczyć na ochronę całej instytucji i na to, że ich szefowie będą obwiniać ofiary, zamiast sprawców. Tylko pedofile stanu duchownego dostają wyroki w zawiasach i dalej pracują z dziećmi. Poza tym Kościół rości sobie prawo do pouczania w kwestiach moralnych, do tworzenia nakazów i zakazów. Tylko Kościół torpeduje edukację seksualną, której jednym z celów jest wyrobienie przekonania w dzieciach, że nikt nie ma prawa pokazywać im swoich genitaliów i dotykać w intymne miejsca. Edukacja seksualna jest naprawdę groźną bronią w przeciwdziałaniu pedofilii - dziecko, które wie, jak reagować ucieknie po pierwszych niepokojących sygnałach i powiadomi dorosłych, a to znacznie utrudni działanie pedofilom i ukrywanie sprawców.
wtorek, 1 października 2013
Istota konfliktu o aborcję.
Ostatnia debata w Sejmie skłania do refleksji nie tylko nad językiem, ale także nad wartościami.
Jest oczywiste, że polskie dopuszcza mówienie o aborcji, jako o zabijaniu nienarodzonych dzieci. Orzeczenie Sądu Okręgowego w Katowicach w sprawie A. Tysiąc/Gość Niedzielny nie pozostawia wątpliwości - można nazywać aborcję zabójstwem, ale nie wolno odnosić tego do konkretnej osoby wymienionej z imienia i nazwiska. Oburzenie środowisk lewicowych, choć zrozumiałe, wiele nie da, ponieważ takie nazewnictwo jest zgodne z prawem i zasadę wolności słowa. Z resztą, w przypadku aborcji z powodów genetycznych nie mamy do czynienia z zarodkiem, czy zapłodnioną komórką jajową, tylko z ukształtowanym człowiekiem, ewentualnie z niedorozwojem, deformacjami części ciała lub narządów. Argument o stopniu rozwoju, o nie-człowieku jest niepoważny. O ile można mieć wątpliwości, co do człowieczeństwa zarodka, a więc do 9 tygodnia ciąży, o tyle w późniejszym etapie ciąży, to, że mamy do czynienia z rozwijającym się człowiekiem pozostaje bezsporne. Rozwój mózgu rozpoczyna się 7-9 tygodniu ciąży. W środowiskach feministycznych popularny jest pogląd, że początkiem życia człowieka jest rozpoczęcie rozwoju mózgu, podobnie jak końcem życia jest śmierć pnia mózgu. Wynika z tego, że osoby wyznające takie poglądy muszą być konsekwentne i nie mogą zaprzeczać, że płód, u którego rozpoczął się rozwój mózgu jest człowiekiem. Zaprzeczając swoim własnym twierdzeniom w sytuacji, kiedy jest to wygodne tracimy wiarygodność.
Mogę zrozumieć wrażliwość pro-life na kwestię terminacji płodów, o których wykryto zespół Downa, bo nie jest to choroba skutkująca całkowitym kalectwem. Z drugiej strony obrońcy życia nie robią nic, aby edukować społeczeństwo w kwestii życia z tą chorobą - nie przedstawili ani jednej publikacji o chorobie, o możliwościach chorych osób, nie wspomnieli o sukcesach sportowców, czy artystów z zespołem Downa. Nie wydrukowali choćby jednej broszury opisującej opiekę nad dzieckiem, jego zdolności społeczne, osobowość, czy kwestie edukacji. Jedynie paraliżują pracę szpitali i krzyczą o mordowaniu pokazując zdjęcie trzy letniej dziewczynki, bądź pani Godek z synem. Ich działania to zwykle warcholstwo mające na celu ubliżanie i prześladowanie. Uważny obserwator działań pro-life zauważy bez trudu, że organizacje te prześladują prof. Wielgosia, któremu odmawiają prawa do sędziowania w konkursie, czy udziału w konferencji naukowej. Pro-life nęka Rzecznika Praw Dziecka za to, że walczy z przemocą domową, której ofiarami padają dzieci, a nie protestuje przeciwko zapisowi o możliwości aborcji ciężko upośledzonych płodów. Czytając wpisy pro-life w sieci można odnieść wrażenie, że punkt o upośledzeniu płodu sprowadzają do zespołu Downa i mówią jedynie o zabijaniu takich dzieci. Nie widzą innych schorzeń genetycznych. Za to często pojawia się kuriozalne stwierdzenie, że dzieci są zabijane z powodu podejrzenia choroby. Zapominają, że współczesna diagnostyka pozwala na pewne postawienie diagnozy. Pomyłki należą do rzadkości. Pro-life mówi o wielkiej hańbie, o łamaniu Konstytucji, o dyskryminacji osób niepełnosprawnych. Konstytucja gwarantuje prawo do prywatnego życia, do wolności sumienia, zabrania zmuszania do poświęceń. Kwestia, czy zespół Downa jest przesłanką do aborcji pozostaje otwarta, można zastanawiać się, jak zmniejszyć ilość aborcji w tym przypadku. Jednym ze sposobów na zmniejszenie liczby aborcji powinna być edukacja w zakresie chorób genetycznych prowadzona w mediach, w poradniach genetycznych i w szkołach ponadgimnazjalnych, np: na przedmiotach "Zdrowie człowieka" oraz edukacja seksualna, które powinny zastąpić naukę religii. Katecheza w szkole ponadgimnazjalnej niczemu nie służy, bowiem młodzież jest już po bierzmowaniu, czyli jest dojrzała pod względem religijnym.
Po obu stronach jest sporo przekłamań i manipulacji - brakuje refleksji nad wydawałoby się sprzecznymi wartościami - dzieckiem i kobietą. Punktem wspólnym powinna być edukacja. Pro-life torpeduje edukację seksualną niezgodną z wolą kościoła. Kolejną rzeczą na którą powinny pochylić się obie strony to lista schorzeń płodu, przy których możliwa byłaby aborcja. Nie chcą jej obie strony. Zwolennicy kompromisu twierdzą, że odbierze ona kobiecie resztę praw, a pro-life, że pociągnie za sobą więcej dziecięcych ofiar. Tymczasem taka lista uporządkowałaby sytuację, ułatwiła pracę lekarzom i decyzję rodzicom, a także chroniłaby dzieci. Zdumiewające jest to, że nie ma woli wypracowania pakietu pomocy dla rodzin,w których żyją dzieci z chorobą genetyczną. Obie strony okopały się na swoich pozycjach, ubliżają sobie na wzajem, zarzucają nieuctwo, zamiast siąść i wypracować działania pomocowe, jak choćby system opieki nad takim dzieckiem, czy kwestię refundacji leczenia. Jak widać jest pole do współpracy. System pomocy byłby korzystny dla kobiet i dzieci. Jeżeli już zmieniać ustawę to jedynie przez dodanie zapisu o nieutrudnianiu do badań prenatalnych i ich finansowaniu przez NFZ oraz o darmowym leczeniu dziecka w okresie prenatalnym i szybkiej w miarę medycznej możliwości korekcie wad narządów po narodzinach.
Nie można usunąć zapisu o dopuszczalności aborcji z powodów genetycznych, ponieważ ustawodawca nie może aż tak ingerować w prywatność, zmuszać do poświęceń ponad siły. Wybór jest kwestią rodziców.
czwartek, 26 września 2013
Wrogi rodzinie - nowy totalitaryzm.
duplikacja twarzowoczaszkowa
Jak co roku jesteśmy skazani walkę o prawo do aborcji w przypadku nieodwracalnego uszkodzenia płodu.
Tym razem środowisko pro-life zebrało 400 podpisów pod projektem ustawy o usunięciu przesłanki aborcyjnej mówiącej o nieodwracalnym uszkodzeniu płodu. Pomysłodawcy argumentują swój projekt tym, że zabijane są najczęściej dzieci z zespołem Downa. Wsłuchując się w głosy obu stron, zauważyłam, że pojawia się w nich wiele nieścisłości. Chorób genetycznych jest mnóstwo i nie jest to tylko zespół Downa. Są o wiele poważniejsze wady, skutkujące szybką śmiercią dziecka lub niedającymi opisać się męczarniami. Przyjęcie ustawy oznaczałoby, że kobiety byłyby zmuszone rodzić dzieci, których życie zakończy się po kilku godzinach, nieraz narażając siebie na niebezpieczeństwo. Warto przypomnieć, że nie urodzenie dziecka , które umiera po kilku godzinach lub dniach to niesłychanie trudne przeżycie - dziecka nie ma, a kobieta musi przejść połóg, znosić widok lejącego się z piersi mleka, które nie będzie wykorzystane. W Polsce niewiele jest banków mleka kobiecego, do którego można by oddać mleko i w ten sposób pomóc innym dzieciom. Taka placówka funkcjonuje w Rudzie Śląskiej. Źródłem traumy jest oglądanie dziecka umierającego w męczarniach. Przytoczę dwie anonimowe historie z internetu

Wiesz co było potem? Może dochodzenie do siebie, wsparcie rodziny, znajomych, duchownych, ukojenie w wierze, w bogu? Prawie. Dziewczyna na koniec dowiedziała się, że nie dostanie rozgrzeszenia i grozi jej ekskomunika. Jestem niewierząca, ale rozumiem, jak ważny dla ludzi jest bóg, wiara, jej dogmaty. Wyobrażam sobie, co czuje kobieta, która zrobiła coś, by ratować swoje życie, a potem dowiedziała się, że zawiodła swojego boga tak bardzo, że czeka ją wykluczenie z kościoła. No ale jednak nie do końca, bo jeden ksiądz ją wykluczy, a inny może cofnąć tę klątwę. Nie potrafię znaleźć odpowiednich słów komentarza… Kobiecie świat wali się na głowę, po czym dowiaduje się o groźbie ekskomuniki, tyle że uzależnionej od widzimisię jakiegoś typa, który sam pewnie niejedno ma na sumieniu. I to on ma decydować, czy taką kobietę dobić, czy jej choć trochę ulżyć w cierpieniu. Wedle swojego kaprysu pan w sutannie decyduje, że nałoży ekskomunikę, bo ta kobieta lekką ręką zabiła swoje dziecko. Podoba się? Oklaski.
Ile kobiet podejmie decyzję donoszenia ciąży zagrażającej jej życiu tylko w obawie o swój dalszy los we wspólnocie kościelnej? Ile odmówi terminacji ze strachu przed reakcją otoczenia? Ile będzie zwlekać, wertując prawa kościelne i analizując, czy jej wolno zdecydować o swoim życiu i zdrowiu, czy jednak o tym zdecydował już jakiś tam papież po drodze w efekcie wątpliwego oświecenia tudzież w wyniku wyrachowanej kalkulacji?"
I było do 30. tygodnia ciąży. Okazało się, że dziecko ma wielowadzie. Testy genetyczne, amniopunkcja i wynik – zespół Patau, nierozwinięty dostatecznie mózg, dwie wady serca, brak lewej kończyny dolnej, rozszczep podniebienia, przepuklina oponowa i wielotorbielowatość nerek z nieprawidłowo wykształconym pęcherzem. Szanse przeżycia praktycznie zerowe – dziecko umrze w brzuchu lub nie przeżyje porodu. Jego serce biło, ale w każdej chwili mogło przestać. Otrzymałam wskazania do natychmiastowego zakończenia ciąży. Pojechałam do największej kliniki i co usłyszałam? Odmowę! W moim mieście są jeszcze dwa szpitale położnicze w których spotkało mnie to samo. Pozostało mi czekać na śmierć dziecka albo rozpoczęcie porodu. Od otrzymania wyniku minęły 2 tygodnie, a serce dziecka nadal biło. Wreszcie zaczął się poród. W szpitalu potraktowali mnie jak trędowatą. Urodziłam po 6 godzinach. I co widziałam? Jak dziecko umiera. Przeżyło poród, ale zaraz zaczęło się dusić. Spojrzałam. Wiem, że nigdy nie zapomnę tego widoku. Nie chcę tego opisywać... Dziecko żyło 10 godzin w potwornych męczarniach. I powiem teraz z pełną odpowiedzialnością, że cieszę się, że tak szybko umarło. A mogło być inaczej, gdyby lekarze nie odmówili wykonania zabiegu.
Obrońcy życia argumentują, że aborcja z powodów genetycznych przypomina hitlerowską eugenikę, że to mordowanie dzieci dlatego, że są podejrzane o chorobę. Ich zdaniem często okazuje się, że wyniki badań były błędne, że lekarze mylą się, a dzieci rodzą się zdrowe. Poza tym medycyna rozwija się i większość chorób można dzisiaj leczyć i nie wolno skazywać dzieci na śmierć. Kaja Gondek - katolicka celebrytka, znana z tego, że ma syna z zespołem Downa, jedna z pomysłodawczyń tego absurdalnego projektu twierdzi w wywiadzie z Frondą, że jest sprzeczność w twierdzeniu feministek, które nie zgadzają się na zmuszanie kobiet do rodzenia i wychowania dzieci chorych genetycznie, a które z drugiej strony podkreślają, że dzieci chore genetycznie szybko umierają i często nie dożywają porodu. Sprzeczności nie ma jeżeli rozumie się filozofię wyboru. Okrucieństwem jest zmuszanie kobiet do oglądania śmierci swojego chorego genetycznie dziecka, bez względu na to, czy umieranie trwa tydzień, czy rodzina musi zmagać się z chorobą, wegetacją i strasznym cierpieniem dziecka przez kilka lat. Czym innym jest sytuacja, kiedy choroba została wykryta po narodzinach i nie można było temu zapobiec. W przypadku chorób genetycznych wykrytych w okresie prenatalnym mamy możliwość zapobiegania cierpieniu, które jest sprzeczne z humanitaryzmem i ze zdrowym rozsądkiem.
Prawo do życia nie jest jedynie poglądem religijnym, jednakże tylko katolicy narzucają wszystkim swój światopogląd. Warto zauważyć, że twórcy poprawki w uzasadnieniu twierdzą, że owa poprawka nie spowoduje kosztów dla budżetu państwa. I to twierdzenie mówi wszystko o intencjach wnioskodawców - chodzi wyłącznie o wymuszenie narodzin ciężko uszkodzonych płodów, a ich utrzymaniem mają martwić się rodzice. Zauważmy, że obrońcy życia nie rozmawiają o wyższych zasiłkach, o systemie rehabilitacji, o kwestii darmowego leczenia, czy o pomocy w opiece nad dziećmi. Dopiero uwaga feministek, że w Polsce nie ma warunków do utrzymania dziecka, że pomoc państwa jest śmieszna, dwóch redaktorów Frondy stwierdziło, że trzeba rozmawiać o pomocy dla rodzin wychowujących dzieci z chorobami genetycznymi. Wnioskodawcy ograniczają się do paraliżowania pracy szpitali, w których została przeprowadzona aborcja,do prześladowania lekarzy i pisania głupkowatych ustaw naruszających godność rodzin. Żaden członek ich komitetu nie zaproponował politykom rozmów o wsparciu dla rodzin. Z resztą przyznają, że chodzi im wyłącznie o to,aby zmusić kobiety do rodzenia. Obrońcy życia stosują językową i obrazową manipulację - mówią o zabijaniu dzieci z zespołem Downa, ubolewają, że coraz mniej jest takich osób. Nie podejmują działań, które promowałyby wiedzę o tej chorobie, nie wspierają rodziców - nie wydali ani jednej broszurki, która wyjaśniałaby rodzicom chorobę, pokazywała co mogą osiągnąć chore dzieci. Napisanie broszurki wymagałoby pracy, szukania informacji, czasu, nie dawałoby stałej obecności w mediach. Krzyczeć i obrażać jest najłatwiej.
Aborcja jest tematem wygodnym, bo pozwala na zebranie głosów elektoratu. Znów kosztem cierpienia kobiet środowiska katolickie chcą zdobywać punkty w sondażu. Z jakiej racji posłowie, księża i różnej maści obrońcy życia mają decydować za rodziców co do losów uszkodzonego płodu? Obrońcy życia uważają, że ich ideologia powinna obowiązywać jako prawo, bo prawo do życia jest ponad religijne i obowiązuje wszystkich. Nie zauważają, że oprócz rodziców zadowolonych, że dali dzieciom umrzeć po narodzinach są jeszcze dramatyczne historie rodziców, którzy zdecydowali się na poród i przeżywają męki, muszą zmagać się z aparatem państwa, nie mają pieniędzy na leczenie dzieci i twierdzą, że gdyby wiedzieli o wadzie płodu, zdecydowaliby się na aborcję.
poniedziałek, 23 września 2013
Razem przeciw przemocy w szkole
Wysyłając swoje dziecko do szkoły chcemy mieć pewność, że jest bezpiecznej i w przyjaznej atmosferze zdobywa wiedzę i rozwija swoje zainteresowania. Niestety, bardzo często przychodzi do domu i zamiast o ocenach, lekcjach, koleżankach i kolegach, wycieczkach, czy grach na wychowaniu fizycznym dziecko mówi, że ktoś je pobił, wyzywał, wyśmiewał. Wielu z czytelników zapewne powie, że przezywanie, wyśmiewanie było w szkole od zarania dziejów,. Bójki też zdarzały się. To wszystko jest prawdą. Tyle, że w ostatnich latach dochodzi do eskalacji przemocy w szkole, a wyzwiska są najdelikatniejszą formą znęcania się jednego dziecka nad drugim. W szkołach coraz częściej dochodzi do niszczenia mienia, pobić, gwałtów, a nawet do prób duszenia. Przyczyny zjawiska nakreśliłam w poprzednim artykule. Ich wachlarz jest bardzo szeroki: od brutalizacji życia na problemach rodzinnych kończąc.
Relacja szkoła – rodzice.
Pedagodzy od kilku lat obserwują obserwują osłabienie relacji szkoła -rodzice. Coraz mniej rodziców uczestniczy w zebraniach, korzysta z możliwości porozmawiania z nauczycielami na dyżurach. O uczestnictwie rodziców w warsztatach organizowanych przez szkoły dotyczących przemocy, czy rozwijaniu talentu dzieci nie ma mowy. Jednocześnie nauczyciele obserwują bardzo niepokojący trend – podważania opinii nauczyciela w domu ucznia, określania nauczycieli niecenzuralnymi epitetami. Prowadzi do spadku autorytetu nauczyciela, ignorowania poleceń pracowników szkoły, poczucia bezkarności. Rodzice przekonani o tym, że ich dziecko niczego złego nie mogło zrobić, bo przecież w domu cały czas siedzi przy komputerze i jest spokojne lub spotyka się z przyjaciółmi, nie wyjaśniają sprawy w szkole, tylko w domu atakują nauczyciela, który napisał uwagę o niestosownym zachowaniu pociechy. Niestety postawa rodziców rozmija się z działaniami szkoły. Niektórzy rodzice posuwają się jeszcze dalej w ignorowaniu działań szkoły -nie reagują na wezwania do szkoły, nie stawiają się. Postawa, którą opisałam powyżej zdarza się coraz częściej, praktycznie w każdym zespole klasowym spotykamy się jednostkami, które nie współpracują ze szkołą. Najczęściej to dzieci rodziców, którzy nie czują potrzeby interesowania się postępami edukacyjnymi swoich pociech, sprawiają najwięcej problemów wychowawczych i są sprawcami przemocy wobec innych dzieci.
Jak poznać , że dziecko padło ofiarą przemocy w szkole?
Dziecko, które padło ofiarą przemocy nie chce iść do szkoły, cierpi na bóle brzucha, głowy. To bóle wynikające ze stresu i przeżywanej sytuacji. Dziecko doświadczyło przemocy w szkole nie chce wychodzić z domu, wraca ze szkoły okrężną drogą, ponieważ boi się, że spotka sprawców. Jeżeli pociecha wraca ze szkoły z sinikami i zadrapaniami to znak, że stało się coś bardzo złego i konieczna jest natychmiastowa reakcja rodziców. Sygnałem alarmowym powinny być zniszczone podręczniki, zgubienie przyporów szkolnych, prośba o pieniądze na drobne składki, gubienie pieniędzy. Uczeń, który jest ofiarą przemocy nie chce ćwiczyć na WF-ie, gdyż obawia się kpin i wyśmiewania. Malec, wobec którego w szkole stosowana jest przemoc budzi się w nocy, jest ciche lub wręcz przeciwnie wykazuje większą agresję w stosunku do rodzeństwa i rodziców, opuszcza się w nauce, ma problemy ze snem.
Z dzieckiem trzeba delikatnie porozmawiać. Musimy jako rodzice powstrzymać swoją złość, nie proponujmy naszemu dziecku, że samodzielnie wymierzymy sprawcy sprawiedliwość. Absolutnie nie wolno obwiniać dzieci, o to, że nie poradziły sobie z sytuacją. Najważniejsze jest wsparcie, przytulenie, zrozumienie bardzo trudnej sytuacji, w której znalazło się dziecko. Sytuację należy zgłosić do wychowawcy, pedagoga szkolnego, a w nawet zawiadomić dyrekcję, jeżeli akt przemocy był zagrożeniem dla zdrowia dziecka. Można również powiadomić MOPS , jeżeli rodzina sprawcy jest pod opieką tej instytucji. Pamiętajmy, że walka z przemocą jest długotrwała i należy współpracować ze szkołą. To nie prawda, że w szkołach nic nie robi się w sprawie przemocy. Są prowadzone programy i rozmowy z dziećmi. Skuteczność działań antyprzemocowych zależy od współpracy rodziców ze szkołą. Jeżeli nasze dziecko jest ofiarą gwałtu , pobicia, wymuszenia lub zostało zmuszone do zażycia narkotyków, nie wahajmy się i informujmy policję.
środa, 7 sierpnia 2013
Rozwój seksualności dzieci do 7 roku życia
Polskie media, kiedy usłyszały, że dziecko jest istotą seksualną wpadły w histerię. Na WHO spadły gromy i oskarżenia o seksualizację dzieci. W części polskiego społeczeństwa panuje przekonanie, że dzieci nie są istotami seksualnymi. Pogląd ten nie ma potwierdzenia naukowego. Psychologowie rozwojowi twierdzą, że człowiek rodzi się jako istota seksualna, a seksualność rozwija się etapami i jest związana z ogólnym rozwojem dziecka. W edukacji seksualnej ważne jest to, aby wiedza wyprzedzała doświadczenie dziecka. O miesiączce , czy antykoncepcji dziewczynka powinna widzieć przed rozpoczęciem miesiączkowania. Seksualności dziecka nie wolno oceniać z perspektywy dorosłego. Połączenie seksualności z innymi aspektami własnej osobowości, takimi jak rozwój poczucia własnej wartości, zdolności do życia w związkach, stanowi istotne, choć niełatwe zadanie dla młodych osób. Na wszystkie zmiany w rozwoju seksualnym mają wpływ także czynniki biologiczne, psychologiczne i społeczne.
Rozwój seksualności dziecka w pierwszych 6-ciu latach życia.
Pierwsze lata życia to okres wzmożonego rozwoju – dziecko poznaje świat, dźwięki, najbliższych, uczy się siedzieć, mówić, chodzić. Poznaje też swoje ciało, a co za tym idzie miejsca intymne. Już u niemowląt można zaobserwować erekcję lub nawilżenie pochwy – jest to znak, że narządy działają prawidłowo. Około 3-4 miesiąca życia maluszek odkrywa, że ma rączki i nóżki. Rodzice wiedzą, jak wspaniale dzieci potrafią się bawić rączkami i nóżkami. Około 8-11 miesiąca życia dzieci odkrywają narządy rodne i oczywiście poznają je przez dotykanie. W wieku ok 2 lat rodzice odkrywają zdumiewającą dla nich rzecz, że dziecko masturbuje się, to znaczy dotyka narządów rodnych. Dziecko odkrywa, że dotykanie miejsc intymnych jest przyjemne i daje uczucie odprężenia. Dziecko poznaje swoje ciało, uczy się jego reakcji. Dziecko często dotyka swoich miejsc intymnych rozmyślenie. Masturbacji dziecięcej nie towarzyszą fantazje erotyczne, ani orgazm. Problemem może być jedynie sytuacja, w której dziecko dotyka swoich narządów rodnych w miejscach publicznych. Wtedy rodzice powinni dziecku wytłumaczyć, że dotykanie siebie w przedszkolu, czy na placu zabaw jest do przyjęcia, należy wytyczyć granicę intymności. Nie wolno karać dziecka za takie zachowania, ani reagować lękiem, bowiem wytwarzamy w dziecku przekonanie, że dotykanie ciała i samo ciało jako takie jest czymś złym, co poważnie może zaburzać rozwój dziecka, powodować poczucie lęku, czy winy.
Dziecko 2-3 letnie zaczyna dostrzegać różnice w wyglądzie dziewczynek i chłopców, zadaje pytania na ten temat, pokazuje koleżankom i kolegom swoje ciało. Pojawia się tak zwana tożsamość płciowa. Jest to zupełnie naturalne, przez wzajemne porównanie dzieci poznają swoje ciała, lubią biegać na golasa,, podglądać starsze rodzeństwo i rodziców w toalecie. Obowiązkiem rodziców jest wytłumaczenie dziecku, że są miejsca, w których nie może biegać na golasa, np: przedszkole, wizyta u babci, podwórko. Warto tłumaczyć dziecko, kto może je oglądać nagie ciało a kto nie.,np: lekarz podczas badania widzi dziecko bez koszulki, a kolega z podwórka nie powinien oglądać nagiego ciała dziecka. Pokazywanie swojego ciała i podglądanie innych są wynikiem dziecięcej ciekawości i poznawania otoczenia poprzez własne obserwacje i eksperymenty. Dziecko w tym wieku zaczyna dostrzegać, że z dziewczynki wyrasta kobieta, a z chłopca mężczyzna. Już trzylatek może zadawać pytania o to skąd się wziął. Warto mówić prawdę, ale posługując się językiem zrozumiałym dla dziecka. Uczenie norm społecznych w tej kwestii jest rzeczą bardzo istotną, ma ogromny wpływ na poczucie bezpieczeństwa dziecka. Ważne jest również pamiętanie, że dziecko ma potrzebę kontaktu fizycznego i lubi być przytulane.
W wieku ok 4 lat pojawia się poczucie wstydu wiązane z nagością – dziecko nie chce już biegać po domu bez koszulki, chce samo korzystać z toalety i myć się – nie życzy sobie obecności osób trzecich w trakcie załatwiania potrzeb fizjologicznych. Dziecku cały czas warto wpajać, że sfera cielesna jest czymś dobrym, wartościowym, gdyż dzięki takiemu postawieniu sprawy dzieci łatwiej akceptują siebie i swoje ciało. Owocuje to tworzeniem w przyszłości związków opartych na zaufaniu, miłości oraz szacunku do siebie i drugiej osoby. Uczą się, że osoby dorosłe nie aprobują dotykania miejsc intymnych zwłaszcza w miejscach publicznych, pokazywania swoich narządów innym i podglądania. Poznawanie własnego ciała, nauka norm społecznych odbywa się poprzez zabawę, np w dom, czy „lekarza”. Dzieci wiedzą, że zawsze będą chłopcem lub dziewczynką, rozdzielają role społeczne charakterystyczne dla płci – dziewczynki częściej bawią się lalkami, kuchenkami, a chłopcy samochodami, żołnierzykami. Zarówno chłopcy jak i dziewczynki lubią rysować, układać klocki, wykonywać inne prace plastyczne.
Między 3 a 5 rokiem życia dziecko zaczyna dążyć do zbliżenia z rodzicem płci przeciwnej i "rywalizować" z rodzicem tej samej płci. To tzw. kompleks Edypa (w przypadku chłopców) i Elektry (w przypadku dziewczynek). Mali chłopcy pragną zawłaszczyć mamę dla siebie. Często deklarują "jak będę duży, to się z tobą ożenię". Małe dziewczynki z uwielbieniem wpatrują się w tatusia. Takie zachowania są normalne, ważne jednak, by rodzice umieli w bezpieczny sposób postawić dziecku granice.
W wieku przedszkolnym zawiązują się pierwsze przyjaźnie, a słowo „zakochanie”, że kogoś bardzo lubią. Dzieci są zakochane w rówieśniku, ale także w mamie, zwierzątku, czy zabawce. Nie ma to nic wspólnego z seksualnością.
Około 7 roku życia następuje okres uśpienia jeżeli chodzi o zainteresowania seksualnością, który trwa do początku okresu dojrzewania. Wynika to z wstydliwości i uczenia się zasad moralnych.
Z PRZEDSTAWIONYCH POWYŻEJ FAKTÓW ROZWOJOWYCH WYNIKA, ŻE EDUKACJĘ SEKSUALNĄ NALEŻY ZACZĄĆ JAK NAJWCZEŚNIEJ. Najpierw nauczycielami są rodzice. Dziecięca seksualność różni się od seksualności dorosłych. Dla małych dzieci charakterystyczne jest badanie siebie i rówieśników, radość z pokazywanego ciała lub późniejsze uczucie zawstydzenia. Edukacja seksualna w tej grupie wiekowej to nie przekazywanie informacji o seksie i chorobach wenerycznych, ale wspomaganie rozwoju zmysłów u dzieci, poczucia ciała, wyobrażeń o ciele, wzmacnianie pewności siebie oraz uczenie samostanowienia o sobie – dziecko będzie potrafiło zachowywać się stosownie do okoliczności.
W Polsce emocje budzi kwestia związków – prawicowe media podają, że proponowane przez WHO standardy dążą do zniszczenia rodziny, jako związku małżeńskiego mężczyzny i kobiety i do promocji homoseksualizmu. Oczywiście, nic bardziej błędnego. Autorzy wytycznych podkreślają, że „sposób, w jaki rodzice odnoszą się wzajemnie do siebie, jest dla dzieci żywym przykładem tego, jak funkcjonują związki. Rodzice stanowią także wzorce pełnienia ról płciowych oraz wyrażania emocji, seksualności i czułości.” 1
Widać wyraźnie, że WHO podkreśla wielką rolę rodziny w kształtowaniu prawidłowych postaw w zakresie tworzenia związków, pełnienia ról społeczno-płciowych, czy wyrażania emocji. Gdzie tutaj zagrożenie dla rodzinny? Doprawdy, nie wiem. Autorzy podkreślają, że edukacja seksualna ma wspomóc rodziców w wychowaniu pociech. Uważają, że zarówno rodzice, jak i nauczyciele powinni odpowiadać na pytania dziecka, językiem dostosowanym do wieku słuchacza, kształtować pozytywny obraz seksualności, bowiem dzięki temu rozwija się pozytywne nastawienie do własnego ciała, uczy się metod właściwego komunikowania się – dziecko nie nazywa wulgarnymi wyrazami narządów rodnych, bo zna właściwe określenia i wie, że jest to sfera delikatna i godna szacunku. Pozytywne nastawienie do sfery seksualnej otwiera drogę do uczenia małego człowieka, że istnieją indywidualne granice i zasady społeczne, które trzeba respektować – dziecko rozumie, że może dotknąć każdego, kogo chce. Co ważniejsze, dziecko uczy się, uświadamiania sobie , że ma prawo stawiać własne granic - może powiedzieć nie lub poprosić o pomoc. W tym rozumieniu edukacja seksualna jest również wychowaniem społecznym i przyczynia się do zapobiegania wykorzystywaniu seksualnemu. Inaczej mówiąc jest środkiem zapobiegawczym przeciwko pedofilii.
Edukacja seksualna nie ma w sobie demoralizującego. Fakt, że zwraca uwagę na przyjemność i bliskość w kontakcie fizycznym jest rzeczą oczywistą, w końcu miłość jest uczuciem przyjemnym, a ludzkie ciało nie może być postrzegane jako coś złego.
Subskrybuj:
Posty (Atom)