VigLink

Witam i zapraszam
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biskupi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biskupi. Pokaż wszystkie posty

sobota, 6 stycznia 2018

Doskonała wiadomość - Polacy odwracają się od kościoła.


Coraz mniej polskich katolików uczestniczy w niedzielnych mszach - wynika z najnowszych badań Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego. Od początku lat 80. odsetek dominicantes zmalał o około 20 punktów procentowych. W 2016 roku w niedzielnej Mszy Św. uczestniczyło 36,7 proc. zobowiązanych katolików, a do Komunii Świętej przystąpiło 16 proc. - informuje Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego. W stosunku do 2015 roku wskaźnik dominicantes (uczestniczących w niedzielnych mszach) jest niższy o 3,1 proc., a communicantes (przystępujących do komunii) - o 1 proc Kościół ma spory kłopot. Lata indoktrynacji religijnej w szkole, wszędobylska obecność kościoła dała efekt odwrotny od zakładanego- ludzie mają gdzieś Jezusa, świętych, modły i "kościelne miłosierdzie"- odwracają się od kościoła. Spadek o 3% uczestników mszy w ciągu roku jest znaczny i dobrze świadczy o Polakach- ludzie mądrzeją, nie dają się ogłupiać biskupom. Widzą, że kościół jedynie wyciera gębę Bogiem, a w rzeczywistości wprowadza podziały w społeczeństwie, prowadzi propagandę nienawiści wobec ateistów, osób homoseksualnych, dzieci z in vitro, kobiet stosujących antykoncepcję, par niesakramentalnych. Ludzie widzą, że kler pod przygrywką tajemnicy spowiedzi ukrywa pedofilię. Pracownicy kościoła zamieszani są w przekręty na nieruchomości. Obawiam się , że nawet wyjście ewangelizatorów na ulicę nie pomoże, a jeszcze bardziej wkurzy ludzi- społeczeństwo ma dosyć narzucania wiary i kościelnych zasad całej społeczności. Skutkiem religii jest odejście od kościoła młodzieży po bierzmowaniu- mają dość terroru,przymusu chodzenia do kościoła. Kościół nie kojarzy się z wiarą, Bogiem, ale z polityką, przymusem, żenującymi rytuałami, upokarzaniem, narzucaniem wizji życia. Współczesny człowiek pragnie wolności osobistej, a kościół wolność odbiera- każe podporządkować się swoim regułom, dusi wiernych. Mam nadzieję, ze politycy dostrzegą, że Polacy przestali być religijni i zaprzestaną dostosowywania prawa do nauczania biskupów. Powinni przywrócić dofinansowanie in vitro, antykoncepcję awaryjną bez recepty, wycofać religię ze szkół, księży ze szpitali, wojska, policji, zostawić ustawę antyaborcyjną w spokoju. Słaby wynik kościoła dziwi tym bardziej, że ponad połowa mediów jest katolicka, a TVP realizuję misję ochrony i promowania wartości chrześcijańskich. Rydzyk dostaje ogromne pieniądze na ewangelizację( różnie zwaną). Politycy biorą udział we wszystkich większych mszach, promują się dzięki religijności. Biskupi i politycy twierdzą, że katolicyzm jest częścią polskości, a bez religii katolickiej nie byłoby naszego kraju. Mam nadzieję, ze wraz z niechodzeniem do kościoła pójdzie w parze wypisywanie dzieci z religii i niechrzczenie maluszków. Dopiero to może sprawić, że kościół nabierze szacunku do Polaków, przestanie wprowadzać podziały i zajmie się duchowością, a nie utrudnianiem życia społeczeństwu. Bunt narodu przeciwko kościołowi jest faktem.

środa, 22 lipca 2015

Ekskomunikować 71% społeczeństwa


Biskupi od wielu lat straszyli ekskomuniką za in vitro. Ciekawa jestem, czy teraz kiedy ustawa została podpisana ekskomunikują Prezydenta, parlament, rodziny, które leczyły się metodą in vitro i zwolenników in vitro? 71% społeczeństwa popiera in vitro, więc skoro za samo popieranie in vitro grozi ekskomunika, to muszą ekskomunikować , tzn, wyrzucić poza wspólnotę kościoła 71% swoich wiernych. A kto będzie msze zamawiał, dawał datki?Ekskomunikowani posłowie nie będą tacy hojni i nie wyłożą kolejnych 20 milionów na Świątynię Opatrzności Bożej i ponad miliarda na katechezę. Zobaczymy, czy zwycięży nauka kościoła, moralność katolicka, czy kult pieniądza. Stawiam na zwycięstwo kasy. Za zarodki w azocie nowych limuzyn dla biskupów nie będzie. Wyrażam zgodę na ekskomunikowanie mnie za popieranie in vitro, związków partnerskich i antykoncepcji. Proszę o informacje jakie dane są potrzebne do ekskomuniki.Dostarczę je do biskupstwa na terenie Śląska. Akt ekskomuniki oprawię w ramkę i powieszę nad łóżkiem. Bycie poza kościołem to zaszczyt.Odzyskuje się wolność sumienia i godność. Nikt nie bredzi o grzesznikach, nie stara się zniszczyć poczucia wartości człowieka, nie wpędza w poczucie winy. To zdrowie dla psychiki.

Ustawa o leczeniu niepłodności podpisana. Wielkie święto wolności.


Zgadzam się z panią premier Ewą Kopacz, że ustawa o leczeniu niepłodności jest wielkim świętem wolności, nie nakazuje korzystania z niej i daje szansę dla 1,5 miliona par, które z różnych przyczyn nie mogą doczekać upragnionego maluszka. Pan prezydent słusznie zaznaczył, że nie może być strażnikiem sumień, jest prezydentem wszystkich Polaków niezależnie od ich światopoglądu, czy zaangażowania religijnego. Rację ma głowa państwa,mówiąc, że prawo nie może decydować o ludzkim sumieniu, niech osoby zainteresowane zdecydują , czy chcą leczyć się metodą in vitro, czy nie wyrażają zgody na taką ingerencję w rozród. Jak można było się spodziewać kościół katolicki i podległe mu media od razu wyraził swoje oburzenie. Panowie biskupi wydali kompromitujący ich dokument, w którym raczyli przypomnieć, że od lat głoszą następujące idiotyzmy;" prawo do życia i do integralności fizycznej każdej istoty ludzkiej od poczęcia aż do naturalnej śmierci; b) jedność małżeństwa, pociągającą za sobą wzajemne poszanowanie prawa małżonków do stania się ojcem i matką wyłącznie dzięki sobie; c) specyficznie ludzkie wartości płciowości, które «wymagają, by przekazanie życia osobie ludzkiej nastąpiło jako owoc właściwego aktu małżeńskiego, aktu miłości między małżonkami». Techniki przedstawiane jako pomoc do przekazywania życia «nie dlatego są do odrzucenia, że są sztuczne. Jako takie świadczą o możliwościach sztuki medycznej, jednak powinno się je oceniać pod kątem moralnym w odniesieniu do godności osoby ludzkiej, wezwanej do realizacji powołania Bożego, w darze miłości i w darze z życia»." Wszyscy doskonale wiemy, że polski episkopat ma nadzwyczajne trudności w czytaniu ze zrozumieniem. Ustawa zabrania niszczenia zarodków zdolnych do prawidłowego rozwoju i przewiduje za to kary, więc chroni integralność fizyczną. Poza tym 5-8 komórkowy zarodek nie jest jeszcze istotą ludzką, a jedynie materiałem genetycznym, zalążkiem człowieka, który jest bardzo cenny dla rodziców od lat starających się o dziecko.Dopiero po przeniesieniu do macicy, o ile zacznie rozwijać się, stanie się człowiekiem. In vitro nie stoi w opozycji do aktu seksualnego - para przystępująca do in vitro nie może naturalnie, "akcie małżeńskim" zajść w ciążę. Odmawianie ludziom prawa do szczęścia dlatego, że są niepłodni i udaje się im począć dziecka zgodnie z "instrukcjami" kościoła jest niehumanitarne, sprzeczne z miłosierdziem i współczuciem. Dla kościoła właściwym aktem małżeńskim jest nawet gwałt w małżeństwie, byleby doszło do penetracji. Biskupi katoliccy znani z obsesji seksualnej, są wręcz opętani seksem. Słuchając ich donosi się wrażenie, że ich fascynacja seksem przechodzi wszelkie granice. W końcu zakazany owoc kusi i najlepiej smakuje. Nie mają możliwości prowadzenia życia seksualnego, gdyż przynajmniej w teorii są objęci celibatem, więc wyładowują swoją frustrację krzycząc o jakiś zakazach i wtrącając się w pożycie intymne wiernych. Chyba potrzebują terapii u seksuologa. Biskupi panoszą i uzurpują sobie prawo do bycia jedynym autorytetem moralnym i jedynym źródłem moralności. O hipokryzji tej uzurpacji pisałem wielokrotnie. In vitro nie jest ideologią, ani religią -teorie o powołaniu bożym są po prostu śmieszne. Zgodnie z biologią do powołania nowego życia potrzebne są dwie komórki: plemnik i komórka jajowa. Żadnego Boga nie ma w akcie powstania ludzkiego życia. Dziecko poczęte w in vito jest poczęte z miłości, jest wyczekiwane, kochane, upragnione. Niesprawiedliwe i krzywdzące są tezy biskupów , że poczęcie in vitro jest poczęciem bez miłości. Nikt biskupom nie dał prawa do ocenia związków innych ludzi. Niech zajmą się problemami swoich pracowników w sferze seksualnej, łamaniem celibatu, niepłaceniem alimentów, pedofilią i raz na zawsze odczepią się od życia seksualnego wiernych. Pan Prezydent przypomniał w liście od pana Gądeckiego o autonomii państwa i kościoła, o której biskupi notorycznie zapominają."Zadaniem Prezydenta jako głowy państwa jest troszczyć się o wszystkich obywateli, bez względu na ich światopogląd czy wyznanie, godzić skrajne stanowiska i dbać o wypracowywany w Sejmie konsensus". W liście Prezydent podkreśla, że ustawa zakazuje niszczenia zarodków,klonowania, wyboru płci. Warto podkreślić słowa Prezydenta, że jest Prezydentem wszystkich Polaków. Biskupi nie mają prawa narzucać swojego zdania, straszyć polityków, grozić. Opinia publiczna zdążyła już przyzwyczaić się do głupot opowiadanych przez stronę kościelną o selektywnych aborcjach, mrożeniu ludzi, eugenice. Niezawodny komentator katolicki, redaktor Terlikowski wyrzucił polityków ,którzy głosowali za in vitro i Prezydenta poza kościół przypominając ostrzeżenia biskupów. W Konstytucji są dokładnie wymienione obowiązki głowy państwa i parlamentarzystów i nie ma tam słowa o tym, że mają przestrzegać nauczania kościoła. Fakt,że ktoś jest katolikiem nie oznacza, że ma we wszystkim zgadzać się z biskupami i narzucać swoją wolę innym. In vitro popiera 71%katolików. Warto zauważyć, że jedynie przedstawiciele kościoła katolickiego kłamią w żywe oczy na temat in vitro, oczerniają rodziny. Kościół ewangelicki uznaje, że in vitro jest metodą godną i powinno być finansowane przez państwo, wspiera niepłodne pary. Politycy katoliccy uważają, że obecna ustawa o in vitro nie jest kompromisem. W ich opinii kompromisem byłaby wtedy gdyby zakazano tworzenia dodatkowych zarodków,mrożenia zarodków, gdyby mogły z niej korzystać jedynie małżeństwa. Kompromisem byłaby wtedy udało się zmniejszyć jej skuteczność i nie byłaby zagrożeniem dla napro-cudów. W sprzeciwie środowisk kościelnych chodzi o interesy napro-klinik, które nie są w stanie pomóc pacjentom - mogą jedynie uregulować cykl i wyleczyć tarczycę. Owe kliniki znajdują się przy największych centrach pielgrzymkowych i katedrach- są to interesy kościoła. Genialnym pod względem logistycznym posunięciem pana Komorowskiego jest podpisanie ustawy i skierowanie jednego przepisu do Trybunału Konstytucyjnego - dzięki temu zamknął możliwość demolowania ustawy przez jego następcę i zapewnił niepłodnym parom możliwość skutecznego leczenia.

niedziela, 28 czerwca 2015

In vitro- wielka porażka kościoła


Dzień 25 czerwca 2015 roku przejdzie do historii polskiej demokracji. Polski Sejm przyjął ustawę o in vitro. Można by napisać, że przyjęcie ustawy to zadanie Sejmu, więc nie stało się nic nadzwyczajnego. W tym przypadku stała się rzecz nie bywała - posłowie przyjęli ustawę, która nie podobała się biskupom i za która grozi kara ekskomuniki - postawienia się poza kościołem i niemożności przyjmowania komunii świętej. Czytelnicy, którzy śledzili losy ustawy doskonale pamiętają, że biskupi i podległe im organizacje świeckich katolików, takie jak: Forum Kobiet Polskich (ładniejsza wersja Młodzieży Wszechpolskiej), różne bractwa katolickich rycerzy, Krucjata Różańcowa i Fundacja Pro -Prawo do Życia od lat zastraszały Polaków i posłów, groziły , obrażały rodziców i dzieci poczęte z in vitro. Biskupi usiłowali wymusić na posłach posłuszeństwo i akceptację ich chorych, pozbawionych jakikolwiek racji wymysłów. Uznali, że w kwestii moralności nie ma kompromisów - posłowie mają uchwalać prawo pod dyktando znawców moralności- episkopatu. Chcieli nam na siłę wprowadzić katolicki raj polegający na ochronie każdej zapłodnionej komórki jajowej, bez względu na to, czy zarodek jest prawidłowy, czy chory. Roztaczali wizję eugeniki, mordowania zarodków, domagali się, aby wszczepiać każdy zarodek.Zastanawiam się po co wszczepiać kobiecie zarodek chory lub zdeformowany? Po to, aby nastąpiło poronienie? Bywa, że pary, które decydują się na in vitro mają za sobą kilka poronień, których przyczyną były wady zarodków. Mają więc święte i niepodlegające dyskusji prawo do zdrowego dziecka. Narażanie kobiety, która od kilku lat stara się o dziecko na poronienie tylko z powodu niedouczenia biskupów i ich zarodkowej obsesji jest odrażające , nieetyczne i mija się z celem. PiS już zapowiada, że po wygranych wyborach zmieni ustawę,tak aby zakazać mrożenia zarodków i in vitro dla wolnych związków. Doprowadzi to jedynie do spadku efektywności. O to kościołowi chodzi- aby in vitro przestało być skuteczne, a pary zgłaszały się do poradni napro-cudów i tam zostawiały pieniądze. Episkopat uroił sobie, że w kwestiach moralności jest największym znawcą i ma prawo żądać respektowania jego zasad. Panowie w sutannach bredzą,że in vitro depcze ludzką godność, o zabijaniu ludzi. Pan Kloch uznał, że posłowie są winni biskupom posłuszeństwo i mają kierować się myśleniem katolickim. Bawią mnie stwierdzenia, że poseł, który przyznaje się do wyznawania religii katolickiej ma być posłuszny biskupom. Konstytucja i konkordat jasno rozgraniczają sferę polityki od sfery religijnej. Biskupi swoimi żądaniami łamią nie tylko Konstytucję (na której przestrzeganiu im nie zależy), ale także postępują wbrew zapisom konkordatu, co jest niewątpliwym skandalem. Religia katolicka w Polsce ma charakter polityczny i służy ograniczaniu praw obywatelskich pod pozorem prawa bożego (czytaj: przyjmowania dyktatu biskupów). Moralność w kościele katolickim oznacza dostosowywanie prawa do wymogów kościoła. Hierarchię najbardziej zabolał fakt, że większość parlamentarna zignorowała głos biskupów. Jeden jedyny raz rację ma ks. Oko - posłowie powiedzieli, że głos biskupów nic dla nich nie znaczy. W przeciwieństwie do ks. Oko nie ubolewam nad tym, a bardzo cieszę się z faktu, że posłowie nie dali się szantażować nauczaniem JPII i prawem bożym. W końcu z jakiej racji o polskim prawie ma decydować papieskie nauczanie i głos biskupów? Podstawą prawa jest Konstytucja , a nie papieskie encykliki. Rację ma poseł Rozenek mówiąc,że prawo powinno być tworzone dla wszystkich, a nie wyłącznie pod ideologię kościoła. Warto zaznaczyć, że wszystkie informacje kościelne o in vitro oparte są na kłamstwie i braku szacunku dla rodziców i dzieci. Niestety, w Polsce przestępstwem jest jedynie obraza uczuć religijnych, a nie obraza godności każdego człowieka lub grupy ludzi. Tak więc biskupi, księża i ich usłużne im media nadal mogą obrażać rodziny, które skorzystały z in vitro, personel medyczny. Brakuje w nowej ustawie kar za takie zachowania. Ten sam ciąg bzdur o wylewaniu zarodków do kanalizacji, o eugenice, o samogwałcie powtarzany jest od lat. Kościół katolicki domaga się od posłów osobistego upokorzenia przed biskupami- przyznania, że popełnili grzech ciężki i pokuty. Jest to zachowanie chamskie, żenujące, uwłaczające godności kościoła. Szantażowanie jakąś tak komunią- ludzie żyjemy w XXI wieku i doskonale wiemy, że nie ma czegoś takiego jak obecność Chrystusa w opłatku. Odsyłam do historii- bajka o przeistoczeniu w opłatku została zatwierdzona w VIII wieku na II soborze w Nicei. Nie ma nic wspólnego z Biblią, jest kolejnym kłamstwem papiestwa. Sama komunia jest niewiele warta. Więcej warte jest szczęście dwojga ludzi, którzy w końcu po latach cierpień doczekali się upragnionego bobaska.Kościół naprawdę nie ma żadnych argumentów przeciw in vitro. Nawet zastraszanie chorobami płodu jest niepoważne, ponieważ odsetek wad jest nieznaczny i nie wynika z procedury, a z choroby i wieku rodziców, ewentualnie predyspozycji genetycznych. Kościół notorycznie powtarza obraźliwą dla ludzi tezę, że dziecko z in vitro jest produktem technicznym i nie powstało z miłości rodziców. Pytam- kto dał tym gościom prawo do oceniania ludzkiej miłości, do oceniania osób, których nie znają. Trzeba wiele miłości , aby przejść leczenie niepłodności, aby stawić czoła przeciwieństwom losu i znaleźć w sobie siłę do walki o dziecko. Dla kościoła godne poczęcie jest wtedy, kiedy nastąpił stosunek - nieważne czy w małżeńskim łożu, na zakraplanej imprezie , czy był to gwałt. Najważniejsze, aby penis został włożony do pochwy, to wtedy jest poczęcie z miłości. Ludzie, którzy nie mogą mieć naturalnie dzieci, na pewno wiele razy próbowali w tradycyjny sposób. Na szczęście dzisiaj medycyna może im pomóc. Jedyny problem w polskiej medycynie, zwłaszcza dotyczącej rozrodu, stanowią biskupi, którzy uważają się za znawców i moralistów. Szkoda moich nerwów, dlatego oszczędzę sobie dalszego przytaczania słów biskupów, w myśl zasady , że głupoty nie należy promować. Warto przypomnieć, że napro-cuda nie są uznaną metodą, ponieważ nie ma poprawnie przeprowadzonych badań naukowych potwierdzających ich skuteczność. Zapewnienia kościoła i jego sługusów to za mało dla medycznego świata.

czwartek, 21 maja 2015

POLSKA REPUBLIKA WYZNANIOWA


Tytuł postu zaczerpnęłam z pomysłu z pomysłu bliskiego współpracownika kandydata ANDRZEJA DUDY, pana posła PiS Krzysztofa Szczerskiego.Już sam pomysł Polski wyznaniowej budzi przerażenie, niestety jeszcze gorsze są szczegóły pomysłu. "Republika wyznaniowa to formuła znana szerzej w postaci republiki islamskiej. Szczerski modyfikuje ją w ten sposób, że miałaby to być republika katolicka. Narzędziem służącym zaprowadzeniu tej odmiany państwa wyznaniowego ma być, według postulatów Szczerskiego, dyktatura. Konkretnie: "dyktatura Ewangelii". Albowiem w Polsce "nadszedł czas rewolucji fundamentalistycznej". Konkretnie oznacza to np. oddanie biskupom bezpośredniego wpływu na władzę ustawodawczą ("należy przekształcić izbę wyższą parlamentu w reprezentację osób zaufania publicznego, w tym przedstawicieli Kościołów chrześcijańskich z dominującą reprezentacją Episkopatu Kościoła katolickiego"). A ponadto "należy przeprowadzić konsekwentną reformę prawa - w tym kodeksowego, które zaczęłoby egzekwować wartości wynikające z katalogu cnót chrześcijańskich". W ten sposób Polska stworzy oryginalny system, w którym "to, co niemoralne, jest karalne". A niemoralne jest to, co niezgodne z doktryną katolicką. Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,75968,17941530,Wybory_prezydenckie__Polska_jako_republika_wyznaniowa_.html#ixzz3alLRBq8O Tłumaczyć za wiele nie trzeba. PiS dąży do wprowadzenia dyktatury Ewangelii - rewolucji fundamentalistycznej, to znaczy wprowadzenia do prawa zapisów doktryny katolickiej. Nie kryją, że chcą stworzyć Iran w wersji katolickiej, co oznacza, że nie będzie wolności słowa i sztuki, nie będą dostępne środki antykoncepcyjne i pigułka "po" - zapowiadał to wcześniej poseł Błaszczak. Można spodziewać zerwania konwencji antyprzemocowej, która zdaniem PiS-u godzi w rodzinę i religię. O in vitro będziemy mogli tylko pomarzyć, za zapłodnienie in vitro PiS zamierza odbierać lekarzom prawo do wykonywania zawodu. Czeka nas całkowity zakaz aborcji, matura z religii, kary za zdrady i seks przedmałżeński. Niepokojąca jest chęć oddania władzy biskupom, którzy już dziś dyktują ustawy i straszą posłów niemożliwością połykania opłatka w kształcie kółeczka. Władza Dudy i PiS-u oznacza narzucenie wszystkim katolicyzmu. Duda nie ma pojęcia o gospodarce, jego pomysły wyśmiewają eksperci. Rację mają ludzie kultury, tacy jak aktor Jacek Poniedziałek, który napisał "Duda to Kaczyński, a Kaczyński to smoleńskie szaleństwo, władza Rydzyka i księdza Oko, katolicki skansen w stylu Iranu, niszczenie wolności mediów i wolności tworzenia, wolności osobistej, obyczajowe średniowiecze, zakwestionowanie teorii Darwina i nauczanie w szkołach kreacjonizmu, wyrzucanie Gombrowicza z kanonu lektur i jeszcze więcej upiornych pomników JP2, nowy obowiązek mundurkowy w szkołach, cenzura wystaw i spektakli itd. Fikcja? To było 10 lat temu za rządów PiSu. Chcemy znów wojny ideologicznej". Jestem w stanie zrozumieć zarzuty pod adresem Komorowskiego, że za mało było otwarcia na młodzież, że nie pochylił się nad problemem emigracji i podpisał ustawę o poniesieniu wieku emerytalnego. Jednakże w obliczu zagrożenia wolności obywatelskich, wolności tworzenia, czyli fundamentów demokracji przez katolicki ekstremizm, uważam, że nie ma innego wyjścia i trzeba głosować na Prezydenta Komorowskiego. To ostatnia zapora przed dyktaturą katolicką. Jeżeli nie chcemy obudzić w kraju, gdzie w Senacie będą zasiadali biskupi, w kraju "dyktatury ewangelii" to trzema postawić tamę zapędom i zagłosować na spokój, umiarkowanie oraz przewidywalność. Prezydent nie jest od rozwiązywania problemów 6-latków w szkołach, od decydowania o okręgach wyborczych, ale jest strażnikiem suwerenności państwa, polityki zagranicznej i wolności obywatelskich. Suwerenność jest zagrożona.

poniedziałek, 30 czerwca 2014

Kościół wrogiem wolności słowa


W Polsce 25 lat po przewrocie, po zmianie systemu wolność słowa ustępuje wobec nagonki fanatycznych katolików i terroru uczuć religijnych. Warto przypomnieć, ze wolność słowa to podstawa funkcjonowania państwa, demokratycznego społeczeństwa i jest wartością konstytucyjną. Niestety, w naszym kraju rośnie wpływ kościoła i niedouczonych, ale rządnych władzy biskupów, którzy zastraszają społeczeństwo i wyzywają do protestów i pogardy bez większego powodu. Fanatycy, nie mający pojęcia o czym jest "Golgota Picnic " wymuszają na władzach teatrów wstrzymywanie odczytywania. Są to bojówki biskupie - ludzie pozbawieni zdolności oceny dzieła sztuki i rzeczywistości, nasłani przez biskupów i media w rodzaju Frondy. Ludzie oszukani, na których instynktach i chcę wierzyć, że autentycznej wierze przeprowadza się politykę dalszej katolizacji kraju i pozbawiania obywateli praw obywatelskich. Spektakl nie mógł obrażać uczuć religijnych i postaci Chrystusa, ponieważ był przeznaczony dla widzów, którzy wykupili bilety, a więc osób dorosłych, którzy mają prawo do oglądania tego czego chcą. Katolicy odbierają innym wolność uczestnictwa w życiu kulturalnym. Biskupi domagają się cenzurowania sztuki, bełkoczą coś o chrześcijańskim i narodowym charakterze sztuki, o obowiązku przeciwstawiania się bluźniercom obrażającym Jezuska i jego mękę. Jakim prawem ogranicza się obywatelom wolność? Jako wolny człowiek mam prawo powiedzieć, że mam gdzieś uczucia religijne, postać faceta żyjącego 2000 lat temu, uważam, że obraźliwym dla ludzkiego intelektu jest pogląd jakoby Chrystus oddał życie za grzechy każdego człowieka i zastraszanie tym dzieci. Trzeba jasno powiedzieć, że biskupi wzywający do bojkotu przedstawiania, zastraszający władze świeckie są najgorszymi wrogami Polski. Dziś znów musimy walczyć o wolność słowa i artystycznego wyrazu, tylko, że tym razem naszym wrogiem nie jest mocarstwo, ale kościół katolicki, który ogranicza ludziom wolność z powodu obrażania uczuć religijnych, podburza i antagonizuje społeczeństwo, uważa się za moralny wzór, chociaż tak naprawdę jest siedliskiem zła i hipokryzji. Źle dzieje się - kolejne teatry z powodu szantażu bojówkarzy, kiboli, nawiedzonych fanatyków odwołują "Golgota Picnic". Uległy śląskie teatry. Ogranicza się ludziom dostęp do kultury, zarzyna niczym bydło wolność słowa i sztuki. Dość terroru fanatyków i katolickiego sumienia, które zagrażają wolności słowa i sztuki oraz konstytucyjnemu prawo do odbioru wolnej sztuki i swobód obywatelskich. Pora naprawdę walczyć o wolność, tym razem, po 25 latach od przełomu, wrogiem społeczeństwa jest KOŚCIÓŁ KATOLICKI, który dąży do zniewolenia państwa i ograniczenia praw obywatelskich. Nie chcę pieprzonego, kościółkowego zbawienia, nie chcę, aby ktoś decydował, co mam oglądać, jak żyć, chcę wolności w życiu prywatnym, w odbiorze dóbr kultury, w oświacie. Jak katolikom sztuka nie podoba się, nie muszą oglądać - mają wybór, którego zakazują innym. Katolicyzm i ten cały Chrystus to jakieś słabe opoki skoro może je obrazić jedno przedstawie. Wolność słowa jest konstytucyjną wartością, tak samo jak wolność wyznania. Społeczeństwo nie zabrania katolikom wolności wyznania, paradujecie sobie w idiotycznych procesjach, to dlaczego zabraniacie innym brać udział w wydarzeniach, w które chcą zobaczyć? Obywatele, którzy nie chcą kościelnej wizji świata mają prawo do swojego osądu i w demokratycznym kraju mogą oglądać przedstawienia jakie chcą. Nie ma zgody na kościelną cenzurę, na powrót cenzury. Denerwuje to, że nawet policja boi się skrajnych katolików i biskupów, a dyrektorzy teatrów przerywają lub odwołują przedstawienie. Rząd nie reaguje - jest zajęty nieistotną aferą taśmową, nie dostrzega, że w kraju rozbuchani biskupi atakują prawa obywatelskie i wolność społeczeństwa. Skrajne organizacje katolickie, których członkowie nawet nie przeczytali tekstu sztuki donoszą do prokuratury o obrazę uczuć religijnych. Donoszą na "Gazetę Wyborczą" za to, że opublikowała tekst sztuki. Dla myślącego człowieka jest czymś oczywistym niewypowiadanie się na temat dzieła, którego nie zna. Niekatolicy są w Polsce prześladowani, odmawia się im prawa nawet prawa do wyboru przedstawienia teatralnego i to pod płaszczykiem ochrony religii katolickiej i postaci Jezuska. Oglądałam zdjęcia z protestów katolików - powiem szczerze, jestem zażenowana. Zastanawiam się, jak dorośli ludzie mogą tak ośmieszać się - klękać na chodniku, unosić ręce,śpiewać żałosne religijne pieśni i w tym samym momencie obrażać innych? Jaki przekaz o Polsce i Polakach idzie w świat?- Polacy to ludzie naiwni, bez umiejętności oceny rzeczywistości, podatni na wpływy biskupów, którzy dają się prowadzić niczym krowa na rzeź. Polacy to naród śmieszny, który ośmiesza się w obronie postaci żyjącej 2000 lat temu. Żaden z protestujących nie potrafił powiedzieć o czym jest sztuka, krzyczeli jedynie slogany o bluźnierstwie, o lewactwie, pedałach, o Polsce katolickiej. Nie możemy zgodzić się na cenzurę, na łamanie prawa w imię religii, nie możemy pozwolić na to, aby kościół nadal rządził i poróżniał społeczeństwo, aby dyktował, co jest dobre, a co złe. Przeciwnik jest trudny, ale trzeba podjąć z nim walkę, dopóki mamy jeszcze jakieś prawa. Dziś upominamy się nie tylko o jedno przedstawienie, ale przede wszystkim o wolność sumienia (każdego nie tylko skrajnie katolickiego), o wolność osobistą, w wolny kraj i wolną sztukę. Nie chcemy oglądać jedynie jasełek, chcemy mieć prawo do sztuki, która pokazuje różne aspekty rzeczywistości, nawet jeżeli bluźni przeciw kościołowi i dogmatom. Chcemy mieć prawo do oceny sztuki. Nie życzymy sobie, aby biskupi wtykali swoje łapska w sztukę, w prawo, w medycynę i w oświatę. Społeczeństwo musi podnieść się z kolan i już w wyborach samorządowych wybrać ludzi, którzy nie boją się proboszcza i zachowają niezależności w stosunku do kościoła. Przydałoby się, aby środowiska postępowe zaczęły zakłócać procesję bożego ciała za zaśmiecanie ulic, tworzenie hałasu i tamowanie ruchu ulicznego oraz pilegrzymki - za stwarzanie zagrożenie drogowego i obrażanie inteligencji. Na szczęście dla fanatyków, środowiska postępowe szanują każdego człowieka i nie narzucają swojej wizji świata. Nie zniżamy się do poziomu biskupów, aby obrażać ludzi, mówić , co mają oglądać, nie nawołujemy do łamania prawa w imię jakiegoś bożego prawa (tak naprawdę prawa kościoła i jego dogmatów). Tym razem mamy dość ograniczania praw obywatelskich. Nie chcemy żyć w państwie wyznaniowym. Biskupi i organizacje im podległe chcą wprowadzić szariat po katolicku. Za niedługo i w Polsce będą kamieniować za zmianę religii, stosowanie antykoncepcji i niedochowanie cnoty do ślubu. Musimy powiedzieć STOP i bronić naszej demokracji, pomimo obecności w Sejmie tworu w postaci Zespołu d/s Przeciwdziałania Ateizacji. Dość pseduwolności religijnej, która ogranicza prawa obywatelom.

poniedziałek, 24 lutego 2014

Biskupi chcą większej śmiertelności noworodków


Przez ostatni tydzień media interesowały się wyłącznie Ukrainą. Sąsiad sobie poradzi, dokona swoich wyborów, a Polacy w końcu powinni wrócić do polskiej rzeczywistości. Przy okazji medialnego szumu o Ukrainie umknęło mediom coś bardzo ważnego, coś co będzie miało wpływ na zdrowie kobiet, przyszłych matek i noworodków. Media pominęły stanowisko biskupów odnośnie klauzuli sumienia, które jest polemiką z listopadową krytyką nadużywania klauzuli sumienia wypowiedzianą przez naukowców z PAN. Należało spodziewać się, że panowie biskupi znów odegrają znających się na ciąży, chorobach płodu, chorobach kobiecego układu rozrodczego mędrców. Biskupi jak zwykle nie zrozumieli treści stanowiska PAN. Uznali, że prawo do wolności religijnej lekarza jest najważniejszym prawem człowieka, fundamentem ludzkiej godności. Stwierdzili, że lekarz -katolik może odmówić nie tylko wykonania aborcji, ale także wypisania antykoncepcji, wydania skierowania na badania prenatalne i opinii o stanie zdrowia płodu. Zdaniem "uczonych biskupów" skierowanie na badania prenatalne to wstęp do aborcji, do zniszczenia dobra. Lekarz, o dziwo, może poinformować pacjentkę, że stan dziecka nie rokuje dobrze, ale nie może wydać zaświadczenia, bo kobieta może je wykorzystać w niecnym celu i domagać się przerwania ciąży. Antyaborcyjna obsesja Kościoła przestaje być zabawna. Robi się wręcz niebezpieczna dla kobiet i dzieci.Trzeba zaznaczyć, że PAN nie odmawia lekarzom prawa do sprzeciwu sumienia wobec aborcji, tyle, że ogranicza to uczestnictwa lub asystowaniu przy zabiegu. Zdaniem PAN klauzula sumienia nie obowiązuje w przypadku badań prenatalnych i wydania zaświadczeń, bowiem nie jest procedura aborcyjna. Nie trzeba być lekarzem, aby stwierdzić, że badanie prenatalne i wydanie zaświadczenie to nie aborcja. Jednak zdaniem naszych biskupów lekarz -katolik powinien odmawiać tego typu świadczeń, bowiem są one wstępem do niszczenia dobra, jakim jest życie poczęte. Biskupi, jak to mają w zwyczaju, specjalnej wiedzy na tematy, na temat których wypowiadają się , nie posiadają, natomiast uważają, że zawsze mają rację i mają prawo do narzucania swoich opinii. Nie dociera do nich, że badania prenatalne pozwalają ratować większość dzieci, pozwalają na przeprowadzenie operacji wewnątrzmacicznych, dają możliwość przygotowania zaplecza medycznego dla ratowania życia chorego noworodka. Postulat biskupów, aby lekarze odmawiali skierowań na badania prenatalne JEST ZAGROŻENIEM DLA ŻYCIA NOWORODKÓW I DOPROWADZI DO WIĘKSZEJ ŚMIERTELNOŚCI NAJMNIEJSZYCH DZIECI. Biskupi pochylili głowy nad losem abortowanych, ciężko uszkodzonych płodów. Uznali, że to wina badań prenatalnych, w związku z tym lekarz-katolik musi odmawiać skierowań. W końcu najważniejsze jest życie poczęte, a to, że dziecko umrze po porodzie nie ma znaczenia. Po porodzie może, ważne, żeby sumienie lekarza -katolika było spokojne i niezakłócone wyrzutami sumienia o aborcję. Katolickim duchownym teoretycznie chodzi o dobro poczętych dzieci. Ubolewają nad tym, że nie chroni się ich prawa do życia. Swój sprzeciw wobec badań prenatalnych motywują legalną aborcją. Nie interesuje ich co stanie się z dziećmi po porodzie, ile czasu stracą lekarze na badania, ile maluchów umrze, bo nie było wcześniej zdiagnozowanych. Biskupów nie specjalnie obchodzi los rodzin, które opiekują się dziećmi chorymi genetycznie. Nie zastanowią się nad cierpieniem rodziców, rodzeństwa i chorego dziecka. Nie interesuje ich, czy rodzice mają pieniądze na leki, operacje i rehabilitacje. Z okien biskupich pałaców nie widać rozpaczliwej sytuacji rodzin i można opowiadać bajki o prawie do życia. Stanowisko biskupów zagraża bezpieczeństwu noworodków i ciężarnych kobiet. Pod pretekstem obrony wolności sumienia i prawa do wyznawania religii, biskupi chcą ograniczyć prawa rodziców do informacji o zdrowiu dziecka, o decydowania o leczeniu. Chcą także ograniczyć prawa kobiet do opieki medycznej w czasie ciąży. Myślę, że warto mówić o tym głośno - panowie biskupi CHCĄ WIĘKSZEJ ŚMIERTELNOŚCI NOWORODKÓW. Nie zależy im na ochronie życia. Nie możemy ciągle chodzić obok biskupów na palcach i bić im pokłonów, nie możemy przyzwalać na bezprawne panoszenie się i narzucanie kościelnych urojeń kolejnym środowiskom zawodowym. Owszem, prawo do światopoglądu , wolność wyznania są prawami człowieka, ale są tylko jednym z wielu praw człowieka. Prawem najważniejszym jest prawo do zdrowia, życia i opieki medycznej. Biskupi terroryzują społeczeństwo wolnością sumienia. Warto zastanowić się, co odmawianie prawa do badań prenatalnych ma wspólnego z wiarą, rozumianą jako wiara w Boga, kierowanie się ewangelią. Nie mamy w tym przypadku do czynienia z wiarą, ale z narzucaniem nauczania Kościoła, z terrorem większym niż w państwach totalitarnych. Politycy, społeczeństwo i lekarze muszą przeciwstawić się biskupom zanim dojdzie do kolejnych tragedii. Nie możemy pozwolić na zawłaszczanie prawa przez jedną religię. Trudno nazwać to religią. Nauczanie Kościoła w kwestii praw kobiet i opieki medycznej nie ma nic wspólnego z wiarą - jest zwyczajną dyktaturą. Stanowisko biskupów jest zaprzeczeniem rozdziału Kościoła od państwa - ginekologia nie należy do sfery kościelnej, więc Kościół powinien trzymać się od tych kwestii z daleka. Zajęłam się tematem badań prenatalnych, ponieważ media nie widziały problemu. Nikt nie odmawia personelowi medycznemu prawa do odmowy wykonania aborcji. Tutaj wystarczy, aby Ministerstwo Zdrowia opublikowało listę szpitali, w których ustawowe aborcje wykonuje się. Problem badań prenatalnych jest o wiele poważniejszy, ponieważ dotyczy prowadzenia ciąży, praw rodziców i prawa dziecka do zdrowia i leczenia. Biskupi nie byliby sobą, gdyby nie skrytykowali antykoncepcji. Oczywiście uznają, że lekarz -katolik ma prawo odmówić wypisania recepty, bowiem antykoncepcja według ich wiary pozbawia płodności i ma fatalne skutki. Kwestionują prawa reprodukcyjne. Nic nowego - Kościół od wieków traktuje kobiety jak podludzi, nie uznaje prawa kobiet do decydowania o swojej rodzinie, chce zrobić z kobiet niewolnice jakoś Boga i cyklu. Odmowa leczenia i planowania rodziny godzi w prawa człowieka i jest zaprzeczeniem szacunku dla drugiej osoby, jej prawa do wolnego wyboru i wyrażania swojej woli.

niedziela, 23 lutego 2014

Skandal - biskupi pouczają lekarzy


Temat klauzuli sumienia wraca jak bumerang. W listopadzie 2013 Komitet Bioetyki skrytykował lekarzy, którzy nadużywają klauzuli sumienia. Uznał, że "Przypadki odmowy wykonania przez polskich lekarzy legalnych i uzasadnionych świadczeń zdrowotnych coraz częściej trafiają na łamy prasy i stają się przedmiotem publicznej krytyki,a nawet postępowań sądowych. Najczęściej sprawy te dotyczą procedur medycznych z zakresu szeroko rozumianej medycyny reprodukcyjnej –diagnostyki prenatalnej i przerywania ciąży". Komitet Bioetyki przy Prezydium PAN przypomina , że Komitet Praw Człowieka ONZ, powołany do kontroli realizacji postanowień Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych, którego Polska jest stroną, w październiku 2010 roku zwrócił rządowi uwagę, iż wiele Polek "pozbawionych jest dostępu doświadczeń z zakresu zdrowia reprodukcyjnego, w szczególności poradnictwa związanego z metodami zapobiegania ciąży, badań prenatalnych oraz zgodnych z polskim prawem zabiegów przerywania ciąży. Komitet wyraził zaniepokojenie faktem,że regulacje prawne umożliwiające lekarzowi uchylenie się od wykonania świadczeń medycznych z powodu własnych przekonań światopoglądowych, są niewłaściwie stosowane. Zalecił państwu polskiemu wprowadzenie odpowiednich regulacji uniemożliwiających lekarzom wykorzystywanie wspomnianych przepisów w celach niezgodnych z intencjami ustawodawcy" cytaty za Komitet PAN przedstawił obszernie swoje stanowisko, w którym potwierdza, że lekarze, pielęgniarki i położne mają prawo do odmowy osobistego uczestnictwa w świadczeniach niezgodnych z ich sumieniem, zwłaszcza w zabiegach aborcji, ale muszą ten fakt odnotować i wskazać osobę, która takich świadczeń udzieli. Eksperci zwracają uwagę, że prawem człowieka jest postępowanie według swoich zasad, zgodne z własnym sumieniem i światopoglądem, o ile nie narusza to bezpieczeństwa publicznego, porządku, zdrowia, wolności i moralności innych osób. Państwo nie może faworyzować jednego światopoglądu. Zdaniem ekspertów z PAN w Polsce klauzula sumienia jest nadużywana i służy do narzucania światopoglądu lekarza pacjentom. Warto zaznaczyć, że PAN nie sprzeciwia się odmowie wykonania aborcji, gdyż wedle przekonania osób odmawiających ochrona płodu ludzkiego stanowi dobro. W stanowisku PAN zawarte załącznik o klauzurze sumienia w sferze reprodukcyjnej. 1) "W opinii Komitetu, przedstawiciel zawodu medycznego nie może, powołując się na klauzulę sumienia, odmówić podjęcia działań, których celem jest dostarczanie pacjentowi informacji lub innych środków niezbędnych do podjęcia przez niego świadomej decyzji dotyczącej dalszego postępowania medycznego, które jest legalne, uzasadnione w świetle aktualnej wiedzy medycznej i sytuacji zdrowotnej pacjenta. Takie działanie profesjonalisty medycznego pozbawiałoby bowiem pacjenta możliwości samodzielnego do-konania wyboru i podjęcia czynności nakierowanych na uzyskanie pożądanego świadczenia.Udzielenie pacjentowi informacji lub środków, pozwalających mu na podjęcie autonomicznej decyzji w tej sprawie nie godzi ani nie stwarza bezpośredniego zagrożenia dla dobra, które profesjonalista uznaje za godne ochrony. Dlatego te okoliczność,e działanie, które pacjent zamierza podjąć na podstawie informacji uzyskanych od profesjonalisty medycznego,jest w przekonaniu tego ostatniego moralnie naganne, nie daje mu podstaw do skorzystania z klauzuli sumienia. Ostateczna decyzja o podjęciu bądź zaniechaniu dalszego działania należy wyłącznie do pacjenta i obciąża wyłącznie jego sumienie". 2) PAN przypomina, że polskie prawo nie daje farmaceutom prawa do odmowy sprzedaży antykoncepcji i powoływania się na klauzulę sumienia. 3) W Polsce doszło do dziwnej sytuacji - lekarze z katolickim sumieniem odmawiają kobietom skierowania na badania prenatalne, gdyż ich zdaniem jest to wstęp do aborcji. Zdaniem PAN takie zachowanie jest niewłaściwe. Zgodnie z polskim prawem lekarz nie może odmówić informacji o stanie zdrowia pacjenta, o rozpoznaniu, o proponowanych metodach diagnostycznych i leczniczych, nie może odmówić skierowania na badania specjalistyczne, ani wydania oświadczenia o stanie zdrowia, zwłaszcza, w sytuacji,zaświadczenie lekarskie daje pacjentowi prawo do uzyskania świadczeń zgodnych z prawem. Nie może odmówić skierowania na badania prenatalne, jeżeli istnieją przesłanki, że ciąża zagraża życiu kobiety lub płód jest uszkodzony. Nie może też odmówić wydania zaświadczenie o stanie zdrowia płodu. Ustawodawca nie daje lekarzowi możliwości decydowania o tym, czy dane schorzenie lub zagrożenie jest wystarczająco duże, aby przerwać ciążę. O tym decyduje kobieta. Wynika to z jej prawa do autonomii i z szacunku dla jej decyzji. Lekarz informuje o istnieniu okoliczności zgodnych z ustawą. DO kobiety należy decyzja, czy poważna choroba dziecka zagraża jego życiu i jest przesłanką do przerwania ciąży. Lekarz ma służyć wiedzą medyczną na temat choroby, rokowań, leczenia, skierować do specjalisty od danego schorzenia. 4) Lekarz nie może odmówić wydania recepty na środek antykoncepcyjny, bowiem, to ,czy pacjent z tego skorzysta zależy tylko od woli pacjenta. 5) "Komitet Bioetyki uznaje, i lekarz, pielęgniarka i położna mają prawo odmówić osobistego wykonania bądź uczestniczenia w wykonaniu zabiegu przerwania ciąży (poza przypadkami, o których mowa w art. 30ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty). Mogą także odmówić osobistego udziału w procedurze zapłodnienia pozaustrojowego. 6)Zdaniem Komitetu, lekarz nie ma jednak prawa odmówić pacjentom informacji i innych legalnych środków umożliwiających im swobodne i odpowiedzialne decydowanie o tym, ile,kiedy i w jakich odstępach czasu chcą mieć dzieci, a także informacji i legalnych środków umożliwiających im osiągnięcie możliwie najlepszego zdrowia seksualnego i reprodukcyjnego oraz dających im największą szansę na posiadanie zdrowego potomka." Oznacza to, w szczególności,e lekarz nie może, powołując się na klauzulę sumienia, odmówić pacjentowi informacji o skutecznych, dostępnych i uznanych metodach planowania rodziny, metodach leczenia niepłodności, w tym technikach zapłodnienia pozaustrojowego, oraz metodach diagnostyki i terapii prenatalnej. Nie może także odmówić informacji na temat warunków dopuszczalności legalnego przerwania ciąży". "> Ze stanowiska PAN wynika, że lekarz może odmówić udziału w dwóch czynnościach aborcji, rozumianej jako przeprowadzenie zabiegu i zapłodnieniu pozaustrojowym. Nie może odmówić badań, zaświadczeń i recept. W Polsce klauzula sumienia służy do narzucania pacjentom woli katolickiego lekarza, która jest tożsama z nauczaniem Kościoła. Jest sprzeczna z prawami pacjenta i wychodzi poza zakres klauzuli sumienia. W Europie można odmówić powołując się na klauzulę sumienia wykonania aborcji, in vitro i eutanazji, a nie zapisania środków antykoncepcyjnych, czy wydania skierowania na badania prenatalne. Biskupom od początku nie podobało się stanowisko PAN w/s klauzuli sumienia. Grzmieli z ambon, że to zamach na wolność człowieka, że wolność wyznania i sumienia jest pierwszym prawem człowieka, że jest to gwarancja godności zawodu lekarza. Aż w końcu w lutym 2014 roku Zespół Ekspertów KEP d/s Bioetycznych wydał swoje stanowisko. Na początku mamy stwierdzenie, że wolność sumienia jest zasadą konstytucyjną i lekarz ma obowiązek wstrzymać się w każdej sytuacji od działań sprzecznych z jego sumieniem. Nie będę omawiała całego stanowiska. Biskupi wyręczyli mnie i pod koniec swojego dokumentu wypunktowali swoje zdanie na temat klauzuli sumienia. Skorzystam z podsumowania. Cytaty zaznaczam pogrubieniem, pochodzą one ze strony Katolickiej Agencji Informacyjnej, na której można przeczytać cały dokument. 1)"Prawo do odmowy udzielenia świadczenia zdrowotnego z powodu obiekcji sumienia jest immanentnie związane z osobową godnością człowieka i wynikającą z niej wolnością sumienia. Ograniczenie klauzuli sumienia może nastąpić tylko w drodze wyjątku – w ustawie, o ile jest to konieczne z punktu widzenia zdrowia publicznego oraz prawa do ochrony zdrowia". Bez wątpienia prawo do odmowy, do światopoglądu jest związane z godnością, o ile nie godzi w zdrowie i wolność innych osób. W przypadku odmowy wydania skierowania na badania prenatalne, klauzula sumienia godzi w zdrowie rozwijającego się płodu. Większość wad płodu można leczyć, nawet przed narodzinami. Postawa lekarza, który odmawia skierowania na badania prenatalne godzi w życie małego pacjenta i prawa rodziców do wiedzy o zdrowiu dziecka. 2) Sprzeciw sumienia jest podstawą do powstrzymania się od wykonania świadczenia zdrowotnego. Do zakresu świadczeń zdrowotnych, których dotyczy klauzula sumienia, należy zaliczyć także wystawianie recept (np. recept na wczesnoporonne środki antykoncepcyjne) oraz skierowań na badania specjalistyczne przy uzasadnionym przekonaniu, że stanowią one część procedury nakierowanej na zniszczenie dobra, a nie tylko służą uzyskaniu informacji o stanie zdrowia pacjenta. Po pierwsze nie istnieje coś takiego jak wczesnoporonne środki antykoncepcyjne. Po drugie prawem człowieka jest decydowanie o ilości dzieci i odstępach między ciążami. Przekonanie , że badania prenatalne są podstawą aborcji jest nagonką biskupów ma osiągnięcia medycyny, chęcią odebrania rodzicom prawa do decydowania o zdrowiu dzieci. W ujęciu Kościoła dziecko jest własnością rodziców, którzy mogą je nawet bić , bo jest to metoda wychowawcza pełna rodzicielskiej miłości od urodzenia, wcześniej dziecko jest własnością Boga i Kościoła. Odmawianie badań prenatalnych i zaświadczeń lekarskich o stanie zdrowia dziecka to nie tylko atak na prawa rodzicielskie i prawo pacjenta do informacji, to także stwarzanie zagrożenia dla życia dzieci. Jeżeli jest wiadomo, że płód jest chory, można go leczyć w wielu wypadkach. Jedynie choroby genetyczne są w większości nieuleczalne. Jednym słowem, Episkopat uważający się za obrońców życia chce zwiększyć śmiertelność noworodków. Byle by katolickie sumienie lekarza było spokojne. Dramat rodziców, cierpienie dziecka nie ma dla biskupów znaczenia. Stanowisko biskupów zagraża życiu naszych dzieci, panowie w purpurze odmawiają rodzicom prawa do diagnozowania płodu i ewentualnego leczenia. Panowie biskupi i ich stronnicy chcą doprowadzić do wyższej śmiertelności niemowląt i to w ramach ochrony życia. Ręce precz od kobie t dzieci. Uzasadnione są jedynie protesty, że lekarz , który odmawia dokonania aborcji musi wskazać innego lekarza. Medyk nie musi mieć wiedzy, kto zajmuje się aborcją i faktycznie wskazywanie innego lekarza może być sprzeczne z jego sumieniem. To dyrekcja szpitala powinna wskazać miejsca, gdzie można to zrobić. Najlepiej byłoby, aby na stronie internetowej była informacja o palcówkach, które wykonują zabiegi. 3) "Lekarz powinien informować zainteresowane osoby o metodach regulacji poczęć, w tym o sposobach oraz konsekwencjach zdrowotnych stosowania środków antykoncepcyjnych. Może jednak, powołując się na brak celu terapeutycznego ( anty-patologicznego), odmówić wystawienia recepty na środki antykoncepcyjne. – Lekarz może powołać się na klauzulę sumienia, z uzasadnieniem sięgającym obowiązku ochrony i poszanowania godności człowieka oraz ochrony jego życia (art. 30 i 37 Konstytucji RP), i odmówić wystawienia recepty na środki postkoitalne. Farmaceuta może rozważyć odmowę ich sprzedaży, mimo braku wyraźnego umocowania w przepisach ustawy. – Obowiązek informowania pacjentki o stanie jej zdrowia i ewentualnych zagrożeniach dla życia i zdrowia związanych z kontynuowaniem ciąży nie stoi w sprzeczności z tym, że lekarz, powołując się na klauzulę sumienia, odmówi orzeczenia w sprawie istnienia wskazań do przerywania ciąży (argumentacja z art. 30 i 37 Konstytucji RP przy założeniu bezpośredniego związku wystawienia orzeczenia i możliwości skorzystania ze świadczenia w postaci terminacji ciąży)." Leki antykoncepcyjne mają znaczenie terapeutyczne. Katolicy chętnie straszą skutkami antykoncepcji , zapominając o wiele więcej przypadków śmiertelnych jest po zastosowaniu środków dostępnych bez recepty, w Polsce ok. 3000 przypadków rocznie. To fanatykom z dyplomem lekarza nie przeszkadza. Zgodnie z prawem lekarz nie może odmówić recepty na antykoncepcję, ponieważ prawo do planowania rodziny i do odmiennego światopoglądu pacjentki jest zagwarantowane w umowach międzynarodowych i w Konstytucji. Prawo do światopoglądu nie dotyczy tylko skrajnych katolików. Biskupi nakłaniają farmaceutów do łamania prawa, co jest skandalem. Specjaliści od teologii, a więc od bytu, którego istnienie trudno udowodnić, uważają się za na tyle kompetentnych, aby narzucać lekarzom, co mają robić, aby podważać zdanie naukowców. Profesura z teologii jest mniej więcej tyle warta, co świadectwo ukończenia gimnazjum. Są w tym gremium osoby spoza Kościoła, jednak cechuje je całkowite oddanie Kościołowi. Zastanówmy się, czy chcemy, aby Episkopat - ludzie , którzy ukrywają pedofilię, dla których jakaś bzdurna tajemnica spowiedzi jest ważniejsza od dobra ofiary księdza -pedofila , osoby, które mają na koncie przekręty w Komisji Majątkowej decydowały, co jest etyczne. Czy ktoś taki, jak pan Hoser - osoba, która ma swoim koncie zatajanie pedofilii, gardzi swoimi pracownikami, biskup wobec którego istnieją co najmniej uzasadnione podejrzenia (świadkowie), że nie ma czystego sumienia w/s mordów w Ruandzie może być jakimkolwiek autorytetem. Myślę, że pora powiedzieć DOŚĆ moralnemu terrorowi biskupów. Co oznacza katolickie sumienie? Nie jest indywidualne sumienie człowieka, ale moralny despotyzm Kościoła, który pod pretekstem wolności osobistej pracowników służby zdrowia narzuca społeczeństwu akceptację moralności kościelnej. To moralność wrażliwa na krzywdę zapłodnionych komórek jajowych, która nie dostrzega ludzkiego dramatu i prawa pacjenta do wolności osobistej. Katolicka moralność to nienawiść do wszystkich, którzy mają inne zdanie niż Kościół, to pogarda dla kobiet stosujących antykoncepcję, dla par decydujących się na in vitro, a nawet dla dzieci z in vitro. Moralność kościelna ogranicza się do zmuszania do rodzenia, ale zabrania diagnozowania poczętego dziecka. Nawet prof. Zoll, znakomity prawnik, który mówi o swoim przywiązaniu do Kościoła uważa, że lekarz nie powinien odmawiać skierowania na badania prenatalne, ponieważ wielokrotnie ratują dziecko. O odmowie wypisywania środków antykoncepcyjnych mówi w "Gościu Niedzielnym" "Natomiast uważam, że lekarz nie powinien powoływać się na klauzulę sumienia jeśli chodzi o środki antykoncepcyjne. Dlaczego? Otóż konieczna jest tolerancja i trzeba ją rozumieć symetrycznie. To znaczy: mogę się domagać od drugiego, żeby tolerował moje poglądy, ja natomiast jestem zobowiązany do tego samego wobec niego. Jeżeli tutaj nie chodzi o problem zaistnienia nowego bytu lecz o antykoncepcję w ścisłym znaczeniu tego słowa, to negatywne stanowisko wobec antykoncepcji, wynikające np. z nauki Kościoła, jest problemem lekarza i należy to szanować, ale on powinien uszanować u drugiej osoby, że ona tego punktu widzenia nie podziela. Jeżeli pacjentka chce korzystać ze środków antykoncepcyjnych, to jest to kwestia jej sumienia i lekarz tu nie powinien ingerować. Proszę pamiętać o tym, że kwestia antykoncepcji jest kwestią jednak związaną ze światopoglądem a nie kwestią ochrony jakiegoś dobra, w tym znaczeniu życia człowieka." Nadszedł czas,a by bronić się i zdrowia swoich dzieci przed Kościołem. Co prawda nikt do nas nie strzela, ale wypowiedzi biskupów godzą w fundamentalne prawo człowieka do ochrony zdrowia i prywatności. We współczesnej Polsce największym wrogiem społecznym są biskupi, z ich jadem, zawiścią, tylko przypudrowaną frazesami o miłości bliźniego i ochronie życia. Jak tak dalej pójdzie i do władzy dostaną się partie sprzyjające Kościołowi to badania prenatalne będą przestępstwem, a dzieci, które można uratować będą masowo umierały po urodzeniu. Lekarze katolicy będą mieli czyste sumienia - w końcu dziecko umrze po porodzie, a nie w łonie matki. Nastąpi cofnięcie medycyny o 20 lat. Wszystko pod pretekstem wolności osobistej i prawa do wolności wyznania medyków. Panowie biskupi, zajmijcie się pedofilią w swoim środowisku, pijanymi księżmi, oszustwami, zacznijcie wypłacać odszkodowania ofiarom molestowania seksualnego przez Waszych pracowników, a od kobiet, praw reprodukcyjnych, badań prenatalnych i medycyny trzymajcie się na odległość. Nie jesteście autorytetami, nie macie prawa narzucać lekarzom nauczania Kościoła. Prawo boskie nie istnieje, trzymajcie się rozdziału Kościoła od państwa. Medycyna nie należy do Kościoła. Nie jesteście ekspertami. Żyjemy w demokratycznym państwie i nie możecie narzucać praw swojej religii do ustawodawstwa.

poniedziałek, 20 stycznia 2014

Kościół katolicki - państwo w państwie


O tym, że Kościół katolicki ma niewiele wspólnego z demokracją, że jest instytucją o zapędach dyktatorskich wiedzą osoby krytycznie patrzące na świat. Kilka dni temu Naczelny Sąd Administracyjny wydał decyzję, że GIODO oceniając to, czy osoba wystąpiła z Kościoła, czy nie, nie musi kierować się wewnętrznymi przepisami Kościoła lub związku wyznaniowego" - powiedział Wojciech Wiewiórowski z GIODO. Oznacza to, że według orzeczeń NSA, że aby wystąpić z Kościoła, wystarczy prawidłowo przekazać oświadczenie woli w tej sprawie. Nie jest koniecznie spełnianie wymogów narzuconych przez Kościół - żadnego tłumaczenia się przed proboszczem, załatwiania dwóch świadków. Sędzia Małgorzata Jaśkowska mówiła wtedy w uzasadnieniu, że "stosunki między związkiem wyznaniowym a państwem regulowane są na zasadach poszanowania ich autonomii oraz wzajemnej niezależności", jednakże związki wyznaniowe podlegają jednak przepisom prawa powszechnego. Wydaje się to oczywiste, że instytucja, która działa w danym państwie musi podlegać prawu państwowemu. Okazuje się, że zdaniem biskupów i kościelnych prawników, kościół katolicki w Polsce jest wyłączony spod działania prawa państwowego w sytuacji, kiedy to prawo jest nie po myśli biskupów. Jesteśmy przyzwyczajeni, że polscy biskupi mają prawo i obywateli za nic , co chwilę łamią Konstytucję i konkordat, że są osobami, których nie obowiązują sankcje prawe, ponieważ prokuratura uznaje zwierzchnictwo biskupów i odmawia wszczęcia postępowania przeciwko księżom-pedofilom. Reakcja kościoła na orzecznictwo Naczelnego Sądu Administracyjnego była do przewidzenia. Uważają, że Sąd nie ma prawa wtrącać do kościelnej administracji. Orzeczenie jest ich zdaniem złamaniem konkordatu i Konstytucji. Co więcej żądają od Sądu zmiany postanowienia. Zdaniem biskupa Polaka " decyzja NSA w sprawie apostazji świadczy o tym, że sąd nie uznaje wewnętrznego prawa Kościoła. - Sądzę, że w ten sposób NSA ingeruje w wewnętrzne sprawy, które wiążą się z Kościołem - powiedział. Pytany, czy orzecznictwo NSA w sprawie apostazji nie godzi w konkordat, bp Polak odpowiedział: - To jest kwestia orzecznictwa sądowego, które uważamy, że jest niewłaściwe. Konkordat reguluje stosunek państwa do Kościoła i Kościoła do państwa. Natomiast działania sądu są niezawisłe. I chodzi przede wszystkim o to, żeby NSA rozpatrzył jeszcze raz te sprawy i zmienił swoje orzecznictwo." Buta pana biskupa osiągnęła szczyt - domaga się od niezawisłego Sądu, aby zmienił swoją decyzję w myśl żądań Episkopatu. Jakoś w swoim postępowaniu nie widzi naruszenia konkordatu. Oskarżenia wobec Sądu, że łamie konkordat z ust biskupów brzmią niczym żart. Panowie biskupi nagminnie łamią konkordat, np: pouczając polityków, żądając zakazu in vitro, matury z religii, zmuszając młodzież do uczestnictwa w trakcie zajęć szkolnych we mszach, spowiedziach, rekolekcjach, organizując drogi krzyżowe, święta maryjne i dni Wojtyły w szkołach. Łamaniem konkordatu -zasady autonomii, jest Wspólna Komisja Rządu i Episkopatu, czy wpływanie na posłów przed głosowaniami w sprawach światopoglądowych. Warto przypomnieć wypowiedź kardynała Dziwisza, który poucza polityków, że w stanowieniu prawa mają kierować się prawem bożym. " Prawo Boże wypisane w sercu i sumieniu człowieka jest drogowskazem byśmy się nie zagubili, szli właściwą drogą i zmierzali do celu. Dlatego prawdziwą mądrością człowieka i każdej społeczności jest szanowanie Bożego prawa. To jest fundament wszelkich ludzkich praw regulujących współżycie człowieka, rodziny, społeczeństwa i narodu – przekonywał hierarcha" Jakoś w swoich wypowiedziach biskupi nie widzą łamania konkordatu. Przyzwyczaili się, że łatwo zastrasza się posłów, straszy genderem, strasznym ateizmem, lewakami, którzy mają doprowadzić do upadku wielkiej katolickiej Polski. Zastanawiam się, czy nie mamy do czynienia z sytuacją, kiedy to w demokratycznym państwie zakorzeniło się odmienne państwo reprezentowane przez funkcjonariuszy watykańskich, którzy pomimo tego, że teoretycznie mają polskie obywatelstwo, urodzili, wykształcili się i pracują w Polsce , są przedstawicielami Watykanu. Mają w czterech literach polskie prawo i prawo obywateli do wyboru wyznania, do wystąpienia z ich organizacji. Nie szanują prawa obywatela do ochrony własnych danych osobowych i wykreślenia z dokumentacji instytucji, do której nie chcą należeć. Polscy biskupi mają w głębokim poważaniu wolę obywateli, traktują Polskę i społeczeństwo jak swój prywatny folwark, całkowicie im poddany. Robią to przy poparciu prawicowych polityków używając klasycznego politycznego szantażu, że są wyrazicielami woli 90% katolickiego narodu. Pora przebudzić się, bo za niedługo okaże się, że w imię chrześcijańskiego sumienia obywatele zostaną pozbawieni swoich praw i wolności obywatelskich. Polskich biskupów cechuje arogancja, poczucie wyższości nad drugim człowiekiem. Wydaje się im, że ich prawo kanoniczne jest ważniejsze od prawa polskiego, a wszyscy mają oddawać im cześć. Jednak społeczeństwo nie jest bezbronne. Może dokonywać apostazji na zasadach określonych przez Naczelny Sąd Administracyjny, domagać się swoich praw w sądzie - przykład dała dzielna pani Małgorzata, która pozwała arcybiskupa Michalika. Najważniejsze jest to, aby omijać Kościół, wypisywać dzieci z religii, odważnie krytykować biskupów i służalczych polityków. Nie dajmy się zwieść miłemu wizerunkowi papieża Franciszka. Od naszych biskupów różni się jedynie łagodniejszym językiem i odrobiną pokory. Biskupi i komentatorzy katoliccy uważają, że orzeczenie Sądu to atak na swobodę Kościoła. Szkoda, że zapominają, że to Kościół co chwilę łamie polskie prawo i usiłuje ograniczyć swobody obywatelskie - narzuca ludziom, jak mają żyć , co robić, pod pretekstem życia zgodnego z wiarą, prawem naturalnym i bożą wolą. Tak naprawdę ma być to życie zgodne z nakazami biskupów. Coś takiego, jak wola boża nie istnieje. Biblia to po prostu zbiór opowieści narodu izraelskiego, jednym słowem mitologia.

niedziela, 15 grudnia 2013

Edukacja seksualna. Redaktor Terlikowski znieważa rodziców.


Kilka dni temu nowa minister edukacji, pani Joanna Kluzik-Rostowska przedstawiła pomysły na edukację seksualną. Według jej propozycji rodzice mieliby wybór, czy posyłają swoje dzieci na zajęcia z WdŻ pełne ideologii Kościoła, mające niewiele wspólnego z wiedzą medyczną i psychologiczną, bądź na właściwą edukację seksualną, która przygotowuje dzieci to życia w związku i rodzinie, gdzie omawia się nie tylko kwestię małżeństwa, ale także przemocy seksualnej, złego dotyku, antykoncepcji, chorób wenerycznych, emocji w związku, orientacji seksualnej. Pani minister swoją decyzję tłumaczy chęcią uszanowania autonomii rodziny. O skutkach tej inicjatywy napiszę jeszcze w tym artykule. Informację skomentował przywódca prawicowo-kościelnych mediów, pan Tomasz Terlikowski. Jak na tego pana przystało nie mogło się obejść bez znieważania ludzi nieakceptujących nauki Kościoła i katolickiego podejścia do seksualności. Dowiedzieliśmy się, że zwolennicy edukacji seksualnej są: libertynami, którzy zachwycają się dewiacjami seksualnymi. Uwaga, w rozumieniu redaktora naczelnego portalu: Fronda.pl dewiacjami seksualnymi są wszystkie orientacje seksualne poza heteroseksualną. Oddajmy głos panu Terlikowskiemu/ "Niech więc rozmaici libertyni, których zachwycają rozmaite dewiacje seksualne, którzy marzą o tym, by ich dziecko było gejem (czytałem kiedyś takie wyznanie pewnej dziennikarki o znanym nazwisku), i którzy są przekonani, że guma na bananie uchroni ich dziecko przed przedwczesną ciążą, a hormony aplikowane nastolatkom nie zaszkodzą im – posyłają swoje dzieci na lekcje seks-edukacji. I niech tam one dowiadują się, jak cudownie jest nakładać na siebie gumowe stroje, jak fantastycznym doznaniem są homoseksualne igraszki, i jak to wszystkiego trzeba spróbować. A normalni rodzice niech mają realny wybór, i mogą posłać swoje dzieci na lekcje, na których – niezależnie od tego, jak im samym ułożyło się życie – wychowywanoby je do wierności, czystości i uczciwości, do świadomości, że homoseksualizm szkodzi zdrowiu, a akceptacja pseudo-małżeństw osób tej samej płci to najlepsza droga do destrukcji społeczeństwa. Ci zaś, którzy w ogóle nie chcą, by ich dzieci uczyły się o takich sprawach w szkole, i którzy wybrali seks-edukacyjny homeschooling, mogą zaś śmiało nie posyłać dzieci na żaden z wymienionych kursów. I ich wybór też będzie szanowany. Ta propozycja podoba mi się także dlatego, że ujmując rzecz najkrócej, jest to to najlepsza droga do wyrzucenia pontoniarzy i innych seks-edukatorów ze szkół. Niewielu znam bowiem rodziców, którzy chcą by ich dzieci uczyły się o zaletach aktów homoseksualnych czy ćwiczyły wciąganie gumy na banany. Polskie społeczeństwo jest jednak zdecydowanie bardziej normalne, niż się to wydaje rozmaitym laicyzatorom" (cytat za portalem Fronda.pl) Po pierwsze pan Terlikowski jak zwykle nie ma zielonego pojęcia o czym pisze. Edukacja seksualna kojarzy się mu jedynie zakładaniem prezerwatywy na banana. Do tego, że redaktorzy katoliccy wypowiadają się na tematy, o których nic nie wiedzą zdążyliśmy się już przyzwyczaić. Naukę i wiedzę zastępują wiarą oraz słuchaniem biskupów. Problemem staje się język, jakim komunikują się ze społeczeństwem. Jest to język nienawiści, bardzo daleki od chrześcijańskiego miłosierdzia. Widać wyraźnie, że redaktor wartościuje ludzi, na tych, którzy popierają naukę Kościoła i na tych, którzy mają odmienny pogląd. Ci drudzy są zboczeni, nienormalni, głupi. Nie wiedzą, tego, o czym są przekonani "normalni katolicy, wcielający w życie naukę Kościoła", że edukacja seksualna prowadzi do deprawacji, nastoletnich ciąż i seksu homoseksualnego. "Normalni rodzice" zdaniem pana Terlikowskiego kreują nierealny świat czystości przedmałżeńskiej i mówią, że "homoseksualizm szkodzi zdrowiu" i jest destrukcją społeczną. Redaktor Terlikowski chce doprowadzić do aktów nienawiści, tworzenia stereotypów. Jak zwykle wykazuje się brakiem szacunku dla drugiego człowieka,narzuca kościelny wzorzec moralności całemu społeczeństwo, choć doskonale wie, że katolicy najczęściej dokonują aborcji. Katolicy stosują antykoncepcję i popierają in vitro. Jaki jest cel szczucia jednych na drugich? Nie podejmuję się odgadnąć, jakie zamiary ma pan redaktor. Myślę, że okazji warto przypomnieć jakie są cele edukacji seksualnej. Wersja konserwatywna nie jest nastawiona na potrzebę wiedzy, ale na ideologię i utrwalanie schematów. Przy okazji jest zakłamana. W wersji naukowej uważa się, że "1) Edukacja seksualna powinna być dostosowana do wieku, stopnia rozwoju młodych osób i zdolności rozumienia, a także do kultury, z jakiej się wywodzą, uwzględniając społeczno-kulturową tożsamość płci. Powinna też odnosić się do rzeczywistej sytuacji, w jakiej żyją młodzi ludzie. 2)Edukacja seksualna oparta jest na prawach człowieka (seksualnych i reprodukcyjnych)”1 Już pierwszy punkt przeczy tezom powtarzanym przez polskie środowisko konserwatywne i krajowe media, że edukacja seksualna odbiera rodzicom prawo do kształtowania światopoglądu dziecka zgodnie z ich zasadami moralnymi. Twórcy wytycznych wręcz nakazują uwzględnienie kultury i rzeczywistości, w jakiej żyją młodzi ludzie. Fakt, że edukacja seksualna musi być oparta na prawach człowieka i prawach reprodukcyjnych gwarantuje jej bezstronność światopoglądową i uniwersalność oraz nie ingerowanie w religijne kwestie dotyczące moralności. Czytając dalej wytyczne dowiemy się, że edukacja seksualna oparta jest na aktualnych/ sprawdzonych informacjach naukowych”2 oraz na równości płci, samostanowieniu i akceptacji różnorodności. Konserwatyści boją się równości płci, uważają, że doprowadzi ona do rozpadu rodzin. Jest to demagogia. Równość wzmacnia rodzinę - dorośli dzielą się obowiązkami w zależności od sytuacji życiowej. Dziećmi może opiekować się zarówno matka, jak i ojciec. Związki jednej płci nie są zagrożeniem dla rodziny, ale jej inną formą. Zagrożeniem dla rodziny są złe warunki socjalne, umowy śmieciowe, drogie mieszkania, coraz trudniejszy dostęp do służby zdrowia, a nie rodzaj rodziny. Ocenianie kogoś przez pryzmat seksualność, odmawianie z tego powodu praw obywatelskich jest łamaniem konstytucyjnej zasady równości wobec prawa, jest przykładem represji i społecznej niesprawiedliwości. Edukacja seksualna ma być oparta o sprawdzoną wiedzę naukową, a więc w żaden sposób nie narusza wolności religijnej rodziców. Trzeba jasno powiedzieć, że polska prawica i redaktorzy tacy, jak pan Tomasz Terlikowski traktują dzieci, jak własność rodziców i wyżej niż dobro dzieci cenią wolność przekonań religijnych. Dzieci są zakładnikami religii rodziców. Pod pozorem życia zgodnego z religią odmawia się młodym ludziom wiedzy o świecie. Nie wiem, czy pan redaktor na prawdę wierzy, że dziecko, które nie usłyszy w szkole o seksie, antykoncepcji, chorobach wenerycznych nie rozpocznie współżycia przed ślubem? To nie wiedza pcha dzieciaki w ręce seksu, ale presja społeczna, chęć bycia akceptowanym i brak wiedzy o skutkach współżycia. Model edukacji seksualnej, który katolickie media określają mianem modelu A jest szkodliwy społecznie. Dzieci są w grupie klasowej i ta część, która będzie uczęszczała na wersję konserwatywną i tak będzie dopytywała rówieśników chodzących na normalną edukację seksualną, będzie przedmiotem kpin, a nawet obrzydliwych żartów. Doprowadzi to jedynie do podziałów wśród dzieci. Myślę, że pora skończyć z terrorem wolności religijnej i jasno powiedzieć, że edukacja seksualna jest przedmiotem obowiązkowym i opiera się na tolerancji, realnym opisie rzeczywistości i medycynie. Dogmaty religijne powinno się realizować w Kościele, a nie w szkole. Edukacja seksualna ma na celu stworzenie społecznego klimatu tolerancji, otwartości i szacunku w odniesieniu do seksualności, różnych stylów życia, postaw i wartości. Nauczyciele mają przekazać ideę respektowania różnorodności seksualnych, różnorodności związanych z płcią i świadomości dotyczącej tożsamości seksualnej i ról przypisywanych płciom. Mówienie o rolach płciowych nie podoba się Kościołowi, który prosto podzielił świat: kobieta ma być posłuszna mężowi, rodzić dzieci i prowadzić dom. Mężczyzna ma być jej panem i zarabiać dom. Fakt, że ekonomia zmusza do przewartościowania świata, Kościoła nie obchodzi. Księża i biskupi żyją niczym pączki w maśle - są objęci celibatem i nie muszą martwić się za co kupią podręczniki dla dzieci, zapłacą czynsz, co ugotują na obiad. Dlatego bez odrobiny refleksji bredzą o otwartości na kolejne dzieci i o realizowaniu woli jakiegoś wydumanego Boga. Edukacja seksualna w rozumieniu konserwatystów ma opierać się na nauce największej instytucji religijnej, promować czystość przed ślubem i rodzinę opartą na małżeństwie kobiety i mężczyzny ze sporą gromadką dzieci. Wszelkie modyfikacje tej wizji , np: samotne rodzicielstwo, czy związek bez ślubu spotykają się z agresją, oskarżeniami o niszczenie rodziny. Dla tych środowisk postulat szacunku dla różnorodności, dla innych życiowych postaw jest niemożliwy do zaakceptowania. Żadna edukacja seksualna nie zmieni tego, że to kobieta zachodzi w ciążę i rodzi dzieci, ale ten fakt nie może być przyczyną, dla których odbiera się kobiecie prawo do własnego życia, pracy zawodowej, a nawet do ochrony godności. Kobieta może realizować się zarówno jako mama, jak i bardzo dobry pracownik, czy dyrektor firmy. Bycie mężczyzną nie oznacza braku udział w pielęgnacji dzieci. Autorzy wytycznych WHO wyraźnie wskazują , że " Edukacja seksualna służy w umacnianiu ludzi w dokonywaniu świadomych wyborów w oparciu o zrozumienie i szacunek w stosunku do siebie i partnera. Zapewnia wiedzę dotyczącą ludzkiego ciała. Zgodnie z prezentowanymi wytycznymi edukacja seksualna ma na celu nauczenie „ wyrażania uczuć i potrzeb, doświadczania w przyjemny sposób seksualności i rozwinięcia ról płciowych i tożsamości seksualnej. Umożliwia zdobycia odpowiednich informacji o fizycznych, kognitywnych, społecznych, emocjonalnych i kulturowych aspektach seksualności, antykoncepcji, zapobieganiu chorobom przenoszonym drogą płciową i HIV, a także wymuszeniach seksualnych” Ważnym aspektem edukacji seksualnej jest także „zapewnienie koniecznych umiejętności życiowych umożliwiających radzenie sobie z seksualnością i związkami. Umożliwienie budowania związków, w których istnieje obopólne zrozumienie, związków opartych na równości oraz szacunku dla potrzeb innych osób i wyznaczonych przez nie granic. To z kolei przyczynia się do zapobiegania wykorzystaniu seksualnemu i przemocy." Czytając zacytowany fragment dostrzegam naukę budowania związków na zasadzie poszanowania drugiej strony i wzajemnego szacunku. Radzenie sobie z seksualnością także może pomóc w dochowaniu czystości do ślubu. Panu redaktorowi proponuję dokładne przeczytanie wytycznych WHO, zanim znów napisze tekst szkalujący rodziców i edukację seksualną. Jak widać nie ma żadnych postaw, aby wierzyć w kłamstwa opowiadane przez kościół i media z nim powiązane. Edukacji seksualnej nie należy bać się. Nikt nie demoralizuje dzieci, ale podaje wiedzę przydatną, opartą na naukowych postawach. Z badań dotyczących seksualności Polaków prowadzonych przez prof. Izdebskiego, jasno wynika, że 78% młodzieży chce edukacji seksualnej, a nie konserwatywnego śmiecia, zwanego wychowaniem do życia w rodzinie. Szkoła powinna służyć dzieciom, nie może być zakładnikiem religii rodziców. Nie dopuszczalne jest to, aby rodzice ingerowali w program nauczania. Opiniują jedynie program wychowawczy szkoły. Nikt nie wyobraża sobie, aby rodzice decydowali, czego dziecko uczy się na geografii, języku polskim, angielski, historii, fizyce, czy chemii. Taka sama zasada powinna obowiązywać na edukacji seksualnej. Nie wolno dzielić treści. Rodzice ponarzekają i na tym skończy się afera. Najważniejsze są dzieci i ich prawo do zdobywania wiedzy zgodnej z nauką i rzeczywistością, w której przyszło im żyć. Jest naiwnością pogląd, że jeżeli dziecko nie dowie się o seksie, to potrzeby seksualne obudzą się dopiero w noc poślubną. Internet jest pełny stron erotycznych. Zastanówmy się, czy wolimy, aby dziecko czerpało wiedzę z internetu, gdzie seks przedstawiany jest w sposób pornograficzny, rozbierało się przed kamerkami, czy też chcemy normalnej edukacji, która pokaże, że rozbieranie się przed kamerkami i czerpanie z tego korzyści jest szkodliwe dla psychiki, a seksualność to nie tylko seks? Młodzież nie wie, jakie są stuki rozpoczęcia współżycia, za to wie, co oznacza powiedzenie "robienie loda". Odpowiedzialni rodzice wybiorą edukację seksualną, bo uznają, że lepiej przekazać pełną wiedzę niż tworzyć utopijny świat. Rodzice wyznający ideologię Kościoła, będą żyli w przeświadczeniu, że pociecha jest "czysta i nie ma potrzeb seksualnych". Od razu uprzedzę komentarze - dla mnie religia jest formą przemocy psychicznej i zamachem na wolną wolę człowieka. Nie uważam jej za cenną wartość, ale za utrapienie ludzkości. Jest rzeczą oczywistą, że nie zapisałabym dziecka na Wdż, bo nie chciałbym, aby nabrało przekonania, że kobieta jest winna gwałtom, a jej wartość określa błona. Propagowanie czystości przedmałżeńskiej to dramat, którego ofiarami pada miliony kobiet rocznie w różnych religiach.