VigLink

Witam i zapraszam
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą list. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą list. Pokaż wszystkie posty

piątek, 1 kwietnia 2016

Dialog z Małgorzatą Terlikowską.


Na mój list do Ministra Zdrowia odpisała na portalu Fronda.pl Małgorzata Terlikowska. Pani Małgosiu, dziękuję za zainteresowanie moim listem, które okazała Pani w ramach zwalczania wszelkich informacji o antykoncepcji awaryjnej, które nie są po myśli strony prawicowej. Każdy głos w dyskusji jest cenny, zwłaszcza, kiedy daje możliwość pokazania na czym polega konflikt między obrońcami prawa do antykoncepcji a pro-life. Problemem jest płaszczyzna komunikacji językowej i punkt ciężkości, który bierzemy pod uwagę. Zwolennicy antykoncepcji awaryjnej mówią o zapobieganiu ciąży w nagłych, często dramatycznych sytuacjach jak: gwałt, wykorzystanie seksualne nieświadomej osoby pod wpływem pigułki gwałtu, trudna sytuacja rodzinna kobiety. Mówimy o potencjalnym zapłodnieniu. Zwracamy uwagę na to, że bierze pigułkę po, po to, aby uniknąć ciąży- nie wie, czy już doszło do zapłodnienia. Z punktu widzenia kobiety absolutnie nie można mówić o chęci usunięcia, ponieważ ma ona nadzieję, że zdążyła przed zapłodnieniem. Strona obrońców życia używa wobec nas okropnych wyzwisk - morderczynie, rozpustnice. Uznajecie, że stosując antykoncepcję awaryjną dokonujemy wręcz masowych mordów, co oczywiście jest bzdurą. Wasze rozważania koncentrują się na potencjalnym życiu, a nie na sytuacji kobiety, która podjęła decyzję o stosowaniu antykoncepcji awaryjnej. Chcecie narzucić swoje stanowisko całemu społeczeństwo, nie uznajecie prawa innego człowieka do własnego zdania, do kształtowania swojego życia zgodnie z prywatną moralnością. Przy tym kłamiecie, że stoicie po stronie kobiet, bo połknięcie tabletki po to największy dramat życiowy. Minister Zdrowia, ignorując petycję środowiska zwolenników antykoncepcji pokazał, że stoi po stronie kościoła, złamał zasadę bezstronności państwa w kwestiach światopoglądowych. Minister Zdrowia jest zwolennikiem klauzuli sumienia, która jest uderzeniem w prawa reprodukcyjne i ma na celu utrudnienie korzystania z opieki ginekologicznej kobietom. W innych dziedzinach medycyny nie jest stosowana. Wspomniała Pani, że w charakterystyce produktu leczniczego EllaOne znajduje się wzmianka, że preparatu nie wolno stosować w czasie ciąży. Jest to oczywiste, ponieważ w czasie ciąży tabletka nie zadziała, gdyż nie usuwa zagnieżdżonego zarodka/płodu. Charakterystyka produktu EllaOne zawiera wyraźną informację, że lek nie powoduje przerwania istniejącej ciąży. Sugerowanie przez Panią działania wczesnoporonnego jest nieuzasadnione. Cytowanie lekarza, który podpisał "Deklarację wiary w przedmiocie płciowości ludzkiej" nie jest w moim odczuciu wiarygodne, ponieważ cytowany lekarz nie zachowuje obiektywizmu. Charakterystyka leku EllaOne zawiera informację, że tabletka jest stosowana u kobiet w wieku rozrodczym, w tym u młodocianych. W przypadku młodocianych ma taką samą skuteczność i bezpieczeństwo, jak u kobiet dorosłych. Zarzut większej szkodliwości u nastolatek jest wyssany z palca. Każdy lek ma przeciwwskazania i EllaOne nie jest żadnym wyjątkiem- producenci w charakterystyce i ulotce informują o chorobach nerek, astmie i ciężkich schorzeniach wątroby jako przeciwwskazania do stosowania preparatu. Popularne środki przeciwbólowe, odchudzające, nasercowe, na schorzenia wątroby, czy pęcherza też mają całą listę przeciwwskazań i są dostępne bez recepty. Jakoś środowiska katolickie nie protestują przeciwko ich dystrybucji bez konsultacji lekarskiej. Ofiarą nagonki pada antykoncepcja. Antykoncepcja awaryjna jest stosowana sporadycznie i na pewno nie powoduje tak dużych szkód jak nadużywanie środków przeciwbólowych, czy nasercowych. W kwestii działania wczesnoporonnego- producent w charakterystyce produktu zaprzecza Pani rewelacjom. "Tabletki ellaOne hamują lub opóźniają owulację (patrz punkt 5.1). W przypadku gdy wystąpiła już owulacja produkt ellaOne nie jest skuteczny. Nie ma możliwości przewidzenia czasu owulacji i z tego względu tabletka ellaOne powinna zostać przyjęta niezwłocznie po odbyciu stosunku płciowego bez zabezpieczenia". W ulotce i w charakterystyce produktu w kilku miejscach znajduje się informacja, że przypadku podejrzenia ciąży- wystąpienia charakterystycznych objawów, należy poradzić się lekarza i nie wolno zażywać tabletki EllaOne. Wymienione są także grupy leków, które mogą obniżać skuteczność antykoncepcji awaryjnej. Nikt nie podważa faktu, że początkiem życia jest zapłodnienie. Zapłodniona komórka jajowa to jeszcze nie zarodek- jedynie zbiór genów. Pierwszy podział i mieszanie się owych genów następuje po 36 godzinach. Następnie następuje dalszy podział - etap bruzdowania, w wyniku czego powstaje wielokomórkowy zarodek. "zapłodniona komórka (zygota) to jeszcze nie początek nowego życia. Teraz przez parę dni wędruje przez jajowód, nieustannie dzieląc się, przy czym jednocześnie nie zwiększa swojego rozmiaru. To etap bruzdkowania, którego efektem jest wielokomórkowy zarodek. Przesuwany jest ruchami rzęsek pokrywających nabłonek jajowodów i skurczami mięśniówki jajowodów. Wydzielina produkowana przez nabłonek ułatwia poślizg komórki. W ostatnim stadium bruzdkowania powstaje blastocysta, czyli jajo płodowe - pęcherzyk składający się z dwóch warstw. Trofoblast pełni funkcje ochronne i odżywcze, z embrioblastu powstaje ciało zarodka. Przez kilka dni pobytu w macicy zarodek odżywia się tzw. mleczkiem macicznym - substancją wydzielaną przez śluzówkę. Jednocześnie enzymy wydzielane przez jajo powodują nadtrawienie błony śluzowej macicy. Zarodek zagnieżdża się w wytrawionym zagłębieniu, endometrium je obrasta. Proces ten zwany implantacją lub zagnieżdżeniem rozpoczyna się mniej więcej po 6 dniach od owulacji, ale w zależności od tego, jak długo zarodek znajdował się w jajowodach, rozpocząć się może od 4 do nawet 12 dni od jajeczkowania. Jajo płodowe usadawia się zazwyczaj w ścianie macicy niedaleko od ujścia jajowodów" http://www.sonomedico.pl/index.php/nieplodnosc-11361/zaplodnienie.html Używa Pani skrótów myślowych, których pełne są informacje o zapłodnieniu dostępne na portalach kobiecych. W tym miejscu wypada nadmienić, że w Polsce dostępne są dwa rodzaje antykoncepcji awaryjnej: zawierająca lewonorgestrel Escapelle - dostępna na receptę i tańsza oraz EllaOne, zawierająca octan uliprystalu -droższa, dostępna bez recepty. Lewonorgestrel chroni ciążę. Mało kto wie, że badania nad powyższym hormonem, zastosowanym we wkładkach domacicznych wykazały, że "działanie ochronne wiąże się ze zmniejszeniem ryzyka zachorowania na raka endometrium aż o 50% względem średniego ryzyka populacyjnego. W mniejszym stopniu zmniejsza ona ryzyko zachorowania na raka gruczołowego i płaskonabłonkowego szyjki macicy, raka jajnika, trzustki oraz oskrzela" http://www.ginekologiapolska.pl/Wplyw-systemu-wewnatrzmacicznego-nuwalniajacego-lewonorgestrel-mirena-bayer-nna-prewencje-i-leczenie-raka-gruczolowego-nblony-sluzowej-macicy-oraz-na-inne-nnowotwory-zlosliwe-u-kobiet,2078,0,1.html ". Przy coraz częstszym rozpoznawaniu insulinooporności i otyłości w ostatnich dekadach oraz coraz wcześniejszym występowaniu nowotworów hormonozależnych szersze stosowanie systemów wewnątrzmacicznych uwalniających lewonorgestrel może się okazać bardzo istotnym elementem profilaktyki pierwotnej nowotworów złośliwych u kobiet. Dla przykładu, osoby z nadwagą i otyłością wydają się być predystynowane do stosowania takiej interwencji hormonalnej.". (tamże) Pani Małgorzato, proszę nie manipulować badaniami i nie wmawiać czytelniczkom jakiś strasznych zagrożeń. Kwestia raka a antykoncepcji wymaga wyjaśnień. Antykoncepcja z całą pewnością zapobiega rakowi jajnika, endometrium i okrężnicy. Hormonalne środki antykoncepcyjne -(zawierające głównie estrogeny) jeśli w ogóle mają jakiś związek z rakiem piersi to być może działają jako czynnik ułatwiający i przyspieszający rozwój choroby, która już wystąpiła, niż jako czynnik powodujący mutacje genetyczne i wywołujący chorobę. Uważa się, że tabletki składające się tylko z progesteronu, i tzw. "minipigułki" nie zwiększają ryzyka wystąpienie raka piersi. Tabletki mogą nieznacznie zwiększać ryzyko choroby u kobiet genetycznie obciążonych, lub u kobiet stosujących doustne środki antykoncepcyjne stosowały przez co najmniej 8 lat do zajścia w pierwszą ciążę. Uważa się, że preparaty zawierające jedynie progesteron nie wpływają na ryzyko wystąpienia raka piersi natomiast preparaty zawierające zarówno progesteron jak i estrogeny mogą mieć wpływ na powstanie tego nowotworu. Rak u tych kobiet jest mniej zaawansowany i rzadziej powoduje przerzuty. Zapewniam Panią, że takie informacje są dostępne na każdej ulotce. Nikt przed kobietami nie ukrywa możliwego zagrożenia. Ulotka zawiera także informacje o ryzyku zakrzepicy- szacowane średnio na 1:6500. Ryzyko zakrzepicy jest znacznie większe w ciąży, o czym Pani raczyła zapomnieć. Ulotka zawiera wszystkie informacje na ten temat, łącznie z opisem objawów. Poza tym antykoncepcja nie wywołuje zakrzepicy, a jedynie zwiększa jej ryzyko, w zależności od hormonu, który jest w jej składzie. Działanie ochronne antykoncepcji przed niektórymi nowotworami narządów rodnych jest bardzo dobrze opisane i nie podlega wątpliwości. Więcej przypadków śmiertelnych jest po zażyciu środków przeciwbólowych, ale na tym środowiska katolickie nie ubolewają. To właśnie niestosowanie antykoncepcji zwiększa ryzyko raka narządów rodnych - nowotworom sprzyjają: cykle menstruacyjne i wczesna miesiączka. Blokowanie cyklu ma właściwości zapobiegawcze, jeżeli chodzi o nowotwory oraz lecznicze- leczy torbiele jajnika. Ponadto kobiety zażywające pigułki antykoncepcyjne są mniej narażone na zgon z powodu raka lub choroby serca niż panie, które ich nie zażywają - wynika z badań brytyjskich, które publikuje "British Medical Journal". Naukowcy z Uniwersytetu w Aberdeen doszli do takich wniosków po przeanalizowaniu danych zbieranych przez niemal 40 lat w grupie 46 tys. kobiet. Ze wcześniejszych obserwacji wynikało, że pigułki mogą zwiększać ryzyko niektórych schorzeń, jak rak piersi czy zakrzepowe zapalenie żył, a przez to skracać życie. "Nigdy nie było jednak wiadomo, jakie są długotrwałe skutki ich stosowania" - tłumaczy prowadzący badania prof. Philip Hannaford. Po niemal 40 latach obserwowania stanu zdrowia kobiet zażywających te środki okazało się, że nie są one bardziej narażone na zgon niż panie, które ich nie stosowały. Ich ryzyko zgonu było wręcz o 12 proc. niższe. Kobiety te były mniej narażone na śmierć z powodu raka, choroby serca czy udaru mózgu. Na koniec rozważań o tabletkach antykoncepcyjnych przytoczę wypowiedź pani prof. Violetty Skrzypulec "Ci, którzy uważają stosowanie środków antykoncepcyjnych za zło samo w sobie, nie wiedzą o czym mówią. Najbardziej popularna pigułka antykoncepcyjna jest dwuskładnikową tabletką zawierającą w swoim składzie hormony: estrogen i progestagen. Blokuje proces jajeczkowania i wytwarzanie śluzu szyjkowego [..]Dla lekarzy tabletka antykoncepcyjna jest lekiem, przy pomocy którego nie szkodzimy, ale pomagamy. Antykoncepcję stosujemy np. w przypadku nawracających torbieli czy zdiagnozowanych nienowotworowych cyst jajnika, ponieważ jest to jedyna możliwość uratowania jajnika. Przy takim postępowaniu można zablokować pracę tego narządu np. na 3 lata i zapobiec pojawianiu się kolejnych zmian chorobowych. Tabletkę antykoncepcyjną stosujemy w obfitych krwawieniach, nieregularnych cyklach i oczywiście po zabiegach operacyjnych, np. w przypadkach ciąży pozamacicznej. Na całym świecie zaleca się również podawanie takiej tabletki u kobiet z grupy ryzyka raka jajnika. To nieoceniona terapia antykoncepcyjna z efektem dodanym. Kiedy jajnik nie pracuje, spada możliwość pojawienia się w nim nowotworu. W przypadkach zaburzeń hormonalnych, pigułka antykoncepcyjna jest lekiem pierwszego rzutu. My, endokrynolodzy, stosujemy pigułkę antykoncepcyjną przy nadmiernym owłosieniu, trądziku. Także jako element regulacji cyklu miesiączkowania u dziewcząt, które nierozważnie się odchudzały.". Jak widać nie ma Pani racji - antykoncepcja jest środkiem leczniczym i zapobiegającym nowotworom (oczywiście nie wszystkim). Ma skutki uboczne, ale bilans jej stosowania jest zdecydowanie korzystny. Zauważyłam, że prawie za każdym razem odwołuje się Pani do tych samych źródeł. Kraje, które zdecydowały się na refundowanie antykoncepcji i antykoncepcji awaryjnej : Litwa, Łotwa, Hiszpania, Niemcy, Holandia, Belgia, częściowo Szwecja, obserwują stały spadek liczby aborcji. Działania pro-life w Polsce (Fundacja Pro-Prawo do Życia) polegają w dużej mierze na nagonce na polityków, pokazywaniu zmanipulowanych wystaw, oszukiwaniu społeczeństwa i domaganiu się ciągłych zakazów (aborcji, edukacji seksualnej, in vitro, a nawet badań prenatalnych). Nie interesują się aborcją w podziemiu, udają, że jej nie ma. Nie mogą na niej zrobić medialnego szumu, więc stoją pod szpitalami i obrażają personel. Na ich stronach nie znajdzie Pani żadnej informacji na temat zespołu Downa, czy adresów ośrodków pomagających rodzicom po trudnej diagnozie prenatalnej. Polscy obrońcy życia nie dostrzegają faktycznego problemu aborcji, usiłują narzucić swój światopogląd. W Polsce nie jest problemem 1800 legalnych aborcji, ale ponad 150 tys. nielegalnych. Problem w tym, że zakaz aborcji i utrudnianie dostępu do antykoncepcji awaryjnej nie spowoduje zmniejszenia liczby aborcji, ale jej zwiększenie. Na Słowację,do Austrii, czy do Niemiec jest blisko. Polskie podziemie nadal będzie rozwijało się. Nawet duchowa adopcja dziecka poczętego nie pomoże w walce z tym zjawiskiem. Aby skutecznie walczyć z aborcją, to należy promować antykoncepcję. Pani poglądy nie wytrzymują konfrontacji z rzeczywistością. Można przyznawać rację obrońcom życia, kościołowi i udawać, że aborcja na żądanie w Polsce nie istnieje albo, że jest to wyłączenie problem policji i sądów, ale można też zapobiegać temu zjawisku poprzez ułatwianie dostępu do antykoncepcji oraz zmiany w prawie ułatwiające wychowanie i opiekę nad dziećmi. Antykoncepcja awaryjna bez recepty jest jednym z najlepszych sposobów zapobiegania aborcjom. Napisała Pani, że połowa nieplanowanych ciąż jest wynikiem błędu w stosowaniu antykoncepcji. Gdyby antykoncepcji nie było tych ciąż byłoby jeszcze więcej. Antykoncepcja awaryjna pozwala na naprawę błędów w stosowaniu antykoncepcji bez krzywdzenia siebie i rozwijającego się w macicy dziecka. Na szczęście obecnie dostępne są środki, które zmniejszają ryzyko błędu: tabletki na 28 dni, wkładki, zastrzyki, pierścienie, plastry. Niezbędna jest też edukacja seksualna, której środowiska prawicowe są przeciwne. Tylko wiedza i zdrowy rozsądek ludzi może zmniejszyć liczbę aborcji. Dlatego też apel o refundację wszystkich środków antykoncepcyjnych jest jak najbardziej słuszny i odpowiadający postulatowi ochrony życia. Kobieta, która pragnie dziecka raczej nie usunie ciąży. Zgodzimy się co do tego, że dzieci powinny rodzić się z miłości, a nie pod przymusem. Dlatego najlepsze, co minister może zrobić, jeżeli chce naprawdę walczyć z aborcją, to zostawić antykoncepcję awaryjną w spokoju. To kobiety, ewentualnie wraz z partnerami powinny decydować, czy w danym momencie chcą zajść w ciążę. Ciągłe mylenie antykoncepcji i środków wczesnopronnych doprowadza do dramatów i aborcji. Środowiska pro-life w sposób celowy wprowadzają społeczeństwo w błąd - dążą do przejęcia kontroli nad kobietami i planowaniem rodziny. Mamy zatem do czynienia z terrorem ideologii katolickiej w społeczeństwie. Kościół już nie ukrywa swoich intencji - zmuszenie społeczeństwa do akceptacji jego nauczania. Społeczeństwo stawia coraz większy opór, toteż rękami obrońców życia i uległych polityków, kościół wprowadza siłą swoje nauczanie. Trudno mówić o "terrorze ideologii lewackiej" skoro strona lewicowa nie dysponuje obecnie miejscami w Parlamencie, a jej siła medialna jest znacznie mniejsza niż obrońców życia. Strona lewicowa nie dysponuje szwadronem wyszkolonych ludzi do zbierania podpisów, nie organizuje kilka razy w miesiącu pikiet w centrach miast i pod szpitalami,nie ma za sobą tysięcy ambon. Nasz głos jest ledwo słyszalny. Nie ma żadnego potężnego homolobby. Organizacje feministyczne są stosunkowo nieliczne.Mają poparcie w WHO i niektórych instytucjach europejskich, co nie przekłada się na zdolność do zmiany prawa.

środa, 28 maja 2014

List do Ministra Zdrowia w/s dekalaracji wiary


Zgodnie z obietnicą umieszczam tekstu listu do Ministra Zdrowia. W prawym górnym rogu należy wpisać datę i miejscowość, a na końcu podpisać się. Kopiujcie i wysyłajcie. Pokażmy katolikom, że racjonaliści też potrafią zorganizować się. Do: Ministerstwo Zdrowia Minister Zdrowia Bartosz Arłukowicz ul. Miodowa 15 00-952 Warszawa (22) 634 93 26 kancelaria@mz.gov.pl Szanowny Panie Ministrze, Od kilku tygodni katolickie środowiska lekarskie podejmują działania przeciwko pacjentom i polskiemu prawu. Związane jest to z klauzulą sumienia i „Deklaracją wiary dla lekarzy”, autorstwa pani Wandy Półtawskiej. Deklaracja zawiera twierdzenia podważające sens wykonywania zawodu lekarza i pozbawia pewne grupy pacjentów prawa do opieki medycznej. W drugim punkcie deklaracji autorka pisze: „UZNAJĘ,iż ciało ludzkie i życie, będąc darem Boga,jest święte i nietykalne:-ciało podlega prawom natury, ale naturę stworzył Stwórca,-moment poczęcia człowieka i zejścia z tego świata zależy wyłącznie od decyzji Boga. Jeżeli decyzję taką podejmuje człowiek,to gwałci nie tylko podstawowe przykazania Dekalogu,popełniając czyny takie jak aborcja, antykoncepcja, sztuczne zapłodnienie, eutanazja, ale poprzez zapłodnienie in vitro odrzuca samego Stwórcę.” Już pierwsze zdanie podważa podstawy medycyny i sens zawodu lekarza – po co leczyć ludzi, skoro życie ludzkie, jego długość i jakość zależy jedynie od decyzji Boga? Pogląd ten jest tożsamy z postulatem klauzuli sumienia, która w ujęciu środowisk katolickich nie ogranicza się jedynie do aborcji i eutanazji, ale ingeruje w prawo człowieka do decydowania o swojej rozrodczości i seksualności. Ponadto odbiera kobietom prawo do leczenia schorzeń ginekologicznych antykoncepcją, która w wielu przypadkach ma właściwości lecznicze. Zacytowane zdania są złamaniem punktu 2 i 6 Karty Praw Pacjenta. W punkcie drugim Karty Praw Pacjenta znajduje się zapis o prawie do świadczeń zdrowotnych odpowiadających wymaganiom wiedzy medycznej, opartej na dostępnych metodach i środkach rozpoznawania , zapobiegania i leczenia chorób. W punkcie szóstym Karty Praw Pacjenta jest zawarte prawo pacjenta o uzyskaniu przystępnej informacji od lekarza o swoim stanie zdrowia, rozpoznaniu, proponowanych oraz możliwych metodach diagnostycznych, leczniczych. Postulat lekarzy,aby odmawiać wypisania antykoncepcji i zapłodnienia in vitro, w sytuacji, kiedy jest jedyny sposób na zajście w ciążę łamie zapisy Powszechnej Deklaracji Praw Seksualnych w punkcie 8, 9 i 11. W punkcie 8 jest zapis o prawie do podejmowania wolnych i odpowiedzialnych decyzji, co do posiadania potomstwa, które obejmuje prawo do decyzji o posiadaniu potomstwa, jego liczbie, różnicy wieku pomiędzy potomstwem oraz prawo pełnego dostępu do środków regulacji płodności. W punkcie 9 dotyczącym prawa do seksualnej informacji opartej na badaniach naukowych zapisano, że informacje na temat seksualności człowieka muszą się opierać na wynikach rzetelnych i nienaruszających zasad etycznych badań naukowych. Punkt 11 przyznaje prawo do opieki zdrowotnej w zakresie zdrowia seksualnego, która ma służyć zapobieganiu i leczeniu wszelkich problemów, chorób i zaburzeń seksualnych. Z przytoczonych zapisów prawnych jasno wynika, że lekarz w pracy zawodowej nie może powoływać się na Dekalog i odmawiać świadczeń zdrowotnych zgodnych z prawem i wiedzą medyczną. Poza tym naukowcy z Polskiej Akademii Nauk wydali opinię nr 4/2013 z dnia 12 listopada 2013 w/s klauzuli sumienia, gdzie stwierdzają, że lekarz może odmówić osobistego udziału w aborcji i zapłodnieniu pozaustrojowym, ale klauzula sumienia nie obowiązuje na wypisywanie środków antykoncepcyjnych, a ściślej mówiąc wypisania recepty na środek leczniczy, ponieważ to w gestii pacjenta leży zastosowanie leku. Klauzula sumienia nie może być używana jako instrument narzucania pacjentom przekonań moralnych personelu medycznego. W zapisie „Deklaracji Wiary dla lekarzy” klauzula sumienia ma na celu narzucenie pacjentom przekonania lekarza i wykonywanie działań sprzecznych z dobrem pacjenta. Znacznie wykracza poza zakres zapisów ustawowych. Niepokojący jest także punkt 3 „Deklaracji wiary dla lekarzy”, w którym to autorka stwierdza, że .PRZYJMUJĘ prawdę, iż płeć człowieka dana przez Boga jest zdeterminowana biologicznie i jest sposobem istnienia osoby ludzkiej. Jest nobilitacją, przywilejem, bo człowiek został wyposażony w narządy, dzięki którym ludzie przez rodzicielstwo stają się „współpracownikami Boga Samego w dziele stworzenia” - powołanie do rodzicielstwa jest planem Bożym i tylko wybrani przez Boga i związani z Nim świętym sakramentem małżeństwa mają prawo używać tych organów, które stanowią sacrum w ciele ludzkim”. Abstrahując od nieprawdziwych stwierdzeń dotyczących płciowości ludzkiej, zacytowany punkt zawiera postulat nieudzielania pomocy pacjentom, którzy nie żyją w sakramentalnym związku małżeńskim, odmawia takim osobom prawa do leczenia niepłodności i posiadania dzieci. Powyższe stwierdzenie uważam za dyskryminacje, co jest krzywdzące dla dużej części społeczeństwa i niegodne zawodu lekarza. Poza tym łamie Konstytucję Rzeczpospolitej Polskiej, w której jest zakaz wszelkiej dyskryminacji -”Nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny”. Artykuł 47 Konstytucji zapewnia każdemu prawo do do ochrony prawnej życia prywatnego, rodzinnego, czci i dobrego imienia oraz do decydowania o swoim życiu osobistym” Trzy tysiące lekarzy, którzy podpisali dokument pani Półtawskiej chce dla spełniania zaleceń swojej religii naruszać prawo pacjenta do prywatności i decydowania o swoim życiu osobistym, łamiąc ten sposób prawa obywatelskiej. Również w Karcie Praw Pacjenta znajduje się punkt o prawie o intymności i ochrony godności osobistej. Konstytucja w art.68, punkt.1 i 2 stwierdza „ Każdy ma prawo do ochrony zdrowia. Obywatelom, niezależnie od ich sytuacji materialnej, władze publiczne zapewniają równy dostęp do świadczeń opieki zdrowotnej finansowanej ze środków publicznych. Warunki i zakres udzielania świadczeń określa ustawa”. Skoro każdy ma prawo do ochrony zdrowia, to nie wolno dyskryminować pod tym względem obywateli, dlatego, że styl ich życia i rodzaj związku nie odpowiadają katolickiej wizji lekarza. Poza tym Kodeks Etyki Lekarskiej w artykule 3 nakazuje lekarzowi poszanowanie człowieka bez względu na wiek, płeć, rasę , wyznanie, poglądy polityczne, sytuację materialną. Artykuł 13 Kodeksu Etyki Lekarskiej stwierdza, że obowiązkiem lekarza jest respektowanie praw pacjenta do świadomego udziału w podejmowaniu decyzji dotyczących jego zdrowia. Uważam, że punkt o powołaniu do rodzicielstwa zgodnie z „planem Bożym” i ustalenie warunków , które musi spełniać pacjent odnośnie swojego życia życia prywatnego, chęć odmawiania niektórych terapii i wypisywania skierowań na badania prenatalne narusza wymienione powyższej akty prawne i prawo pacjenta do decydowania o swoim leczeniu, stanowi przykład niespotykanej dyskryminacji. Szanowny Panie Ministrze, warto zwrócić uwagę na punkt 4i 5 „Deklaracji wiary dla lekarzy” w których medycy sprzeciwiają się działaniu zgodnym z polskim prawem i dla dobra pacjenta. Uznają, że motywem ich działania jest wiara katolicka i nauka Kościoła. Tym samym na pierwszym miejscu stawiają wiarę, a obowiązujące ich akty prawne, jak np: Konstytucja, Kodeks Etyki Lekarskiej, Karta Praw Pacjenta. Sygnatariusze twierdzą, że prawo boże ma pierwszeństwo nad prawem stanowionym, co można odebrać za sprzeciw wobec systemu prawnego i niechęć do stosowania prawa. Rozumiem prawo lekarza do działania lekarza zgodnie ze swoim sumieniem, ale sprzeciwiam się łamaniu praw pacjenta i prawa państwowego. W myśl „Deklaracji wiary dla lekarzy” o leczeniu miałyby decydować wiara pacjenta i lekarza. Rozumiem, że lekarz może odmówić wykonania aborcji i eutanazji, ale za nadużycie uważam odmowę wypisania antykoncepcji, skierowań na badania prenatalne, czy uzależnienie leczenia od posiadania sakramentu małżeństwa. Zwracam się z prośbą o działania dyscyplinujące dla lekarzy, którzy podpisali dokument, o wprowadzenie obowiązku ujawnienia na drzwiach gabinetu informacji o korzystaniu z klauzuli sumienia. Uważam za skandaliczne brak reakcji Ministerstwa Zdrowia na „Deklarację wiary dla lekarzy”, która uzależnia udzielenie pomocy pacjentowi od religii lekarza. Wykracza to poza zakres klauzuli sumienia i jest niczym innym jak tylko narzucaniem światopoglądu, rodzajem religijnego szantażu, braku szacunku dla pacjenta. Ministerstwo Zdrowia nie powinno pozwolić na to, aby lekarze łamali prawa pacjenta za powodu swojej wiary. To dobro pacjenta i leczenie zgodne z wiedzą medyczną powinno być celem pracy lekarza, a nie realizowanie w pracy nauki Kościoła. Z wyrazami szacunku

niedziela, 8 września 2013

Absurdalne refleksje biskupów o edukacji seksualnej


Słowa biskupów o edukacji seksualnej nie mogły pozostać bez komentarza. Artykuł jest polemiką z biskupami, a nie atakiem na Kościół. Funkcjonariusze kościelni na wysokich szczeblach władzy za nic mają przestrzeganie zasady rozdziału kościoła od państwa. W ostatnim czasie przypomnieli o sobie i odważyli się wtrącać do systemu edukacji. To, że domagają się obowiązkowej religii nie dziwi, w końcu muszą zapewnić się kształcenie narybku, który w przyszłości będzie wykupywał msze i hojnie dotował fanaberie proboszcza. Starsi panowie, którzy nie założyli rodziny, w randze biskupa uważają się za największych ekspertów od wychowania dzieci, leczenia niepłodności, edukacji, seksualności, medycyny. Uważają, że mają prawo do żądania od społeczeństwa i polityków absolutnego posłuszeństwa. Są przekonani, że Polacy mają podporządkować się ich wytycznym, które tłumaczą wyrazem woli bożej i ich duszpasterskiej troski o zbawienie i ład moralny. Chcą, aby wszyscy kierowali się wytycznymi dogmatów watykańskich i bez słowa sprzeciwu akceptowali nawet najgłupsze pomysły kościelnej hierarchii. Tuż przed rozpoczęciem roku szkolnego panowie biskupi uraczyli swoich wiernych listem pasterskim o wychowaniu młodzieży. Hierarchowie wyrazili w nim swój niepokój wprowadzeniem edukacji seksualnej sprzecznej z chrześcijańską wizją człowieka. W ich mniemaniu szkoła ma obowiązek stawiać wartości katolickie na piedestale i uczyć zgodnie z nauką kościoła katolickiego. Dwadzieścia lat rządów kleru doprowadził do wpisania w system oświaty wartości chrześcijańskich. Przeanalizuję fragmenty listu dotyczące edukacji seksualnej " Wychowanie do wartości rozpoczyna się w rodzinie. Ceńmy zatem czas wspólnych rodzinnych spotkań, rozmów, posiłku, wspólnego wypoczywania. Codzienne bycie razem uczy bowiem wzajemnego zrozumienia, zaufania, ofiarnej miłości i prawdziwej przyjaźni. Wspólne przebywanie kształtuje ponadto postawę służby i dobroci gotowej na dzielenie się radością, a jednocześnie odpornej na trudne problemy i emocje. W rodzinie powinniśmy uczyć się zwracania do siebie z miłością, szacunkiem i serdecznością. Ogromne pole do działania w zakresie wychowania do wartości ma szkoła, która powinna wspierać rodziców w wychowywaniu dzieci. Niezwykle ważne jest, aby szkoła budowała swój program wychowawczy w ścisłym porozumieniu z rodzicami. W programie tym powinny być wyraźnie nazwane i wyjaśnione wartości, na których oparty jest system wychowawczy. Wobec coraz odważniejszych prób wprowadzania do polskich szkół edukacji seksualnej, sprzecznej z chrześcijańską wizją człowieka, apelujemy do rodziców: czuwajcie nad tym, co szkoła przekazuje waszym dzieciom! Przypominamy, że bez zgody rodziców szkoła nie może realizować programu wychowawczego ani pozwalać na nauczanie przedmiotów, których treści są sprzeczne z ich przekonaniami lub wprost demoralizujące. Prawo oświatowe mówi wyraźnie o konieczności respektowania przez szkołę publiczną chrześcijańskiego systemu wartości (por. Ustawa o systemie oświaty – preambuła). Powierzając swoje dziecko szkole, rodzice nie powinni zgodzić się na edukację, która byłaby sprzeczna z ich przekonaniami i wyznawanymi wartościami. Jak zawsze w wychowywaniu do wartości rolę nie do przecenienia pełnią sami wychowawcy. Będąc przykładem i wzorem dla swoich uczniów, muszą być świadomi, że własnym życiem prezentują określony świat wartości. Nauczyciel i wychowawca nie może być neutralny. Nie powinien więc zagubić właściwej hierarchii wartości zarówno w życiu osobistym, jak i zawodowym. Musi być świadkiem wartości, które wyznaje." Nikt nie kwestionuje roli rodziny w wychowaniu dziecka. Można zgodzić się z biskupami, że bardzo ważne dla budowania bezpiecznego świata są wspólne rozmowy, posiłki, wypoczynek. Pełna zgoda co do tego, że to w domu rodzinnym młody człowiek powinien poznać znaczenie przyjaźni, miłości, zrozumienia i zaufania. Wartości te powinni przekazać rodzice i dziadkowie. Dorośli powinni swoim postępowaniem dawać przykład akceptowanych zachowań. Szacunek, miłość, serdeczność , wzajemna pomoc to podstawowe wartości, jakie człowiek powinien wynieść z domu rodzinnego. Edukacja seksualna nie jest sprzeczna z człowieczeństwem, być może jest różna od założeń religijnych. Szkoła musi przekazywać nowoczesną wiedzę a nie religijne zabobony. Wiedza o tak ważnej części ludzkiego życia i psychiki jakim jest seksualność nie jest deprawacją. W naukowym podejściu do seksualności zawierają się treści, które nie mieszczą się w religijnym postrzeganiu człowieka, np: zaburzenia płci, popęd seksualny, potrzeba bliskości przed ślubem. Podstawy nauczania ogólnego nie określają rodzice, ale Minister Edukacji. Rodzice nie mają wpływu na podstawę programową z poszczególnych przedmiotów. Twierdzenia biskupów biorą z braku wiedzy o edukacji seksualnej, chęci panowania nad ludzką seksualności i z niezdrowej, zbytniej fascynacji tematem. Dziecko świadome swojej seksualność, wiedzące, że ma prawo do ochrony swojej intymności, znające prawo do godności i nietykalności cielesnej nie pozwoli molestować się klerowi, "wujkom", czy internetowym pedofilom. Dziecko świadome zła jakim jest molestowanie seksualne może powiedzieć rodzicom, że ze strony duchownego lub innej osoby spotkało go takie zachowanie, a wtedy ukrywana z takim trudem przez biskupów pedofilia kleru, ujrzy światło dzienne, co spowoduje odwrócenie się wiernych od Kościoła i mniejsze wpływy w kościelnej kasie.
Warto zaznaczyć, że według kościelnych dostojników i polityków związanych z Kościołem edukacja seksualna sprowadza się do zmuszania nastolatek do rozpoczęcia współżycia płciowego i aborcji, do promocji antykoncepcji i homopropagandy. Mają oni inną wizję ludzkiej seksualności według której celem życia seksualnego jest prokreacja i oddanie się boskim planom w dziedzinie posiadania dzieci. W ich wizji potrzeby seksualne pojawiają się po odmówieniu modlitwy w noc poślubną, a dzieci są osobami pozbawionymi seksualności, które nie interesują się budową narządów rodnych i seksem. Uważają, że edukacja seksualna jest niebezpieczna dla kształtowania osobowości młodych ludzi i sprzeczna z prawem rodziców do wychowania dzieci zgodnie ze swoim światopoglądem. Jeżeli osobowość młodych ludzi rozumiemy jako przytakiwanie Kościołowi, wrogość wobec drugiego człowieka z powodu jego wyborów seksualnych, to faktycznie edukacja seksualna ma się nijak do tych założeń. Wychowanie seksualne wychowuje do założenia rodziny, do świadomego podejmowania życia seksualnego, do rozumienia praw mniejszości i zagrożeń związanych z pornografią, pedofilią, przemocą na tle seksualnym. Intymność człowieka to nie tylko obserwowanie wydzielin z pochwy i rysowanie wykresów, to jeden z aspektów człowieczeństwa. Seksualność to integralna część osobowości człowieka, a nie boży dar, z którego można korzystać w określone dni. Warto pamiętać, że edukacja seksualna to także wiedza z biologii, higieny, zapobiegania ryzykownym zachowaniom seksualnym, umiejętność selekcji mediów pod względem wiarygodnych informacji o zdrowiu reprodukcyjnym. Edukacja seksualna to wspieranie zdrowia płciowego.
Nie pozwólmy Kościołowi wpływać na wychowanie naszych dzieci. Jedynym sposobem,a by uchronić dzieci przed dogmatami i kościelną nauką o seksualności jest dostarczanie młodemu pokoleniu naukowej wiedzy i kształtowanie kręgosłupa moralnego poprzez dowartościowanie dziecka, zainteresowanie jego sprawami, radzenie, pomoc w trudnych dla niego sytuacjach oraz niegodzenie się na udział ucznia w katechezie. Rodzice muszą stać autorytetem. W przeciwnym razie młody człowiek jest łatwym łupem dla organizacji religijnych.