VigLink

Witam i zapraszam
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą edukacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą edukacja. Pokaż wszystkie posty

piątek, 21 kwietnia 2017

Referndalny problem PiS


Organizatorzy referendum szkolnego zebrali ponad 910 tys. podpisów pod projektem referendum przeciwko reformie (w zasadzie niszczeniu edukacji). PiS będąc w opozycji krytykował PO za lekceważenie głosów obywateli, którzy chcieli referendum w/s 6latków. PiS twierdzi, że reformę edukacji obiecali wyborcom, a skoro wygrali to mogą zmieniać szkołę. Jeżeli nie zgodzą się na referendum , pokażą, że nie różnią się niczym od PO i tak samo lekceważą podpisy obywateli. Jeśli referendum przejdzie będzie to oznaczało, ze Zalewska nie ma poparcia w partii, a PiS przestał być jednością. Przegrana władzy w referendum oznaczałaby cios w PiS, pokazałaby Kaczyńskiemu, że wygrane wybory nie oznaczają, że naród zgadza się z władzą i mogą robić wszystko na co mają ochotę. Jeżeli PiS wygra referendum zyska przekonanie, że ma poparcie społeczne i nastąpi dalszy etap niszczenia demokratycznego państwa. Na pewno można przewidzieć psykówkę w Sejmie, wypominanie błędów z przeszłości. Nie liczę na konstruktywną dyskusję o stanie polskiej oświaty. Jestem przeciwko reformie edukacji. O ile popieram wydłużenie liceum, to niekoniecznie podoba się mi powrót ośmioklasowej podstawówki, programy z błędami merytorycznymi, zwolnienia w oświacie, brak pełnego nauczania w podstawówce: fizyki, geografii,chemii i biologii.

czwartek, 24 października 2013

6 latek w szkole


Uważam, że referendum powinno odbyć się, a wraz z pytaniami o 6latki i gimnazjum powinny pojawić się zagadnienia wychowania seksualnego i wyprowadzenia religii ze szkół. Obniżenie wieku rozpoczęcia nauki w szkole jest jednym z najważniejszych punktów reformy systemu edukacyjnego. Według pomysłodawców ma to zwiększyć dostępność do edukacji i wyrównać szanse edukacyjne. Jak w kalejdoskopie zmieniał się czas wprowadzenia tych zmian w życie. Najpierw ostateczną datą posłania 6-latków do szkoły był wrzesień 2012, Ministerstwo edukacji zmieniło jednak zdanie i o 2 lata odsunęło obowiązek edukacji szkolnej 6 latka. Do września 2014 roku to rodzice będą decydowali, czy dziecko rozpocznie o rok wcześniej naukę w szkole podstawowej. Zmiana nastąpiła po protestach rodziców, widzących w pomyśle ministerialnym skrócenie beztroskiego dzieciństwa, argumentujących, że szkoły nie są przygotowane na przyjęcie 6-latków, program jest przeładowany, dziecko narażone jest na większe ryzyko niepowodzeń szkolnych. Zdaniem rodzica Rodzice zwracają uwagę na różnice w rozwoju 6 i 7 latka, niedostosowanie podręczników do potrzeb młodszego ucznia. Najpoważniejszym zarzutem wobec reformy jest kwestia nieprzygotowania szkół, w których brakuje mebli dostosowanych do wzrostu 6-latków, kącików do zabaw i czasu na odrobinę relaksu wśród zabawek. Dziecko nie wytrzymuje 45 minut, ma nieustanną, naturalną potrzebę ruchu, czego zdaniem rodziców nie otrzymuje w szkole podstawowej. W przedszkolu nauka połączona jest z zabawą, dominuje bawienie się, zabawy edukacyjne i ruchowe. Istotnym czynnikiem, który powoduje sprzeciw rodziców wobec obowiązku szkolnego 6-latków jest narażenie dziecka na duży stres. Dziecko 6 -letnie zazwyczaj pracuje wolniej niż siedmiolatek, przez co denerwuje się – inne dzieci skończyły zadanie, ono nadal je rozwiązuje. W Polsce i na świecie Obawy rodziców częściowo potwierdzają się. Pomysł, aby szkoła podstawowa rozpoczynała się od 6 roku życia, nie jest najgorszy w założeniach. W Unii Europejskiej dzieci rozpoczynają edukację szkolną między 5 a 6 rokiem życia. Na problem należy spojrzeć z innej perspektywy. Problemy 6 latków w szkole biorą się z faktu, że w okresie przejściowym (czas, kiedy to rodzice decydują o tym, czy sześciolatek pójdzie do szkoły, czy zostaje w przedszkolu), wynika z włączenia 6 -latków do grupy dzieci o rok starszych i wymagania od nich tych samych treści nauczania. Rzeczą naturalną jest to, że rok młodsze dziecko pracuje wolniej, ma słabiej wyćwiczone mięśnie ręki, potrzebuje więcej ruchu. Nauczyciel nie ma wyboru – musi wymagać od wszystkich tego samego. Wielka jest rola rodziców, którzy w sposób przypominający zabawę powinni pomóc dziecku. Ćwiczenie mięśni ręki nie wymaga dużych nakładów finansowych, wystarczy poprosić dziecko, aby pomagało w ugniataniu ciasta, kupić plastelinę, czy zabawki do zginania lub ugniatania lub samemu zrobić masę solną. Dobrym rozwiązaniem, zwłaszcza dla dziewczynki jest komplet kolorowych sznurków, które dziecko może splatać i tworzyć z nich łańcuszki, ozdoby dla siebie i lalek. Świetnie sprawdzają się grube, drewniane kredki, wyrabiające nawyk właściwego trzymania ołówka. Najważniejsze jest czytanie dziecku i opowiadanie razem z dzieckiem o przeczytanej książce, dzięki temu wzbogacamy słownictwo, uczymy koncentracji uwagi i ćwiczymy pamięć słuchową. A może warto zapisać dziecko do szkoły? W momencie, kiedy edukacja 6-latków będzie obowiązkowa i w oddziale klasowym będą same 6-latki nie będzie problemu wynikającego z różnic w wieku, odpadnie kłopot z zbyt wolnym tempem pracy małego ucznia i podręcznikami. Dzieci 6-letnie mają w sobie naturalną ciekawość świata, pytają, oczekują jasnych i konkretnych odpowiedzi, jest, więc podstawa do wprowadzenia w świat nauki. Wychowanie dziecka Dziecko musi być właściwie prowadzone, aby nie zmarnować okresu największej pasji poznawczej. Szósty rok to odpowiedni czas na odkrywanie talentów ucznia i zapisywanie go na odpowiednie zajęcia. Reforma ma swoje wady i zalety. Dziecko ciekawskie, które chętnie rysuje, słucha opowiadań, zadaje pytania, potrafi odpowiadać na pytania warto zapisać do szkoły. W przedszkolu też może się rozwijać, ponieważ programy nauczania są podobne. Za przedszkolem przemawia: znane dziecku środowisko, przewaga zabawy i dostosowanie pomieszczeń do potrzeb małego dziecka. Dal wielu rodziców argumentem, aby w wieku 6 lat, szkoła podstawowa stała się elementem życia dziecka jest darmowa nauka języka obcego i bezpłatne zajęcia z gimnastyki korekcyjnej, za które w przedszkolu trzeba było płacić oraz możliwość zapisania dziecka na dodatkowe zajęcia artystyczne lub sportowe. Rodzice zapisują 6-latka do szkoły ze względu na odległość szkoły od domu – szkoła często jest bliżej. Warto liczyć się ze zdaniem pociechy, – jeżeli woli chodzić do przedszkola, to niech chodzi. Puszczenie dziecka w wir systemu edukacji rok wcześniej, wbrew jego woli przyniesie więcej szkody niż pożytku. Program wychowawczy szkoły Każda szkoła podstawowa ma swój program wychowawczy, określający misję szkoły cele wychowawcze, powinności nauczyciela i zadania wychowawców klas, zasady współpracy wychowawczej z rodzicami, formy pomocy dla uczniów w sytuacjach trudnych, program przeciwstawiania się złu, opis rytuału uroczystości szkolnych, regulamin samorządu uczniowskiego. W szkołach cele programu wychowawczego mogą być sformułowane inaczej, generalnie chodzi oto, aby rodzice wiedzieli, jakie cele w wychowaniu stawia sobie szkoła i w jaki sposób mogą ze szkołą współpracować. Misją szkoły jest bycie instytucją, w której zawsze będzie miejsce dla tolerancji, nauki, kultury, wzajemnego szacunku i dążenia do sukcesu. Szkoła ma obowiązek pomagać uczniom we wszechstronnym rozwoju, łączyć życzliwość ze stanowczością wymagań, zapewnić sprawiedliwość i równość szans, wspierać partnerstwo przygotowywać do samodzielności i aktywności, uczyć kreatywnego myślenia, zapewnić bezpieczeństwo, przyjaźń i radość uczenia się. Zadanie szkoły podstawowej Szkoła podstawowa dąży do tego, aby absolwent był człowiekiem mającym poczucie własnej godności, który potrafi zastosować wiedzę i umiejętności w praktyce. Szkoła kładzie nacisk, aby uczeń był człowiekiem asertywnym, umiał odróżniać dobro od zła w oparciu o uniwersalne wartości, szanował dziedzictwo kulturowe, otwartym na innych, tolerancyjny, szczery i życzliwy. Szkoła podstawowa dąży do tego, aby uczeń, który po 6 latach edukacji opuści mury szkoły dbał o zdrowie swoje i otoczenia, charakteryzował się sprawiedliwością i odpowiedzialnością i był ciekawy świata, Dojrzałość szkolna 6-latka Szkoła podstawowa wymaga osiągnięcia pewnego rodzaju dojrzałości, zwanej dojrzałością szkolną. Najogólniej mówiąc, dojrzałość szkolna – to zespół umiejętności, wiedzy i norm zachowania, które niezbędne są do podjęcia nauki w szkole. Dyskusja nad obniżeniem wieku, w jakim uczeń ma rozpocząć obowiązek szkolny, sprowadza się do pytanie, czy 6-latek jest gotowy na to, aby zostać uczniem? Na postawione powyżej pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Wszystko zależy od indywidualnych predyspozycji danego dziecka. Co powinien wiedzieć maluch? Maluch powinien; znać dni tygodnia, nazwy miesięcy, pór roku, podzielić wyrazy na sylaby, powiedzieć, na jaką literę zaczyna się lub kończy wyraz, policzyć do 10, znaleźć różnice na obrazku, posegregować elementy na obrazku od najmniejszego do największego, opisać obrazek, odpowiedzieć na proste pytania do tekstu czytanego przez dorosłą osobę, znaleźć na obrazku elementy, które wskaże dorosły, połączyć elementy w pary, rysować po śladzie, rysować szlaczki, pisać literki po śladzie. Wszystkie powyższe umiejętności dziecko nabywa w przedszkolu, można je ćwiczyć w domu, przy pomocy różnych zbiorów zadań dla 5 i 6 latków. Istotne jest również, czy dziecko wymawia wszystkie głoski. Proste ćwiczenia logopedyczne zaleci logopeda, który wcześniej zdiagnozuje problemy z wymową. Do logopedy należy zgłosić dziecko 4-letnie, które nie wypowiada prostych zdań lub dziecko 5-letnie, niewymawiający „l”, b, p, t, d, j’ i sylab ‚lo.Le, la, ja, je, ja” Przedstawiłam kwestię dojrzałości pod względem wiedzy i umiejętności, osobną sprawą jest zachowanie. Zachowanie w szkole Szkoła podstawowa wymaga właściwego zachowania. Problemy ze sprawowaniem to największy kłopot dla 6-latka i rodzica. Dziecko 6-letnie nie jest w stanie wysiedzieć 45 minut i skupić przez ten czas uwagę, większość nauczyciele bierze ten fakt pod uwagę i organizuje prowadzenie zajęć według rytmu dzieci, a nie dzwonka – robi przerwy dzieciom na wyjście do toalety, czy krótkie zabawy ruchowe. Decydując się na posłanie 6 latka do szkoły trzeba zdawać sobie z tego, że dziecko będzie chodziło po klasie, marudziło, że będzie zaczepiane przez starsze dzieci, a na zaczepki będzie reagowało płaczem lub agresją. Jakie mogą powstać problemy? Ważnym problemem w zachowaniu dziecka 6-letniego w szkole jest przesadne przeżywanie porażek – bywa, że mały uczeń płacze, bo pani nie zapytała jego, tylko kolegę, popada w histerię, bo nie chce wykonać danego ćwiczenia. Reakcje nauczycieli, często nieprzygotowanych na takie sytuacje są różne -od ciągłego upominania, stawiania do kąta, do uwag, choć są nauczyciele, którzy starają się uspokoić dziecko, zachęcić do pracy, przytulają. Szkolny pedagog pomaga dziecku, rozmawia z nim, rozwiązuje uspokajające ćwiczenia. Najważniejszy w takiej sytuacji jest spokój rodzica, który musi być dla pociechy wsparciem, powinien spokojnie rozmawiać z dzieckiem i w razie sytuacji niepokojących interweniować u wychowawcy. Dobrze jest ćwiczyć w domu koncentrację – tutaj pomaga nieodłączana przyjaciółka rodziców książka, puzzle, klocki. Dobrym pomysłem jest zagwarantowanie dziecku jak największej ilości ruchu i ograniczenie oglądania bajek i grania na komputerze. Wady reformy z 6 -latkami w tle Założenia reformy idą w dobrym kierunku. Dzisiejsze 6-latki potrafią dużo więcej niż ich rówieśnicy 20 lat temu.  Są świetnie zorientowane w komputerach, mają dostęp do lepszej, jakości materiałów szkolnych. Niestety, założenia nie idą w parze z rzeczywistością. Największe wady reformy Dużą wadą reformy jest to, że sukces dziecka w szkole zależy od rodzaju podręczników i nauczyciela. Jeżeli nauczyciel wybierze podręcznik, który pogodzi interesy całej grupy i nie obniżając wymagań pomoże dziecku, pochwali za każde dobrze wykonane ćwiczenie lub wysiłek, który uczeń włożył w wykonanie zadania, doda wiary w siebie, to dziecko będzie osiągało zadowalające efekty. Niestety często nauczyciele i rodzice stawiają swoje ambicje ponad dobro dziecka i wymagają rzeczy nierealnych, co powoduje dodatkowe obciążenie psychiczne, stres i uniemożliwia sukces w szkole. Zdarza się, że rodzice ulegają presji otoczenia i posyłają do szkoły dziecko niedojrzałe, które nie potrafi rysować prostych kształtów, czy znaleźć różnic na obrazku, o pisaniu po śladzie, czy wymienieniu dni tygodnia nie wspominając. Różnice między dziećmi Różnice między takim dzieckiem a klasą powiększają się, dziecko nie radzi sobie z nauką i reakcjami reszty klasy, a w konsekwencji mały uczeń nie otrzymuje promocji następnej klasy, co bardzo niekorzystnie wpływa na samoocenę i psychikę dziecka. Warunki panujące w szkołach są różne. Problemem są nawet drobiazgi, jak zbyt wysoko zamocowany haczyk na kurtki, za wysokie toalety, zbyt małe powierzchniowo klasy.

poniedziałek, 7 października 2013

Antykoncepcja jako straszak


Wszystkie badania opinii publicznej wyraźnie wskazują, że coraz mniej osób ufa Kościołowi i stosuje się do jego zaleceń. Ponad połowa badanych katolików nie ma nic przeciwko współżyciu seksualnemu przed ślubem i antykoncepcji. Coraz więcej osób popiera in vitro i legalizację związków homoseksualnych. Wyniki są jednoznaczne - ciągłe ataki kościoła na moralność i na prawa reprodukcyjne nie robią na Polakach najmniejszego wrażenia. Do przyjęcia stanowiska kościoła zniechęca nachalna propaganda mająca na celu pokazanie szkodliwości antykoncepcji, seksu przedmałżeńskiego i in vitro, oparta w dużej mierze na pogardzie wobec lekarzy i osób żyjących niezgodnie z nakazami biskupów. Kościół zagląda ludziom do majtek, a to przestaje się społeczeństwu podobać. Promowanie czystości przedmałżeńskiej dalekie jest od pokazywanie innej drogi życiowej - to nachalna, godząca w prawo do prywatności i godność nagonka, której jedynym celem jest narzucenie kościelnej moralności. To próba zawłaszczenia najdelikatniejszej sfery życia pod płaszczykiem ochrony młodzieży, zdrowia kobiet i trwałości rodziny. Na ostatnią akcję w Warszawie mającą na celu ukazanie jak niebezpieczny jest seks po alkoholu i uświadamianie młodych ludzi w kwestii bezpiecznego współżycia, media katolickie zareagowały furią. "Oto jak wygląda sprawna akcja wychowawcza w klimatach gender i lewicy. Tylko czekać aż na drugiej akcji, lewicowcy i antywychowawcy zaproponują młodzieży jak szybko i przyjemnie usunąć ciążę. Trzeba naprawdę wyrzucić z ulic polskich miast edukatorów seksualnych, którzy są zagrożeniem dla naszej młodzieży." (za portalem Froda.pl) To, że katoliccy dziennikarze nie mają pojęcia, czym jest filozofią gender jest rzeczą bezsporną. Obrażenie ludzi lewicy to standard. Niepokoi coś innego - oto, zwolennicy jednej odmiany chrześcijaństwa uważają, że mają prawo układać innym życie, decydować o tym, jakie treści przekazywane są młodzieży, nakazywać sposób wychowania młodego pokolenia. Szczyt buty, hipokryzji i braku szacunku dla drugiego człowieka i jego dążeniu do zdobycia wiedzy pozbawionej kościelnej ideologii. Niedawno papież Franciszek mówi o tym, aby kościół pohamował swoje obsesje odnośnie antykoncepcji, aborcji i związków homoseksualnych, aby skupił się na nauczaniu Chrystusa, gdyż przez takie zachowania młodzież pokazuje Kościołowi środkowy palec. Jak widać katolickie media w Polsce nadal mają w nosie polecenia swojego szefa i zamiast dialogu atakują jadem.
Badania stosunku Polaków do sfery seksualnej wywołały popłoch w środowiskach katolickich. Panowie w koloratkach i ich medialni poplecznicy uświadomili sobie,że kościół traci rząd dusz, a pobożne i potulne do tej pory owieczki zaczynają buntować się. Jednym z ulubionych środków manipulacji wiernymi jest oczywiście straszenie. Od wieków ludzi straszy się piekłem, bożym gniewem, sądem ostatecznym i trzeba przyznać, że skutecznie. Zmianę nastawienia do seksualności media kościelne krytykują i wskazują na to, że jest złamanie szóstego przykazania. Lekceważenie szóstego przykazania prowadzi, zdaniem jednego z redaktorów Frondy do " do śmierci duchowej i okaleczenia duszy. Przekroczenie tego przykazania może powodować śmierć ciała lub trwałe jego okaleczenie." Na temat duszy i śmierci duchowej nie będę się wypowiadała, gdyż moim zdaniem coś takiego nie istnieje. Człowiek, jak każda istota żywa umiera fizycznie. Trwałe okaleczenie, na nawet śmierć powodują zdaniem redaktora Frondy....tabletki antykoncepcyjne. Chodzi o kilka przypadków zakrzepicy. Oczywiście redaktor nie bierze pod uwagę leczniczego działania antykoncepcji, poczucia pewności i kierowania swoim życiem w każdym jego aspekcie, jakie daje antykoncepcja hormonalna. Dla pana redaktora największym problemem przy stosowaniu antykoncepcji to bezpłodność. Katolickie rozumienie bezpłodności oznacza zupełnie coś innego niż medyczne rozumienie tego słowa. Dla katolików bezpłodnością jest nieprzechodzenie przez kobietę owulacji i niemożność jej zapłodnienia. Wiemy, że czasowe zatrzymanie owulacji nie jest niepłodnością, a nawet jest stanem pożądanym w wielu przypadkach. Ma właściwości lecznicze , chroni jajniki przed nowotworem i torbielami, eliminuje ból miesiączkowy i zmniejsza krwawienie (nie mamy do czynienia z naturalną miesiączką tylko z krwawieniem z odstawienia, które nie boli i jest skąpe). Według katolickiego dziennikarza w każdym małżeństwie dziecko przyjmowane jest z radością, przy antykoncepcji jest problemem. Jakoś ostatnie przypadki mordowania małych dzieci pokazują coś zupełnie innego. Według pana redaktora rozpoczęcie współżycia przed ślubem jest przyczyną samobójstw. Dotknął przy okazji ważnego problemu niechcianych ciąż nastolatek i reakcji rodziny- wyrzucenia z domu. Fakt jest niezaprzeczalny - młodzież współżyje, bo często jest szantażowana emocjonalnie groźbą odejścia drugiej strony. Zazwyczaj po seksie dochodzi do zerwania i obie strony cierpią, co faktycznie może przyczynić się do prób samobójczych. Za ciążę nastolatki winę w dużej mierze ponosi rodzina, która nie uświadamia potomstwa, traktuje seks jako temat tabu, a wręcz jako coś grzesznego, nieczystego, uważając ,że współżycie jest możliwe dopiero po ślubie. Często młody człowiek nie ma oparcia w domu, nie może powiedzieć bardzo wierzącym rodzicom, że podlega presji wśród rówieśników, czy o rozpoczęciu współżycia. Młodzi ludzie z rodzin wierzących w kościelną naukę o seksualność nie mają w domu żadnej możliwości rozmowy o antykoncepcji, bo znają stanowisko rodziców - antykoncepcja jest zła, bo oznacza rozpustę. Dochodzi do dramatu - ciąży nastolatki. I co robią wierzący rodzice - wyrzucają córkę z domu lub załatwiają skrobankę. Obawiają się reakcji społeczności, uważają, że córka okryła ich wstydem i hańbą. Mamy w tym przypadku do czynienia z podwójną moralnością - z jednej strony rodzice opowiadają o miłości Boga do człowieka, a z drugiej - wyrzucają z domu, jeżeli nastolatka zajdzie w ciążę. Piszę jedynie o sytuacjach skrajnych - w dużej części rodzin , nastolatki znajdują wsparcie i pomoc w okresie ciąży i po porodzie, dzięki czemu mogą skończyć szkołę. Troska redaktorów katolickich o młodzież i jej seksualność jest fałszywa. Kościół od lat torpeduje wszelkie próby wprowadzenia edukacji seksualnej, uważając ją demoralizację. Kościelna wizja edukacji seksualnej ma się nijak do rzeczywistości- nie chroni przed takimi zjawiskami: jak presja psychiczna na rozpoczęcie współżycia, przemoc seksualna, molestowanie, niechciane ciąże. Brak podstawowej wiedzy o antykoncepcji, bliskości, potrzebach seksualnych, zachowaniach dewiacyjnych, powoduje dramaty. Nie można chować głowy w piasek i opowiadać o zachowaniu cnoty do ślubu, nie można udawać, że seksualności nie ma w przestrzeni publicznej, a współżycie realizują jedynie małżeństwa. Straszenie antykoncepcją powoduje, że nastolatki skrobią się na potęgę, porzucają dzieci, są zmuszane do małżeństw.

wtorek, 1 października 2013

Istota konfliktu o aborcję.


Ostatnia debata w Sejmie skłania do refleksji nie tylko nad językiem, ale także nad wartościami. Jest oczywiste, że polskie dopuszcza mówienie o aborcji, jako o zabijaniu nienarodzonych dzieci. Orzeczenie Sądu Okręgowego w Katowicach w sprawie A. Tysiąc/Gość Niedzielny nie pozostawia wątpliwości - można nazywać aborcję zabójstwem, ale nie wolno odnosić tego do konkretnej osoby wymienionej z imienia i nazwiska. Oburzenie środowisk lewicowych, choć zrozumiałe, wiele nie da, ponieważ takie nazewnictwo jest zgodne z prawem i zasadę wolności słowa. Z resztą, w przypadku aborcji z powodów genetycznych nie mamy do czynienia z zarodkiem, czy zapłodnioną komórką jajową, tylko z ukształtowanym człowiekiem, ewentualnie z niedorozwojem, deformacjami części ciała lub narządów. Argument o stopniu rozwoju, o nie-człowieku jest niepoważny. O ile można mieć wątpliwości, co do człowieczeństwa zarodka, a więc do 9 tygodnia ciąży, o tyle w późniejszym etapie ciąży, to, że mamy do czynienia z rozwijającym się człowiekiem pozostaje bezsporne. Rozwój mózgu rozpoczyna się 7-9 tygodniu ciąży. W środowiskach feministycznych popularny jest pogląd, że początkiem życia człowieka jest rozpoczęcie rozwoju mózgu, podobnie jak końcem życia jest śmierć pnia mózgu. Wynika z tego, że osoby wyznające takie poglądy muszą być konsekwentne i nie mogą zaprzeczać, że płód, u którego rozpoczął się rozwój mózgu jest człowiekiem. Zaprzeczając swoim własnym twierdzeniom w sytuacji, kiedy jest to wygodne tracimy wiarygodność. Przy problemie aborcji z powodu ciężkiego uszkodzenia płodu nie podlega dyskusji człowieczeństwo płodu, ale pytanie, czy humanitarne jest rodzenie dzieci, które nie przeżyją porodu lub umrą niedługo po nim, bądź nich życie będzie wegetacją - nie będą mówiły, na nawet samodzielnie przyjmować posiłków? Kolejnym problemem jest pytanie o to, czy mamy prawo narażać kogoś na bezustanne cierpienie? Warto też zwrócić uwagę na kwestię rodziny - genetyczna choroba nieuleczalna, skutkująca niezdolnością do życia odbija się w różny sposób na rodzinie. Wiele małżeństw rozpada się, bo przeważnie ojcowie nie wytrzymują psychicznie. Cierpią na tym starsze dzieci, które czują się odsunięte na boczny tor. Któreś z rodziców musi zrezygnować z pracy, aby przez całą dobę opiekować się dzieckiem, którego stan nigdy nie poprawi się. Oznacza to znacznie pogorszenie sytuacji materialnej rodziny. Państwo nie pomaga - leki, operacje, rehabilitacja to olbrzymie pieniądze, które rodzina musi sama wykombinować. Narodowy Fundusz Zdrowia niczego nie refunduje. Nie zauważona pozostała kwestia innych, przewlekłych chorób w rodzinie. Bywa, że rodzice lub starsze rodzeństwo nie są do końca zdrowi, chorują na nowotwory, cukrzycę, nadciśnienie, choroby serca, nerek, wątroby i potrzebują lekarstw. Poważnie upośledzone dziecko, które nigdy nie będzie zdolne do samodzielnego życia, co oznacza pogorszenie zdrowia innych osób w rodzinie i brak funduszy na leczenie. Pieniądze nie są z gumy, nie rozciągają się, nie spadają z nieba, jak biblijna manna. Niestety, sytuacja materialna jest istotnym argumentem w dyskusji, ponieważ utrzymanie takiego dziecka kosztuje. Jeżeli obrońcy życia są tak bardzo wrażliwi na krzywdę uszkodzonych płodów, to powinni zacząć do rozmów nad zmianą systemu socjalnego i systemu opieki - powinny lobbować za większymi zasiłkami, za refundacją leków i specjalistycznych operacji w kraju i za granicą. Najprościej jest zakazać, a potem umyć ręce i powiedzieć, że projekt nie powoduje kosztów dla budżetu państwa.
Mogę zrozumieć wrażliwość pro-life na kwestię terminacji płodów, o których wykryto zespół Downa, bo nie jest to choroba skutkująca całkowitym kalectwem. Z drugiej strony obrońcy życia nie robią nic, aby edukować społeczeństwo w kwestii życia z tą chorobą - nie przedstawili ani jednej publikacji o chorobie, o możliwościach chorych osób, nie wspomnieli o sukcesach sportowców, czy artystów z zespołem Downa. Nie wydrukowali choćby jednej broszury opisującej opiekę nad dzieckiem, jego zdolności społeczne, osobowość, czy kwestie edukacji. Jedynie paraliżują pracę szpitali i krzyczą o mordowaniu pokazując zdjęcie trzy letniej dziewczynki, bądź pani Godek z synem. Ich działania to zwykle warcholstwo mające na celu ubliżanie i prześladowanie. Uważny obserwator działań pro-life zauważy bez trudu, że organizacje te prześladują prof. Wielgosia, któremu odmawiają prawa do sędziowania w konkursie, czy udziału w konferencji naukowej. Pro-life nęka Rzecznika Praw Dziecka za to, że walczy z przemocą domową, której ofiarami padają dzieci, a nie protestuje przeciwko zapisowi o możliwości aborcji ciężko upośledzonych płodów. Czytając wpisy pro-life w sieci można odnieść wrażenie, że punkt o upośledzeniu płodu sprowadzają do zespołu Downa i mówią jedynie o zabijaniu takich dzieci. Nie widzą innych schorzeń genetycznych. Za to często pojawia się kuriozalne stwierdzenie, że dzieci są zabijane z powodu podejrzenia choroby. Zapominają, że współczesna diagnostyka pozwala na pewne postawienie diagnozy. Pomyłki należą do rzadkości. Pro-life mówi o wielkiej hańbie, o łamaniu Konstytucji, o dyskryminacji osób niepełnosprawnych. Konstytucja gwarantuje prawo do prywatnego życia, do wolności sumienia, zabrania zmuszania do poświęceń. Kwestia, czy zespół Downa jest przesłanką do aborcji pozostaje otwarta, można zastanawiać się, jak zmniejszyć ilość aborcji w tym przypadku. Jednym ze sposobów na zmniejszenie liczby aborcji powinna być edukacja w zakresie chorób genetycznych prowadzona w mediach, w poradniach genetycznych i w szkołach ponadgimnazjalnych, np: na przedmiotach "Zdrowie człowieka" oraz edukacja seksualna, które powinny zastąpić naukę religii. Katecheza w szkole ponadgimnazjalnej niczemu nie służy, bowiem młodzież jest już po bierzmowaniu, czyli jest dojrzała pod względem religijnym. Istotą konfliktu o aborcję jest odmienny centralny punkt. Zwolennicy zaostrzenia ustawy zwracają uwagę na cierpienie płodu, na święte prawo do życia, pomijając problem matki - jej decyzji, życia rodziny i funkcjonowania dziecka niezdolnego do życia po narodzeniu. Brakuje im refleksji nad cierpieniem kobiety, która traci dziecko zaraz po porodzie, bądź latami patrzy na jego cierpienie. Druga strona - zwolennicy kompromisu i osoby opowiadające się za liberalizacją ustawy patrzą na problem wyłącznie od strony praw kobiet. Pomijają kwestię człowieczeństwa płodu, a na nawet wbrew swojej filozofii jej zaprzeczają.
Po obu stronach jest sporo przekłamań i manipulacji - brakuje refleksji nad wydawałoby się sprzecznymi wartościami - dzieckiem i kobietą. Punktem wspólnym powinna być edukacja. Pro-life torpeduje edukację seksualną niezgodną z wolą kościoła. Kolejną rzeczą na którą powinny pochylić się obie strony to lista schorzeń płodu, przy których możliwa byłaby aborcja. Nie chcą jej obie strony. Zwolennicy kompromisu twierdzą, że odbierze ona kobiecie resztę praw, a pro-life, że pociągnie za sobą więcej dziecięcych ofiar. Tymczasem taka lista uporządkowałaby sytuację, ułatwiła pracę lekarzom i decyzję rodzicom, a także chroniłaby dzieci. Zdumiewające jest to, że nie ma woli wypracowania pakietu pomocy dla rodzin,w których żyją dzieci z chorobą genetyczną. Obie strony okopały się na swoich pozycjach, ubliżają sobie na wzajem, zarzucają nieuctwo, zamiast siąść i wypracować działania pomocowe, jak choćby system opieki nad takim dzieckiem, czy kwestię refundacji leczenia. Jak widać jest pole do współpracy. System pomocy byłby korzystny dla kobiet i dzieci. Jeżeli już zmieniać ustawę to jedynie przez dodanie zapisu o nieutrudnianiu do badań prenatalnych i ich finansowaniu przez NFZ oraz o darmowym leczeniu dziecka w okresie prenatalnym i szybkiej w miarę medycznej możliwości korekcie wad narządów po narodzinach. Nie można usunąć zapisu o dopuszczalności aborcji z powodów genetycznych, ponieważ ustawodawca nie może aż tak ingerować w prywatność, zmuszać do poświęceń ponad siły. Wybór jest kwestią rodziców.

niedziela, 8 września 2013

Absurdalne refleksje biskupów o edukacji seksualnej


Słowa biskupów o edukacji seksualnej nie mogły pozostać bez komentarza. Artykuł jest polemiką z biskupami, a nie atakiem na Kościół. Funkcjonariusze kościelni na wysokich szczeblach władzy za nic mają przestrzeganie zasady rozdziału kościoła od państwa. W ostatnim czasie przypomnieli o sobie i odważyli się wtrącać do systemu edukacji. To, że domagają się obowiązkowej religii nie dziwi, w końcu muszą zapewnić się kształcenie narybku, który w przyszłości będzie wykupywał msze i hojnie dotował fanaberie proboszcza. Starsi panowie, którzy nie założyli rodziny, w randze biskupa uważają się za największych ekspertów od wychowania dzieci, leczenia niepłodności, edukacji, seksualności, medycyny. Uważają, że mają prawo do żądania od społeczeństwa i polityków absolutnego posłuszeństwa. Są przekonani, że Polacy mają podporządkować się ich wytycznym, które tłumaczą wyrazem woli bożej i ich duszpasterskiej troski o zbawienie i ład moralny. Chcą, aby wszyscy kierowali się wytycznymi dogmatów watykańskich i bez słowa sprzeciwu akceptowali nawet najgłupsze pomysły kościelnej hierarchii. Tuż przed rozpoczęciem roku szkolnego panowie biskupi uraczyli swoich wiernych listem pasterskim o wychowaniu młodzieży. Hierarchowie wyrazili w nim swój niepokój wprowadzeniem edukacji seksualnej sprzecznej z chrześcijańską wizją człowieka. W ich mniemaniu szkoła ma obowiązek stawiać wartości katolickie na piedestale i uczyć zgodnie z nauką kościoła katolickiego. Dwadzieścia lat rządów kleru doprowadził do wpisania w system oświaty wartości chrześcijańskich. Przeanalizuję fragmenty listu dotyczące edukacji seksualnej " Wychowanie do wartości rozpoczyna się w rodzinie. Ceńmy zatem czas wspólnych rodzinnych spotkań, rozmów, posiłku, wspólnego wypoczywania. Codzienne bycie razem uczy bowiem wzajemnego zrozumienia, zaufania, ofiarnej miłości i prawdziwej przyjaźni. Wspólne przebywanie kształtuje ponadto postawę służby i dobroci gotowej na dzielenie się radością, a jednocześnie odpornej na trudne problemy i emocje. W rodzinie powinniśmy uczyć się zwracania do siebie z miłością, szacunkiem i serdecznością. Ogromne pole do działania w zakresie wychowania do wartości ma szkoła, która powinna wspierać rodziców w wychowywaniu dzieci. Niezwykle ważne jest, aby szkoła budowała swój program wychowawczy w ścisłym porozumieniu z rodzicami. W programie tym powinny być wyraźnie nazwane i wyjaśnione wartości, na których oparty jest system wychowawczy. Wobec coraz odważniejszych prób wprowadzania do polskich szkół edukacji seksualnej, sprzecznej z chrześcijańską wizją człowieka, apelujemy do rodziców: czuwajcie nad tym, co szkoła przekazuje waszym dzieciom! Przypominamy, że bez zgody rodziców szkoła nie może realizować programu wychowawczego ani pozwalać na nauczanie przedmiotów, których treści są sprzeczne z ich przekonaniami lub wprost demoralizujące. Prawo oświatowe mówi wyraźnie o konieczności respektowania przez szkołę publiczną chrześcijańskiego systemu wartości (por. Ustawa o systemie oświaty – preambuła). Powierzając swoje dziecko szkole, rodzice nie powinni zgodzić się na edukację, która byłaby sprzeczna z ich przekonaniami i wyznawanymi wartościami. Jak zawsze w wychowywaniu do wartości rolę nie do przecenienia pełnią sami wychowawcy. Będąc przykładem i wzorem dla swoich uczniów, muszą być świadomi, że własnym życiem prezentują określony świat wartości. Nauczyciel i wychowawca nie może być neutralny. Nie powinien więc zagubić właściwej hierarchii wartości zarówno w życiu osobistym, jak i zawodowym. Musi być świadkiem wartości, które wyznaje." Nikt nie kwestionuje roli rodziny w wychowaniu dziecka. Można zgodzić się z biskupami, że bardzo ważne dla budowania bezpiecznego świata są wspólne rozmowy, posiłki, wypoczynek. Pełna zgoda co do tego, że to w domu rodzinnym młody człowiek powinien poznać znaczenie przyjaźni, miłości, zrozumienia i zaufania. Wartości te powinni przekazać rodzice i dziadkowie. Dorośli powinni swoim postępowaniem dawać przykład akceptowanych zachowań. Szacunek, miłość, serdeczność , wzajemna pomoc to podstawowe wartości, jakie człowiek powinien wynieść z domu rodzinnego. Edukacja seksualna nie jest sprzeczna z człowieczeństwem, być może jest różna od założeń religijnych. Szkoła musi przekazywać nowoczesną wiedzę a nie religijne zabobony. Wiedza o tak ważnej części ludzkiego życia i psychiki jakim jest seksualność nie jest deprawacją. W naukowym podejściu do seksualności zawierają się treści, które nie mieszczą się w religijnym postrzeganiu człowieka, np: zaburzenia płci, popęd seksualny, potrzeba bliskości przed ślubem. Podstawy nauczania ogólnego nie określają rodzice, ale Minister Edukacji. Rodzice nie mają wpływu na podstawę programową z poszczególnych przedmiotów. Twierdzenia biskupów biorą z braku wiedzy o edukacji seksualnej, chęci panowania nad ludzką seksualności i z niezdrowej, zbytniej fascynacji tematem. Dziecko świadome swojej seksualność, wiedzące, że ma prawo do ochrony swojej intymności, znające prawo do godności i nietykalności cielesnej nie pozwoli molestować się klerowi, "wujkom", czy internetowym pedofilom. Dziecko świadome zła jakim jest molestowanie seksualne może powiedzieć rodzicom, że ze strony duchownego lub innej osoby spotkało go takie zachowanie, a wtedy ukrywana z takim trudem przez biskupów pedofilia kleru, ujrzy światło dzienne, co spowoduje odwrócenie się wiernych od Kościoła i mniejsze wpływy w kościelnej kasie.
Warto zaznaczyć, że według kościelnych dostojników i polityków związanych z Kościołem edukacja seksualna sprowadza się do zmuszania nastolatek do rozpoczęcia współżycia płciowego i aborcji, do promocji antykoncepcji i homopropagandy. Mają oni inną wizję ludzkiej seksualności według której celem życia seksualnego jest prokreacja i oddanie się boskim planom w dziedzinie posiadania dzieci. W ich wizji potrzeby seksualne pojawiają się po odmówieniu modlitwy w noc poślubną, a dzieci są osobami pozbawionymi seksualności, które nie interesują się budową narządów rodnych i seksem. Uważają, że edukacja seksualna jest niebezpieczna dla kształtowania osobowości młodych ludzi i sprzeczna z prawem rodziców do wychowania dzieci zgodnie ze swoim światopoglądem. Jeżeli osobowość młodych ludzi rozumiemy jako przytakiwanie Kościołowi, wrogość wobec drugiego człowieka z powodu jego wyborów seksualnych, to faktycznie edukacja seksualna ma się nijak do tych założeń. Wychowanie seksualne wychowuje do założenia rodziny, do świadomego podejmowania życia seksualnego, do rozumienia praw mniejszości i zagrożeń związanych z pornografią, pedofilią, przemocą na tle seksualnym. Intymność człowieka to nie tylko obserwowanie wydzielin z pochwy i rysowanie wykresów, to jeden z aspektów człowieczeństwa. Seksualność to integralna część osobowości człowieka, a nie boży dar, z którego można korzystać w określone dni. Warto pamiętać, że edukacja seksualna to także wiedza z biologii, higieny, zapobiegania ryzykownym zachowaniom seksualnym, umiejętność selekcji mediów pod względem wiarygodnych informacji o zdrowiu reprodukcyjnym. Edukacja seksualna to wspieranie zdrowia płciowego.
Nie pozwólmy Kościołowi wpływać na wychowanie naszych dzieci. Jedynym sposobem,a by uchronić dzieci przed dogmatami i kościelną nauką o seksualności jest dostarczanie młodemu pokoleniu naukowej wiedzy i kształtowanie kręgosłupa moralnego poprzez dowartościowanie dziecka, zainteresowanie jego sprawami, radzenie, pomoc w trudnych dla niego sytuacjach oraz niegodzenie się na udział ucznia w katechezie. Rodzice muszą stać autorytetem. W przeciwnym razie młody człowiek jest łatwym łupem dla organizacji religijnych.

poniedziałek, 2 września 2013

Niekonstytucyjna szkolna katecheza


Sprawdziły się najczarniejsze przypuszczenia sprzed 20 lat dotyczące religii w szkole. Religia została wprowadzona do szkoły jako przedmiot nadobowiązkowy, uczony na życzenie rodziców, na pierwszej i ostatniej godzinie lekcyjnej, a katecheci mieli uczyć w czynie społecznym, bądź jak kto woli na zasadzie wolontariatu - mieli nie otrzymywać pieniędzy z lekcje. Minęło klika lat. Kościół uzyskał potężne wpływy w państwie - zaczęto finansować religię z naszych podatków (koszt przyprawia o zawał serca ponad miliard złotych rocznie), religia odbywa się w środku lekcji, a jej prowadzenie jest zakładane już na początku roku. Dyrektorzy szkół nie pytają nawet rodziców o zdanie, zakładają, że wszyscy są wierzącymi katolikami. Co gorsze - dzieci zapędzane są do Kościoła na obowiązkowe msze i rekolekcje, na które w każdym roku szkolnym traci się 3 dni nauki!!!! Do tego oceny z religii są umieszczane na świadectwie i liczone do średniej. W ostatnich dniach sierpnia Prymas Polski wysunął żądanie, aby religia stała się przedmiotem obowiązkowym i podstawą kształcenia ogólnego. Nawet nie zauważył, że tym żądaniem złamał 3 artykuły Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej. W ostatnich dniach wiele powiedziano o religii w szkole. Warto powtórzyć kilka oczywistych stwierdzeń, których nie zauważają biskupi i przypomnieć im o istnieniu Konstytucji. Nie łudzę się, że biskupi zaczną szanować Konstytucję, traktują Polskę, jak swój folwark, korzystając ze strachu rodaków i stałych banałów o niezwykłym połączeniu losów państwa i Kościoła. Liczę na to, że prawda o bezprawnej obecności religii katolickiej w polskiej szkole dotrze do rodziców i nie zgodzą się oni na uczęszczanie ich dzieci na ten przedmiot.
Artykuł 25 Konstytucji głosi, "Władze publiczne w Rzeczypospolitej Polskiej zachowują bezstronność w sprawach przekonań religijnych, światopoglądowych i filozoficznych, zapewniając swobodę ich wyrażania w życiu publicznym. Stosunki między państwem a kościołami i innymi związkami wyznaniowymi są kształtowane na zasadach poszanowania ich autonomii oraz wzajemnej niezależności każdego w swoim zakresie, jak również współdziałania dla dobra człowieka i dobra wspólnego." Zasadę konstytucyjności spełnia religioznawstwo, które jest bezstronne, a nie religia katolicka, która ogranicza wolność światopoglądową dzieci i rodziców. Zamiast przekazywać wiedzę, otwierać uczniów na świat, wkłada się im do głowy jedynie słuszny światopogląd. Artykuły 48 i 53 dają rodzicom swobodę w wychowaniu dzieci zgodnie ze swoim światopoglądem. <"b>Rodzice mają prawo do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami. Wychowanie to powinno uwzględniać stopień dojrzałości dziecka, a także wolność jego sumienia i wyznania oraz jego przekonania. Wolność religii obejmuje wolność wyznawania lub przyjmowania religii według własnego wyboru oraz uzewnętrzniania indywidualnie lub z innymi, publicznie lub prywatnie, swojej religii przez uprawianie kultu, modlitwę, uczestniczenie w obrzędach, praktykowanie i nauczanie. Wolność religii obejmuje także posiadanie świątyń i innych miejsc kultu w zależności od potrzeb ludzi wierzących oraz prawo osób do korzystania z pomocy religijnej tam, gdzie się znajdują. Rodzice mają prawo do zapewnienia dzieciom wychowania i nauczania moralnego i religijnego zgodnie ze swoimi przekonaniami. Przepis art. 48 ust. 1 stosuje się odpowiednio. Religia kościoła lub innego związku wyznaniowego o uregulowanej sytuacji prawnej może być przedmiotem nauczania w szkole, przy czym nie może być naruszona wolność sumienia i religii innych osób. Wolność uzewnętrzniania religii może być ograniczona jedynie w drodze ustawy i tylko wtedy, gdy jest to konieczne do ochrony bezpieczeństwa państwa, porządku publicznego, zdrowia, moralności lub wolności i praw innych osób. Nikt nie może być zmuszany do uczestniczenia ani do nieuczestniczenia w praktykach religijnych. Nikt nie może być obowiązany przez organy władzy publicznej do ujawnienia swojego światopoglądu, przekonań religijnych lub wyznania." Wystarczy uważnie przeczytać Konstytucję, aby wiedzieć, że religia jest sprzeczna z prawami człowieka, a więc rodziców i dzieci. Narusza ich prawo do wychowania dzieci zgodnie ze swoimi poglądami. Dzieci zmuszane są do praktyk religijnych, co jest sprzeczne z zapisem o zakazie zmuszania do praktyk kościelnych. Według tego artykułu Konstytucji katecheza w szkole powinna być zakazana, ponieważ narusza prawo do wolności i moralność wielu osób. Katecheza ma aspiracje kształtowania moralnego kręgosłupa młodzieży na zasadach moralności kościelnej, to znaczy uczy nietolerancji w stosunku osób żyjących niezgodnie z żądaniami papiestwa, narzuca jeden model życia, który jest kompletnie odrealniony i opiera się na dyskryminacji kobiet. Złą stronę w związku jest zawsze kobieta i tylko po jej stronie spoczywa odpowiedzialność za trwałość rodziny. To kobieta, która współżyła przed ślubem jest wyzywana, potępiana. Na głowie kobiety spoczywa odpowiedzialność za dom, rodzinę i wychowanie. W tej ideologii nie ma miejsca na pozytywną obecność ojca, który wspólnie z matką powinien dbać o atmosferę miłości i bezpieczeństwa w domu. Ojciec , w tej ideologii pełni rolę dostarczyciela finansów, osoby od wymierzania kar. Nie będę wchodziła w katolicką wizję rodziny. Nadmienię jedynie, że wizja ta dyskryminuje rodziny niepełne z przyczyn losowych tragedii.
Katecheza w szkole pozbawia uczniów możliwości krytycznego myślenia - uczeń ma obowiązek przyjąć przedstawiane mu tezy i ma żyć zgodnie z nimi. Narusza to prawo do wolności osobistej i poszanowania życia prywatnego. Absolutyzm moralny religii, przeciwny relatywizmowi kulturowemu i otwartości na względność wartości. Zadaniem katechetów jest przekonanie młodych Polaków, że ludzie wyznający inne systemy wartości są reprezentantami zła, zwanego tutaj szatanem, homopropagandą, gender,feminizmem, ateizmem, lewactwem. Tworzone jest w młodym pokoleniu przekonanie, że inne postawy moralne i życiowe są złe,trzeba z nimi walczyć, że zagrożone jest dobro ojczyzny i rodziny. Uczeń musi odnieść wrażenie, że jest prześladowany i żyje w poczuciu zagrożenia. Źle wpływa to na psychikę dziecka, na co dowodem są opublikowane niedawno wyniki badań, z których wynika, że polski uczeń częściej zapada na depresję i ma pouczcie beznadziejności świata. Religia w szkole jest zagrożeniem dla zdrowia psychicznego obywateli i dlatego musi zostać jak najszybciej wycofana. Najpoważniejszym zarzutem jest to, że nauczanie religii nie kształci także żadnych kompetencji istotnych dla funkcjonowania w dzisiejszym społeczeństwie. W swych celach programowych nauczania katechezy Kościoła katolickiego czytelnik nie znajdzie kompetencji uznanej przez Radę Europy jako kluczowa. Na religii nikt nie uczy posługiwania się nowoczesnymi technologiami informacyjnymi i komunikacyjnymi, rozwiązywania problemów, porozumiewania się w językach obcych, łączenia i porządkowania wiedzy, organizowania i oceniania własnej pracy. Wręcz przeciwnie jakiekolwiek przejawy samodzielności, wyciągania wniosków są źle widziane, bowiem celem religii jest przekazanie jednej słusznej prawdy. Dziecko nie szuka informacji - ma wierzyć we wszystkim katechecie. Otrzymuje gotowe rozwiązania, nie zastanawia się nad złożonością sytuacji, możliwymi rozwiązaniami, czy etycznym postępowaniem bohaterów biblijnych. Mity narodu izraelskiego uznawane są za wzór postępowania, moralności, prawdy o świecie. Na religii nie ma miejsca na dyskurs wykraczający poza naukę Kościoła. Katecheza nie czyni dorastającego człowieka lepiej rozumiejący otaczającą go rzeczywistość, nie powoduje, że jest lepiej przygotowanym do funkcjonowania we współczesnym, zmieniającym się społeczeństwie. Zmiany społeczne są odbierane jako zagrożenie dla tradycyjnych wartości. Nie chodzi o zagrożenie dla wartości rodziny, ale dla pozycji kościoła, która pomimo ciągłych pouczeń hierarchów, zastraszania społeczeństwa i władzy jest słabsza. Religia przynosi wiele szkód - poważa zaufanie do nauki, zamyka uczniów na inność i różnorodność kulturową, powoduje, że uczeń nie potrafi interpretować rzeczywistości, a nawet boi się zmian. Wątpliwy jest wpływ moralności katolickiej na młodzież. Jeszcze nigdy nie było tak dużego odsetka przestępczości wśród młodych ludzi, tak wielu przypadków aborcji, agresji, niezrozumienia drugiego i wyobcowania osób z grupy, jak obserwujemy od czasu wprowadzenia religii do szkół. O dyskryminacji na katechezie i braku etyki w polskiej szkole wypowiedział się także Trybunał Praw Człowieka w 2010 roku. Uznał ocenę z religii na świadectwie i brak praktycznej możliwości wyboru etyki za naruszenie wolności sumienia i prawa do prywatności. Niestety, polskie władze, bojące się biskupów zignorowały orzeczenie Trybunału i nie wydały rozporządzenia o nieumieszczaniu oceny z religii na świadectwie.
Problemów z religią w szkole jest mnóstwo, można by napisać o nich rozprawę doktorską. Najważniejsze jest stwierdzenie, że ten przedmiot jest sprzeczny z Konstytucją i godzi w prawa obywateli. Władza bojąca się Kościoła nie wycofa religii ze szkół, ale możemy to zrobić my, rodzice wyrażając swój sprzeciw wobec obecności tego przedmiotu w szkole. Sposób jest bardzo prosty - nie zapisujmy dzieci na religię, domagajmy się etyki. Kościół musi odczuć, że społeczeństwo ma go dość i nie życzy sobie wtrącania się hierarchii w edukację i wychowanie dzieci.