Blog o tematyce kobiecej i społecznej. Moda, antykoncepcja, dieta, prawa kobiet, dzieci i zwierząt, wychowanie. Blog dla wszystkich, którzy chcą rozmawiać bez obaw o obrazę uczuć. Blog dla reklamodawców - dziennie nawet 200 wyświetleń.
VigLink
Witam i zapraszam
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą edukacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą edukacja. Pokaż wszystkie posty
piątek, 21 kwietnia 2017
Referndalny problem PiS
czwartek, 24 października 2013
6 latek w szkole
Uważam, że referendum powinno odbyć się, a wraz z pytaniami o 6latki i gimnazjum powinny pojawić się zagadnienia wychowania seksualnego i wyprowadzenia religii ze szkół.
Obniżenie wieku rozpoczęcia nauki w szkole jest jednym z najważniejszych punktów reformy systemu edukacyjnego. Według pomysłodawców ma to zwiększyć dostępność do edukacji i wyrównać szanse edukacyjne. Jak w kalejdoskopie zmieniał się czas wprowadzenia tych zmian w życie. Najpierw ostateczną datą posłania 6-latków do szkoły był wrzesień 2012, Ministerstwo edukacji zmieniło jednak zdanie i o 2 lata odsunęło obowiązek edukacji szkolnej 6 latka. Do września 2014 roku to rodzice będą decydowali, czy dziecko rozpocznie o rok wcześniej naukę w szkole podstawowej. Zmiana nastąpiła po protestach rodziców, widzących w pomyśle ministerialnym skrócenie beztroskiego dzieciństwa, argumentujących, że szkoły nie są przygotowane na przyjęcie 6-latków, program jest przeładowany, dziecko narażone jest na większe ryzyko niepowodzeń szkolnych.
poniedziałek, 7 października 2013
Antykoncepcja jako straszak
Wszystkie badania opinii publicznej wyraźnie wskazują, że coraz mniej osób ufa Kościołowi i stosuje się do jego zaleceń. Ponad połowa badanych katolików nie ma nic przeciwko współżyciu seksualnemu przed ślubem i antykoncepcji. Coraz więcej osób popiera in vitro i legalizację związków homoseksualnych. Wyniki są jednoznaczne - ciągłe ataki kościoła na moralność i na prawa reprodukcyjne nie robią na Polakach najmniejszego wrażenia. Do przyjęcia stanowiska kościoła zniechęca nachalna propaganda mająca na celu pokazanie szkodliwości antykoncepcji, seksu przedmałżeńskiego i in vitro, oparta w dużej mierze na pogardzie wobec lekarzy i osób żyjących niezgodnie z nakazami biskupów. Kościół zagląda ludziom do majtek, a to przestaje się społeczeństwu podobać. Promowanie czystości przedmałżeńskiej dalekie jest od pokazywanie innej drogi życiowej - to nachalna, godząca w prawo do prywatności i godność nagonka, której jedynym celem jest narzucenie kościelnej moralności. To próba zawłaszczenia najdelikatniejszej sfery życia pod płaszczykiem ochrony młodzieży, zdrowia kobiet i trwałości rodziny. Na ostatnią akcję w Warszawie mającą na celu ukazanie jak niebezpieczny jest seks po alkoholu i uświadamianie młodych ludzi w kwestii bezpiecznego współżycia, media katolickie zareagowały furią.
Badania stosunku Polaków do sfery seksualnej wywołały popłoch w środowiskach katolickich. Panowie w koloratkach i ich medialni poplecznicy uświadomili sobie,że kościół traci rząd dusz, a pobożne i potulne do tej pory owieczki zaczynają buntować się. Jednym z ulubionych środków manipulacji wiernymi jest oczywiście straszenie. Od wieków ludzi straszy się piekłem, bożym gniewem, sądem ostatecznym i trzeba przyznać, że skutecznie. Zmianę nastawienia do seksualności media kościelne krytykują i wskazują na to, że jest złamanie szóstego przykazania. Lekceważenie szóstego przykazania prowadzi, zdaniem jednego z redaktorów Frondy do " do śmierci duchowej i okaleczenia duszy. Przekroczenie tego przykazania może powodować śmierć ciała lub trwałe jego okaleczenie." Na temat duszy i śmierci duchowej nie będę się wypowiadała, gdyż moim zdaniem coś takiego nie istnieje. Człowiek, jak każda istota żywa umiera fizycznie. Trwałe okaleczenie, na nawet śmierć powodują zdaniem redaktora Frondy....tabletki antykoncepcyjne. Chodzi o kilka przypadków zakrzepicy. Oczywiście redaktor nie bierze pod uwagę leczniczego działania antykoncepcji, poczucia pewności i kierowania swoim życiem w każdym jego aspekcie, jakie daje antykoncepcja hormonalna. Dla pana redaktora największym problemem przy stosowaniu antykoncepcji to bezpłodność. Katolickie rozumienie bezpłodności oznacza zupełnie coś innego niż medyczne rozumienie tego słowa. Dla katolików bezpłodnością jest nieprzechodzenie przez kobietę owulacji i niemożność jej zapłodnienia. Wiemy, że czasowe zatrzymanie owulacji nie jest niepłodnością, a nawet jest stanem pożądanym w wielu przypadkach. Ma właściwości lecznicze , chroni jajniki przed nowotworem i torbielami, eliminuje ból miesiączkowy i zmniejsza krwawienie (nie mamy do czynienia z naturalną miesiączką tylko z krwawieniem z odstawienia, które nie boli i jest skąpe). Według katolickiego dziennikarza w każdym małżeństwie dziecko przyjmowane jest z radością, przy antykoncepcji jest problemem. Jakoś ostatnie przypadki mordowania małych dzieci pokazują coś zupełnie innego.
wtorek, 1 października 2013
Istota konfliktu o aborcję.
Ostatnia debata w Sejmie skłania do refleksji nie tylko nad językiem, ale także nad wartościami.
Jest oczywiste, że polskie dopuszcza mówienie o aborcji, jako o zabijaniu nienarodzonych dzieci. Orzeczenie Sądu Okręgowego w Katowicach w sprawie A. Tysiąc/Gość Niedzielny nie pozostawia wątpliwości - można nazywać aborcję zabójstwem, ale nie wolno odnosić tego do konkretnej osoby wymienionej z imienia i nazwiska. Oburzenie środowisk lewicowych, choć zrozumiałe, wiele nie da, ponieważ takie nazewnictwo jest zgodne z prawem i zasadę wolności słowa. Z resztą, w przypadku aborcji z powodów genetycznych nie mamy do czynienia z zarodkiem, czy zapłodnioną komórką jajową, tylko z ukształtowanym człowiekiem, ewentualnie z niedorozwojem, deformacjami części ciała lub narządów. Argument o stopniu rozwoju, o nie-człowieku jest niepoważny. O ile można mieć wątpliwości, co do człowieczeństwa zarodka, a więc do 9 tygodnia ciąży, o tyle w późniejszym etapie ciąży, to, że mamy do czynienia z rozwijającym się człowiekiem pozostaje bezsporne. Rozwój mózgu rozpoczyna się 7-9 tygodniu ciąży. W środowiskach feministycznych popularny jest pogląd, że początkiem życia człowieka jest rozpoczęcie rozwoju mózgu, podobnie jak końcem życia jest śmierć pnia mózgu. Wynika z tego, że osoby wyznające takie poglądy muszą być konsekwentne i nie mogą zaprzeczać, że płód, u którego rozpoczął się rozwój mózgu jest człowiekiem. Zaprzeczając swoim własnym twierdzeniom w sytuacji, kiedy jest to wygodne tracimy wiarygodność.
Mogę zrozumieć wrażliwość pro-life na kwestię terminacji płodów, o których wykryto zespół Downa, bo nie jest to choroba skutkująca całkowitym kalectwem. Z drugiej strony obrońcy życia nie robią nic, aby edukować społeczeństwo w kwestii życia z tą chorobą - nie przedstawili ani jednej publikacji o chorobie, o możliwościach chorych osób, nie wspomnieli o sukcesach sportowców, czy artystów z zespołem Downa. Nie wydrukowali choćby jednej broszury opisującej opiekę nad dzieckiem, jego zdolności społeczne, osobowość, czy kwestie edukacji. Jedynie paraliżują pracę szpitali i krzyczą o mordowaniu pokazując zdjęcie trzy letniej dziewczynki, bądź pani Godek z synem. Ich działania to zwykle warcholstwo mające na celu ubliżanie i prześladowanie. Uważny obserwator działań pro-life zauważy bez trudu, że organizacje te prześladują prof. Wielgosia, któremu odmawiają prawa do sędziowania w konkursie, czy udziału w konferencji naukowej. Pro-life nęka Rzecznika Praw Dziecka za to, że walczy z przemocą domową, której ofiarami padają dzieci, a nie protestuje przeciwko zapisowi o możliwości aborcji ciężko upośledzonych płodów. Czytając wpisy pro-life w sieci można odnieść wrażenie, że punkt o upośledzeniu płodu sprowadzają do zespołu Downa i mówią jedynie o zabijaniu takich dzieci. Nie widzą innych schorzeń genetycznych. Za to często pojawia się kuriozalne stwierdzenie, że dzieci są zabijane z powodu podejrzenia choroby. Zapominają, że współczesna diagnostyka pozwala na pewne postawienie diagnozy. Pomyłki należą do rzadkości. Pro-life mówi o wielkiej hańbie, o łamaniu Konstytucji, o dyskryminacji osób niepełnosprawnych. Konstytucja gwarantuje prawo do prywatnego życia, do wolności sumienia, zabrania zmuszania do poświęceń. Kwestia, czy zespół Downa jest przesłanką do aborcji pozostaje otwarta, można zastanawiać się, jak zmniejszyć ilość aborcji w tym przypadku. Jednym ze sposobów na zmniejszenie liczby aborcji powinna być edukacja w zakresie chorób genetycznych prowadzona w mediach, w poradniach genetycznych i w szkołach ponadgimnazjalnych, np: na przedmiotach "Zdrowie człowieka" oraz edukacja seksualna, które powinny zastąpić naukę religii. Katecheza w szkole ponadgimnazjalnej niczemu nie służy, bowiem młodzież jest już po bierzmowaniu, czyli jest dojrzała pod względem religijnym.
Po obu stronach jest sporo przekłamań i manipulacji - brakuje refleksji nad wydawałoby się sprzecznymi wartościami - dzieckiem i kobietą. Punktem wspólnym powinna być edukacja. Pro-life torpeduje edukację seksualną niezgodną z wolą kościoła. Kolejną rzeczą na którą powinny pochylić się obie strony to lista schorzeń płodu, przy których możliwa byłaby aborcja. Nie chcą jej obie strony. Zwolennicy kompromisu twierdzą, że odbierze ona kobiecie resztę praw, a pro-life, że pociągnie za sobą więcej dziecięcych ofiar. Tymczasem taka lista uporządkowałaby sytuację, ułatwiła pracę lekarzom i decyzję rodzicom, a także chroniłaby dzieci. Zdumiewające jest to, że nie ma woli wypracowania pakietu pomocy dla rodzin,w których żyją dzieci z chorobą genetyczną. Obie strony okopały się na swoich pozycjach, ubliżają sobie na wzajem, zarzucają nieuctwo, zamiast siąść i wypracować działania pomocowe, jak choćby system opieki nad takim dzieckiem, czy kwestię refundacji leczenia. Jak widać jest pole do współpracy. System pomocy byłby korzystny dla kobiet i dzieci. Jeżeli już zmieniać ustawę to jedynie przez dodanie zapisu o nieutrudnianiu do badań prenatalnych i ich finansowaniu przez NFZ oraz o darmowym leczeniu dziecka w okresie prenatalnym i szybkiej w miarę medycznej możliwości korekcie wad narządów po narodzinach.
Nie można usunąć zapisu o dopuszczalności aborcji z powodów genetycznych, ponieważ ustawodawca nie może aż tak ingerować w prywatność, zmuszać do poświęceń ponad siły. Wybór jest kwestią rodziców.
niedziela, 8 września 2013
Absurdalne refleksje biskupów o edukacji seksualnej
Słowa biskupów o edukacji seksualnej nie mogły pozostać bez komentarza. Artykuł jest polemiką z biskupami, a nie atakiem na Kościół. Funkcjonariusze kościelni na wysokich szczeblach władzy za nic mają przestrzeganie zasady rozdziału kościoła od państwa. W ostatnim czasie przypomnieli o sobie i odważyli się wtrącać do systemu edukacji. To, że domagają się obowiązkowej religii nie dziwi, w końcu muszą zapewnić się kształcenie narybku, który w przyszłości będzie wykupywał msze i hojnie dotował fanaberie proboszcza. Starsi panowie, którzy nie założyli rodziny, w randze biskupa uważają się za największych ekspertów od wychowania dzieci, leczenia niepłodności, edukacji, seksualności, medycyny. Uważają, że mają prawo do żądania od społeczeństwa i polityków absolutnego posłuszeństwa. Są przekonani, że Polacy mają podporządkować się ich wytycznym, które tłumaczą wyrazem woli bożej i ich duszpasterskiej troski o zbawienie i ład moralny. Chcą, aby wszyscy kierowali się wytycznymi dogmatów watykańskich i bez słowa sprzeciwu akceptowali nawet najgłupsze pomysły kościelnej hierarchii.
Warto zaznaczyć, że według kościelnych dostojników i polityków związanych z Kościołem edukacja seksualna sprowadza się do zmuszania nastolatek do rozpoczęcia współżycia płciowego i aborcji, do promocji antykoncepcji i homopropagandy. Mają oni inną wizję ludzkiej seksualności według której celem życia seksualnego jest prokreacja i oddanie się boskim planom w dziedzinie posiadania dzieci. W ich wizji potrzeby seksualne pojawiają się po odmówieniu modlitwy w noc poślubną, a dzieci są osobami pozbawionymi seksualności, które nie interesują się budową narządów rodnych i seksem. Uważają, że edukacja seksualna jest niebezpieczna dla kształtowania osobowości młodych ludzi i sprzeczna z prawem rodziców do wychowania dzieci zgodnie ze swoim światopoglądem. Jeżeli osobowość młodych ludzi rozumiemy jako przytakiwanie Kościołowi, wrogość wobec drugiego człowieka z powodu jego wyborów seksualnych, to faktycznie edukacja seksualna ma się nijak do tych założeń. Wychowanie seksualne wychowuje do założenia rodziny, do świadomego podejmowania życia seksualnego, do rozumienia praw mniejszości i zagrożeń związanych z pornografią, pedofilią, przemocą na tle seksualnym. Intymność człowieka to nie tylko obserwowanie wydzielin z pochwy i rysowanie wykresów, to jeden z aspektów człowieczeństwa. Seksualność to integralna część osobowości człowieka, a nie boży dar, z którego można korzystać w określone dni. Warto pamiętać, że edukacja seksualna to także wiedza z biologii, higieny, zapobiegania ryzykownym zachowaniom seksualnym, umiejętność selekcji mediów pod względem wiarygodnych informacji o zdrowiu reprodukcyjnym. Edukacja seksualna to wspieranie zdrowia płciowego.
Nie pozwólmy Kościołowi wpływać na wychowanie naszych dzieci. Jedynym sposobem,a by uchronić dzieci przed dogmatami i kościelną nauką o seksualności jest dostarczanie młodemu pokoleniu naukowej wiedzy i kształtowanie kręgosłupa moralnego poprzez dowartościowanie dziecka, zainteresowanie jego sprawami, radzenie, pomoc w trudnych dla niego sytuacjach oraz niegodzenie się na udział ucznia w katechezie. Rodzice muszą stać autorytetem. W przeciwnym razie młody człowiek jest łatwym łupem dla organizacji religijnych.
poniedziałek, 2 września 2013
Niekonstytucyjna szkolna katecheza
Sprawdziły się najczarniejsze przypuszczenia sprzed 20 lat dotyczące religii w szkole. Religia została wprowadzona do szkoły jako przedmiot nadobowiązkowy, uczony na życzenie rodziców, na pierwszej i ostatniej godzinie lekcyjnej, a katecheci mieli uczyć w czynie społecznym, bądź jak kto woli na zasadzie wolontariatu - mieli nie otrzymywać pieniędzy z lekcje. Minęło klika lat. Kościół uzyskał potężne wpływy w państwie - zaczęto finansować religię z naszych podatków (koszt przyprawia o zawał serca ponad miliard złotych rocznie), religia odbywa się w środku lekcji, a jej prowadzenie jest zakładane już na początku roku. Dyrektorzy szkół nie pytają nawet rodziców o zdanie, zakładają, że wszyscy są wierzącymi katolikami. Co gorsze - dzieci zapędzane są do Kościoła na obowiązkowe msze i rekolekcje, na które w każdym roku szkolnym traci się 3 dni nauki!!!! Do tego oceny z religii są umieszczane na świadectwie i liczone do średniej.
Artykuł 25 Konstytucji głosi, "Władze publiczne w Rzeczypospolitej Polskiej zachowują bezstronność w sprawach przekonań religijnych, światopoglądowych i filozoficznych, zapewniając swobodę ich wyrażania w życiu publicznym.
Stosunki między państwem a kościołami i innymi związkami wyznaniowymi są kształtowane na zasadach poszanowania ich autonomii oraz wzajemnej niezależności każdego w swoim zakresie, jak również współdziałania dla dobra człowieka i dobra wspólnego."
Zasadę konstytucyjności spełnia religioznawstwo, które jest bezstronne, a nie religia katolicka, która ogranicza wolność światopoglądową dzieci i rodziców. Zamiast przekazywać wiedzę, otwierać uczniów na świat, wkłada się im do głowy jedynie słuszny światopogląd.
Artykuły 48 i 53 dają rodzicom swobodę w wychowaniu dzieci zgodnie ze swoim światopoglądem.
<"b>Rodzice mają prawo do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami. Wychowanie to powinno uwzględniać stopień dojrzałości dziecka, a także wolność jego sumienia i wyznania oraz jego przekonania.
Wolność religii obejmuje wolność wyznawania lub przyjmowania religii według własnego wyboru oraz uzewnętrzniania indywidualnie lub z innymi, publicznie lub prywatnie, swojej religii przez uprawianie kultu, modlitwę, uczestniczenie w obrzędach, praktykowanie i nauczanie. Wolność religii obejmuje także posiadanie świątyń i innych miejsc kultu w zależności od potrzeb ludzi wierzących oraz prawo osób do korzystania z pomocy religijnej tam, gdzie się znajdują.
Rodzice mają prawo do zapewnienia dzieciom wychowania i nauczania moralnego i religijnego zgodnie ze swoimi przekonaniami. Przepis art. 48 ust. 1 stosuje się odpowiednio.
Religia kościoła lub innego związku wyznaniowego o uregulowanej sytuacji prawnej może być przedmiotem nauczania w szkole, przy czym nie może być naruszona wolność sumienia i religii innych osób.
Wolność uzewnętrzniania religii może być ograniczona jedynie w drodze ustawy i tylko wtedy, gdy jest to konieczne do ochrony bezpieczeństwa państwa, porządku publicznego, zdrowia, moralności lub wolności i praw innych osób.
Nikt nie może być zmuszany do uczestniczenia ani do nieuczestniczenia w praktykach religijnych.
Nikt nie może być obowiązany przez organy władzy publicznej do ujawnienia swojego światopoglądu, przekonań religijnych lub wyznania."
Katecheza w szkole pozbawia uczniów możliwości krytycznego myślenia - uczeń ma obowiązek przyjąć przedstawiane mu tezy i ma żyć zgodnie z nimi. Narusza to prawo do wolności osobistej i poszanowania życia prywatnego. Absolutyzm moralny religii, przeciwny relatywizmowi kulturowemu i otwartości na względność wartości. Zadaniem katechetów jest przekonanie młodych Polaków, że ludzie wyznający inne systemy wartości są reprezentantami zła, zwanego tutaj szatanem, homopropagandą, gender,feminizmem, ateizmem, lewactwem. Tworzone jest w młodym pokoleniu przekonanie, że inne postawy moralne i życiowe są złe,trzeba z nimi walczyć, że zagrożone jest dobro ojczyzny i rodziny. Uczeń musi odnieść wrażenie, że jest prześladowany i żyje w poczuciu zagrożenia. Źle wpływa to na psychikę dziecka, na co dowodem są opublikowane niedawno wyniki badań, z których wynika, że polski uczeń częściej zapada na depresję i ma pouczcie beznadziejności świata. Religia w szkole jest zagrożeniem dla zdrowia psychicznego obywateli i dlatego musi zostać jak najszybciej wycofana.
Problemów z religią w szkole jest mnóstwo, można by napisać o nich rozprawę doktorską. Najważniejsze jest stwierdzenie, że ten przedmiot jest sprzeczny z Konstytucją i godzi w prawa obywateli.
Władza bojąca się Kościoła nie wycofa religii ze szkół, ale możemy to zrobić my, rodzice wyrażając swój sprzeciw wobec obecności tego przedmiotu w szkole. Sposób jest bardzo prosty - nie zapisujmy dzieci na religię, domagajmy się etyki. Kościół musi odczuć, że społeczeństwo ma go dość i nie życzy sobie wtrącania się hierarchii w edukację i wychowanie dzieci.
Subskrybuj:
Posty (Atom)