Blog o tematyce kobiecej i społecznej. Moda, antykoncepcja, dieta, prawa kobiet, dzieci i zwierząt, wychowanie. Blog dla wszystkich, którzy chcą rozmawiać bez obaw o obrazę uczuć. Blog dla reklamodawców - dziennie nawet 200 wyświetleń.
Sprawdziły się najczarniejsze przypuszczenia sprzed 20 lat dotyczące religii w szkole. Religia została wprowadzona do szkoły jako przedmiot nadobowiązkowy, uczony na życzenie rodziców, na pierwszej i ostatniej godzinie lekcyjnej, a katecheci mieli uczyć w czynie społecznym, bądź jak kto woli na zasadzie wolontariatu - mieli nie otrzymywać pieniędzy z lekcje. Minęło klika lat. Kościół uzyskał potężne wpływy w państwie - zaczęto finansować religię z naszych podatków (koszt przyprawia o zawał serca ponad miliard złotych rocznie), religia odbywa się w środku lekcji, a jej prowadzenie jest zakładane już na początku roku. Dyrektorzy szkół nie pytają nawet rodziców o zdanie, zakładają, że wszyscy są wierzącymi katolikami. Co gorsze - dzieci zapędzane są do Kościoła na obowiązkowe msze i rekolekcje, na które w każdym roku szkolnym traci się 3 dni nauki!!!! Do tego oceny z religii są umieszczane na świadectwie i liczone do średniej.
W ostatnich dniach sierpnia Prymas Polski wysunął żądanie, aby religia stała się przedmiotem obowiązkowym i podstawą kształcenia ogólnego. Nawet nie zauważył, że tym żądaniem złamał 3 artykuły Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej.
W ostatnich dniach wiele powiedziano o religii w szkole. Warto powtórzyć kilka oczywistych stwierdzeń, których nie zauważają biskupi i przypomnieć im o istnieniu Konstytucji. Nie łudzę się, że biskupi zaczną szanować Konstytucję, traktują Polskę, jak swój folwark, korzystając ze strachu rodaków i stałych banałów o niezwykłym połączeniu losów państwa i Kościoła. Liczę na to, że prawda o bezprawnej obecności religii katolickiej w polskiej szkole dotrze do rodziców i nie zgodzą się oni na uczęszczanie ich dzieci na ten przedmiot.
Artykuł 25 Konstytucji głosi, "Władze publiczne w Rzeczypospolitej Polskiej zachowują bezstronność w sprawach przekonań religijnych, światopoglądowych i filozoficznych, zapewniając swobodę ich wyrażania w życiu publicznym.
Stosunki między państwem a kościołami i innymi związkami wyznaniowymi są kształtowane na zasadach poszanowania ich autonomii oraz wzajemnej niezależności każdego w swoim zakresie, jak również współdziałania dla dobra człowieka i dobra wspólnego."
Zasadę konstytucyjności spełnia religioznawstwo, które jest bezstronne, a nie religia katolicka, która ogranicza wolność światopoglądową dzieci i rodziców. Zamiast przekazywać wiedzę, otwierać uczniów na świat, wkłada się im do głowy jedynie słuszny światopogląd.
Artykuły 48 i 53 dają rodzicom swobodę w wychowaniu dzieci zgodnie ze swoim światopoglądem.
<"b>Rodzice mają prawo do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami. Wychowanie to powinno uwzględniać stopień dojrzałości dziecka, a także wolność jego sumienia i wyznania oraz jego przekonania.
Wolność religii obejmuje wolność wyznawania lub przyjmowania religii według własnego wyboru oraz uzewnętrzniania indywidualnie lub z innymi, publicznie lub prywatnie, swojej religii przez uprawianie kultu, modlitwę, uczestniczenie w obrzędach, praktykowanie i nauczanie. Wolność religii obejmuje także posiadanie świątyń i innych miejsc kultu w zależności od potrzeb ludzi wierzących oraz prawo osób do korzystania z pomocy religijnej tam, gdzie się znajdują.
Rodzice mają prawo do zapewnienia dzieciom wychowania i nauczania moralnego i religijnego zgodnie ze swoimi przekonaniami. Przepis art. 48 ust. 1 stosuje się odpowiednio.
Religia kościoła lub innego związku wyznaniowego o uregulowanej sytuacji prawnej może być przedmiotem nauczania w szkole, przy czym nie może być naruszona wolność sumienia i religii innych osób.
Wolność uzewnętrzniania religii może być ograniczona jedynie w drodze ustawy i tylko wtedy, gdy jest to konieczne do ochrony bezpieczeństwa państwa, porządku publicznego, zdrowia, moralności lub wolności i praw innych osób.
Nikt nie może być zmuszany do uczestniczenia ani do nieuczestniczenia w praktykach religijnych.
Nikt nie może być obowiązany przez organy władzy publicznej do ujawnienia swojego światopoglądu, przekonań religijnych lub wyznania."
Wystarczy uważnie przeczytać Konstytucję, aby wiedzieć, że religia jest sprzeczna z prawami człowieka, a więc rodziców i dzieci. Narusza ich prawo do wychowania dzieci zgodnie ze swoimi poglądami. Dzieci zmuszane są do praktyk religijnych, co jest sprzeczne z zapisem o zakazie zmuszania do praktyk kościelnych. Według tego artykułu Konstytucji katecheza w szkole powinna być zakazana, ponieważ narusza prawo do wolności i moralność wielu osób.
Katecheza ma aspiracje kształtowania moralnego kręgosłupa młodzieży na zasadach moralności kościelnej, to znaczy uczy nietolerancji w stosunku osób żyjących niezgodnie z żądaniami papiestwa, narzuca jeden model życia, który jest kompletnie odrealniony i opiera się na dyskryminacji kobiet. Złą stronę w związku jest zawsze kobieta i tylko po jej stronie spoczywa odpowiedzialność za trwałość rodziny. To kobieta, która współżyła przed ślubem jest wyzywana, potępiana. Na głowie kobiety spoczywa odpowiedzialność za dom, rodzinę i wychowanie. W tej ideologii nie ma miejsca na pozytywną obecność ojca, który wspólnie z matką powinien dbać o atmosferę miłości i bezpieczeństwa w domu. Ojciec , w tej ideologii pełni rolę dostarczyciela finansów, osoby od wymierzania kar. Nie będę wchodziła w katolicką wizję rodziny. Nadmienię jedynie, że wizja ta dyskryminuje rodziny niepełne z przyczyn losowych tragedii.
Katecheza w szkole pozbawia uczniów możliwości krytycznego myślenia - uczeń ma obowiązek przyjąć przedstawiane mu tezy i ma żyć zgodnie z nimi. Narusza to prawo do wolności osobistej i poszanowania życia prywatnego. Absolutyzm moralny religii, przeciwny relatywizmowi kulturowemu i otwartości na względność wartości. Zadaniem katechetów jest przekonanie młodych Polaków, że ludzie wyznający inne systemy wartości są reprezentantami zła, zwanego tutaj szatanem, homopropagandą, gender,feminizmem, ateizmem, lewactwem. Tworzone jest w młodym pokoleniu przekonanie, że inne postawy moralne i życiowe są złe,trzeba z nimi walczyć, że zagrożone jest dobro ojczyzny i rodziny. Uczeń musi odnieść wrażenie, że jest prześladowany i żyje w poczuciu zagrożenia. Źle wpływa to na psychikę dziecka, na co dowodem są opublikowane niedawno wyniki badań, z których wynika, że polski uczeń częściej zapada na depresję i ma pouczcie beznadziejności świata. Religia w szkole jest zagrożeniem dla zdrowia psychicznego obywateli i dlatego musi zostać jak najszybciej wycofana.
Najpoważniejszym zarzutem jest to, że nauczanie religii nie kształci także żadnych kompetencji istotnych dla funkcjonowania w dzisiejszym społeczeństwie. W swych celach programowych nauczania katechezy Kościoła katolickiego czytelnik nie znajdzie kompetencji uznanej przez Radę Europy jako kluczowa. Na religii nikt nie uczy posługiwania się nowoczesnymi technologiami informacyjnymi i komunikacyjnymi, rozwiązywania problemów, porozumiewania się w językach obcych, łączenia i porządkowania wiedzy, organizowania i oceniania własnej pracy. Wręcz przeciwnie jakiekolwiek przejawy samodzielności, wyciągania wniosków są źle widziane, bowiem celem religii jest przekazanie jednej słusznej prawdy. Dziecko nie szuka informacji - ma wierzyć we wszystkim katechecie. Otrzymuje gotowe rozwiązania, nie zastanawia się nad złożonością sytuacji, możliwymi rozwiązaniami, czy etycznym postępowaniem bohaterów biblijnych. Mity narodu izraelskiego uznawane są za wzór postępowania, moralności, prawdy o świecie. Na religii nie ma miejsca na dyskurs wykraczający poza naukę Kościoła. Katecheza nie czyni dorastającego człowieka lepiej rozumiejący otaczającą go rzeczywistość, nie powoduje, że jest lepiej przygotowanym do funkcjonowania we współczesnym, zmieniającym się społeczeństwie. Zmiany społeczne są odbierane jako zagrożenie dla tradycyjnych wartości. Nie chodzi o zagrożenie dla wartości rodziny, ale dla pozycji kościoła, która pomimo ciągłych pouczeń hierarchów, zastraszania społeczeństwa i władzy jest słabsza. Religia przynosi wiele szkód - poważa zaufanie do nauki, zamyka uczniów na inność i różnorodność kulturową, powoduje, że uczeń nie potrafi interpretować rzeczywistości, a nawet boi się zmian. Wątpliwy jest wpływ moralności katolickiej na młodzież. Jeszcze nigdy nie było tak dużego odsetka przestępczości wśród młodych ludzi, tak wielu przypadków aborcji, agresji, niezrozumienia drugiego i wyobcowania osób z grupy, jak obserwujemy od czasu wprowadzenia religii do szkół.
O dyskryminacji na katechezie i braku etyki w polskiej szkole wypowiedział się także Trybunał Praw Człowieka w 2010 roku. Uznał ocenę z religii na świadectwie i brak praktycznej możliwości wyboru etyki za naruszenie wolności sumienia i prawa do prywatności. Niestety, polskie władze, bojące się biskupów zignorowały orzeczenie Trybunału i nie wydały rozporządzenia o nieumieszczaniu oceny z religii na świadectwie.
Problemów z religią w szkole jest mnóstwo, można by napisać o nich rozprawę doktorską. Najważniejsze jest stwierdzenie, że ten przedmiot jest sprzeczny z Konstytucją i godzi w prawa obywateli.
Władza bojąca się Kościoła nie wycofa religii ze szkół, ale możemy to zrobić my, rodzice wyrażając swój sprzeciw wobec obecności tego przedmiotu w szkole. Sposób jest bardzo prosty - nie zapisujmy dzieci na religię, domagajmy się etyki. Kościół musi odczuć, że społeczeństwo ma go dość i nie życzy sobie wtrącania się hierarchii w edukację i wychowanie dzieci.
Po ubiegłorocznej awanturze o klauzulę sumienia dla farmaceutów myślałam, chyba trochę naiwnie , że temat jest zakończony. Rok temu postawę aptekarzy skrytykowali Minister Zdrowia, Główny Inspektor Farmaceutyczny, posłowie. Suchej nitki na pomyśle nie pozostawili internauci. Krytycy pomysłu uważali, że prywatne poglądy pracownika służby zdrowia nie mogą ograniczać wolności wyboru pacjenta, który ma prawo do leczenia zgodnie z wiedzą medyczną. Okazuje się, że problem wcale nie zniknął z życia pacjentów i coraz częściej dotyczy powoływania się na klauzulę sumienia przez lekarzy.
(humorystyczne ujęcie antykoncepcji nie ma na celu obrazy uczuć, ale odrobinę humoru.)
Zgodnie z prawem, a konkretnie z z art. 39 Ustawy o zawodzie lekarza i lekarza dentysty z 5 grudnia 1996.lekarz ma prawo do odmowy wykonywania świadczeń niezgodnych ze swoim sumieniem. Uregulowania dotyczące klauzuli sumienia znajdują się także w Kodeksie Etyki Lekarskiej (KEL). Zgodnie z treścią art. 7, w szczególnie uzasadnionych wypadkach lekarz może nie podjąć się lub odstąpić od leczenia chorego, jednakże z wyjątkiem przypadków nie cierpiących zwłoki. Nie podejmując albo odstępując od leczenia lekarz ma obowiązek choremu inną możliwość uzyskania pomocy lekarskiej. Klauzula sumienia dotyczy nie tylko lekarzy, ale również pielęgniarek i położnych. Zgodnie z art. 23 ustawy o zawodach pielęgniarki i położnej, pielęgniarka i położna może powstrzymać się, po uprzednim powiadomieniu na piśmie przełożonego, od wykonania świadczenia zdrowotnego niezgodnego z jej sumieniem, jednakże z wyjątkiem przypadków niebezpieczeństwa utraty życia lub poważnego uszczerbku na zdrowiu pacjenta. Powoływanie się na klauzulę sumienia jest niedopuszczalne w celu dyskryminacji jakiejś grupy pacjentów ze względu na rasę, narodowość, poglądy polityczne, przekonania religijne czy orientację seksualną.
Tyle teoria. W Polsce klauzula sumienia jest nadużywana, jest przyczyną dyskryminacji kobiet. Warto zauważyć, że wszystkie praktyki niezgodne z sumieniem dotyczą zdrowia kobiet i leczenia niepłodności.
W Polsce klauzula sumienia dotyczy głównie światopoglądu skrajnie katolickiego. Powołują się na nią lekarze, którzy wyższej niż prawa reprodukcyjne, wolność osobistą i zdrowie pacjentki cenią encyklikę sprzed ponad 40 lat, znaną jak Humanae Vitae. Ludzie ci uważają, że ich obowiązkiem jest szerzenie nauki Kościoła w kwestii seksualności i podejścia do rodzicielstwa. Twierdzenia Kościoła stawiają wyżej niż badania naukowe i dobro pacjentki.
<
Nie dziwię, że lekarz, pielęgniarka i położna odmawiają wykonania aborcji, tutaj faktycznie mamy do czynienia zabijaniem człowieka, a skutki zabiegu dla kobiety bywają opłakane. Jest czymś kompletnie niezrozumiałym odmawianie wypisania antykoncepcji w sytuacji kiedy nie ma przeciwwskazań medycznych. Lekarze odmawiający wypisania antykoncepcji wierzą, że jest ona grzechem, zaprzeczeniem boskich praw, uważają, że kobieta ma współpracować z Bogiem w dziele przekazania życia, mieszają religię z medycyną. Wykazują się przy tym brakiem wiedzy, gdyż twierdzą, że antykoncepcja zabija życie poczęte, a za dziecko uważają zapłodnioną komórkę jajową. Jest to absurdalne. O tej sprawie pisałam już w artykułach o antykoncepcji,które czytelnicy mogą przeczytać na blogu.
Jeżeli lekarz odmawia wypisania antykoncepcji domagajcie się adnotacji w dokumentacji medycznej i wskazania innego lekarza, który wypisze tabletki. Jeżeli lekarz nie chce Wam powiedzieć, który z lekarzy w najbliższym otoczeniu wypisze receptę możecie złożyć skargę, ponieważ lekarz nie trzymał się przepisów prawa, które nakazują wskazanie innego medyka lub placówki medycznej, w której otrzymacie świadczenie. Za samą odmowę wypisania antykoncepcji nie możemy skarżyć lekarzy, ale też nie mamy obowiązku dalszego korzystania z ich usług. Jestem pewna, że takie zjawiska trzeba piętnować, musimy domagać od władz wykreślenia usług antykoncepcyjnych z klauzuli sumienia. Przemawiają za tym racje natury medycznej:
1)Ustawa o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży”, która w art. 2, punkcie 2 gwarantuje obywatelom swobodny dostęp do metod i środków służących świadomej prokreacji. Klauzula sumienia uderza w prawa kobiet do decydowania o swojej płodności i prywatności.
2) Antykoncepcja jest jedynym ze sposobów leczenia wielu kobiecych schorzeń, kolejnym zapobiega. Dzięki antykoncepcji możemy zapobiegać cystom, leczyć je. Antykoncepcja przeciwdziała powstaniu endometriozy, zespołu policystycznych jajników, mięśniaków - jest też jednym z możliwych sposobów leczenia tych chorób. I najważniejsze antykoncepcja zapobiega rakowi jajnika i endometrium.
Wspomniałam wcześniej, że antykoncepcja chroni przed rakiem jajnika. Mechanizm ochrony przed tym nowotworem jest bardzo prosty – antykoncepcja hormonalna hamuje owulację, tym samym przy długotrwałym jej stosowaniu nie ma pęcherzyków, z których co cykl uwalnia się komórka jajowa. Im większa ilość cykli menstruacyjnych, tym większe ryzyko raka jajnika. Ryzyko mogą zminimalizować; antykoncepcja hormonalna, ciąża i karmienia piersią, czyli sytuacje, w których blokowany jest cykl.
3)Antykoncepcja przeciwdziała bolesnym i obfitym miesiączkom, a co za tym idzie zbyt dużej utracie żelaza
Pozostaje zadać pytanie środowiskom propagującym stosowanie klauzuli sumienia w przypadku antykoncepcji, uważających się za obrońców życia: co jest ważniejszą wartością: ochrona zdrowia kobiety i jej leczenie, czy teoretyczna, minimalna możliwość wydalenia blastocysty? Czy ochrona życia dotyczy jedynie zarodka, czy może kobieta też ma prawo chronić swoje życie?
Należy przypomnieć, że nawet encyklika „Humanae vitae”, na której oparty jest sprzeciw Kościoła katolickiego wobec antykoncepcji dopuszcza stosowanie środków zapobiegających ciąży w celach leczniczych. Czy jest coś ważniejszego niż ochrona przed nowotworami, leczenie pacjentki?
Środowiska katolickie twierdzą, że antykoncepcja zabija, bo wywołuje zakrzepicę i raka piersi. Prawdą jest, że antykoncepcja zwiększa ryzyko zakrzepicy. Jest 1 przypadek na około 7000 stosujących kobiet. W przypadku ciąży ryzyko zakrzepicy jest jeszcze większe, ale o tym w mediach katolickich nie przeczytamy ani słowa. Co do raka piersi - ryzyko jest tylko wtedy jeżeli kobieta dokona aborcji, nie ma dzieci lub pierwsze dziecko urodziła po 35 roku życia lub gdy antykoncepcję stosowała przez 10 lat przed urodzeniem pierwszego dziecka. Czynników raka piersi i zakrzepicy jest kilkanaście, a więc mówienie, że jedynie antykoncepcja wywołuje te choroby jest obrzydliwym kłamstwem.
Nie chcę być złym prorokiem, ale jeżeli dalej tak będzie, że lekarz z powodu swojej wiary, która powinna być jego prywatną sprawą, będzie odmawiał wypisania antykoncepcji, to nie będziemy miały innego wyjścia jak korzystać z brytyjskich internetowych aptek. Drogie panie, jeżeli trafiłyście na lekarza z katolickim sumieniem, który nie wypisał Wam antykoncepcji "po", pamiętajcie, żeby nie wpadać w panikę, tylko skorzystać z możliwości multimediów i klikajcie w banery. Nie możemy dać się zastraszać wolności wyznania i katolickiego sumienia, które chcą ograniczać nasze prawo do decydowania o seksualności i rodzicielstwie. Omijajcie szerokim łukiem lekarzy niewypisujących antykoncepcji i apteki, które odmawiają sprzedaży naszych leków.
Kiedy czujemy się źle, jesteśmy osłabieni udajemy się do lekarza. Panuje opinia, że Polacy na lekarską wizytę udają się dopiero, kiedy coś nam dolega, zaniedbują badania kontrolne. Programy profilaktyczne nie cieszą dużym zainteresowaniem. Większą popularność mają dni otwarte przeciwko nowotworom, czy chorobom serca. Najwięcej strachu wzbudza wizyta u dentysty i ginekologa. W przypadku stomatologa pacjenci obawiają się przede wszystkim bólu i uważają, że wystarczy myć po każdym posiłku i od czasu do czasu wyczyścić nicią dentystyczną. Bardziej skomplikowany jest problem wizyt u ginekologa. Strach przed poradą ginekologiczną bierze się przede wszystkim z poczucia wstydu i braku umiejętności rozmawiania o problemach z narządami rodnymi. Nie bez znaczenia jest również fakt, że w niektórych środowiskach, zwłaszcza w niewielkich miejscowościach utarło się przekonanie, że do ginekologa chodzi się wyłącznie w okresie ciąży. Niektóre kobiety traktują wizytę u ginekologa jako coś niepotrzebnego, krępującego, a wręcz przyzwoitego. Poza tym brakuje gabinetów ginekologicznych w mniejszych miejscowościach.
Dane statystyczne
Dane organizacji kobiecych są przerażające. Polki odwiedzają lekarza ginekologa tylko w ciąży lub kiedy zauważają niepokojące obawy. Wśród kobiet w grupie wiekowej 55-59 aż 15% pań nigdy nie zrobiło cytologii, ponieważ uznało, że co ma być o i tak będzie, więc nie trzeba robić badań profilaktycznych. 19% Polek odwiedza ginekologa raz na 3 lata. Problem jest brak działań profilaktycznych i świadomości tego, jak ważne jest zdrowie intymne i jakie znaczenie mają zdrowe narządy rodne na stan ogólny organizmu.
Przyczyny niechęci
Wśród opinii na różnego rodzaju forach pojawia się problem wstydu przed rozebraniem się od pasa w dół i samym badaniem. Kobiety uważają, że pozycja, którą przyjmują podczas badania jest niekomfortowa i wymaga całkowitego poddania się lekarzowi. Młode dziewczyny obawiają się wizyt u ginekologa z bardziej przyziemnych powodów – nieraz słyszały od koleżanek i mam, że wizyty są straszne, a badanie bolesne. Za część przypadków niechęci do ginekologa odpowiadają sami lekarze, którzy czasami są niedelikatni, komentują wybory życiowe pacjentek, przejawiają nerwowe reakcje na pytania lub odpowiadają lakonicznie. Wiele pacjentek skarży się, że lekarze w nieprzyjemny sposób wypowiadają się o ich orientacji seksualnej, czy wyglądzie narządów rodnych.
Nastolatka u ginekologa
Dużo obaw o wizytę u ginekologa budzi u nastolatek. Nie każda młoda dziewczyna może pójść na wizytę ginekologiczną z mamą. Część dziewcząt nie rozmawia z matkami o swoich problemach intymnych. Ma to poważne konsekwencje, bowiem nastolatki nie zawsze jak przygotować się do wizyty, w jaki sposób wybrać lekarza. Na forach internetowych dziewczyny pytają jakie objawy powinny ich zaniepokoić i w jakim wieku powinno udać się na pierwszą wizytę. Nastolatka powinna zgłosić się do lekarza, kiedy zauważy upławy, nieregularność cykli (cykl krótszy niż 24 dni lub dłuży niż 35 dni), ma obfite i bolesne miesiączki, chce rozpocząć współżycie, odczuwa bóle w podbrzuszu lub bóle piersi. Sygnałem do wizyty o ginekologa powinien być brak miesiączki w wieku 16 lat, nadmierny trądzik lub podejrzenie ciąży. Na tabletki antykoncepcyjne niepełnoletnia dziewczyna musi mieć zgodę rodziców. Zdarzają się lekarze, którzy nie wymagają takiej zgody, jeżeli pacjentka rzeczowo odpowiada na pytania i jest świadoma swojej decyzji. Świadome odpowiadanie na pytania oznacza, że młoda pacjentka wie, czy w rodzinie były przypadki zawałów, udarów, zakrzepicy i raka piersi. Tabletki wypisują po przeprowadzeniu wywiadu z pacjentką, przeprowadzeniu badania. Uważają, że tak nie wypłyną na zmianę decyzji o rozpoczęciu współżycia, a lepiej jest, aby nastolatka była zabezpieczona niż miałaby zajść w niechcianą ciążę. Nastolatka musi mieć skończone 15 lat. Zdaniem organizacji kobiecych wymaganie zgody rodziców na antykoncepcję jest sprzeczne z logiką, bowiem w Polsce współżycie seksualne jest dozwolone od 15 roku życia. Zapis utrudnia młodzieży korzystanie z antykoncepcji, co skutkuje niechcianymi ciążami, a wielu przypadkach również aborcjami. W wielu domach dziewczyny nie mają możliwości uzyskania zgody rodziców na antykoncepcję, bowiem rodzice mają konserwatywne poglądy lub nastolatki obawiają się powiedzieć rodzicom o rozpoczęciu współżycia. Postulat, aby antykoncepcja była dostępna na receptę, ale bez zgody rodziców od 15 roku życia jest rozsądny. Nie godzi on również w prawo rodziców do wychowania dziecka zgodnie ze swoimi zasadami i światopoglądem. Młodzież ma bardzo często odmienny pogląd od rodziców , powinna mieć prawo do postępowania według swojego światopoglądu, decydowania o najbardziej prywatnych kwestiach. Obniżenie wieku, w którym antykoncepcja byłaby dostępna bez zgody rodziców musi iść w parze ze wprowadzeniem edukacji seksualnej opartej na nowoczesnej wiedzy psychologiczno-medycznej i obowiązkiem przekazania wszystkich informacji o antykoncepcji przez lekarza-ginekologa. Medyk powinien uprzedzić dziewczynę o zagrożeniach wynikających z rozpoczęcia współżycia, powiedzieć o chorobach wenerycznych. Decyzja i tak należy do nastolatki.
Jak reagować kiedy czujemy, że wizyta nie przebiega zgodnie z wymogami?
Jeżeli pacjentka jest przekonana , że została źle potraktowana przez lekarza może złożyć skargę do przełożonego lekarza, najczęściej jest to kierownik przychodni lub ordynator oddziału. Ma prawo do zmiany lekarza. Najgorszym wyjściem jest zaniechanie wizyt u ginekologa. W przychodni często jest kilku lekarzy. Można wybrać do innej przychodni (nie obowiązuje rejonizacja) lub wybrać inny prywatny gabinet. Rozważ zmianę lekarza jeżeli:
1.Lekarz z powodów światopoglądowych odmawia wypisania antykoncepcji. Lekarz ma takie prawo, daje mu je klauzula sumienia, co nie oznacza, że kobieta, która usłyszała odmowę musi być nadal pacjentką lekarza. Niedopuszczalna jest sytuacja, kiedy lekarz na prośbę pacjentki o antykoncepcję wyzywa ją, oskarża o niszczenie zarodków, podaje argumenty religijne. Może odmówić wypisania antykoncepcji, jeżeli kobieta jest w grupie ryzyka: w rodzinie były przypadki udaru, zakrzepicy, raka piersi lub pacjentka cierpi na poważne schorzenia wątroby lub częste migreny.
2.Ginekolog odmawia badania, bo pacjentka nie rozpoczęła współżycia. Taka odmowa stwarza sytuację groźną dla zdrowia pacjentki, jest bezzasadna pod względem medycznym, . Osoba niewspółżyjąca również może mieć problemy ginekologiczne. To przejaw dyskryminacji osób młodych.
3.Lekarz obraża pacjentkę z powodu jej orientacji seksualnej, współżycia przed ślubem, bezdzietności. Podstawowym prawem pacjenta w jakimkolwiek gabinecie lekarskim jest poszanowanie jego prywatności i wyborów osobistych. Lekarz nie ma prawa dyskryminować pacjenta.
4.Ginekolog odmawia wykonania badań , nie odpowiada na pytania lub nie reaguje, kiedy zaproponowane wcześniej leczenie jest nieskuteczne.
5.Badanie jest bardzo bolesne, a lekarz nie reaguje na Twoją prośbę, aby wykonywał badanie delikatniej.
6) Lekarz wypytuje o kwestię wiary, posiadania ślubu.
Cechy dobrego ginekologa
Udając się do ginekologa trzeba zwrócić uwagę na to, czy gabinet zapewnia minimum intymności , to znaczy czy jest miejsce na przebranie się, choćby parawan. Idealnie jest, kiedy do przebrania jest osobna kabina z wieszakiem na ubrania, toaletą i umywalką. Lekarz -ginekolog wzbudzający zaufanie potrafi słuchać, stworzyć atmosferę rozmowy, zadaje pytanie, ale nie komentuje w złośliwy sposób wyborów swojej pacjentki. Lekarz ma prawo do zadawania pytań intymnych o pożycie seksualne, ilość partnerów, o ile takie informacje są potrzebne do postawienia diagnozy. Dobry lekarz bada delikatnie, rozumie, że pacjentka może odczuwać strach, zleca dodatkowe badania, a nawet pamięta o konieczności wykonania cytologii, potrafi wytłumaczyć pacjentce jej schorzenie, decyzję o dodatkowych badaniach, szczerze mówi o stanie płodu, nie lekceważy obaw kobiety, nie poucza moralnie pacjentki, nie narzuca pacjentce swojego światopoglądu. Na szczęście dobrych lekarzy, z powołaniem, którzy rozumieją pacjentki jest znacznie więcej niż osób nieuprzejmych i niedelikatnych. Nie ma znaczenia płeć lekarza, wszystko zależy od wiedzy i osobowości medyka, jego umiejętności kontaktu z drugim człowiekiem
Wszystkie artykuły znajdziecie także na Facebookowych profilach
1) https://www.facebook.com/NieChodzeDoSpowiedzi
2)https://www.facebook.com/stopklerowi?ref=hl
3)https://www.facebook.com/StrefaWolnaOdZabobonow
Facebook to swoista rewolucja w komunikacji - daje możliwość kontaktu ze znajomymi, poznawania nowych ludzi, rozmów, wymiany poglądów i akcji społecznych. Niestety, nawet na takim portalu nie ma pełnej wolności w wypowiadaniu poglądów. Nie chodzi o ograniczenia dotyczące języka, namawiania do przemocy, treści pornograficznych, bo to jest naturalne i jak najbardziej słuszne. Mają miejsce ograniczenia dotyczące prezentowania światopoglądu, zwłaszcza niereligijnego. Strony ateistyczne są blokowane. Blokada jest skutkiem skarg osób o bardzo wrażliwych uczuciach religijnych, których to obraża krytyka Kościoła katolickiego. Osoby te za nic mają wolność wypowiedzi i Konstytucję, która ową wolność gwarantuje. Dla nich liczą się wyłącznie ich urażone uczucia religijne.
Na Facebooku jest kilkaset stron ateistycznych i antykatolickich -profili, na których osoby niewierzące mogą swobodnie rozmawiać na różne tematy, wypowiadać się na krytycznie o Kościele, przekazywać prawdę o działaniach największej instytucji religijnej w Polsce. Wspomniane strony poświęcone są obalaniu mitów, dogmatów oraz zabobonów religijnych. Strony te skupiają się głównie na krytyce kleru oraz działalności polityków związanych z Kościołem. Znajdzie się także krytyka zasad katolicyzmu, zwłaszcza papieskich dogmatów, które niewiele wspólnego mają z ewangelicznymi zasadami.
Polecam oczywiście wszystkie profile. Wymienię kilka najciekawszych
1) Ateiści Agnostycy Sceptycy - Strefa Wolna od Zabobonów https://www.facebook.com/StrefaWolnaOdZabobonow
2) Nie chodzę do spowiedzi https://www.facebook.com/NieChodzeDoSpowiedzi
3) Sprzeciwiam się
4) Ateizm na wesoło
5) Piknik na skraju głupoty
6) Obraza uczuć religijnych musi zniknąć z kodeksu karnego
7) Internetowa lista ateistów i agnostyków
8) Mądrości z Frondy
9) Nowy Ateizm
10) Polsko, powstań z kolan. Dość watykańskich marionetek w polskiej polityce
11) Polska nie jest państwem wyznaniowym
12) Nie dla religii w szkołach
13) Stowarzyszenie ateistyczne
14) Laickie.pl
15) Przegląd artykułów ateistycznych
Co chwilę powstają nowe strony, więc warto je przeczytać i polubić.
Zbliża się nowy rok szkolny, pierwsze zebrania rodziców i odwieczne pytania o oświadczenie w sprawie religii. Na temat katechezy w szkole napiszę kolejny post. Teraz chciałabym skupić się na lekcjach etyki, a w zasadzie ich braku. Od dwóch lat nie mogę doprosić się lekcji etyki w szkole mojej córki. Odpowiedź dyrekcji jest jednoznaczna - nie zgadza się na nią organ prowadzący szkołę, nie ma funduszy. Pieniądze na religię są, ale to już inna sprawa. Nie tylko ja mam taki problem. Mają go wszyscy niewierzący, którzy muszą w polskiej szkole znosić upokorzenia. Szkoła zamiast promować różnorodność,pokazywać świat, uczyć logicznego myślenia, promować tolerancję, wolnomyślicielstwo ogranicza poznanie do jedynie słusznej koncepcji religijnej. Nie łudźmy się, że treści religijne kończą się na katechezie. Są obecne w podręcznikach do języka polskiego, biologii, wychowania do życia w rodzinie. Msze są obowiązkowym elementem szkolnych uroczystości. W niektórych szkołach obowiązkowym elementem dużej przerwy jest odbycie modlitwy. Sprzeciw nie wchodzi w grę, bo dyrekcja popiera pomysły katechetów. Nikt nie liczy się z uczuciami osób niewierzących, czy nawet uczniów, którzy mogą mieć inne poglądy niż ich katoliccy rodzice.
Przy okazji chciałabym polecić wszystkim ateistom i ludziom wierzącym, którym nie podoba się postępowanie kleru stronę , na której znajdą kulturalną i merytoryczną krytykę Kościoła. Polecam czytanie profilu na FB "Ateiści, Agnostycy, Sceptycy-Strefa wolna od zabobonów", na której bez obawy o obrazę uczuć religijnych możecie podyskutować i wyrazić swoją złość na postępowanie funkcjonariuszy kościelnych
Niewierzący rodzic nie musi godzić się na lekcje katechezy, może wybrać etykę. Szkoła ma obowiązek organizowania etyki, jeżeli chętnych jest siedem osób. Często jest tak, że nikt rodziców nie pyta, czy życzą sobie etyki, a lekcja nie jest uwzględniana w planie nauczania. Niewiele osób wie, że dla mniejszej liczby uczniów w klasie lub oddziale lekcje etyki powinny być zorganizowane w grupie międzyoddziałowej lub międzyklasowej. Oznacza to, że w takiej sytuacji, lekcje etyki ma organizować organ prowadzący szkołę, jest to najczęściej gmina. Do grupy międzyszkolnej mogą uczęszczać uczniowie szkół prowadzonych przez różne organy prowadzące, które ustalają, w drodze porozumienia, zasady jej prowadzenia. Oznacza to, że mogą być tworzone np. grupy międzyszkolne dla uczniów szkół z sąsiadujących gmin, co pozwala na organizowanie zajęć w sytuacji, gdy w szkołach prowadzonych przez ten sam organ zgłosi się mniej niż 3 uczniów. Uczeń pełnoletni może sam zdecydować, na jaki przedmiot chce chodzić. Moim zdaniem taka decyzja powinna stać po stronie ucznia już od 1 klasy gimnazjum. Dziecko w tym wieku potrafi określić, czy wierzy w treści przekazywane na religii, czy ma odmienny światopogląd.
W podjęciu właściwej decyzji mogą pomóc treści nauczania etyki. Dla przykładu przytaczam cele nauczania etyki w szkole podstawowej
Cele kształcenia – wymagania ogólne
I.
Kształtowanie refleksyjnej postawy wobec człowieka,jego natury, powinności moralnych oraz wobec różnych sytuacji życiowych.
II.
Rozpoznawanie swoich obowiązków wobec najbliższego otoczenia, rodziny i szkoły.
III.
Przygotowanie do rozpoznawania podstawowych wartości i dokonywania właściwej ich hierarchizacji.
IV.
Dostrzeganie różnorodności postaw i zachowań ludzi.
V.
Wyrażanie opinii i wartościowanie zjawisk społecznych na poziomie społeczności szkolnej i społeczności lokalnej.
Treści nauczania – wymagania szczegółowe
1.
Poznawanie siebie, dostrzeganie cech indywidualnych własnych i najbliższych osób.
2.
Wyjaśnianie prawdziwego znaczenia własnych zachowań oraz ich przyczyni konsekwencji.
3.
Człowiek jako osoba; godność człowieka.
4.
Przyjmowanie odpowiedzialności za siebie.
5.
Prawa i obowiązki, zasady i reguły postępowania,w tym takŜe w ruchu drogowym.
6.
Uczestnictwo w grupie, porozumiewanie się z innymi.
7.
Wolność i jej różne rozumienie, autorytety i wzory osobowe.
Jak widać etyka to zupełnie różny przedmiot od religii - przygotowuje do życia społecznego, do podejmowania relacji międzyludzkich, uczy wyrażania opinii, pomaga w kształtowaniu własnych zasad moralnych. Stawia się na takie wartości jak: godność i wolność człowieka, angażowanie się w działalność lokalną, buduje poczucie obowiązkowości wobec szkoły i rodziny. Nawet osoby wierzące mogą bez obawy o zachwianie wiary posłać swoje dzieci na etykę. Kwestie religijne nie są przedmiotem zainteresowania tego przedmiotu. Błędem jest przeciwstawianie sobie religii i etyki, co buduje atmosferę niechęci do etyki. Etyka to dział filozofii, w ujęciu szkolnym dodane zostały zagadnienia z socjologii i psychologii. To w pełni wartościowy przedmiot, który rozszerza horyzonty poznawcze uczniów i powinien być obecny w szkole, nie jako przeciwwaga religii, ale jako przedmiot obowiązkowy, tak samo jak matematyka, historia i polski.
Informacje o grupie międzyszkolnej i zarys nauczania zaczerpnęłam ze strony Ministerstwa Edukacji Narodowej.
Warto walczyć o etykę, chociaż jest to walka z wiatrakami, bowiem szkoły zakładają, że wszyscy są wierzący. Warto pamiętać, że od 1 września 2012 roku we wszystkich szkołach obowiązują nowe zasady organizacji nauki. Jedną ze zmian jest umieszczenie religii na liście przedmiotów fakultatywnych - obok etyki, wychowania do życia w rodzinie, języków mniejszości i regionalnych czy zajęć w klasach sportowych. Przedmioty te stają się obowiązkowe, gdy rodzice (a w przypadku uczniów pełnoletnich - oni sami) zadeklarują uczestnictwo. Najważniejsza zmiana dotyczy sposobu finansowania. Środki na prowadzenie zajęć fakultatywnych pochodzą z budżetu samorządów. Oznacza, że opłacenie religii będzie należało do samorządów. To cios dla samorządów, którym będzie brakowało przez to pieniędzy na pomoc społeczną, czy miejskie inwestycje. Drodzy rodzice, skoro już samorządy opłacają naukę przedmiotów fakultatywnych , zadbajmy o to, aby za te pieniądze dzieci otrzymywały potrzebną im wiedzę, a nie uczyły się na pamięć modlitw i niestworzonych historii o duchu świętym, cudownej mocy relikwii, niepokalanym poczęciu i innych absurdach. Szkoły postępują niezgodnie z prawem zakładając uczestnictwo uczniów w lekcji religii, nie pytając rodziców o zgodę. Najczęściej rodzice deklarują zgodę w pierwszej klasie. W następnych latach zakłada się, że zgoda jest aktualna. Wymaga się jedynie pisemnego oświadczenia o wypisaniu z religii. Tymczasem deklarację powinni składać co roku rodzice zapisujący dziecko na katechezę. Ciekawostką jest to, że w Polsce jest prawie 900 szkół, w których nie ma religii. Oby było ich coraz więcej.
Od kilku tygodni obserwujemy nieustanny atak kościoła katolickiego na swobody konstytucyjne. Jako osoba niewierząca, która chce żyć w wolnym kraju i mieć prawo do wyrażania swoich poglądów, nawet jeżeli są inne niż wizja biskupów. Niepokoję się wzrastającym terroryzowaniem społeczeństwa paragrafem o obrazie uczuć religijnych. Trzeba tutaj nadmienić, że nie chodzi o obrazę wiary, czy przedmiotów kultu, ale o wykorzystywanie absurdalnego zapisu do umacniania władzy biskupów i dławienia wszelkiej krytyki kościoła, tworzenie w świadomości społecznej obrazu, w którym to postępowanie zgodne z prawem, szacujące świeckość państwowych instytucji jest prześladowaniem wierzących i Kościoła. Obrazą uczuć religijnych jest popieranie związków partnerskich, różnych modeli rodziny, mówienie prawdy o pedofilii wśród duchowieństwa, o pijackich ekscesach kleru, o chciwości i przekrętach finansowych "bożych wysłanników".
Ostatnie ataki na ateistów przeprowadził nawet Facebook zamykając kilka profili ludzi niewierzących, na których ośmielali się krytykować jego wysokość Kościół katolicki. Wyrok na pana Jerzego Urbana , który zdaniem sądu obraził uczucia religijne, bo umieścił coś co uznano za wizerunek Chrystusa w znaku zakazu, to kolejny przejaw prześladowania ateistów i nadinterpretacji obrazy uczuć religijnych. Postać w gazecie NIE była uśmiechnięta, więc co tak uraziło uczucia posłów? Nie wiemy jak wyglądał Chrystus. Z jakiej racji krytyka jego wyobrażenia jest obrazą uczuć religijnych?. Czy jeżeli zwinę w kulkę obrazek wyobrażający Jezusa z podpisem "Jezu, ufam Tobie" i wyrzucę go do kontenera z papierem też obrażę uczucia religijne? Absurdalne i chore?. Kolejna absurdalna nagonka, tym razem na komendanta z Radomia, który realizując Konstytucję i zapis konkordatowy o rozdziale kościoła od państwa kazał zdjąć krzyże. Policjanci napisali skargę na przełożonego do biskupa i komendanta wojewódzkiego- zarzucili mu obrazę uczuć religijnych. Trzeba przyznać, że policja w niektórych gminach realizuje zadania powierzone przez biskupa, boi się duchowieństwa, nie podejmuje działań choćby w sprawach o pedofilię, czy jazdę pod wpływem alkoholu, jeżeli podejrzanymi mają duchowni. Pan Komendant ma gigantyczne kłopoty, bo zdjął krzyż - być może symbol wiary, ale przede wszystkim znak poddaństwa władzy i instytucji państwowych wobec kościelnej hierarchii, znak, który w instytucjach państwowych bywa ważniejszy od godła. Krzyż w miejscach publicznych to jedynie symbol religii. Państwo nie jest lennikiem kościoła, Polski nie tworzy jak chcą biskupi, chrześcijański system wartości i postać Jezusa, ale Konstytucja i różnorodny światopoglądowo naród. Instytucje państwowe nie są sługami kościoła, ale niezależnymi bytami, gdzie każdy obywatel ma prawo załatwić sprawę i nie mogą godzić w system wartości obywateli. Krzyż jest pokazaniem, kto ma większość i rację. Czy komisariat jest godnym miejscem dla krzyża, jeżeli przyjąć, że jest on symbolem miłości Boga do człowieka? Raczej nie. Obrazki z wizerunkami świętych na komisariacie policji urągają powadze tego miejsca. W jaki sposób modlitwa ma pomóc łapać przestępców doprawdy nie wiem. Policjanci powinni zająć się wykrywaniem przestępstw, a nie tracić czas na modlitwę do świętych, czy na pielgrzymki i msze w trakcie pracy. Praktyki religijne powinny być odprawiane po pracy, w ramach prywatnego czasu.
Od kilku miesięcy mam wrażenie, że skrajnych katolików obraża wszystko - ich gorące religijne uczucia rani nawet akcja "Ludzie z werwą", gdzie jeden koncern paliwowy prezentuje osoby zasłużone dla nauki, medycyny i społeczeństwa. Otóż w kapitule konkursu zasiada prof. dr hab. Mirosław Wielgoś, znany lekarz. Jego obecność wzbudziła kontrowersje u "obrońców życia" z Fundacji Pro - Prawo do Życia. W klinice Dzieciątka Jezus, której profesor Wielgoś jest kierownikiem, przeprowadza się bowiem zgodne z prawem aborcje w sytuacjach, gdy płód stanowi zagrożenie życia dla matki lub jest obciążony wadami genetycznymi. W związku z czym, Fundacja przedstawia go jako mordercę i zarzuca mu mordowanie niepełnosprawnych dzieci. Fundacja Pro- Prawo do życia od lat paraliżuje polskie szpitale, prowadzi nagonkę na osoby będące zwolennikami kompromisu aborcyjnego. Na swoich głupkowatych plakatach przedstawia ich na tle porozrywanych płodów. Wykorzystuje bezprawnie wizerunek tych osób , w większości lekarzy i polityków, aby wzbudzić nienawiść społeczną i jakoś nikt nie reaguje , nie pociąga tej kościelnej organizacji do odpowiedzialności karnej.
Jak długo jeszcze będziemy pozwalać na narzucanie przez Kościół katolicki ideologii, na oczernianie ludzi, na jedyną możliwą interpretację wiedzy, to znaczy zgodnie z przemyśleniami papieży?
Kościół uważa się na gwaranta nieomylności w kwestiach moralnych. Teologia (religia) jest potrzebna służbie władzy hierarchicznej, która samą siebie ustanowiła nieomylną prawdą. Papież uchodzi przecież za nieomylnego w sprawach wiary. Kościół trzyma lud za przysłowiową twarz, straszy piekłem, grzechem, karą za nieposłuszeństwo , wyrzutami sumienia, spowiedzią itp. Kościół hierarchiczny chce jedynie panować i odnosić korzyści, a religia jest dla niego jedynie fasadą, za którą ukrywa swoje właściwe zamiary. Kościół potrzebuje Boga jako najwyższej i ostatniej instancji, aby móc żądać od wiernych absolutnego, bezwarunkowego posłuszeństwa wobec swoich twierdzeń i zakazów, które są sprzeczne z nauką i zdrowym rozsądkiem
"Nie ma drugiej takiej religii, która zniszczyłaby tyle istnień ludzkich, co religia katolicka. Inkwizycja, palenie kobiet – domniemanych czarownic – likwidacja całych narodów, prześladowania niewierzących, heretyków, żydów, tak zwanych sekt; związki Kościoła z dyktatorami (Mussolini, Franco, Hitler, Pinochet), z mafią (Calvi, Sidona etc.); wykorzystywanie niewinnych dzieci i młodych ludzi do celów seksualnych przez papieży, biskupów i księży; oszustwo celibatu, który trwa, chociaż mnóstwo księży żyje z partnerkami lub partnerami (co opisałem w moich książkach: „Eros und Klerus” i „Casanovas in Schwarz”). Współczesne państwa i rządy w wyniku własnej słabości lub głupoty popierają mity o moralnym autorytecie Kościoła i jego niezbędności dla prawidłowego funkcjonowania społeczności ludzkiej. Dzięki temu Kościół zyskuje na znaczeniu i rośnie w siłę, także finansową. Tymczasem każdy człowiek ma własne sumienie i musi zbudować swój własny system etyczny, jeżeli nie chce się stać wasalem propagandy, konwencji i ślepej dogmatyki Kościoła. "
W pełni zgadzam się ze słowami wypowiedzianymi przez byłego duchownego, pana Hubertusa Mynarka, profesora,obecnie dziekana Uniwersytetu Wiedeńskiego.
Nie podoba się mi to, że nieudolne rządy pozwalają Kościołowi na bycie autorytetem moralnym, na zastraszanie polityków i społeczeństwa, że nie robią nic, aby bronić naród przed coraz większymi zakusami kościoła. Warto pamiętać, że Kościół katolicki nie jest on prawdziwą religią, lecz konglomeratem rozmaitych religii i światopoglądów. Można w nim znaleźć elementy chrześcijaństwa, religii pogańskich, filozofii antycznych i współczesnych. Katolicyzm jest pozbawiony oryginalności. Wierzący nie odnajdzie tutaj żadnej prawdy wiary, która nie zostałaby ukradziona jakiejś innej religii, np: zmartwychwstanie. A jest zdradą religii, ponieważ nadużywa jej do manipulowania ludźmi, ogłupiania ich i wykorzystywania, a nie do przedstawiania Boga.
Szczerze mówiąc to ludzie niewierzący, wyznawcy innych religii, agnostycy mają serdecznie dość obecności Kościoła w życiu politycznym i społecznym, ciągłego zastraszania, wyłudzania z budżetu pieniędzy podatników, uzurpowania sobie wielkiej roli w państwie. Chcemy mieć w końcu prawo do wypowiadania swoich poglądów bez zagrożenia, że poseł PiS, Solidarnej Polski i szkodliwe fundacje pro-life poczują się urażone i będą gnębiły ludzi myślących inaczej niż oni i biskupi. Mamy dość duchownych wzywających do ubóstwa, poświęcania siebie jeżdżących najlepszymi samochodami i mieszkających w pałacach. Mamy po dziurki w nosie opowiadania o ewangelicznej miłości przez osoby, które podżegają do nienawiści wobec dzieci z in vitro, ginekologów przepisujących antykoncepcję, wykonujących in vitro, czy usuwających ciążę, w przypadku kiedy płód ma kilka uszkodzeń genetycznych. Domagamy się karania duchowieństwa w sytuacji, kiedy nawołują do nienawiści wobec związków partnerskich, osób homoseksualnych , lewicowców, twórców krytykujących kościół. Nie chcemy , aby Polska była ośmieszana przez przedstawicieli kleru uważających, że ich pomysły są ważniejsze od prawa stanowionego, czy też przed duchowieństwo wyrażające pogląd, że zapłodniona komórka jajowa jest człowiekiem, opowiadających bajki o wskrzeszeniach, czy uleczeniu raka dzięki modlitwie. Ubolewamy nad tym, że nasz piękny nadwiślański kraj jest kompromitowany przez pewnego księdza, który opublikował listę zagrożeń duchowych, na których znaleźli się najwięksi twórcy muzyki rozrywkowej, symbole kulturowe i dzieła literackie. Mamy oto początek nowej listy "ksiąg zakazanych". Chcemy żyć w normalnym kraju bez strachu, w państwie szanującym prawa człowieka. Zależy nam na tym, aby nasze dzieci i ich nauczyciele nie były zmuszani do udziału we mszach szkolnych i rekolekcjach, aby wyprowadzić religię ze szkół i móc wychowywać dzieci zgodnie ze swoim światopoglądem bez obawy o to, najmłodsi że będą wyśmiewani w szkole z powodu niewiary w Boga. Wierzący mogą posyłać dzieci na religię do salek katechetycznych.
Racjonaliści apelują do partii lewicowych i liberalnego skrzydło Platformy Obywatelskiej o porozumienie między podziałami i usunięcie z kodeksu karnego punktu o obrazie uczuć religijnych, który zagraża wolności wypowiedzi w Polsce i jest powrotem do cenzury. Sprzeciw wobec hierarchów katolickich to trudne zadanie - oni zawsze wiedzą jak wystraszyć i zmusić polityków do posłuszeństwa. Mają w ręku swój jeden argument - 90% społeczeństwa to katolicy. I tutaj wypada napisać sprostowanie - to osoby ochrzczone, a niekoniecznie praktykujący katolicy, którzy poważnie traktują naukę Kościoła. Spora część nie chodzi do kościoła,nie daje na tacę, a naukę Kościoła ma w nosie.
Od polityków spora grupa społeczna oczekuje likwidacji paragrafu o obrazie uczuć , wyprowadzenia religii ze szkół i zerwania konkordatu. Zamiast religii można by wprowadzić etykę, ekonomię i obowiązkowo wychowanie seksualne. Przedmioty unowocześnią edukację, pomogą dzieciom w dorosłym życiu. Religia jest przedmiotem zbędnym we współczesnej szkole, skostniałym, nieefektywnym.
Kościół uważa się za instytucję prześladowaną. Wiele osób zdziwi to stwierdzenie. Otóż prześladowanie kościoła to np: zdjęcie krzyża z komisariatu, likwidacja Funduszu Kościelnego, brak religii na maturze, związki partnerskie, mówienie prawdy o pedofilii i przekrętach finansowych. Większość z nas chciałaby być tak prześladowana jak Kościół - mieć największe wpływy, poczucie bezkarności i nieliczone dotacje oraz ulgi podatkowe.
Czy we współczesnym świecie, aby bronić wolności wypowiedzi, wolności mediów, tym razem przez klerem i ich sympatykami znów trzeba wyjść na barykady?
Widzowie, którzy w piątkowy wieczór, 8 marca 2013 roku oglądali programy kabaretowe w TVP 2 na długo je zapamiętają. Kabaret Limo ośmielił się wygłosić skecze o tematyce religijnej i przedstawić pogląd, że papież jest człowiekiem. Inspiracją była Księga Rodzaju, motyw stworzenia kobiety i pierwszego grzechu oraz z Nowego Testamentu – moment pokłonu Trzech Króli. Później kabaret odwołał się do abdykacji papieża, pokazał go jako typowego człowieka, który trawi i wydala i mentalności stereotypowego słuchacza Radia Maryja. Religia jest częścią społecznego życia i jako taka podlega jego krytyce. W Polsce mamy dziwną sytuację – religia staje się przestrzenią, której nie można krytykować. Jest to związane z punktem w prawie karnym „obrazie uczuć religijnych” za które grozi dwa lata więzienia. Zapis ten jest oczywiście sprzeczny z artykułem 52 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej, który brzmi „ Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. Cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy są zakazane. Ustawa może wprowadzić obowiązek uprzedniego uzyskania koncesji na prowadzenie stacji radiowej lub telewizyjnej.”
Posłowie Prawa i Sprawiedliwości , członkowie Parlamentarnego Zespołu d/s Przeciwdziałania Ateizacji Polski wystosowali pismo do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji o ukaranie TVP 2 za nadanie programu, który naśmiewa się z papieża i religii. Rada już zdjęła z anteny powtórki programu.
Pismo posłów jest nieporozumieniem z kilku powodów. Po pierwsze twórczość kabaretowa rządzi się swoimi prawami, a jej celem jest parodiowanie rzeczywistości. Po drugie religia nie jest tematem zakazanym, działalność religijna jest zgodna z Konstytucją i siłą rzeczy podlega społecznej ocenie. Po trzecie – osoba papieża nie jest częścią religijnego kultu, ponieważ papież nie jest osobą boską, więc paragraf o zachowaniu czci dla miejsc i przedmiotów kultu w tej kwestii nie obowiązuje. Papież jest osobą piastującą urząd, tak samo jak Premier, Prezydent, Przewodniczący Parlamentu Europejskiego. Idąc drogą PiS-u , również Premier musiałby napisać kilkanaście skarg na „Kabaretowe posiedzenie rządu”, które bez żadnych zahamować kpi z gabinetu rządowego. Po czwarte dogmat o dziewictwie Maryi powstał w drugim wieku naszej ery, nie ma nic wspólnego z Biblią, więc powoływanie się dla niego nie jest obrazą uczuć religijnych. Po piąte – motyw stworzenia świata i człowieka już dawno wyszedł poza religię – jest symbolem kulturowym, tak samo jak mitologiczne opisy stworzenia świata. Jedyny punkt, który może budzić zniesmaczenie to moment, kiedy kabaret zażartował z niepełnosprawności ludzi starszych. Trudno dostrzec cokolwiek złego w przypomnieniu, że papież jest człowiekiem, którego organizm ma takie same funkcje biologiczne, który nosi bieliznę i korzysta z internetu.
Żądanie kar dla artystów za rzekomą obrazę uczuć religijnych i nienadawania programów niezgodnych z religią katolicką narusza kolejny artykuł Konstytucji. Jest to artykuł 6, punkt 1 „Rzeczpospolita Polska stwarza warunki upowszechniania i równego dostępu do dóbr kultury, będącej źródłem tożsamości narodu polskiego, jego trwania i rozwoju.”
Wymaganie, aby wszystkie treści nadawane w telewizji publicznej akceptowały chrześcijański system wartości jest wykluczeniem na margines osób, które nie utożsamiają się z nauką biskupów. Są to nie tylko ateiści i osoby innych wyznań, ale także katolicy, którzy nie praktykują wiary i mają krytyczny stosunek do nauki Kościoła. Takie działanie nosi znamiona dyskryminacji ze względu na poglądy, odmawiania uczestnictwa w życiu kulturalnym osobom o innych poglądach.
Zakończenie sprawy jest smutne -TVP dostała karę za obrazę uczuć religijnych
„W komunikacie KRRiT poinformowała, że na TVP nałożono karę w wysokości 5 tys. zł za naruszenie art. 18 ust. 1 i 2 ustawy o radiofonii i telewizji. "Zgodnie z art. 18 ust. 2 ustawy o radiofonii i telewizji 'audycje lub inne przekazy powinny szanować przekonania religijne odbiorców, a zwłaszcza chrześcijański system wartości'. Natomiast art. 18 ust. 1 przewiduje, że audycje lub inne przekazy nie mogą 'propagować działań sprzecznych z prawem, z polską racją stanu oraz postaw i poglądów sprzecznych z moralnością i dobrem społecznym'" – napisano” (na podstawie informacji z portalu wp.pl). I tak oto Polska jest pierwszym nieislamskim państwem, w którym satyra z katolickiego fanatyzmu została ukarana. Smutny czas dla praw człowieka i wolności słowa.
Ograniczenie wolności słowa
W latach PRL-u w Polsce obowiązywała cenzura na informacje polityczne. Niestety cenzura mimo konstytucyjnego zakazu nie zniknęła z przestrzeni polskich mediów. Przybrała formę punktu o obrazie uczuć religijnych. Jest rzeczą oczywistą, że nie wolno obrażać uczuć drugiego człowieka, także tych religijnych. Problem w tym, że wspomniany powyżej punkt jest nadużywany. Oto obrazą uczuć religijnych jest skecz kabaretowy, czy stwierdzenie, że władze kościelne ukrywają afery pedofilskie. Obrazą uczuć religijnych była obecność Nergala w programie muzycznym, czy koncert Madonny. Obrazą uczuć religijnych jest popieranie związków partnerskich, czy akceptowanie in vitro. Media prawicowe i posłowie konserwatywni jakoś nie dostrzegają nic złego w wyzwiskach wobec osób żyjących w związkach nieformalnych, dyskryminacji dzieci z in vitro i niepłodnych par. Dyskryminację widzą za to w każdym ataku na tradycyjne rozumienie rodziny i kościół. W ich odczuciu nawet mówienie, że źródłem przemocy wobec kobiet i dzieci jest tradycja to przejaw walki z instytucją kościelną. Jakiekolwiek odwołanie do religii, które nie jest jej absolutnym podporządkowaniem się jest według posłów dyskryminacją osób wierzących i obrazą uczuć religijnych.
Konkluzja artykułu jest niestety smutna- w Polsce nie ma wolności słowa, wolne myślenie jest tłumione przez partie prawicowe i współpracujące z nimi media. Artysta nie może wypowiedzieć się szerze na temat religii, tradycji, instytucji, bo musi się liczyć z kłopotami, ciąganiem po sądach zniknięciem z telewizji. Co ciekawe, te same partie zacięcie walczą o miejsce na multipleksie cyfrowym TV TRWAM, powołując się na wolność słowa i wyznania. Jak widać wolność słowa, w ich mniemaniu obowiązuje tylko wtedy jeżeli jest zgodna z wytycznymi partii konserwatywnych i daje możliwość zaistnienia w mediach. Ci sami ludzie odmawiają prawa do wolności wypowiedzi artystom prezentującym odmienny światopogląd
Na koniec nazwa zespołu Parlamentarny Zespół d/s Przeciwdziałania Ateizacji Polski narusza Konstytucję w kilku punktach:
1)Jest sprzeczna z punktem 1 i 3 Konstytucji
„Art. 1.
Rzeczpospolita Polska jest dobrem wspólnym wszystkich obywateli.
Art. 3.
Rzeczpospolita Polska jest państwem jednolitym.”
2)Zacytowana powyżej nazwa narusza artykuł 25, punkt 2
„Władze publiczne w Rzeczypospolitej Polskiej zachowują bezstronność w sprawach przekonań religijnych, światopoglądowych i filozoficznych, zapewniając swobodę ich wyrażania w życiu publicznym.”
Nazwa zespołu dyskryminuje osoby nie wyznające katolicyzmu, sieje nienawiść, sugeruje, że ateizm, będący pokojowym światopoglądem, zagraża krajowi. Poza tym odwołuje się do jednej religii, sugerując, że Polska jest państwem wyznaniowym, a inne światopoglądy są w naszym kraju niemile widziane. Zastanawiam się, czy w polskim Sejmie powinno być miejsce dla zespołu ludzi, których celem działalności jest ograniczenie praw obywatelskich w imię nauczania biskupów. Posłom trzeba przypomnieć, że najważniejszym aktem prawnym w Polsce jest Konstytucja. Konstytucja zapewnia wolność słowa i równość obywateli wobec prawa .Niestety, wiele ustaw jest sprzecznych z Konstytucją i znajdują się w nich zapisy ograniczające prawa obywateli, segregujące ludność Polski na lepszych i gorszych.